Dodaj do ulubionych

Czy jestescie samochodowymi pedantami?

28.02.10, 12:52
Tak sie dzisiaj zastanawialem, ilu jest takich samochodowych pedantow, co po nocach nie spia bo im stuka abo cus skrzypi. Takich co non stop szukaja probemu z samochodem i sluchaja, zagladaja itp. Sam kiedys tak mialem i co miesiac bylem w warsztacie, bo stuka, bo cieknie, bo puka (szczegolnie jak mialem nowy z salonu, to juz w ogole byla jatka). Zastanawiam sie bo wczoraj jakis baran wiechal mi w blotnik i go wgial (na szczescie nie zarysowal), typowe sobotnie zakupy z niespodzianka. Jak sie dowiedzialem ile to bedzie kosztowac, to sobie odpuscilem i pomyslalem ze zrobie jak bede sprzedawal mazdziane (niestety wgiecia sie nie odessie, a ze mieszkam za kanalem La Manche to blacharz zaczyna od 300 funtow rozmowe). I nagle sie tak zastanowilem ile ludzi jezdzi z czyms takim, a ile spac nie moze dopoki nie zrobi. Ile slucha rano samochodu, a ile rusza i po prostu jedzie do pracy. Ile zon ma dosyc bo maz przy obiedzie tylko gada ze mu cos stuka puka, pewnie to i tamto... Jak myslicie?
Obserwuj wątek
    • tocqueville Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 13:35
      to jest jeden z powodów, dla których nie kupiłbym nowego auta :)
      chodziłbym co 10 min. sprawdzac czy nie ma zarysowań i nastawiałbym ucho na
      każde sstuknięcie
      a tak mam luz - porysowane? i co z tego?:)
      będę się przejmował przed sprzedażą
    • k2i Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 13:58
      Tak jestem pedantem samochodowym, tyle że wszystko sobie sam robię, tyle że za wiele nie mam do roboty bo i samochód świetnie się spisuje:)
    • marcinblonie Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 14:35
      Tak... temat ciekawy, ale żeby podejść do niego należy się zastanowić nad
      pewnymi rzeczami. Idę do salonu i kupuję samochód za 50000 zł o ubezpieczeniu
      nie wspomnę. Po kilku dniach zauważam lub słyszę że coś stuka. I co? I nic! Albo
      podejmę traumatyczną drogę naprawy gwarancyjnej, albo będę jeździł i słuchał
      stukania, licząc że albo samo przejdzie albo się urwie. Tylko po kiego diabła
      kupiłem nowy samochód. No właśnie po to żeby nie stukało. Ze stukaniem to sobie
      mogłem kupić za 5000 zł, a nie za krwawicę odkładaną mozolnie co miesiąc. /Nie
      uznaję brania samochodów na kredyt, ponieważ nie mam manii, że moi
      sąsiedzi/znajomi muszą mi zazdrościć bryki, którą będę spłacał przez kilka lat/.
      Mam coś takiego, że znam wartość rzeczy na które zapracowałem, i chcę cieszyć
      się nimi jak najdłużej, nie myśląc o awariach, usterkach i innych problemach.
      Dlatego z reguły kupuje rzeczy nowe i raczej drogie, naiwnie wierząc w ich
      doskonałą jakość /oczywiście mam na myśli "polską" jakość/. Natomiast jak
      okazuje się że za coś zapłaciłem, a dana rzecz jest do kitu po prostu szlag mnie
      trafia. Podobnie jak wtedy gdy mam odciśnięte na tygodniowym samochodzie drzwi
      sąsiada, bo oczywiście wysiadał "po pańsku" nie patrząc, że obok stoi drugie
      auto. Jestem wtedy zły i mówię przy obiedzie jak bardzo szlag mnie trafia! I nie
      śpię po nocach nie dlatego, że mam porysowane drzwi, tylko dlatego, że
      samochód/rzecz na którą pracowałem często latami, został zniszczona/uszkodzona w
      małą chwilę i to często nie z mojej winy. Nie rozumiem też ludzi, którzy kupują
      sobie drogie auto a za miesiąc mają je poobijane, zadeptane w środku i
      śmierdzące. Pomijając bogaczy z kaprysem, cała reszta to niechluje, którzy nie
      zasługują na nowe i drogie rzeczy, mimo, że ich na nie stać.
      • tomek854 Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 16:00
        /Nie
        > uznaję brania samochodów na kredyt, ponieważ nie mam manii, że moi
        > sąsiedzi/znajomi muszą mi zazdrościć bryki, którą będę spłacał przez kilka lat/

        Może Cię to zdziwi, ale to nie jest jedyny powód dla których ludzie biorą auto
        na kredyt.

        Taki na przykład ja potrzebuję auta do pracy. Miałem starego klonkra, który
        zaczynał wymagać pewnych inwestycji finansowych.

        Policzyłem sobie wszystko i wyszło mi na to, że biorąc nowy samochód na raty
        wyjdę finansowo na to samo a będę miał spokój?

        Jak?

        Ano tak, że wziąłem nieco mniejszy (już mi duży nie potrzebny, 90% czasu jeżdże
        sam, 9% we dwoje 1% kogoś wiozę, a do tego nowe auto jest wystarczająco duże),
        który pali o 1/3 mniej, podatek na niego jest o 1/3 niższy, przez trzy lata
        odpada problem przeglądów rejestracyjnych, przez pięć lat odpada problem napraw
        (bo jest na gwarancji), odpada koniecznosć wykupu assistance (bo mam za darmo od
        dealera) i tak dalej i tak dalej.

        Niedawno z nudów sobie podliczyłem czy moje kalkulacje były słuszne i wyszło mi
        na to, że biorąc pod uwagę tylko oszczędności na paliwie i naprawach a ratę
        kredytu, miesięczny koszt utrzymania nowego auta jest niewiele droższy niż
        starego. Więc pewnie jakbym policzył te wszystkie drobiazgi to by wyszło na to
        samo. (należy jednak zaznaczyć, że spłacam kredyt jedynie na 60% wartości auta a
        nie na 100%). No a jeszcze przecież mój poprzedni samochód nie robił się młodszy
        i raczej mógłbym się spodziewać, że wydatki na jego naprawy rosłyby a nie malały...

        W sumie zatem bez żadnego dodatkowego obciążenia dla budżetu zamiast jeździć
        blisko już piętnastoletnim sprzętem jeżdżę autem fabrycznie nowym, z
        klimatyzacją, pełną elektryką, bardziej ekonomicznym a jednocześnie o
        porównywalnych, jeśli nie lepszych osiągach (choć silnik jest tylko 1.3), o
        dziwo okazało się też, że pomimo że auto jest mniejsze to w środku (poza
        bagażnikiem oczywiście, który jest mniejszy o połowę) jest znacznie więcej
        miejsca. Nie boję się już czy mając wezwanie o 3 nad ranem w mroźną noc samochód
        mi odpali, albo czy coś z tych wszystkich stukających i trzeszczących rzeczy nie
        urwie się nagle w czasie jazdy powodując że zamiast w pracy wyląduję w
        najlepszym przypadku na motylu...

        No i teraz zobacz: gdybym myślał tak jak ty, to dalej jeździłbym starym klonkrem
        (bo za posiadaną gotówkę mógłbym jedynie kupić auto niewiele młodsze od tego
        które miałem, a które miało wyjątkowo niski przebieg, do tego nie mógłbym tak
        korzystnie oddać go w rozliczeniu). W rezultacie ładowałbym forsę w naprawę,
        cudów nie ma, stary samochód zawsze wymaga uwagi i faktycznie, gdybym chciał
        pojeździć nowszym to musiałbym swoją krwawicę odkładać przez najbliższe kilka
        lat. To ja już wolę płacić bankowi te jego procenty, jeździć wygodnie i
        bezstresowo i nie zarzynać się finansowo żeby odłożyć gotówkę.
        • kontik_71 Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 17:13
          Dodaj to tego, ze nowe auto najprawdopodobniej daje wieksze
          bezpieczenstwo pasywne niz staruszek, ktorym jezdziles.
          • gibki_rubens Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 17:33
            No wlasnie ja tez kiedys na kredyt nowy kupilem. Jak mnie krew zalala
            jak w moim nowym samochodzie zaczela tluc przekladnia kierownicza a w
            serwisie mi powiedzieli ze jeszcze nie ma poprawnej czesci i nad nia
            pracuja. Pol roku bylem zielony za kazdym razem jak stuknelo.
            Rozumiem tych co kupuja nowe, takze dlatego ze samochody nie sa juz
            budowane na lata i wszystko w nich tlucze i trzeszczy po 3 latach.
            Ciezkie czasy dla "motoryzacyjnych pedantów". A zauwazyliscie ze jak
            macie znajomego mechanika to 60% stukow i puków jest diagnozowane
            jako "mozna jezdzic" a jak sie jedzie do serwisu, to wszystko
            natychmiast trzeba wymienic, najlepiej komplet. Ostatnio zaskrzypiala
            mi sprezyna od sprzegla - w serwisie powiedzieli ze na pewno do
            wymiany jest to i tamto - 500 funtow. Znajomy mechanik zajrzal i
            powiedzial "sprezyna skrzypi to sobie posmaruj, jak nie pomoze to kup
            sobie zatyczki do uszu". No chyba ze samochod jest na gwarancji to
            wtedy wszyscy w serwise glusi albo "ten typ tak ma".
            • kontik_71 Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 17:43
              Hmmm Wy to macie same zle doswiadczenia. W moim aucie skrzypialo
              wylozenie prawych drzwi. Pojechalem do serwisu, cala czesc zostala
              wymieniona w ramach gwaracji i koniec skrzypienia... Wiecej optymizmu
              zycze :)
              • tomek854 Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 17:57
                Ja miałem świerszcza gdzieś w zegarach i coś się telepało w drzwiach,
                podjechałem i wygłuszyli. Ale to prawda z tą budową aut "na lata", w
                czternastoletnim nissanie telepało się niewiele więcej...

                Chociaż też mi się wydaje, że to kwestia "estetyki". Mam dwukolorową deskę
                rozdzielczą, dwa rózne rodzaje materiału to inaczej pracują i stąd pewnie ten
                świerszcz...
          • tomek854 Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 17:55
            kontik_71 napisał:

            > Dodaj to tego, ze nowe auto najprawdopodobniej daje wieksze
            > bezpieczenstwo pasywne niz staruszek, ktorym jezdziles.

            Pewnie tak ;-) Tylko szyberdachu nie ma, a tak lubiłem :(
      • conveyor Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 20:48
        Znaczy ze za drogi samochod sobie kupiles.
        • tomek854 Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 21:01
          Kto, ja, czy on? :-)
          • conveyor Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 02.03.10, 15:08
            No ten co sie trzesie nad kazda ryska bo latami dzieciom od ust odejmowal zeby nowy samochod sobie kupic :)
            • tomek854 Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 02.03.10, 16:40
              A, to czyli nie ja.

              Ja mojego nawet za bardzo nie myję :P (ale będę musiał, bo małżowina zaczyna
              furczeć :D )
    • remo29 Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 18:14
      Przez prawie dwa lata jeździłem z wgniecionymi drzwiami, zdartym błotnikiem i
      wyprutym przez złodziei zamkiem. Na początku oczywiście nie mogłem tego znieść,
      ale potem stwierdziłem, że siedząc w środku W NICZYM mi to nie przeszkadza;
      więcej - NIKT nie parkował "ciasno" widząc stan mojej blacharki :)
      • black_candy Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 18:58
        gdybyma miala samochod tego typu
        www.moto.banzaj.pl/Mercedes-SLS-AMG-nowy-safety-car-dla-F1-6389.html
        to bym byla mega pedantka... :D a tak to roznie bywa ;)
    • starypryka Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 18:50
      Pedantyzm trzeba podzielić na dwie kategorie:
      1. Czystość
      2. Stan techniczny.

      Jeśli chodzi o punkt 1 to jestem połowicznym pedantem. W środku samochodu ma być
      błysk, na zewnątrz... się uodporniłem. Nie ma możliwości utrzymania w Polsce
      samochodu w czystości.

      Punkt drugi. Samochód ma być w 100% sprawny i wszystko ma w nim działać i się
      świecić. Obicia i ubytki lakieru pod to nie podchodzą. Stuki już tak.
    • 0golone_jajka Olewka 28.02.10, 19:48
      Samochód dla mnie to narzędzie. Ma działać. A wgniecenie błotnika, zarysowanie zderzaka czy piach pod dywanikiem nijak nie wpływa na jego (samochodu) funkcjonowanie. Olewam to totalnie.
    • hazzard Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 28.02.10, 21:48
      ;)) Ja tak miałam na początku - byle stukanie i już byłam u mechanika, hihi.
      Auto wprawdzie nie nowe, ale moje pierwsze, stąd takie nerwowe reakcje. Gdy
      zdarzyła mi się obcierka, niemalże wpadłam w histerię ;p i natychmiast
      pojechałam zrobić z tym porządek (w tajemnicy przed rodzinką, by uniknąć
      gadania). Obcierka była minimalna, nad prawym nadkolem. Potem obtarłam się o
      betonowy słupek, a potem ktoś obtarł mi lewe drzwi najprawdopodobniej cofając
      (bo miałam przy okazji złożone do zewnątrz lusterko), ale już nie dramatyzuję.
      Na spokojnie podjadę do znajomego mechanika, który przy okazji zajmuje się
      likwidacją szkód poczynionych przez miszczów manewrowania i tyle ;))
      • polikarpia Re: Czy jestescie samochodowymi pedantami? 01.03.10, 13:56
        Wyleczyłam się z pedantyzmu. Jechałam zimą nowiutkim autem i ...dziwnie
        hamowało. Oczywiście zmiana kursu i od razu grzeje do serwisu. Opatrzność jadnak
        czuwała:) W trakcie jazdy zadzwonił mąż, poskarżyłam się na dziwne zachowanie
        auta, a on na to: "Dziewczyno, ABS ci się włącza":))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka