Dodaj do ulubionych

Poszukuję osób mieszkających w Azji

08.09.12, 20:17
Mam świadomość, że zaraz z pewnością podniesie się larum niezadowolonych, ale rzadko użytecznych, że „ tego rodzaju wątki zamieszcza się w innym miejscu” itp., itd. Jak jednak mawiał sławny w pewnych kręgach poeta Sofronow, na pohybel.

Do brzegu zatem.
Jak w temacie, poszukuję osób, które w niedawnym czasie – patrząc oczywiście wstecz – przeprowadziły się i zamieszkały na terenie Azji. Najbardziej interesują mnie rejony Singapuru, Tajlandii, Malezji, Indonezji, Chin (głównie Szanghaj).
Z jakimi problemami spotkały się na początku? Co stanowiło niedogodność? Proszę o najprostsze rzeczy np. brak muzyki Phila Collinsa w radiu. Z czym musieliście się borykać? Czy dotknął Was tzw. szok kulturowy i ewentualnie jak sobie z nim radziliście? W jakich zestawach wyjeżdżaliście, tj. jedna osoba pracująca + jedna na utrzymaniu, dwie osoby pracujące. itd. Jak wyglądało zdobywanie sieci kontaktów towarzyskich? Jak przebiegała aklimatyzacja? Po jakim czasie myślami przestaliście być w Europie? I w ogóle, wszystkie uwagi oraz przemyślenia jakie nasuną Wam się do głowy. Nawet te najdrobniejsze.

Z pytaniem zwracam się do grona, które wskazałem. Prosiłbym natomiast o nie zabieranie głosu forumowych „śmieszków”, tudzież osoby przemierzające w celach turystycznych w/w rejony lub na zasadzie, ja nie, ale siostrzeniec kuzyna mojego szwagra…..

Będę wdzięczny za reakcje.

Obserwuj wątek
    • davidoff_pce Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji 10.09.12, 13:43
      Nie wiem, czy się załapuję pod Twoje kryteria, ale głos zabiorę.

      Nie wiem, czy półroczny kontrakt w 2008 roku to czas niedawny, czy już dawny. Nie wiem, czy ów pobyt ze względu na swoją z góry założoną tymczasowość można nazwać "przeprowadzeniem się i zamieszkaniem". W takim sensie, że prowadziłem tam samodzielne gospodarstwo domowe, chodziłem do pracy, robiłem zakupy, utrzymywałem kontakty towarzyskie z miejscowymi itp., to pewnie tak. Poza tym nie wymieniłeś jako interesującego cię kraju, w którym byłem, chociaż niewątpliwe Kambodża znajduje się na terenie Azji i w bliskim sąsiedztwie krajów, które wymieniłeś. Po ostatnie zaś trudno mi czasem oddzielić tę część pobytu związaną ściśle z pracą i tzw. życiem codziennym od tej związanej z turystycznym przemierzaniem w/w rejonów. Te formy pobytu w moim konkretnym przypadku bardzo się mieszały. Jeśli nadal jesteś zainteresowany moimi doświadczeniami, to pytaj o konkrety. Z czystej ciekawości zapytam też, do czego potrzebna Ci ta wiedza - praca naukowa, ciekawość, rozterki osobiste typu "zamieszkać, czy nie zamieszkać w Szanghaju"? Wiele już na tym forum napisałem, głównie w wątku:
      forum.gazeta.pl/forum/w,193,134917635,134917635,chce_zamieszkac_w_azji_za_kilka_lat.html
      • reyer_92 Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji 11.09.12, 05:18
        Dla zaniepokojonych i nieprzekonanych do zabrania głosu. Wyjaśniam, nie poszukuję kontaktów, czy zawierania nowych znajomości. Kierując się zasadą, Polak Polakowi wilkiem. Poszukuje informacji, które wskażą odpowiedź na moje pytania z czysto hobbystycznych pobudek. Czysta ciekawość. Zbierane informacje niczemu nie służą. Forum „gazetowe” to nie miejsce na poszukiwanie informacji w celach badawczych. Tyle tytułem wyjaśnień.

        Dzięki za odzew. Kambodża jak najbardziej mieści się w szeroko pojętych ramach. Nie chciałem rozmieniać się na drobne i wyszczególniać każdego Państwa z osobna. W swej pokrętnej logice założyłem, że Państwa typu Laos, Kambodża, Wietnam itp. rzadko doświadczają stopy polskiego obywatela, nie mówiąc o osiedlaniu. Ale tak, Kambodża jak najbardziej też. Generalnie chodzi mi o rejon Azji i związane z tym różnice kulturowo-mentalne, organizacyjne, urzędowe, wszystko co stanowiło uciążliwość w zetknięciu z nową rzeczywistością. Nie konstruuję praktycznego poradnika, jak sobie radzić z konkretną sytuacją. Np. procedura ubiegania się o status Permanent Resident - step by step. Te wszystkie informacje są do odnalezienia. Nie gromadzę też danych, które miałyby pomóc w podjęciu decyzji – „gdzie by się tu przeprowadzić?”.

        Miałem na myśli spostrzeżenia natury społeczno-socjologicznej. Nie sztywne regulacje, a napięcia dotykające psychicznej strony przenosin. Problemy i różnice związane z przeniesieniem w inną rzeczywistość kulturową. Co dotykało takie osoby, tęsknota? Jeśli pracowała tylko jedna osoba, czym zajmowała się w tym czasie druga? Organizacja czasu wolnego, sieć kontaktów towarzyskich? Z jakich przyjemności trzeba było zrezygnować po przeprowadzce? Co ich zdaniem było nie do przeskoczenia? Jak sobie radziły z takimi problemami i czy ich zdaniem z każdym kolejnym dniem było lepiej? Czy uważają, że przechodziły zjawisko tzw. szoku kulturowego i inne pytania tej natury.

        Sądzę więc, że sześć miesięcy, to za krótki czas by odpowiedzieć na moje pytania. Tym bardziej jeśli założymy, że od początku miałeś świadomość, iż będzie to pół roku, a pewnie tak. Specyfikę życia w rozjazdach kontraktowych znam z autopsji. Nie jest to życie osiadłe i zakładanie gniazda, a trwanie w rozkroku. Tymczasowość. Robię swoje i wyjeżdżam. Owszem prowadzi się gospodarstwo domowe, robi zakupy, bo trzeba zapełnić w jakiś sposób lodówkę, ale nie wiążą się z tym problemy, z którymi borykają się Expaci w chwili przesiedlenia. Ponadto literatura fachowa i specjaliści wszelkiej maści, zakładają w takich przypadkach wspominany okres tzw. szoku kulturowego na mniej więcej 6 miesięcy.

        Tak czy owak, jeszcze raz dziękuję za odzew i szczerość. Jeśli mimo to uważasz, że masz się czym podzielić, to chętnie wysłucham.
        • kornel-1 Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji 11.09.12, 07:48
          Swoim drugim postem chyba nieco zniechęciłeś do pisania, ale mogę się mylić. Co do tematu - w twoim postawieniu sprawy (zamieszkiwanie dłuższe niż sześć miesięcy) widzę pewien szkopuł: szok kulturowy i problemy związane ze zmianą kulturowego i społecznego otoczenia są odczuwane właśnie na początku - może właśnie w ciągu pierwszego półrocza - a później człowiek się dostosowuje, akceptuje zastaną rzeczywistość, przestaje się dziwić, przestaje zauważać. Potwierdzasz to sam zresztą pisząc: "Ponadto literatura fachowa i specjaliści wszelkiej maści, zakładają w takich przypadkach wspominany okres tzw. szoku kulturowego na mniej więcej 6 miesięcy."

          Kornel
        • Gość: samiec Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji IP: *.warszawa.vectranet.pl 11.09.12, 08:12
          Ciekawe pytanie, wiele jednak zależy od nas samych czyli umiejętności nawiązywania kontaktów oraz tego czy przyjechaliśmy sami (samotny samiec inaczej widzi świat ) czy np żona jest innej narodowości a nawet pokusiłbym się o tezę że jako np Azjatka ułatwi asymilację mężowi, ale to takie dywagacje przy porannej kawie, choć powinienem powstrzymać się od głosu bo nie jestem nawet osoba przymierzająca się do takiego wyzwania jakim jest opuszczenie mojej pięknej ojczyzny za co przepraszam.
          • reyer_92 Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji 11.09.12, 10:21
            @ Kornel -1:

            Temat tego wątku brzmi – „Poszukuję osób mieszkujących w Azji”.

            Podejrzewam, że nijak nie możesz podczepić się pod tę kategorię. Szanuje jednak Twój wkład i zaangażowanie w dyskusję. Nie mniej musisz się zdecydować. Albo mój post Cię zniechęca i wtedy nie zabierasz głosu. Bądź też Cię nie zniechęca i wtedy bierzesz udział w dyskusji, ale tylko na temat. Póki co wykazujesz się postawą mocno zachowawczą i zabrałeś głos na zasadzie, że posłużę się cytatem S.Tyma „ Nie bardzo się orientuję w temacie, ale tym chętniej się wypowiem”. Nie! Proszę tylko na temat!

            I nie wykazujemy się własną inteligencją, czepiając się słówek!

            Ponad dziesięć lat pracowałem systemem kontraktowym. Nigdy krócej niż pięć miesięcy. Zjeździłem dużą część świata. Mieszkałem w wielu krajach na kilku kontynentach. Mogę powiedzieć, że gdzieś mieszkałem, ale nie powiem, że się przeprowadziłem, osiedliłem. Nastawienie przy tego typu wyjazdach jest zgoła odmienne. Nie twierdzę, że jest lekko, że omijają zjawiska typu wszech przewijającego się w rozmowie szoku kulturowego. Sądzę jednak, że tylko obserwacja zagadnienia w dłuższej perspektywie daje możliwość przekonania się czy i co się zmieniło. Czy akceptujemy rzeczy, które były dla nas nie do zniesienia, czy się uelastyczniliśmy, czy znaleźliśmy swój sposób na życie tutaj. I na odwrót, może jest coś czego nie jesteśmy w stanie przeskoczyć ? Właśnie o ten sposób na życie w nowym miejscu mi chodzi.

            Zapraszam więc do dyskusji każdego, ale tylko na temat. Nie dowartościowujmy się.

            Ciekawa koncepcja, o której nie pomyślałem, co jeśli jedno ze współpartnerów jest lokalesem? Może jest ktoś taki i łudzę się, że w końcu ktoś się odezwie.

            • Gość: samiec Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji IP: *.warszawa.vectranet.pl 11.09.12, 22:07
              Obawiam się żę będzie Ci trudno, pytanie czy w firmie dla której pracujesz są inni obcokrajowcy ?może oni mają jakieś doświadczenie my Polacy z przykrością to napisze nie jesteśmy chyba zbyt skorzy do pomocy poza granicami kraju, ale i w również nie bardzo. Gdybyś miał rodzinę było by Ci pewnie łatwiej ale to byłoby zamknięcie się no i nadal zostałyby kwestie jak to nazwałeś nie do przeskoczenia,ciekawe,ciekawe. A jakieś spostrzeżenia sam poczyniłeś ?
              • a.nomad Searching for... 12.09.12, 11:08
                Witaj,

                Nie odpowiadam Twojemu aktualnemu profilowi poszukiwan poniewaz
                moje mieszkanie w Azji jest juz czasem przeszlym. Pracowalem przez trzy
                lata w Hong Kongu i dwa lata w Singapurze z czestymi wyjazdami do
                kontynentalnych Chin z Szanghajem wlacznie. Mam doswiadczenie mieszkania
                w krajach arabskich (Dubaj) i w krajach Ameryki Lacinskiej. Moja firma
                z miedzynarodowymi powiazaniami jest umiejscowiona w Stanach.

                Pisze o tym dlatego, ze lekko dziwi mnie Twoje podejscie do wyzwan jakie maja
                "expaci". Piszesz, ze znasz juz spora czesc swiata ale uzywasz okreslen:
                "szok kulturowy, niedogodnosc i wyzwania nie do przeskoczenia". Nie uzywam
                pejoratywnego rzeczowika problem poniewaz u nas w firmie uzywa sie eufemistycznie
                okreslenia "wyzwanie". I wyzwania sie rozwiazuje:)

                Powinienes wiedziec prawie od razu czy chcesz sie przeniesc czy jestes wystarczajaco
                elastyczny, czy bedziesz cierpial i narzekal na kultury obce Twojemu wychowaniu
                takie jak glosne jedzenie Azjatow, nagminne spluwanie na ulicach Chin, niepunktualnosc
                Latynosow i, ogolna innosc wiekszosci Arabow.

                Jezeli irytuje to Ciebie permanentnie i nie potrafisz tego przeskoczyc i zobaczyc tego
                w innym kontekscie to krec sie po Europie unikajac Balkanow.
                Jezeli jednak ewentualne wynagrodzenie i "French benefits" umieszczenia Ciebie
                w Azji stepia Twoja wrazliwosci i wyobraznia przymknie oko na ten charakterystyczny
                lokalny sposob bycia/zycia to warto rozwazyc przeniesienie. Do tego dochodza bonusy
                w postaci poznania nieturystycznie ciekawych obszarow. Jezeli bedziesz odpowiednio
                oplacany to w chwilach trudnych do zniesienia bedziesz mogl na weekend poleciec
                do Paryza i zanurzyc sie w poprawny europejski "savoir vivre".

                Pobiezny rzut oka na Twoje pisanie pozwala mi sadzic, ze w Azji bedziesz musial
                podkalibrowac swoja cierpliwosc i widoczna bezceremonialnosc. W Ameryce Poludniowej
                nie zaczyna sie rozmowy o businessie przed deserem (drugiego obiadu) a w Chinach
                male sukcesy handlowe odnosi sie po tygodniowym jedzeniu razem. Byc moze ta uwaga
                okaze sie dla Ciebie cenna. Dobrze jest pamietac, ze "attitude is everything". Prawie...

                I jeszcze jedno. Moje doswiadczenia nie musza sie asymptotycznie zblizac do Twoich.
                Kazdy z nas widzi sprawy inaczej. Gdybys poszerzyl swoj profil o to co lubisz i o to
                czego nienawidzisz z pasja byloby latwiej i precyzyjniej odpowiedzic na Twoje ogolne
                pytania. Jeden lubi ogorki, inny ogrodnika corki:) Zakladam jednak, ze odpowiednia
                kasa pomoze Tobie zadecydowac. It is nothing personal, it is only a business:)

                Pozdrowienia i powodzenia

                a.
                • reyer_92 Re: Searching for... 12.09.12, 18:36
                  @samiec:
                  @a.nomad:

                  Chłopaki! Odpowiedzi są nie na temat. No jakby nie patrzyć, ale to chyba potwierdzenie mojej teorii, która mówi, że forum „gazetowe” nie jest miejscem na zbieranie materiałów naukowych.

                  Zafiksowaliście się na coś, czego w tekście nie ma. Oj, bo zacznę podejrzewać, że czytacie bez zrozumienia. W żadnym punkcie moich postów nie ma wzmianki, słowa, z którego można by wnioskować, że chodzi o mnie, tudzież inną, jakąkolwiek konkretną osobę.
                  Kwestie rozpatruje w kategoriach czysto teoretycznych. Samoistnie obraliście tezę i uznaliście za jedynie słuszną, nie zwracając uwagi na cały szereg zadanych przeze mnie pytań (szczególnie a.nomad).

                  Temat pojawił się podczas gorącej debaty w gronie znajomych, tzw. nocne czuwanie Polaków (i nie tylko) przy butelce, wynikającej z artykułu w prasie fachowej.

                  Ja sam, od długiego czasu częściej mieszkam za granicą, aniżeli w kraju. Dwa ostatnie lata w Azji (celowo nie podaje kraju), trzy poprzednie w Holandii. Wcześniejszych nie wyliczam. Okres holenderski jak i obecny, to praca na chwałę chińskiego pracodawcy (wciąż tego samego) z tzw. centralą usytuowaną w Szanghaju. Szanghaj odwiedzam regularnie i zbyt często. Ba, obecny wpis powstaje w zaciszu pokoju szanghajskiego hotelu. Problemy i bolączki wynikające więc ze współpracy z Chińczykami, jako tako zdążyłem poznać.
                  W Dubaju spędziłem 14-cie miesięcy. Chwilę po studiach, na przestrzeni lat 1998-99. Zatem w czasach, kiedy migracje zarobkowe polskiego narodu były mocno ograniczone.

                  Od kilkunastu lat jestem w szczęśliwym związku, a od kilku żonaty (chyba, że o czymś nie wiem Samiec?).

                  Nie przytoczyłem tego wszystkiego po to by wywrzeć wrażenie, podnieść prestiż. Chce pokazać, że to nie bolączki człowieka, który stoi przed dylematem – jechać, nie jechać? Wspominałem, że nie tworzę poradnika. Chodzi mi o subiektywne ludzkie odczucia. W jaki sposób odbierali zastaną rzeczywistość? Z czym się borykali.? Mam na myśli bardziej sferę uczuć, a mniej fakty.

                  Rozumiem @a.nomad, że Ty niczego o czym pisałem nie doświadczyłeś, bo w żaden sposób się tym nie podzieliłeś. Tak czy owak, dziękuję za głos. Martwi mnie jednak niewielki odzew, bo w weekendowej debacie nr 2 moja frakcja może ponieść klęskę w wyniku braku argumentów.

                  Proszę jednak jeszcze raz. Jeśli mówimy, to na temat. Nie róbmy prywatnych wycieczek, nie przyjmujmy protekcjonalnego tonu.

                  Pozdrawiam i przepraszam wszystkich, których uraziłem.


                  • a.nomad Re: Searching for... 12.09.12, 19:36

                    Fakt, poruszamy sie rownolegle. Z niczym opisanym przez Ciebie sie nie borykalem.
                    Mam duza zdolnosc adaptacji, aklimatyzacji i, jezeli trzeba, mimikry:)
                    Przenosze sie z miejsca na miejsce swiadomie i po odrobieniu zadania domowego.
                    Dosyc dawno uznalem, ze doswiadczenia innych niekoniecznie moga byc tymi
                    samymi doswiadczeniami dla mnie. To tak jak z polecaniem filmow. Jednym sie podoba
                    i polecaja, inni krytykuja i tych nazywamy krytykami:)

                    Przez moment odnioslem wrazenie, ze przeprowadzka dotyczy Ciebie. W akademickich
                    dysputach nie chce mi sie brac udzialu. Moje doswiadczenia sa moimi i nikogo nie
                    chce do nich przekonywac. Po cholere!

                    Zgadzam sie z Toba, ze forum nie da Tobie wystarczajacego materialu do dyskusji.
                    Probuj moze jednak:)

                    Pozdro - a.
                    • Gość: samiec Re: Searching for... IP: *.warszawa.vectranet.pl 13.09.12, 01:11
                      Być może wprowadziła mnie w błąd Twoja wcześniejsza wypowiedz z której wynika że mieszkasz już TAM
                      forum.gazeta.pl/forum/w,193,134917635,138017208,Re_chce_zamieszkac_w_azji_za_kilka_lat_.html
                      nie wiem czego nie wiesz :) a nawet jeśli to Ty sam wiesz najlepiej, ale zafilozowałem jestem z siebie dumny ;)
                      przepraszam nie będę się już wtrącał, pozdrawiam !
                      • Gość: expat Polish assistance IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.12, 08:35
                        Istnieje obiegowe powiedzenie, ze Polak Polakowi juz pomogl za granica jezeli
                        mu nie zaszkodzil. Smutne to jezeli obserwuje sie inne grupy narodowosciowe.
      • Gość: jerzy30 Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji IP: 195.187.99.* 13.09.12, 09:43
        Hejka davidoff_pce - ja sie wybieram w podroz - Wietnam Kambodza, Laos - mam pare pytan. jak Ci je podac na priv ???
    • Gość: zimawub Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji IP: 219.159.102.* 13.09.12, 12:30
      Witam serdecznie,
      na forum jestem gosciem, ale nie mogłem nie zabrać głosu, gdyż w Azji mieszkam ponad dwa lata. Musze powiedzieć, że bardzo sobie chwalę, zwłaszcza w obecnej sytuacji na europejskim rynku pracy.
      Problemy z aklimatyzacją były skromne, może ponieważ nieco podróżowałem wcześniej. Jesli chodzi konkretnie o Chiny czasem brakuje pełnego Internetu, VPN pozwala na przeglądanie zbanowanych stron, ale są zbyt wolne. Trzeba polubić Chiński internet i przestawić się np. z youtuba na youku.com itd.
      Jedzenie jest dobre, ale brakuje Polskiego, do tego gdzie mieszkam, nie ma zbyt wielu polaków, więc czasem zapomina się języka. Brakuje mi też jeżdżenia autem (tu śmigam rowerem), rodzimego alkoholu i świąt, bo Azjaci tylko pracują i pracują.
      Więcej informacji na Tekst linka
      Mam nadzieję, że to pomogło.
      Pozdrawiam
      • azjaodkuchni Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji 14.09.12, 08:30
        Chyba się mieszczę w Twoje kategorie. Miałam poukładane życie w Polsce, dziecko w szkole i trochę dóbr materialnych. Pewnego dnia mój mąż zadzwonił do mnie i powiedział o propozycji wyjazdu na kontrakt. Najpierw miał być inny kraj, potem jeszcze inny aż w końcu gdy szczegóły były prawie omówione pojawiła się propozycja ze strony Singapuru.
        Wyjechaliśmy kilka miesięcy później z dzieckiem z podstawowym angielskim ( ja po angielsku nie mówiłam wtedy prawie wcale ). Nie interesowałam się wcześniej Azją nie wiedziałam co mnie spotka. Zamykanie polskich spraw, przeprowadzka, szukanie szkoły moja nauka języka nie było czasu na myślenie jak się zachować. Mąż poszedł cztery dni po przylocie do pracy, dziecko do szkoły 2 tygodnie później a ja zostałam Kurą domową. Przeżyliśmy i polubiliśmy życie w okolicach równika. Mąż robi prawie to samo w Polsce tylko biurko ma w innej części świata. Ja nauczyłam się języka, mam lokalnych znajomych a nawet przyjaciół. Pracuję w azjatyckiej szkole jako wolontariusz. Moje dziecko z dziecka mówiącego ciut po angielsku stało się świetnym uczniem w klasie ekspert. Ma kilka dyplomów z olimpiad międzynarodowych. Było warto porzucić poukładane życie dla doświadczenia i zobaczenia życia w Azji od kuchni. Lubię Singapur za porządek na ulicach, bezpieczeństwo, sprawny transport publiczny, dobre szkoły, świetne biblioteki z mnóstwem książek, kawę a hawker center za 1,2 S, muzea w których mogę siedzieć godzinami. Nie lubię za wiele drobnych rzeczy i nie są to mrówki wyłażące z każdej dziury w ścianie. Nigdy nie będę jednak tutejsza nie ta mentalność, nie to widzenie świata.
        Niestety nie da się oddzielić emocji od doświadczeń:
        - śmiesznie było jak wciskałam pałeczki w ryż , a tak robić nie wolno i gdy popełniałam gafa za gafą.
        -śmiesznie się rozmawiało z Malajkami o polskich gołąbkach gdy jedyną nicią porozumienia był google tłumacz
        -zatkało mnie jak w szkole mojego dziecka zastosowano karę chłosty a matka ukaranego płakała z powodu utraty honoru.
        -płakałam gdy się dowiedziałam, że jedna z moich koleżanek uciekła z dziećmi przed biedą na piechotę z jednym tobołkiem i płakałam jak poznałam historię koleżanki mojego dziecka kupionej w Indiach za 1000 S.
        Nie zgodzę się, że Polak - Polakowi na obczyźnie wilkiem. Mam kontakt z polskimi rodzinami wymieniamy się doświadczeniami, skarbami przywiezionymi z Polski i książkami w ojczystym języku. Pewnie Polonia w Singapurze nie jest reprezentatywna, ale od żadnego rodaka nie doświadczyłam niczego przykrego chociaż różnimy się sposobem życia i doświadczeniami życiowymi. Jeśli chcesz wiedzieć więcej pisz na priva chętnie odpowiem
        --
        azjaodkuchni.blogspot.sg/


        • azjaodkuchni Re: Polacy w Azji 14.09.12, 09:20
          Aga w Malezji:
          fashionmemy.blogspot.sg/
          Dwa koty w Japonii:
          fashionmemy.blogspot.sg/
          Maciek w Bangkoku:
          skokwbokblog.com/
          Ania w Manilii:
          wazji.pl/
          Rajscy w Indiach:
          rajscy.blogspot.sg/
          i pewnie wile innych których nie znam.
    • Gość: Ja Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji IP: 116.226.36.* 17.09.12, 07:05
      Poniewaz mieszcze sie w kategorii pytajacego (kilka lat w Azji, wraz z rodzina) to kilka luznych spostrzezen.
      Najciezszym okresem wcale nie jest pierwsze pol roku. Na poczatku ciagle jest fascynacja nowa kultura, nowymi odswiadczeniami, walka z blahymi (z punktu widzenia europejskiego) sparawami (gdzie poslac dzieci do szkoly? gdzie do lekarza?, gdzie robic zakupy? jak zaplacic rachunek za telefon, czy gaz itp.). Przez pierwsze pol roku caly czas zaskakuje Cie cos nowego i nie ma czasu na kryzys:). Ten przychodzi (tak mie sie wydaje) dopiero po roku, kiedy juz wszystko zostanie pokladane, swiat dokola nie jest juz taki egzotyczny, zycie w pada w normalne tory, rodzina i starzy zanjomi sa daleko, kontakt sie urywa coraz bardziej )chocby przez przesuniecie czasowe), nowe znajomosci sa cigle jeszcze zbyt nowe. Kryzys przychodzi tym pozniej im dalej (fizycznie i kulturowo) kraj pobytu jest odddalony od Polski.

      W dalekiej Azji nie potwierdzaja sie takze obiegowe opinie o polskich emigrantach. Wiekszosc Polakow jest zyczliwa i pomocna. Wynika to pewnie z kilku warunkow. Znacznie mniejsza liczba Polakow (bo co to jest kilkadziesiat czy kilkaset osob, w kilkumilionowych miastach). Wiekszosc przyjezdza tu na kontrakty, wysylani przez firmy z Europu lub Ameryki, wiec miedzy soba nie jestesmy zadna konkurencja, nikt nikomu nie jest w stanie odebrac pracy. Sila robocza tu w Azji jest bardzo tania, wiec Ci co przyjezdzaja, sa to ludzie w wiekszosci dosc dobrze wyksztalceni i troche bardziej otwarci, od przecietnego "emigranta zarobkowego". Ograniczny kontakt z Polska (rodzina, znajomymi) powoduje ze znajomosci przeradzaja sie w przyjznie i to raczej mocne (w koncu dzieci chca miec wujka czy ciocie, nie tylko przez skypa), tworza sie takie pseudorodzinne (w pozytywnym znaczeniu) powiazania.

      To tak na szybko refleksje na dwa tematy. Pytania mile widziane, postaram sie odpowiedziec, w miare mozliwosci (czasowych) :)
      • reyer_92 Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji 17.09.12, 08:14
        Po weekendowym odpoczynku od kamiennego ekranu, wracam na łono żywych. Wystarczająco dużo czasu spędzam przed ekranem w tygodniu, by w weekend nie móc czasem od niego odpocząć. Chce żyć wrażeniem, iż potrafię podołać bez tej maszyny.

        @zimawub, azjaodkuchni:

        Dzięki za odzew. Nie chcę jednak przenosić rozmowy na prywatną skrzynkę, bo i pytań, których nie mogłyby ujrzeć oczy ogółu, raczej nie mam. Poza tym, jak napisałem to nie ma być forma poradnika dla podróżujących po Azji. Jestem ciekaw, ludzkich odczuć, wrażeń, płynących z tzw. wnęcza. Bez jakichkolwiek wartości oceniających. Można powiedzieć, że bawię się w domorosłego socjologa. Ciekawość – o czym wspominałem – to efekt burzliwej (aczkolwiek kulturalnej) rozmowy w gronie znajomych, będącej następstwem splotu wydarzeń oraz prasowych wypocin. I w końcu, mam nadzieję, że mimo wszystko pojawi się jeszcze kilka osób, które zrelacjonują swój odbiór azjatyckiej krainy i włączą się do rozmowy, bo do tego celu, jakby nie było, służy forum.

        Ciekawe to co napisałaś.
        Z treści Twojego wpisu można wnosić, że pobyt w Azji Ci służy i generalnie jesteś zadowolona. Czy szczęśliwa nie wiem, choć szczęścia permanentnego jako takiego nie ma. Inaczej przestali byśmy je dostrzegać i doceniać.
        Jednak czy taki stan optymizmu i akceptacji towarzyszył Ci od początku pobytu? Jak sama mówisz, znajomość angielskiego - bo zakładam, że o nim mówimy – w chwili wyjazdu była znikoma. Dziecię wymagało pójścia do szkoły. Kto się zajmował sprawami organizacyjnymi w urzędach, szkole? Mąż, Ty? Mąż po czterech dniach wymaszerował do pracy. A Ty co w tym czasie robiłaś, oprócz bycia mamą i zabaw w dom? Czy nowa rzeczywistość nie okazywała się być przytłaczająca? Nie nadszedł dzień, w którym siadłaś zadając sobie pytanie „co ja tu ku….a robię?!”. Mieszkałaś w Azji, a myślami byłaś w Europie? Czy to co dostałaś, nie było dla Ciebie za mało w stosunku do tego, co porzuciłaś?

        W jednym z wcześniejszych postów padło stwierdzenie „odrabiam lekcje przed wyjazdem”. Dobrze, trudno oczekiwać, aby ktokolwiek zdecydował się zamieszkać w Azji, bez analizowania za i przeciw. To dopiero byłby świrus. Nie mniej, póki nie zaatakujemy nie wiemy, czy poradzimy sobie z problemami napotkanymi na miejscu. Możemy jedynie zakładać, że się z nimi uporamy?
        Czy praca wolontariuszki coś zmieniła? Poprawiła nastrój, komfort życia, dowartościowała, nadała cel?

        Teraz nieco prześmiewczo. Naprawdę smakuje Ci kawa z singapurskiego hawker center??? No, dla mnie to nie kawa. Jestem zwolennikiem mocnej, zarąbiście mocnej, małej kawy. Poranne espresso, by nie powiedzieć ristretto pite do 10.00. Kawa popołudniowa równie mocna, choć już ciut dłuższa. Irytuje mnie, że aby ją wypić muszę wspomagać się przewodnikiem (już nie), a na koniec mieć podaną sterylnie i w białych rękawiczkach. Nigdy nie sądziłem, że będę wdzięczny Bogu za Starbuks-a.

        Wracając do Polaków za granicą. Również nic złego mnie od nich nie spotkało. Może dlatego, że jako osoba średnio wylewna nie mam parcia na kontakt z rodakami. Generalnie życie społeczno-towarzyskie to działka mojej żony. Ja nie ukrywam, że wręcz go unikam. Mam wyrobione zdanie, że nie potrafimy (jako naród) znaleźć złotego środka. Albo jesteśmy bardzo wylewni, albo idziemy na noże. Będąc w Polsce, często nie udawało mi się wycisnąć od sąsiadów zwyczajowego „dzień dobry”. Poza granicami, napotykani rodacy niemalże rzucają mi się na szyje. Najczęściej, Ci od niedawna poza granicami. Z drugiej strony uważam, że to smutne, że nie potrafimy się jednoczyć. Nasi francuscy znajomi łamane przez sąsiedzi, utrzymują kontakty z dużą ilością swych pobratymców. Niemcy, co to ich Wanda nie chciała również. My Polacy (czyli ja i żona)nie mamy ani jednego polskiego znajomego.

        Mieszkasz w Singapurze. Wg. różnych danych przebywa tam ok. 400-tu Polaków. Spójrz na fora dla Expatów. Gdzie oni są? Natomiast roi się od innych nacji. Angole, Hiszpanie, Francuzi, Niemcy, Rosjanie itd. Polaków tam nie uświadczysz. Dyscypliną koronną polskiego konsulatu w Singapurze jest organizacja (poza zwyczajowymi opłatkami, spotkaniami świątecznymi) koncertów muzyki Chopina. Dla kogo? To chyba ciutkę mało.
    • rajscy2012 Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji 26.09.12, 20:40
      Wyjechaliśmy z Polski prawie 3 lata temu, na początku bez zamiaru osiedlenia się w Indiach. Pierwszy etap, który wiąże się z największym szokiem kulturowym przeżyliśmy więc jako turyści, a wtedy jest łatwiej. Człowiek nie traktuje wszystkiego tak serio, co w kraju takim jak Indie ma naprawdę duże znaczenie. Po objechaniu okolicznych krajów (Tajlandia, Nepal, Kambodża, Laos itp.) znów znaleźliśmy się w Indiach i przypadek sprawił, że wylądowaliśmy w Bollywood. Tyle tytułem tła historycznego.
      Pierwszym szokiem kulturowym był smród moczu i widok sikających panów na każdym niemal kroku i pod każdym murem. Nie przyzwyczailiśmy się do dziś.
      Drugim, plucie i harkanie, takie, po którym mało odporny człowiek może znów przyjrzeć się dopiero co zjedzonemu obiadowi. Nadal nam się dźwiga.
      Jedzenie rękami. Oni jedzą rekami wszystko, można by zażartować, że nawet zupę. Ale jedzenie ryżu z dalem ręką, (jedną, druga bowiem służy do czego innego) kiedy facet uciaprany jest aż do nadgarstka, to naprawdę mocne wrażenie. I ten odgłos wydawany podczas mieszania: mlask, mlask, mlask. Ale do tego przywykliśmy. A niech mają.
      Hindusi kochają muzykę. Tyle, że to co oni puszczają brzmi jakby torturowanej kobiecie wtórowała banda szalonych muzyków. Oczywiście bywają też dobre kawałki, z reguły silnie "zainspirowane" jakimś zachodnim utworem. Do muzyki przywykliśmy, ale jak zdarzy się sytuacja, ze trzech naraz chce się podzielić swoją muzyką w zatłoczonym autobusie, ustawiając komórkę na tryb "głośnowrzeszczący", to jest ciężko.
      Mam taki odruch, żeby śmieci wyrzucać do kosza. Tu musiałem dać sobie spokój. Nie ma koszy. Indie to jeden wielki śmietnik. Każdy rzuca swój śmieć dokładnie pod siebie. Pewnie w tym miejscu odezwie się krzyk, ze ich obrażam. Zapraszam, przyjedźcie, zobaczcie, a potem pogadamy.
      Tu zakończę część poświęconą szokowi kulturowemu (a mógłbym jeszcze tak długo), bo nie wiem, czy komukolwiek chce się to czytać i powiem, dlaczego tu jesteśmy.
      Odpowiedź będzie 2 częściowa.
      1. Indie mają w sobie coś magicznego. Po 6ciu miesiącach wyjeżdżam z nastawieniem, "Nigdy więcej!", po czym, po kilku miesiącach gdzie indziej czuje, ze chce wrócić i na początku nam s nawet mi podoba.....
      2. Fajnie jest być aktorem w Bollywood

    • nawsiwjaponii Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji 30.09.12, 06:51
      Jak sam nick wskazuje, mieszkam w Japonii w raczej malej miejscowosci. Na stale.

      "Z jakimi problemami spotkały się na początku?"
      - Z takimi samymi jak w kazdym innym panstwie.

      "Co stanowiło niedogodność?"
      - uzyskanie prawa jazdy.

      "Proszę o najprostsze rzeczy np. brak muzyki Phila Collinsa w radiu."
      - nie przywiazuje wiekszej wagi do tego jaka muzyka leci w radiu, slucham podczas jazdy do pracy dla wiadomosci i prognozy pogody.
      - nadal brakuje mi tylko kiszonych ogorkow, ale i te mozna kupic ze Stanow przez FCB.

      "Z czym musieliście się borykać?"
      - Ze znalezieniem stanika w odpowiednim rozmiarze.
      - ze znalezieniem odpowiedniej nici dentystycznej i farby do wlosow
      - ze znalezieniem dentysty, ktory wie jak stomatologia wyglada w USA.

      "Czy dotknął Was tzw. szok kulturowy i ewentualnie jak sobie z nim radziliście?"
      - Raczej nic mnie nie dotknelo. Japonia to cywilizowany kraj i w glinianej lepiance mieszkac nie musze. Na ulicach Hondy i Toyoty, czyste supermarkety i zycie lepsze niz w Stanach czy Europie.

      "W jakich zestawach wyjeżdżaliście, tj. jedna osoba pracująca + jedna na utrzymaniu, dwie osoby pracujące. itd."
      - Pierwszy raz wyjechalam zupelnie sama.


      "Jak wyglądało zdobywanie sieci kontaktów towarzyskich?"
      - normalnie, jak wszedzie indziej - w pracy, w warsztacie samochodowym, w poczekalni u dentysty, z ludzmi mozna gadac wszedzie, pod warunkiem, ze zna sie lokalny jezyk.

      "Jak przebiegała aklimatyzacja?"
      - nie pamietam

      "Po jakim czasie myślami przestaliście być w Europie?"
      - nigdy nie bylam myslami w Europie, nie widze potrzeby.


      Zyje mi sie tu bardzo dobrze i gdyby Japonia pozwalala na podwojne obywatelstwo, to pewnie bym sie o nie starala.
    • fanny Re: Poszukuję osób mieszkających w Azji 07.10.12, 22:33
      Mieszkam w Hongkongu niecale 3 lata.
      O mieszkaniu tutaj zamarzylismy z mezem 15 lat temu po obejrzeniu filmu Chungking Express :)
      W zwiazku z naszymi planami dzieci poslalismy do anglojezycznej szkoly w Polsce.
      Zanim sie przeprowadzilismy wczesniej nie bylismy w Azji nawet na wycieczce. Tzn. zeby byc precyzyjnym, 4 miesiace przed przeprowadzka, na zaproszenie firmy meza spedzilismy w HK 6 dni, ale wtedy to juz polowalismy na mieszkanie.
      HK nie jest naszym pierwszym expackim doswiadczeniem, wczesniej mieszkalismy 5 lat w UK.
      Do wyjazdu bardzo solidnie sie przygotowalismy. Przeczytalam prawie cale dwa expackie fora dla ludzi w HK - geoexpat i asiaexpat. Wiec jak i co negocjowac w ramach umowy o prace, gdzie mieszkac i za ile, ktora szkola dla dziecka bedzie najlepsza (drugie, wtedy 18 letnie wybralo pozostanie w Uk), gdzie kupic ogorki kiszone a gdzie ulubione ciasteczka do kawy - wszystko to mielismy obcykane jeszcze przed wyjazdem. Niesamowicie ulatwilo nam to zycie i jesli obecnie mam okazje komus doradzac w sprawie ewentualnej przeprowadzki, zawsze rekomenduje uwazne czytanie for i zadawanie pytan tam. Po prostu kopalnia wiedzy.
      Poniewaz to nie byla nasza pierwsza przeprowadzka z calym dobytkiem w kontenerze, wiedzielismy czego sie spodziewac, tu jedyna niedogodnoscia bylo, ze ulubiony fotel stanal na docelowym miejscu po 6 tygodniach a nie po 2 dniach, jak w UK. Nie bylo zadnego szoku kulturowego, wszystko przebiegalo bardzo gladko, szkole dla corki zalatwilismy jeszcze w trakcie tego 6 dniowego wczesniejszego pobytu w HK. Dziecko poszlo do szkoly z brytyjskim curriculum po weekendzie. Mimo, ze wyjezdzajac z UK i zostawiajac swoje 2 najlepsze angielskie przyjaciolki w wieku 15 lat, nie byla najlepiej do przeprowadzki nastawiona, to po pol roku powiedziala, ze to najfajniejsze miejsce, gdzie do tej pory zyla. Teraz jest w szkole UWC w Indiach, a w przyszlym roku zaczyna studia, prawdopodobnie w US.
      Zanim wyjechalam napisalam do kilkunastu dziewczyn, ktore znalazlam na naszej klasie z miejscem zamieszkania w Hongkongu. Wiekszosc odpowiedziala i zaraz po przyjezdzie zaczelam sie z nimi spotykac i wciaz sie kolegujemy, spotykamy, jezdzimy razem na zakupy do Chin czy chodzimy na lancze. Po kilku tygodniach nasze grono znajomych bardzo sie poszerzylo , najpierw o kolegow z pracy mojego meza z rodzinami, potem o ich znajomych. Westernerzy w Azji sa bardzo wzgledem siebie otwarci i latwo nawiazac nowe znajomosci - wszyscy jestesmy w jednej lodce ;)
      Z jednej strony moja sytuacja zycia w wymarzonym miejscu wydaje mi sie wciaz nierzeczywista, tzn za kazdym razem, gdy oslonieta parasolka przeciwsloneczna, z torba na kolkach ide do sklepu promenada przez plaze czy wsiadam na ten staroswiecki prom do TST, czuje sie jakbym grala w filmie albo byla na wakcjach i za kazdym, naprawde kazdym razem, autentycznie mnie to cieszy i bawi jednoczesnie. Z drugiej strony, po okolo pol roku w HK, idac podziemiami metra pod stacja Central, poczulam sie, ze jestem stad, ze to "moja stacja".
      Moj maz pracuje, ja moznaby powiedziec, ze jestem na jego utrzymaniu, gdyby nie to, ze jestem spekulantem i zajmuje sie na codzien inwestowaniem naszych aktywow, czemu bardzo sprzyjaja hongkondzkie przepisy podatkowe, czyli brak podatku od zyskow kapitalowych :D Wiec na nude nie narzekam.

      f.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka