h.i.p
06.10.03, 10:14
W trakcie pobytu na Krecie miałem okazję trochę pojeździć drogami tej
górzystej wyspy. 800 km to niezbyt dużo na polskie warunki ale na Krecie,
gdzie przeważają wąskie i kręte drogi po których jazda z prędkością 40 km/h
to maximum, to wystarczająco dużo aby trochę poznać obyczaje tamtejszych
kierowców i jakość dróg.
No coż, Kreta to część Grecji a Grecja to jedno z najuboższych państw UE
(niedługo się to zmieni). Kreta to z kolei jedna z najuboższych części Grecji
żyjąca z turystyki i produkcji oliwek i winogron.
Drogi. Właściwie tylko jedna jednojezdniowa (odcinkami dwujezdniowa) droga
dobrej jakości i dobrze utrzymana biegnąca wzdłuż północnych wybrzeży,
częściowo z bezkolizyjnymi skrzyżowaniami i na ogół z poboczem utwardzonym,
ale lokalnie przechodząca przez centra turystyczne z przebiegającą tłuszczą
plażowiczów. Pozostałe drogi raczej kiepskie (chociaż na ważniejszych z nich
nie ma dziur a nawierzchnia jest równa), a w górach kręte i wąskie, z reguły
niedbale oznakowane. W miasteczkach i wioskach gwałtownie się zwężają i
kluczą między zabudowaniami i jazda z prędkością większą niż 30 może być
błędem. Nie ma tu jednak specjalności polskich dróg – kolein.
Ruch drogowy. Raczej mały lub umiarkowany. Stosunkowo mało TIR-ów. Ponieważ
na Krecie popularną formą turystyki jest wypożyczenie samochodu i objazd
wyspy, zatem znaczna część użytkowników dróg to głównie niemieccy turyści. Na
górskich drogach w obszarach nieturystycznych jest pusto i tylko czasem
spotyka się lokalny pick-up albo zdezelowanego opla. Miasta są zatłoczone,
ruch powolny, dużo motocykli i skuterów, bardzo mało rowerzystów.
Samochody. Różne: stare poobijane graty, zadbane nówki, dużo małych
samochodów, mało luksusowych. Najpopularniejsze marki to fiat, opel, vw,
toyota, mitsubishi, citroen, peugeot, seat. Bardzo mało hond i fordów, bardzo
dużo hyundai’ów. Popularne są matizy, seicento, fiat panda (stara). Dla
fabiofobów: są skody, a najczęściej widuje się fabie, ale są też favorit i
octavia. Widuje się bmw, volvo i niekiedy różne szpanerskie auta wyżelowanych
gnojów.
Kierowcy. Ogromna część to zagraniczni turyści w wypożyczonych autach. Jeżdżą
spokojnie i ostrożnie, widać na ogół niepewność prowadzenia samochodu po
krętych, górzystych, wąskich i przepaścistych drogach. Miejscowi jeżdżą
pewnie, ale nie świrują. Widać, że samochód to dla nich przedmiot użytkowy i
po prostu konieczność. Zdarzają się psychopaci drogowi – ci to z reguły
lokalne tjuningowane ćwoki. Nie ma natomiast plagi polskich dróg: gonitw
wściekłych psów – stad głównie okratowanych idiotów uporczywie wciskających
pedały do oporu i bezustannie tasujących się na drodze, wyprzedzających
wszystko i wszędzie najlepiej na 3-go lub 4-go. Po drogach Krety jeździ się
spokojnie, a przy wyprzedzaniu miejscowi zachowują zadziwiającą ostrożność.
Nie raz widziałem jak facet zbierał się do wyprzedzania i czekał aż będzie
bardzo dużo miejsca. Osobiście już dawno zdecydował bym się wykonać manewr.
Trochę drażni powolność przy wyprzedzaniu i mała odległość od wyprzedzanego.
Wypadek widziałem jeden: tjuningowany ćwok wylądował nad ranem na barierce
mostku. Wyglądało to źle.
Bydlęcy tuning. Jak każda patologia współczesnego świata tak i ta dotyka
Kretę. W porównaniu z Polską jest tego robactwa jednak znacznie mniej a i
forma bardziej cywilizowana (jeśli tak w ogóle można powiedzieć). Nie spotyka
się raczej wieśniackiego tjuningu typu golfów, kadetów, uno i poldków z
polskich dróg. Tuning wydaje się być bardziej profesjonalny, dyskretny
powiedziałbym bardziej europejski. Widywałem buczące pudła ale nigdy
przeraźliwie ryczące, wyjące czy pierdzące. Nie widziałem też kuriozalnych
spojlerów. O dziwo miejscowi tuningowcy nie oblepiają szyb workami na śmieci.
To ciekawe zważywszy, że nasłonecznienie i temperatury są tam nieporównanie
większe niż w Polsce. Czyżby greccy tuningowcy nie wpadli jeszcze
na „genialny” pomysł polskiej tjuningowanej hołoty, który mówi, że najlepszym
sposobem klimatyzacji auta jest przyklejenie worka na śmieci? Nie ma też
podświetleń, diodek niebieskich i innych dziwactw. Raz zdarzyło mi się
obserwować wieczorem taki oto widok: stoi pojazd, niebieskie diodki przy
tablicach rej., przy spryskiwaczach, przy wycieraczkach, na zderzakach. Ki
diabeł – myślę – czyżby polska tuningowana swołocz? Podchodzę bliżej...i tu
chwilowe zaskoczenie. Ale tylko chwilowe. Bo to nie polski tuningowiec. Ale
jakiż inny tuningowiec mógłby być bardziej popierd...ny od polskiego
tuningowca? Oczywiście ruski tuningowiec, w ładzie!
Co zatem czyni polskiego i kreteńskiego tuningowca podobnym? Ten sam tępawy
wyraz pyska z rysującym się w każdym calu chamstwem i bezczelnością,
przekładającym się na chamski styl jazdy.
I na koniec podstawowa różnica w porównaniu z Polską. Tam w samochodach nie
montuje się alarmów. Samochód można zostawić otwarty: widywałem auta z
kluczykami w stacyjce. Mówi się, że tam się nie kradnie, a jak ktoś
kradnie..to na pewno Polak...
pozdrawiam serdecznie