Dodaj do ulubionych

ASO = naciagacze

IP: 217.153.117.* 25.01.02, 10:10
Do niedawna moim sluzbowym autkiem byla Astra 1,6 16V 100 KM. Pech chcial, ze
na poczatku stycznia samochod zaczal mi szarpac na nizszych biegach i dziwnie
nisko schodzic z obrotami. Oddalem samochod na diagnoze do ASO EuroMarket w
Krakowie (akurat tam nie spotkala ta przykra historia). Po diagnozie, ktora
miala trwac 1 godz. a trwala 7, pan szanowny technik ustalil, ze do wymiany
nadaje sie komputerowy modul sterowania silnikiem i uklad potencjometrow
wskazan przepustnicy. Koszt czesci 3000 netto + robocizna. Szczeka mi opadla.
Koles sugerowal, zebym od razu zostawil samochod na 4 dni, a oni do faktury mi
dopisza samochod z ich wlasnej wypozyczalni. Odmowilem naprawy, bo ewidentnie
ktos mnie chcial zrobic na szaro.
Tego samego dnia musialem wrocic do Warszawy, wiec zajrzalem pod maske. Okazalo
sie, ze zasniedzialy styki na dwoch koncowkach kabla wysokiego napiecia a dwie
wiazki byly po prostu upalone. Zaizolowalem i koniec problemow.
W W-wie w znajomym serwisie ASO popdpieli mnie pod diagnostica i stwierdzili,
ze jedyna usterka to - kable i swieca. Koszt 250 PLN z robocizna.
Cholera mnie bierze, kiedy tak probuja wyssac kase od klienta. Licza na to, ze
poniewaz nie place za naprawe z wlasnej kieszeni, to podpisze kazda fakture.

Darek Pietrzak

p.s. Przede mna obslugiwano kolesia z Omega kombi '2001. Wjechal w zaspe i
padlo mu zasilanie. EuroMarket naciagnal go - bo to rowniez autko sluzbowe - na
wymiane alternatora i paru gadzetow elektronicznych - 9 tys. !
Obserwuj wątek
    • Gość: Miky Re: ASO = naciagacze IP: 158.66.116.* 25.01.02, 10:26
      Prywatnych też próbują naciągnąć. Pojechałem kilka lat temu prywatnym escortem
      na przegląd po roku eksploatacji. W serwisie po 15 minutach tajnych oględzin
      (pan sobie posiedzi i kawę wypije a my się zajmiemy samochodem) przyszedł pan w
      nienagannie czystym drelichu i zakomunikował, że poważnie uszkodzona jest
      maglownica czy coś tam w układzie kierowniczym. Koszt wymiany: 2500zł (1998r.).
      Jeśli nie zostanie to zrobione- nie bedzie pieczątki w książce wozu. W końcu
      wyrwałem z ich rąk samochód (za sam "przegląd" oczywiście musiałem zapłacić) i
      pojechałem do innej ASO. I tam wszystko się podobało, układ kierowniczy kazałem
      sprawdzić szczególnie dokładnie (bo wie pan, kumpel jak jechał to mówił, że coś
      szarpie). I nic. Wymienili wszystko co książka każe (olej itp) i przybili
      pieczątkę. Oczywiście do tej pory żadnych problemów z kierownicą nie mam.
      Sprawa ta miała swój dalszy ciąg. Całe wydarzenie opisałem w listach do prasy.
      Mój list został nawet odczytany w nieodżałowanym programie "Auto" w tvp2.
      Podobno nie był to pierwszy przypadek.
      P.S. Nie podaję namiarów tego pierwszego ASO, bo wydarzenie miało miejsce 4
      lata temu i może coś się zmieniło. W każdym razie od tego czasu ASO omijam
      szerokim łukiem (chyba, że muszę). Pozdrawiam
        • Gość: owner Re: ASO = naciagacze IP: 213.77.38.* 25.01.02, 11:44
          Witam,
          jak widac jedno ASO drugiemu ASO nie rowne, niestety :(
          Ja przyznam ze tam gdzie jezdze mam znajomych, chociaz o naciaganiu u nich nie
          slyszalem, ale ceny maja wysokie.
          Ale ostatnio zwiedzalem rozne ASO i jedynie w Toyocie mozna przez CALY CZAS
          ogladac auto w trakcie serwisowania, przez sciane z szyby, siedzac sobie na
          wygodnej kanapie. Wg mnie to duzy plus.

          pozdrawiam,
          owner
          • Gość: Mir Re: ASO = naciagacze IP: *.fancomp.com.pl 25.01.02, 14:17
            Gość portalu: owner napisał(a):

            > Witam,
            > jak widac jedno ASO drugiemu ASO nie rowne, niestety :(
            > Ja przyznam ze tam gdzie jezdze mam znajomych, chociaz o naciaganiu u nich nie
            > slyszalem, ale ceny maja wysokie.
            > Ale ostatnio zwiedzalem rozne ASO i jedynie w Toyocie mozna przez CALY CZAS
            > ogladac auto w trakcie serwisowania, przez sciane z szyby, siedzac sobie na
            > wygodnej kanapie. Wg mnie to duzy plus.
            >
            > pozdrawiam,
            > owner

            Myślę, że nie tylko w Toyocie
            Ja w trakcie serwisowania swojego Renault mogę oglądać auto przez szybę, lub
            jeśli sobie tego życzę bezpośrednio na warsztacie.
            Mir

            • Gość: Niknejm Re: ASO = naciagacze IP: *.pg.com 25.01.02, 14:42
              Gość portalu: Mir napisał(a):

              > Myślę, że nie tylko w Toyocie
              > Ja w trakcie serwisowania swojego Renault mogę oglądać auto przez szybę, lub
              > jeśli sobie tego życzę bezpośrednio na warsztacie.

              W Chądzie ;-) też można

              Pozdrawiam,
              Niknejm
    • mogi Re: ASO = naciagacze 25.01.02, 13:51
      Miałem te same doświadczenia z ASO Opla AUTOPOL SERCVICE w Wawie. Mają opinię
      strasznych naciągaczy i to się potwiedziło jak serwisowałem tam służbową Corsę.
      Przykład:
      - przegląd po 60 tyś. - wymieniają pasek rozrządu i przy okazji pompę wodną (bo
      podobno padła)
      - za 3 miesiące przegląd po 75 tyś. - zostawiłem samochód na przeglądzie i
      poszedłem do pracy. Dzwonią po paru godzinach, że trzeba wymienić pasek
      rozrządu i pompę wodą !!! Zgroza. Wkur...łem się mocno przyjechałem do nich z
      awanturą. Wziąłem oczywiście fakturę z ostatniego przeglądu. No i owszem
      wymienili pasek rozrządu i pompę wodą, ale w ramach gwaracji na usługę. I na
      moich oczach. Po tym incydencie firma zrezygnowała z usług tego ASO, a w któtce
      podjęto decyzję o serwisowaniu samochodów pogwarancyjnych poza jakimkolwiek ASO
    • Gość: Mirek Re: ASO = naciagacze IP: *.lodz-marysin.sdi.tpnet.pl 27.01.02, 21:01
      Trudno wymyśleć, jak się przed tym bronić. Może np. zabierać wyjęte części,
      sprawdzić samemu i jeśli okaże się że dobre, zaproponować im odsprzedanie po
      uprzedniej cenie? Koleś ma metodę "jeździć póki się nie urwie" ale to ma
      zastosowanie ograniczone do mechaniki.
      Zresztą w samochodach to tylko pieniądze. Czytałem gdzieś artykuł, że w USA
      znaczna część zabiegów medycznych, wręcz operacji jest całkowicie zbędna.
      Dotyczy to np. 70% operacji naczyń szyjnych. Ale też słyszałem że w Polsce
      naciągają pacjentów np. na rozruszniki. Jak dowodzą ostatnie dni lekarze też
      potrafia liczyć. Gościu narzeka na serce, lekarz ma dwie możliwości. Przyjmować
      go raz na miesiąc a'100 zł i wypisywać recepty. Albo "załatwić" rozrusznik za
      5.000 zł do łapy, a na wizyty co miesiąc i tak przyjmować. Przecież tym
      rozrusznikiem szkody mu nie zrobi (a nawet jakby co pomoże), pacjent będzie
      zadowolony, doktór zarobi, tylko kasa chorych (czyli my) straci.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka