Dodaj do ulubionych

Szedłem dziś na zderzenie (?!)

20.01.05, 23:07
Pogoda dzisiaj w stolycy i okolycy zupełnie pod psem - deszcz spłukiwał śnieg,
który padał całe przedpołudnie.
Samochody rozmakały stojąc na głównych drogach, bo krople na szybach i
lusterkach onieśmielały co niektórych i zamiast zmienić pas trwali w pełnej
niepewności czekając (na co?) i blokując pozostałych.

Poza głównymi oswietlonymi drogami było jeszcze gorzej - tam gdzie nie było
namalowanych linii, niektórzy mieli problemy z odnalezieniem krawędzi jezdni i
wlekli się 30-40/h na krętych drogach tworząc długie kolumny.
Drogi były mokre ale nie oblodzone - z wyjątkiem mało uczęszczanych bocznych,
gdzie zalegał śnieg.

Jestem człowiekiem cierpliwym i normalnie rzadko wyprzedzam - w porannym i
wieczornym szczycie komunikacyjnym guzik to daje.

Ale dzisiaj nie zdzierżyłem - po kolejnym oślepieniu przez "stopy" poprzednika
zwalniającego na zakręcie do 20/h, przycisnąłem na wyjściu z zakrętu i jednym
skokiem wziąłem czteropojazdową kolumnę, odzyskując trochę przestrzeni, gdzie
dalej mogłem gnać swoje szalone 60/h (zabudowany).

Od następnej napotkanej kolumny odstawał maruder, który sprawiał wrażenie, że
z jedynki też chciał zredukować przed zakrętem.
Zaraz po zakręcie wyskoczyłem chcąc chociaż jego zostawić w tyle, bo pozostali
jechali w miarę równo - ok. 50-60/h.
Miejsca nie miałem dużo, ale na jednego wystarczyło. ...by, gdyby bydlę nie
przyspieszyło.

Nie mógł pewnie ścierpiec, że parszywa Panda wyprzedza jego ślicznego
czerwonego Cordobę i uparł się, by mnie zamknąć na lewej połowie drogi.
Zbliżał się zakręt, zza którego pobłyskiwały już reflektory "przeciwnika", na
szczęście byłem już wysunięty calą długością przed Seata, tylko nie zostawił
mi żadnego luzu.

Bez raptownych ruchów, ale zdecydowanie zjechałem na prawo, ocierając się
prawie o jego zderzak i zmuszając go do hamowania.
Zjechał grzecznie, nawet nie przygniotł mnie długimi, chyba nie spodziewał się
takiego uporu albo doszedł do wniosku, że wystraszył mnie wystarczająco.

Miałem ochotę go przyhamować, ale odpuściłem - jeden wku.wiony kierowca wystarczy.

Liczyłem się ze złożeniem się ("klaśnięciem") samochodów ale nie bałem się
zeznań przed policją czy sądem - zatrzymałbym jakiegoś świadka.

Co powoduje, że ktoś przyspiesza z 30 do 90/h mimo, że ostatnio średnio jechał
ok. 50?
Droga się nie poprawiła, więc chyba tylko głupia ambicja i złośliwość
spowodowałą, że próbował utrudnić a nawet zmusić do przerwania wyprzedzania?

No bo jak 50-konny Fiat Panda ma czelność objeżdżać cudownego Seata Cordobę?

Miałby pewnie szczyt satysfakcji, gdybym zahamował i wjechał za niego.

Czy to właśnie tacy frustraci produkują wątki o wyprzedzaniu przez "gorsze"
samochody?

Życzę mniej ambitnych na drodze!

Od w/w kierowcy Cordoby i ... ode mnie ;-)

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html ?f=14718
Obserwuj wątek
    • woman29 Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 20.01.05, 23:30
      kompleksy, zlosliwosc i zwykla glupota tak mozna skomentowac pana z cordoby
      (pomijam fakt ze cordoba czerwoan wyglada bleee ).
      • Gość: łysy Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.05, 23:38
        stara woman np 29 wyglada podle w kazdym aucie,ale w cordobie wręcz tragicznie
        • woman29 Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 21.01.05, 10:16
          Moge zapytac czemu mnie obrazasz?Morda w kubel debilu!
    • Gość: mccoy Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.tpnets.com 21.01.05, 00:30
      Ja swego czasu mialem okazje jechac za takim walnietym w Mesiu.
      Probowal wyprzedzac gdzie sie nie dawalo, bywalo, ze ciagnal lewym
      na zwyklej drodze po tylko, zeby zsunac sie na prawy jak jechalo cos z przeciwka.
      ale na pustej prostj mial max 120. Ja 130 i przyspieszalem. Gad w momencie
      wyprzedzania tez zaczal, ale ja juz mialem roznice a korzysc.
      Zaraz jak go objechalem nie zdzierzylem i dalem po heblach. Malo nie zaliczyl
      rowu, potem sie rozbujal i gdzies mnie w koncu objechal. doszedlem go znowu
      po 10-15 km. I tym razem wyjalem cyfrowke, wlaczylem i z lampa blyskowa zrobilem
      mu kilka fotek. W najblizszej miescnie sasowal, zjechal gdzies w bok i zostal.
      A rejestracja wskazywala, ze ma przed soba jeszcze 100 km, podobnie jak ja.
      Gnebil bym go dalej :))))
    • Gość: indio Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.01.05, 00:39
      Przecież koleś w Seacie coś zauważył dopiero jak go oslepiłeś stopem. No i poco
      się denerwować, on musiał kapelusz zdjąć żeby pot z czola zetrzeć :) Teraz
      pewnie opowiada rodzince o wariatach za kółkiem.
      A serio to czasami zastanawiam się czy nie powinno być osobnego egzaminu na
      śliskie warunki. Ja z regułu trzymam taką samą prędkość na prostej i na
      zakrętach. Nawet w trudnych warunkach, bez sztuczek jest to wykonalne. No ale
      codziennie wyprzedza mnie paru miszczuf prostej (fanatycy 1/4 mili???) ktorych
      doganiam na pierwszym zakręcie.
      A mozna by dodac nauke poslizgu do egzaminu na PJ :))
      • Gość: jocek Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: 195.116.5.* 21.01.05, 09:43
        No ale
        > codziennie wyprzedza mnie paru miszczuf prostej (fanatycy 1/4 mili???)
        ktorych
        > doganiam na pierwszym zakręcie.
        "proste są dla szybkich samochodów, zakręty - dla szybkich kierowców"
        I dlatego rajdy wygrywają zawieszenia i opony, a nie silniki ;-P
        • Gość: indio Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.01.05, 12:06
          > I dlatego rajdy wygrywają zawieszenia i opony, a nie silniki ;-P

          A najlepiej to widac w porównaniu starej B grupy i WRC. Niby więcej mocy, a na
          zakrętach słabiej. Pozdro
    • jaro_ss Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 21.01.05, 07:27
      Znam to, zwylke to wszyscy chojracy, a jak trochę śnieżku posypie to nagle
      wszyscy 30/h - cy trzeba cy nie trzeba...

    • emes-nju Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 21.01.05, 10:37
      Tez cwiczylem wczoraj prawie dokladnie to samo! Na podrzednej z zalozenia, ale glownej z wykorzystania drodze na warszawskim Tarchominie.

      Po dluzszym zastanowieniu (w domu, przy browarku), zadalem sobie kilka pytan. Wiekszosc miala nature egzystencjalna - otarcie sie o czolowke to jednak stres z gatunku ostatecznych. Samochodowe pytanie bylo takie: co sobie mysli taki koles, ktory uniemozliwia dokonczenie, nawet blednego z zalozenia (!), wyprzedzania? Przeciez wyprzedzajacy nie zdematerializuje sie wiec odlamki z ewentualnego czolowego na pewno go dosiegna. Ma tez duze szanse na uczestniczenie w tym wypadku, jak zderzajace sie na jego wysokosci auta obroci! Odpowiedzi nie znalazlem bo nie chce nikogo zbyt surowo oceniac.

      Tak naprawde doszedlem do wniosku, ze w wiekszosci wypadkow taki gosciu nie widzi tego co sie dzieje bo jest wpatrzony w jezdnie. Hamuje wiec i przyspiesza bez patrzenia dokadkolwiek, a juz na pewno bez patrzenia na zegary - stad nagle zrywy i rownie nagle hamowania (bardzo dobry ten tekst o redukowaniu z jedynki :-))) jak zorintuje sie, ze krajobraz za szyba podejrzanie szybko sie zmienia.

      pzdr

      PS Nie zacytuje tu tego co o mnie i moich umiejetnosciach powiedziala moja jedyna, ktora w tym momencie zajmowala prawy fotel... Podla i niesprawiedliwa! Jak to kobiety.
      • p-iotr Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 21.01.05, 11:28
        > Tak naprawde doszedlem do wniosku, ze w wiekszosci wypadkow taki gosciu nie
        widzi tego co sie dzieje bo jest wpatrzony w jezdnie.

        Ja uwazam ze widzi to co powinien, ale nie umie przewidziec co sie moze stac.
        Teoria, ze 85% populacji to skonczeni idioci sprawdza sie tu doskonale.

        pzdr
    • remo29 Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 21.01.05, 10:39
      Kiedyś jadąc (jeszcze wtedy tico) A4 w okolicach Opola zbiżałem się do jakiejś starej japońskiej gabloty (nie wiem co to było - mazda, datsun, nissan...) Jechałem cos ok. 100km/h, a gość bujał się na oko 80... W momencie kiedy włączyłem kierunek i zjechałem na lewy pas gość zaczął przyspieszać; kiedy byłem równo z nim mieliśmy już po 130km/h, więc odpuścilem, schowałem się za niego. Pomyślalem, że facio gadał przez komórkę, więc jechał wolno; skończył gadać więc przyspieszył. Ale tylko mi się tak zdawało, bo jak już znalazłem się za nim facio zwolnił znów do 80km/h. Poczekałem kilkanaście sekund i znowu - kierunek i wyprzedzam, a ten złamas przyspiesza. Jadąc obok siebie zderzak w zderzak (miałem już na liczniku 140-parę) zalookałem co to za dewiant. A tu taki żelowany picuś w dresiku z lampasikami w pozycji "leżak na Helu". Zabawę sobie debil zrobił. Na szczęście zjechał po paru kilometrach zjazdem na wiochę. Gdyby mi sie nie spieszyło, to pojechałbym za nim obić mu ryja - taki byłem naładowany...
      • mkornet do Remo 21.01.05, 11:47
        Faktycznie szkoda, ze sie spieszyles, bo gosciu zasluzyl mocno, zeby mu morde
        obic. Czytajac Twoja lekture przebieglo mi w pamieci kilka takich obrazkow....
        Oh, ile razy zalowalam, ze nie mam broni palnej......
        Pozdrawiam
        M+
      • Gość: Rf Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: 57.66.193.* 21.01.05, 12:21
        A ja kiedyś zjeżdżam z ronda przede mną cytrynka AX jedzie max 20 km/h chwilę
        jestem za nim dalej się wlecze myslę szuka adresu albo co więc wyprzedzam
        wychodzę na lewy pas i w tym momenci on przyspiesza poniważ auta o zbliżonych
        osiągach były jedziemuy obok siebie coraz szybciej (obszar zabudowany)
        Widzę coś z góry po łuku z przeciwka się zbliża odpuszczam i hamuję żeby się
        schować a ten ..też hamuje na szczęście hamulce miałem mocniejsze ciut się
        schowałem przykleiłem zderzakiem i popchnąłem pajaca na pobocze.
      • Gość: indio Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.01.05, 12:27
        Gdyby mi sie nie spieszy
        > ło, to pojechałbym za nim obić mu ryja - taki byłem naładowany...

        Kiepski pomysł. Koleś pewnie jechał na impreze w remizie, miał przecież strój
        wyjściowy. Przed balem chciał przyszpanować i pokazać swojej niuni jak się
        frajerów załatwia. Na miejscu spotkalbyś jego kumpli ze sprzętem rolniczym w
        łapach (no w końcu impreza nie...).
        Trzeba było zajechać drogę i tłuc na miejscu, oczywiście z przerwami żeby
        sprawdzać czy równo puchnie ;)
      • edek40 Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 21.01.05, 13:33
        Remo, ale Ty sie nie czepiasz japonskich samochodow ;)
        • Gość: artur Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.ctlm.pl / 81.210.38.* 21.01.05, 15:01
          A mnie to czasami wkurza... Jadę ostatnio Toruń - Warszawa. Gdzieś przed
          Płońskiem siadł mi na ogonie jakiś gostek starym kadetem. Jadę sobie normalnie
          te 100-110. Droga kiepska, bez pobocza, koleiny, kręta, pełno Tirów dziury, że
          aż zęby bolą, ciemno i pada deszcz. No i koleś trzyma się za mną. Zwalniam
          gdzieś w jakiejś miejscowości do tych 60. Koleś, widzę, że się niecierpliwi (no
          jak to, zwalniać do 60! hańba!), ale jakoś nie wyprzedza. Zaczynam lekko
          przyśpieszać (koniec obszaru) koleś wyskakuje z boku, po lewej i dawaj, co
          fabryka dała. Ja nic nie robię tylko dalej spokojnie przyśpieszam (wyrażnie
          widział, że zacząłem przyśpieszać zanim on zaczął manewr) - ani szybko ani wolno
          do tej stówki. Koleś piłuje - dojechał do połowy i koniec, jedzie równo ze mną
          na wysokości tylnych drzwi. Było pusto akurat z przodu i z tyłu - więc problemu
          nie było. Zjechał. Ale gość, max pojedzie tym kadeten te 110 - tyle co ja
          spokojnie. No ale przecież to dla niego obraza "ciągnąć" się za mną 110 na
          takiej 'autostradzie'. Co miałem w takie sytuacji robić? Zwalniać i gościa
          puścić? Serio pytam. Mam rodzinę, małe dziecko (samochód dość dobry) - nie jadę
          więcej na takiej drodze niż te 110 po ciemku.

          Artur
          • p-iotr Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 21.01.05, 16:07
            Skoro Cie zaczal wyprzedzac to nie miales prawa przyspieszac. To wszystko.

            P.S. Skad wiesz ile by pojechal? A moze jechalby 125, a nie 110?

            • Gość: artur Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.acn.waw.pl 21.01.05, 18:08
              On mnie zaczął wyprzedzać, kiedy ja już przyśpieszałem (koniec obszaru
              zabudowanego - każdy przyśpiesza). Co mam wtedy, zwolnić, przestać przyśpieszać?

              Co do tego ile by poszedł to wiem, bo widziałem. W końcu mnie wyprzedził i
              jechał te 110, 100 metrów przede mną...

              Artur
              • Gość: Jacek Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.05, 18:58
                Ja widzisz, ze ktos ciw wyprzedza, to twoim obawiazkime jest mu to umozliwic,
                tzn. nie powinienes przyspieszac tym swoim dobrym samochodem.
                • Gość: artur Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.acn.waw.pl 21.01.05, 19:47
                  Ok. W takim razie obiecuję, że się poprawię. Chociaż osoba wyprzedzająca,
                  widząc, że samochód przed nią przyśpiesza, powinna jakoś ocenić swoją sytuację -
                  a nie myśleć, że ktoś będzie czekał aż się go wyprzedzi.
        • remo29 Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 22.01.05, 02:01
          > Remo, ale Ty sie nie czepiasz japonskich samochodow ;)

          Nie, no skąd - opisuję obrazowo jaka to fura mogła być. Japońcami jeździłem przez kilka lat, to co się mam czepiać ;) Zdrzaźnił mnie ten szczyl...
          Przypomnialo mi się: w zeszlym roku miałem identyczną sytuację ale z audi 80 (rocznik na oko 94-95) na trasie Bielsko - Kraków (dojazdówka do A4). Pomny wcześniej opisywanych przygód nie chciałem się licytować, ot - jechałem karnie za audikiem bez prob walki 90-100km/h, choć samochod już byl bardziej chyży, acz równie śmieszny i niepozorny (suzuki swift 1.3). Ale jak gość zwolnił do 70, to już przesadził. Bez sygnalizowania wjechałem w lewy pas, po redukcji wcisnąłem pedal gazu w podlogę i mimo wszystko pan leżący w audioli "na prestyżu" musiał obejrzeć śliczny kawał plastiku montowany standardowo na klapie bagażnika swifta w wersji sedan... Troszę jescze próbował gonić, ale zaczęly się zwężenia, roboty i inne atrakcje, więc goguś odpuścił.
    • szymizalogowany Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 21.01.05, 12:17
      Ja w zimie, jak jest mokro, błoto, śnieg czy lód to też jadę 30 km/h. I widzę
      wtedy właśnie, że wszyscy się denerwują i mnie wyprzedzają mrygają (mimo, że
      jak jade powoli to zawsze prawym pasem) itd. itp.

      Te same kozaki w lecie jak mam 180-200 na liczniku wleką mi się 70 km/h lewym
      pasem.

      Cóż począć, tak jeżdżą i tyle.

      ps. Dodanie gazu jak ktoś wyprzedza to bezczelność.
    • ant777 Szedłem na zderzenie przed Szczecinem 21.01.05, 12:58
      Wyjeżdzając ze Szczecina na Poznań, kilka dni temu siedząc na tylnej kanapie
      przysypiałem, bo wlekliśmy się za tirem. nagle poczułem że kierowca dał po
      garach starej meganie i zaczęliśmy wyprzedzać tego tira. Ale jak w połowie tira
      zobaczyłem światła transita, to momentalnie otrzeźwiałem. Pasy zapięte, rękami
      zakryć głowę, jeśli będziemy lecieć na bok - to pierwsze co mi przemknęło.
      Kierowca zaczął ostro hamować, zdąrzyliśmy się schować. Dobrze że nikt sie za
      tym tirem nie ustawił.
      Obok kierowcy siedział kolega:-Nawet się nie wystraszyłem-powiedział. I obrócił
      sie na drugi bok wracając do drzemki.
      • p-iotr Re: Szedłem na zderzenie przed Szczecinem 21.01.05, 16:09
        > Obok kierowcy siedział kolega:-Nawet się nie wystraszyłem-powiedział.

        .. i wyplul do popielniczki nerwowo obgryzione paznokcie.
    • klaustrofobiczny.zszywacz Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) 21.01.05, 14:15
      hihi, może facet z Cordoby przejął się nową reklamą Seata (tą z Valkirią
      Wagnera w tle) i skojarzyła mu się scena z Czasu Apokalipsy :-)
    • Gość: WPR Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.acn.waw.pl 21.01.05, 16:34
      Jakie 'szedlem'□
      'Szlem' sie mowi :)
      Teksty Starszych Panow sie klaniaja
    • Gość: ArtniCom Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.05, 17:06
      No to Panowie pogratulować szczęścia, ja tyle nie miałem. Jadąc spokojnie (ok
      60/h) prostą drogą w centrum warszawy przejeżdzając przez skrzyżowania trafiłem
      na takiego który nie lubi jechać za innymi i ni stąd ni z owąt wyskoczył zza
      jadącej z naprzeciwka kolumny (ok 4 ) samochodów. Ja juz nie miałem gdzie
      uciekać, sciełem na maxa w prawo, ale niewiele to dało. gosc nawet nie hamował
      i wjechał we mnie jak w masło.
      I kto mi powie o czym ten myślał????
    • Gość: Diesel Nic niestety nie poradzisz..... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.05, 19:09
      Za dużo ostatnio autek sprzedano(sprowadzono), bo dużo "baranków bożych" się
      pojawiło. Potrwa to jeszcze pare ładnych latek. Jedyna rzecz, która mozna
      zrobić - to spokojnie dotrzeć do domku, uśmiechnąć sie do lustra, otworzyć
      Lecha i pomysleć - "Możecie mnie.... cmoknąć". Polecam - tylko w soboty Lecha
      x5

      PS. Tez mam takie niekiedy ciągoty do depnięcia w hamulec (mam hak :-)), ale
      wymyśliłem coś innego - zapalam przeciwmgłowe (mam dwa czerwone) co daje
      podobny efekt z wiekszym bezpieczeństwem...
      Pozdrowienia.....
    • Gość: 130rapid Re: Szedłem dziś na zderzenie (?!) IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 21.01.05, 22:32
      > Ale dzisiaj nie zdzierżyłem (...)

      Nooooo, nie poznaję kolegi! ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka