greg2
04.04.05, 11:19
W sobotę miałęm okazję jechać tą drogą na odcinku Grójec-Nowe Miasto. O ile
generalnie większość polskich dróg jest dziurawych i niebezpiecznych, to
jeszcze da się to przeżyć, dziurę przy odrobinie szcześcia można ominąć, a w
miejscach niebezpiecznych zmniejszyć prędkość.
Ta droga to jakiś koszmarny ewenement. Są na niej dziury o głębokości 20cm,
średnicy kiludziesięciu centymetrów a co najgorsze umiejscowione tak, że
absolutnie nie da się ich ominąc nie wjeżdżając połową samochodu na przeciwny
pas ruchu. Pobocze nie istnieje, pozarywana wastwa asfaltu przechodzi płynnie
w nierówny pas ziemi, na któym leża kamienie i asfaltowe muldy po próbach
naprawy nawierzchni.
Szczytem wszystkiego jest miasteczko Mogielnica. Mniejsza o to, że wygląda
jak jakaś mieścina w rumuńskich Karpatach z połowy lat 60. (z tą różnicą, że
o wiele brudniejsza), to przede wszystkim jest niepowtarzalnym okazem
nawierzchni kamienno-brukowo-asfaltowej. W praktyce wygląda to taka, że 60%
powierzchni ulic to odsłonięte, zapewne przedwojenne "kocie łby" poprzecinane
poprzecznymi progami resztek asfaltu (o wysokości 5-10cm). Zeby była jasność,
tak wygląda cała szerokość jezdni, nie można tego ominąć. Jedzie się jak po
schodach. Jakby ktoś na to najechał z prędkością powyżej 60km/h to samochód
latał by 20cm ponad jezdnią.
Dotychczas jakoś radziłem sobie z poslkimi drogami - po prostu wymagały one
wzmożonej uwagi i ciągłej czujności. Ale po tym co tam zobaczyłem, to
właściwie nie widzę już nadziei.