Dodaj do ulubionych

Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!"

09.10.05, 15:44
"Zainspirowany" :) wątkiem "wolno=bezpiecznie" postanowiłem podrzucić wam
swoją kość do ogryzienia.

Nie będę cytował powszechnych na tym forum opinii, że przestrzeganie na
polskich drogach wszystkich ograniczeń prędkości skutkowałoby noclegiem na
każdej kilkusetkilometrowej trasie, że nie można by nigdzie zdążyć itd.
Twierdzą tacy np., że 500 km przejechałoby się w ... 12 godzin.

Myślę, że piszący takie opinie nie ptóbowali nawet przejechać jednej takiej
trasy przepisowo, tylko opinie swoje biorą stąd, ze nawet miotając się i
gnając, ciągle jednak ... się spóźniają.

Nie wystarcza im ochoty albo rozumu by zaplanować sobie podróż, przejrzeć
mapę, przewidzieć pory, w jakich będzie wjeżdżało do centrów, korki w
godzinach szczytów, zaplanować kolejność rozmieszczenia ładunku a nawet ...
zatankować dzień wcześniej.
Nie potrafią dobrze umówić terminu spotkania, bo nie mają pojęcia, kiedy
naprawdę tam dojadą. Umawiają więcej spotkań niż możliwe jest do obsłużenia.
Klientowi zapewniają zawsze najbardziej optymistyczny termin dostawy nie
pamiętając o prawie Murphyego.

Wsiadają, gnają, nie planują, rozmawiają przez komórkę, piszą smsy - na drodze
poddają się potokowi płynących aut za wszelką cenę starając sie go wyprzedzić.

Przykład - trasa Warszawa - Lublin, ok. 170 km, normalna jazda pozwala na
pokonanie jej w ok. 2 godziny.
Jazda w konwoju, na sygnale, ze wskazówką prędkościomierza prawie bez przerwy
pomiędzy 140-160 pozwala na skrócenie jej raptem o pół godziny.
Ale jest to jazda kolumny uprzywilejowanej rozpędzającej wszystko co żywe na
drodze.
Absurdalnym jest fakt, że taką kolumnę formuje się ok. godziny...

A ile czasu zaoszczędzi cywil popieprzający miejscami złoty pięćdziesiąt gdy
często musi wyhamowywac za samochodami jadącymi poniej setki, nie mówiąc o
czerwonych światłach czy korkach?

Mam wiele przykładów szybszego dotarcia na miejsce jadąc przepisowo bocznymi
drogami od desperatów sięgających 200 km/godz. przebijających sie przez
zatłoczone główne drogi.

Godząc się na jeden wyjątek - łamanie ograniczeń postawionych NIEPRZEPISOWO -
zaległości z dawnych robót drogowych albo tych ograniczających prędkość obok
szkół w środku nocy czy postawionych na wyrost np. przed ostrymi zakrętami -
twierdzę, że powszechna opinia iż w Polsce "nie da się przepisowo" dojechać
sprawnie do celu, że jesteśmy zmuszeni do łamania ograniczeń prędkości, JEST
MITEM!
Obserwuj wątek
    • gniewko_syn_ryba Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 09.10.05, 21:57
      Hej, słusznie prawi ! :))) Faktycznie, wielokrotnie wyprzedzają mnie debile w
      sposób powodujący poważne zagrożenia, ryzykujący swoje i cudze życie, a kilka /
      kilkanaście kilometrów dalej doganiam ich w korku albo na światłach. Pytanie: po
      co to robią, skoro nic im to praktycznie nie daje ???... Dlaczego w USA, gdzie
      odległości są wielokrotnie większe niż u nas podobnie jak moce samochodów,
      ludzie jeżdżą przepisowo i bez problemu docierają na czas (wyłaczając oczywiście
      centra wielkich miast) ???... Jakże mądre jest stare ludowe przysłowie: "Gdy się
      człowiek spieszy, to się diabeł cieszy"...
      • thorgal10 Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 09.10.05, 23:35
        ???... Dlaczego w USA, gdzie
        > odległości są wielokrotnie większe niż u nas podobnie jak moce samochodów,
        > ludzie jeżdżą przepisowo i bez problemu docierają na czas (wyłaczając
        oczywiści
        > e
        > centra wielkich miast) ???... Jakże mądre jest stare ludowe przysłowie: "Gdy
        si
        > ę
        > człowiek spieszy, to się diabeł cieszy"...


        Proszę nie porównywać jazdy w USA do jazdy samochodem w Polsce.

        Zbyt dużo różnic, których nie ma co nawet przytaczać.

        Pozdrawiam,
        • gniewko_syn_ryba Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 10.10.05, 09:53
          thorgal10 napisał:

          > Proszę nie porównywać jazdy w USA do jazdy samochodem w Polsce.
          >
          > Zbyt dużo różnic, których nie ma co nawet przytaczać.

          Dlaczego ?... Przecież powinno się równać do lepszych, a nie do gorszych ! ;)
          • edek40 Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 10.10.05, 10:09
            Czasem plywam sobie jachtem po morzu. Czasem udaje mi sie rozpedzic "bolida" do 6-7 wezlow (11-13 km/h). I wiesz co, tak jest bezpiecznie i przyjemnie, bo plynie sie 24/24 godz i doplywa gdzie sie chce. A w Stanach wlaczasz sie na high-way, wlaczasz tempomat i mkniesz (czasem nawet 75 mil/h). Analogia jest wbrew pozorom spora. W obu wypadkach jedziesz lub plyniesz stale, ze stala mniej wiecej predkoscia. Sprobuj znalezc taka analogie z naszymi drogami gminnymi typu nawet gierkowka, gdzie stale ktos sadzi mniejsze lub wieksze ograniczenia predkosci skutecznie niszczac walory tej szosy. Nie wspominajac o takim natezeniu ruchu, ze sila rzeczy nie moze sie on odbywac plynnie i nienerwowo.
            • gniewko_syn_ryba Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 10.10.05, 22:40
              edek40 napisał:

              > A w Stanach wlaczasz sie na high-w
              > ay, wlaczasz tempomat i mkniesz (czasem nawet 75 mil/h)

              I idziesz sobie to tyłu coś upichcić... ;))) jak pewien pan co wygrał z
              producentem auta bo w instrukcji nie pisało, że samochód sam nie skręca... ;))))

              > Analogia jest wbrew pozorom spora. W obu wypadkach jedziesz lub plyniesz
              > stale, ze stala mniej wiecej predkoscia. Sprobuj znalezc taka analogie z
              > naszymi drogami gminnymi typu nawet gierkowka, gdzie stale ktos sadzi mniejsze
              > lub wieksze ograniczenia predkosci

              Róznica nie polega na jakości dróg - gdyby u nas były takie jak w USA i takież
              samochody, to ludzie zapieprzaliby ile fabryka dała (bo jakąż hańbą dla naszego
              miszcza mającego pod maską 300-500 KM byłaby jazda 130 km/h...). No a te
              Amerykańce to chyba jakieś popieprzone niedorajdy som bo jeżdżą jak im pan
              władza przykazał (no... z pewnym marginesem... ;) ). I tu jest przysłowiowy pies
              pogrzebany - przyczyna tkwi w człowieku, nie w drodze, czy samochodzie... Jak
              tak pływasz po morzach i oceanach, to spróbuj kiedyś dopłynąć na drugą stronę
              tej kałuży i sam zobacz jak tam się jeździ. Poza tym tam też są ograniczenia i
              to wcale nierzadkie...

              > skutecznie niszczac walory tej szosy. Nie wspominajac o takim natezeniu ruchu,
              > ze sila rzeczy nie moze sie on odbywac plynnie i nienerwowo.

              Widziałem tam natężenie ruchu znacznie większe niż na naszych najbardziej
              zatłoczonych drogach, a mimo to odbywał się płynnie !... Może właśnie dlatego,
              że prawie nie ma tam wiecznie śpieszących się ścigantów, których zachowania
              powodują zagrożenia i w efekcie spowalniają ruch... ? Nie wpominając, że
              wielokrotnie widywałem jak tamtejsze "zawalidrogi" (ciężarówki) wyprzedzają
              wypasione osobówki lub pick-up'y !!! ;))))))
              • edek40 Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 11.10.05, 10:25
                Roznica wbrew pozorom polega na jakosci drog. Spieszacy sie kierowcy stlamszeni w ciasnych, zatloczonych i wiecznie spowolnionych, durnymi i niedurnymi ograniczeniami, drogach jak tylko wydaje im sie, ze moga docisnac, to odreagowuja frustracje. Nie maja tez w perspektywie takiego modelu jazdy jak w cywilizowanych krajach: troche sie pomecze ale odpoczne na autostradzie. U nas najpierw sie troche pomeczy, a potem stopniowo bedzie coraz gorzej. A to dlatego, ze droga sie nie polepszy, a kierowca bedzie coraz bardziej zmeczony i sfrustrowany.

                Roznica oczywiscie lezy w czlowieku. Nie ma zadnych watpliwosci. A polega na tym, co napisalem wyzej. Amerykanin wie, ze predzej czy pozniej wyrwie sie z kotla i wlaczy upragniony tempomat. Wiem o tym on, jego ojciec i dziadek. Czyli pokolenia ucza sie zachowan na drodze, a pomaga im w tym infrastruktura, wczesna edukacja, dostepnosc i powszechnosc motoryzacji oraz surowa policja. U nas dziadek nie mial samochodu, ojciec kupil na asygnaty malucha, ale ten rozpadl sie po 20 latach eksploatacji. Dopiero syn kupil golfa i to od razu GTI w watpliwym stanie technicznym. Co wiecej ten synek od golfa musi sie mierzyc z tymi, ktorych ojcowie tez nie mieli samochodu, ale oni sami dorobili sie super samochodow i dzieki swojej zaradnosci, szczesciu itp czuja sie bezkarni w ogole, a nie tylko na drodze. Musza sie rowniez mierzyc z przedstawicielami handlowymi, ktorzy sa przez szefostwo rozliczani z wynikow, bez wnikania w szczegoly czy ow handlowiec przelecial pol Polski czy jakos inaczej sobie poradzil. Do tego wszystkiego nie mamy wczesnej edukacji motoryzacyjnej (a co i rusz slyszy sie glosy, aby inaczej niz w zmotoryzowanych krajach, podnosic dolna granice wieku, uprawniajacego do posiadania prawka), nie mamy infrastruktury i uplyna jeszcze dziesiatki lat zanim odczujemy zmiany (i to pod warunkiem, ze w naszym kraju przestanie dominowac socjalizm juz dzis). Na sam koniec policja. Oni nie sa surowi. Oni maja wszystko w d... Stawiaja radar w miejscu, w ktorym doswiadczeni kierowcy sie ich spodziewaja i na tym koniec. Na palcach jednej reki (przez blisko 20 lat prowadzenia samochodu) moge policzyc przypadki, gdy policja w mojej obecnosci zareagowala na najzwyklejsze piractwo.

                Nawet gdybym przeplynam Atlantyk to i tak nie dalbym rady obejrzec ruchu kolowego, bo niby czym. Jednak skoro piszesz o ciezarowkach wyprzedzajacych osobowki i pick-upy to zakladam, ze nie sa one w Stanach szczegolnymi zawalidrogami. Wnosze wiec z tego, ze na ichniej gierkowce nie ma co i rusz sytuacji gdy jedna "wyscigowka" zasuwa w chmurach dymu 50 km/h, a drugi "bolid" doklada mu, jadac 55 km/h rowniez w tumanach dymu. Gdyby byl trzeci pas to z cala pewnoscia znalazlby sie kolejny scigan, ktory jadac 60 km/h wyprzedzalby to cale towarzystwo. A za tym wszystkim jada mniej lub bardziej spieszacy sie ludzie. Oczywiscie mozna apelowac, ale przecietny czlowiek niezaleznie od apeli wyjdzie na orbite i zacznie robic cos glupiego.

                Ale oczywiscie nasze gminne drogi, polityka infrastrukturalna i edukacyjna nie ma zadnego wplywu na zachowania kierowcow. Winne jest to, ze my jestesmy stuknieci, a Amerykanie rozsadni. Tak sami z siebie.
                • gniewko_syn_ryba Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 11.10.05, 20:12
                  edek40 napisał:

                  > Roznica wbrew pozorom polega na jakosci drog. Spieszacy sie kierowcy
                  stlamszeni w ciasnych, zatloczonych i wiecznie spowolnionych, durnymi i
                  niedurnymi ograniczeniami, drogach jak tylko wydaje im sie, ze moga docisnac, to
                  odreagowuja frustracje.

                  Otóż to - FRUSTRACJE. Czym spowodowane ? Jakością dróg ? Nie demonizujmy - gdyby
                  rzeczywiście były takie fatalne, to nie dałoby się po nich jeździć nawet
                  dozwolone 90 km/h nie wspominając o wyższych (i to dużo) rozwijanych powszechnie
                  prędkościach ! Ograniczeniami ? A ktoś je przestrzega ?... ;))) Tłokiem na
                  drogach ? Przecież nie wszystkie są zatłoczone jak cała Polska długa i szeroka -
                  czasem trzeba się trochę pomęczyć i powlec ale zazwyczaj da się jechać
                  przepisowe 90 km/h, czy nawet szybciej... A jak komuś naprawdę się spieszy, to
                  może jechać "mniej główną" drogą alternatywną - nie jest prawdą, że są one
                  gorsze od tych "bardziej głównych" bo w ostatnich latach sporo się remontuje z
                  unijnych funduszy i można na nich "docisnąć", a z reguły są puste i - co
                  najważniejsze - policja na nich nigdy nie łapie ;))) Więc jakie są rzeczywiste
                  powody tych frustracji ? Wg mnie tkwią one głównie w ludziach i ich mentalności.

                  > Roznica oczywiscie lezy w czlowieku. Nie ma zadnych watpliwosci. A polega na
                  tym, co napisalem wyzej. Amerykanin wie, ze predzej czy pozniej wyrwie sie z
                  kotla i wlaczy upragniony tempomat.

                  Sęk w tym, że nie mają się z czego wyrywać ! ;))) Są wględem siebie uprzejmi aż
                  do bólu, także na drogach !... Wyobrażasz sobie np. co kawałek skrzyżowanie ze
                  znakami STOP z KAŻDEJ strony w szczerym polu, na których wszyscy się muszą
                  zatrzymać, a pierwszeństwo ma ten, który pierwszy przyjechał na skrzyżowanie. I
                  to działa bezbłędnie. A co by się działo, gdyby takie rozwiązanie wprowadzono u
                  nas ? Rzeź... Bo u nas frustrują ograniczenia do 70 km/h przed skrzyżowaniami...
                  No i dlaczego ci Amerykanie jak już wjadą na tę autostradę, to ustawiają
                  tempomat na 75-80 mph skoro zarówno drogi jak i samochody pozwalają rozwijać 2-3
                  razy większe prędkości ?...

                  Wiem o tym on, jego ojciec i dziadek. Czyli pokolenia ucza sie zachowan na
                  drodze, a pomaga im w tym infrastruktura, wczesna edukacja, dostepnosc i
                  powszechnosc motoryzacji oraz surowa policja. (ciach)

                  AMEN ! :)))
                  >
                  > Nawet gdybym przeplynam Atlantyk to i tak nie dalbym rady obejrzec ruchu
                  kolowego, bo niby czym.

                  Oczyma ! ;)))

                  > Jednak skoro piszesz o ciezarowkach wyprzedzajacych osobowki
                  > i pick-upy to zakladam, ze nie sa one w Stanach szczegolnymi zawalidrogami.

                  Zgadza się - nikt tam nie stawia sobie za punkt honoru, by je wyprzedzać... U
                  nas zaś jazda za TIRem poruszającym się 80-90 km/h (a czasami szybciej jak
                  zdejmą ogranicznik prędkości...) jest dla miszcza HAŃBĄ i KONIECZNIE ZA WSZELKĄ
                  CENĘ musi taką zawalidrogę wyprzedzić... A jadący z naprzeciwka MUSI zjechać na
                  pobocze bo inaczej jest CHAMEM...

                  > Wnosze wiec z tego, ze na ichniej gierkowce nie ma co i rusz sytuacji gdy
                  > jedna "wyscigowka" zasuwa w chmurach dymu 50 km/h, a drugi "bolid" doklada mu,
                  > jadac 55 km/h rowniez w tumanach dymu.

                  Ależ nic podobnego - zdarzają się powszechnie - nieraz widywałem ciężarówki
                  jadące dziesiątki kilometrów (czy raczej mil) obok siebie z niemal jednakową
                  prędkością !... Co jeszcze dziwniejsze, widywałem takie numery w wykonaniu aut
                  osobowych, np. jadące lewym pasem zamiast jak najszybciej wyprzedzić "marudę" z
                  prawego pasa dojeżdżało do niego i... zwalniało, zrównując prędkość, i tak sobie
                  jechali a za nimi (i przed nimi) cały peleton... I jakoś nikt nie błyskał
                  długimi, nie trąbił, nie pokazywał "faków"... Czyżby tam się nie spieszyli ?... ;)

                  Gdyby byl trzeci pas to z cala pewnoscia znalazlby sie kolejny scigan, ktory
                  jadac 60 km/h wyprzedzalby to cale towarzystwo.

                  Na szczęście na wielu odcinkach jest zakaz jazdy ciężarówek lewym skrajnym
                  pasem... :)

                  > Ale oczywiscie nasze gminne drogi, polityka infrastrukturalna i edukacyjna nie
                  > ma zadnego wplywu na zachowania kierowcow.

                  Nigdzie nie pisałem, że jakość dróg nie ma ŻADNEGO wpływu na nasze zachowania.
                  Owszem ma, jednak czynnik ludzki uważam za najistotniejszy.

                  Winne jest to, ze my jestesmy stuknieci, a Amerykanie rozsadni. Tak sami z siebie.

                  Przez grzeczność nie zaprzeczę... ;)))
                  • edek40 Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 12.10.05, 10:11
                    Widzisz, dochodzimy do podobnych wnioskow tylko innymi drogami.

                    Tez uwazam, ze czynnik ludzki ma najwieksze znaczenie. Wszak to ludzie prowadza samochody. Jednak roznice dzielace drogowa kulture Stanow i Europy Cywilizowanej od naszego (drogowego) buszu sa tak wielkie, ze mozna zrozumiec pewne zachowania naszych kierowcow. Wyobraz sobie takiego wlasnie odkrytego tubylca, ktory cale zycie swoje, ojca i dziadka chodzil na golasa i defekowal sie tam, gdzie stal. Nawet w Polsce okrzyknietoby go chamem bez wychowania. A on po prostu robil tak, jak jego przodkowie. Nasi kierowcy tez w sumie nie maja wzorcow. Kiedys, na poczatku lat 90. moj znajomy wiozl pewnego Niemca. Otoz ten Niemiec nie mogl wyjsc z podziwu, ze takie tu chamstwo, ze policja ma to w d... itp. Moj znajomy patriotycznie zadal pytanie czy u was nie ma chamow i piratow. Na to Niemiec powiedzial znamienne slowa: "Wygineli, a ci nieliczni ktorzy jeszcze zyja sa tepieni przez policje. Poza tym wyszalec to sie moga na autobahnach". W krotkich zolnierskich slowach ujal to, co ja w dlugasnych postach.
                    • gniewko_syn_ryba Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 12.10.05, 15:11
                      edek40 napisał:

                      > Tez uwazam, ze czynnik ludzki ma najwieksze znaczenie. Wszak to ludzie
                      prowadza samochody. Jednak roznice dzielace drogowa kulture Stanow i Europy
                      Cywilizowanej od naszego (drogowego) buszu sa tak wielkie, ze mozna zrozumiec
                      pewne zachowania naszych kierowcow.

                      Hm, to też nie do końca tak... bo jak ci nasi nieokrzesańcy zawędrują w tamte
                      rejony, to generanie nie mają problemów z dostosowaniem się do panujących tam
                      zwyczajów... Zaś ci wielce kulturalni Amerykanie często po bliższym poznaniu
                      okazują się jeszcze większymi nieokrzesańcami niż my !... ;)))
                      • edek40 Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 12.10.05, 15:23
                        W przypadku kierowcow pierwszym czynnikiem hamujacym zapedy sa nieco wyzsze mandaty i raczej marne szanse na "dogadanie sie". Ponadto taki polski cham z Chamowa tu czuje sie paniskiem. Na zachodzie intuicyjnie czuje, ze postrzegany by byl mocno negatywnie.

                        Kiedys w gestym ruchu wracalem z Poznania do Warszawy. Tuz przed Sochaczewem lysa pala w bmw tak mnie wyprzedzala, ze prawie wylecialem z drogi. Troszke sie zdraznilem i chwycilem za komorke i dwonie na policje. Nawet szybko odebrali. Pan wysluchal mojego donosu, pomyslal i zadal mi takie oto pytanie: "I co ja mam z tym zrobic?" Rece mi opadly. Mowie mu, ze gosc jedzie przede mna, nie moze nic wyprzedzic, bo korek w obie strony. Wystarczy wyjsc przed komende i machnac lizakiem. Ja sie tez zatrzymam. A on na to, ze moje oswiadczenie to on osobiscie ma gdzies, a tak w ogole to czy mam zestaw glosnomowiacy, bo zgodnie z art. nr... KD itd. Kiedys czytalem, ze w Niemczech czesto zdarzaja sie przypadki, gdy "poganiany" dzwoni na policje, ta wylapuje delikwenta i wlepia mu mandat za niebezpieczna jazde. I dziwisz sie, ze kultura u nas inna?
                        • gniewko_syn_ryba Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 12.10.05, 16:40
                          Nic dodać, nic ująć... niestety... :( Policja to osobny i obszerny temat... :(
      • kazikoseki0 eksperyment - wyniki 11.10.05, 11:53
        Kiedyś zrobilem eksperyment i jechałem z Bialegostoku do Łomży w jedną stronę
        bardzo przepisowo, a z powrotem regularnie ok. 120 km/h. Róznica w czasie
        przejazdu wyniosła 5 minut. Droga była dość pusta więc nie trzeba było szarpać
        (przyspieszenie - hamowanie), w przeciwnym razie różnice byłyby dużo mniejsze.
        Aha trasa liczy okolo 80 km.
    • daisy Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 09.10.05, 22:31
      Ano.nim - Respect
      Wygląda na to, ze jesteś jednym z tych nielicznych prawdziwych meżczyzn, którzy
      myślą rownież głową, a nie tylko, hm, główką ...
      Pozdrowienia
    • d7d Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 09.10.05, 22:38
      popieram!!
      więcej taki kierowców i będzie się dobrze (lepiej) i bezpieczniej jeździć !!
      BRAWO !!
      • zara_int Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 09.10.05, 23:17
        wszystko prawda - dobry człowieku powiedz mi w takim razie jak zrobic w-wa -
        wrocław jadąc zgodnie z przepisami. Jedno spotkanie robocze dziennie ok 3h
        dzień składa się dla mnie również ze sniadania i obiadu z kawą - to jedyne 700
        km mniej więcej do zrobienia.... zgodnie z przepisami jadąc...jadąc...jadąc
        jedzie sie do 6 godzin do wrocławia (sprawdziła to navigacja za mnie wyniki
        podaje od 5h 20 min do 5h 55min) ja robie to w 4h - w dwie strony to robi 8h
        plus spotkanie 3h plus obiad postój/tankowanie/kawa/ 1h w sumie 12h. To nie
        jest szybko to jest w dobrym tempie - zgodnie z przepisami zasypiam za
        kierownicą, nastepnego dnia jestem padniety....

        nie mam zamiaru usprawiedliwiać idiotów.... pamietajmy tylko, ze zawsze jest
        ktos kto jedzie wolnije i patrzy na nas dokłądnie tak jak my n atych co jadą
        szybciej ;-)
        • mejson.e Alternatywy 10.10.05, 09:44
          zara_int napisała:

          " wszystko prawda - dobry człowieku powiedz mi w takim razie jak zrobic w-wa -
          wrocław jadąc zgodnie z przepisami. Jedno spotkanie robocze dziennie ok 3h
          dzień składa się dla mnie również ze sniadania i obiadu z kawą - to jedyne 700
          km mniej więcej do zrobienia.... zgodnie z przepisami jadąc...jadąc...jadąc
          jedzie sie do 6 godzin do wrocławia (sprawdziła to navigacja za mnie wyniki
          podaje od 5h 20 min do 5h 55min) ja robie to w 4h - w dwie strony to robi 8h
          plus spotkanie 3h plus obiad postój/tankowanie/kawa/ 1h w sumie 12h. To nie
          jest szybko to jest w dobrym tempie - zgodnie z przepisami zasypiam za
          kierownicą, nastepnego dnia jestem padniety.... "

          Respekt i współczucie z powodu stresującej pracy! ;-)

          Taki odcinek bez wariactw da się przejechać w ok. 5 godzin ale...

          Pozostaje problem jazdy po centrum miast, przebrania się i odświeżenia przed
          spotkaniem i przygotowania się do niego, przejrzenia notatek, dokumentów itp.

          Ja radziłem sobie w takich sytuacjach w inny sposób.
          Mimo, że wciąż bardzo lubię jeździć, to mając w perspektywie trasę np. z
          Warszawy do Poznania, wybierałem ... PKP.
          Dojeżdżałem raczej szybciej niż samochodem, do tego do samego centrum i na
          miejsce spotkania miałem z reguły blisko - taksówka, komunikacja a nawet
          spacerek. W czesie jazdy przeglądałem dokumenty, szlifowałem prezentację,
          podjadłem i nie musiałem się odświeżać.
          Na spotkaniu byłem odprężony a po powrocie do domu nie byłem padnięty.

          Gorzej, jeśli spotkanie było poza głównymi miastami, wtedy ciężko to rozegrać
          bez własnego samochodu.
          Do Wrocławia z W-wy Intercity jedzie ok 5 godzin i też pozwala na sprawne i
          niemęczące dotarcie na spotkanie i powrót.

          A jeśli trzeba to załatwić własnym samochodem, to niestety dzień pracy musi się
          wydłużyć - trzeba to przedyskutować z pracodawcą ;-).

          Do czasu jak nie tylko nam wybudują autostrady, ale jeszcze nauczymy sie nimi
          jeździć...;-)

          Pozdrawiam,
          Mejson
          --
          Automobil
          Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
          • des4 Re: Alternatywy 10.10.05, 10:39
            mejson.e napisał:

            >> Ja radziłem sobie w takich sytuacjach w inny sposób.
            > Mimo, że wciąż bardzo lubię jeździć, to mając w perspektywie trasę np. z
            > Warszawy do Poznania, wybierałem ... PKP.
            > Dojeżdżałem raczej szybciej niż samochodem, do tego do samego centrum i na
            > miejsce spotkania miałem z reguły blisko - taksówka, komunikacja a nawet
            > spacerek. W czesie jazdy przeglądałem dokumenty, szlifowałem prezentację,
            > podjadłem i nie musiałem się odświeżać.
            > Na spotkaniu byłem odprężony a po powrocie do domu nie byłem padnięty.
            >
            > Gorzej, jeśli spotkanie było poza głównymi miastami, wtedy ciężko to rozegrać
            > bez własnego samochodu.
            > Do Wrocławia z W-wy Intercity jedzie ok 5 godzin i też pozwala na sprawne i
            > niemęczące dotarcie na spotkanie i powrót.
            >
            > A jeśli trzeba to załatwić własnym samochodem, to niestety dzień pracy musi
            się
            > wydłużyć - trzeba to przedyskutować z pracodawcą ;-).
            >
            > Do czasu jak nie tylko nam wybudują autostrady, ale jeszcze nauczymy sie nimi
            > jeździć...;-)
            >
            > Pozdrawiam,
            > Mejson
            > --
            > Automobil
            > Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.

            Popieram, jeżeli się jeżdzi między większymi miastami pociąg jest nalepszym
            rozwiązaniem, zwłaszca jeśli istnieje bezpośrednie połączenie. Jest czas na
            śniadanko, przygotowanie się do spotkania, jak ktoś zmęczony to i zdrzemnać się
            można.

            Coraz popularniejszy jest też samolot, zwłaszcza że bilety lotnicze wciąż
            tanieją.

            Niestety na przeszkodzie stoi mentalność miszczuff kierownicy - pociąg czy
            nawet samolot bledną przy nieodpartym uroku gnania i pokazywania się w swoim
            wyjącym bolydzie....
    • rapid130 Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 09.10.05, 23:10
      ano.nim, witam w klubie dokładnie planujących jazdę. :)

      Efekt planowania jest taki, że nie stoję w ogonkach spowodowanych np. ruchem
      wahadłowym przy robotach drogowych, nie tkwię w korkach na głównych,
      tranzytowych ulicach (bo je omijam bocznymi, często krótszymi).

      To wszystko da się ominąć, tylko trzeba posprawdzać przed wyjazdem parę stronek
      w sieci. Nie zajmuje to dłużej niż 15-20 minut, a potrafi potem oszczędzić
      kilka godzin.

      W efekcie umiem określić godzinę swojego przyjazdu, nawet z 500-kilometrowej
      trasy, z dokładnością do 10 minut. Chyba, że po drodze trafi się niespodziewany
      zator (np. wskutek wypadku).

      Fakt, na dłuższej trasie przy nasilonym ruchu, nie ma sensu gnać powyżej 100-
      110 km/h, bo ruch powolniejszych pojazdów, przeszkody, światła, korki i tak
      niemal wyrówna efektywny czas przejazdu z tymi, którzy jadą wolniej.
      • wujaszek_joe Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 09.10.05, 23:42
        mozesz podac link do takich stronek?
        faktycznie wiele szybka jazda nie daje, największe znaczenie mają swiatła,
        traktory i inne takie. jedno jest pewne, ten wariat (o ile przezyje) nie
        dojedzie pozniej niz ten spokojny. a czasami człowieka tak krew zalewa ze musi
        to wykorzystac
      • ktbb Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 11.10.05, 19:04
        > Fakt, na dłuższej trasie przy nasilonym ruchu, nie ma sensu gnać powyżej 100-
        > 110 km/h, bo ruch powolniejszych pojazdów, przeszkody, światła, korki i tak
        > niemal wyrówna efektywny czas przejazdu z tymi, którzy jadą wolniej.

        Planować jazdę lubię, lubię też korygować - jeżeli straciłem w korku 10min.
        jadę 10/h szybciej ;) Zawsze z 200kilometrowego dystansu byłem w pracy w
        poniedziałek bardziej punktualnie niż miejscowi.
        Ale uważam że prawdziwe w tym co zacytowałem jest tylko to "niemal". A nie jest
        to żaden fakt.
        Jazda na dłuższych trasach bardziej zależy od taktyki wyprzedzania niż
        chwilowej bardzo szybkiej jazdy. Jeżeli ktoś dobrze to robi to jego prędkość
        przekłada się dokładnie na czas przejazdu. Po prostu jedzie się ze średnią np
        120/h. Osiągnąć lepszą jest już trudno i kosztuje dużo więcej pieniędzy i
        ryzyka.
    • grzek Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 10.10.05, 09:32
      Pozwolę sobie na małą polemikę, chociaż generalnie sie z tobą zgadzam.

      ano.nim napisał:

      > "Zainspirowany" :) wątkiem "wolno=bezpiecznie" postanowiłem podrzucić wam
      > swoją kość do ogryzienia.
      >
      > Nie będę cytował powszechnych na tym forum opinii, że przestrzeganie na
      > polskich drogach wszystkich ograniczeń prędkości skutkowałoby noclegiem na
      > każdej kilkusetkilometrowej trasie, że nie można by nigdzie zdążyć itd.
      > Twierdzą tacy np., że 500 km przejechałoby się w ... 12 godzin.
      >
      > Myślę, że piszący takie opinie nie ptóbowali nawet przejechać jednej takiej
      > trasy przepisowo, tylko opinie swoje biorą stąd, ze nawet miotając się i
      > gnając, ciągle jednak ... się spóźniają.
      >
      > Nie wystarcza im ochoty albo rozumu by zaplanować sobie podróż, przejrzeć
      > mapę, przewidzieć pory, w jakich będzie wjeżdżało do centrów, korki w
      > godzinach szczytów, zaplanować kolejność rozmieszczenia ładunku a nawet ...
      > zatankować dzień wcześniej.
      > Nie potrafią dobrze umówić terminu spotkania, bo nie mają pojęcia, kiedy
      > naprawdę tam dojadą. Umawiają więcej spotkań niż możliwe jest do obsłużenia.
      > Klientowi zapewniają zawsze najbardziej optymistyczny termin dostawy nie
      > pamiętając o prawie Murphyego.
      >
      > Wsiadają, gnają, nie planują, rozmawiają przez komórkę, piszą smsy - na drodze
      > poddają się potokowi płynących aut za wszelką cenę starając sie go wyprzedzić.

      Wydaje mi się, że nawet jak się umówią z dużym wyprzedzeniem to i tak nie
      pojadą wolniej.

      > Przykład - trasa Warszawa - Lublin, ok. 170 km, normalna jazda pozwala na
      > pokonanie jej w ok. 2 godziny.

      Trasy Warszawa - Lublin nie pokonasz przepisowo (50/90km/h) w ok. 2 godziny,
      przypuszczalnie nawet w 3 będzie trudno, chyba że w nocy albo w niedziele rano.


      > Jazda w konwoju, na sygnale, ze wskazówką prędkościomierza prawie bez przerwy
      > pomiędzy 140-160 pozwala na skrócenie jej raptem o pół godziny.
      > Ale jest to jazda kolumny uprzywilejowanej rozpędzającej wszystko co żywe na
      > drodze.
      > Absurdalnym jest fakt, że taką kolumnę formuje się ok. godziny...
      >
      > A ile czasu zaoszczędzi cywil popieprzający miejscami złoty pięćdziesiąt gdy
      > często musi wyhamowywac za samochodami jadącymi poniej setki, nie mówiąc o
      > czerwonych światłach czy korkach?

      Na długiej trasie parę minut się uzbiera. A w korkach i na światłach czy się
      jedzie wolno czy szybko stoi sie tyle samo, to tylko prowokuje potem do
      szybszej jazdy.

      > Mam wiele przykładów szybszego dotarcia na miejsce jadąc przepisowo bocznymi
      > drogami od desperatów sięgających 200 km/godz. przebijających sie przez
      > zatłoczone główne drogi.

      Nigdy szybciej nie dojedziesz bocznymi drogami z Warszawy do Lublina, jadąc
      zgodnie z przepisami. A nie każdy zna natężenie ruchu na głównych drogach w
      Polsce żeby je jakoś omijać opłotkami.

      > twierdzę, że powszechna opinia iż w Polsce "nie da się przepisowo" dojechać
      > sprawnie do celu, że jesteśmy zmuszeni do łamania ograniczeń prędkości, JEST
      > MITEM!

      Tylko dla każdego jak napisałeś - sprawnie do celu - oznacza co innego.



      Wydaje mi się, że Ci co jeżdżą grubo ponad przepisowo, to nie zawsze wynika z
      tego, że im się spieszy na jakieś spotkanie. Po prostu mają taką fantazję i:
      1. Przeważnie jadą samochodem służbowym.
      2. Nie wiozą pasażerów.
      3. Nie honor jest dla nich jechać 90-100km/h i wlec się pomiędzy tirami i
      poldkami, jak samochód może pojechać 200km/h,
      4. W Polsce, trzeba pokazać, że samochód mający 150KM jest lepszy od takiego co
      ma 60KM.
      5. W każdej sytuacji chcą być najszybsi.

      Takie są moje spostrzeżenia.
    • mejson.e Znaki "nieprzepisowe" ;-) 10.10.05, 10:02
      ano.nim napisał:

      " Przykład - trasa Warszawa - Lublin, ok. 170 km, normalna jazda pozwala na
      pokonanie jej w ok. 2 godziny.
      Jazda w konwoju, na sygnale, ze wskazówką prędkościomierza prawie bez przerwy
      pomiędzy 140-160 pozwala na skrócenie jej raptem o pół godziny.
      Ale jest to jazda kolumny uprzywilejowanej rozpędzającej wszystko co żywe na
      drodze.
      Absurdalnym jest fakt, że taką kolumnę formuje się ok. godziny..."

      To już jest temat polityczny - poza prezydentem i premierem nie widzę żadnego
      uzasadnienia dla tworzenia kolumn uprzywilejowanych tworzących ogromne
      zagrożenie, angażujących ogromne środki techniczne i najlepiej wyszkolonych
      pracowników tylko po to, by czyjaś ważna urzędnicza du.a przejechała się trochę
      krócej, separując się przy okazji od prawdziwego świata.

      " A ile czasu zaoszczędzi cywil popieprzający miejscami złoty pięćdziesiąt gdy
      często musi wyhamowywac za samochodami jadącymi poniej setki, nie mówiąc o
      czerwonych światłach czy korkach?"

      Mało kto wierzył w powtarzane przeze mnie wyniki testu dziennikarzy na 1000 km
      polskich dróg - 40 minut.
      Tyle to można postać w jednym korku.


      " Mam wiele przykładów szybszego dotarcia na miejsce jadąc przepisowo bocznymi
      drogami od desperatów sięgających 200 km/godz. przebijających sie przez
      zatłoczone główne drogi."

      Potwierdzam - trasa Warszawa - Poznań przez Łęczycę/Turek potrafiła dać spore
      oszczędności w porównaniu z przeciskaniem się "dwójką" przez Krośniewice.

      "Godząc się na jeden wyjątek - łamanie ograniczeń postawionych NIEPRZEPISOWO -
      zaległości z dawnych robót drogowych albo tych ograniczających prędkość obok
      szkół w środku nocy czy postawionych na wyrost np. przed ostrymi zakrętami"

      Ale jaja - ograniczenia postawionie "nieprzepisowo" ! ;-)

      Ale zgadzam się - niewłaściwe oznakowanie obniża bezpieczeństwo, zamiast go
      podwyższyć. Skoro znakom drogowym przepisy nakazują poprawę bezpieczeństwa, więc
      są i "nieprzepisowe"... ;-)


      "twierdzę, że powszechna opinia iż w Polsce "nie da się przepisowo" dojechać
      sprawnie do celu, że jesteśmy zmuszeni do łamania ograniczeń prędkości, JEST
      MITEM!"

      Z tym się zgadzam!

      Fajna ta kość...

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
    • emes-nju Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 10.10.05, 10:17
      Hm... Ano calkiem niedawno zrobilem sobie na wlasny uzytek test z jaka srednia predkoscia jestem wstanie przejechac jakis dystans (w czasie wypadow weekendowych wiec nie mialem gdzie sie spieszyc). Zegar ruszal w momencie startu i zatrzymywal sie w momencie skonczenia trasy. Postojow wiec nie wycinalem ze sredniej.

      Nie wiem skad wziales srednia na poziomie 85 km/h na trasie do Lublina? Mi na trasie Warszawa-Tarnow wyszlo ok. 45 km/h! Stosowalem sie do WSZYSTKICH ograniczen. Rowniez tych, ktorych nikt nie odwolal (bo jak przepisowo to...). I wyszlo, z postojami, wlasnie tyle. W czasie wycieczek w okolicach Warszawy srednia spadala mi ponizej 40 km/h.

      Jedyny raz kiedy udalo mi sie zblizyc do sredniej 100 km/h "zdarzyl sie" w czasie nocnej jazdy Warszawa-Wenecja (tylko, ze wtedy do ograniczen stosowalem sie... - na autostradzie tylko w bardzo niesprzyjajacych okolicznosciach schodzilem ponizej 130 km/h). Jak widac zdecydowana wiekszosc trasy odbywala sie po niezlych drogach albo autostradach (na przejsciach granicznych w nocy traci sie mniej czasu niz na stacji benzynowej). I srednia wyszla "tylko" ok. 100 km/h. Nie wierze jak mozna uzyskac 85 km/h na trasie Warszawa-Lublin! No chyba, ze na wolnych odcinkach "troche" sie docisnie...

      Turystyczne predkosci w naszym kraju osiaga sie rewelacyjnie :-P Tylko, ze po drodze nie bardzo jest co ogladac bo syf az poraza! Pomijam taki szczegol, ze trasa, ktora POWINNA zajac 2 godziny, zajmuje co najmniej dwa razy wiecej. Pomijam, bo na tym forum trzeba byc miszczem i nie wolno sie przyznac do tego, ze po 4 godzinach we wlokacym sie aucie jest sie solidnie zmeczonym i sfrustrowanym!!!

      Reasumujac: 500 km w 12 godzin to moze troche przesada. Da sie to "smignac" w jakies 11, no moze 11,5 godziny :-P
      • ano.nim Re: Prędkości średnie 10.10.05, 22:59
        emes-nju napisał:

        > Hm... Ano calkiem niedawno zrobilem sobie na wlasny uzytek test z jaka srednia
        > predkoscia jestem wstanie przejechac jakis dystans (w czasie wypadow weekendowy
        > ch wiec nie mialem gdzie sie spieszyc). Zegar ruszal w momencie startu i zatrzy
        > mywal sie w momencie skonczenia trasy. Postojow wiec nie wycinalem ze sredniej.
        >
        > Nie wiem skad wziales srednia na poziomie 85 km/h na trasie do Lublina? Mi na t
        > rasie Warszawa-Tarnow wyszlo ok. 45 km/h! Stosowalem sie do WSZYSTKICH ogranicz
        > en. Rowniez tych, ktorych nikt nie odwolal (bo jak przepisowo to...). I wyszlo,
        > z postojami, wlasnie tyle. W czasie wycieczek w okolicach Warszawy srednia spa
        > dala mi ponizej 40 km/h.
        >
        > Jedyny raz kiedy udalo mi sie zblizyc do sredniej 100 km/h "zdarzyl sie" w czas
        > ie nocnej jazdy Warszawa-Wenecja (tylko, ze wtedy do ograniczen stosowalem sie.
        > .. - na autostradzie tylko w bardzo niesprzyjajacych okolicznosciach schodzilem
        > ponizej 130 km/h). Jak widac zdecydowana wiekszosc trasy odbywala sie po niezl
        > ych drogach albo autostradach (na przejsciach granicznych w nocy traci sie mnie
        > j czasu niz na stacji benzynowej). I srednia wyszla "tylko" ok. 100 km/h. Nie w
        > ierze jak mozna uzyskac 85 km/h na trasie Warszawa-Lublin! No chyba, ze na woln
        > ych odcinkach "troche" sie docisnie...
        >
        > Turystyczne predkosci w naszym kraju osiaga sie rewelacyjnie :-P Tylko, ze po d
        > rodze nie bardzo jest co ogladac bo syf az poraza! Pomijam taki szczegol, ze tr
        > asa, ktora POWINNA zajac 2 godziny, zajmuje co najmniej dwa razy wiecej. Pomija
        > m, bo na tym forum trzeba byc miszczem i nie wolno sie przyznac do tego, ze po
        > 4 godzinach we wlokacym sie aucie jest sie solidnie zmeczonym i sfrustrowanym!!
        > !
        >
        > Reasumujac: 500 km w 12 godzin to moze troche przesada. Da sie to "smignac" w j
        > akies 11, no moze 11,5 godziny :-P
        >

        Zgodzę się z tobą że polska średnia nie-wariacka poza autostradami i gierkówkami
        nie jest większa niż siedemdziesiąt parę. Im trasa jest krótsza i ma mniej
        niezakorkowanych odcinków, tym prędkość mniejsza - w porannych korkach spada do
        czterdziestu paru.

        Ale nie przeginaj z 11 godzinami na 500 km! Musiałbyś wybierać centra miast i
        targowiska :)
        Na pewno dojedziesz w 7-8 godzin.
        Jeśli dobrze zaplanujesz trasę i będziesz mógł stosować się do planu.

        I o tym jest ten wątek.

        A nie urokach turystycznych superszybkiej trasy Warszawa - Lublin :))
        • emes-nju Re: Prędkości średnie 11.10.05, 11:48
          Sa trasy szybsze i wolniejsze. Sa terminy szybsze i wolniejsze. Cierpliwosci starczylo mi na jedna trase w lecie. Zapewne w sprzyjajacych okolicznosciach, na wybranych trasach, da sie jechac ze srednia 50-60 km/h (nie wiem jak bo na 1400 km trasie mialem srednia na poziomie ok. 80 km/h - wiekszosc trasy po autostradzie). W szybciej nie uwierze bo praktycznie wszystkie drogi to teren zabudowany ze swiatlami, pieszymi, zaparkowanymi "na chwile" samochodami itd, z niewielkimi odcinkami, po ktorych mozna jechac 90 km/h. Chyba, ze akurat sie nie da, bo kolumna TIRow jedzie 60-70 km/h - czyli jak zawsze, bo TIRy sa takim samym elementem krajobrazu jak chalupa pod lasem powodujaca kilkukilometrowe ograniczenie do 50 km/h na miedzynarodowej szosie.

          Da sie zaplanowac trase tak, ze jedzie sie w piatkowy, listopadowy swit :-P Ale jakos takie planowanie mi nie lezy. Czasem chce mi sie pojechac w czerwcowa sobote przed poludniem (ale w niezbyt popularnym kierunku) - wtedy srednia wychodzi ok. 40-50 km/h.

          Sam jezdze nieortodoksyjnie, ale nie szalenczo. Na jadnojezdniowce nie przekraczam 100 km/h, a w terenach FAKTYCZNIE zabudowanych jade 50-60 km/h. Ale, z wyjatkiem zdjecia nogi z gazu (w razie czego szybciej zaczne hamowac - zwykle przed radarem i NIGDY przed faktycznym niebezpieczenstwem), ignoruje niesmiertelne 50-70 km/h na kazdym zakrecie czy skrzyzowaniu. Nie jade tez 50 km/h w szczerym polu, ktore tym rozni sie od okolicznych pol, na ktorych mozna jechac 90 km/h, ze pod lasem stoja tsy chalupy, a przy drodze stoja tablice. I okazuje sie, ze jestem jednym z najwolniejszych uczestnikow ruchu :-) A na forum sami swieci...

          Faktycznie 500 km zapewne da sie przejechac w mniej niz 10 godzin, ale przynajmniej czesc ograniczen trzeba bedzie zignorowac. A jak czesc, to dlaczego nie wszystkie...? I ktore wybrac?! Jak ocenic, ktore sa bez sensu, a ktore na wyrost? I dlaczego to kierowca ma oceniac???!!!

          Tu nie chodzi o to czy da sie jechac przepisowo czy nie - bo da sie. Problem w tym, ze na pytanie czy MA SENS jechac przepisowo, coraz wiecej kierowcow odpowiada NIE. I niestety jakos sie nie dziwie...
          • mejson.e Ślepota Temidy 11.10.05, 23:45
            emes-nju napisał:

            "Faktycznie 500 km zapewne da sie przejechac w mniej niz 10 godzin, ale
            przynajmniej czesc ograniczen trzeba bedzie zignorowac. A jak czesc, to dlaczego
            nie wszystkie...? I ktore wybrac?! Jak ocenic, ktore sa bez sensu, a ktore na
            wyrost?
            I dlaczego to kierowca ma oceniac???!!!"

            Myślę, że póki nie wychowamy sobie mądrych urzędników i wiary w sobie, że
            naprawdę są mądrzy i należy przestrzegać ich ograniczeń, musimy sami oceniać, co
            dobre a co złe.

            I nie ma co poszukiwac ideału.

            Niedoświadczony i hardy kierowca oleje wszystkie ograniczenia, niedoświadczony i
            potulny będzie przestrzegał wszystkich, a doświadczony i rozsądny będzie jechał
            bezpiecznie.
            Nie wlokąc się 30/h obok zapomnianej łopaty drogowców ale i nie pędząc 50/h
            blisko pełnego placu zabaw.
            Nie zwalniając przed zakrętem z powodu ograniczenia, które ratuje życie
            niedoświadczonym ale i nie jadąc 130/h na autostradzie w strugach deszczu.

            Mamy rozum i odkładające się doświadczenie.
            Nasza bezpieczna jazda pomimo łamania nieżyciowych ograniczeń może skutkować
            poprawą oznakowania, podczas gdy ślepe przestrzeganie obowiązujących nie
            skłoniłoby nikogo do zastanawiania się nad ich sensownością.

            Dlatego myślę, że nie ma sprzeczności w twierdzeniu, że jeździ się bezpieczniej
            łamiąc niewłaściwie nakładane ograniczenia niż ślepo ich przestrzegając.

            Ale to jest chyba temat na inny wątek...

            "Tu nie chodzi o to czy da sie jechac przepisowo czy nie - bo da sie. Problem w
            tym, ze na pytanie czy MA SENS jechac przepisowo, coraz wiecej kierowcow
            odpowiada NIE. I niestety jakos sie nie dziwie..."

            Gorzko to zabrzmiało :(

            Ale pocieszam się, że to Temida musi być ślepa, ale kierowca - nie może.

            Bo może się okazać, że jakieś ograniczenie prędkości obniża bezpieczeństwo
            zamiast je podwyższać - więc cytując autora wątku - będzie to ograniczenie
            ustanowione ... "nieprzepisowo".

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • emes-nju Re: Ślepota Temidy 12.10.05, 10:42
              mejson.e napisał:

              > > emes-nju napisał:
              >
              > > "Faktycznie 500 km zapewne da sie przejechac w mniej niz 10 godzin, ale
              > > przynajmniej czesc ograniczen trzeba bedzie zignorowac. A jak czesc, to
              > > dlaczego nie wszystkie...? I ktore wybrac?! Jak ocenic, ktore sa bez sensu,
              > > a ktore na wyrost? I dlaczego to kierowca ma oceniac???!!!"
              >
              > Myślę, że póki nie wychowamy sobie mądrych urzędników i wiary w sobie, że
              > naprawdę są mądrzy i należy przestrzegać ich ograniczeń, musimy sami oceniać,
              > co dobre a co złe.
              >
              > I nie ma co poszukiwac ideału.
              >
              > Niedoświadczony i hardy kierowca oleje wszystkie ograniczenia,
              > niedoświadczony i potulny będzie przestrzegał wszystkich, a doświadczony i
              > rozsądny będzie jechał bezpiecznie.


              No i problem stanowi w tym wypadku dozycie do stanu osiagniecia odpowiedniego doswiadczenia! Niektorzy nie dozywaja, a niektorzy, wobec braku jakichkolwiek wzorcow zachowan, nigdy tego stanu nie osiagaja. Ja mam to szczescie, ze moj ojciec jest bardzo dobrym kierowca i przy nim, dzieckiem jeszcze w kolebce :-), uczylem sie jezdzic - poprzez sama obserwacje. Wobec radykalnego wzrostu ilosci samochodow, niewielu mialo taka szanse. Tym bardziej, ze niewielu ojcow (wystarczy popatrzec na drogi!) jezdzi tak, zeby dawac dobry przyklad.


              > Nasza bezpieczna jazda pomimo łamania nieżyciowych ograniczeń może skutkować
              > poprawą oznakowania, podczas gdy ślepe przestrzeganie obowiązujących nie
              > skłoniłoby nikogo do zastanawiania się nad ich sensownością.


              Nie sadze. Im bardziej kretynskie ograniczenie, tym wieksza szansa na bycie wysuszonym :-/ Nikt nie zastanawia sie nad sensownoscia ograniczen. One sa bo waaadza wie lepiej, bo urzednik ma miec kryta d... i dla dobrego zarobku. Pisalem juz o remoncie chodnika na warszawskiej Wislostradzie. Remont zaowocowal ograniczeniem, na trzech pasach, do 40 km/h (ciezki przypadek sabotazu!). Oczywiscie po zakonczeniu robot znak zostal, a pare dni pozniej zasadzili sie pod filarem mostu chlopcy z suszarkami.


              > Dlatego myślę, że nie ma sprzeczności w twierdzeniu, że jeździ się
              > bezpieczniej łamiąc niewłaściwie nakładane ograniczenia niż ślepo ich
              > przestrzegając.


              Z bolem mojego legalistycznego serca, przyznaje Ci racje. Trudno to jednak wyjasnic panu, ktory w poczuciu dobrze spelnionego obowiazku, o 3 nad ranem wysuszyl kogos na 30 km/h obok szkoly (ktos na forum opisywal taki przypadek).

              Kierowca w Polsce oprocz klasyfikowania dziur (tylko lomot, urywamy wydech, urywamy miske olejowa, urywamy kolo...), oprocz stalego uwazania na debili, musi jeszcze stale analizowac znaki. Czy ograniczenie jest zasadne? Czy, skoro jest bez sensu (kim ja do jasnej jestem, zeby to oceniac, jadac do tego z duza szybkoscia!?), mam szanse na radar? To bez sensu. Podnosi poziom stresu do abstrakcyjnych poziomow. W kiblu, po dluzszej jezdzie przez Polske mam wrazenie, ze wysikuje kortyzol, ktory splywa z zagotowanego mozgu.


              > > "Tu nie chodzi o to czy da sie jechac przepisowo czy nie - bo da sie.
              > > Problem w tym, ze na pytanie czy MA SENS jechac przepisowo, coraz wiecej
              > > kierowcow odpowiada NIE. I niestety jakos sie nie dziwie..."
              >
              > Gorzko to zabrzmiało :(
              >
              > Ale pocieszam się, że to Temida musi być ślepa, ale kierowca - nie może.
              >
              > Bo może się okazać, że jakieś ograniczenie prędkości obniża bezpieczeństwo
              > zamiast je podwyższać - więc cytując autora wątku - będzie to ograniczenie
              > ustanowione ... "nieprzepisowo".


              Ciekawe czy bedzie to pocieszeniem dla legalisty albo malo doswiadczonego, ktorego wyserwuje z jezdni taki, ktory WIE, ze dane ograniczenie jest bez sensu. Wie do tego stopnia, ze nawet nie wpadnie mu do glowy, ze ktos moze wcisnac hamulec...

              Moje stwiedzenie na temat sensownosci stosowania sie do ograniczen jest przerazajace, bo skutki ogladamy na codzien - nie jest tylko gorzkie.

              pzdr
    • bocian4 Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 10.10.05, 10:27
      Nie będę cytował powszechnych na tym forum opinii, że przestrzeganie na
      > polskich drogach wszystkich ograniczeń prędkości skutkowałoby noclegiem na
      > każdej kilkusetkilometrowej trasie, że nie można by nigdzie zdążyć itd.
      > Twierdzą tacy np., że 500 km przejechałoby się w ... 12 godzin.

      12 nie, ale w 8 tak. JAdąc w dzień przepisowo nei jesteś w stanie mieć większej
      sredniej niz 65 km/h (przypominam ze w terenie zabudowanym w dzień jest 50). 50
      w terenie zabudowanym, dużo pojazdów, wyprzedzania tylko zgodnie z przepisami,
      itd - jednym słowem 7,5 h niewyjęte.

      > Przykład - trasa Warszawa - Lublin, ok. 170 km, normalna jazda pozwala na
      > pokonanie jej w ok. 2 godziny.

      To jest bzdura tak naprawde od razu dyskwalifikujaca Twoja wiarygodnosć. 170/2
      daje srednia 85 km/h czyli bliską maksymalnej jaką mozesz na tej trasie
      osiagnąć. A wyjazd z W-wy bywa gęsty, swiatłą do zakrętu, 2 swiateł do
      garwolina, w garwolinie koło 5-6 świateł (i długo 50 km/h), kolejnw światła w
      połowie drogi do ryk i 2 swiateł w rykach, itd. BArdzo często ograniczenie do
      70 km/h a maks 90. I kolega "praworządny robi tam srednią 85km/h. ;-)))))))

      Dalej mi się nei chce komentować. A szanowni ktorzy przyklasnęli rozumiem że
      ważne że ktoś robi hałas - a to ze faktom zaprzecza to nie istotne. WYborcy
      leppera?

      PRzyznam się choć to wstyd - ostatnio w dzień wyjeżdzając o 16.00 z centrum
      Lublina byłem w w-wie o 18.15 i moja jazda daleka była niestety od dozwolonej...
      Ale w terenie zabudowanym zwalniałem do przepisowych prędkości... wynik - 2.15

      GAdanie anonima jest nie mitem a kompletna bzdurą.

      PZdr

      • mejson.e Obalanie "bzdury" 10.10.05, 11:02
        bocian4 napisał:

        > > Twierdzą tacy np., że 500 km przejechałoby się w ... 12 godzin.

        "12 nie, ale w 8 tak. JAdąc w dzień przepisowo nei jesteś w stanie mieć większej
        sredniej niz 65 km/h (przypominam ze w terenie zabudowanym w dzień jest 50). 50
        w terenie zabudowanym, dużo pojazdów, wyprzedzania tylko zgodnie z przepisami,
        itd - jednym słowem 7,5 h niewyjęte."

        Potwierdzam - ok. 7-7,5 godziny to nie 12.
        Dodam, ze tak długie trasy często rozpoczyna się nad ranem, więc sporo da się
        przejechać przed uciążliwymi godzinami szczytu.


        > > Przykład - trasa Warszawa - Lublin, ok. 170 km, normalna jazda pozwala na
        > > pokonanie jej w ok. 2 godziny.

        "To jest bzdura tak naprawde od razu dyskwalifikujaca Twoja wiarygodnosć. 170/2
        daje srednia 85 km/h czyli bliską maksymalnej jaką mozesz na tej trasie
        osiagnąć. A wyjazd z W-wy bywa gęsty, swiatłą do zakrętu, 2 swiateł do
        garwolina, w garwolinie koło 5-6 świateł (i długo 50 km/h), kolejnw światła w
        połowie drogi do ryk i 2 swiateł w rykach, itd. BArdzo często ograniczenie do
        70 km/h a maks 90. I kolega "praworządny robi tam srednią 85km/h. ;-)))))))"

        Widzę, że kolega dobrze zna tę trasę ;-).

        Chciałbym jednak zaprotestować - mnie udało się przejechać tę trasę w niewiele
        ponad 2 godziny.
        Wyjechałem wcześniej i nie jechałem w dużym natężeniu ruchu - nie tworzyły się
        kolumny. Osobiście omijam Lublin w "normalnych" godzinach - jeśli nie jest
        punktem docelowym, łatwo znaleźć alternatywną trasę mniej głównymi drogami.

        A my nie wiemy, czy autor wątku miał na myśli normalne natężenie ruchu w
        powszedni dzień, czy nie przypadkiem jakąś nocną czy wczesnoporanną porę.

        A kolumny uprzywilejowanych VIP widziałem akurat w święta państwowe - 3 maja czy
        11 listopada - wtedy to porównanie miałoby sens.


        "Dalej mi się nei chce komentować. A szanowni ktorzy przyklasnęli rozumiem że
        ważne że ktoś robi hałas - a to ze faktom zaprzecza to nie istotne. WYborcy
        leppera?"

        Uważam, że powinieneś przemysleć swoje stanowisko, czy naprawdę musi być takie
        radykalne.
        Wszak na pierwszy rzut oka nie dostrzega się wszystkuch niuansów...


        " PRzyznam się choć to wstyd - ostatnio w dzień wyjeżdzając o 16.00 z centrum
        Lublina byłem w w-wie o 18.15 i moja jazda daleka była niestety od dozwolonej...
        Ale w terenie zabudowanym zwalniałem do przepisowych prędkości... wynik - 2.15"

        Ja jechałem pandą po miejscami ośnieżonej trasie w niedzielę od 6:30 do 8:40.;-)

        " GAdanie anonima jest nie mitem a kompletna bzdurą."

        Każdy ma prawo do swoich opinii...

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • bocian4 Re: Obalanie "bzdury" 10.10.05, 11:12
          > Chciałbym jednak zaprotestować - mnie udało się przejechać tę trasę w niewiele
          > ponad 2 godziny.
          > Wyjechałem wcześniej i nie jechałem w dużym natężeniu ruchu - nie tworzyły się
          > kolumny. Osobiście omijam Lublin w "normalnych" godzinach - jeśli nie jest
          > punktem docelowym, łatwo znaleźć alternatywną trasę mniej głównymi drogami.

          Drogi mejsonie, mowimy o trasie - Centrum w-wy - centrum lublina, 170 km z
          ograniczeniami do 50 a bardzo często do 70?
          Z ręką na sercu potwierdzisz ze kazdy teren zabudowany - Ty równo 50, każda 70 -
          Ty równe 70? Wszak czas przez Ciebei podany to równe 78,5 km/h średniej...
          Co do momentu przejazdu - większosc z nas pracuje w ciagu dnia. Dlatego mówię
          wyłaczeni o tych godzinach.
          Pomijając fakt ze nawet w nocy ograniczenia mimo tego ze podnoszą sie do 60 w
          terenie zabudowanym, pozostałe są takie same. Średnia wzrosnie ale nie do
          deklarowanych przez anonima 85 km/h bo to bzdura a nie opinia. Opinie można
          mieć na temat tego czy coś jest aldne czy brzydkie a nei na temat tego czy
          jeżlei masz na określonym odcinku drogi określone ograniczenia to da sie zrobic
          srednią zbliżona do maksymalnej. Tu nei ma znaczenie czy jedziesz ferrari czy
          pandą (przyśpieszenia od 50 do 90 aż takiej róznicy nie dadzą).

          Mejsonie, krótko, da sie zrobic srednia 85 na tej trasie? Czy to opinia czy
          fakt?

          PZdr
          • mejson.e Re: Obalanie "bzdury" 10.10.05, 11:26
            bocian4 napisał:

            "Drogi mejsonie, mowimy o trasie - Centrum w-wy - centrum lublina, 170 km z
            ograniczeniami do 50 a bardzo często do 70?
            (...)
            Mejsonie, krótko, da sie zrobic srednia 85 na tej trasie? Czy to opinia czy fakt?"

            Jak krótko to krótko - od centrum do centrum w normalnym natężeniu ruchu - nie
            da się.
            To fakt.

            Miało byc krótko. ;-)

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • grzek Re: Obalanie "bzdury" 10.10.05, 11:13
          mejson.e napisał:

          >> Ja jechałem pandą po miejscami ośnieżonej trasie w niedzielę od 6:30 do
          8:40.;-
          >

          Nie wierzę, że całą trasę przejechałeś zgodnie z przepisami w takim czasie
          nawet w niedzielę rano.
          • mejson.e Warszawa wielką jest... 10.10.05, 11:24
            grzek napisał:

            > mejson.e napisał:
            >
            > >> Ja jechałem pandą po miejscami ośnieżonej trasie w niedzielę od 6:30
            > do
            > 8:40.;-
            > >
            >
            "Nie wierzę, że całą trasę przejechałeś zgodnie z przepisami w takim czasie
            nawet w niedzielę rano."

            No i tu chyba się podłożyłem;-)

            Po pierwsze mieszkam na wschód od Warszawy i z trasy "lubelskiej" odbiłem tuż za
            Zakrętem.
            Pewnie do 170 km brakowało mi co najmniej 20;-)

            A po drugie masz rację, że nie było to do końca zgodne z przepisami :(

            Poza zabudowanym ok. 100-110 a w zabudowanych ok 60.

            Nobody's perfect...

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • ano.nim Re: Gadanie anonima 10.10.05, 22:50
        bocian4 napisał:

        > > Przykład - trasa Warszawa - Lublin, ok. 170 km, normalna jazda pozwala na
        > > pokonanie jej w ok. 2 godziny.
        >
        > To jest bzdura tak naprawde od razu dyskwalifikujaca Twoja wiarygodnosć. 170/2
        > daje srednia 85 km/h czyli bliską maksymalnej jaką mozesz na tej trasie
        > osiagnąć. A wyjazd z W-wy bywa gęsty, swiatłą do zakrętu, 2 swiateł do
        > garwolina, w garwolinie koło 5-6 świateł (i długo 50 km/h), kolejnw światła w
        > połowie drogi do ryk i 2 swiateł w rykach, itd. BArdzo często ograniczenie do
        > 70 km/h a maks 90. I kolega "praworządny robi tam srednią 85km/h. ;-)))))))

        Widzę że zajęliście się trasą Warszawa - Lublin reszte spychając w niebyt i
        zapomnienie.

        Luuudzie!

        To nie jest wątek o prędkości średniej tylko o różnicach pomiędzy wariacką jazdą
        a przepisową, bądż prawie przepisową, jakiej nikt rozsądny nie będzie uznawał za
        niebezpieczną.

        Może trochę niedokładnie określiłem czas pokonania trasy Warszawa Lublin pisząc
        "ok. 2 godzin". Ok. 2 godzin to znaczy równie dobrze 2 godziny jak i 2:15.
        Jak i tego że nie pisałem o wyjeździe z Warszawy w godzinach szczytu.
        Natomiast nie pomyliłem się podajac różnicę czasu pomiędzy jazdą normalną a
        przejazdem konwoju.

        Na dokładnie tej samej trasie w podobnych warunkach różnica nie przekroczyła 30
        minut.

        > Dalej mi się nei chce komentować.

        A można wiedzieć - dlaczego?
        Czytałem trochę twoich wypowiedzi i były całkiem rozsądne.
        Z czym się mianowiecie nie zgadzasz? Naprawde jestem ciekawy :)

        > GAdanie anonima jest nie mitem a kompletna bzdurą.

        Za mit się nie obrażę ale bzdura wymaga wyjaśnień!

        • bocian4 Re: Gadanie anonima 13.10.05, 16:39
          Moze tak na wstępie: jestem za surowym karaniem wykroczeń drogowych, jestem za
          zwiększeniem bezpieczeństwa na drogach, i jestem za budową autostrad. TO tylko
          po to zeby nikomu nie wydawało sie iz ganie przepisową jazdę, wwręcz przeciwnie
          wstydze sie nei przepisowej. Szczeniackie czasy chwalenia sie kryminalnymi
          przejazdami W-wa - miasto "X" dawno nie są moja domeną. I chwalebne jest to iz
          starasz się propagować przepisowe jeżdzenie.
          NAtomaist tracisz swoja wiarygodność rzucając i przepisowo jadąc masz czas 2
          godzin na 170 km. NAwet 2.15 jest cieżkie do uzyskania bo to 75 km/h średniej
          (w dzień moim zdaniem nei do zrobienia nawet od rogatek do rogatek).
          Ale jako że cały post mnie zaintrygował to we wtorek bedąc w Łodzi i mając
          chwilkę czasu trasę do Łodzi pokonalem jadąc normalnie (szybciej niż przepisy
          pozwalają ale nei przekraczajac na jednopasmówce 130). DO łodzi dojechałem w
          neicałe 1.40 i majac średnia prędkosc koło 80 km/h. Wracałem starajac się
          jechać zgodnei z przepisami - 100 km przekraczałem tylko wyprzedzajac kogoś kto
          jechał wolniej niz 100 km/h a w terenie zabudowanym schodziłem do 50 km/h (co
          powodowało ze wszyscy ktorych wyprzedzilem poza terenem zabudowanym bo jechali
          80 wyprzedzali mnei w terenie zabudowanym = pozdrawiam duzy granatowy autobus
          jadący koło 90 km/h przez wszystkie wsie). DO warszawy jechałem ponad 2 godziny
          i średnią miałem 66 km/h.
          Właściwie jedyna rzecz którą chcę przez powyższe powiedzieć to:
          a) jadąć 90 poza zabudowanym i 50 w zabudowanym jestem niebezpieczniejszy niz
          jadać 110-120 poza zabudowanym i 80 w zabudowanym ponieważ wszystkie tiry i
          autobusy wyprzedzaja mnie we wsiach an pasach, skrzyżowaniach, etc.
          b) jadać przepisowo w dzień ciężko mieć średnia powyżej 70 km/h.

          Odpowiadajac na Twoje pytania czemu nei komentuję:
          Nie wystarcza im ochoty albo rozumu by zaplanować sobie podróż, przejrzeć
          mapę, przewidzieć pory, w jakich będzie wjeżdżało do centrów, korki w
          godzinach szczytów, zaplanować kolejność rozmieszczenia ładunku a nawet ...
          zatankować dzień wcześniej.
          Nie potrafią dobrze umówić terminu spotkania, bo nie mają pojęcia, kiedy
          naprawdę tam dojadą. Umawiają więcej spotkań niż możliwe jest do obsłużenia.
          Klientowi zapewniają zawsze najbardziej optymistyczny termin dostawy nie
          pamiętając o prawie Murphyego.

          Wsiadają, gnają, nie planują, rozmawiają przez komórkę, piszą smsy - na drodze
          poddają się potokowi płynących aut za wszelką cenę starając sie go wyprzedzić.

          CO tu komentować? Zwłąszcza ze na ogól gnaja właśnei CI którzy umówili sie na
          spotkanie na konkretna godzine i zapieprzają zamiast zmienic godziny.

          Czy komentować to o kolumnie borowików? Mi sie zdarzyło podczas mojej kariery
          keirowcy sporkać borowików parę razy na katowickiej - to wszystko. A co do
          nadużywania władzy - to raczej nei to forum.

          Nie podoba mi sie kompletnie prawo do interpretacji który przepis jest głupi a
          ktory nei i uzależnienia od tego podporządkowywania sie im. Opinie swoja mozesz
          na ten temat mieć ale tam gdzie na autostradzie stoi 40 masz jechać 40 i
          finito.

          A "bzdurą" nazwałem opieranie całkiem słusznej inicjatywy na nieprawdziwych
          danych. Lepiej nei argumentowac niż argumentować danymi banalnymi do obalenia -
          bo tracisz wiarygodnosć.


          PZdr serdecznie
    • edek40 Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 10.10.05, 10:28
      No to kolega z tych raczej niebezpiecznych na drodze. Niedawno jechalem z Warszawy do Tarnowa. W nocy. To okolo 300 km. Jechalem calkiem nie swoim autem, do tego naprawde szkoda mi pieniedzy na mandaty. Prawie przestrzegalem wiec wiekszosci ograniczen. Jechalem blisko 5 godzin, w tym krotki postoj, wiec jakies 4,5 h. To daje przepisowa srednia okolo 65 km/h. I z taka predkoscia sie jezdzi po Polsce przy zalozeniu, ze tam gdzie 90 km/h jedzie sie do 110 km/h. W terenie zabudowanym 50-70 km/h, a na nagminnych siedemdziesiatkach jesli jest dobra widocznosc skrzyzowaniowo-radarowa po prostu zdejmuje sie noge z gazu, aby po minieciu zagrozenia odrobic "strate". Moze mi cos umknelo? Twoj wynik na trasie W-Wa-Lublin to raczej przecietna predkosc przepisowa na gierkowce, gdzie nie utkniesz na dlugo w kolumnie TIRow czy nie snujesz sie 50 km/h przez wies o dlugosci 10 km/h. Czyzby powstala nowa szosa ekspresowa, o ktorej nic nie wiem?
      • rapid130 Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 10.10.05, 18:45
        > To daje przepisowa srednia okolo 65 km/h. I z taka predkoscia sie jezdzi po
        > Polsce przy zalozeniu, ze tam gdzie 90 km/h jedzie sie do 110 km/h.

        Mam takie same spostrzeżenia z dróg krajowych. Na wojewódzkich - zależnie od
        jakości i ruchu - można wyciągać "wyniki" gorsze, acz czasem sporo lepsze.

        Otwarłem sobie doc. z badaniem drogowym Wartburga 1000 De Luxe, przeprowadzonym
        w 1963 roku przez tygodnik "Motor". Panom dziennikarzom udało się śmignąć
        sprzed Pałacu Kultury i Nauki pod krakowskie Sukiennice w czasie operacyjnym 3
        h 02", na pewno nie przekraczając 123 km/h, bo więcej się nie dało. ;)

        Ech, to se ne vrati! :(
    • derduch Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 10.10.05, 11:12
      Większej bzdury dawno nie czytałem!
      Chcesz mi wmówić że jadąc z Warszawy do Lublina dopiero za skrzyzowaniem na
      Otwock dobijasz do 90!?!? Od Zakrętu jedziesz 50-70 do Wiązownej??
      Spokojnie moge się z Tobą założyć że wyjeżdząjąc równo z Centrum Warszawy do
      Centrum Lublina jeśli będziesz jechał PRZEPISOWO a ja ani razu nie przekroczę
      180, bede ponad 30 minut szybciej. Na luzie i bez stresu!
      Są oczywiście też jazdy ekstremalne tj Białystok-Warszawa 1.35 lub
      Katowice-Warszawa Wola 2.40 (pierwszy wynik mój, drugi kumpla) ale osobiście
      uważam to za szczeniacki i durne.
      • vqr_via_jonci Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 12.10.05, 15:36
        191 km przez 1,35
        srednia 120 km na godz
        rozumiem ze przez rondo w wyszkowie sunales conajmniej 90 i na zgaszonych swiatlach
        masz racje - szczeniak z ciebie ale u was lpr to chyba norma /to tak przy okazji
        kurskiego/
        • zara_int Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 12.10.05, 18:27
          nie no po co te gatki - jak ktoś podaje takie dobre czasy to niech poda
          szczegóły - co to znaczy w-wa białystok od tablicy koniec miasta do poczatek
          miasta? wyjazd o 5 rano? zima/lato...to ma znaczenie dla kogoś kto jeździ
          troszkę (ja do 40k rocznie) jak mieszkasz na ursynowie to po 30 minutach
          jeszcze jesteś w warszawie jadać do białegostoku ;-)
          • gniewko_syn_ryba Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 12.10.05, 21:58
            zara_int napisała:

            > nie no po co te gatki

            Lubisz chodzić bez gaTek ???... ;)))))))))))))))))))))
          • derduch Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 13.10.05, 23:16
            Rok 1998, sobota ok. 16-tej wyjazd z Białegostoku z ul. Skłodowskiej na Żoliborz
            w Warszawie. Dodam że nie było wtedy jeszcze obwodnicy Radzymina :-)
            Samochód Mazda MX6.
            Wcale nie była to jazda na maxa, spokojnie można ten czas poprawic; ja tak
            poprostu jeżdże.
    • loyezoo Re: Obalanie mitów - "Nie da się przepisowo!" 13.10.05, 20:42
      Szczeniackie czasy mam za sobą to i o wyczynach nie będe pisał :) (czyt.chwalił)
      Nie powiem że jeżdże przepisowo ale dużo nie odbiegam (chyba jak większość) na
      dobrej drodze jadę w granicach 100-110 no jak widze wioske która zaczyna się i
      kończy na przestrzeni 100metrów i widze co się dzieje to zwalniam ale nie do
      50.Generalnie (i tu się pochwale bo jest czym) nigdy nie miałem wypadku
      (przejechane jakieś 800tys km) 2 stłuczki nie z mojej winy-
      wymuszenie.Pozdrawiam i życzę tego wszystkim driverom:))

      P/S oczywiście życzę bez stłuczek:))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka