Najgorszy samochod na tej planecie?

IP: *.dialinx.net 16.05.01, 06:57
Ja mam dwie propozycje:
1 Nisan Sentra 98 - nie jezdzilem chyba niczym
bardziej slamazarnym w calym swoim zyciu nawet Mack
(truck) przy tym to wyscigowka, w srodku miejsca
najwyzej dla chinczyka(niezbyt wyrosnietego) i jeszcze
tapicerka ktora doprowadza do klaustrofobi.

2 Jeep Wrangler -projektant tego "auta" to chyba uczyl
sie u sredniowiecznych spejalistow od tortur.
Zawieszenie jak u czolgu a jak jedziesz wiecej niz 50
to to ruski odrzutowiec to cicha zabawka
    • Gość: basil Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: 64.124.150.* 16.05.01, 09:00
      Nissan, Jeep ???
      Ha, ha, toś ty chyba nigdy nie widział zaporożca
      A co do ilości miejsca to chyba nic nie przebije naszego maluszka (no
      przynajmniej z autek produkowanych w latach 80 i 90)
      Jeśli zaś idzie o jakość wykonania to do dzis pamietam historię o Oltcitach,
      majacych klocki hamulcowe ze sklejki. Miłego hamowania !
      • Gość: Greg Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: 212.187.240.* 16.05.01, 11:15
        To chyba nie jezdziles Volvo V40. 2 lata temu wynajalem takowy u Hertza z
        przebiegiem ok 20,000 km. Masa stali nie do rozpedzenia, bardzo
        nieergonomiczny, zawieszenie tragiczne - mala nierownosc na jezdni to juz sie
        boja.
        o zuzyciu paliwa lepiej nie wspominac.
        • Gość: Artur Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.toya.net.pl 16.05.01, 12:05
          Pięć lat temu miałem Poloneza.Podczs rocznej eksploatacji psuł się dwanaście
          razy.Sprzedałem go dokładnie w dniu kiedy minęla mu gwarancja.
          • Gość: ZIZI Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: 195.94.222.* 16.05.01, 12:09
            a ja 8 lat temu mialem Escorta diesel'a - w dodatku wyjechanego z 3oo tysiecy
            mial - no i silnik z lat 70 tych
            nigdy wiecej diesel'a z przebiegiem wiekszym niz 100 tysiecy
            nie bede ryzykowal

            psul sie czesto - bardzo czesto i po pewnym czasie wolalem pojezdzic autobusami

            a samochod koledze za grosze na kredyt pchnalem

            ps w dalszym ciagu jestesmy kolegami
            • Gość: pinio Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.optimus.waw.pl 16.05.01, 14:51
              Znam gościa, który swoim maluchem dojeżdża każdego ranka w Warszawie tylko do
              pierwszego przystanku (2 km), a dalej (15 km) jedzie autobusem bo się boi, że
              kaszlak mu się rozleci!!!
            • Gość: IVO Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: 10.10.2.* / 193.220.120.* 16.05.01, 17:48
              Gość portalu: ZIZI napisał(a):

              > a ja 8 lat temu mialem Escorta diesel'a - w dodatku wyjechanego z 3oo tysiecy
              > mial - no i silnik z lat 70 tych
              > nigdy wiecej diesel'a z przebiegiem wiekszym niz 100 tysiecy
              > nie bede ryzykowal
              >
              > psul sie czesto - bardzo czesto i po pewnym czasie wolalem pojezdzic autobusami
              >
              >
              > a samochod koledze za grosze na kredyt pchnalem
              >
              > ps w dalszym ciagu jestesmy kolegami
              NAJWIDOCZNIEJ TWOJ KOLEGA POTRZEBUJE CIEBIE JAKO KONSULTANTA SAMOCHODOWEGO DO
              TEGO BUBLA KTOREGO MU SPRZEDALES.
              POZDRAWIAM.IVO
              • Gość: Wurst Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.wiwi.uni-frankfurt.de 16.05.01, 19:16
                A co z mandzuria? Chyba nie ma gorszego auta od naszej przyzwoitej mandzurii?
        • Gość: XX Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.05.01, 21:32
          Gość portalu: Greg napisał(a):

          > To chyba nie jezdziles Volvo V40. 2 lata temu wynajalem takowy u Hertza z
          > przebiegiem ok 20,000 km. Masa stali nie do rozpedzenia, bardzo
          > nieergonomiczny, zawieszenie tragiczne - mala nierownosc na jezdni to juz sie
          > boja.
          > o zuzyciu paliwa lepiej nie wspominac.

          NIE PODAŁEŚ JAKIM MODELEM JEZDZIŁEŚ -MIAŁEM V40 2,0 140KM
          ZAWIESZENIE BARDZO DOBRE (DOBRZE DOBRANA TWARDOŚĆ I SZTYWNÓŚĆ BEZ WZGĘLDU NA
          OBCIĄŻENIE), SILNIK TEŻ SOBIE RADZIŁ I TO DOBRZE (ALE ZAGŁOŚNY)
          NATOMIAST ZE SPALANIEM MASZ RACJĘ 12-13 LITRÓW (ŚREDNIA !!!)



          • Gość: Greg Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: 212.187.240.* 21.05.01, 12:05
            Nie wiem jaki to dokladnie model, wypozyczanemu samochodowi nie patrzy sie pod
            maske, ale Hertz ma raczej mocne wozy.
            Kiedys mialem wynajete inne Volvo, juz nie pamietam jakie, ale tez bylo to
            straszne dzidowstwo
          • Gość: MP Do Grega oraz XX IP: 10.105.12.* 05.09.01, 09:06
            > > To chyba nie jezdziles Volvo V40. 2 lata temu wynajalem takowy u Hertza z
            > > przebiegiem ok 20,000 km. Masa stali nie do rozpedzenia, bardzo
            > > nieergonomiczny, zawieszenie tragiczne - mala nierownosc na jezdni to juz
            > sie
            > > boja.
            > > o zuzyciu paliwa lepiej nie wspominac.



