Dodaj do ulubionych

Wróciłam z samodzielnej wyprawy po Etiopii.

IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.13, 11:03
Obserwuj wątek
    • kornel-1 Re: Wróciłam z samodzielnej wyprawy po Etiopii. 02.06.13, 12:45
      Więc poprosimy o trasę, czas, budżet i wrażenia :)

      Kornel
      • Gość: Asia Re: Wróciłam z samodzielnej wyprawy po Etiopii. IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.13, 20:07
        To tak w telegraficznym skrócie:-)

        1. Trasa: Addis + Bahir Dar + Gonder + Simien Mountains + Aksum + Tigrey churches + Mekele + Lalibela + Addis + Harar (wszystko autobusem)

        2. Czas: cztery tygodnie

        3. Budżet: 2000 złoty (bez przelotu)

        4. Wrażenia: Absolutnie niesamowite
        • amused.to.death Re: Wróciłam z samodzielnej wyprawy po Etiopii. 02.06.13, 21:28

          To ja mam dwa pytania:

          1. Jak się samodzielnie podrózuje po Etiopii?
          2. Jak z dogadaniem się?
    • Gość: asia malomowna Alleluja IP: *.phlapa.east.verizon.net 02.06.13, 17:57
      .
      • Gość: Asia Re: Alleluja IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.13, 22:00
        Z dogadaniem się nie ma problemu - w większości miejsc znaczna część ludzi (zwłaszcza dzieci) porozumiewa się przynajmniej podstawowym angielskim, a nawet jeśli czasem brakuje słów, międzynarodowy język gestów potrafi przełamać każdą barierę:-)

        Co do samodzielnego podróżowania - no cóż, tu wszystko zależy od tego do czego jesteś przyzwyczajony:-) Generalnie standard etiopskich autobusów nie poraża:-) Są co prawda dwie "luksusowe" linie (Skybus i Selam) z rozkładanymi siedzeniami, działającą nawet czasem klimatyzacją i numerowanymi miejscami, ale te kursują jedynie na pojedyńczych trasach, w związku z czym na większości pozostaje przemieszczanie się starymi, często rozklekotanymi pojazdami z bardzo twardymi i niewygodnymi siedzeniami, w których Twoimi współtowarzyszami podróży są zarówno ludzie jak również wszelkiej maści domowe zwięrzęta typu kury czy.... kozy:-) Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że północna Etiopia jest w znacznej części górzystym krajem, w związku z czym dróg asfaltowych jest jak na lekarstwo i często podróżuje się po piaszczystych, krętych "szosach", z prędkością 20-30km na godzinę:-) A że podróżowanie autobusem po zmroku jest w Etiopii zabronione, większość z nich wyrusza w trasę ok. 5-6 rano (co oznacza konieczność pojawienia się na "dworcu" ok. 4:-) Stymże to wszystko jest mega ważną i super ciekawą częścią całego "doświadczenia etiopskiego" i zupełnie szczerze - bez tego, nie jesteś w stanie tak naprawdę poznać tego kraju:-) To co jest też fajne to to, że tak naprawdę ani razu nie miałam problemu z kupieniem biletu na określony autobus (dla bezpieczeństwa powinieneś robić to dzień wcześniej) i plan urlopu zrealizowałam tak naprawdę w 100%:-) Minusem jest natomiast to, że, podobnie jak w innych częściach biedniejszego świata, jako biały podlegasz ciągłym, często naprawdę bezczelnych próbom naciągnięcia Cię na dodatkową kasę, w czym - znów podobnie jak w innych tego typu miejsach - zdecydowanie przodują ludzie pałający się transportem. Będziesz więc przekonywany, że o ile nie uiścisz dodatkowej opłaty, nie zabiorą Twojego bagażu, że potem nie oddadzą Ci go, że będziesz musiał siedzieć na podłodze, ect. Wszystko zależy od tego jak podchodzisz do tego typu zachowań - ja generalnie bardzo uprzejmie i w kulturalny sposób sprzeciwiałam się takim próbom (co oznaczało czasem konieczność wejścia na dach autobusu i samodzielnego ściągnięcia za ziemię plecaka) i szczerze mówiąc, odrobina humoru i uśmiechu z reguły załatwiała sprawę:-)
        • kornel-1 Pytań ciąg dalszy 03.06.13, 11:28
          1. Co do samodzielnego wyjazdu: jeździłaś sama czy w grupie (dużej?) Kwestie bezpieczeństwa.
          2. Co do trasy. Byłaś w tym Harar? Miasto wydaje się nieco odległe od miejsc, które zwiedzałaś w północnej Etiopii. Skąd ten wyjazd do Harar? Chodziło o te meczety czy hieny? To miasto w drodze do Somalii. Czy można wjechać do Somalii? A do Erytrei? Spotykałaś turystów jadących z/do Erytrei lub przekraczających granicę z innymi sąsiadami?
          3. Budżet: Czy umiesz ocenić, ile kosztuje 100 km autobusem? Czy wynajmowaliście np. w górach przewodnika. Jakie były koszty przewodnika, koszty tripów? Jak drogie są bilety do obiektów/parków nar.? Np . kościoły w Lalibela?

          4. Spałaś w hostelach/hotelach dla miejscowych? Inaczej: czy jest tam podział na hotele dla białasów i dla reszty?

          Kornel
          • Gość: Asia Re: Pytań ciąg dalszy IP: *.adsl.inetia.pl 03.06.13, 21:37
            1. Sama samiutka. I nawet przez sekundę nie miałam poczucia zagrożenia. I mam wrażenie, że Etiopia to jeden z bezpieczniejszych krajów w jakich miałam okazję podróżować (a zjeździłam sama niemal całą Amerykę Łacińską i Azję).
            2. Harar jest faktycznie trochę nie po "po drodze", ale dla mnie było to zdecydowanie jedno z ciekawszych miejsc jakie odwiedziłam. Przede wszystkim z powodu absolutnie niesamowitego Starego Miasta, którego uliczkami (rzeczywiście mega przypominającego marokańską stolicę) można łazić godzinami. Oczywiście karmienie hien też trzeba "zaliczyć", ale mi znacznie bardziej podobała się wycieczka po okolicach - m.in. przepięknie położonej wiosce Koremi, targu wielblądów i tzw. Valley of Marvels (aczkolwiek musisz się ciut pogimnastykować żeby tam dotrzeć transportem publicznym). Można podobno bez problemu wyjechać do Eritrei i Somalilandu, natomiast jeśli chodzi o Somalię zdaje się (ale nie gwarantuję tego) że obecnie nie ma opcji przekroczenia z nią granicy. Turystów podróżujących w te rejony nie spotkałam, ale biorąc pod uwagę, że w czasie tych czterech tygodni spotkałam może 10 (słownie: dziesięciu) turystów:-) nie ma w tym w sumie nic dziwnego:-)

            3. Za 10-12 godzinną podróż autobusem (bardzo różnie to wygląda w kilometrach: srednio jakieś 200-300) płaciłam ok. 100-140 birrów, czyli jakieś 20-25 zł. Za podróż jedną z tych dwóch luksusowych linii o których wspominałam poprzednio płaci się dwa razy tyle. Jeśli chodzi o góry to odbyłam 3-dniowy trekking w Simien Mountains (który baaardzo polecam), gdzie obowiązkowe jest wynajęcie tzw. scouta (uzbrojonego strażnika, który z reguły nie mówi ani słowa po angielsku). Płaci się ok. 70 birrów za dzień (ok. 13 zł). Oczywiście można dodatkowo wynająć sobie przewodnika, ale jako że ów scout perfekcyjnie zna trasę, to naprawdę nie jest konieczne. Jeśli chodzi o wstępy to najdroższa jest oczywiście Lalibela, gdzie za 4-dniowy bilet uprawniający do wstępu do wszystkich tamtejszych kościołów płacisz... 50 dolarów. Stosunkowo drogie są również bilety wstępu do kościołów Tigraju (średnio 150 birrów) i katedra w Aksum (200 birrów). Za możliwość zwiedzenia innych wartych odwiedzenia obiektów (typu zamki Gonderu czy obeliski w Aksum) płaci się już zdecydowanie mniej. Przewodników jako takich nigdzie nie wynajmowałam (dość szczegółowo przygotowałam się do tego wyjazdu więc miałam wrażenie, że nie byliby mi w stanie powiedzieć niczego nowego), ale w niektórzych miejscach (np. kościoły Tigraju, klasztory na Jeziorze Tana) szczerze polecam skorzystanie z usług bardzo chętnie oferujących swe usługi "przewodników" dzieci - płacisz im naprawdę grosze a jednocześnie obecność takiej młodej osóbki sprawia, że automatycznie przestają Cię nękać (bo tak to niestety trzeba nazwać) setki innych. Poza tym te dzieciaki z reguły całkiem nieźle mówią po angielsku i możesz dzięki temu poznać Etiopię trochę od podszewki:-) (Warto też wspomnieć że część tych dzieciaków bardzo chętnie spędzi z Tobą nawet kilka godzin tylko po to, zeby poćwiczyć angielski i nie oczekuje na koniec żadnej finansowej gratyfikacji).

            4. Trudne pytanie:-) Tak jak wspomniałam wyżej - w maju turystów w Etiopii jest jak na lekarstwo, więc najczęściej byłam jedyną białą osobą nocującą w hostelu:-) Nie mam pojęcia jak to wygląda w sezonie (czerwiec- sierpień), ale moje doświadczenie sugeruje, że nie ma takiego zróżnicowania. Za 1-osobowy pokój z łazienką płaciłam od 6 do max 12 dolarów. Oczywiście jesteś w stanie znaleźć też coś tańszego, o ile a) nie przeszkadza Ci wspólna łazienka na korytarzu (nie polecam....), b) jesteś odporny fizycznie i psychicznie na wszelkiego typu robactwo:-) Dla mnie szczególnie to drugie stanowi mega problem - komary, muchy i nawet karaluchy są ok, ale już tzw. pluskwy pościelowe są zdecydowanie ponad moje siły:-) A te niestety możesz spotkać nawet w nieco droższych obiektach...
            • amused.to.death Re: Pytań ciąg dalszy 03.06.13, 22:09
              Fajnie, że napisałaś więcej:)
              Etiopia to w tej chwili jeden z kierunków nad którym się zastanawiam - moja pierwsza opcja też była taka, że pojechałabym sama, ale jak tylko wspomniałam, to wygląda na to, że jednak nie:)

              Ciekawe jest to co napisałaś o liczbie turystów - byłam pewna, że w Etiopii jest ich dużo dużo dużo więcej - takie miałam wrażenie po czytaniu relacji czy postów na forach. Tym bardziej jest to zachęcające.

              Czy cztery tygodnie, które tam spędziłaś to było w sam raz - czy przydałby się jeszcze jakiś tydzień więcje?

              Czy jeśli chodzi o góry Siemen są jakieś ograniczenia czasowe jeśli chodzi o trekkingi? Wydaje mi się, że kiedyś czytałam, że max do końca czerwca, bo potem to coś tam...
              • Gość: Asia Re: Pytań ciąg dalszy IP: *.adsl.inetia.pl 03.06.13, 22:34
                Być może w sezonie faktycznie znacznie częściej widuje się "białasów" ale w maju zdecydowanie widuje się jedynie pojedyńcze osoby:-) (i zgadzam się, że to fakt zdecydowanie zachęcający do wyjazdu:-)

                Cztery tygodnie na płn. Etiopię to moim zdaniem absolutnie optymalny czas - zobaczyłam wszystko to co chciałam, a jednocześnie nie musiałam się nigdzie spieszyć. No chyba że jesteś jakąś wyjątkową pasjonatką trekkkingu i chciałabyś spędzić nieco więcej czasu w Simien Mountains (mi trzy dni zdecydowanie wystarczyły). Natomiast jeśli chciałabyś zobaczyć południe, to powinnaś planować co najmniej 3 tygodnie dłużej.

                W Simien Mountains w czerwcu z reguły zaczyna się pora deszczowa, co oznacza że a) robi się zdecydowanie chłodniej (teraz temperatury w dzień były bardzo przyjemne - gorąco, aczkolwiek do wytrzymania, a w nocy absolutnie znośne pod warunkiem że nie zapomni się o jakimś dodatkowym swetrze), b) przez znaczną część dnia może padać plus często pojawia się mgła co oznacza ograniczone możliwości podziwiania pięknych krajobrazów (stymże to wszystko jest moją czysto teoretyczną wiedzą z przewodników i wszelkiej maści forów turystycznych - bo w moim przypadku warunki pogodowe/widoczność byly rewelacyjne:-)
                • amused.to.death Re: Pytań ciąg dalszy 03.06.13, 23:32

                  No pomyślę.
                  Tzn. najpierw sprawdzę czy jednak nie znajdę jakiegoś biletu to wymarzonej po raz kolejny Am. Łac. (a pewnie nie znajdę) i się będę zastanawiać.
                  Czy mogę jakoś do Ciebie w razie czego napisać na maila?
                  Jeśli możesz podaj tutaj, jeśli nie to poproszę na amused.to.death@gazeta.pl
                  :)
                  • Gość: Asia Re: Pytań ciąg dalszy IP: *.pg.com 04.06.13, 12:40
                    Pewnie że możesz napisać:-)

                    Wysłałam Ci maila na podany adres.
                    • taliaq Re: Pytań ciąg dalszy 09.06.13, 18:35
                      Asiu - jak było z noclegami? Nie było kłopotu ze znalezieniem takowego (bo wcześniejsza rezerwacja przez neta w przypadku Etiopii i klasy budżetowej raczej odpada)? Możesz podać przykładowe hotele, które polecasz?
                      • Gość: Asia Re: Pytań ciąg dalszy IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.13, 20:26
                        Hej! Nie, żadnego:-) Tak naprawdę w zasadzie w każdym z miejsc które odwiedzałam można było znaleźć zarówno coś za jakieś 2-3 dolary, jak i za kwotę dwadzieścia razy wyższą. Ja wydawałam z reguły 4-8 dolarów za noc w jednoosobowym (z reguły bardzo małym) pokoju z łazienką (w Etiopii póki co nie ma jeszcze typowych hosteli z wieloosobowymi salami). I z reguły warunki były całkiem ok , poza tym że w trzech miejscach miałam mega duże problemy z robactwem najgorszego według mnie typu, czyli pluskwami pościelowymi (jestem w stanie znieść wszystko - karaluchy, komary, nawet pchły, ale owe pluskwy są ponad moje siły:-) W żadnym z hoteli nie brakowało też wolnych miejsc, ale musisz pamiętać o tym, że ja byłam tam poza sezonem, a w czasie europejskich wakacji jest podobno ciężej. Co do przykładowych hosteli które polecam to Baro w Addis (jak na stolicę cena jest ok - 200 birrów - za mały, ale czysty pokoik + cudny ogród na zewnątrz), Crown Pension w Gondar (perełka klasy budżetowej i jedno z dwóch najprzyjemniejszych miejsc, w jakich spałam w Etiopii), Dengolo w Wukro i Asheton w Lalibeli (absolutnie cudowne, cichutkie miejsce z pięknym ogrodem - owe drugie z tych najprzyjemniejszych w których spałam). W Harar całkiem ok (choć hałaśliwy, bo zaraz przy rynku) jest Belayneh Hotel. Natomiast absolutnie odradzam Tana Pension w Bahir Dar (brudny, zapchlony i pełen owych obrzydliwych pluskw) oraz Africa i Tropicana Hotel (z dokładnie tych samych powodów). Tylko pamiętaj że wszystko to jest kwestia gustu:-)
                        • Gość: talia Re: Pytań ciąg dalszy IP: *.85-237-171.tkchopin.pl 09.06.13, 21:50
                          Dzięki :) Cały czas myśle o tej Etiopii, ale te mega wczesne pobudki na autobus mnie przerażają. I takim bladym świtem (a raczej jeszcze nocą), to na dworzec taksówką trzeba pędzić, dla własnego bezpieczeństwa, prawda?
                          Asiu, a nie miałaś kłopotów tam jako samotna podróżniczka? Nie zaczepiali zbyt nachalnie miejscowi?
                          • Gość: Asia Re: Pytań ciąg dalszy IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.13, 22:03
                            Tak naprawdę taksówką pędziłam tylko raz - w Addis, bo Baro mieści się dość daleko od dworca. W pozostałych miejscach z reguły starałam się nocować blisko dworców autobusowych, a nawet tam gdzie nie było to możliwe, wybierałam zwykle dotarcie tam piechotą:-) I wierz albo nie, ale moim zdaniem bezpieczeństwo w Etiopii to naprawdę ostatnia rzecz jaką należy się przejmować - w niewielu innych krajach czułam się tak bezpiecznie (pamiętaj tylko o tym, żeby w razie czego zabrać ze sobą latarkę, bo w wielu miastach o jakimkolwiek oświetleniu nawet głównych dróg można jedynie pomarzyć). A co do samotnych podróży - ja zawsze podróżuję w ten sposób, więc do bardziej lub mniej nachalnych zaczepek jestem przyzwyczajona, ale obiektywnie na to patrząc, rzeczywiście, jest ich sporo, ale do zniesienia:-) (Tyle że po powrocie masz trudności z przyzwyczajeniem się do bycia nazywaną swoim imieniem, bo tam najczęściej wołają do Ciebie SEXY SWEETY lub HELLO MONEY:-)
                            • amused.to.death Re: Pytań ciąg dalszy 09.08.13, 20:51
                              > azywaną swoim imieniem, bo tam najczęściej wołają do Ciebie SEXY SWEETY lub HEL
                              > LO MONEY:-)

                              hm... do nas (niestety:D:D) nie wołali chyba 'sexy sweety' (chociaż się zdarzały dziwne teksty w stylu 'you have beautiful lips';), ale 'hello money' było częste.
                              Oprócz tego było również:
                              - You, you, you, you!!!!
                              - farangi!!! (lub 'farango'! - to w Hararze)
                              - Mister, where are you go?
                              - Are you from China?
                              - Hola! (za Hiszpanki, nie wiem czemu, czesto nas brano)
                              - birr, birr, birr, birr!!!
                              - give me money!
                              - farangi, salam!
            • kornel-1 Re: Pytań ciąg dalszy 10.06.13, 07:49
              Gość portalu: Asia napisał(a):
              > Jeśli chodzi o góry to odbyłam 3-dniowy trekking w Simie
              > n Mountains [...] Oczywiście można dodatkowo wynająć > sobie przewodnika, ale jako że ów scout perfekcyjnie zna trasę, to naprawdę nie jest konieczne.


              Ras Dashen ma ponad 4.500 metrów wysokości. Tak więc góry są spore. Jak wyglądał Twój trek? Czy organizatorzy treków narzucają trasy, czy można za podobne pieniądze wybrać się gdzieś wyżej?

              Drugie pytanie o południe Etiopii (Omo). Czy byłaś tam wcześniej, a jeśli nie, dlaczego zrezygnowałaś? Rozumiem, że nie da się (powiedzmy) w ciągu 4 tygodni być na północy i południu Etiopii. Pytam o motywy wyboru.

              Kornel
              • Gość: Asia Re: Pytań ciąg dalszy IP: *.adsl.inetia.pl 10.06.13, 18:27
                Tak naprawdę o trasie decydujesz sam i wszystkie kwoty które wnosisz są stawkami dziennymi więc wybranie się gdzieś wyżej (czytaj dalej) oznacza oczywiście odpowiednio wyższe koszty. Ja z góry wiedziałam gdzie chcę iść i zwyczajnie powiedziałam o tym w biurze parku narodowego w którym załatwiasz wszystkie formalności (oczywiście tam też mega kompletentni pracownicy są Ci w stanie udzielić wyczerpujących rad - świetnym angielskim:-) A jeśli chodzi o mój wybór - płd vs płn - to faktycznie - 4 tygodnie na obie części kraju (zakładając że na płn. poruszasz się autobusami) to zdecydowanie za mało i oznaczałoby zrobienie wszystkiego "po łebkach" (a raz że nie warto a dwa że w Etiopii trochę o to trudno). A zdecydowałam się na płn. bo relacje z płd. jakie czytałam sprawiały wrażenie jakby dolina Omo w coraz mniejszym stopniu przypominała prawdziwą Afrykę, a coraz bardziej coś w rodzaju rezerwatu dla turystów (a ja alergnicznie reaguję na takie miejsca - stymże znów: to tylko moje subiektywne odczucia:-) Dodatkowo Etiopia była jednym z pierwszych krajów jakie odwiedziłam sama w Afryce (poza Egiptem który de facto w minimalnym stopniu przypomina resztą kontynentu i Nigerią - ale to już zupełnie odrębna historia) i nieco się obawiałam jak to będzie wyglądało m.in. z infrastrukturą transportową - a podróżowanie na płn. jest (podobno:-) nieporównywalnie łatwiejsze.
                • Gość: kot Re: Pytań ciąg dalszy IP: *.dynamic.chello.pl 10.06.13, 23:31
                  Witam. Byłem nad Omo 2 tyg. luty/marzec 2013. Nigdy tego nie zapomnę. Naprawdę warto. Polecam.
                  Kot
                  • kornel-1 Re: Pytań ciąg dalszy 11.06.13, 07:28
                    Gość portalu: kot napisał(a):

                    > Witam. Byłem nad Omo 2 tyg. luty/marzec 2013. Nigdy tego nie zapomnę. Naprawdę
                    > warto. Polecam


                    No... pamięć ludzka jest jednak zawodna, więc na wszelki wypadek podziel się z nami informacjami. Jak dotrzeć samodzielnie do Doliny Omo, ile to kosztuje itd. Do których plemion dotarłeś, które wioski są interesujące, a które nie? Czy byłeś w osadach "dzikich" czy tylko cepeliowskich?

                    Dwa tygodnie nad Omo to dość długo. Co tam robiłeś?

                    Kornel
          • amused.to.death Re: Pytań ciąg dalszy 09.08.13, 20:47
            > 2. Co do trasy. Byłaś w tym Harar
            > ? Miasto wydaje się nieco odległe od miejsc, które zwiedzałaś w północnej Etiop
            > ii. Skąd ten wyjazd do Harar? Chodziło o te meczety czy hieny? To miasto w drod
            > ze do Somalii. Czy można wjechać do Somalii? A do Erytrei? Spotykałaś turystów
            > jadących z/do Erytrei lub przekraczających granicę z innymi sąsiadami?

            Harar jest absolutnie niesamowitym miejscem i naprawdę warto jechać w zupełnie innym kierunku, żeby go zobaczyć. Ja jeszcze byłam pod wrażeniem targu wielbłądów, który był w miejscowości Babile, niedaleko Hararu.
            Hieny są fajne, meczety nie były dla mnie atrakcją (no bo wiadomo jak są traktowane kobiety w islamie), miasto ma super klimat.

            Nie spotkałam nikogo kto jechał do Erytrei, miejscowi kiedyś (w Aksum) pokazali w stronę granicy i powiedzieli, że zamknięta. W Somalilandzie byłam - świetny kraj i niesamowicie przyjaźni ludzie - chociaż patrząc na wpisy w książce w Laas Gaal (czyli chyba największej atrakcji) to turystów dużo tam nie ma. Do Somalii to się chyba ludzie specjalnie nie wybierają, nawet na forum Lonely Planet w kategorii Somalia wszyscy piszą o Somalilandzie.
        • amused.to.death Re: Alleluja 09.08.13, 20:43
          > nsportem. Będziesz więc przekonywany, że o ile nie uiścisz dodatkowej opłaty, n
          > ie zabiorą Twojego bagażu, że potem nie oddadzą Ci go, że będziesz musiał siedz
          > ieć na podłodze, ect. Wszystko zależy od tego jak podchodzisz do tego typu zach
          > owań - ja generalnie bardzo uprzejmie i w kulturalny sposób sprzeciwiałam się t
          > akim próbom (co oznaczało czasem konieczność wejścia na dach autobusu i samodzi
          > elnego ściągnięcia za ziemię plecaka)

          My nigdy nie musiałyśmy wchodzić na dach, bo te kilka razy, kiedy uparli się, że jeśli nie zapłacimy tyle co chcą (dawanie 1 czy 2 birrów jak to robiło sporo ludzi było dla mnie ok) - czyli np. 10 birrów czy nawet 2 dolarów (LOL) stwierdzałyśmy, że nie ma sprawy, my sobie na ten dach wejdziemy i same ściągniemy i zazwyczaj to wystarczało - stwierdzali, że jednak mogą ściągnąć nawet za jednego czy dwa birry. ALe faktycznie trzeba było być zdeterminowanym i się nie łamać;)
        • mala200333 Re: Alleluja 10.08.13, 00:16
          Gość portalu: Asia napisał(a):

          > Z dogadaniem się nie ma problemu - w większości miejsc znaczna część ludzi (zwł
          > aszcza dzieci) porozumiewa się przynajmniej podstawowym angielskim, a nawet jeś
          > li czasem brakuje słów, międzynarodowy język gestów potrafi przełamać każdą bar
          > ierę:-)......
          >


          Pelna podziwu!
    • amused.to.death Ja też wróciłam. 09.08.13, 20:35
      Też cztery tygodnie, a trasa bardzo podobna do tej opisanej przez Asię, z tym, że ja się jeszcze wybrałam do Somalilandu co okazało się dla mnie absolutnym hitem całego wyjazdu.

      Wydałam więcej kasy, bo niecałe 1200 dolarów, ale myślę, że spokojnie można byłoby się zmieścić w budżecie wymienionym przez Asię, gdyby się nie szalało.
      Za pokój trzyosobowy płaciłyśmy od 250 do 650 birrów (600birr to około 30 dolarów) - co daje max 10 dolarów na osobę - prawie zawsze z łazienką, często z wifi. Warunki różne, czasami bardzo dobre, czasami gorsze i nie zawsze zależało to od ceny.
      Jedzenie tanie - ja akurat byłam fanką injery, którą zazwyczaj jadłam z koleżanką (kolejną fanką), czasami się przyłączała druga koleżanka (która jednak fanką nie była, więc robiła to rzadziej) - więc jedzenie wychodziło nam super tanio. Porcje były duże, więc bardzo często nawet w przypadku makronu brałyśmy 2 porcje na 3 osoby;)

      Dlaczego wydałam więcej kasy?
      1. Loty wewnętrzne - w naszym przypadku aż trzy (coś około 160USD razem) - wg mnie naprawdę warto! jeden lot kosztuje ok. 50 dolarów i zamiast jechać 10 czy 12 godzin po max godzinie byłyśmy na miejscu.
      2. Góry Siemen - z powodu pory deszczowej muły i namiot były by massakrą więc się zdecydowałyśmy na samochód z Gondaru (żeby już nic nie załatwiać w Debark i żeby było szybciej) - 150 usd. Ale ogólnie to zdecydowanie nie polecam gór w czasie pory deszczowej - zimno i bardzo bardzo mokro oraz mgliście. Doświadczenie bardzo ciekawe i chętnie bym zrobiła ten trekking pieszo, z mułami i na dłużej w porze suchej, ale... W Debarku przeżyłam chyba najgorszą ulewę w swoim całym życiu (a doświadczenie mam, bo zawsze jeżdżę na wakacje w porze deszczowej) po której musiałam wsiąść do autobusu na 9h.... wszystkiego nam się wtedy odechciało..
      3. Wizy - ze względu na wyjazd do Somalilandu doszła nam wiza (40USD) i dodatkowa wiza etiopska, bo są jednorazowe (czyli kolejne 20USD)
      4. Somaliland - był już pod koniec podróży i trzeba było to zrobić w miarę szybko - samochód, z kierowca, plus strażnik, plus permity... - tylko to nas kosztowało 250USD (na trzy osoby).

      Etiopię polecam - podróżuje się łatwo, miło i przyjemnie;) Dla mnie było o wiele łatwiej i bezpieczniej niż w Afryce Zachodniej (i o wiele łatwiej się było dogadać, co już w ogóle było dla mnie zaskoczeniem).
      Absolutnie wszędzie starali się nas oszukać - ale jechałam z nastawieniem, że tak będzie więc o wiele łatwiej wtedy 'walczyć' - trzeba tylko pamiętać, że może to zabrać trochę czasu.
      W Etiopii czułam się wyjątkowo bezpiecznie.
      Największym minusem byli przewodnicy. Ja akurat bardzo lubię przewodników - i przez ostatnie lata w 90% trafiałam na takich, że były to świetnie wydane pieniądze. W Etiopii niestety było zupełnie inaczej - albo oszuści, albo niewiele wiedzieli, albo angielski taki se, albo chcieli więcej kasy... a najlepszy był jeden co to mu się nie chciało chodzić i koniecznie tuk-tukiem chciał jechać, bo twierdził, że to 'strasznie' daleko. Oczywiście tuk-tuk miał nas kosztować odpowiednio dużo... Dopiero w Addis w Red Terror Memorial Museum trafił się sensowny gość co umiał opowiadać.

      • aga-foto Re: Ja też wróciłam. 17.08.13, 11:47

        amused, gratuluje wspaniale odbytej podrozy,
        gdzie bedzie mozna poczytac relacje ?
        • amused.to.death Re: Ja też wróciłam. 18.08.13, 12:00
          jak napisze to dam znac:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka