Dodaj do ulubionych

Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy nie?

09.11.12, 13:29
Witam!
Interesuje mnie czy po poronieniu w 11.tc z zabiegiem łyżeczkowania można rozpocząć starania o dziecko już w drugim cyklu? Jakie są zagrożenia dla dziecka, dla mnie? Czy jest szansa, że wszystko będzie dobrze?
Mój gin twierdzi, że muszę odczekać 3-6m-cy i dopiero rozpocząć próby. Rozumiem to w ten sposób, że potrzebne są 3-6ciu cykli, aby błona śluzowa macicy się zregenerowała po zabiegu i cykl się ustabilizował. Mam książkowe cykle 28-30dni, nigdy nie miałam z tym żadnych problemów, po zabiegu dostałam okres po 3.tyg., a kolejny już po 30.dniach. Czuję się fizycznie dobrze.
Ok. 4tyg. po poronieniu, na wizycie kontrolnej, gin po usg stwierdził, że wszystko jest w najlepszym porządku (fizycznie), jednak ciągle podtrzymywał wersję odczekania przynajmniej 3m-cy.
Nie znam przyczyny poronienia, wiem tyle, że mojemu Maleństwu serduszko przestało bić w 9tc. Nie miałam żadnych objawów, żadnych bóli, plamienia ani tym bardziej krwawienia. Czułam się doskonale. O najgorszym dowiedziałam się dopiero podczas wizyty kontrolnej u gina. Trafiłam do szpitala, gdzie poronienie wywoływali mi farmakologicznie.

Dodam, że mam synka (prawie 3l). Na początku ciąży plamiłam (poronienie zagrażające), przyjmowałam Duphaston i Luteinę i udało się, urodziłam w 39.tc zdrowego, dużego faceta.
Nie wiem czy plamienie na początku pierwszej ciąży może mieć związek z utratą drugiej, gin twierdzi, że nie. Mam w planach iść na kompleksowe badania w przyszłym tygodniu, może coś wykażą.

Pozostaje jednak moje pytanie jak wyżej - czy w 2. cyklu po poronieniu można się już starać o następną dzidzię? Czy któraś z Was miała podobną sytuację?

Pomóżcie, proszę!
Pozdrawiam
tasiorek68
Obserwuj wątek
    • bar-ta Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 09.11.12, 13:51
      Witaj, bardzo Ci współczuję. Nie miałam takiej sytuacji osobiście ale z doświadczeń moich koleżanek (dwóch) wiem, że 3 miesiące to minimum. Chodzi właśnie o regenerację macicy, także dla bezpieczeństwa i spokoju własnego poczekałabym na Twoim miejscu a czas wykorzystała na badania i zadbanie o siebie, żeby w pełni sił i zdrowia zacząć od początku smile Jeśli Cię to pocieszy, obie moje koleżanki zaszły w ciąże zaraz po tych 3 miesiącach (jedna w 1 a druga w 2 cyklu starań). Trzymam kciuki.
    • eksel Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 09.11.12, 13:52
      Mnie lekarz kazal sie wstrzymac co najmniej 3 cykle, wiec to pewnie takie standardowe.
      Moja kolezanka z pracy poronila we wrzesniu, a w lipcu nastepnego roku urodzila sliczna corcie dokladnie w dniu terminu ustalonego na poczatku ciazy - jak latwo policzyc w ogole sie nie wstrzymali ze staraniami. Nie miala w ciazy zadnych problemow oprocz tych, ktore normalnie moga wystapic.
      • tasiorek68 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 09.11.12, 14:03
        Dzięki Dziewczyny za szybką reakcję smile Jestem tu nowa, w sensie udzielania się, bo 'czytam Was' już od jakiegoś czasu [od września konkretnie crying].
        Podejrzewam, że to wstrzymanie zależy od tego czy się miało łyżeczkowanie czy nie było ono konieczne... Ja miałam i dlatego się obawiam, że nawet jeśli uda się i dojdzie do zapłodnienia to macica nie będzie na tyle gotowa, żeby mogło się to maleńkie życie zagnieździć... crying
        Wiem, że to może szybko trochę na takie starania i psychicznie jeszcze nie jest zupełnie ok, ale mam w sobie jakąś taką siłę, żeby spróbować. Boję się, jednak chciałabym...
        Waham się czy zadzwonić do gina i porozmawiać, czy umówić się na wizytę, czy po prostu starać się i jak się uda to wtedy... Twierdził, że następna ciąża w żaden wyjątkowy sposób nie będzie prowadzona, bo miałam "tylko" jedno poronienie i to po ciąży zakończonej sukcesem. Jednak nalegał na ten 3m-ny okres "kwarantanny"...

        NIE WIEM... ;/
        • kobietaznadmorza Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 09.11.12, 14:15
          Obawiam się, że nie znajdziesz przyczyny poronienia, jeśli nie miałaś robionych badań tarczycy, to zrób je przed kolejną ciążą, zaburzenia jej pracy bardzo często wpływają na poronienia do 12 tygodnia.
          Ze staraniami wstrzymałabym się trzy pełne cykle od poronienia a to tylko ze względu na łyżeczkowanie. Drugie poronienie miałam na lekach i z tego względu bez czasu kwarantanny.
          • tasiorek68 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 09.11.12, 14:33
            Badania tarczycy miałam robione w poprzedniej ciąży (tak właściwie na własne żądanie), jednak od tego czasu minęły już trzy lata... Na skierowaniu, które "wyprosiłam" u lek. rodzinnego mam wpisane TSH, ale zastanawiam się też nad FT3 i FT4. Nie wiem tylko czy jest to badanie na NFZ, czy podczas pobierania krwi mogę sama o nie poprosić i zapłacić.

            Bardzo mi przykro z powodu Twoich poronień... Sama nigdy nie sądziłam, że mnie też to będzie kiedykolwiek dotyczyć... Czytałam na forach opowieści kobiet "po przejściach", nigdy jednak się z nimi nie identyfikowałam, choć współczułam i wielokrotnie płakałam przed kompem. Aż do 11 września br.
            Ten dzień kojarzył mi się przez ostatnie 11 lat z WTC, od teraz z moją prywatną tragedią, gdy zawalił mi się cały świat, a nie "tylko" dwie wieże...
            Pozdrawiam
            • kobietaznadmorza Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 09.11.12, 15:45
              Tak, do tsh trzeba zrobić ft3 i ft4, żeby wiedzieć, czy nie ma jakiegoś stanu zapalnego itp..
              O moich problemach z tarczycą dowiedziałam się po pierwszym poronieniu, choć w pierwszej ciąży wszystko było ok, a było to zaledwie kilka miesięcy później.
              • gosiablada Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 09.11.12, 16:15
                Zgadzam się w 100% z wypowiedzią poprzedniczki. Czytając Twoja historię stwierdzam, ze u mnie było identycznie- dziecko prawie 3 latka, ciąża zagrożona, poronienie akurat w 10 tyg i w ten sam sposób dowiedziałam się o stracie . Lekarze raczej o stawiali statystykę. Robiłam tsha, ft3, ft4, atpo , atg usg tarczycy- diagnoza Hashimoto.
    • koralik00 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 09.11.12, 16:49
      Wspolczuje Ci ogromnie - wiem przez co przeszlas bo sama to przezylam 2 miesiace temu, z tym wyjatkiem ze u mnie to byla bardzo wczesna ciaza ktora zakonczyla sie samoistnym poronienieniem. Dostalam zielone swiatlo na starania od razu i tak chcialam poczatkowo zrobic, ale przez pierwsze dwa tygodnie tylko plakalam i tesknilam za moim malenstwem, zrozumialam ze chce zajasc w ciaze by wypelnic jakas pustke i by zastapic nowa ciaza tego utraconego groszka tak zeby przestalo bolec , ale to nie byloby dobre rozwiazanie bo przede wszystkim potrzebowalam sie pogodzic wewnetrznie ze swoja strata. Kazdy jest inny ale czy nie uwazasz ze powinnas dac sobie czas aby wlasciwie rozstac sie ze swoim utraconym malenstwem tak by z pelna radoscia przywitac nowe?
      • eps Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 09.11.12, 18:08
        ja zaszłam w ciaze zaraz po poronieniu i urodziła zdrową śliczna córeczkę.
        Jak byłam u lekarza na początku ciąży zaraz po poronieniu i spytałam czy wszystko jest dobrze i jak to w koncu jest z tym czekaniem 3-6 mieisęcy.
        to on sie uśmiechnął mi powiedział ze na jakimś tam waznym sympozjum kiedys gremium lekarzy ustaliło jeden spólny front z wytycznymi że mówimy 3-6 miesięcy, a tak naprawdę to nie ma i nie było nigdy MEDYCZNYCH przeciwwskazań do zachodzenia w ciąże wczesniej.
        Po prostu trzeba było przyjąc jakąś zmienną za odnośnik.
        • eps Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 09.11.12, 18:10
          co do przyczyny poronienia to brutalnie i oschle pisząc "natura" i już.
          ja tez miałam łyżeczkowanie.
        • tasiorek68 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 11.11.12, 23:25
          Ja też rozmawiałam z moim ginem i stwierdził, że te 3m-ce są po to, by organizm się ustabilizował nie tyle po poronieniu czy łyżeczkowaniu, ile po samej ciąży, chodzi o zmieniony poziom hormonów, o powiększone endometrium i większe statystyczne prawdopodobieństwo kolejnego poronienia. Zaznaczył przy tym, że mimo iż statystyki się skądś biorą, to nie należy ich brać tak bardzo dosłownie, bo sam miał już pacjentki, które zaszły w ciążę wcześniej i urodziły zdrowe dzieci. No i jeśli czuję się na siłach, by zajść w ciążę już teraz to nie mam się zastanawiać, dał nam zielone światło. Stwierdził, że jak już będę w ciąży, to wtedy będziemy robić wszystko, żeby dzieciątko było zdrowe i urodziło się o czasie w ogólnym dobrostanie smile
          Uwielbiam go, zawsze mi doda otuchy. Trafiłam na świetnego gina, jako lekarza i jako człowieka smile

          PS. Gratuluję zdrowej córcismile Dodałaś mi skrzydełsmile Dzięki!
      • tasiorek68 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 11.11.12, 23:10
        Bardzo mi przykro, że też musiałaś przejść przez taką tragedię.
        Wiem, że z boku może się to moje podejście do kolejnej ciąży wydawać trochę pochopne i wcale mnie Twoja opinia nie dziwi. Sama jeszcze jakiś czas temu myślałam tak samo. Twierdziłam, że najpierw muszę się pogodzić z utratą mojego syneczka, a dopiero po dobrym przeżyciu żałoby pomyślę o ewentualnym planowaniu powiększenia rodziny.
        Mimo mojej ogromnej tragedii świat się jednak nie zatrzymał. Mogłabym powiedzieć, że wielu bliskich (nie wspominam już zupełnie o obcych mi ludziach) potrafiło przejść nad tym druzgocącym dla mnie i mojego męża wydarzeniem do porządku dziennego w bardzo krótkim czasie. Inaczej mówiąc, zachowują się, jakby nic się nie stało, bo przecież nie urodziłam pięknego różowego bobaska, którego mogliby zobaczyć, a dopiero potem on odszedł; czyli krótko mówiąc - "o co ten cały hałas???" Poza tym, liczyłam na wsparcie lub raczej zrozumienie ze strony pracodawcy, jednak i pod tym względem się zawiodłam. Pierwszego dnia po powrocie do pracy otrzymałam wymówienie i bez skrępowania oznajmiono mi, że osoba, która mnie zastępowała sprawdziła się lepiej (kobieta po 40., z odchowanymi dziećmi, bardziej dyspozycyjna itp., a o tym, że ciągle miesza się strasznie w przejętych po mnie obowiązkach dowiedziałam się od totalnie zaskoczonych moim zwolnieniem współpracowników)... Nie miałam siły walczyć o tą pracę. Stwierdziłam, że nie warto funkcjonować w tak toksycznym miejscu, tym bardziej, że sama przeciągałam pójście na zwolnienie w ciąży (które sugerował mi lekarz!), by dać im czas na znalezienie kogoś na zastępstwo... Boli jak nie wiem... Ale jednocześnie dodało mi to sił, by zawalczyć o siebie, o swoją rodzinę. Zawsze bardzo chcieliśmy z mężem mieć dużo dzieci (w dzisiejszych czasach dwójka, a tym bardziej trójka to luksus). Po doświadczeniach ostatnich dni jestem pewna, że nie chcę dłużej czekać na kolejne dziecko. Nie chcę, by rosła różnica wieku między synkiem (3l.), a jego rodzeństwem.
        Mam świadomość, że to nie będzie "dziecko zastępcze" i że o moim Aniołku nigdy nie zapomnę, zawsze był, jest i będzie ze mną. Siedzi sobie grzecznie na moim lewym ramieniu, bo prawe zajmuje Anioł Stróż smile Wiem, że będą momenty ogromnej tęsknoty i nie chcę z tym walczyć. Takie jest życie Anielskiej mamy. Kocha, mimo że nie może przytulić... Pamięta, choć może to okazać w modlitwie i zapalając światełko na maleńkim grobiku... Całusy posyła do Nieba, bo nie może złożyć ich na malutkim czółku...
        Nie chcę mówić "trzeba żyć dalej", bo wydaje mi się to stwierdzenie okropnie wyzute z wszelkich uczuć. Mówię "nie chcę czekać", bo wiem, że mój Aniołek jest ze mną, wspiera mnie i woli widzieć mnie uśmiechniętą niż zapłakaną. A kochać Go i tęsknić będę do końca świata...
        Ale się rozpisałam wink
        Pozdrawiam Cię serdecznie
        • eps Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 13.11.12, 08:08
          wiesz, dla mnie co innego żałoba po utraconym dziecku a co innego staranie o następne dziecko.
          To, że ja sie zacząlam szybko starać o następne dziecko wcale nie znaczyło i nie znaczy, że o tym utraconym zapomniałam.
          dla mnie, skoro byłam psychicznie gotowa na ciąże, takie przeciąganie w czasie zajścia w ciaze po poronieniu po to tylko, aby rozdrapywać rany po utraconym jest bez sensu.
          Moim zdaniem jak człowiek sie zajmie ważniejszymi rzeczami (dziećmi które już są, zajściem w ciaże, itd.) to łagodniej przechodzi przez żałobę. siedzenie ze zdjęciem z USG, rozpamiętywanie i czarna rozpacz do nieczego nie prowadzi a tylko powoduje eskalacje smutku i rozbicia. Ale to moje zdanie i każdy przeżywa to inaczej.

          Pozdrawiam serdecznie
          • tasiorek68 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 13.11.12, 11:08
            Ten długi post o żałobie był właściwie skierowany do koralik00, ale dzięki za odzew smile

            Zawsze wydawało mi się, że rozumiem te kobietki, których pełne smutku wypowiedzi czytałam będąc w pierwszej ciąży (trafiałam na nie bardziej ze względu na to, że szukałam info nt np. toxo, cmv itp.). Wtedy było mi do nich i ich uczuć ogromnie daleko, choć miałam wrażenie, że doskonale je rozumiem - tylko teoretycznie... Tak naprawdę zrozumiałam dopiero niedawno, kiedy sama doświadczyłam tej tragedii.
            Zachowywałam się na początku dokładnie tak, jak piszesz, eps. Siedziałam nad zdjęciem usg, płakałam po kątach, z jednej strony chciałam, żeby cały świat wiedział, co się wydarzyło, z drugiej starałam się ukryć siebie i moje uczucia nawet przed najbliższymi.
            Jednak mimo mojej straty, nikt nie traktował mnie ulgowo (ok, poza kilkoma wyjątkamiwink). I właściwie dobrze, że tak się stało. Dzięki temu mogłam sama dojść do wniosku, że działać, starać się o kolejne dziecko, uśmiechać się, czasem pośpiewać pod nosem czy potańczyć ze starszym synkiem nie znaczy zaraz, że zapomniałam czy wyparłam ze świadomości obecność, istnienie mojego utraconego Maleństwa. To też jest wg mnie część mojej żałoby. Taka świadoma część. Wcześniej tylko czułam żal, teraz wiem, że to było potrzebne, aby pójść dalej, aby zrozumieć, że nadszedł czas na nowe (wydarzenia, życie, dziecko), choć nie w sensie zastępstwa.

            Chcę iść dalej, mój anielski synek też by tego chciał.

            Pozdrawiam równie serdecznie
            • koralik00 Tasiorek 16.11.12, 15:20
              Bardzo ladnie napisalas w poprzednim poscie. Widze ze naprawde jestes na to gotowa wiec jak to sie mowi "go ahead". Nie chcialam zeby moja poprzednia wypowidz zabrzmiala jakbym uwazala ze tylko zal i smutek jest dla ciebie w tym momencie jedyna wlasciwa droga - to nie tak - sama jestem niepoprawna optymistka i raczej ciezko byloby mi sie uzalac nad soba i nad tym co sie stalo przez dlugi okres czasu. Po prostu gdzies tam w srodku czulam ze musze poczekac i dac sobie czas aby dojrzec do kolejnego kroku. Jesli Ty juz doszlas do tego punktu to pozostaje Ci tylko zyczyc powodzenie - trzymam wiec kciuki za twoje starania smile
              • tasiorek68 Re: Tasiorek 17.11.12, 21:05
                Dzięki za wsparciesmile
                Ja też na początku myślałam, że bardzo długo będę się zbierać do przysłowiowej kupki, zanim poczuję, "że to już" i w zgodzie z samą sobą zacznę planować poczęcie kolejnego dziecka. Nie spodziewałam się nawet, że te negatywne wydarzenia ostatnich tygodni dadzą mi takiego "kopa" do pozytywnego działania. Dobrze mi jednak z tym i cieszę się już na testowanie na początku grudnia smile Póki co jestem w okresie okołoowulacyjnym, więc jest miło na maxa smile

                A kciuki trzymaj, jak najbardziej!!! smile
                Pozdrawiam i przesyłam pozytywną energię smile
          • koralik00 Eps 16.11.12, 15:06
            To ze dla Ciebie w krotkim odstepie czasu strata ciazy i staranie sie o nastepne nie ma ze soba zbyt wiele wspolnego to nie znaczy ze ktos kto chce poczekac rozdrapuje w ten sposob rany. Oczywiscie mozemy teraz polemizowac nad tym czy to ma sens czy nie ale wiem jedno ze mimo iz sama mam juz dwojke dzieci i wilele innych obowiazkow na glowie to jednak nie spowodowalo to ze mniej cierpialam. Ja wcale nie twierdze ze moje odczucia sa lepsze a twoje gorsze- to sprawa tak indywidualna ze jestem daleka od jakiejkolwiek oceny. Przyznam nawet ze wolalbym miec takie podejscie jak Ty ale niestety jest to wbrew mojej naturze
            Rowniez pozdrawiam
    • lidek0 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 14.11.12, 19:26
      Warto poczekać, niech organizm wróci do równowagi, endometrium się odbuduje i hormony też /a przyczyną poronienia nie zawsze jest natura - tylko nie każdy lekarz próbuje jej szukać/ a Ty przygotuj się do kolejnej ciąży.
      • eps Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 15.11.12, 18:04
        faktycznie nie zawsze jest natura tylko jakiś problem.
        Ale nikt o zdrowych zmysłach po 1 poronieniu nie zaczyna szukać problemów. Przynajmniej mi tak lekarze mówili. Z kolei nawet jak sie poczeka 3-6 miesięcy a jednak problem jest to nic to nie zmieni bo 2 ciąża skończy sie jak pierwsza.
        Tak wiec, jeśli wszystko jest porządku to i ciąża po poronieniu sie utrzyma, a jak nie jest w porządku to nawet przy 6 miesięczym czekaniu bedzie klops.
        Poza tym skoro organizm kobiety jest zdolny do zajścia w ciążę to znaczy ze gospodarka hormonalna wróciła do normy i nie ma tu znaczenia że zaraz po poronieniu. Jak hormony nie bedą prawidłowe to i ciąży nie bedzie.
        Moim zdaniem czekanie do niczego nie prowadzi.
        Ja sama i moja jedna znajoma szybko zaszłyśmy w ciąże po poronieniu i mamy zdrowe dzieci.
        Moja siostra cioteczna starała sie o dziecko i poroniła 9 razy, co więcej za każdym razem robiła przepisową 6 miesieczną przerwę.
        Tak wiec gwarancji nie ma jak sie przerwy robi.
        • lidek0 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 15.11.12, 21:06
          "Ale nikt o zdrowych zmysłach po 1 poronieniu nie zaczyna szukać problemów" i tu się mylisz bo znam dziewczyny o zupełnie zdrowych zmysłach, ktore po 1 poronieniu /wolały nie czekać na kolejne, żeby ktoś się nimi zainteresował/ zbadałay choroby odzwierzęce i hormony i wyszła niedomoga lutealna a te badania można zrobić samemu bez skierowania. Poza tym czekając można pozwolić, żeby właśnie hormony wróciły do normy. Sama jestem po poronieniu i bardzo żałuję, że lekarz nawet o badaniach nie wspomniał.
          "Poza tym skoro organizm kobiety jest zdolny do zajścia w ciążę to znaczy że gospodarka hormonalna wróciła do normy" niestety nie zawsze, albo nie zawsze na tyle, żeby kolejną ciążę utrzymać.
          • eps Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 15.11.12, 21:55
            wiesz masz prawo uważać inaczej, nie neguję tego.
            może ja mam wypaczony obraz, bo do takich rzeczy podchodzę na zimno.
            Nie uważam, że każdy ma mieć takie samo zdanie jak ja.
            uważam, że jak cos samo sie nie utrzyma to nie warto tego trzymać.
            jak byłam w pierwszej ciąży i podobno istniało zagrożenie że poronię, to pomimo że lekarz przepisał mi leki nie brałam ich.
            w 3 ciąży kiedy poroniłam leków nie dostawałam - ale jak bym dostała to raczej bym ich nie łykała.
            może to brutalne ale całkowice zdaję sie na naturę. Uważam że tylko silne geny, silny zarodek i silne dziecko przetrwa.
            wiem że moje poglądy są bardzo brutalne ale nic na to nie poradzę.
            co prawda jak poroniłam, załamanie było, że sie nie udało ale szybko z tego wyszłam.


            • ekra35 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 16.11.12, 10:11
              i dziecka pewnie też nie szczepisz. jak ma przeżyć to i tak przeżyje. prawo dżungli. przetrwa najsilniejszy.
              to mój pogląd na Twój pogląd, a jak sama mówisz, każdy może mieć swój.
            • jessica1986 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 16.11.12, 10:45
              eps napisała:

              > uważam, że jak cos samo sie nie utrzyma to nie warto tego trzymać.
              [...]
              > może to brutalne ale całkowice zdaję sie na naturę. Uważam że tylko silne geny
              > , silny zarodek i silne dziecko przetrwa.

              No nie!
              Nie obraź się za mocno eps, ale krew mnie zalała jak to przeczytałam!! (naszczęście- nie -miesiączkowa tongue_out)
              Czyli jeśli ktoś ma np: rozjechane hormony i np: za niski progesteron, to co? taka jego natura, że nie może utrzymać zapłodnionego jajeczka i broń Boże jakiekolwiek wspomagacze, bo to takie NIENATURALNE, więc niech się stara i stara i stara... niech roni kolejne ciążę, bo tak "chce" natura?
              Albo jeśli kobieta ma niedrożne jajowody z powodu przejścia jakiegoś zapalenia silnego tam na dole, to co? Też broń Boże próbować HSG, bo to też nienaturalne?

              Ja rozumiem, że to Twoje zdanie, opinia, przemyślenia i masz prawo takie mieć. Jak najbardziej, ale zastanów się choć troszkę, że są tu Kobiety, które baaardzo długo się starają i są też Kobiety, które poroniły i taką radą, że przetrwa silny zarodek i silne geny- to można sobie (za przeproszeniem) pupę podetrzeć.

              > co prawda jak poroniłam, załamanie było, że sie nie udało ale szybko z tego wys
              > złam.

              Nie mniej jednak bardzo Tobie współczuję tego, co przeszłaś i gratuluję doczekania się zapewne pięknych i zdrowych dzieci.
              Pozdrawiam.
              • eps Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 16.11.12, 13:21
                rozumiem Was dziewczyny.
                To jest tak, że na tą chwilę mam takie a nie inne poglądy, ale życie juz czesto w różnych sytuacja zmuszało mnie do odszczekania tego co mówię.
                Ani mnie grzeje ani ziębi jak ktoś walczy o dziecko, bierze leki, leży w szpitalu.
                To naprawde nie moja sprawa. Poza tym, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
                Nie dam sobie ręki uciąć, że gdybym nie miała dzieci, walczyła o ciąże długi okres czasu to nie posunęłabym sie do wszelkich dostępnych metod, aby dziecko mieć.

                Co więcej na tą chwilę, podziwiam że ktoś uparcie walczy o ciąże np. 6 lat i ciągle ma nadzieję. Wiem ze to czas ogromnej udręki, ciepienia psychicznego i fizycznego. Naprawdę pełen szacun.

                A co do moich poglądów, na tą chwilę są jakie są, ale ja sie nigdy nie zapieram ze mogę poglądy zmienić i co więcej głośno przyznać sie do błedu.

                ps. A dzieci faktycznie nie szczepię na nic smile
            • tasiorek68 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 16.11.12, 13:42
              Aż mnie zatkało, jak przeczytałam Twojego posta. Widać, bardzo się różnimy, BARDZO...

              Ja jestem po pierwszym poronieniu i nie uważam, że zbadanie się pod względem różnych chorób czy poziomu hormonów jest pochopne i niepotrzebne. Dla mnie nie było łatwym przyjąć do wiadomości fakt w 11tc, że moje Maleństwo od 9tc przestało się rozwijać. Może to faktycznie była taka wada genetyczna, że NATURA sama "załatwiła sprawę" i podjęła decyzję za mnie. Jednak było to chciane i oczekiwane dziecko i pewnie nawet gdyby było chore, a ciąża (nawet podtrzymywana) utrzymałaby się, chciałabym je urodzić. W końcu nie po to się człowiek stara, żeby później z byle powodu zniszczyć efekt swoich starań, bo "coś nie wyszło"...

              "jak byłam w pierwszej ciąży i podobno istniało zagrożenie że poronię, to pomimo że lekarz przepisał mi leki nie brałam ich." - jakiś powód przepisania tych leków był, widać jesteś bardzo odważna, skoro ich nie przyjmowałaś albo po prostu nie zależało Ci na dziecku...
              "w 3 ciąży kiedy poroniłam leków nie dostawałam - ale jak bym dostała to raczej bym ich nie łykała. (...) całkowice zdaję sie na naturę. Uważam że tylko silne geny, silny zarodek i silne dziecko przetrwa. (...) co prawda jak poroniłam, załamanie było, że sie nie udało ale szybko z tego wyszłam" - czyli to dziecko, które poroniłaś było wg Ciebie nie dość dobre, za mało wartościowe, genetycznie tak niedoskonałe, by o nie zawalczyć, by je kochać tak po prostu...
              Nie rozumiem Cię...

              Zdawanie się na naturę, wg mnie, miało sens jeszcze jakieś 30-parę lat temu. Nie dziś. Teraz nic nie jest naturalne, jedzenie to mieszanka związków E..., powietrze daleko ma do tego kiedyś, wszystko to jedna wielka chemia. Dlatego myślę, że takie czekanie z założonymi rękami na ciążę, która się w końcu utrzyma jest nie dla mnie... Doświadczyłam "tylko" jednego poronienia, mój gin, jak wielu innych, jest zdania, że badania w moim przypadku są zbędne. Wolę się jednak przebadać i ze względnym spokojem ujrzeć II kreski na teście ciążowym, kiedy będę mieć pewność, że nie jestem chora lub z niedomogą hormonalną, niż wciąż zastanawiać się czy znów poronię, czy może tym razem "nie wypadnie na mnie", bo natura "zajmie się" inną ciężarną...

              Takie jest moje zdanie. A Twoje poglądy i Twój świat są dla mnie zupełnie obce. Przykro mi, ale nie potrafię Cię zrozumieć...
              • eps Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 16.11.12, 14:14
                kurcze, muszę Wam przyznać, że choć kontrowersyjnie to nawet da się tu dyskutować, bez obrzucania błotem.
                Jeśli chodzi o mnie ale tylko o mnie to jeśli to mój organizm coś by sobie nie radził z utrzymaniem ciąży, rozważyłabym farmakologiczne podtrzymywanie ciąży.
                Jeśli wiedziałabym, że dziecko jest słabe czy z jakimś defektem to leków bym nie brała.
                Nie jestem za aborcją - broń Boże- ale nie jestem też za sztucznym podtrzymywanie życia.
                Może to brutalne, ale wolałabym, aby dziecko chore odeszło niż się urodziło i męczyło siebie i mnie.

                Zbaczajac z tematu. Lubię na poziomie i spokojnie poznać poglądy innych osób i WCALE nie oczekuję że mnie ktoś zrozumie albo poprze. Tak jak ja lubie poznać poglądy innych i wcale nie muszę sie z nimi zgadzać lub rozumieć.
                • ekra35 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 16.11.12, 14:59
                  wybacz, pewnie mocno przerysowane to co teraz napiszę, ale Twoje słowa ("tylko silne geny, silny zarodek i silne dziecko", "wolałabym, aby dziecko chore odeszło niż się urodziło") kojarzą mi się z pewnym znanym Austriakiem, sławnym z czystek rasowych.
                  szanuję, że oczywiście masz prawo do swojego zdania i postępowania zgodnie z własnym sumieniem. co nie oznacza, że szanuję poglądy, które reprezentujesz.
                  dlatego też każda z nas powinna mieć prawo o decydowaniu o swoim zdrowiu i ciele.
                • koralik00 Eps raz jeszcze 16.11.12, 15:47
                  A ja mimo moich przezyc pozwole sobie troszke sie z Toba zgodzic. Chyba glownym powodem tego jest to ze mam meza lekarza ktory ma bardzo podobne zdanie do twojego - nie wiem czy to dlatego ze z racji swojego zawodu ma czesto do czynienia z chorymi genetycznie czesto cierpiacymi dziecmi czy dlatego ze jest po prostu mezczyzna. Do mojego poronienia podszedl bardzo pragmatycznie, wiedzial ze na tak wczesnym etapie ciazy jesli zarodek nie byl w stanie sie odpowiednio zaimplantowac to najbardziej prawdopodobna wersja bylo to ze ciaza byla obarczona jakims bledem gentycznym (przyznam ze na poczatku mialam do niego o to pretensje) ale po czasie zrozumialam ze jesli tak w rzeczywistosci bylo to lepiej ze wlasnie tak sie to skonczylo, zarowno dla naszego dziecka jak i dla nas samych. Do tego tutaj gdzie mieszkamy (USA) lekarze nie podaja progesteronu kobiecie u ktorej jest prawdopodobienstwo ze moze poronic - po prostu badania wskazuja na to ze nie ma to zadnego wplywu na to czy ciaza sie utrzyma czy nie - dziala to bardziej jak placebo ktorego potrzebujemy aby poczuc sie lepiej. Mimo to mysle ze gdyby istnialo nawet minimalne prawdopodobienstwo ze progesteron mi pomoze to pewnie bym go brala - taka juz jestem ze musze wykorzystac wszystkie dostepne mi mozliwosci
                  No i jeszcze jedno - szczepie dzieci - to podstawa!!!
                  • koralik00 Re: Eps raz jeszcze 16.11.12, 16:20
                    Przytocze jeszcze jeden przyklad - otoz jakies dwa lata temu zona znajomego lekarza zaszla w ciaze gdzies w polowie okazalo sie ze dziecko nie rozwinelo sie prawidlowo i nie ma mozgu - bylo juz za pozno na aborcje, zreszta ta kobieta byla gleboko religijna - skonczylo sie tak ze donosila to dziecko do 36tyg i urodzila je silami natury - moj M byl przy tym porodzie - powiedzial ze to bylo dla wszystkich obecnych traumatyczne przezycie a co dopiero dla tej kobiety. Wyobrazacie sobie nosic w sobie dziecko ktore jest zdane na smierc, przechodzic przez bol porodu wiedzac ze po tym czeka cie jeszcze wiekszy bol - nikt nie wie dlaczego ta ciaza sie utrzymala ale jedno jest pewne ze lepsze w tej sytuacji byloby gdyby poronila ta ciaze juz na samym poczatku
                    Mysle ze Eps miala to wlasnie na mysli bo z pewnosci nie chodzilo jej tu o ciaze ktore sa po prostu slabsze i bardziej problematyczne albo zostaja poronione z powodu zdrowotnych problemow matki
                    • ekra35 Re: Eps raz jeszcze 16.11.12, 16:30
                      jak na samym początku nie bierze się leków podtrzymujących ciążę, to chyba nie dlatego, że od razu się myśli, że dziecko może nie mieć mózgu??? pokrętne to wszystko.
                      • eps Re: Eps raz jeszcze 16.11.12, 17:45
                        nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć ale ja leków nie brałam bo jakoś podświadomie czułam, że ze mną jest wszystko ok, a podobno z ciążą samą w sobie jest problem (tu słowa lekarza w 7-8 tc)
                        Coś lekarz mówił o nierównym pęcherzyku, że ma być równo okrągły i jeszcze jakieś tam rzeczy.
                        Już nie bardzo pamiętam dokładnie, bo to było kawał czasu temu.
                        Gdybym ja miała jakieś np. skurcze, hormony nie odpowiednie i lekarz by mi powiedział, że zarodek ładny, serduszko bije pięknie tylko u mnie nie bardzo, to wtedy prawdopodobnie leki bym brała.
                        Zresztą jak poszłam do innego w 10 tc to drugi lekarz powiedział mi żebym sie nie przejmowała bo wszystko jest dobrze i pęcherzyk moze być nierówny.

                        Oczywiście że w 7 tc nie można stwierdzić czy dziecko ma mózg czy nie ma, ale ciążę można poronić także z powodu np. tego że komórki nieodpowiednio sie podzielą, w wyniku nieprawidłowej liczby lub struktury chromosomów, niewydolności ciałka żółtego, błędów genetycznych i masy innych powodów.
                        I za takich powodów ciąży na siłę bym nie trzymała.

                        Kiedy ja poroniłam to dziecko umarło w jakimś 8tc a ja je nosiłam nieświadoma aż do 12 tc.
                        Ale zdecydowanie wolałam to, niż po 9 miesiącach urodzenie martwego dziecka lub mocno zaburzonego i bedę musiała patrzeć na jego powolną agonię przez następne 5 lat.

                        Zresztą - miedzy Bogiem a prawdą - to to takie czarno białe przedstawienie świata,
                        Bo przecież są zdrowe dzieci z zaburzonych ciąż i są mocno chore z ciąży przebiegającej prawidłowo.

                        "To ze dla Ciebie w krotkim odstepie czasu strata ciazy i staranie sie o nastepne nie ma ze soba zbyt wiele wspolnego to nie znaczy ze ktos kto chce poczekac rozdrapuje w ten sposob rany. "

                        Tego że ktoś czeka z następną ciążą i niby rozdrapuje rany nigdy nie twierdziłam - chyba że coś napisałam i źle zostałam zrozumiana?
                        Jeden przeżywa żałobę wewnętrznie, inny lubi popłakać "w tłumie" - obie postawy szanuję.

                        Wracając do wątku głównego to jak kiedys rozmawiałam z lekarzem to on mi powiedział że sa 2 nurty dotyczące zachodzenia w ciąże zaraz po poronieniu:
                        1. to bezwzględnie czekać na odbudowę endromedium - czy jak to sie tam pisze smile -, powrót do równowagi hormonów itd.
                        2. to niektórym kobietom mającym problem z zajściem w ciązę zaleca sie szybkie starania bo niby to ma pomóc w utrzymaniu ciąży lub mniej radykalnie w niczym szybka ciąża nie przeszkadza.
                        Ten 1 pogląd jest bardziej rozpowszechniony.
                        teorię 2 usłyszałam ja od lekarza i moja znajoma od innego jak poroniła ciąże po udrażnianiu jajowodów. powiedział jej że teraz szybko musi zajść w drugą.

                        A gdzie jest prawda? Tego to chyba najstarsi górale nie wiedzą.
                        • tasiorek68 Re: Eps raz jeszcze 17.11.12, 21:31
                          I tu się mogę z Tobą zgodzić: "Kiedy ja poroniłam to dziecko umarło w jakimś 8tc a ja je nosiłam nieświadoma aż do 12 tc. Ale zdecydowanie wolałam to, niż po 9 miesiącach urodzenie martwego dziecka lub mocno zaburzonego i musiała patrzeć na jego powolną agonię przez następne 5 lat." Ja też o ustaniu rozwoju Maleństwa w 9tc dowiedziałam się dopiero w 11tc - na wizycie kontrolnej. Później doszłam do wniosku, że ŁATWIEJ będzie mi się pogodzić z utratą takiego Maluszka, który nie zajął jeszcze swoją osobą miejsca w domu, niż dziecka urodzonego o czasie, które np. umiera z powodu powikłań okołoporodowych czy jakiegoś zakażenia już po narodzinach (strzelam z tymi przypadkami...) Myślę, że takie podejście jest pewnego rodzaju wyznacznikiem egoizmu kobiety (i nie piszę tego w złej intencji). Stara się ona sobie wytłumaczyć, że tak jest lepiej, łatwiej dla niej samej, że nie poznała tego dziecka, nie zdążyła się do niego przywiązać tak, jak wówczas, gdyby je już urodziła. Pozostaje ono tylko niewyraźnym jeszcze zdjęciem z usg. Oczywiście jego mama może je sobie wyobrażać itd., jednak nie ma go w świadomości, jako "ucieleśnienie" swoich myśli.

                          Każdy przeżywa żałobę na swój sposób i trzeba mu na to pozwolić, mimo kontrowersji, jakie budzi w nas jego "podejście do tego tematu".

                          Pozdrawiam smile
                      • koralik00 Ekra 16.11.12, 20:27
                        Przeciez to nie ma nic wspolnego - wzielas dwie zupelnie inne informacje z dwoch moich postow i skleilas to w jedna calosc - napisalam ze tutaj gdzie mieszkam lekarze ginekolodzy nie wierza w to ze luteina pomoze podtrzymac ciaze jesli jest ona w rzeczywistosci zagrozona - wskazuja na to badania naukowe
                        W drugim natomiast poscie napisalam ze wolalabym poronic ciaze na poczatku niz przejsc przez nia do konca wiedzac ze jest ona zdana na tragiczny koniec. Tyle
                        Nie mam pojecia w jaki sposob doszlas do wniosku ze nie bierze sie lekow na podtrzymanie bo od razu sie zaklada ze dziecko jest bez mozgu ???
            • lidek0 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 16.11.12, 18:34
              "bym dostała to raczej bym ich nie łykała. " i mogłabyś żyć ze świadomością, że mogłaś coś zrobić a nie zrobiłaś? /może by pomogło/
              "lekarz przepisał mi leki nie brałam ich" nie wyobrażam sobie tak ryzykować życiem dziecka /nie swoim/ szanuję odmienność Twoich poglądów, nie wyobrażam sobie czegoś takiego, nikt nie dał mi do tego prawa, tym bardziej, że wielu kobietom leki pomagają.
              • eps Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 16.11.12, 19:22
                wiesz brutalnie i wyrachowanie to zabrzmi, chociaż za zimną i wyrachowaną sie nie uważam, ale mogłabym żyć dalej.
                Jak zaczęłam krwawić to pojechałam do szpitala, przyjęli mnie na oddział, a ja mocno anty szpitalowa jestem, ale zostałam. tylko dlatego że USG mieli mi zrobić dopiero następnego dnia. Przepłakałam całą noc. Wczesnym rankiem przyszła pielęgniarka i zaczęła mnie pocieszac, że moze tak musiało być, że tak lepiej itd. Same wiecie z jakiej nuty śpiewka.
                A ja jej zupełnie szczerze powiedziałam" wie Pani ja nie tego płaczę, ja do moich dzieci chce wrócić a nie tu leżeć, z tego dziecka i tak nic nie będzie" - ledwo szczękę z podłogi pozbierała.
                Rozmawiałam z dziewczynami z sali i uwierzyć nie mogły że ja nie poronienia płacze.
                Ja naprawdę chciałam do domu wrocić i do dzieci.
                Może to bardzo ekstremalne ale nie uznaję praktycznie żadnych ingerencji farmakologicznych.
                Poza tym, słyszałam kiedyś opinię że ważne sa dzieci te które są, a nie te które miały być - i tego sie trzymam.
                O moim nieurodzonym dziecku pamiętam, jak idę na cmentarz czasem, to zawsze pale dla niego świeczkę i "rozmawiam" z moją ukochaną babcią, żeby się moim maleństwem dobrze opiekowała do czasu aż je spotkam.

                poza tym, piszesz że nie mogłabyś tak ryzykować.
                Cóż całe zycie to sztuka wyborów, czasem trudnych, ponoszenia ryzyka.
                Nie rozpatrywałam tego w kategoriach ryzykowania. Po prosty był to dla mnie brak ingerencji.
                A leki jak najbardziej są pożyteczne ale nie dla mnie i nie w takiej chwili.
                • lidek0 Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 17.11.12, 12:09
                  To może zakończ starania o dziecko skoro nie byłabyś mu w stanie pomóc czy wręcz uratować życia biorąc leki. W tej sytuacji powinnaś poważnie przemyśleć posiadania kolejnego dziecka. Trudno mi Cię zrozumieć /tym bardziej, że wielu kobietom leki uratowały ciążę i dzięki tym lekom te dzieci wogóle mają/ ale masz prawo do swojego zdania.
                  "A leki jak najbardziej są pożyteczne ale nie dla mnie i nie w takiej chwili" tego nie wiesz bo przyjmować ich nie chciałaś, po prostu za bardzo komplikujesz sobie życie, bo tam gdzie można coś zrobić z szansą na powodzenie po prostu się robi. Ty wolisz spisać na straty niż zaprzątać sobie umysł myśleniem czy by pomogło czy nie. /troska o dzieci, które już mas znie ma tu nic do rzeczy/
                  • eps Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 17.11.12, 16:49
                    o ludzie, no to jeszcze raz.
                    Co innego jak ciąża się "nie trzyma", bo KOBIETA-MATKA nie domaga, a co innego jak z DZIECKIEM jest coś nie tak.
                    Leki leki, ale jakie to leki co? Ano na podtrzymanie ciąży, czyli hormony lub leki przeciwskurczowe.
                    Jeśli z dzieckiem wszystko ok, ale to MATKA ma problem bo np. ma skurcze to oczywiście można te skurcze powstrzymać lekami.
                    Jesli dziecko ma np. wadę genetyczną i organizm matki taki płód odrzuca, i ma akcję skurczową to wtedy ja leków bym nie wzięła.
                    I wracamy do początku.
                    Ja wiedziałam, że ze mną jest wszystko dobrze, a skoro ciąża się "nie trzyma" to znaczy, że z dzieckiem dzieje się coś niedobrego. I w takiej sytuacji - moim zdaniem- nie powinno się podtrzymywać ciąży. Teraz napisałam jasno??

                    Dziecko zdrowe - matka z problemem - leki wziąć
                    Dziecko chore - matka zdrowa - ciąży siłą nie trzymać.
                    w pigułce moje zdanie.

                    Jak ktoś leki bierze lub by wziął w każdej sytuacji to JEGO sprawa, nie mnie sie wtrącać w decyzje obcych ludzi.



                    I to własnie dotyczyło mnie.
                    • eps Re: Starania w 2. cyklu po poronieniu - tak czy n 17.11.12, 16:50
                      >
                      > I to właśnie dotyczyło mnie.

                      ten wpis jest niepotrzebny, zaplatał się.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka