Gość: mono
IP: *.gazeta.pl
12.07.01, 23:14
Dziś w Warszawie na trasie toruńskiej (po dwa pasy w każdą stronę) kierowca matiza tak bardzo
poczuł się królem szosy, ze na pełnym gazie zawadził o lewy krawężnik. Skutek: auto przeleciało na
drugi pas, wylądowało na hondzie, zmasakrowało dwa inne auta i tira. To, ze skurwiel się zabił a z
matiza została klapa od bagażnika, to mniejsza. Gorzej, że honda z kobietą w środku zapaliła się,
choć gasiło ją kilkunastu kierowców. Kobieta spłonęła ŻYWCEM na oczach wszystkich. Nikt nie był w
stanie jej pomóc, krzyczała i płonęła. Tyle. Nie zawiniła, ten gość ją zabił.
Pomyślcie czasem, drobne chujki w koreańskich kaszlakach. Matiz to nie volvo.