e2rdwo
26.02.05, 22:25
Przydrożne drzewa stwarzają szczególne zagrożenia dla kierowców w okresie zimy
i przedwiośnia, a wielu niedoświadczonych kierowców nie zdaje sobie z tego
sprawy. Gdy lutowe słońce mocniej przygrzeje i do południa roztopi resztki
lodu i śniegu na jezdni to nawierzchnia staje się sucha a przyczepność
idealna. Wtedy kierowca dostosowuje prędkość do warunków panujących na drodze.
Gdy rozpędzony pojazd wjedzie w odcinek drogi, gdzie rosną przydrożne drzewa
może okazać się, że panuje tam ślizgawica. Gęste gałęzie i konary drzew mocno
ograniczające dostęp promieni słonecznych utrudniają w takich miejscach
roztopienie resztek lodu po nocnym mrozie. Pojazd wpada w poślizg, co grozi
czołowym zderzeniem z jadącym z przeciwka, lub wypada z drogi na pobocze,
gdzie czekają na niego mimowolni sprawcy tego zagrożenia – przydrożne drzewa.
Szanse wyjścia z takiej pułapki są niewielkie.
Jeszcze groźniejsza jest sytuacja, gdy słońce w ciągu dnia roztopi resztki
lodu i śniegu, lecz na odcinku drogi porośniętym drzewami nie zdąży wysuszyć
jezdni. Gdy wieczorem temperatura spadnie poniżej zera, zamarznięte resztki
wody tworzą w tych miejscach gołoledź. Gdy droga jest nam znana, jest szansa
by to przewidzieć. Gdy nie znamy drogi, taka sytuacja może nas zaskoczyć, a
pojazd jadący z przeciwka, lub przydrożne drzewo, wyznaczą nie tylko kres
podróży, ale również kres całego życia. Gdyby drzewa rosły w bezpiecznej
odległości od jezdni, tych zagrożeń by nie było. Gdy już dojdzie do wypadku,
winny będzie oczywiście kierowca, gdyż nie dostosował prędkości do warunków
panujących na drodze. Przydrożne drzewa ciągle czekają na swe kolejne ofiary.
Edward Woźniak