Gość: gosia
IP: 195.41.66.*
19.11.03, 12:40
Wczoraj mialam nieprzyjemna sytuacje na ulicy i szczerze mowiac nie wiem czy
bylam winna. Potrzebuje opinii nie jakichs specjalistow od bab za kolkiem ale
prawdziwych znawcow przepisow i prawa drogowego.
Sytuacja byla taka. Kolo trzeciej odebralam dziecko z przdszkola i jechalam w
godzinach szczytu a wiec calkiem wolno przez miasto do domu a wlasciwie do
sklepu bo mialam zrobic zakupy w Smarkecie. Na parking tego Smarketu wjezdza
sie dosc specyficznie bo jest to skrzyzowanie 2 ulic dwupasmowych po dwie
jezdnie we wszystkich kierunkach. Swiatla oczywiscie. Padalo i bylo mocno
szaro ale to wlasciwie nie wazne. No i do tego Smarketu trzeba przejechac
skrzyzowanie najzwyczajniej na wprost. Jechalam lewym pasem razem z innymi
samochodami. Swiatlo zielone i wszyscy jedziemy. Nagle za soba zobaczylam
samochod policji. Oni wlaczyli te swoje niebieskie swiatla na dachu ale nie
wlaczyli syreny i zaczeli migac doslownie za moimi plecami. W miedzyczasie
swiatlo zrobilo sie pomaranczowe wiec by zrobic im miejsca jak to pojazdowi
uprzywilejowanemu nacisnelam na gaz i przejechalam calkiem spokojnie to
skrzyzowanie na pomaranczowym prosto na droge do stacji banzynowej i tego
Smarketu. A oni tym samochodem disko za mna. No i w miedzyczasie swiatla
zmienily sie oczywiscie na czerwone i ci z poprzecznej ulicy nacisneli na
gaz. Skutek byl taki, ze ten pasat z policji dostal lekko po tylnym zderzaku
od goscia w golfie. Tak naprawde to nic sie nie stalo oprocz tego, ze od tego
starego pasata odpadl tylny zderzak a na lakierze wlasciwie nie bylo sladu.
Gosc z golfa dostal lekko po lampie ale tylko popekalo szklo a lampa nadal
swiecila i nawet niewiel mu sie stalo. No i ci czarni z pasata wylecieli
zaraz na mnie bo sie wszyscy zatrzymalismy i z geba, ze co ja wyprawiam. Tak
wlasciwie to jeden byl taki bardziej przerazony i glosny a drugi nie byl
pewien calej sytuacji. No i ten co duzo gadal powiedzial, ze wjechalam na
skrzyzowanie na pomaranczowym i ze spowodowalam kolizje i takie tam. Ja mu
grzecznie tlumacze, ze dawalam droge uprzywilejowanemu pojazdowi i ze niczego
nie spowodowalam bo moze sobie moj samochod ogladac do woli i jest caly i nie
drasniety. Poza tym dzieciak mi sie rozplakal i nie mialam ochoty tlumaczyc
sie z czegos czego nie zrobilam. Jak tacy byli napaleni na przejechanie na
czerwonym to ich sprawa. No ale teraz skonczylo sie na tym, ze oni zaraz o 9
punktach karnych i 500 zl do zaplacenia a takze wszystko ma pojsc z mojego
ubezpieczenia. Co sadza znawcy przepisow i czy mam jakies szanse w sadzie.
Moj maz mowi, ze policja nie byla fair bo w sumie mogli sie zatrzymac. Ja
takze mysle, ze oni nie byli na zadnej akcji a wlaczyli disko tylko dlatego,
by szybciej przejechac w korkach przez miasto. Czy jezeli chce sie odwolac od
tego mandatu i by nie bylo z mojego ubezpieczenia to musze sama wniesc sprawe
do sadu? I w ogole jak to wyglada. Swiadkow nie ma poza chlopakiem z golfa no
i tych dwoch w czarnych kombinezonach.
Gosia