tromysza
31.03.05, 16:31
Może to głupie, ale ostatnio przeżywam kryzys emocjonalny. Związany
oczywiście z pragnieniem posiadania dziecka. Niezrealizowanym pragnieniem.
Staram się od września. Dla jednych to bardzo dużo, dla innych jeszcze nie
tak długo. Dotarłam do miejsca w którym zastanawiam się co dalej robić.
miałam badania hormonów (biorę bromek i duphaston), mąż miał badania
żołnierzyków- w porządku. Miałam też monitorowany cykl. Raz od A do Z (czyli
od 11 dnia cyklu do owu i po samej owu, żeby sprawdzić czy pęka). Moja ginka
mówi, że wszystko jest ksiażkowo. Z tego monitorowanego cyklu miałam ciąże
biochemiczną. No chyba, że mam przewidzenia i nie było drugiej różowej
kreski. Ale była, słaba, a 2 dni później już nie było, a zaraz potem dostałam
@- mocniejszą i boleśniejszą niż zwykle.
Teraz zastanawiam się co robić dalej. Czy powinnam zrobić laparoskopię? A
może inne badania? Ile w ogóle kosztuje badanie na drożność jajowodów? Nie
wiem czy mam się wyluzować czy działać u lekarzy? nic nie wiem. Czuję się
bezradna, załamana, zła. Same wiecie, że to nie najlepsze warunki na
poczęcie. Tylko, że ja nie wiem co robić. W mojej głowie sam chaos.
Zakodowane mam: jak nie zajdziesz przez 7 m-ce to dlaczego masz zajść za 8
czy 9. Boże, napiszcie pls, że można. W ogóle coś napiszcie. I, oczywiście,
przepraszam, że tak się rozwalam.
I jeszcze przed chwilą zadzwoniła do mnie przyjaciółka (nic nie wie o moich
staraniach) i mówi, że chyba znów jest w ciąży. Znów czyli drugi raz, za
pierwszym razem. Śmieje się: jestem płodna jak kotka. A ja sobie myślę: a ja
jestem wybrakowana.