Gość: tom
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
19.11.03, 07:46
Krótka historia - ku przestrodze- dla tych którzy myślą że jak się
ubezpieczą /OC lub AC/ to ich kieszenie są bezpieczne:
Miałem samochodzik średniej marki, ubezpieczony - więc nie bałem się że mi
coś zrobią /AC/ lub ja komuś /OC/. Pięknej słonecznej soboty jakiś kmiotek z
wiochy pod Giżyckiem na prostej drodze rozbił mi samochód. I to tak
skutecznie, że nadaje się do kasacji. Kmiotek przyznał się Policji że to jego
wina, przyjął mandat, miał ubezpieczenie i myślałem, że teraz dostanę
spokojnie wypłatę ubezpieczenia z jego OC w wysokości szkody /czyli wartości
mojego auta w dniu szkody/ i będę mógł sobie za tą kasę kupić samochód w
podobnym wieku co mój.
I CO - NIC BARDZIEJ MYLNEGO !!!
PZU wyceniło szkodę i wyszło im że koszt naprawy mojego samochodu to ok.
40.000 zł /przy wartości rynkowej auta 30.000/ - więc szkoda całkowita.
Policzyli więc odszkodowanie: wartość części zniszczonej auta 15.000 /tyle do
wypłaty/, a pozostałą "sprawną" część wraku mam sobie zatrzymać /więc
siedzenia, lusterka, szyby, i inne nieuszkodzone fragmenty auta mogę sobie
zabrać do domu/
Tak więc mam wrak który nie nadaje się do naprawy, parę groszy za które go
nie naprawię i brak samochodu. I co z tego że i ja i sprawca byliśmy
ubezpieczeni??
Czyste złodziejstwo!
CO WY NA TO??/
tomasz.k@poczta.fm