siwy_dym_komando
28.01.08, 11:38
przeczytawszy post o oślej łączce pod Nosalem przypomniała mi się
moja ostatnia przygoda, gdy przechodziłem tamtędy wracając z Cyrhli.
***
28 grudnia zeszłego roku, w trakcie świąteczno-noworocznego kogla-
mogla udało mi się wyrwać na jeden dzień w Tatry. Niestety z różnych
przyczyn nie mogłem zrobić żadnej ładnej, graniowej wycieczki, więc
zaplanowałem sobie relaksujący spacer ścieżką emerytów z Kuźnic
przez Nosal i Kopieniec do Cyrhli.
Pogoda tego dnia była piękna. Kiedy o 7. rano po dwugodzinnej
jeździe zaparkowałem pod Krokwią aż mnie skręcało z żalu, że taki
dzień zejdzie na wałęsanie się po regielkach. Spory mrozik, śnieg
błyszczy, słońca co prawda nie widać bo nie wydrapało się jeszcze od
Pięciu na Kozi Wierch, ale już je czuć, błękit nad głową aż po
granice strefy Schengen...
Minąłem Murowanicę, idę, wydostałem się z kotła narciarzy,
autobusików, czyhających na łamaczy zakazu ruchu policjantów,
przeszedłem mostek, zrobiło się raptem puściutko, cicho i spokojnie,
śnieg skrzypi, para z ust bucha, a tu na śniegu... jakby... no nie,
jakieś dziwne ślady... Zaczęło się podejście, schodki, ślady
wyraźniejsze – no tak, jak w mordę strzelił raki! Ktoś szedł w
rakach na Nosal! I chyba jeszcze z dziobaczką.... I to chyba całkiem
niedawno...
Czy to już Giewont sprzętowego absurdu? Idąc dalej, usiłuję
przypomnieć sobie co bardziej kuriozalne przypadki, kolesi w
trekingowych sandałkach z bosymi nogami na zaśnieżonej Lodowej
Przełęczy, gości w puchatkach gdzieś na grani Wołowaca w lipcu,
chyba jeszcze coś, aż z tego zamyślenia poślizgnąłem się i
wyglebiłem. Wyrywam dalej w górę, tyle że ciężko, bo szlak chyba
rzadko odwiedzany, śniegu stosunkowo niewiele, za to gdzieniegdzie
na kamienistych schodkach żywy lód. W sumie to mogliby jednak lepiej
utrzymywać takie szlaki, przecież wiadomo że tu chodzą emeryci i
spacerowicze z laseczkami... bach, znowu leżę. Zwłaszcza że barierka
miejscami urwana, nie ma się czego chwycić, a stromo przecież jest
jak... i dzwon. Zacząłem iść ostrożniej... potem jeszcze
ostrożniej... i jeszcze, bo teraz już w sumie sam lód...
Gdyby ktoś wtedy siedział sobie pod szczytem Nosala to zobaczyłby,
że z dołu idzie coś na czworakach, częściowo ubabrane śniegiem i
igliwiem, tocząc z pyska kłęby pary i mrucząc coś złowrogo.