            > NIE PODAŁEŚ JAKIM MODELEM JEZDZIŁEŚ -MIAŁEM V40 2,0 140KM
            > ZAWIESZENIE BARDZO DOBRE (DOBRZE DOBRANA TWARDOŚĆ I SZTYWNÓŚĆ BEZ WZGĘLDU NA
            > OBCIĄŻENIE), SILNIK TEŻ SOBIE RADZIŁ I TO DOBRZE (ALE ZAGŁOŚNY)
            > NATOMIAST ZE SPALANIEM MASZ RACJĘ 12-13 LITRÓW (ŚREDNIA !!!)
            Mam Volvo S40 z takim samym silnikiem. O zawieszeniu nie ma co mowic - przyczepnosc samochodu
            jest rewelacyjna. Niektórym może jedynie przeszkadzać, że to zwieszenie jest zbyt twarde (jak na
            Volvo). Greg: czy tobie nie wynajeli przypadkiem egzemplarza z uszkodzonym zawieszeniem?
            Podejrzewam, ze wiesz jak sie zachowuje samochód z uszkodzonymi amortyzatorami!?! Jeżeli
            samochód był sprawny to w Anglii muszą - chyba - sprzedawać inne Volvo.
            Zużycie paliwa. Zgadza się pali dużo - przy 190km\h pali mi 20 litrow!!! Ale przy 90km\h ponizej 7 litrów
            (średnia w trasie dochodzi nawet do 6,3 litra na 100km).
            W Warszawie, w maksymalnych korkach (czyli praktycznie 10 km na pierwszym biegu) samochód spala
            mi max 10,5 litra/100. Znam gościa, któremu jego V40 spala podobnie. Wraca pytanie. Do Grega:
            czy samochód był sprawny czy też jeździłeś tak, że nie mógł inaczej spalić? Poza tym nie wierzę, że nie
            wiedziałeś z jakim sinlikiem wypożyczyłeś samochód. Może wziąłeś benzyne i wlałeś ropę?
            Do XX: albo masz ciężką nogę albo mechanik, który Ci go serwisował powinien Ci zwrócić całą kasę,
            jaką u niego wydałeś?
            Apropo. Czy to było ASO? Jeżeli tak, to które? Nigdy tam nie pojadę.
            pozdrawiam
            MP
    • Gość: lusy Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.oakton.edu 18.05.01, 23:15
      Dla mnie to bedzie Galant. Calkiem tym sie fajnie jezdzilo(nawet niezle wyglada)
      ale ma jeden problem SILNIK MITSUBISHI dla tych co mieli do czynienia z ta
      marka chyba nic wiecej nie musze pisac a dla tych co nie to w ciagu dwoch lat
      dwa razy zmienialem glowice a jesli chodzi o wycieki oleju to na to nie ma na
      nie silnych. Ten samochodzik jest fajny do 50tysiecy potem na zlom(nie mozna
      znalezc naiwnego co by go od ciebie kupil). Nie ma sie wiec co dziwic ze to
      traci na wartosci polowe ceny w ciagu pierwszego roku.
      • Gość: trurl Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.05.01, 19:22
        Chyba miałeś pecha.Fakt że Galant to nie jest siódmy cud świata ale trochę
        przesadzasz.Nie podejrzewałbym tej firmy o gwałtowną chęć bankructwa a
        przecież dają gwarancję na 3 lata (100 tys. km) .To jednak trochę więcej niż
        50 tys.A może przez pomyłkę wlałeś do miski olej rzepakowy ?
      • Gość: sveana Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.ppp.algonet.se 19.05.01, 23:07
        No, tylko nie misuek galant, bo to nie jest prawda. Trzeba dbac o auto i
        oddawac do serwisu, uzywac dobrych olejow i wogole. Galant ma silnik nie do
        zdarcia. Moj jest z 1989, juz 200 000 km przebiegu, a silnik jak nowka (no moze
        lekko przesadzam), jak nie chce, zeby mnie ktos wyprzedzil, to nie ma na mnie
        mocnych, pali niecale 8 litrow na 100 km, nie rdzewieje (co tu wazne, gdzie
        mieszkam, bo soli tu nie skapia zima - Szwecja).
        S.
      • Gość: Kosiarz Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.hyundai.com.pl 21.05.01, 10:10
        Galant??? Chyba ześ na głowę upadł. To jedne z najlepszych samochodów, silnik 2
        16V - po 160 tyś. serwis nie stwierdził widocznych śladów zużycia.
        Niech mechanik najpierw znajdzie przyczynę usterki a nie wymienia głowicę!!!
        Druga sprawa jestem ciekawy czy montujesz nowe głowice czy jakieś szroty ze
        Słomczyna.
        Pozdro,
        Kosiarz
        • Gość: Lysy Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.oakton.edu 21.05.01, 18:16
          To byla szustka a nie 16v dokladnie to nie cala glowica poszla do wymiany a
          walek (ciekawe ze tylko jeden) a drogi raz to mi sie nie chcialo juz bawic wiec
          zmienilem cala glowice (odbudowana z NAPA).Olej byl zmieniany regularnie co
          3000 caly czas syntetyk.
          Samochody tej marki naprawde maja problemy z silnikami i to nie jest tylko
          moja opinia slyszalem to juz od kilku kolegow (niekturzy sa zawodowymi
          mechanikami)
          • Gość: sveana Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.ppp.algonet.se 21.05.01, 22:29
            Gość portalu: Lysy napisał(a):

            > To byla szustka

            a moze "szóstka"?

            a nie 16v dokladnie to nie cala glowica poszla do wymiany

            ...bo je trzeba wymieniac, nic nowego nie piszesz....


            Olej byl zmieniany regularnie co
            > 3000 caly czas syntetyk.


            > Samochody tej marki naprawde maja problemy z silnikami i to nie jest tylko
            > moja opinia slyszalem to juz od kilku kolegow

            Taaaaaaak? Której dokladnie marki? Mitsubishi ma kilka ladnych marek w ofercie,
            nie mozesz miec na mysli galanta, jesli byl odpowiednio serwisowany. Sama wymiana
            oleju to za malo, zeby mowic o serwisie.

            (niekturzy sa zawodowymi
            > mechanikami)

            Ja mam uczulenie na bledy ortograficzne Twoja wiarygodnosc maleje z kazdym takim
            bledem. Sorry! "niektórzy".

            A.

            • Gość: Trurl Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.05.01, 22:41
              Moje odczucia są podobne jak Sveany.Skąd ty żeś wziął człowieku ten samochód? Czy to było jedno z
              tych cudeniek z salonu " na lawecie ". Poza tym skoro masz taką conajmniej niemądrą tendencję do
              generalizowania to czym wyjaśnisz mi sukcesy Mitsubishi w rajdach.Tylko nie pisz że to inna sprawa bo tak
              nie jest.
      • Gość: Romek Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: 150.153.100.* 22.05.01, 11:56
        Mam zupelnie inne doswiadczenia z Mitsubishi. Pod wzgledem technicznym ich
        silniki zwykle wyprzedzaja trendy na rynku i to z dobrym (czyt. niezawodnym)
        skutkiem. Mialem Colta `89 kupilem ok. 100000km, zrobilem 70tys i tylko
        wymiany oleju, filtry.... , nic wiecej. Juz ponad rok jezdzi nim znajomy i jest
        O.K. To sa naprawde dobre samochody.
        Pozdrawiam
        • Gość: daro Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: 193.227.223.* 22.05.01, 12:12
          Kilka lat temu miałem 10 letniego maluszka.
          Autko kochane. Od poniedziałku do piątku jakoś jeździł. A przecież w nich psuło się wszystko.
          Tylko w sobotę i czasem w niedzielę leżałem pod nim
          żeby na następny tydzień był gotowy.
    • Gość: Lysy Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.oakton.edu 23.05.01, 18:27


      Autko bylo z carmaxu(kiedys sprzedawali dosc tanio) prawie nowe 19 tys mil.
      W temacie serwisowanie to nie wiem o co wam chodzi olej zmienialem regularnie
      (caly czas syntetyk (mobil) normalna gestosc, nic specjalnego poprostu olej co
      3000 jak to mowia, czasem zmienilem filtry i nawet po 40000 olej w skrzyni.
      >
      Co do rajdow to oczywiscie to jest inna sprawa poniewaz ja nie twierdze ze te
      autka byly wolne albo sie zle prowadzily wrecz przeciwnie. Moim problemem z
      Galantem byla jego jakosc (wlasciwie tylko silnika) poprostu to autko po 50 tys
      zaczelo sie rozsypywac.
      >
      Jesli chodzi o "generalizowanie" to dwoch moich kolegow ma warsztaty
      samochodowe i oni potwierdzaja ze silniki Mitsubshi sa strasznie wyzylowane i
      zadko sa w stanie przejechac ponad 100 tys(na europe *1.6).
      Pozatym moja znajoma miala tez kiedys Eclipsa i byl ten sam problem 70 tys i
      koniec.
      >
      Jesli chodzi o ortografie to na pewno nie bede wiarygodny poniewaz jej nie znam
      (jak to mowia jestem produktem publicznej oswiaty).
      • Gość: Krzychu Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: 213.25.55.* 23.05.01, 19:53
        Gość portalu: Lysy napisał(a):


        > Jesli chodzi o ortografie to na pewno nie bede wiarygodny poniewaz jej nie znam
        >
        > (jak to mowia jestem produktem publicznej oswiaty).
        Niestety te braki w edukacji (nie zwalałbym niczego na publiczną oświatę -wszyscy kończyliśmy te same
        szkoły) dotyczą także matematyki .Skąd Ci się wziął ten pomysł z wyżyłowaniem silników Mitsu.Dla przykładu
        małe zestawienie: Mitsu-Space Star 82 KM-1,3 l (63,1 KM/ l); 98-1,6 (61,3);Carisma 103-1,6 (64,4); 122-1,8
        GDI ! (67,8) ;Renault Megane 95-1,4 (67,8 ; 110-1,6 (68,8) ;120-1,8 (66,7) ;Honda 90-1,4 (64,2) ; 114-1,5
        (76).Można by tak pisać jeszcze bardzo długo i nie wyjdzie nic co potwierdzałoby tezę "kolegów
        mechaników".Chyba że zatrzymali się oni na etapie 126P (38 KM/ l) to wtedy zwracam honor ale lepiej niech
        nie dotykają się do bardziej współczesnych produktów motoryzacji światowej.

        • Gość: Lysy Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: 192.234.16.* 24.05.01, 22:26
          Obawiam sie ze moje mogly byc gorsze; w szkole nie mialem do czynia z ortografia
          w ogole(przynajmniej polska).
          Jesli chodzi o moich kolegow to nie wiem czy oni kiedykolwiek widzieli samochod z
          38 KM no chyba ze byla to kosiarka do trawy.
          A te silniki sa dosc wyzylowane (np Galant 3l - cos kolo 200KM dla porownania GMC
          7.5l cos kolo 280 KM)
        • Gość: Lysy Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.oakton.edu 24.05.01, 22:26
          Obawiam sie ze moje mogly byc gorsze; w szkole nie mialem do czynia z
          ortografia w ogole(przynajmniej polska).
          Jesli chodzi o moich kolegow to nie wiem czy oni kiedykolwiek widzieli samochod
          z 38 KM no chyba ze byla to kosiarka do trawy.
          A te silniki sa dosc wyzylowane (np Galant 3l - cos kolo 200KM dla porownania
          GMC 7.5l cos kolo 280 KM)
          • Gość: orion Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.bratniak.krakow.pl 04.09.01, 20:13
            Miałem kiedyś przez miesiąc Forda Oriona 1.8 Diesel z 1992 roku. Albo mi się
            trafił trefny egzemplarz albo one wszystkie takie trefne. Jazda w środku
            przypominała trochę jazdę enerdowskim Multicarem. Tzn głośno pełno wibracji, i
            ślamazarnie. Auto sprowadziłem zza granicy ale jego wypadkowość polegała na
            stłuczkach parkingowych tzn kilka elementów do pomalowania - zero pracy dla
            blacharza. Mimo to jezdziłem tym autem z duszą na ramieniu i czym prędzej
            sprzedałem ze stratą. I nigdy więcej nie kupię Forda. Jak się potem okazało
            nowy właściciel dołożył do niego kupę kasy a i tak auta nie doprowadził do
            porządku.
          • Gość: Artur Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.chello.pl 05.09.01, 03:05
            Witajcie!
            No cóż. Kolega (Mirek (naprawdę zdrowy na umyśle facet, jak mało kto))
            poprosił mnie o "głos" w tej "dyskusji" (bo pewnie sam uznał, że szkoda życia).
            Jakoś czuję się trochę zażenowany, bo po pierwsze konkluzje kolegi Łysego
            są tak debilne (nie bójmy się tego słowa), że aż trochę wstyd z nimi polemizować
            (a może ktoś nas wypuszcza (sam to lubię)), a po drugie cały wątek w typie
            "coś mi się w aucie popsuło/nie spodobało, więc jest NAJGORSZE NA ŚWIECIE"
            wydaje mi się na poziomie przegadywanek z pierwszych klas szkoły podstawowej
            (U mnie przynajmniej właśnie wtedy taki poziom intelektualny zdradzał swoją
            obecność; później (od 3-4 klasy)nastały lepsze czasy).
            Ale do rzeczy.
            Posłużę się ctrl C/ctrl V, by nie uronić ni kropli z uroczych akapitów
            kolegi Łysego (mam nadzieję, że nie oprzemy się o ustawę o prawie autorskim).

            Zacznijmy więc tę farsę.
            Akt 1. "Rozpacz wielka"
            SILNIK MITSUBISHI dla tych co mieli do czynienia z ta marka chyba nic wiecej
            nie musze pisac a dla tych co nie to w ciagu dwoch lat dwa razy zmienialem
            glowice a jesli chodzi o wycieki oleju to na to nie ma na nie silnych. Ten
            samochodzik jest fajny do 50tysiecy potem na zlom(nie mozna znalezc naiwnego co
            by go od ciebie kupil). Nie ma sie wiec co dziwic ze to
            traci na wartosci polowe ceny w ciagu pierwszego roku.

            Otóż kolego lysy (i tak niech zostanie) jestem z tych (wielu mi znanych notabene
            (co znaczy na marginesie (piszę to dla "produktów polskiej edukacji
            państwowej", którzy nie chcieli się dać wyprodukować, lub przeczołgali się
            jakoś pod kontrolą jakości)),
            tych którzy mieli do czynienia z silnikami Mitsubishi.
            Lub, co gorsza, i jest to bardziej adekwatne określenie, silniki Mitsubishi
            miały do czynienia ze mną, bo wstyd się przyznać, jestem totalnym mordercą.
            Zachowania typu -10 st. C, świeżo "zapalony" silnik, i 6000 obr. na starcie
            nie były u mnie niczym dziwnym, a zmiana biegu tuż przed odcięciem,
            czyli w okolicach 8000 obr. w aktualnie katowanym Galancie V6, jest u mnie
            na niższych biegach na porządku dziennym. Takie miewam kaprysy.
            Nie będę rozwijał tematu, bo się wstydzę (dodam tylko dla wyobrażenia,
            że zdarza mi się (w nocy!) jeździć po Krakowie z prędkościami typu "dwa złote",
            a w tym celu biorąc pod uwagę długość tutejszych prostych,
            trzeba motorek namawiać do wyjścia z siebie i stanięcia obok nadwozia).
            I jeżdżę od 10 lat pojazdami Mitsubishi (trzema) właśnie m. in. z takiego
            powodu, że dwa pierwsze okazały się (tu przepraszam wrażliwszych i ew. damy)
            NIE DO ZAJEBANIA.
            "Prostowałem im rurę", przejeżdżałem złoty z kawałkiem przez torowiska,
            a one... NIC.
            Dodam od razu dla porządku, że NIGDY ŻADNE MOJE MITSUBISHI NIE BYŁY SERWISOWANE.
            Bo co może zrobić na przeglądzie w serwisie niedouczony przygłup
            (tu również "koledzy" lysego), czego by średnio inteligentny szympans (czytaj
            rozgarnięty właściciel) sam sobie nie mógł zrobić.
            To że olejesiewymienioaifiltrytyż, że co xx tys. trzeba się ulitować nad płynem
            hamulcowym, chłodniczym, czy dexronem od wspomagania, że jak już klima słabsza,
            to czas R134 dołożyć, a i PAG''u 56 przy okazji, i że jak coś kwiczy na dole,
            to pewnie blaszki ostrzegawcze od klocków, to nie jest wiedza na Nobla.
            To po prostu normalne. A jak się zawieszonko, przeniesienie napędu, czy
            kierowniczy tłuką, to też przeciętny jełop usłyszy.
            Wszystko to można sprowadzić do prostej zasady.
            Rozgarnięty szympans nie potrzebuje nabijać kiesy serwisom (szczególnie takim,
            które z powodu rysy na dowodzie rejestracyjnym, z tonem oczywistości proponują
            wymianę połowy auta na nowe (czytaj wymiany głowic co kwartał, lub oleju CO
            3000 (!!!!!!)mil, czy jeszcze gorzej km)
            Trzeba być nie lada inteligentem, by sobie dać wmówić taką potrzebę,
            szczególnie, gdy instrukcja dla amerykanów (czyli pod krzywą Gaussa debili)
            opiewa bodaj na 15000"km" (niech przeliczy, kto lubi)).
            Taki szympans robi, co potrzeba, sprawdza, czy mu koła nie odpadają,
            a jak się coś dzieje, to znajduje szympansa "specjalistę" (jak najdalej
            od "fachowców" z serwisu), który mu to zrobi, jeśli sam nie umie.
            Ale historia kilkunastu znanych mi Mitsubishi nie odnotowała takiej
            ("autoryzowanej") potrzeby.
            Co do złotej sentencji
            "jesli chodzi o wycieki oleju to na to nie ma na nie silnych".
            Znam taki przypadek. Mój były Lancer EXE, już u drugiego właściciela,
            po przebiegu ok. 170tkm wymagał takiego "silnego". Silny nie zaproponował
            wymiany silnika (o dziwo!), tylko wymienił simmering na wałku za 28zł.
            I była to już trzecia interwencja w tym koszmarnie zawodnym pojeździe.
            Wcześniej trzeba było wymienić dwie gumki przy stabilizatorze po 9zł 57gr
            (skutek mojego traktowania torowisk itp.), i termostat za 42zł, który
            po ok. 110tkm przesunął ciut w dół zakres temperatury, i mnie to drażniło.
            Och przepraszam, była jeszcze jedna wstydliwa przypadłość.
            Po 162 tys. km trzeba było wymienić amortyzatory z tyłu (warto nadmienić,
            że było to po wymianie piątego kompletu opon, co może dać pojęcie o ich
            (amortyzatorów) "jednorazowości i nietrwałości").
            Amortyzatory z przodu wykazywały dalej nieco ponad 90% i tego nie rozumiem
            (i właśnie dlatego, że nie rozumiem, i przerasta to moje pojmowanie
            motoryzacji - jeżdżę Mitsubishi).

            Akt 2. Co począć? (Tylko bez "ineresu w ruchu")
            Teraz coś na temat zespołu sentencji:
            "Ten samochodzik jest fajny do 50tysiecy potem na zlom(nie mozna znalezc
            naiwnego co by go od ciebie kupil). Nie ma sie wiec co dziwic ze to traci na
            wartosci polowe ceny w ciagu pierwszego roku.

            Mój Galant ma teraz nieco poniżej 120tys., mam zamiar go przekazać "na złom",
            czyli na następne set tysięcy użytkowania następnym użytkownikom może w
            okolicach 200tys. Chętni do jego zakupu pytają mnie o niego co średnio 4-6mcy,
            więc śpię spokojnie. Pierwsze Mitsubishi sprzedawałem cztery dni, drugie 0
            (pół roku mi człowiek skomlał, żebym sprzedał), bo są ludzie, którzy wiedzą co
            jest grane, i co się z tym robi (również w sensie eksploatacji).
            Inna sprawa, że gdy się już przywiezie amerykańskiego złoma (a dla
            niezorientowanych dodam, że lysy pisze o "amerykanie", tylko się wstydzi
            przyznać (tylko tam sprzedawano 3 litrowego Galanta z 205KM mocy)),
            w którym nawet lusterka muszą być "w wersji dla amerykanów", nie mówiąc już
            o mechanice, i różnicach w "budzie", to trudno się dziwić, że nikt się tego
            nie ima. Bo kto przy zdrowych zmysłach bierze sobie takie dziwadło na głowę.
            Jak ktoś lubi amerykany, kupuje "genuine" amerykana.
            Jak ktoś ceni japońca, kupuje japońca, a nie nakombinowanego ersatza, któremu
            tylko kierownicy po prawej stronie brakuje z atrakcji na polu szukania części
            (szczególnie powypadkowych) w Europie.
            A że dobre auta tracą na wartości, to chyba już wszyscy wiedzą. Im droższe,
            mocniejsze, i lepiej wyposażone (w uproszczeniu), tym bardziej.
            A gdy jeszcze wchodzi akcyza...
            Natomiast gdy się odniesie realnie cenę niemiecką (bo akcyza) takiego np.
            Galanta V6 do jego ceny u nas po np. 6-7 latach, to okaże się, że utrata
            wartości jest na poziomie Passata VR6.
            Czy to obelga? Zdaniem takiego przygłupa, jak ja, chyba nie.

            Lećmy dalej: Akt 3. DiscoVERY!

            Niech mechanik najpierw znajdzie przyczynę usterki a nie wymienia głowicę!!!

            I to była trzeźwa odpowiedź za 50pkt.
            Na co ujrzeliśmy z rozbawieniem przesunięcie okopów o kilometr w tył pod
            zgrabnym tytułem:

            "...dokladnie to nie cala glowica poszla do wymiany a walek
            (ciekawe ze tylko jeden) a drogi raz to mi sie nie chcialo juz bawic wiec
            zmienilem cala glowice (odbudowana z NAPA). Olej byl zmieniany regularnie co
            3000 caly czas syntetyk.
            Samochody tej marki naprawde maja problemy z silnikami i to nie jest tylko moja
            opinia slyszalem to juz od kilku kolegow (niekturzy sa zawodowymi mechanikami)

            Ano mają. Kolega już po 272tkm musiał wymienić sprzęgło (niezupełnie silnik,
            ale jednak problem). Inny w Pajero TD już po 350tkm wymieniał ko
    • Gość: Leon Re: Najgorszy samochod na tej planecie? IP: *.cezex.pl 25.05.01, 12:02
      Najgorszy !!!
      CARISMA GDI
      Po 60 000 km silnik do remontu !!!!!!
      To tyle !!!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja