callafior
11.05.05, 21:26
Dziś miałem okazję przekonać się, że wydział komunikacji (mam na myśli
większość "personelu") to chamstwo do kwadratu, a w dodatku nic nie wiedzące
tłuki. Udałem się do tego bagna w celu zarejestrowania auta (w starym dowodzie
zabrakło miejsc na pieczątki). Nastałem się ok. 1,5 godziny, po czym
oddelegowano mnie do skarbówki. Upewniałem się kilka razy czy to konieczne i
jeszcze zostałem obezwany od głuchych i nienormalnych przez
"urzedniczkę"-histeryczkę. W skarbówce dowiedziałem się, że moja wizyta jest
absolutnie zbędna. W skarbówce urzędniczka była już uprzejma, ale o wydziale
komunikacji wysłowiła się dosadnie. Wróciłem do w. komunikacji i znów kolejka
(tym razem 2,5h). W koncu, po wielkim trudzie zostałem "obsłużony" ale w
kompletnie nieuprzejmy sposób. Kolejny babsztyl z oknienka miał pretensje, że
ja w ogóle tu przyszedłem, bo ona jest zmęczona i głowa ją boli a to a tamto,
zaczęła histeryzować. Gdzieś w papierach nie dałem podpisu - zaczęła biadolić,
ze przez to czas traci (a sama chrzaniła chyba z 10 min) i stwierdziła, że
"zaraz się chyba rozpłacze". Podpisanie trwało 2 sekundy. Wydając mi od
niechcenia tablice, ni z gruszki ni z pietruszki powiedziała: "co może by pan
jeszcze chciał, żebym panu je zamontowała". Wychodząc z tamtąd poczułem się
jakbym wyszedł z Auschwitz. Uprzedzam więc wszystkich, że idąc to tego urzędu
powinni się wyposażyć w stalowe nerwy. Po prostu piekło.
---------
Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz mieć dwa dni wolnego...