remo29
01.10.04, 14:28
Mowa reklamie z krasnalem, któremu po głowie chodzi, żeby brudne łapki wytrzeć w tapicerkę. Po zastanowieniu nie robi tego, tylko wyciera się w spodenki. Pytanie: dlaczego? Dlatego, że mały srajtek jest koneserem pięknych wnętrz nowoczesnych samochodów i czekoladą nie chce zaburzyć jego harmonii? Czy raczej dlatego, że jak tatuś-despota zobaczy brudne auto zamknie bachora do komórki pod schodami? Powiało grozą i Harry Potterem...
Spieprzono kawał ładnej opowieści, a można było to pociągnąć inną nitką. Wiadomo, że w każdym nowych samochodzie tej klasy tapicerka jest ładna i pachnąca, i w ogóle w środku jest cycuś. Po jaką cholerę skupiać się zatem na takiej kompletnie nieistotnej dupereli? Nie można było zaakcentować baaaaaaardzo przestronnego wnętrza, przy okazji widz (jeśli tylko nie jest ociemniały) sam na wlasne oczy zobaczyłby sobie tą czystą i piękną tapicerkę.
I tak oto mamy zafotelikowanego szczelnie maluszka z brudnymi lapkami. Wiadomo, że się wytrze, ale w co? Kalkuluje: jak w spodnie, to mama spuści lanie (któż z nas nie oberwał za brudzenie spodni), bo to już recydywa. A może w fotel taty? Jasne! Siedzi tyłem, to nie zauważy, nigdy nie siedzi z tyłu więc nigdy się nie dowie (jak to dziecko - zakryję oczy to nikt mnie nie widzi). Do dzieła zatem ochoczo się zabrał, a tu... Kłopot! Yyyyypch! Nie może dosięgnąć! Yyyyypch! No nie da rady! To w drzwi - yyyyych... Też nie da rady... Coż, zostają spodenki.
I wilk syty i owca cała. Jest i fabuła, i panorama wnetrza, i wniosek: auto nie dość, że ładne i estetyczne, to jeszcze niesamowicie przestronne.