Dodaj do ulubionych

życie z kredytami

06.02.10, 09:03
Witam.
Tak zaczęłam się zastanawiać nad obciążeniami kredytowymi - chodzi
głównie o hipoteczne (wiadomo mieszkanie to pierwsze potrzeba -
trzeba gdzieś mieszkac). W moim przypadku b. długo zastanawiałam się
nad wzięciem kredytu hip. Długo też zbierałam pieniądze aby go
wziąść w jak najmniejszej wysokości. Mieszkanie udało mi się kupić
tanio, biorąc pod uwagę ceny w stolicy, ale nadal tak sobie myślę
kredyt na 30 lat co mogłabym zrobić z tymi pieniedźmi, gdybym
kredytu nie miała to mam watpliwości. Jak Wy do tego podchodzicie i
radzicie sobie z takimi przemyśleniami?
Obserwuj wątek
    • hugo43 Re: życie z kredytami 06.02.10, 09:09
      jakbys nie miala kredytu,to te pieniadze rozeszlyby sie gdzie
      indziejsmilemy nie mamy kredytu,niestety i tak za duzo wydajemy,mimo ze
      dochody niezle.moze mniej by szlo na podroze,badz mielibysmy jeden
      samochod?kiedys zylismy za 2500pln,z tego 800 szlo na wynajem
      kawalerki i tez jakos musialo wystarczyc na dwie osoby.
    • agpagp Re: życie z kredytami 06.02.10, 09:58
      prawda taka że każdy kredyt jakoś nas obciąża . Nie mam hipotecznego ale są
      inne. To jednak kasa którą można by wrzucić na konto. co do hipotecznego...
      myślę nad nim. Jeżeli z przyszłym mężem zdecydujemy się zamieszkać w Poznaniu
      będzie trzeba wynająć mieszkanie. Przekonuję go że warto odkładać teraz każdy
      grosz ( przeprowadzka jak już to za półtora roku) aby mieć jakiś wkład własny i
      po prostu mieszkanie kupić. rata kredytu wyniesie nas tyle co koszt wynajmu. Ale
      na razie tylko gadam.
      • bart_smithson Re: życie z kredytami 06.02.10, 12:45
        "Rata kredytu wyniesie nas tyle co koszt wynajmu."

        I to jest mylne... wynajmując mieszkanie nie musisz się martwić o ubezpieczenie
        mieszkania, o to, że należy zrobić malowanie (właściciel odliczy od czynszu), bo
        sąsiedzi Cię zalali/ściana w kuchni pęka (właściciela problem), że zepsuła się
        pralka (trzeba zadzwonić do niego niech przywiezie nową a starego gruchota
        wywali na śmietnik), abonament telewizyjny? - Wie Pan co? Ja tu tylko wynajmuję,
        ale zadzwonię do właściciela i mu przekażę, dobrze? smile ...

        Wynajmując mieszkanie zawsze możesz poprosić o obniżenie czynszu (w porównaniu z
        początkiem 2009 płacimy 15% mniej), jak mocno Cię przyciśnie to nawet przenieść
        się do tańszego, zmieniłaś pracę - przenieść się za pracą. Zresztą ze
        świadomością, że po 30 latach za swoje mieszkanie zapłacę 2,5x ceny obecnej -
        dziękuję, poczekam. Połowę kwoty obecnego czynszu dodatkowo odkładam na konto
        oszczędnościowe, docelowo (+podwyżki) ma mi zarobić na własne M za jakieś 10 lat.

        Nie twierdzę, że to jest jedyny dobry sposób. Jest to sposób, który sprawdza się
        w moim przypadku. Zbyt mobilny teraz jestem, zaledwie 4 lata na rynku pracy a
        sporo jeszcze przede mną... Fakt jest taki, że przenosiny 160km do mniejszego
        miasta + zdobyte wcześniej doświadczenie poskutkowały 30% podwyżką!!! Nie
        znalazłem jeszcze swego miejsca na Ziemi - nie wiem gdzie chciałbym docelowo
        mieszkać. Mój dom gdzie praca moja.
        • volta2 Re: życie z kredytami 06.02.10, 13:06
          w zasadzie i masz rację i nie do końca
          my mieszkania mamy i kredyt, a też się za pracą przenieśliśmy.
          jak dostaliśmy sygnał, że pralka się popsuła - to w ciągu 2 dni
          lokatorowi kupiliśmy przez net, firma dostarczyła i finifo!
          a nie mieszkamy w europie, tylko nieco dalejsmile



          mobilność nie zleży od posiadania mieszkania ale również od tego,
          co tkwi w głowie.
          jedni zmienią miasto, inni kraj a inni jeszcze, kontynent.

          ale oczywiście twoje myślenie nie jest złe, sama swego czasu byłam
          za taką opcją.

          a nasi polscy znajomi też wylądowali gdzie my a mieszkania nie
          zdecydowali się wynająć. bo coś im przeszkadza, że ktoś w ich łóżku
          by spał. i zrezygnowali z najmu, bo im to jakoś przeszkadzało.
          my wynajęliśmy swoje i potraktowaliśmy to jako moją utraconą pensję.
          • smonik Re: życie z kredytami 06.02.10, 13:45
            Zgadzam się z Bartem częściowo wink Przynajmniej w części, że na
            kredycie spłacasz 2.5 wartości kupionego mieszkania. Co do
            innych "ulg" wynajmowanego typu: brak zmartwień z tytułu
            ubezpieczenia, malowania, abonamentu, uszkodzeń itd. są moim zdaniem
            mocno, mocno przesadzone wink
            My mamy mieszkanko małe, dwupokojowe 36m2, ale o dobrym rozkładzie i
            w dobrym miejscu. Drugie dziecko w drodze, pewnie trzecie w planach,
            i póki co boję się brać kredyt na większe. Może jak
            skończę "rozrodczość" wink
            • bart_smithson Re: życie z kredytami 06.02.10, 14:28
              "brak zmartwień z tytułu ubezpieczenia, malowania, abonamentu, uszkodzeń itd. są moim zdaniem mocno, mocno przesadzone"

              To nie są zmartwienia - to są kwoty nie uwzględniane w kalkulacji rata kredytu wyniesie nas tyle samo co kwota wynajmu.

              Osoba wynajmująca nie płaci dodatkowo za te wszystkie pierdoły wymienione powyżej. Jeśli wynajmuję i zepsuje się pralka - nie z mojej kieszeni to pójdzie. Jeśli kupiłem chate na kredyt - kasa na naprawę pralki musi się znaleźć w moim budżecie oprócz raty kredytowej co miesiąc.
            • katarzynka200 Re: życie z kredytami 28.02.10, 07:43
              smonik napisała:

              > Zgadzam się z Bartem częściowo wink Przynajmniej w części, że na
              > kredycie spłacasz 2.5 wartości kupionego mieszkania. Co do
              > innych "ulg" wynajmowanego typu: brak zmartwień z tytułu
              > ubezpieczenia, malowania, abonamentu, uszkodzeń itd. są moim
              zdaniem
              > mocno, mocno przesadzone wink
              > My mamy mieszkanko małe, dwupokojowe 36m2, ale o dobrym rozkładzie
              i
              > w dobrym miejscu. Drugie dziecko w drodze, pewnie trzecie w
              planach,
              > i póki co boję się brać kredyt na większe. Może jak
              > skończę "rozrodczość" wink



              naprawdę troje dzieci planujesz w takiej klitce? wspólczuje
              • gggaaaddd Re: życie z kredytami 28.02.10, 15:18
                Rzeczywiście mieszkanko 36 m to jest raczej małe lokum jak się ma
                dwóje dzieci, ale z drugiej strony trudno dziwić sie ludziom, że
                mając dzieci podchodzą ostrożnie do brania kredytów. Wiadomo różnie
                w życiu bywa, a dzieci utrzymać trzeba.
              • bart_smithson Re: życie z kredytami 01.03.10, 17:08
                > naprawdę troje dzieci planujesz w takiej klitce? wspólczuje

                Komentarze ad personam nie są tu miło widziane.

                A przy okazji sporo mówią o ich nadawcy.
          • bart_smithson Re: życie z kredytami 06.02.10, 14:32
            "my mieszkania mamy i kredyt, (...) pralka się popsuła - to w ciągu 2 dni lokatorowi kupiliśmy przez net, firma dostarczyła i finifo!"

            Mam nadzieję, że koszt wymiany pralki uwzględniliście w wysokości czynszu jaki płaci Wam lokator. W przeciwnym razie już ponieśliście stratę.

            "a nie mieszkamy w europie, tylko nieco dalej"

            Cieszę się z Waszego szczęscia.
        • stef63 Re: do bart_smithson 06.02.10, 18:02
          W Polsce z wynajmem mieszkań nie jest tak jak na tzw. zachodzie.
          Wynajem mieszkania w Polsce kosztuje bardzo dużo. Dlatego bardzo często ludzie,
          aby obniżyc koszty wynajmu wynajmują bez umowy. Wynajmując w ten sposób nie ma
          się żadnych praw np. - najczęściej nie jest się zameldowanym, remont na własny
          koszt, właściciel może dac krótki okres do wyprowadzki.
          Warunki co do wynajmu można stawiac właścicielowi jak się ma kasę.
          Ludzie bez kasy często muszą miec wiele własnych sprzętów, mebli itd., aby mogli
          zamieszkac w wynajmowanym mieszkaniu, a przy częstych przeprowadzkach to duży
          kłopot posiadac wiele rzeczy, bo każda przeprowadzka kosztuje, a i meble czy
          sprzęty się niszczą.
          Dlatego ludzie rozumują w ten sposób:
          mam płacic za wynajem dużo + normalny czynsz + wszystkie media, cokolwiek chcę
          zrobic w wynajętym mieszkaniu aby poprawic sobie standard, muszę zrobic na
          własny koszt bo właściciel mi tego nie odda. Właściciel np. zgadza się na
          położenie tapety w łazience lub pomalowanie, ale nie zgadza się na położenie
          płytek - bo to już jest koszt większy - jak położę płytki to na własny koszt.
          W praktyce to wygląda tak: płacę dużo, suma opłat za mieszkanie wynajmowane jest
          większa niż opłaty za mieszkanie które ma się na własnośc (dochodzi kwota za
          wynajem - bo czynsz jest swoją drogą), nie ma się żadnych praw do tego
          mieszkania, więc lepiej opłaca się wziąśc kredyt - spłacac duże raty, które
          często są takie jak cena za wynajem, a kiedyś to mieszkanie na kredyt będzie
          moje i już od początku mogę je sobie urządzic tak jak chcę.
          W Polsce interes z wynajmu ma tylko właściciel mieszkania.
          Nie jest tak, że ten co wynajmuje płaci mało i mieszka i w każdej chwili może
          się wyprowadzic do innego mieszkania.
          Nie ma problemu jak się ma pieniądze i kwota za wynajem nie stanowi żadnej
          przeszkody. Wtedy też można wymagac od właściciela, aby w mieszkaniu były takie
          to, a takie meble, sprzęty itd., domagac się napraw itp.
          Mieszkań na wynajem w Polsce jest wiele, ale tylko dla tych którzy mają pieniądze.
          • nvv Re: do bart_smithson 06.02.10, 19:51
            bart_smithson ma dużo racji, a Ty, stef63, racji wg mnie masz mało.
            Ceny wynajmu w Polsce są niższe niż na zachodzie. Niezależnie od tego
            jakie by ceny nie były, niektórzy i tak będą decydować się na wynajem
            bez umowy aby nie dzielić się pieniędzmi z U.S.
            • araceli Re: do bart_smithson 06.02.10, 20:03
              nvv napisał:
              > bart_smithson już wykazał, że myślenie typu "zamiast za wynajem będę
              > opłacać własne mieszkanie i na jedno wyjdzie" jest błędne, bo jest
              > dużo innych ukrytych czynników i kosztów.
              > W jednej opcji dajemy zarobić właścicielowi mieszkania i zwalamy na
              > niego martwienie się o wiele rzeczy, a w drugiej dajemy zarobić
              > bankowi. Jakoś tak w Polsce jest, że jak mamy płacić bliźniemu, to
              > nas cholera bierze, a jak instancji wyższej (np. bankowi), to już nas
              > to tak bardzo nie boli.

              Tylko jeszcze jednej rzeczy w analizie nie wzięliście pod uwagę - po 30 latach kredytu masz mieszkanie, po 30 wynajmu - nie.

              Tak naprawdę więc powinno się porównywać:
              - kwotę przekazywaną właścicielowi mieszkania za wynajem
              - odsetki od kredytu + koszty ubezpieczenia, remontów itd


              PS. przy wynajmie też częściowo płaci się koszty remontów - właściciel wszelkie 'zniszczenia' potrąca zwykle z kaucji wink
              • falllen_angel Re: do bart_smithson 06.02.10, 22:27
                araceli napisała:

                > nvv napisał:
                > > bart_smithson już wykazał, że myślenie typu "zamiast za wynajem będę
                > > opłacać własne mieszkanie i na jedno wyjdzie" jest błędne, bo jest
                > > dużo innych ukrytych czynników i kosztów.
                > > W jednej opcji dajemy zarobić właścicielowi mieszkania i zwalamy na
                > > niego martwienie się o wiele rzeczy, a w drugiej dajemy zarobić
                > > bankowi. Jakoś tak w Polsce jest, że jak mamy płacić bliźniemu, to
                > > nas cholera bierze, a jak instancji wyższej (np. bankowi), to już nas
                > > to tak bardzo nie boli.
                >
                > Tylko jeszcze jednej rzeczy w analizie nie wzięliście pod uwagę - po 30 latach
                > kredytu masz mieszkanie, po 30 wynajmu - nie.

                Spróbujmy odwrotnie, załóżmy, że mamy luźne 300 000 - 400 000 PLN, które chcemy
                utopić w stercie pustaków. Jeżeli sobie zostawimy tę kasę to przyniesie nam ona
                (przy 5%) 15 000 - 20 000 PLN rocznie.

                Myślę, że pozwoli to na wynajęcie miłego gniazdka...

                Niesamowite, wynaleźliśmy perpetum mobile pierwszego rodzaju, czyli posiadamy
                ciastko i jemy ciastko smile

                > PS. przy wynajmie też częściowo płaci się koszty remontów -
                > właściciel wszelkie'zniszczenia' potrąca zwykle z kaucji wink

                Obecnie rynek wymusił pobieranie maksimum jednej kaucji, a są podobno tacy co i
                bez wynajmują.

                A taka jedna kaucja to ledwie, ledwie na rachunki mieszkańca starczy...

                A zniszczenia pokrywa właściciel z własnej kieszeni...

                W.
                • araceli Re: do bart_smithson 06.02.10, 22:44
                  falllen_angel napisał:
                  > Niesamowite, wynaleźliśmy perpetum mobile pierwszego rodzaju, czyli posiadamy
                  > ciastko i jemy ciastko smile

                  Tak? Ciekawe bo u mnie działa to w drugą stronę. Kupiłam mieszkanie na kredyt, które obecnie wynajmuję i 'spłacają' je wynajmujący smile

                  W swoim perpetum mobile zapominałeś jeszcze o inflacji - chyba, że uważasz, że uda Ci się zainwestować taką kwotę stabilnie (miesięczne odsetki) na 5% powyżej (mało realne). No i że mało kto ma 'luźnie' 300-400k - taki drobny szczegół.


                  > A zniszczenia pokrywa właściciel z własnej kieszeni...

                  Sądy mają inne zdanie.
                  • kuczyska Re: do bart_smithson 06.02.10, 23:20
                    araceli napisała:


                    > Tak? Ciekawe bo u mnie działa to w drugą stronę. Kupiłam mieszkanie na kredyt,
                    > które obecnie wynajmuję i 'spłacają' je wynajmujący smile

                    Mi też inni kupują mieszkanie smile
                    • mazel_tov Re: do bart_smithson 07.02.10, 22:35
                      Super, za 35 lat, kiedy już będzie stare i zniszczone, będziesz sie mogła do
                      niego wprowadzić
                      • kuczyska Re: do bart_smithson 08.02.10, 09:51
                        mazel_tov napisał:

                        > Super, za 35 lat, kiedy już będzie stare i zniszczone, będziesz sie mogła do
                        > niego wprowadzić

                        wiem, że super smile tym bardziej, że to nie będzie za 35 latsmile
                        Twoje ironiczne argumenty są totalnie bez sensu, bo
                        1.jak w mieszkaniu mieszka właściciel, to mieszkanie sie nie starzeje??
                        2. można mieszkać w mieszkaniu przez 35 lat, ani razu nie zrobić remontu i mieć mieszkanie igiełkę??

                        A jak znasz inne sposoby, by ktoś obcy za ok. 20 lat dał mi mieszkanie zupełnie za friko, choćby w stanie do kapitalnego remontu, byle w mieście uniwersyteckim, to chętnie skorzystam smile bo niestety pomysł z kredytem hipotecznym mogę wykorzystać tylko raz.
                  • nvv Re: do bart_smithson 06.02.10, 23:44
                    > Tak? Ciekawe bo u mnie działa to w drugą stronę.
                    > Kupiłam mieszkanie na kredyt,
                    > które obecnie wynajmuję i 'spłacają' je wynajmujący smile

                    Fajnie, może uda się, że najemcy spłacą Ci mieszkanie w całości i jeszcze Twój wkład własny (to się okaże za 30lat), czego Ci oczywiście życzę, ale trzeba zdać sobie sprawę, że ten zarobek jest obarczony:

                    * pewnym ryzykiem (np. Twoje mieszkanie może stracić na wartości, może za 30lat w ogóle już go nie będzie, ceny wynajmu mogą spaść, Ty możesz stracić inne dochody i możliwość spłaty kredytu, a bank zabierze mieszkanie, najemcy mogą zwinąć się bez płacenia i kaujca może nie pokryć zniszczeń poczynionych i sprzętów które wyniosą, etc.)

                    * i jest też obarczony Twoją pracą (w okresie gdy najemca odchodzi i trzeba znaleźć kogoś innego, okresy przestoju bez najemcy to koszty w plecy bo czynsz do spółdzielni trzeba zapłacić, sprzątanie po najemcach, którzy zostawili za sobą syf, czasem remonty, użeranie się czasami z niesolidnymi najemcami, niepłacącymi rachunków jeśli się trafią, a mogą się trafić i przez 30 lat pewnie wiele razy się trafią, mogą też się trafić np. tacy co nie będą płacić i nie będą chcieli się wynieść i jeszcze będą mieli małe dziecko, więc będzie prawnie problem aby ich wyeksmitować, etc.
                    • araceli Re: do bart_smithson 07.02.10, 00:05
                      nvv napisał:
                      > A pieniądze na koncie dają procenty bez tej pracy i bez przestojów, bez nerwów

                      O ile się te pieniądze ma nvv - u mnie pracuje kredyt.

                      > Wzieliśmy. Bart nawet napisał, że po 10 latach najmowania mieszkania będzie mia
                      > ł już odłożone pieniądze na mieszkanie, więc po 30 latach może będzie już miał
                      > na 3 mieszkania. wink

                      Bart założył DODATKOWE odkładanie. Dodatkowo to można odkładać i przy kredycie po czym spłacić go wcześniej (np. po upływie czasu kiedy za to się płaci).

                      > Każda sytuacja jest oczywiście inna i indywidualna (zależnie od tego jak dobry
                      > kredyt uda nam się wynegocjować z bankiem, jak tanio kupić mieszkanie VERSUS ja
                      > k tanio uda nam się nająć mieszkanie i jakie mamy plany na przyszłość

                      Dokładnie tak - nie ma jednoznacznej odpowiedzi.


                  • bart_smithson Re: do bart_smithson 07.02.10, 16:46
                    > Tak? Ciekawe bo u mnie działa to w drugą stronę. Kupiłam mieszkanie na kredyt,
                    > które obecnie wynajmuję i 'spłacają' je wynajmujący smile

                    1. Jesli mieszkasz ze współwynajmującymi - po co kupować mieszkanie na własność, żeby jeszcze użerać się z osobami za ścianą?

                    2. Jesli nie mieszkasz - masz swiadomość, że za lat kilka-kilkanaście to mieszkanie nie będzie już takie nowiutkie-świeżutkie? Że całkiem możliwe, że za te kilkanaście lat mogłabyś kupić takie samo kilkunastoletnie mieszkanie o WIELE taniej niż wyniósł Cię kredyt?

                    3. Skąd się bierze Twoje przekonanie że ceny mieszkań ZAWSZE rosną?
                    • araceli Re: do bart_smithson 07.02.10, 17:40
                      1. Nie, nie mieszkam.
                      2. A to mieszkania tracą na wartości z wiekiem? Bo mnie się wydawało, że decyduje standard, lokalizacja, skomunikowanie, infrastruktura dzielnicy, sytuacja na rynku. I jeszcze - jedno - mnie nie 'wynosi' kredyt bo płacę go z opłat za wynajem.
                      3. A gdzie ja niby tak twierdzę?
                      • bart_smithson syf na rynku mieszkaniowym + ciągłe wzrosty 07.02.10, 18:01
                        >> 3. Skąd się bierze Twoje przekonanie że ceny mieszkań ZAWSZE rosną?
                        > 3. A gdzie ja niby tak twierdzę?

                        tu:

                        > 2. A to mieszkania tracą na wartości z wiekiem? Bo mnie się wydawało, że decyduje standard, lokalizacja, skomunikowanie, infrastruktura dzielnicy, sytuacja na rynku.

                        O wzroście decyduje tyle zmiennych, że bronienie chęci kupna mieszkania na kredyt ciągłymi wzrostami na rynku jest śmieszne.

                        O kwocie za którą możesz to mieszkanie ewentualnie odsprzedać decyduje wg mnie (przede wszystkim) jego wykonanie. Naoglądałem się już 3- , 5-letnich apartamentów w Poznaniu gdzie pekają ściany w kuchniach, przecieka dach w garażu podziemnym, okna nie chcą się otwierać...

                        Kupę syfu nabudowano w Polsce przez ostatnie kilka lat goniąc za jak największą liczbą klientów za 7000pln/mkw.
                        • araceli Re: syf na rynku mieszkaniowym + ciągłe wzrosty 07.02.10, 18:08
                          bart_smithson napisał:
                          > O wzroście decyduje tyle zmiennych, że bronienie chęci kupna mieszkania na kred
                          > yt ciągłymi wzrostami na rynku jest śmieszne.

                          Człowieku - a gdzie ja coś takiego kiedykolwiek twierdziłam???? W którym miejscu wymieniałam to jako powód kupna mieszkania???

                          > O kwocie za którą możesz to mieszkanie ewentualnie odsprzedać decyduje wg mnie
                          > (przede wszystkim) jego wykonanie. Naoglądałem się już 3- , 5-letnich apartamen
                          > tów w Poznaniu gdzie pekają ściany w kuchniach, przecieka dach w garażu podziem
                          > nym, okna nie chcą się otwierać..

                          Owszem - dlatego ja kupiłam mieszkanie w dobrym budownictwie.

                          Boli Cię, że komuś się to udało czy jak?
                          • bart_smithson Re: syf na rynku mieszkaniowym + ciągłe wzrosty 07.02.10, 18:26
                            > Boli Cię, że komuś się to udało czy jak?

                            Rozgryzłaś mnie. Gratuluję.

                            Następnym razem poproszę o dyskusję na temat a nie wycieczki osobiste.
                            • araceli Re: syf na rynku mieszkaniowym + ciągłe wzrosty 07.02.10, 18:37
                              bart_smithson napisał:
                              > Następnym razem poproszę o dyskusję na temat a nie wycieczki osobiste.

                              No właśnie na temat - gdzie ja niby napisałam, że ceny będą zawsze rosły?
                              Piszesz coś takiego pod moim postem odnosząc się do fragmentu mojej wypowiedzi -
                              mam więc chyb prawo zadać pytanie dlaczego? Zapytałam to napisałeś o 'śmiesznym
                              bronieniu chęci kupna ciągłymi wzrostami'. Drugi raz atak na nie moje słowa?
                        • falllen_angel Re: syf na rynku mieszkaniowym + ciągłe wzrosty 08.02.10, 13:45
                          bart_smithson napisał:

                          > O kwocie za którą możesz to mieszkanie ewentualnie odsprzedać decyduje wg mnie
                          przede wszystkim) jego wykonanie. Naoglądałem się już 3- , 5-letnich
                          apartamentów w Poznaniu gdzie pekają ściany w kuchniach, przecieka dach w garażu
                          podziemnym, okna nie chcą się otwierać...

                          Te przeciekające garaże to jakaś plaga. Też mnie to spotkało:

                          patrz.pl/zdjecia/wyciek
                          aż zniszczyło mi dach w cabrio:

                          patrz.pl/zdjecia/wyciek1
                          Budynek niby z 2003 czy 2004 roku, a już była ruina. Źle zrobione odprowadzenie
                          wody, że w garażu po dobrym deszczu było po kostki, ściany od tego nasiąkały.
                          Grzyb jak nic za jakiś czas.

                          A najgorsze, że nikt o to nie dba. Moje stanowisko naprawiali ze 3-4 miesiące, a
                          potem mi się znudziło i się wyprowadziłem. Naprawiają zapewne do dziś...

                          Za 30 lat to będzie doskonała inwestycja, jak się nie zawali wcześniej oczywiście...

                          W.
              • kuczyska Re: do bart_smithson 06.02.10, 23:05
                Przy jakim mieszkaniu najem=kredyt?

                Wynajmuję mieszkanie, bo gdybym wzięła kredyt na takie mieszkanie (metrażowo)jak teraz wynajmuję, to bank by brał minimum 2x więcej niż właściciel-zależnie od roku budowy.

                Powszechnie głoszona zaleta: "za 30 lat to będzie moje mieszkanie", jest bez sensu, bo
                1. po co mi za 30 lat 4-pokojowe mieszkanie?
                2. co mi za różnica czy umrę mając akt własności, czy nie?
                3. wolę w spadku zostawić coś wartościowszego niż stare mieszkanie
                4. jak umrę przed spłaceniem ostatniej raty, to nie będzie inaczej niż bym wynajmowała

                myślałam, myślałam i wolę wynajmować i nie martwić się, że po sąsiedzku właściciel zrobił agencję towarzyską a moją mobilność hamuje kredyt. Albo że szkoła pod którą podlegam ma kiepską opinię i muszę liczyć na szczęście by dzieciak poszedł do lepszej.
                • araceli Re: do bart_smithson 06.02.10, 23:13
                  kuczyska napisała:
                  > Wynajmuję mieszkanie, bo gdybym wzięła kredyt na takie mieszkanie (metrażowo)ja
                  > k teraz wynajmuję, to bank by brał minimum 2x więcej niż właściciel-zależnie od
                  > roku budowy.

                  To masz rewelacyjną umowę wynajmu.
                  • kuczyska Re: do bart_smithson 06.02.10, 23:25
                    po prostu tu gdzie wynajmuję nie kupiłabym mieszkania dla siebie, a więc jakbym chciała taki metraż tam gdzie mi się marzy, to by tak to wyglądało.
                  • joankb Re: do bart_smithson 07.02.10, 19:50
                    Niekoniecznie.
                    Patrzysz z punktu widzenia dużego miasta, gdzie na ceny najmu niebagatelny wpływ
                    mają studenci i młodzi tuz po studiach.
                    W mniejszych miastach (mam na myśli małopolskę, tu ceny znam) mieszkania też
                    ostro podrożały przez ostatnie kilka lat.
                    A ceny najmu - dużo mniej.
                    Mieszkanie, które trzeba by kupić za 200-220.000 można wynająć za 400-600 złotych.
              • niebieska_koniczynka porownanie kosztu kredytu i wynajmu 06.02.10, 23:12
                z forum Gospodarka, bardzo ciekawe wyliczenie:

                PRZYKŁAD:
                Wynajem kosztuje 1400. W tym jest czynsz. Przez 3 lata wynajem kosztuje cię 50.400.
                Kredyt na 300.000 na 7% na 30 lat daje ratę 2000 (kalkulator kredytowy). Do tego płacisz 400 czynszu. Po 3 latach oddajesz bankowi i spółdzielni 86.400. Wynajmując zaoszczędzasz 36.000. Mając tą kwotę jako wkład własny idę do banku i biorę mniejszy kredyt na 264.000 (300.000-36.000) na 27 lat (minęło 3 lata). Procent mam niższy bo mam wkład własny i nie muszę płacić ubezpieczenia od braku wkładu własnego. Powiedzmy że bank zejdzie z 7% na 6%. Teraz rata przez kolejne lata to 1650 a łączny koszt kredytu to 535.000. Przy poprzednim kredycie na 300.000 łączny koszt kredytu to było 720.000. Koszt nowego kredytu jest mniejszy o 185.000 (720.000-535.000). Za wynajem zapłciłeś 50.400. Zaoszczędziłeś przez 3 lata 134.600 (185.000-50.400) i dzięki temu masz dużo niższą ratę.
                Niestety w Polsce pokutuje głupia gadka że wynajmując płaci się obcemu. Szkoda tylko że nikt nie powie że biorąc kredyt na 30 lat oddajesz bankowi drugie tyle. To tak jakbyś kupił mieszkanie sobie i drugie takie samo zasponsorował bankowi.

                tutaj link do dwoch ciekawych artykulow:

                gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33204,7431927,Kredyty_hipoteczne__Wiekszosc_klientow_nie_wie__ile.html

                i jeszcze jeden, ktory ukazal sie jakis czas temu na wyborczej, ale znikl po niecalym miesiacu, bo okazal sie zbyt prawdziwy:

                biznes.interia.pl/news/polska-norma-czyli-mieszkaniowy-dobrobyt-na-wstecznym,1408305,4206

                tutaj komentarze z forum GW do tego artykulu, wiele z nich daje naprawde duzo do myslenia:
                forum.gazeta.pl/forum/w,30,104227139,,_Polska_norma_czyli_mieszkaniowy_dobrobyt_na_.html?s=0

                pozdrawiam
                • araceli Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 00:17
                  niebieska_koniczynka napisała:
                  > PRZYKŁAD:
                  > Wynajem kosztuje 1400. W tym jest czynsz. Przez 3 lata wynajem kosztuje cię 50.
                  > 400.
                  > Kredyt na 300.000 na 7% na 30 lat daje ratę 2000 (kalkulator kredytowy). Do teg
                  > o płacisz 400 czynszu.

                  Przykład świetny matematycznie ale zastanówmy się co do jego realności.

                  Mamy wynajem 1400zł (1000zł najmu + 400zł czynszu)
                  Mamy kredyt 2400zł (2000zł raty + 400zł czynszu)

                  Jeżeli oba mieszkania są porównywalne to znaczy, że wynajmujemy mieszkanie o wartości 300.000zł za 1000zł 'odstępnego'. Ja baaaardzo chętnie takie mieszkanie wynajmę smile
                  • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 08:26
                    araceli napisała:

                    > niebieska_koniczynka napisała:
                    > > PRZYKŁAD:
                    > > Wynajem kosztuje 1400. W tym jest czynsz. Przez 3 lata wynajem kosztuje c
                    > ię 50.
                    > > 400.
                    > > Kredyt na 300.000 na 7% na 30 lat daje ratę 2000 (kalkulator kredytowy).
                    > Do teg
                    > > o płacisz 400 czynszu.
                    >
                    > Przykład świetny matematycznie ale zastanówmy się co do jego realności.
                    >
                    > Mamy wynajem 1400zł (1000zł najmu + 400zł czynszu)
                    > Mamy kredyt 2400zł (2000zł raty + 400zł czynszu)
                    >
                    > Jeżeli oba mieszkania są porównywalne to znaczy, że wynajmujemy mieszkanie o w
                    > artości 300.000zł za 1000zł 'odstępnego'. Ja baaaardzo chętnie takie mieszkanie
                    > wynajmę smile

                    W Warszawie mieszkania o wartości 300 000PLN można w chwili obecnej wynająć od
                    700-800 PLN odstępnego.

                    W.
                    • ozlem Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 09:10
                      > W Warszawie mieszkania o wartości 300 000PLN można w chwili obecnej wynająć od 700-800 PLN odstępnego.

                      Możesz rzucić jakieś namiary? Znajoma szuka w Warszawiw i za 700-800zł (plus liczniki) to są oferty pokoju w dzielonym mieszkaniu, a nie samodzielne mieszkanie
                      • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 09:18
                        ozlem napisała:

                        > > W Warszawie mieszkania o wartości 300 000PLN można w chwili obecnej wynaj
                        > ąć od 700-800 PLN odstępnego.
                        >
                        > Możesz rzucić jakieś namiary? Znajoma szuka w Warszawiw i za 700-800zł (plus
                        liczniki) to są oferty pokoju w dzielonym mieszkaniu, a nie samodzielne mieszkanie

                        Naprawdę czytanie z odrobiną zrozumienia jest takim problemem?!

                        700-800 odstępnego + czynsz 400, czyli sumarycznie 1100-1200 + liczniki

                        W.
                        • ozlem Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 09:30
                          Cena 1100-1200 nadal jest bardzo atrakcyjna zważywszy że kawalerki w Warszawie zaczynają się od 1500+ czynsz +liczniki- dziewczyna szuka 3 miesiąc więc chyba wie co mówi.

                          Bardzo prosze o namiary
                          • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 09:40
                            ozlem napisała:

                            > Cena 1100-1200 nadal jest bardzo atrakcyjna zważywszy że kawalerki w Warszawie
                            zaczynają się od 1500+ czynsz +liczniki- dziewczyna szuka 3 miesiąc więc chyba
                            wie co mówi.

                            1500+czynsz+liczniki za kawalerkę?!?!?!? Takie żarty nie są śmieszne... Za tyle
                            to w ścisłym centrum z przeznaczeniem na agencje.

                            Może nie umie szukać?

                            warszawa.gumtree.pl/f-Nieruchomosci-dom-mieszkanie-wynajme-Warszawa-2-pokoje-W0QQAQ5fNumberRoomsZ2QQCatIdZ9008QQLocationZ3200008QQmaxPriceZ1Q20300
                            O to wygląda całkiem ciekawie:

                            warszawa.gumtree.pl/c-Nieruchomosci-dom-mieszkanie-wynajme-prywatne-Nowe-mieszkanie-40m2-przy-metrze-Wilanowska-W0QQAdIdZ183979768
                            W.
                            • ozlem Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 09:57
                              Szukac raczej umie, bo ogladanie ogloszen to jedno, a konkrety w postaci tego jak mieszkanie wygląda w realu, co konkretnie ma na stanie i co w jakiej wysokości wchodzi w opłaty - to zupełnie inna bajka.

                              Oczywiście są tzw. okazje, gdy ktoś musi wynająć mieszkanie szybkoi zchodzi z ceny (bo np. wyjeżdza za granice) i jest to mieszkanie w dobrym standardzie (cały czas mówimy przecież o mieszkaniu wartym 300tys). Ale to nie jest norma dla całej Warszawy, a już na pewno nie za 700-800 "odstępnego".

                              • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 10:18
                                > Oczywiście są tzw. okazje, gdy ktoś musi wynająć mieszkanie szybkoi zchodzi z
                                ceny (bo np. wyjeżdza za granice) i jest to mieszkanie w dobrym standardzie
                                (cały czas mówimy przecież o mieszkaniu wartym 300tys). Ale to nie jest norma
                                dla c ałej Warszawy, a już na pewno nie za 700-800 "odstępnego".

                                Nie rozmawialiśmy o normach, tylko o tym czy się da mieszkanie warte 300 000
                                nająć za 1000 odstępnego.

                                W.
                                • ozlem Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 10:39
                                  Stad tez moje stwierdzenie, że pewnie się da, ale na zasadzie wyjątkowej okazji.
                              • gggaaaddd Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:09
                                Akurat interesowałam się rynkiem wynajmu kawalerek. Ceny z czynszem
                                wahają się od min. 1300 zł do ponad 2000 zł. Kolega z pracy
                                wynajmuje np 37 m na Białołęce za 1400 zł (mieszkanie nowe
                                przyzwoicie wykończone). Dzielnice bliżej centrum oczywiście są
                                droższe. Myślę, że za kawalerkę z dobrym dojazdem do centrum i w
                                miarę wygladającą trzeba zapłacić conajmniej 1600 zł. Niestety takie
                                są realia.
                            • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 12:53
                              falllen_angel napisał:
                              > Może nie umie szukać?

                              Zarzucasz, że nie umie szukać a sam podrzucasz mieszkania za 1200-1300. Ja czekam na te Warszawskie mieszkania o wartości 3000tys za 700-800zł odstępnego smile

                              Gratka mówi, że w tej cenie to mogę mieć 'przytulny pokój w mieszkaniu':
                              dom.gratka.pl/mieszkania-do-wynajecia/lista/,warszawa,700,800,co,cd.html
                              • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 13:00
                                araceli napisała:

                                > falllen_angel napisał:
                                > > Może nie umie szukać?
                                >
                                > Zarzucasz, że nie umie szukać a sam podrzucasz mieszkania za 1200-1300. Ja
                                czekam na te Warszawskie mieszkania o wartości 3000tys za 700-800zł odstępnego smile

                                Za często używasz pojęć których nie ogarniasz.

                                W.
                                • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 13:33
                                  falllen_angel napisał:
                                  > Za często używasz pojęć których nie ogarniasz.

                                  Że co przepraszam? Którego niby słowa nie rozumiem? Jak zwykle rzucasz
                                  hasełkiem, na poparcie którego nic nie potrafisz przedstawić. Jak kończą Ci się
                                  argumenty merytoryczne (o ile w ogóle po nie sięgasz) to zaczynają personalne.
                                  Nic więcej nie potrafisz w temacie powiedzieć, to po co w ogóle piszesz?
                                  • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 13:53
                                    araceli napisała:

                                    > falllen_angel napisał:
                                    > > Za często używasz pojęć których nie ogarniasz.
                                    >
                                    > Że co przepraszam? Którego niby słowa nie rozumiem? Jak zwykle rzucasz
                                    > hasełkiem, na poparcie którego nic nie potrafisz przedstawić. Jak kończą Ci się
                                    > argumenty merytoryczne (o ile w ogóle po nie sięgasz) to zaczynają personalne.
                                    > Nic więcej nie potrafisz w temacie powiedzieć, to po co w ogóle piszesz?

                                    Chciałaś wynająć mieszkanie warte 300 000PLN za 1400 PLN, podałem całą listę
                                    tańszych. Czego jeszcze oczekujesz?

                                    Co niby jest nie merytoryczne?

                                    Czego nie ogarniasz, że 1200 to mniej niż 1400? Czy że każde z nich może być
                                    warte 300 000 PLN?

                                    Jeszcze Ci powiem, że z tych 1200 PLN jest często spokojnie do urwania 100 czy
                                    200 PLN, jak się jest dobrym negocjatorek lub jak się na przykład zapłaci
                                    właścicielowi z góry za rok.

                                    W.
                                    • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 14:03
                                      falllen_angel napisał:
                                      > Chciałaś wynająć mieszkanie warte 300 000PLN za 1400 PLN, podałem całą listę
                                      > tańszych. Czego jeszcze oczekujesz?

                                      Po pierwsze - podałeś parę mieszkań poniżej 1400 ale niestety nie pofatygowałeś
                                      się sprawdzić czy w cenę jest czy nie jest wliczony czynsz. Zwykle jest napisane
                                      1400+opłaty - w opłatach trzeba doliczyć czynsz.

                                      Po drugie - pisałeś o mieszkaniach w Warszawie za 700-800zł odstępnego - wciąż
                                      czekam na przykład.
                                      • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:03
                                        araceli napisała:

                                        > falllen_angel napisał:
                                        > > Chciałaś wynająć mieszkanie warte 300 000PLN za 1400 PLN, podałem całą li
                                        > stę
                                        > > tańszych. Czego jeszcze oczekujesz?
                                        >
                                        > Po pierwsze - podałeś parę mieszkań poniżej 1400

                                        2 pokojowe w zakresie cenowym 1200-1300. Wszystkich poniżej 1400 jest tyle, że
                                        nie chciałem śmiecić za bardzo.

                                        >ale niestety nie pofatygowałeś się sprawdzić czy w cenę jest czy >nie jest
                                        wliczony czynsz. Zwykle jest napisane 1400+opłaty - w
                                        >opłatach trzeba doliczyć czynsz.

                                        Wybitna specjalisto od nieruchomości, w Polsce standardem jest podawać w
                                        ogłoszeniu o wynajem nieruchomości sumę wszelkich opłat stałych. Tak więc owe
                                        opłaty to zazwyczaj tylko prąd oraz gaz, ponieważ gdyż zaliczka na wodę i
                                        ogrzewanie bywa wliczona w czynsz. I bywa wystarczająca na normalne użycie

                                        Dwa przykłady pokazujące, że czynsz jest wliczony:

                                        warszawa.gumtree.pl/c-Nieruchomosci-dom-mieszkanie-wynajme-prywatne-WYNAJM-KAWALERK-BEZPO-REDNIO-W0QQAdIdZ184541721
                                        warszawa.gumtree.pl/c-Nieruchomosci-dom-mieszkanie-wynajme-agencje-2-pokoje-Centrum-ul-Krolewska-przy-samym-Metrze-W0QQAdIdZ179077027
                                        oraz jeden pokazujący, że czasem nie jest, ale trzeba to wyraźnie zaznaczyć:

                                        warszawa.gumtree.pl/c-Nieruchomosci-dom-mieszkanie-wynajme-prywatne-Wynajme-2-pokojowe-mieszkanie-na-Radzyminskiej-Praga-Pn-W0QQAdIdZ179423478
                                        Ale skoro wiesz lepiej co zrobiłem, a co nie to chyba nie ma sensu... Znaczy i
                                        tak nie ma sensu.

                                        > Po drugie - pisałeś o mieszkaniach w Warszawie za 700-800zł odstępnego - wciąż
                                        czekam na przykład.

                                        Przestań się kompromitować i czytaj, aż zrozumiesz...

                                        W.
                                        • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:16
                                          falllen_angel napisał:
                                          > Dwa przykłady pokazujące, że czynsz jest wliczony:

                                          Owszem - w pierwszym przykładzie jest ale to 1000zł za kawalerkę 17m2!!!!!!!! Takie mieszkanie ma być warte 300 tysięcy????

                                          Po drugie - 'czynsz' to bardzo różne rzeczy - w czynszu może być wliczona woda, ogrzewanie a nawet gaz czy energia. A może nie być żadnej z tych rzeczy czyli tylko koszty administracji, f. remontowy i wywóz śmieci - to nie wyniesie 400zł.


                                          > Przestań się kompromitować i czytaj, aż zrozumiesz...

                                          No tak - bo przykładu poparcia na własne słowa nadal nie potrafisz podać. Wystarczyłyby konkretne linki ze zdjęciami i opisem ale nie - lepiej atakować personalnie.


                                          Falllen_angel - napisałeś:
                                          'W Warszawie mieszkania o wartości 300 000PLN można w chwili obecnej wynająć od 700-800 PLN odstępnego.'

                                          Wciąż czekam na konkretne, weryfikowalne przykłady. Jak nie to EOT.
                                          • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:26
                                            araceli napisała:

                                            > falllen_angel napisał:
                                            > > Dwa przykłady pokazujące, że czynsz jest wliczony:
                                            >
                                            > Owszem - w pierwszym przykładzie jest ale to 1000zł za kawalerkę 17m2!!!!!!!! T
                                            > akie mieszkanie ma być warte 300 tysięcy????

                                            Czytaj czego jest to przykład, potem jeszcze raz i jeszcze raz. I tak do skutku,
                                            ponieważ ja straciłem wiarę...

                                            W.
                                            • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:31
                                              falllen_angel napisał:
                                              > Czytaj czego jest to przykład, potem jeszcze raz i jeszcze raz. I tak do skutku,
                                              > ponieważ ja straciłem wiarę...

                                              Wiem CZEGO jest to przykład. Natomiast wciąż czekam na te warszawskie mieszkania warte 300 tys za 700-800zł odstępnego!!
                                              • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:37
                                                araceli napisała:

                                                > falllen_angel napisał:
                                                > > Czytaj czego jest to przykład, potem jeszcze raz i jeszcze raz. I tak do
                                                > skutku,
                                                > > ponieważ ja straciłem wiarę...
                                                >
                                                > Wiem CZEGO jest to przykład.

                                                Czego?

                                                W.
                                                • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:51
                                                  falllen_angel napisał:
                                                  > Czego?

                                                  Tego, że czynsz może być wliczany w cenę (czemu nie przeczyłam, zwróciłam uwagę, że podanych wcześniej przykładach takiej informacji nie było). Zauważ, że jeżeli jest to jest to podane.

                                                  Kiedy podasz przykłady popierające swoje słowa?
                                                  • falllen_angel Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 08.02.10, 14:36
                                                    araceli napisała:

                                                    > falllen_angel napisał:
                                                    > > Czego?
                                                    >
                                                    > Tego, że czynsz może być wliczany w cenę (czemu nie przeczyłam, zwróciłam
                                                    uwagę, że podanych wcześniej przykładach takiej informacji nie było).

                                                    Ponieważ zasadniczo przyjmuje się to jako normę.

                                                    >Zauważ, że jeżeli jest to jest to podane.

                                                    Zauważ, że jeżeli nie jest to też jest podane. Był przykład również.

                                                    Po prostu są ludzie mniej dokładni i bardziej. Są tacy co się spieszą i tacy co
                                                    mają czas na dopieszczanie ogłoszenia.

                                                    > Kiedy podasz przykłady popierające swoje słowa?

                                                    Jak przeczytasz wątek jeszcze raz ze zrozumieniem to znajdziesz.

                                                    W.
                                                  • araceli Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 08.02.10, 15:06
                                                    falllen_angel napisał:
                                                    > Jak przeczytasz wątek jeszcze raz ze zrozumieniem to znajdziesz.

                                                    Czyli nie potrafisz jak zwykle. Tak właśnie myślałam smile
                                        • gggaaaddd Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 07.02.10, 16:17
                                          Nie chce się mądrzyć, ale sama szukałam kawalerki w Wwie i niestety
                                          w ogłoszeniach właściele proponują jedno, a później po kontakcie
                                          telefonicznym okazuje się, że jest to cena bez czynszu, nie mówiąc o
                                          innych opłatach i okazuje się, że oferta nie jest wcale atrakcyjna.
                                          Piszę o tym, bo sama wielokrotnie przekonowałam się dzwoniąc. Realna
                                          cena wynajmu kawalerki z czynszem bez liczników w W-wie tak jak
                                          pisałam wyżej to od min. 1300 zł do 2000 zł.
                                        • femme-fatale Re: Porównywanie jabłek do gruszek... 08.02.10, 10:45
                                          Na gumtree większość atrakcyjnych cenowo ofert stanowią fikcyjne ogłoszenia,
                                          zamieszczone przez "biura obrotu nieruchomościami", które wyłudzają opłatę za
                                          "rejestrację w systemie". Więc ekscytowanie się takimi ogłoszeniami jest mocno
                                          na wyrost.
                • gggaaaddd Re: porownanie kosztu kredytu i wynajmu 07.02.10, 08:57
                  Witam. co do przykładu i większej opłacalności wynajmu. Wyliczenia
                  byłyby ok, gdyby ceny mieszkań przez 3 lata nie wzrosły. Takiej
                  jednak sytuacji przewidzieć się nie da. Rzeczywiście ostatnio ceny
                  nie rosną, ale wyraźnie widać, że zaczynają się znacząco różnicować
                  Wielka płyta ceny spadają znacząco, a nowe wykończone mieszkania
                  trzymają cenę. Myślę, że większość szczególnie młodych ludzi jednak
                  w wielkiej płycie mieszkać nie chce. Poza tym przez ostatnie 2 lata
                  ludzie trochę mieszkań na rynku pierwotnym kupili po niezbyt
                  korzystnych cenach, więc nie będą skłonni przy sprzedaży do
                  obniżania ceny.
              • bart_smithson Re: do bart_smithson 07.02.10, 16:42
                > Tylko jeszcze jednej rzeczy w analizie nie wzięliście pod uwagę - po 30 latach
                > kredytu masz mieszkanie, po 30 wynajmu - nie.

                Po 30 latach kredytu mam 30-letnie mieszkanie, które (gdyby wzięte dzisiaj) kosztowało 2,5x więcej.

                Po 30 latach (czemu aż tyle?) wynajmu mam dość kasy by kupić sobie nowiusienki apartament w sam raz dla 60-latków.
            • stef63 Re: do bart_smithson 07.02.10, 10:42
              nvv napisał:

              > bart_smithson ma dużo racji, a Ty, stef63, racji wg mnie masz mało.
              > Ceny wynajmu w Polsce są niższe niż na zachodzie.

              Dalej będę się upierac, że ceny wynajmu mieszkań w Polsce są bardzo duże.
              Chodzi mi o proporcję wysokości większości pensji w Polsce do wysokości cen
              najmu. Nie myślę tu o średniej krajowej, bo większośc Polaków nie zarabia
              średniej krajowej. Myślę o przeciętnych ludziach, jakich w Polsce jest
              większośc. Więkoszośc Polaków to nie są ludzie młodzi, zdrowi, dobrze
              wykształceni (super fachowcy) o których biją się firmy, nie mający na utrzymaniu
              rodziny czy innych zobowiązań, którzy w każdej chwili mogą przeniesc się w inne
              miejsce za pracą.

              Przykład z mojego życia:
              13 lat temu zapisałam się do kasy mieszkaniowej.
              Zasady kas były takie:
              oszczędzało się minimum trzy lata (kwotę samemu się deklarowało) -
              oprocentowanie tej kwoty było kiepskie albo żadne (już nie pamiętam), ale kwotę
              wpłaconą można było odliczyc od podatku. Super interes to to nie był, bo
              oprocentowanie lokat było wtedy większe. Po okresie oszczędzania można było
              otrzymac nisko oprocentowany kredyt. Czas na spłatę kredytu był taki jak czas
              oszczędzania. W moim przypadku trzy lata oszczędzałam i trzy lata miałam na
              spłatę kredytu.
              Kasy już nie istnieją bo się nie sprawdziły, ale w w moim przypadku się sprawdziły.
              Po trzech latach oszczędzania kupiłam od spółdzielni nowe mieszkanie w nowo
              wybudowanym bloku - 34m2 za 70.000 tys.
              Już mieszkając w tym mieszkaniu przez trzy lata spłacałam kredyt z kasy
              mieszkaniowej. Miałam 36.000 tys. kredytu (czyli 36 rat x 1150 zł rata), reszta
              to moje oszczędności.
              Dzisiaj moje mieszkanie mogłabym sprzedac za jakieś 120-150 tys.
              Gdybym 13 lat temu nie zdecydowała się na oszczędzanie w kasie to dzisiaj nie
              miałabym ani mieszkania ani oszczędności, bo wszystko poszłoby na wynajem, i nie
              miałabym poczucia stabilności. Od kiedy mam to mieszkanie to wiem, że póki płacę
              czynsz to mogę w nim mieszkac, że nie przyjdzie właściciel i nie karze mi się za
              miesiąc wyprowadzic, mam meldunek który w Polsce jest potrzebny w wielu
              sytuacjach, urządziłam mieszkanie tak żebym czuła się w nim dobrze (w końcu
              mieszkanie to nie hotel).
              10 lat temu mój pierwszy czynsz za to mieszkanie wynosił miesięcznie ok. 60 zł
              (sam czynsz - ogrzewanie osobno, światło, woda, gaz, tv też osobno). Dzisiaj mój
              czynsz (sam czynsz) to 142 zł miesięcznie - ponieważ spółdzielnia co kilka
              miesięcy podwyższa czynsz.
              Kto mi za taki czynsz lub nawet 100% więcej wynajmie takie mieszkanie? Gdybym
              wynajmowała takie mieszkanie to musiałabym zapłacic haracz za wynajem jakieś
              500-700 zł miesięcznie + normalny czynsz + wszystkie opłaty (jak ogrzewanie,
              woda, itd.).
              Kiedyś w swoim życiu przez 2 lata wynajmowałam mieszkanie. Na ten wynajem poszły
              wszystkie moje oszczędności i dalej nie miałam mieszkania i wiem jak wygląda
              życie w wynajętym mieszkaniu. Wtedy postanowiłam zrobic wszystko aby więcej nie
              płacic haraczu za wynajem.
              Ja nie miałam szans żeby dostac jakieś mieszkanie komunalne, spółdzielcze czy
              jakieś inne lokatorskie. Miałam do wyboru kupic za 100% wartości lub całe życie
              wynajmowac. Wybrałam kupno i nie żałuję.
              Też wolałabym dostac mieszkanie spółdzielcze lub komunalne o standardzie
              własnościowym (obok mnie jest taki blok komunalny, który niczym się nie różni od
              mojego bloku, w moim mieście jest takich bloków więcej - różnica jest tylko taka
              że jedni dostali za darmo, inni musieli sobie kupic za 100% wartości, a o
              przyznaniu mieszkania decydowały odpowiednie koneksje rodzinne, układy itp - nie
              mieszkają tam ludzie biedni).
              Ja rozumiem, że właściciel mieszkania jak wynajmuje musi coś z tego miec, ale
              chodzi mi o proporcje cen wynajmu do większości pensji. Wynajem nie jest
              osiągalny dla przeciętnych Kowalskich.
              Dalej będę się upierac, że przebierac w mieszkaniach na wynajem i stawiac
              warunki właścicielowi to może ktoś kto ma kasę.



              • ania78p Re: do bart_smithson 07.02.10, 11:02
                A dlaczego używasz sformułowania "haracz za wynajem"?
                Właściciel mieszkania ma je oddać za darmo??
                Jeśli ktoś nie chce wynajmować mieszkania za określoną stawkę to tylko jego
                problem, że go nie stać. Za mniejszą kwotę wynajmu też coś znajdzie a że to może
                być zły standard i odległa lokalizacja to inna kwestia.
                Z jakiej racji właściciel mieszkania ma wynajmować za bezcen??
                • stef63 Re: do ania78p 07.02.10, 21:30
                  [i][i]ania78p napisała:

                  > A dlaczego używasz sformułowania "haracz za wynajem"?



                  Nie wiem gdzie znajdzie się moja odpowiedź, bo coś mi się wklejają nie tam gdzie
                  bym chciała.
                  Odpowiadam:
                  Słowo haracz może nie jest najszczęśliwsze do określenia ceny za wynajem.
                  Napisałam tak ponieważ wśród moich znajomych, znam przynajmniej kilkanaście
                  przypadków jak wynajmujący właściciele mieszkań nieładnie postąpili wobec tych
                  którym wynajmowali mieszkanie. Nie zawsze jest tak że właściciele dbają o
                  mieszkania i robią remonty. Niektórzy chcą tylko jak najwięcej wyciągnąc od
                  lokatora, który musi wynajmowac mieszkanie. Oczywiście nie wszyscy.

                  Np. Moja koleżanka która mieszka w innym mieście niż ja, wynajmowała przez kilka
                  lat mieszkanie na poddaszu w prywatnej kamiennicy. Płaciła za wynajem niewiele,
                  ale też niewiele było w tym mieszkaniu - brak wody, łazienki, ogrzewania. Z
                  chwilą kiedy moja koleżanka wyszła za mąż właścicielka kamiennicy natychmiast
                  podwyższyła jej czynsz 10 razy, pomimo że w mieszkaniu nie zmieniło się nic, ani
                  metraż, ani standard. Już po podwyżce wodę do mieszkania moja koleżanka
                  pociągnęła sobie na własny koszt.

                  W mojej klatce jest od początku mieszkanie na wynajem.
                  Lokatorzy w tym mieszkaniu zmieniają się co parę miesięcy.
                  W tym mieszkaniu nie jest nic porządnie zrobione. Ciągle są zalewani sąsiedzi
                  którzy mieszkają bezpośrednio pod tym mieszkaniem. Właściciela to kompletnie nie
                  obchodzi. Nie wiadomo nawet jak się z nim skontaktowac. Jak przychodzi po swoje
                  pieniądze za wynajem to odbiera je na parkingu przed blokiem, nawet nie wchodzi
                  do swojego mieszkania.
                  Zalewana sąsiadka zgłosiła to do spółdzielni, efekt żaden.
                  Najdłużej w tym mieszkaniu mieszkała dziewczyna z dzieckiem chorym na porażenie
                  mózgowe. Nie dośc, że płaciła sporo za wynajem + czynsz + opłaty, dbała o to
                  mieszkanie to jeszcze ją właściciel kantował na rachunkach za gaz i prąd. Udało
                  jej się kiedyś przechwycic te rachunki bezpośrednio od inkasentów i wtedy
                  dopiero zobaczyła ile naprawdę powinna płacic.
                  Takich przykładów mogłabym podac więcej, ale nie chce się rozpisywac, bo i tak
                  piszę za dużo.


                  > Właściciel mieszkania ma je oddać za darmo??

                  Nigdzie nie napisałam że wynajmowane mieszkania mają byc za darmo lub za małe
                  pieniądze. Napisałam, że wynajem mieszkań w Polsce jest bardzo drogi, że
                  przeciętnego Kowalskiego nie stac na wynajem.
              • ozlem Re: do bart_smithson 07.02.10, 11:08
                >Ja rozumiem, że właściciel mieszkania jak wynajmuje musi coś z tego miec, ale chodzi mi o proporcje cen wynajmu do większości pensji.

                Warto zdawać sobie sprawę, ze wynajmujący zazwyczaj nie ustawiają cen za swoje lokale pod średnią pensję, ale w porównaniu do zysku jaki mieliby z lokat przy sprzedaży. Jesli zysk z wynajmu jest niższy niz z lokaty, wynajem przestaje się właścicielowi opłacać. A nikt nie ma obowiązku wynajmować ze stratą.
              • nvv Re: do bart_smithson 07.02.10, 12:25
                Myślę, że większym problemem (i źródłem problemu wysokich cen wynajmu, jeśli je nazwiemy wysokimi) są wysokie ceny mieszkań
          • bart_smithson Re: do bart_smithson 07.02.10, 16:37
            > Dlatego bardzo często ludzie, aby obniżyc koszty wynajmu wynajmują > bez umowy.

            Sami sobie szkodzą.

            > Warunki co do wynajmu można stawiac właścicielowi jak się ma kasę.

            Warunki można stawiać jak się rozumie, że obie strony chcą być w sytuacji win-win. Ja dam Ci zarobić a ty ze mnie nie zedrzesz. Przez 4 lata na studiach wynajmowaliśmy ze znajomymi jedno mieszkanie. Z roku na rok coraz łatwiej było przekoanać własciciela do pewnych ustępstw. On miał pewność, że kasa będzie pojawiała się co miesiąc - nam czynsz ani razu nie podskoczył. A kilka remontów tam miało miejsce.

            > Ludzie bez kasy często muszą miec wiele własnych sprzętów, mebli itd., aby mogl
            > i
            > zamieszkac w wynajmowanym mieszkaniu

            Ludziom często się wydaje, że posiadanie czyni ich ludźmi. Że należy mieć to i tamto, żeby zabłysnać przed znajomymi. Żeby nie uważali mnie za biedaka kupie sobie garnki Zeptera... ale to już zupełnie inny temat.

            > cokolwiek chcę
            > zrobic w wynajętym mieszkaniu aby poprawic sobie standard, muszę zrobic na
            > własny koszt bo właściciel mi tego nie odda. Właściciel np. zgadza się na
            > położenie tapety w łazience lub pomalowanie, ale nie zgadza się na położenie
            > płytek - bo to już jest koszt większy - jak położę płytki to na własny koszt.

            A na cholerę mi płytki w łazience? Chcesz położyć mu płytki w łazience? Zrób to, napewno kolejny najemca to doceni wink

            > więc lepiej opłaca się wziąśc kredyt - spłacac duże raty, które
            > często są takie jak cena za wynajem, a kiedyś to mieszkanie na kredyt będzie
            > moje i już od początku mogę je sobie urządzic tak jak chcę.

            Priorytety każdego człowieka są inne. Mnie nie stać na branie kredytu tylko po to by mieć w łazience płytki w moim ulubionym kolorze i toaletę z bidetem.

            > Wtedy też można wymagac od właściciela, aby w mieszkaniu były takie
            > to, a takie meble, sprzęty itd., domagac się napraw itp.

            Domagać się napraw należy zawsze. A co do mebli i sprzętów - obowiązuje minimum. Nie przesadzajmy z suszarkami do bielizny, kawiarkami czy meblami w kolorze bananowym.

            > Mieszkań na wynajem w Polsce jest wiele, ale tylko dla tych którzy mają pieniądze.

            I wszystkie Twoje punkty powyżej tylko udowadniają "biednym" żeby brali kredyty i stawali się jeszcze biedniejsi...
            • stef63 Re: do bart_smithson 07.02.10, 21:46
              Warunki można stawiać jak się rozumie, że obie strony chcą być w sytuacji
              win-win. Ja dam Ci zarobić a ty ze mnie nie zedrzesz. Przez 4 lata na studiach
              wynajmowaliśmy ze znajomymi jedno mieszkanie. Z roku na rok coraz łatwiej było
              przekoanać własciciela do pewnych ustępstw. On miał pewność, że kasa będzie
              pojawiała się co miesiąc - nam czynsz ani razu nie podskoczył. A kilka remontów
              tam miało miejsce.


              Inaczej podchodzi się do wynajętego mieszkania jeżeli okres wynajmu jest krótki,
              jeżeli to mieszkanie jest tylko pewnym etapem w życiu, a inaczej jeżeli ma się
              to mieszkanie wynajmowac przez znacznie dłuższy okres czasu.
              • bart_smithson Re: do bart_smithson 07.02.10, 22:52
                > Inaczej podchodzi się do wynajętego mieszkania jeżeli okres wynajmu jest krótki
                > ,
                > jeżeli to mieszkanie jest tylko pewnym etapem w życiu, a inaczej jeżeli ma się
                > to mieszkanie wynajmowac przez znacznie dłuższy okres czasu.

                Zgadzam się z Tobą w 100%. I nie do końca rozumiem w odniesieniu do czego to napisałaś.
                Że przy mieszkaniu "na dłużej" chce się robić remonty? Czy że w mieszkaniu "na dłużej" łatwiej o ustępstwa ze strony właściciela?

                Na obecnym etapie mojego życia "życie na wynajmowanym" przeciwstawiam "kredytowi na swoje własne". W ciągu dwóch ostatnich lat mieszkanie zmieniliśmy 4 razy tylko po to by w końcu trafić na "to właściwe" (umowa na pół roku by mieszkanie "przetestować" a potem możemy porozmawiać o dłuższej współpracy).

                Po półrocznym teście: układ+położenie+wyposażenie nam odpowiadają. Kilka mniejszych wad jest przełoniętych przez to jaką osobą jest właściciel - nie narzuca się, chce mieć kogoś spokojnego, pewnego, płacącego w terminie na dłużej. Tylko raz do nas zajrzał. Resztę rzeczy załatwiliśmy przez telefon czy maila. Po tym jak obniżył czynsz zupełnie nie mamy interesu by monitorować rynek wynajmu mieszkań.
        • zanet_kaleta Re: życie z kredytami 07.02.10, 12:25
          >Mój dom gdzie praca moja.

          żal mi Ciebie

          "Tu dom mój, gdzie serce moje" przeistoczyło się w Twoje powiedzenie.
          Ja też dużo podrużuję, na rynku pracy od 2 lat, od 2 lat również
          mieszkam w swoim mieszkaniu, mam gdzie wracać, mam swoje łóżko i
          swoją kuchnię, i tylko tutaj czuję, ze jestem na prawdę u siebie. W
          innych mistach Polski bywam średnio przez 8 miesięcy w roku, na
          weekendy przeważnie U SIEBIE, i wtedy dopiero jestem szczęśliwa... i
          tak, mieszkanie kupiłam na kredyt, i tu jest mój dom, i serce moje smile
          • zanet_kaleta Re: życie z kredytami 07.02.10, 12:26
            podróżuję oczywiście smile przepraszam
            https://www.suwaczki.com/tickers/iuff07dw8kpaz13t.png
          • bart_smithson Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:03
            > żal mi Ciebie

            Przyjęte.
            A masz coś do dodania w temacie?
            • zanet_kaleta Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:09
              tak, napisałam w tym samym poście, co to, ze mi Ciebie żal
        • katarzynka200 Re: życie z kredytami 28.02.10, 07:40
          bart_smithson, miałam to samo zdanie co Ty , dotad dokąd nie kupiłam
          mieszkania na kredyt.
          Wynajmowalam pokoj w 3 osoby u kogos po 250 za osobe.razem 750.
          kilka lat wstecz. pokoj 10m2.
          zdecydowalsmy sie kupivc mieszkanie bo dziecko coraz większe było.
          Kupilismy fajne mieszkanie 3 pokojowe. Kredyt na 35 lat, rata stała
          550-600 plus ubepizeczenie 30 zł miesiecznie.
          Mamy ok 70m2. płacimy mniej, jest to warszawa.
          Robię co chce, jestem na swoim. Mieszkanie potroiło wartość, moge je
          sprzedac, spłacic kredyt i zostane z wielką sumą pieniedzy-jestem
          zabezpieczona nawet na wynajem na 30 lat za te pieniadze.
          Wynajmowanie to jest takie coś, ze dziś dowidzenia i juz.
          A mnei nie wyrzuci nikt nawet jak raty nie zapłace, bo to ja jestem
          właścielem.
          Odkładaj na konto, to zobaczysz co po 10 latach, nie kupisz sobie
          nic za to, a mieskzanie to wybij sobie z głowy.
          • bart_smithson Odkładaj na konto - nie kupisz sobie nic za to 01.03.10, 17:01
            > Kupilismy fajne mieszkanie 3 pokojowe. Kredyt na 35 lat, rata stała
            > 550-600 plus ubepizeczenie 30 zł miesiecznie.
            > Mamy ok 70m2. płacimy mniej, jest to warszawa.

            > Mieszkanie potroiło wartość, moge je
            > sprzedac, spłacic kredyt i zostane z wielką sumą pieniedzy

            > Odkładaj na konto, to zobaczysz co po 10 latach, nie kupisz sobie
            > nic za to...

            Brakuje mi jednej ważnej informacji:
            - kupiłaś przed 2006?
            - czy może miesiąc temu?

            Bo jeśli miałbym kupować - to nie cofnę się w przeszłość.
    • hala24_2 Re: życie z kredytami 06.02.10, 13:50
      My nie mamy kredytu. Gdy tylko myślę o kredycie staje mi przed
      oczami dzień że nie mam jak go spłacić i co wtedy ??? Myślenie
      pesymistyczne sad. Jednak z dzieciństwa pamiętam jak rodzice budowali
      dom wtedy nagle oprocetowanie ich kredytu bardzo wzrosło , to były
      ciężkie czasy dla wszystkich domowników bo rodzice chcieli spłacić
      pożyczkę jak najszybciej , a miało byc tak kolorowo. Moja mama do
      dziś nie kupiła niczego na raty ani nie wzieła kredytu.To chyba ona
      tak mi wpoiła tą antykredytowość wink.
      • araceli Re: życie z kredytami 06.02.10, 16:22
        hala24_2 napisała:
        > Moja mama do
        > dziś nie kupiła niczego na raty ani nie wzieła kredytu.To chyba ona
        > tak mi wpoiła tą antykredytowość wink.

        Moja przez całe życie kredytu nie wzięła. Ale jak ona kupowała mieszkanie to kosztowało 1tys/m2 wink
      • gggaaaddd Re: życie z kredytami 06.02.10, 16:26
        Witam ponownie rozpoczynając ten wątek miałam na myśli czy czasami
        nie dobijają Was te raty kredytowe czasami czyta się jakiś post i
        osoba piszę że przeznaczas np 800 zł miesięcznie na jedzenie, a na
        kredyt 2000 zł. Ja też zaczęłam spłacać kredyt i też opłaty zżerają
        dużą część dochodów. Jednym słowa szkoda, że ceny mieszkań są tak
        drogie w stosunku do zarobków,a to niestety spowodowane jest
        polityką państwa i deweloperów, którzy z tej polityki korzystają
        narzucając gigantyczne narzuty.
        • falllen_angel Re: życie z kredytami 06.02.10, 16:42
          gggaaaddd napisała:

          > Jednym słowa szkoda, że ceny mieszkań są tak
          > drogie w stosunku do zarobków,a to niestety spowodowane jest
          > polityką państwa i deweloperów, którzy z tej polityki korzystają
          > narzucając gigantyczne narzuty.

          Jest to spowodowane jedynie postawą konsumentów, którzy takie ceny akceptują.
          Ale jak stoi w piśmie po to Bóg stworzył barany by je strzyc.

          W.
          • gggaaaddd Re: życie z kredytami 06.02.10, 17:22
            Chyba nie jest tak do końca jak piszesz. Można nie kupować mieszkań,
            bo się nie akceptuję ceny i czekać na lepsze czasy, ale są różne
            sytuacje np ludzie, którzy są już w takim wieku, że dla nich to
            ostatni dzwonek, aby dostali kredyt. Poza tym są też tacy, którzy od
            wielu lat mieszkają w danym mieście i mają dość wynajmu, który tani
            nie jest, więc cóż ma np robić osoba w średnim wieku bez własnego m.
            Poza tym ceny powinny być dostosowane do zarobków. Mieszkanie nie
            powinno być czymś luksusowym. To jest oczywiście moje zdanie.
            • bart_smithson Re: życie z kredytami 06.02.10, 17:28
              > Poza tym ceny powinny być dostosowane do zarobków. Mieszkanie nie
              > powinno być czymś luksusowym. To jest oczywiście moje zdanie.

              A to już mi tu bardzo nieładnie pachnie... jakimś minionym ustrojem.
              A dlaczegóż nie stwierdzić, że to zarobki powinny być dostosowane do cen mieszkań?
              Wpływu na ceny mieszkań nie mam. A o zarobki jeszcze mogę powalczyć... smile
            • falllen_angel Re: życie z kredytami 06.02.10, 17:28
              gggaaaddd napisała:

              > Poza tym ceny powinny być dostosowane do zarobków.

              Ależ nic nie stoi na przeszkodzie, abyś dostosowywał ceny do zarobków. Chociaż,
              może prościej będzie zarobki do cen?!

              > Mieszkanie nie powinno być czymś luksusowym.

              Nie powinno.

              Nie powinno również być głodnych dzieci. Jeszcze jakieś życzenia do Świętego
              Mikołaja?

              >To jest oczywiście moje zdanie.

              Ależ oczywiście masz do niego prawo...

              W.

            • joankb Re: życie z kredytami 06.02.10, 18:05
              Brak efektu skali - czyli brak większej liczby niekupujących.
              Mieszkania buduje się dla zarobku. I to taka sama, identyczna działalność jak
              produkcja butów czy piwa.
              I tak samo czuła na brak popytu po wysokiej cenie.
              Jest tylko bardziej zideologizowana, budzi większe zainteresowanie mediów,
              łatwiej sterować popytem grając na emocjach.
              I niestety - tak się robi.
        • hala24_2 Re: życie z kredytami 07.02.10, 12:46
          > Witam ponownie rozpoczynając ten wątek miałam na myśli czy czasami
          > nie dobijają Was te raty kredytowe czasami czyta się jakiś post i
          > osoba piszę że przeznaczas np 800 zł miesięcznie na jedzenie, a na
          > kredyt 2000 zł. Ja też zaczęłam spłacać kredyt i też opłaty
          zżerają
          > dużą część dochodów. Jednym słowa szkoda, że ceny mieszkań są tak
          > drogie w stosunku do zarobków,a to niestety spowodowane jest
          > polityką państwa i deweloperów, którzy z tej polityki korzystają
          > narzucając gigantyczne narzuty.

          Niestety decydując się na kredyt decydujesz się na raty i o ile mi
          dobrze wiadomo to wysokość rat jest znana przed zawarciem
          ostatecznej umowy, więc decyzja należy do biorcy kredytu. Osoba taka
          powinna dokładnie przemyśleć jak to wpłynie na jego dotychczasowe
          życie , a nie liczyć że jakoś to będzie.
        • bymyside Re: życie z kredytami 27.02.10, 12:11
          Kredyty są dla ludzi, ale trzeba mieć dużą dyscyplinę, chyba większą
          niż przy oszczędzaniu, żeby nie popaść w kłopoty i nie zadłużyć się
          nadmiernie. Jak bierzesz kredyt mieszkaniowy bank wsicka debet,
          kartę. Idziesz do Media kupić pralkę na 0% i okazuje się, że
          dodatkowo dostajesz kartę z limitem 10 razy większym, niż zarobki...
          A będzie jeszcze gorzej, bo znów zaczyna sie ciśnienie na sprzedaż
          kredytów.

          Ponad 3 lata temu skredytowałam zakup całego mieszkania,
          wynegocjowałam jak najniższą marżę, więc mam oprocentowanie 0,75%.
          Mimo, że zwrócę do banku ok. 20 tys. CHF więcej i trochę nerwów
          straciłam, jak były znaczne zwyżki kursów, to aktualnie mam 1200 zł
          raty, ale na moim osiedlu ceny wynajmu mieszkań takich jak moje to
          2500 zł bez czynszu. Dzięki Bogu nie brałam kredytu w dołku gdy
          kursy były najniższe, a ceny mieszkań najwyższe. I moje mieszkanie
          zyskało na wartości mimo kryzysu.

          Ale znam ludzi, którzy kupili mieszkanie na kredyt walutowy za
          ciężkie pieniądze w dołku i aktualnie mieszkanie kupione za 500 tys.
          warte jest 400, a kredyt w przeliczeniu to ponad 600 tys. zł.

          Ale nie dziwię się, że wielie osób uważa wynajem za lepszę opcję.
          Jak wynajmujesz, jak cię sąsiad wkurza to szukasz czegoś lepszego.
          Mnie jak sąsiad wkurzy mogą pomóc co najwyżej stopery, ziołowe
          tabletki uspakajające albo melisa, bo przecież nie zmienię sobie
          mieszkania albo okolicy od tak sobie...
          • bart_smithson Mieszkanie warte 400 tys, kredyt - 600 tys 01.03.10, 17:06
            > Ale znam ludzi, którzy kupili mieszkanie na kredyt walutowy za
            > ciężkie pieniądze w dołku i aktualnie mieszkanie kupione za 500 tys.
            > warte jest 400, a kredyt w przeliczeniu to ponad 600 tys. zł.

            I to jest najsmutniejsze.
            I fakt, że wiele osob NADAL uważa, ze na kupnie mieszkania NIE MOZNA stracić.
            • gggaaaddd Re: Mieszkanie warte 400 tys, kredyt - 600 tys 01.03.10, 18:02
              Wiesz trudno się ludziom dziwić, że uważają, iż ceny mieszkań będą
              rosnąć, bo tak było do tej pory przez wiele lat. Zresztą może Ci
              ludzie się nie mylą, jakieś szanse na wzrosty przecież istnieją
              szczególnie, że ludzie kupują własne mieszkanie na wiele lat i
              zazwyczaj po wielu latach je sprzedają.
    • joana.mz Re: życie z kredytami 06.02.10, 18:17
      Ja mam coraz lepsze przekonanie do kredytów. Oboje jestesmy po 30-stce
      i ważniejsze staje się jak najszybsze urządzenie się (dom). W tej
      chwili mam kredyt hipoteczny na max 1,9% dochodów więc praktycznie
      nieodczuwalny. Nie kupuję na raty, nie biorę pozyczek, nie mam debetu
      czy kk.
      Ale jestem skłonna wziąść kredyt na budowę/wykończenie domu by nie
      ciągnąć tego latami. Przy czym kredyt nie przekraczający 10% dochodów i
      na max 20 lat.
      Lata lecą. czas ucieka. Wiem, że odsetki od kredytów (kwotowo) sa to
      duże pieniadze, ale na co dzień płacimy za rózne usługi i towary choćby
      kupując bluzkę czy mleko, płacimy nie raz wysokie marże, nie mamy
      ich "obrazu" nie wiemy tak na prawdę jaką marże ma sklep czy agent
      ubezpieczeniowy tylko akceptujemy cenę i dokonujemy transakcji.
      pozatym trzeba jeszcze brać pod uwagę, że spłacając dziś powiedzmy
      800zł może to byc duża kwota, ale za 5-10 lat ta kwota
      będzie "mniejsza", bedzie miała nizszą siłe nabywczą.
      • zanet_kaleta Re: życie z kredytami 07.02.10, 12:30
        >>W tej
        > chwili mam kredyt hipoteczny na max 1,9% dochodów więc praktycznie
        > nieodczuwalny

        na 1,9% dochodów?

        Mój kredyt "pożera" 21% dochodów, do tej chwili myślałam, że
        toniedużo, będę dążyć do dochodów rzędu 50tys miesiecznie, wtedy też
        bedę miała te 2% czy jakoś tak smile ale wtedy to spłace ten kredyt w
        pół roku smile
        • naturella Re: życie z kredytami 07.02.10, 14:15
          Mam kredyt od 5 lat. W tym czasie zapłaciłam 39 tys. rat, samego
          kredytu spłaciłam 25 tys. (po drodze wzrost stóp, oprocentowania,
          kursu CHF). Czynszu przez 5 lat zapłaciłam ok. 24 tys. Czyli w
          zasadzie własne mieszkanie kosztowało mnie ok. 64 tys., jeśli chodzi
          o raty i czynsz. Ubezpieczenie itp to są takie grosze, że szkoda
          liczyć, więc pomińmy to. Kupowałam mieszkanie za 2950 zł za metr.
          Teraz metr w mojej okolicy kosztuje 7000-8400/m. Trzeba więc
          założyć, że zyskam co najmniej 100% na sprzedaży mieszkania, nawet
          jeśli sprzedam za minimum. Akurat w mojej konkretnej sytuacji jest
          to minimum 180 tys. Minus ta "strata" na ratach - jestem minimum 120
          tys. na plusie.

          Przed kupieniem mieszkania (aha, dodam, że moje mieszkanie jest
          dwupokojowe) wynajmowałam kawalerkę przez 5 lat. Płaciłam 1000 zł
          miesięcznie. I jestem 60 tys. w plecy na tym wynajmie w takim razie.
          • bart_smithson Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:10
            > Kupowałam mieszkanie za 2950 zł za metr.
            > Teraz metr w mojej okolicy kosztuje 7000-8400/m.
            > Akurat w mojej konkretnej sytuacji (...) jestem minimum 120
            > tys. na plusie.

            Pięć lat temu nie miałem zdolności kredytowej by wziąć taki kredyt. Przy obecnych cenach za mkw takiego kredytu na pewno nie wezmę. Weszłaś na rynek w dobrym momencie. Gratuluję.
            • only_marcopol Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:20
              nie mam kredytu hipotecznego z czego ogromnie się cieszę bo bałabym się kredytu
              na 30 lat zwłaszcza jak rata wynosiłaby powyżej 1000 zł szczęście dostaliśmy
              mieszkanie (60 m2) od rodziców - dostaliśmy co pradwa lokatorskie ale juz teraz
              jest wykupione i nasze smile
              Inne kredyty natomiast owszem korzystamy czesto - raz tylko taki na 20 tys i juz
              sie raczej nie pokusze - moge brac ale tylko takie, które jestem wstanie spłacić
              w razie czego z oszczędności
          • gggaaaddd Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:25
            Witam. Rzeczywiście kupiłaś w dobrym momencie cena w ok. 3 tys. jak
            najbardziej ok.
            Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale nie doliczyłaś jeszcze kosztów
            wykończenia mieszkania, chyba że kupiłaś już mieszkanie wykończone.
            Piszę o tym, bo z tego co mi wiadomo koszt wykończenia to niestety
            duży wydatek.
          • joankb Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:41
            Kupiłaś w najlepszy możliwym momencie.
            Ja też, rok wcześniej, jeszcze taniej smile.
            Ja sobie ten moment wybrałam, wcześniej czekałam na taki kilka lat, na lepszą
            cenę w stosunku do zarobków, na lepszy kredyt.
            Wcześniejsze mieszkanie też kupowałam podobnie.
            Tylko, że to nie ma żadnego przełożenia na sytuację DZIŚ.
            Taki, dwukrotny wzrost cen, w odniesieniu do dzisiejszego poziomu jest niemożliwy.
            Już teraz, na stosunkowo nieduże mieszkania ludzie zadłużają się na ponad 30 lat
            i na dużą część dochodu.
            A to nie idzie liniowo, nie w przypadku rat stałych, kiedy przez długi czas
            spłacasz procent, nie kapitał.
            Dwukrotny wzrost cen, bez istotnego wzrostu zarobków w tym samym czasie,
            wymagałby zadłużenia na całe pokolenia. Nierealne.
            • gggaaaddd Re: życie z kredytami 07.02.10, 16:51
              Podobnie jak Tobie wydaje mi się, że sytuacja sprzed kilku lat się
              nie powtórzy. Widać np w Warszawie, gdy ceny były w okolicach 3 tys.
              za metr ludzie z kilku letnim doświadczeniem tyle zarabiali. Teraz
              cena powiedzmy 7-8 za metr, mała ilość osób nawet w stolicy tyle
              zarabia, więc aktualne ceny są z kosmosu. Konia z rzedem temu kto
              przewidzi czy te ceny się utrzymają czy jednak będzie korekta.
              • volta2 Re: życie z kredytami 07.02.10, 17:26
                ja się bardzo obawiam, że ceny mieszkań pójdą w dwóch kierunkach -
                bardzo luksusowe w bardzo dobrych lokalizacjach - będą drogie
                kosmicznie, dla elity finansowej(mój mąż takie budował, po 23-30 tys
                za metr kwadrat) a te mieszkania, które kosztowały 3-5 tysięcy parę
                lat temu i teraz 6-8 tys będą niestety spadać. tych mieszkań
                przybywa, sporo również jako inwestycje pod wynajem - i jak ktoś
                pisał, bańka pęknie.
        • joana.mz Re: życie z kredytami 07.02.10, 18:53
          tak, na 1,9%. Nawet sobie rozpisałam czy aby nie zrobiłam pomyłki.
          mieszkanie kupowane było jakos w 2003r, kosztowało 1600zł/m2 i było to
          najdroższe mieszkanie w tym bloku (mieskzanie w stanie deweloperskim)
          bo na 1 piętrze. Niżej i wyżej były tańsze. Miałam jeszcze wkład
          własny, wtedy bardzo duży procentowo, teraz za ten wkład może
          wykonczyłab to mieszkanie..
          • gggaaaddd Re: życie z kredytami 07.02.10, 19:04
            A mojej koleżanki rodzice kupili mieszkanie w Warszawie 11 lat temu
            za 1000 zł/m. Szkoda, że teraz nie ma takich cen....
            • zanet_kaleta Re: życie z kredytami 07.02.10, 20:01
              za 11 lat będziesz mówic to samo
              • gggaaaddd Re: życie z kredytami 07.02.10, 21:22
                Dzięki fajnie by było. Pozdrawiam.
                • only_marcopol Re: życie z kredytami 08.02.10, 08:02
                  ja myślę ze poprzedniczka miała na myśli raczej to ze za 11 lat obecna cena
                  będzie ci się wydawała niska a nie ze mieszkania tak stanieją uncertain przynajmniej
                  jak tak to zrozumiałam
                  • gggaaaddd Re: życie z kredytami 08.02.10, 08:31
                    Ja dokładnie tak samo zrozumiałam jak Ty.
                    • only_marcopol Re: życie z kredytami 08.02.10, 10:02
                      gggaaaddd napisała:

                      > Ja dokładnie tak samo zrozumiałam jak Ty.

                      smile
    • maja8549 Re: życie z kredytami 07.02.10, 20:57
      znalazlam fajny kalkulator, "kupuj czy wynajmuj"

      www.nytimes.com/2007/04/10/business/2007_BUYRENT_GRAPHIC.html?_r=1&ref=your-money
    • woman-in-the-city Re: życie z kredytami 08.02.10, 14:18
      Kredyt jest i był dla wielu jedynym wyjsciem na posiadanie własnego kąta.
      Ja jestem pokoleniem połowy lat 70-tych i gdy my oraz wiekszosc naszych
      znajomych i rodzina kupowała mieszkania w latach 2000-2003 nabywała je za
      niewielkie pieniadze, nierzadko w lepszych lokalizacjach patrząc z dzisiejszej
      perspektywy. Wiekszosc kredyty spłaciła lub kończy spłacac, częsc kupowała za
      gotówkę spienięzajac np. samochody i zapozyczajac się u rodziny. Jak sami mówia
      to był łut szczęscia. Osobiscie jednak wiekszym dla mnie kapitałem jest ziemia,
      mając do wyboru mieszkanie budowane w boomie, nierzadko byle jak, z byle czego,
      z kiepską akustyką, niedoróbkami etc. to ja już wolałabym wziąsc kredyt pod
      działkę.
      • araceli Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:08
        woman-in-the-city napisała:
        > to ja już wolałabym wziąsc kredyt pod działkę.

        A potrafisz wynająć komuś działkę?
        • woman-in-the-city Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:29
          Jeden z klientów mojego mąza żyje z wynajmu czy jak zwał dzierżawy działek.
          Zarabia przyzwoicie.
          • araceli Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:32
            woman-in-the-city napisała:
            > Jeden z klientów mojego mąza żyje z wynajmu czy jak zwał dzierżawy działek.
            > Zarabia przyzwoicie.

            Aż z ciekawości zapytam - co to za działki - to znaczy, co wynajmujący z nimi robią? Bo rozumiałam, że pisałaś o działkach budowlanych i nie bardzo widzę zastosowanie dla potencjalnego wynajmującego.
            • woman-in-the-city Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:38
              Odniosłam się tylko do moich odczuc co JA bym zrobiła. Wynajem mieszakan mnie na
              obacny moment nie interesuje, wiec głosu w tej sprawie nie zabieram.
              Odpowiadajac na twoje pytanie, z tego co mi wiadomo na jednej z działek jest
              biurowiec, choc facet miał ochotę sam postawic tam akademik, a na innych
              działkach róznie, jedna jest dzierżawiona przez zakład produkcyjny, czyli
              pomysłow facet ma wiele. Ja wiedziałabym co z działką zrobic. Swojej póki co nie
              tykam, to moj dupochron na starośc.
              • araceli Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:46
                woman-in-the-city napisała:
                > Odpowiadajac na twoje pytanie, z tego co mi wiadomo na jednej z działek jest
                > biurowiec, choc facet miał ochotę sam postawic tam akademik, a na innych
                > działkach róznie, jedna jest dzierżawiona przez zakład produkcyjny, czyli
                > pomysłow facet ma wiele. Ja wiedziałabym co z działką zrobic.

                Momento - ktoś postawił biurowiec na NIE SWOJEJ działce?? A jak się
                właścicielowi odwidzi to co - zabierze go sobie??
                • woman-in-the-city Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:56
                  Dzierżawa moze byc podpisana na 30 lat, 100 lat i wiecej. Prawnikiem, owym
                  włascicielem, dzierawcą etc. nie jestem, wiec tematu wybacz, ale nie pociągnę.
                  • araceli Re: życie z kredytami 08.02.10, 16:01
                    woman-in-the-city napisała:
                    > Dzierżawa moze byc podpisana na 30 lat, 100 lat i wiecej.

                    Owszem może tylko tak czy inaczej postawione na tej działce budowle będą należały do właściciela działki. Nie wiem jak by się wynajmującemu miało opłacać postawienie biurowca?? Zastanawiające.
                • bart_smithson Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:57
                  > Momento - ktoś postawił biurowiec na NIE SWOJEJ działce?? A jak się
                  > właścicielowi odwidzi to co - zabierze go sobie??

                  A może podpisali umowę dzierżawy na odpowiednio długi termin?

                  Browar Guinnessa w Dublinie (jedyne miejsce produkcji tego trunku w Europie) stoi na ziemi wydzierżawionej od miasta. Umowę dierżawy przewidujący Pan Guinness podpisał na 9999 lat.
                  • araceli Re: życie z kredytami 08.02.10, 16:14
                    bart_smithson napisał:
                    > A może podpisali umowę dzierżawy na odpowiednio długi termin?
                    > Browar Guinnessa w Dublinie (jedyne miejsce produkcji tego trunku w Europie) st
                    > oi na ziemi wydzierżawionej od miasta. Umowę dierżawy przewidujący Pan Guinness
                    > podpisał na 9999 lat.

                    To się nazywa użytkowanie wieczyste - w Polsce możliwe w przypadku gruntów Skarbu Państwa, jednostek samorządu terytorialnego itp. W założeniu jest w zasadzie bezterminowe i z solidnym partnerem wink Nie wiem tylko jak miałoby to działać w przypadku dzierżawy prywatnej, żeby opłacało się coś zbudować i jaka firma by się na coś takiego zdecydowała. Magazyn czy halę produkcyjną o lekkiej, przenośnej konstrukcji to owszem ale biurowiec?
                    • only_marcopol Re: życie z kredytami 09.02.10, 09:05
                      a może właściciel działki postawił biurowiec z którego wynajmujący korzysta i
                      zostało to obwarowane umową takie przypadki znam i są dość powszechne
                      • araceli Re: życie z kredytami 09.02.10, 12:37
                        only_marcopol napisała:
                        > a może właściciel działki postawił biurowiec z którego wynajmujący korzysta i
                        > zostało to obwarowane umową takie przypadki znam i są dość powszechne

                        Only - ale w tym przypadku koszty budowy ponosi właściciel. Mówimy tu o zwykłym wynajmie biurowca nie różniącym się od wynajmu mieszkania. Właściciel posiada budynek i go wynajmuje. Powierzchnie biurowe są jednym z najpopularniejszych rzeczy na wynajem na całym świecie. Tu jednak padł argument o inwestycji w DZIAŁKĘ i jej zarabianiu na jej dzierżawie.
    • martasz_81 Re: życie z kredytami 08.02.10, 14:47
      > tanio, biorąc pod uwagę ceny w stolicy, ale nadal tak sobie myślę
      > kredyt na 30 lat co mogłabym zrobić z tymi pieniedźmi, gdybym
      > kredytu nie miała to mam watpliwości. Jak Wy do tego podchodzicie
      i
      > radzicie sobie z takimi przemyśleniami?

      Gdybyś nie miała kredytu, to buliłabyś za wynajem. A tak
      przynajmniej płacisz za swoje. wink
      • joankb Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:29
        Nie smile. Płacisz za bankowe.
        • martasz_81 Re: życie z kredytami 16.02.10, 17:24

          > Nie smile. Płacisz za bankowe.

          Które po X latach będzie Twoje. W przeciwieństwie do
          wynajmowanego. smile
      • bart_smithson Re: życie z kredytami 08.02.10, 15:30
        > Gdybyś nie miała kredytu, to buliłabyś za wynajem. A tak
        > przynajmniej płacisz za swoje. wink

        A tak, skoro wynajmuję, mogę się na własnej skórze przekonać jak to jest jak sąsiad zalewa "moje" mieszkanie. Jak to jest mieszkać w pobliżu zsypu na śmieci, czy fajnie mieć windę za ścianą... Jak to jest mieć sypialnię od południa a jak od północy. Nie pasuje mi ciemna kuchnia? Wynajmuję taki kąt gdzie kuchnia jest połączona z salonem. Nie sprawdziło się to? Wynajmuję takie gdzie kuchnia jest osobnym pomieszczeniem...

        Cokolwiek mi nie pasuje, cokolwiek wyszło w czasie mieszkania - spokojnie mogę to zmienić - mogę się przenieść.

        Okazało się, że w okolicy zrobiło się nieprzyjemnie? Zmieniam okolicę. Potrafisz to zrobić z własnym* mieszkaniem?

        *Będzie własne po spłaceniiu hipoteki. Teraz jest banku.

        Nie, nie oceniam. Pokazuję mój punkt widzenia. Dlaczego wynajmuję a nie płacę za swoje. Zbieram doswiadczenia a nie rzeczy materialne.
        • naturella Re: życie z kredytami 08.02.10, 16:05
          Tak, to wszystko prawda. Dla mnie jednak ważne jest to, że mam swój
          kąt. Że nikt mi nie mówi, czy mogę wbić gwóźdź w ścianę i nie muszę
          pytać, czy mogę przemalować sypialnię. I że żaden właściciel nie
          nachodzi mnie o dowolnej dla siebie porze, dobijając się do drzwi,
          nie przechwytuje rachunków za telefon, nie odbiera mojej poczty. I
          że nikt mi nie oświadcza, że za tydzień mam się wyprowadzić.
          • stef63 Re: życie z kredytami 08.02.10, 17:22
            naturella napisała:

            > Tak, to wszystko prawda. Dla mnie jednak ważne jest to, że mam swój
            > kąt. Że nikt mi nie mówi, czy mogę wbić gwóźdź w ścianę i nie muszę
            > pytać, czy mogę przemalować sypialnię. I że żaden właściciel nie
            > nachodzi mnie o dowolnej dla siebie porze, dobijając się do drzwi,
            > nie przechwytuje rachunków za telefon, nie odbiera mojej poczty. I
            > że nikt mi nie oświadcza, że za tydzień mam się wyprowadzić.


            Zgadzam się z naturellą. Dla mnie też ważne jest poczucie stabilizacji.
            Mówię idę do domu, jestem w domu, nie idę do mieszkania, jestem w mieszkaniu.
            Domu nie jako budynku, o swoim mieszkaniu w bloku mówię dom.
        • falllen_angel Re: życie z kredytami 08.02.10, 17:12
          bart_smithson napisał:

          > > Gdybyś nie miała kredytu, to buliłabyś za wynajem. A tak
          > > przynajmniej płacisz za swoje. wink
          >
          > A tak, skoro wynajmuję, mogę się na własnej skórze przekonać jak to jest jak
          sąsiad zalewa "moje" mieszkanie. Jak to jest mieszkać w pobliżu zsypu na śmieci,
          czy fajnie mieć windę za ścianą... Jak to jest mieć sypialnię od południa a jak
          od północy. Nie pasuje mi ciemna kuchnia? Wynajmuję taki kąt gdzie kuchnia jest
          połączona z salonem. Nie sprawdziło się to? Wynajmuję takie gdzie kuchnia jest
          osobnym pomieszczeniem...

          Ja już wiem, że żadne adaptowane strychy czy poddasza, żeby nie wiem jak
          'rustykalnie' były wykończone. Dwupoziomowe mieszkania też już raczej nie.

          Teraz mam smaka na jakiegoś lofta albo na ostatnie piętro z jakimś tarasem
          100-150 metrów. Porozstawiam sobie iglaki w doniczkach, rozłożę leżaki i będę
          palił grilla...

          A zimą... zimą sklecę bałwana smile

          W.
          • zanet_kaleta Re: życie z kredytami 08.02.10, 18:40
            > Teraz mam smaka na jakiegoś lofta albo na ostatnie piętro z jakimś
            tarasem
            > 100-150 metrów. Porozstawiam sobie iglaki w doniczkach, rozłożę
            leżaki i będę
            > palił grilla...
            >
            > A zimą... zimą sklecę bałwana smile
            >




            ozenisz sie ze mna?smile))
        • stef63 Re: do bart_smithson 08.02.10, 19:28
          Tak czytam Twoje posty i wyszło mi, że Ty nie jesteś przeciętny Kowalski.
          Jesteś młody, chyba dobrze wykształcony, masz dobrą pracę i pewnie masz taki
          zawód, że wiesz, że ze znalezieniem dobrze płatnej pracy nie będziesz miał nigdy
          problemu - jeżeli tak jest to gratuluję i życzę Ci aby tak było zawsze.
          Stac Cię na wynajem - więc wynajmujesz i jak sam napisałeś zbierasz w ten sposób
          doświadczenia, a jednocześnie będzie Cię stac, aby po okresie wynajmu kupic
          swoje mieszkanie.
          Większosc ludzi tak fajnie nie ma.
          Ja natomiast jestem przeciętny Kowalski, mam już "trochę" lat i różne
          doświadczenia życiowe i dlatego mój punkt widzenia jest inny niż Twój.
          Rozumuję w ten sposób:
          jeżeli rata kredytu równa się miesięcznej kwocie za wynajem mieszkania, to moim
          zdaniem lepszy jest dla mnie kredyt.
          Biorę kredyt - zarabia bank, płacę za wynajem - zarabia prywatny właściciel
          mieszkania. Mnie jest wszystko jedno kto na mnie zarabia, bo tak czy tak płacę
          tyle samo. Przy kredycie mam szansę (jeżeli oczywiście spłacę),że to mieszkanie
          będzie kiedyś moje. Płacąc za wynajem, z góry wiem że to mieszkanie nigdy nie
          będzie moje.
          Kiedyś przez 2 lata wynajmowałam mieszkanie i zdobyłam takie oto doświadczenie:
          nie kupiłabym mieszkania w którym nie ma słońca i nie ma balkonu. Za to ten
          wynajem, pozbawił mnie wszystkich moich ówczesnych oszczędności.
          Ponieważ jestem przeciętny Kowalski to nie stac mnie żeby płacic kupę kasy za
          wynajem i jednocześnie odkładac na własne mieszkanie. W moim przypadku musiałam
          wybrac: albo kredyt albo wynajem. Wybrałam kredyt, udało mi się i nie żałuję.
          Fakt że ja miałam kredyt na 3 lata, a nie na 30 lat.
          Kiedy ja brałam kredyt też miałam obawy, też nie wiedziałam czy dam radę, czy mi
          się uda. 10 lat temu w moim mieście płaciłam za metr 2000 zł, wtedy to było
          dużo. Dzisiaj wydaje się, że to nie tak dużo.
          • aga90210 Re: do bart_smithson 08.02.10, 19:48
            Być moze rata kredytu to tyle, co i wynajem, ale wtedy gdy w koszcie wynajmu
            jest juz czynsz. Ja jakbym nie liczyła, to rata+ opłaty zawsze mi wychodzi
            drożej niz wynajem.
            • stef63 Re: do aga90210 08.02.10, 21:59
              aga90210 napisała:

              > Być moze rata kredytu to tyle, co i wynajem, ale wtedy gdy w koszcie wynajmu
              jest juz czynsz. Ja jakbym nie liczyła, to rata+ opłaty zawsze mi wychodzi
              drożej niz wynajem.


              Wszystko zależy w jakim mieście, jaka kwota kredytu, czy mamy wkład własny i na
              ile lat.
              Ja 10 lat temu miałam 36 000 kredytu.
              Raty: 36 rat x 1150 (to 150 zł to odsetki), kredyt na 3 lata, 720 zł zapłaciłam
              prowizji od przyznania kredytu + miałam prawie 50% wkładu własnego.
              Zabezpieczeniem kredytu było trzech żyrantów.
              Kupiłam nowe mieszkanie w nowo wybudowanym bloku od spółdzielni
              - 34 m2 (1 pokój).
              Mieszkam w Częstochowie. Swoje mieszkanie dzisiaj wyceniam na 120-150 tys.
              Gdybym dzisiaj miała wynajmowac takie mieszkanie jak moje (o takim metrażu i
              standardzie), to miesięcznie płaciłabym od 500-700 zł za wynajem (bez czynszu).

              Natomiast gdybym dzisiaj miała kupowac mieszkanie to szukałabym już mieszkania
              dwupokojowego do kwoty 160 tys. W Częstochowie można spokojnie za 160 tys kupic
              takie mieszkanie. Zakładam też wkład własny ok 50%. Prawdopodobnie wybrałabym
              krótszy okres kredytu niż 30 lat.

              Jakieś 5 lat temu przeszła mi fajna okazja koło nosa.
              Moi byli sąsiedzi (zza ściany) sprzedawali mieszkanie dwupokojowe za 80 tys.
              (sami w spółdzielni zapłacili 82 tys.), zależało im na czasie więc sprzedali ze
              stratą - mieszkanie miało wtedy 5 lat.
              Kupując to mieszkanie musiałabym sprzedac swoje (myślę że nie miałabym problemu
              ze sprzedażą), wziąśc jakieś 15.000 kredytu + kasa na remont, ponieważ oni tylko
              pomalowali ściany i się wprowadzili. Wtedy miałam niepewną sytuację w pracy i
              bałam się kredytu, dzisiaj żałuję.
              • myszka1202 Wrocław 08.02.10, 22:38
                Wynajmowaliśmy mieszkanie we Wrocławiu przez 2lata - niecałe 60mkw. Koszt
                1700pln + czynsz 330pln + media.

                Mielismy dosyć i jak tylko mogliśmy dostac kredyt to go wzielismy.
                Bez wkładu własnego. Mieszkanie 60mkw, w szeregówce, z ogródkiem, w wymarzonej
                lokalizacji. Cena 445.000, kredyt na 30 lat, rata ok. 2700pln, czyli płacimy
                1000pln więcej.

                Po pierwsze jakby coś się działo, wynajmiemy za min. 1800pln.
                Po drugie zawsze mozna sprzedać z kredytem - to juz teraz nie problem. po
                trzecie zamierzamy spłacic wczesniej smile dajemy sobie 10lat - to plany, mam
                świadomość, że moga się nie ziścić.

                Komfort posiadania swojego M (niektórzy powiedzą, że banku wink) bezcenny smile
                • bart_smithson Re: Wrocław 09.02.10, 02:00
                  > Po drugie zawsze mozna sprzedać z kredytem - to juz teraz nie problem.

                  Zawsze można znaleźć kupca? Macie już jakiegoś dyżurnego, takiego...zawsze pod
                  ręką? Takiego w razie "W"?

                  Skądś się nazwa "nieruchomości" wzięła... może stąd, że to dobra raczej mało płynne?
          • bart_smithson Re: do bart_smithson 09.02.10, 02:40
            > Tak czytam Twoje posty i wyszło mi, że (...) Jesteś młody...

            Dziekuję smile

            > Stac Cię na wynajem - więc wynajmujesz i jak sam napisałeś zbierasz w ten sposób
            > doświadczenia, a jednocześnie będzie Cię stac, aby po okresie wynajmu kupic
            swoje mieszkanie.

            A teraz przenieś się jeszcze do postu kaczki1202 (Wrocław).
            Wierz mi, zarabiam za mało by lekką ręką nadpłacać 1000pln zeby być tylko "na
            swoim".
            Przy założeniu nie inwestowania i niezmienności - po 10 latach miałbym odłożone
            120tys jeśli tylko nadal bym wynajmował. O ile niższy % mogłbym wtedy płacić za
            swiezy kredyt mając już 1/3 czy nawet 1/2 wkładu własnego?

            Jesteś szczęsciarą, że mieszkanie kupowałaś gdy cena ze mkw była niska choc
            wtedy kredyty hipoteczne obwarowane były kilkunastoma zabezpieczeniami i
            kilkudziesięcioma warunkami.

            > Większosc ludzi tak fajnie nie ma.

            Racja. Tamte czasy dawno odeszły. Z mojego punktu widzenia - mniej kosztuje mnie
            wynajmowanie niż kredyt "na swoje".

            > Rozumuję w ten sposób:
            > jeżeli rata kredytu równa się miesięcznej kwocie za wynajem mieszkania, to moim
            > zdaniem lepszy jest dla mnie kredyt.

            Lepszy jest dla Ciebie kredyt jeśli rata_kredytowa + ubezpieczenie + fundusz_na
            _wymiane_sprzętu + fundusze_na_urządzenie_mieszkania wychodzą niżej niż
            miesięczna kwota wynajmu mieszkania.

            W moim przypadku wynajmuję taniej niż płaciłbym bankowi.

            > Przy kredycie mam szansę (jeżeli oczywiście spłacę),że to mieszkanie
            > będzie kiedyś moje.

            Masz szanse, że przepłacisz... i mieszkanie ewentualnie będzie Twoje.

            > Płacąc za wynajem, z góry wiem że to mieszkanie nigdy nie
            > będzie moje.

            I żadne problemy z użytkowaniem mieszkania też nie będą Twoje. Ktoś się włamał?
            ups... właściciel będzie miał teraz koszty za wymianę drzwi...

            > W moim przypadku musiałam
            > wybrac: albo kredyt albo wynajem. Wybrałam kredyt, udało mi się i nie żałuję.
            > Fakt że ja miałam kredyt na 3 lata, a nie na 30 lat.

            Gdyby kredyt, nawet na 10 lat, wystarczył na sfinansowanie mojego kącika -
            stałbym po Twojej stronie. Cieszę się, że swój spłaciłaś. Wydaje mi sie, że
            wątek dotyczy osób w tej chwili borykających się ze spłatą "swojego własnego M".

            Pozdrawiam
            • gggaaaddd wynajem czy kupno 09.02.10, 08:50
              Witam.
              W dzisiejszych czasach każdy ma prawo dokonać wyboru czy wynajmuje
              czy kupuje. Przy tych cenach mieszkań na pierwszy rzut oka może się
              wydawać,że bardziej opłaca się wynajem, ale trzeba mieć dużo
              szczęścia, aby trafić na mieszkanie w miarę dobrej cenie, fajnie
              wyglądające itd. Ja przez kilka lat wynajmowałam, wiem mniej więcej
              co to znaczy - ciągłe przeprowadzki, bo właścicielom zmieniają się
              koncepcje na wynajem czasami z dnia na dzień, wygląd mieszkań
              zazwyczaj marny w stosunku do ceny. Zakładam oczywiście, że inni
              mają zupełnie inne doświadczenia w tym względzie i potrafią sobie
              radzić z tymi trudnościami, ale tak mi się wydaje, że rozumiem
              ludzi, którzy po kilku latach mówią pass i mimo cen kupują własne m.
              Czy to jest racjonale ekonomicznie, kto to przewidzi, niby wynajem
              wychodzi taniej, ale jak za kilka lat mieszkanie kupione teraz
              zdrożeje? Owszem Ci którzy wynajmowali będą mieli zaoszczędzone
              pieniądze, ale czy to im zrekompensuje podwyżkę. Moze też być
              odwrotnie ceny mieszkań spadną.
              Sytuacja więc nie jest taka jasna i wiadoma, więc czy jest
              sens "przepuchania się". Czas pokaże kto miał rację.
            • ko_kartka Re: do bart_smithson 15.02.10, 15:17
              > Przy założeniu nie inwestowania i niezmienności - po 10 latach miałbym odłożone
              > 120tys jeśli tylko nadal bym wynajmował. O ile niższy % mogłbym wtedy płacić za
              > swiezy kredyt mając już 1/3 czy nawet 1/2 wkładu własnego?

              Świetnie zakładasz podstawy teoretyczne. Ale praktyka, jak zwykle, swoją drogą
              chadza. Realia zmieniają się, ekonomiczne, znaczy się - zarówno w skali mikro,
              jak i makro. Przykład: 6 lat temu wynajmowałam kawalerkę w Poznaniu,
              1400+liczniki. Dobrze wyposażona, właściciel nieobecny w kraju - luz. Po dwóch
              latach kupiłam mieszkanie dwupokojowe, luksusowo wykończone, ale małe (37m2),
              rata kredytu plus opłaty wynosiły mnie 1000 zł. Po następnych dwóch, trzech
              latach sprzedałam je razem z kredytem - "zarobiłam" na czysto 50tys. Czyli
              inwestycja była więcej niż udana, zarówno jeśli chodzi o wyniki bieżące, jak i
              ostateczne.

              A znowu teraz - udało mi się kupić dom na kredyt 100% w przededniu światowego
              krachu (dosłownie). Rata wynosi mnie 1900 zł, czyli tyle, ile opłata za
              wynajęcie kawalerki (całościowa) w tym samym mieście. Dom generuje koszty
              utrzymania, ale też zyski, które równoważą te koszty, więc na bieżąco jestem na
              zero z bilansem. Jeśli dom za kilka lat nie pójdzie do sprzedaży, to zostanie w
              tym czasie spłacony z oszczędności.

              Tak więc kupując lokum na kredyt nie czuję się oszukana i nie czuję, że
              finansuję bank (jak ktoś tu napisał - mnie i tak wszystko jedno, czy finansuję
              bank, czy właściciela wynajmowanego mieszkania). Za to mam poczucie, że mieszkam
              "u siebie", które jest dla mnie bardzo cenne, a za które nie zapłacę nawet
              Mastercardem. Z tym, że co kto lubi - masz swój plan na życie, czujesz się z tym
              świetnie, no to wszystko gra. Ja mam plan taki, jaki realizowałam przez ostatnie
              lata - i też się z tym świetnie czuję. Może więc przestańmy sobie udawadniać na
              siłę, która grupa jest bardziej zrobiona na szaro od której, bo wszystko
              naprawdę zależy od indywidualnego rozpatrywanego przypadku.
              • bart_smithson Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 16.02.10, 12:44
                Uzupełniając moje teoretyczne wywody... Dla tych, którzy "zarabiają" na wynajmie.

                Nie ma sensu wydawać pół miliona złotych w mieszkanie, z którego będziemy mogli wynająć na 1000 PLN miesięcznie netto, bo to by oznaczało, ze rentowność naszej inwestycji wynosi 2,4 procent. O wiele rozsądniej byłoby odłożyć te pieniądze na lokacie, zarabiać więcej i nie ponosić zbędnego ryzyka.
                Osoby wyceniające nieruchomości bardzo szybko wyceniają „na szybko” wartość mieszkań. Uważa się, że mieszkanie powinno przynosić zyski na poziomie 10 procent ceny zakupu. Stąd biorą średni wieloletni czynsz z okolicy i mnożą przez 120 (10 lat * 12 miesięcy).
                Zatem jeżeli możesz wynająć swoje mieszkanie na powiedzmy 2 300 PLN na miesiąc netto (do ręki), to twoje mieszkanie warte jest 276 000 PLN (2 300*120). Jeżeli natomiast kupiłeś mieszkanie za 500 000 PLN, a nie możesz go wynająć za 4 200 PLN miesięcznie, to poczyniłeś złą inwestycję… lepiej było zainwestować w lokatę lub obligacje, zamiast użerać się z wynajmującym o czynsz. Jest to klasyczna metoda wyceny dochodowej, czyli przyszłych strumieni pieniężnych.

                www.adamduda.pl/2010/02/15/abc-oceny-inwestycji/
                • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 16.02.10, 13:25
                  bart_smithson napisał:
                  > Uzupełniając moje teoretyczne wywody... Dla tych, którzy "zarabiają" na wynajmie.

                  I po co te złośliwe cudzysłowy? Jasne jest, że to kwestia rachunku
                  ekonomicznego. Tak ciężko uwierzyć, że komuś wychodzi na plus? Takie to Twoim
                  zdaniem niemożliwe?

                  I weź jeszcze pod uwagę, że w przypadku wynajmowania nieruchomości kupionej na
                  kredyt tak naprawdę inwestuje się... pieniądze banku wink Myślisz, że wszystkie
                  firmy budujące biurowce robią to za gotówkę? Nie - biorą kredyt i nadal im się
                  opłaca.
                  • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 16.02.10, 16:59
                    > I po co te złośliwe cudzysłowy?

                    Nawet nie starałem się być złośliwy.
                    Jak napisałem wyżej - jestem TYLKO teoretykiem.

                    > Tak ciężko uwierzyć, że komuś wychodzi na plus? Takie to Twoim
                    > zdaniem niemożliwe?

                    Napisałem że jest to niemożliwe? Ktoś wychodzi, ktoś - nie. Jak napisałaś (-eś?) jest to kwestia rachunku ekonomicznego.
                    Odbiję piłeczkę - Uważasz, że KAŻDY właściciel przeprowadził taki rachunek? Najcześciej słyszałem: "Kupie se... i se wynajme" jakby to jakiś samograj był...

                    > tak naprawdę inwestuje się... pieniądze banku wink

                    Inwestuje? Jeśli na wynajmie osiąga się zwroty wyższe niż na lokatach to się inwestuje. Jeśli tylko wydało się pieniądze banku na kupno mieszkania na wynajem to nie pieniądze się inwestuje a wiąże się z bankiem na lat 30-40, zabezpiecza polisą na życie, ubezpieczeniem od utraty pracy... itd...

                    > Myślisz, że wszystkie firmy budujące biurowce
                    > robią to za gotówkę? Nie - biorą kredyt i nadal im się opłaca.

                    I zaraz po postawieniu biurowców uzyskują kasę ze sprzedaży?
                    Bo suma kosztów działki+materiału+pracowników jest niższa niż kwota otrzymana ze sprzedazy gotowego budynku?
                    Tak, potrafię to sobie wyobrazić smile

                    Dochód pasywny. Istnieje coś takiego?
                    www.fiscalfizzle.com/2010/02/is-passive-income-real
                    • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 17.02.10, 13:52
                      bart_smithson napisał:
                      > Odbiję piłeczkę - Uważasz, że KAŻDY właściciel przeprowadził taki rachunek? Naj
                      > cześciej słyszałem: "Kupie se... i se wynajme" jakby to jakiś samograj był...

                      No to i ja odbiję - czy uważasz, że KAŻDY wynajmujący sobie koszty przeliczył? Bo jak z kolei słyszę jedynie, że rata byłaby wyższa od odstępnego wink

                      > Inwestuje? Jeśli na wynajmie osiąga się zwroty wyższe niż na lokatach to się in
                      > westuje. Jeśli tylko wydało się pieniądze banku na kupno mieszkania na wynajem
                      > to nie pieniądze się inwestuje a wiąże się z bankiem na lat 30-40, zabezpiecza
                      > polisą na życie, ubezpieczeniem od utraty pracy... itd...

                      Ależ bzdura! Zwrot niższy niż w banku to również zwrot z inwestycji - kwestia opłacalności. I co to za 'wiązanie' się z bankiem polisą? Jakie wiązanie? Czy naprawdę nie potrafisz zrozumieć - kupujesz mieszkanie na kredyt i wynajmujesz. Wynajem pokrywa koszty kredytu. Twoja inwestycja to - ubezpieczenie, remonty, czasy przestoju. Po 30 latach zostaje Ci mieszkanie. Opłacalne? I tak - to jest inwestowanie pieniędzy banku.

                      > Bo suma kosztów działki+materiału+pracowników jest niższa niż kwota otrzymana
                      > ze sprzedazy gotowego budynku?
                      > Tak, potrafię to sobie wyobrazić smile

                      Nie potrafisz - pisałam o firmach, które budują biurowce nie na sprzedaż tylko pod wynajem. Zwykle na kredyt.
                      • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 17.02.10, 16:21
                        > No to i ja odbiję - czy uważasz, że KAŻDY wynajmujący sobie koszty przeliczył?

                        Żeby zakończyć przepychanki. Funkcjonuję w innym środowisku. Mieszkanie obok, ten sam standard, jest na sprzedaż. By je kupić muszę mieć €20K gotówki i wziąć kredyt na pozostałe €225K. Najniższa rata kredytu to €861 na miesiąc przy 35 latach. Po 35 latach oddaję €361K za wzięte wcześniej €225K (liczone przy promocyjnym oprocentowaniu 2,4% tyle, że jest zmienne). A włożyłem jeszcze €20K przedpłaty!

                        A mogę pozostać w wynajmowanym i płacić €600 miesięcznie i nie przejmować sie remontami. Co robisz?
                        Dlaczego tak mało? Właściciel wykorzystuje ulgę podatkową dla mieszkań na wynajem + ma straty które pomagają mu "oszczędzić" na podatkach płaconych przez jego firmę.

                        > I co to za 'wiązanie' się z bankiem polisą? Jakie wiązanie?

                        Bank chciałby zabezpieczyć spłatę kredytu Twoją polisą na życie? Jakie wiązanie? Dopóki spłacasz kredyt jesteś niewolnikiem banku.

                        > Czy na_prawdę nie potrafisz zrozumieć - kupujesz mieszkanie na kredyt i wynajmujesz.

                        Najpierw kupię mieszkanie w którym zamieszkam. Jak już odłożę wystarczająco dużo.

                        > Po 30 latach zostaje Ci mieszkanie. Opłacalne?

                        I co mogę zrobić z 30-letnim mieszkaniem, w którym nawet nie przemieszkałem tygodnia. Sprzedam je? Trzydziestoletnie? Wiem jak wyglądają obecnie 30-letnie bloki. Podziękuję. Poczekam.

                        > Nie potrafisz - pisałam o firmach, które budują biurowce nie na sprzedaż tylko
                        > pod wynajem. Zwykle na kredyt.

                        Czy możliwości odpisu strat są takie same dla biznesu jak i dla małego szarego ludka?

                        Pozdrawiam
                        • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 17.02.10, 17:48
                          bart_smithson napisał:
                          > A mogę pozostać w wynajmowanym i płacić €600 miesięcznie i nie przejmować
                          > sie remontami. Co robisz?

                          Przy założeniu warunków niezmiennych na potrzeby analizy:
                          Płacąc ratę przez 35 lat to 861*12*35=361tys (+ koszty remontów) i zostajesz z mieszkaniem
                          Wynajmując przez 35lat płacisz 600*12*35=252tys i zostajesz z tym co zaoszczędziłeś na różnicy między ratą a wynajmem (861-600) czyli 261*12*35=110tys.

                          Pytanie - co jest więcej warte 110tys czy wartość mieszkania pomniejszona o koszty remontów?

                          Oczywiście w analizie należy uwzględnić wiele zmiennych, które kształtować mogą się bardzo różnie ale sory - tu NIC nie jest tak oczywiste.

                          > Bank chciałby zabezpieczyć spłatę kredytu Twoją polisą na życie? Jakie wiązanie
                          > ? Dopóki spłacasz kredyt jesteś niewolnikiem banku.

                          Ależ bzdura - polisa z cesją na bank to 'niewolnictwo'? Niby jak? Owszem - muszę płacić składkę (niewielką) i w razie jak coś mi się stanie to ubezpieczenie spłaca kredyt a mieszkanie dostają moi spadkobiercy. Co w tym 'niewolniczego'?

                          > I co mogę zrobić z 30-letnim mieszkaniem, w którym nawet nie przemieszkałem tyg
                          > odnia. Sprzedam je? Trzydziestoletnie? Wiem jak wyglądają obecnie 30-letnie blo
                          > ki. Podziękuję. Poczekam.

                          No to się teraz uśmiałam jak fretka smile Normalnie absurd u Ciebie absurd goni. 30 letnie mieszkanie to już ruina, którą trzeba zburzyć? To co mają powiedzieć mieszkańcy zabytkowych kamienic tongue_out

                          > Czy możliwości odpisu strat są takie same dla biznesu jak i dla małego szarego
                          > ludka?

                          Acha - czyli oni budują, żeby mieć stratę? No fajnie, fajnie big_grin
                          • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 17.02.10, 18:49
                            > Przy założeniu warunków niezmiennych na potrzeby analizy:
                            > Płacąc ratę przez 35 lat to 861*12*35=361tys (+ koszty remontów) i zostajesz z
                            > mieszkaniem

                            Musiałem jeszcze 20tys wyłożyć na początek (wkład własny).
                            Pominę opłaty notarialne.

                            > Wynajmując przez 35lat płacisz 600*12*35=252tys i zostajesz z tym co zaoszczędz
                            > iłeś na różnicy między ratą a wynajmem (861-600) czyli 261*12*35=110tys.

                            Plus to co było-nie było moim wkładem.
                            381K vs 130K (a w tle mieszkanie które kosztuje 240K)

                            > No to się teraz uśmiałam jak fretka smile Normalnie absurd u Ciebie absurd goni.

                            absurd
                            1. «to, co jest pozbawione sensu»

                            Możesz wskazać co konkretnie pozbawione jest sensu w moich wypowiedziach?

                            > 30 letnie mieszkanie to już ruina, którą trzeba zburzyć? To co mają powiedzieć
                            > mieszkańcy zabytkowych kamienic tongue_out

                            Mogą podziękować Niemcom, którzy budowali te kamienice tak aby przetrwały ich pokolenie. Nie powiedziałbym tego samego o budownictwie boomu mieszkaniowego w Polsce.
                • ko_kartka Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 17.02.10, 13:40
                  Mam szczerą nadzieję, że nie mnie się pytasz, czy zarabiam na wynajmie? Bo o
                  sytuacji zakupu nieruchomości pod wynajem nie ma w moim poście ani jednej litery.
                • gggaaaddd Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 08:47
                  Witam. Rzeczywiście to co piszesz z punktu widzenia ekonomicznego
                  jest ok (oczywiście na tą chwilę). Natomiast podejrzewam, że dla
                  znaczącej części ludzi zakup mieszkania to nie chęć zysku, ale po
                  prostu chcą mieszkać na swoim. Nie każdy lubi wynajem. Poza tym
                  przez ostatnie ceny mieszkań rosły, więc ludzie, którzy kupują dziś
                  myślą, że sytuacja się powtórzy. Jak będzie, ani Ty, ani ja nie
                  jesteśemy w stanie przewidzieć. Ja przez kilka lat czekałam, jak
                  metr kosztował 3 tys. mówiłam jak drogo nie będę przepłacać, teraz
                  kosztuje niestety 7-8 tys. i to jest dopiero cena.
                  • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 13:50
                    > Natomiast podejrzewam, że dla
                    > znaczącej części ludzi zakup mieszkania to nie chęć zysku, ale po
                    > prostu chcą mieszkać na swoim.

                    Zgoda. Ziemia/dom/mieszkanie to kulturowo uwarunkowane "musisz mieć by czuć się bezpiecznie". I wiekszość to przyjmuje bez specjalnego zastanawiania. Tak ma być i koniec. Podobnie - musisz mieć ślub, potem koniecznie dziecko... bo tak miała babka, prababka... bo tak każdy miał w rodzinie...

                    > Nie każdy lubi wynajem.

                    Zgoda.

                    > Poza tym
                    > przez ostatnie ceny mieszkań rosły, więc ludzie, którzy kupują dziś
                    > myślą, że sytuacja się powtórzy. Jak będzie, ani Ty, ani ja nie
                    > jesteśemy w stanie przewidzieć.

                    Ceny mieszkań nie mogą rosnać w nieskończoność. Ceny skoczyły w okolicach 2004-2005. Więcej pieniędzy na rynku (wstąpienie PL do UE -> fakt że łatwiej było zainwestować w mieszkania osobom spoza Polski + emigracja zarobkowa by kupić własne M w PL) i podsycany strach, że "niemcy" wykupią polską ziemię i mieszkania...

                    Ta sytuacja już się nie powtórzy. Już w tej chwili znajomi brali kredyty na 40(!!!) lat. Przy średniej długości życia w Polsce (nie wspominając o jego jakości) to jest loteria...
                    • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 14:03
                      bart_smithson napisał:
                      > Zgoda. Ziemia/dom/mieszkanie to kulturowo uwarunkowane "musisz mieć by czuć się
                      > bezpiecznie". I wiekszość to przyjmuje bez specjalnego zastanawiania. Tak ma b
                      > yć i koniec.

                      Oczywiście - wszyscy, którzy mają inaczej niż Bart to Ci, którzy 'przyjmują bez specjalnego zastanawiania'. Bart jest mega-mózgiem, który odkrył najlepsza receptę na życie a reszta to bezmózgie tępaki smile

                      Gratuluję podejścia do ludzi smile
                      • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 14:57
                        > ...a reszta to bezmózgie tępaki smile
                        >
                        > Gratuluję podejścia do ludzi smile

                        Przypisujesz mi słowa, których nie napisałem.
                        Zamiast dyskutować w temacie atakujesz współpiszących.
                        Po raz ostatni odpowiadam na Twoje zaczepki.

                        Już inni poznali się na Tobie:
                        forum.gazeta.pl/forum/w,904,106839347,106890294,Araceli_i_Big_dupa_to_kolejne_trolle.html
                        • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 15:45
                          bart_smithson napisał:
                          > Przypisujesz mi słowa, których nie napisałem.
                          > Zamiast dyskutować w temacie atakujesz współpiszących.
                          > Po raz ostatni odpowiadam na Twoje zaczepki.

                          Słów nie użyłeś ale wydźwięk jest jednoznaczny. I nie tylko ja to zauważyłam.
                          • nvv Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 15:58
                            > Słów nie użyłeś ale wydźwięk jest jednoznaczny. I nie tylko ja to zauważyłam.

                            Nie jest jednoznaczny. Patrzę na tę dyskusje z boku i podziwiam barta za
                            cierpliwość, a Twój post insynuujący, że bart uważa innych za tępaków tylko
                            upewnił mnie w tym, że należy Cię ignorować.
                            • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 16:07
                              @nvv, dziękuję
                            • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 16:20
                              nvv napisał:
                              > Nie jest jednoznaczny. Patrzę na tę dyskusje z boku i podziwiam barta za
                              > cierpliwość, a Twój post insynuujący, że bart uważa innych za tępaków tylko
                              > upewnił mnie w tym, że należy Cię ignorowa

                              Sorry - ale jak ktoś pisze, że potrzeby drugiego człowieka (inne niż jego) wynikają z tego, że 'przyjmują coś bez specjalnego zastanawiania się' to niby o czym świadczy? O jego wielkim szacunku? No o czym?

                              Na większość argumentów Bart odpowiada właśnie w tym stylu. Na konkretne pytania nie odpowiada - zarzuca coś i nie odpowiada. To kogo należy za cierpliwość podziwiać?
                            • lacktris Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 19.02.10, 08:46
                              tak ja też podziwiam barta za cierpliwość w przekonywaniu wszystkich że
                              pakowanie się w kredyt jest be! fuj! i w ogóle totalna porażka. Każdy robi jak
                              uważa. A to że bart ma takich znajomych no to super, ale w zasadzie każdy może
                              znaleźć w swoim otoczeniu odpowiednich ludzi jako przykłady potwierdzające daną
                              teorię. Pewnie że najlepiej jest kupić własną posiadłość za gotówkę i nie płacić
                              ani bankowi ani za wynajem. Jednak nie każdego na to stać. A poza tym nie wiem
                              skąd to przekonanie barta że wynajmuje się całkowicie umeblowane mieszkanie??
                              Owszem jak się jest studentem to sie wynajmuje. Ale MOI ZNAJOMI ( którzy
                              potwierdzają moją teorię) wynajmują gołe mieszkanie i wprowadzają się z
                              własnymi meblami, pralkami, lodówkami itd, więc tak czy siak dochodzi u nich
                              koszt nagłej awarii tej przysłowiowej pralki. Cały problem w tym że bart
                              prawdopodobnie wychodzi z pozycji bezdzietnego kawalera, a np. ja która
                              założyłam sobie chomąto kredytowe z pozycji matki i żony. Nawet jeśli płacę
                              haracz bankowi to w perspektywie zapewniam wolne o obciążeń lokum mojemu
                              dziecku. a po to płacę dodatkowy haracz w postaci polisy na życie, żeby w razie
                              wcześniejszego zejścia młoda nie musiałam płacić moich długów. W moim przypadku
                              i zapewne wielu podobnych ludzi którzy mają chomąto w postaci rodziny i dzieci
                              cięzko byłoby płacąc za wynajem, opłaty odłożyć jeszcze coś na zakup mieszkania
                              za gotówkę. Mam na myśli życie w Polsce i zarabianie przecietnej pensji, a nie
                              zarabianie w Euro przeciętnej pensji krajów starej Unii.
                              • bart_smithson Luksus kilkukrotnego przepłacania za mieszkanie 19.02.10, 11:20
                                > Pewnie że najlepiej jest kupić własną posiadłość za gotówkę i nie
                                > płacić ani bankowi ani za wynajem

                                Ale wtedy nie spotkalibyśmy się na tym forum smile

                                > A poza tym nie wiem skąd to przekonanie barta że wynajmuje się
                                > całkowicie umeblowane mieszkanie??

                                Bartowi do tej pory tak się udawało. Zresztą w Polsce także.

                                > Cały problem w tym że bart
                                > prawdopodobnie wychodzi z pozycji bezdzietnego kawalera

                                Dzietny i nie kawaler.

                                > Mam na myśli życie w Polsce i zarabianie przecietnej pensji, a nie
                                > zarabianie w Euro przeciętnej pensji krajów starej Unii.

                                Nawet zarabiając w krajach starej unii funkcjonuję na rynku wyższych czynszów czy wyższych kredytów. Zarabiam więcej ale też więcej mi odchodzi na utrzymanie.

                                Wychodzi na to, że tego się nie da tak prosto rozwiązać.
                                Z kimkolwiek tutaj porozmawiam - podzielają mój pogląd.
                                Ilekroć pojawię sie w Polsce to słyszę: "jakbym tyle zarabiał to też by mnie było stać na wynajem". A wynajmuję dlatego, że nie stać mnie na luksus kilkukrotnego przepłacania za mieszkanie.

                                Jeżeli przykładowe mieszkanie kosztuje 350 tysięcy złotych,
                                a bankowi oddam po 30 latach 820 tysięcy -
                                to różnica wyniesie: aż 470 tysięcy złotych.

                                Jeśli odstępne+czynsz za takie mieszkanie wynosi 1700pln (post gdzies powyżej, o Wrocławiu)

                                To kwotę oddaną bankowi mogę oddać wynajmującemu i...
                                takie mieszkanie wynajmować 276 miesięcy co daje 23 lata.
                                • lacktris Re: Luksus kilkukrotnego przepłacania za mieszkan 22.02.10, 09:34
                                  > > A poza tym nie wiem skąd to przekonanie barta że wynajmuje się
                                  > > całkowicie umeblowane mieszkanie??
                                  >
                                  > Bartowi do tej pory tak się udawało. Zresztą w Polsce także.
                                  To fajnie że Bartowi się udało. Ale są też ludzie którzy wynajmują puste
                                  mieszkania i wtedy właśnie dotyczy ich koszt remontu pralki lodówki czy innych
                                  sprzętów. Sytuacje są różne i różni ludzie. Nie wszystko co uważam i robię ja
                                  jest dobre dla mojej sąsiadki.
                                  • bart_smithson Re: Luksus kilkukrotnego przepłacania za mieszkan 22.02.10, 11:20
                                    > Nie wszystko co uważam i robię ja jest dobre dla mojej sąsiadki.

                                    Pełna zgoda.

                                    Nikogo tutaj nie uczę jak należy postępować. Nikogo nie zmuszam do porzucenia drogi, którą kroczy.
                                    Chciałbym tylko zmusić do przemyślenia.
                                    Nie moje życie, nie moje kredyty.
                              • kuczyska Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 19.02.10, 11:57
                                lacktris napisała:
                                Nawet jeśli płacę
                                > haracz bankowi to w perspektywie zapewniam wolne o obciążeń lokum mojemu
                                > dziecku.
                                Tylko czy jesteś pewna że ono będzie chciało/potrzebowało mieszkania tam gdzie kupiłaś mieszkanie? Moi rodzice tak budowali dom i teraz mają pretensje że żadne z dzieci nie chce tam mieszkać. Ale cóż- my- dzieci- myślimy inaczej- jesteśmy mobilni i wolimy mieszkać tam gdzie jest większa szansa na dobre wykształcenie dzieci i pewnośc ze nie staniemy sie bezrobotni. A że to 200km (w moim wypadku)od nich to przecież nie będziemy dojeżdżać.
                                Owszem można sprzedać, ale teraz jest najgosza sytuacja, bo rodzice chcą tam mieszkać (przez sentyment) tyle że przesatje ich być stać. Wiec pewnie skończy się na tym ze z rodzeństwem będziemy zrzucac sie na opłaty związane z domem, które niestety w starym domu są znaczne. Sytuacja nie milaby miejsca gdyby dom był wynajmowany i był dostosoawany do potrzeb mieszkańców.
                                Dlatego osobiście wolę wynajem i nie obciążanie dzieci nieruchomościami. Lepiej dam im kasę i niech robi a z nią co chcą i mieszkają tam gdzie chcą.
                                • kuczyska Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 19.02.10, 12:03
                                  aha i jeszcze jedno: zamierzasz umrzeć zanim Twoje dziecko będzie potrzebowało własnego lokum?
                                  • lacktris Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 22.02.10, 09:31
                                    Ależ wcale nie zamierzam tak prędko umierać. Za 30 lat będę mogła spłacone
                                    mieszkanie sprzedać sobie kupić coś mniejszego a młodej ( czy ewentualnemu jej
                                    rodzeństwu ) dać to co zostanie ze sprzedaży. Każdy człowiek jest inny. Jeden
                                    przez sentyment będzie miał pretensje do dzieci że nie chcą mieszkać w ich
                                    krwawicy, a inny sprzeda kupi coś mniejszego , albo będzie miał dzieci co będą
                                    chciały mieszkać. Zasadniczo gdy mam coś co jest moje mogę to sprzedać i zrobić
                                    z pieniędzmi co zechcę. A jak moje młody wyjadą za granicę, same się dorobią
                                    kasy, znajdą bogatego małżonka, to tak czy siak sprzedam chałupę, kupię coś
                                    mniejszego a resztę przehulam. Gdybym wynajmowała mieszkanie nie miałabym czego
                                    przehulać na starość takie jest moje zdanie.
                            • lacktris Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 19.02.10, 08:54
                              Ja również odnoszę wrażenie że wypowiedzi barta mają negatywny wydźwięk, wszyscy
                              co nie robią tak jak ja to źli ludzie są.
                              Owszem pewnie część ludzi sobie nie przeliczyło, nie zastanowiło się itd itp
                              tylko uległo ogólnej tendencji, ale nie można generalizować. Mnie np. bardzo
                              zaskoczyły ostatnio poruszane w tv i prasie problemy z tym że kredytobiorcy nie
                              wiedzą ile zapłacą faktycznie kredytu. No owszem, źle to o ludziach świadczy, że
                              nie czytają umów i wszystkich załączników,a przecież dostają harmonogram spłat
                              na te 30 czy 40 lat i dokładnie wiadomo ile zapłacą. Jednak nie generalizujmy,
                              że wszyscy ludzie to barany co idą jak stado i nie czytają tego co podpisują, że
                              nie wiedzą co robią. Może po prostu dla części osób po dogłębnych przemyśleniach
                              i kalkulacjach wychodzi, że podążanie za stadem jest korzystne.
                              Z resztą ciężko się zgodzić z arbitralnym stwierdzeniem barta, że nieruchomości
                              nie mogą już zdrożeć. Cóż nikt nie wie co będzie za 5 lat a co dopiero za 30 jak
                              spłacę kredyt. Może w między czasie dostanę spadek po zaginionym wujku z
                              Ameryki?? smile
                              • gggaaaddd Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 19.02.10, 09:15
                                Witam.
                                Ludzie biorący kredyt zazwyczaj są na początku swojej drogi
                                zawodowej i z czasem zarabiają więcej. Poza tym najpierw można
                                spróbować kupić małe mieszkanie, gdy dochody są średnie, a z czasem
                                zamienić na większe. Natomiast wynajem i czekanie na lepsze ceny nie
                                wiadomo dokąd Nas zaprowadzi. Przez ostatni rok ceny stanęły i
                                rzeczywiście można było przez ten okres np wynająć i oszczędzać i
                                mieć wyższy wkład własny na przyszłe m, ale jak ceny zaczną iść w
                                górę. Tymbardziej, że ostatnio buduje się mniej. Wtedy znów tak jak
                                dawniej będziemy mieć jakieś pieniądze, ale mniej metrów za to
                                kupimy.
                    • ko_kartka Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 18.02.10, 14:54
                      bart_smithson napisał:

                      > > Natomiast podejrzewam, że dla
                      > > znaczącej części ludzi zakup mieszkania to nie chęć zysku, ale po
                      > > prostu chcą mieszkać na swoim.
                      >
                      > Zgoda. Ziemia/dom/mieszkanie to kulturowo uwarunkowane "musisz mieć by czuć się
                      > bezpiecznie". I wiekszość to przyjmuje bez specjalnego zastanawiania. Tak ma b
                      > yć i koniec. Podobnie - musisz mieć ślub, potem koniecznie dziecko... bo tak mi
                      > ała babka, prababka... bo tak każdy miał w rodzinie...

                      Zaciera ci się granica między rzeczywistością a własnymi uprzedzeniami. Gdyby
                      było tak, jak mówisz, to nigdy byśmy z drzew nie zeszli. Terytorialność jednakoż
                      jest podstawą funkcjonowania człowieka nowoczesnego, co byś sobie nie umyślił i
                      jak tego nie przeliczył w swoim pojedynczym przypadku. I jeszcze weź pod uwagę,
                      że ty również myślisz o zakupie mieszkania/domu/ziemi, tylko w perspektywie
                      dziesiątków lat.

                      I jeszcze weź pod uwagę, że większość kredytów mieszkaniowych jest jednak brana
                      przez jednostki zamieszkujące kupione w ten sposób lokum, a nie pod wynajem.
                      Jesteś tak bardo mobilny, że tobie się to nie opłaca - rozumiem. Ale człowiek,
                      który nie jest tak mobilny, inaczej to sobie kalkuluje.
                      • bart_smithson Zaciera ci się granica między rzeczywistością... 18.02.10, 15:08
                        > Zaciera ci się granica między rzeczywistością a własnymi uprzedzeniami.

                        Mogłabyś tę myśl rozwinąć?

                        > I jeszcze weź pod uwagę,
                        > że ty również myślisz o zakupie mieszkania/domu/ziemi

                        Tak, też o tym myślę.

                        > większość kredytów mieszkaniowych jest jednak brana
                        > przez jednostki zamieszkujące kupione w ten sposób lokum, a nie pod wynajem.

                        Tak jest. Zastanawiam się jakie to uczucie żyć ze świadomością, że jescze tylko... 30-, 25-, 20- lat... i w końcu pozbędę się kredytu...

                        > Ale człowiek,
                        > który nie jest tak mobilny, inaczej to sobie kalkuluje.

                        Tak, kalkuluje inaczej. Jesteśmy tu by o tym rozmawiać. By wymieniać poglądy. Dzielić się przemyśleniami. Mam wrażenie jakbym ranił osoby z kredytami pozwalając sobie mysleć inaczej...
                        • araceli Re: Zaciera ci się granica między rzeczywistością 18.02.10, 15:57
                          bart_smithson napisał:
                          > Mam wrażenie jakbym ranił osoby z kredytami pozwalając
                          > sobie mysleć inaczej...

                          Nie 'myśląc inaczej' tylko rzucając w ich stronę zdaniami w stylu - 'większość przyjmuje to bez specjalnego zastanawiania się', 'nie przeliczyli sobie' 'myślą, że trzeba coś mieć, żeby zabłysnąć przed znajomymi' 'biedni biorą kredyty i stają się jeszcze biedniejsi'. W zasadzie to a nie liczby to Twój koronny argument w dyskusji.
                          • bart_smithson Re: Zaciera ci się granica między rzeczywistością 18.02.10, 16:20
                            'większość przyjmuje to bez specjalnego zastanawiania się'

                            Rozmawiam ze znajomymi:
                            - Tak, jesteśmy po ślubie, mamy pracę, teraz musimy kupić mieszkanie a następnie weźmiemy się za dzieci.

                            I to jest schemat, który przyjmuje za swój 80% ludzi wchodzących na rynek pracy.

                            Mylę się?

                            > "nie przeliczyli sobie"

                            - Ale na pewno wyjdzie Was taniej?
                            - Jak mamy płacić komuś 1200 za nie swoje to lepiej nam płacić 1800 za swoje własne.

                            Uważasz, że to jest przeliczone?

                            > "myślą, że trzeba coś mieć, żeby zabłysnąć przed znajomymi".

                            - I jak Ci sie podoba kuchnia?
                            - Super, bardzo duza...
                            - No, zawsze chciałem mieć taką dużą lodówkę, jak na amerykańskich filmach... a widziałeś patio...?
                            - Mhmm...a kredyt macie na ile?
                            - Na 40 lat wzieliśmy...
                            - Aha. To ile bedziesz miał jak spłacisz kredyt?
                            - No, 68 mi stuknie...
                            - Dzieciaki będą Wam wdzięczne...

                            Nie rajcuje mnie wielka lodówka w kuchni. Jak już masz auto to jeszcze lodówką można zaszpanować. Bling, bling.

                            > "biedni biorą kredyty i stają się jeszcze biedniejsi"

                            Jeśli za każdą stówkę musisz w końcu oddać dwie lub trzy to stajesz się biedniejsza. Chyba, że wydana stówka zwróci ci jakieś pięć stówek - wtedy stajesz sie bogatsza.
                            Coś źle postrzegam?

                            > W zasadzie to a nie liczby to Twój koronny argument w dyskusji.

                            Jakie są Twoje argumenty?
                            • araceli Re: Zaciera ci się granica między rzeczywistością 18.02.10, 16:35
                              bart_smithson napisał:
                              > 'większość przyjmuje to bez specjalnego zastanawiania się'
                              > Rozmawiam ze znajomymi:
                              > - Tak, jesteśmy po ślubie, mamy pracę, teraz musimy kupić mieszkanie a następni
                              > e weźmiemy się za dzieci.

                              Ale JAKIM PRAWEM piszesz, że oni się nad tym nie zastanowili????? Może to jest po prostu najlepsza droga? Może nie chcą wyważać otwartych drzwi? Może Ty po prostu NIE ROZUMIESZ co dla tych ludzi jest ważne?

                              > - Jak mamy płacić komuś 1200 za nie swoje to lepiej nam płacić 1800 za swoje wł
                              > asne.
                              > Uważasz, że to jest przeliczone?

                              UDOWODNIJ że nie. UDOWODNIJ, że oni sobie nie przeliczyli, że nie wzięli pod uwagę czynników materialnych i niematerialnych.


                              Chyba, ze uważasz, że wszyscy Twoi znajomi, którzy nie żyją tak jak Ty to szpanujący ludzie bez umiejętności liczenia. To akurat bardzo wpasowuje się w Twój styl mówienia o bliźnich.


                              > Jakie są Twoje argumenty?

                              Rachunek ekonomiczny. Kropka.
                              • bart_smithson Re: Zaciera ci się granica między rzeczywistością 18.02.10, 17:06
                                > Może to jest po prostu najlepsza droga?

                                Nie ma najlepszej drogi. To jest jedna w wydeptanych ścieżek. Tyle osób już nią przeszło, że łatwiej jest podążać za tłumem niż wydeptać swoją własną.

                                > Może Ty po prostu NIE ROZUMIESZ co dla tych ludzi jest ważne?

                                Nie będę uciekał się do krzyku by kogoś przekonać.

                                > UDOWODNIJ, że oni sobie nie przeliczyli.

                                smile

                                > Chyba, ze uważasz, że wszyscy Twoi znajomi to szpanujący
                                > ludzie bez umiejętności liczenia.

                                Sa jeszcze tacy, którzy kupowali mieszkania przed "górką", za 3000-3500 pln/mkw

                                > To akurat bardzo wpasowuje się w Twój styl mówienia o bliźnich.

                                Przekażę moim bliźnim, że poznałaś się na moim stylu tongue_out

                                > Rachunek ekonomiczny. Kropka.

                                Porównanie nakładów związanych z podejmowanymi działaniami i efektów, jakie jednostka zamierza osiągnąć. Ułatwia on wybór takiego wariantu postępowania, który pozwala osiągnąć maksymalne korzyści
                                pl.wikipedia.org/wiki/Rachunek_ekonomiczny
                                • araceli Re: Zaciera ci się granica między rzeczywistością 18.02.10, 17:24
                                  bart_smithson napisał:
                                  > Nie ma najlepszej drogi. To jest jedna w wydeptanych ścieżek. Tyle osób już nią
                                  > przeszło, że łatwiej jest podążać za tłumem niż wydeptać swoją własną.

                                  Każdy ma SWOJĄ najlepszą drogę. Czy jest to coś zupełnie indywidualnego, czy podobnego do innych to już kwestia osobistego wyboru. Być może jesteś jeszcze za młody lub za mało doświadczony, żeby odróżnić 'wydeptywania własnej ścieżki' od wyważania otwartych drzwi.

                                  > Porównanie nakładów związanych z podejmowanymi działaniami i efektów, jakie
                                  > jednostka zamierza osiągnąć. Ułatwia on wybór takiego wariantu postępowania, kt
                                  > óry pozwala osiągnąć maksymalne korzyści

                                  > pl.wikipedia.org/wiki/Rachunek_ekonomiczny

                                  No właśnie - i kluczem do zrozumienia jest tu fakt, że KORZYŚĆ to dla każdego człowieka coś innego. To, że ktoś dąży to innego celu niż Ty nie czyni go gorszym. Nie znaczy, że sobie tego celu nie przeliczył, czy że dane rozwiązanie się nie opłaca.

                                  Piszesz, że 'nie ma najlepszej drogi' - to czemu tak zaciekle dyskredytujesz tych, którzy wybrali coś innego niż Ty?
                                  • bart_smithson Re: Zaciera ci się granica między rzeczywistością 18.02.10, 18:53
                                    zaczekaj, muszę to rozpisać:


                                    > > Tyle osób już nią przeszło, że łatwiej jest podążać za tłumem
                                    > > (konsumpcjonizm, łatwo dostępne kredyty, zadłużanie się)
                                    > > niż wydeptać swoją własną (odroczona gratyfikacja, oszczędzanie, zarabianie na %).

                                    > Być może jesteś jeszcze za
                                    > młody lub za mało doświadczony, żeby odróżnić 'wydeptywania własnej ścieżki' od
                                    > wyważania otwartych drzwi.

                                    Czy "wyważania otwartych drzwi" znaczy: "brania kredytów tak jak całe stado lemingów"?

                                    > To, że ktoś dąży to innego celu niż Ty nie czyni go gorszym.

                                    Wskaż gdzie to powiedziałem.
                                    Do tej pory unikałem "prztyczków w nos" ale skoro nalegasz:
                                    Jeśli nie zostało to napisane przeze mnie to może coś z Twoją interpretacją jest nie tak? Czujesz się gorsza z powodu kredytu spoczywającego na Twoich barkach?

                                    > czemu tak zaciekle dyskredytujesz tych, którzy wybrali coś innego niż Ty?

                                    Do tej pory wskazałem tylko 3 pary z którymi rozmawiałem osobiście.
                                    Dlaczego uważasz, że dyskredytuję (i to zaciekle!) każdego, kto wybrał chomąto na 30 lat?
                                    • araceli Re: Zaciera ci się granica między rzeczywistością 18.02.10, 20:10
                                      bart_smithson napisał:
                                      > Czy "wyważania otwartych drzwi" znaczy: "brania kredytów tak jak całe stado lem
                                      > ingów"?

                                      Rozpisać to dla Ciebie wkleić swoją losową wypowiedź i przypisać do niej moje zdanie? Po co? Braknie argumentów to trzeba coś spreparować? Określenie 'nie wyważać otwartych drzwi' odniosłam do Twojego poglądu, że ludzie chcący małżeństwa, własnego lokum i dzieci to osoby bezmyślnie podążające za tłumem zamiast wydeptywać własne ścieżki.

                                      > Wskaż gdzie to powiedziałem.

                                      Wyrażasz się lekceważąco o wszystkich swoich znajomych, którzy nie postępują tak jak Ty. Używasz wręcz obraźliwych określeń, które przytaczałam wcześniej. W ostatniej wypowiedzi doszło jeszcze 'stado lemingów'.

                                      > Czujesz się gorsza z powodu kredytu spoczywającego na Twoich barkach?

                                      Absolutnie nie.

                                      > Do tej pory wskazałem tylko 3 pary z którymi rozmawiałem osobiście.
                                      > Dlaczego uważasz, że dyskredytuję (i to zaciekle!) każdego, kto wybrał chomą
                                      > to
                                      na 30 lat?

                                      Już samo użycie słowa 'chomąto' nadaje Twojej wypowiedzi pejoratywny wydźwięk. A Ty je do tego wytłuszczasz w tekście smile Na każde stwierdzenie o innych wartościach, priorytetach, celach w życiu rzucasz mięchem w stylu 'bezmyślne podążanie za tłumem', 'stado lemingów' etc. Szczerze powiedziawszy to tak zaciekle to robisz, że nawet nie wiesz do kogo piszesz - zarzuciłeś mi twierdzenie, że ceny nieruchomości stale będą rosnąć, na moją prośbę o wskazanie gdzie a tak niby twierdzę, napisałeś o 'bronieniu kupna mieszkania ciągłymi wzrostami'. Rewelacyjna postawa w dyskusji - nie ważne co powie rozmówca rzucę błotem to zawsze trochę się przyklei smile
                                      • bart_smithson Jak Ci się żyje z kredytem? 18.02.10, 22:26
                                        > Określenie 'nie wyważać otwartych drzwi' odniosłam do Twojego
                                        > poglądu, że ludzie chcący małżeństwa, własnego lokum i dzieci to
                                        > osoby bezmyślnie podążające za tłumem

                                        Temat jest o kredytach a Ty usilnie czepiasz się mnie - leminga w dwóch-trzecich. Który zrezygnował z marzenia o własnym domu za pieniądze banku.

                                        > Wyrażasz się lekceważąco o wszystkich swoich znajomych, którzy nie
                                        > postępują tak jak Ty.

                                        Pewna jesteś że znasz wszystkich moich znajomych?

                                        > Już samo użycie słowa 'chomąto' nadaje Twojej wypowiedzi
                                        > pejoratywny wydźwięk.
                                        > A Ty je do tego wytłuszczasz w tekście smile

                                        Jeszcze brakuje, żebym wychwalał "marzenia na kredyt".
                                        Nie przeszkadza Tobie - fajnie.

                                        Ale jeśli tylko dzięki tej wymianie zdań jakiś młodzian dostrzeże, że zadłużanie się nie sprawi, że życie będzie lepsze - punkt dla mnie.

                                        > Rzucasz mięchem w stylu 'bezmyślne podążanie
                                        > za tłumem', 'stado lemingów' etc.

                                        Hehe, zamiast o kredytach pogadajmy o rzucaniu mięchem...
                                        Miernej jakości to mięcho przyznam otwarcie.

                                        Porozmawiamy o życiu z kredytem?
                                        1. Jak sobie z tym radzisz?
                                        2. Czy oprócz miesięcznej raty kredytu odkładasz też na fundusz awaryjny?
                                        3. Nachodzą Cię czasami myśli o tym co się stanie jak stracisz pracę?
                                        4. A jeśli nie miałabyś na comiesięczne spłaty?
                                        5. Czy odmówiłaś sobie kiedyś wyjazdu na wakacje? Poświęcając je dla dobra "własnego M"?
                                        6. Czy kiedyś nie udało Ci się zamknąć miesięcznego budżetu z powodu nagłej awarii w domu? Hydraulik? Pralka?
                                        7. Ile razy przeklinałaś korki w drodze do pracy?
                                        8. Czy kupiłabyś mieszkanie w innym miejscu jeśli tylko miałabyś szansę?
                                        9. Nie denerwują Cię studenci mieszkający nad Tobą? Te ciągłe balangi?
                                        10. Czy przyszła emerytura wystarczy Ci na zapłacenie wszytskich opłat w Twym "m"? Czy odkładasz by tę emeryturę zwiększyć?

                                        Pozdrawiam
                                        • araceli Re: Jak Ci się żyje z kredytem? 18.02.10, 22:46
                                          > Porozmawiamy o życiu z kredytem?
                                          > 1. Jak sobie z tym radzisz?
                                          Bardzo dobrze.

                                          > 2. Czy oprócz miesięcznej raty kredytu odkładasz też na fundusz awaryjny?
                                          Oczywiście.

                                          > 3. Nachodzą Cię czasami myśli o tym co się stanie jak stracisz pracę?
                                          Mieszkanie jest wynajmowane. Na czas przestojów, lub gdybym chciała do niego
                                          wrócić a nie miałabym pracy mam spory fundusz awaryjny.

                                          > 4. A jeśli nie miałabyś na comiesięczne spłaty?
                                          Sprzedałabym. Z resztą śmieszny argument - a co jak nie masz na wynajem?

                                          > 5. Czy odmówiłaś sobie kiedyś wyjazdu na wakacje? Poświęcając je dla dobra
                                          > "własnego M"?
                                          Nie.

                                          > 6. Czy kiedyś nie udało Ci się zamknąć miesięcznego budżetu z powodu nagłej awa
                                          > rii w domu? Hydraulik? Pralka?
                                          Nigdy.

                                          > 7. Ile razy przeklinałaś korki w drodze do pracy?
                                          Ani razu. Mam mieszkanie w świetnej lokalizacji.

                                          > 8. Czy kupiłabyś mieszkanie w innym miejscu jeśli tylko miałabyś szansę?
                                          Nie. Jak będę chciała zmienić to zmienię, hipotekę można przenieść.

                                          > 9. Nie denerwują Cię studenci mieszkający nad Tobą? Te ciągłe balangi?
                                          Nie - w zasadzie sami starsi ludzie naokoło.

                                          > 10. Czy przyszła emerytura wystarczy Ci na zapłacenie wszytskich opłat w Twym "
                                          > m"? Czy odkładasz by tę emeryturę zwiększyć?
                                          Tak.
                                          • bart_smithson Mieszkanie jest wynajmowane... 19.02.10, 12:57
                                            > Mieszkanie jest wynajmowane. Na czas przestojów, lub gdybym
                                            > chciała do niego wrócić a nie miałabym pracy mam spory fundusz
                                            > awaryjny.

                                            Wytłumacz mi jaką pozycję zajmujesz w tej dyskusji.
                                            Moja jest jasna - zyję w wynajmowanym. Nie kupiłem mieszkania na kredyt.

                                            A Twoja?
                                            - kupiłam mieszkanie na kredyt ale w nim nie mieszkam.
                                            - kupiłam mieszkanie na kredyt by zarabiać na wynajmowaniu?
                                            - mieszkam z rodzicami?
                                            - mieszkam z mężem w jego mieszkaniu?

                                            > > 6. Czy kiedyś nie udało Ci się zamknąć miesięcznego budżetu z
                                            > > powodu nagłej awarii w domu? Hydraulik? Pralka?
                                            > Nigdy

                                            Nie miałaś remontów?
                                            Nie miałaś poważniejszej awarii?
                                            Jak zabezpieczasz się przed szkodami poczynionymi przez lokatorów?

                                            > > 7. Ile razy przeklinałaś korki w drodze do pracy?
                                            > Ani razu. Mam mieszkanie w świetnej lokalizacji.

                                            Ale w nim nie mieszkasz?

                                            > > 9. Nie denerwują Cię studenci mieszkający nad Tobą? Te ciągłe
                                            > > balangi?
                                            > Nie - w zasadzie sami starsi ludzie naokoło.

                                            I nadal błądzę... mówisz o tym wynajmowanym dla zarobku?
                                            Tym w którym mieszkają studenci?
                                            Jak Ci starsi ludzie reagują na imrezy organizowane przez Twoich lokatorów?
                                            • kuczyska Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 19.02.10, 13:39
                                              bart_smithson napisał:

                                              > > > 6. Czy kiedyś nie udało Ci się zamknąć miesięcznego budżetu z
                                              > > > powodu nagłej awarii w domu? Hydraulik? Pralka?
                                              > > Nigdy
                                              >
                                              > Nie miałaś remontów?
                                              > Nie miałaś poważniejszej awarii?
                                              > Jak zabezpieczasz się przed szkodami poczynionymi przez lokatorów?
                                              >

                                              pytanie nie do mnie ale powiem Ci jak jest w moim pzypadku:
                                              - wszelkie koszty napraw ponoszą najemcy, a ja się z nimi rozliczę w następnym miesiącu-przy czynszu, więc wiem co mnie czeka
                                              -remontu nie robi się często, zwłaszcza jeśli odchodzący najemca ma obowiązek przywrócić stan mieszkania do poczatkowego
                                              - poza kuchenką nie mam tam żadnego AGD
                                              - mam umowę, w której jest wszystko czarno na białym, więc jak coś zniszczą mam kaucję i prawo dochodzenia naprawienia szkody jak w każdym przypadku, gdy ktoś niszczy czyjeś mienie.

                                              Zadajesz pytania, jakbyś za mieszkanie w którym mieszkasz nie ponosił żadnej odpowiedzialności. Myslisz że mozesz zniszczyć komus mieszkanie i zniknąć? No chyba ze najmujesz na lewo?
                                              • bart_smithson Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 19.02.10, 13:56
                                                > Zadajesz pytania, jakbyś za mieszkanie w którym mieszkasz nie
                                                > ponosił żadnej odpowiedzialności. Myslisz że mozesz zniszczyć
                                                > komus mieszkanie i zniknąć? No chyba ze najmujesz na lewo?

                                                Dlaczego mnie atakujesz?
                                                Ponoszę pełną odpowiedzialność za mieszkanie, które wynajmuję.
                                                Przez poprzednie 12 miesięcy udowodniłem obecnemu włascicielowi, że potrafię zająć się jego mieszkaniem.
                                                Przed podpisaniem z nim umowy przedstawiłem mu listy od poprzednich włascicieli - ooba niekonfliktowa, zadnych szkód, polecamy...

                                                I nie - nie wynajmuję na lewo.
                                                On jest zarejestrowany i odprowadza podatek.
                                                I ja jestem zarejestrowany i korzystam z ulgi dla wynajmujących.

                                                Pytanie o zabezpieczanie się jest skierowane do tych, którzy wynajmują mieszkania - jest to ich inwestycja i powinni ją chronić.

                                                Chciałbym dowiedziec się w jaki sposób ją zabezpieczają i jaka jest cena takiego zabezpieczenia w przeciagu 30 lat brania kredytu i wynajmowania owego mieszkania.
                                                • kuczyska Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 19.02.10, 14:18
                                                  bart_smithson napisał:
                                                  >
                                                  > Dlaczego mnie atakujesz?
                                                  --Złe wrażenie

                                                  > Ponoszę pełną odpowiedzialność za mieszkanie, które wynajmuję.
                                                  --Co obejmuje ta "pełna odpowiedzialność"?

                                                  > Pytanie o zabezpieczanie się jest skierowane do tych, którzy wynajmują mieszkan
                                                  > ia - jest to ich inwestycja i powinni ją chronić.
                                                  >
                                                  > Chciałbym dowiedziec się w jaki sposób ją zabezpieczają i jaka jest cena takieg
                                                  > o zabezpieczenia w przeciagu 30 lat brania kredytu i wynajmowania owego mieszka
                                                  > nia.

                                                  Mam mieszkanie ubezpieczone w taki sam sposób jakbym tam mieszkała, zadnych dodatkowych opcji zabezpieczenia nie potrzebuję, bo i po co?
                                                  • bart_smithson Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 19.02.10, 14:29
                                                    > > Ponoszę pełną odpowiedzialność za mieszkanie, które wynajmuję.
                                                    > --Co obejmuje ta "pełna odpowiedzialność"?

                                                    Zobowiązuję się oddać apartament w stanie nie gorszym niż zastany (fotografie na wejściu do lokalu).
                                                    Odpowiedzialność finansowa do wysokości depozytu (3 miesięczne raty odstępnego+czynszu). Wszelkie rachunki na moje nazwisko (TV, net, woda, prąd, gaz, telefon). Stałe miesięczne zlecenie przelewu odstepnego+czynszu na jego konto.
                                                    Czułabyś się bezpiecznie z takim lokatorem?

                                                    > Mam mieszkanie ubezpieczone w taki sam sposób jakbym tam
                                                    > mieszkała, zadnych dodatkowych opcji zabezpieczenia nie
                                                    > potrzebuję, bo i po co?

                                                    Wnioskuję, że wynajęłaś komuś gołe ściany i podłogi.
                                                    W takim przypadku nawet jakby studenciaki zdecydowały rozpalenie ogniska w salonie to dużo nie stracisz.
                                                  • kuczyska Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 19.02.10, 15:23
                                                    bart_smithson:
                                                    1. mam taką umowę że czuję się bezpieczna

                                                    2. A ile straci właściciel mieszkania, które wynajmujesz, gdy rozpalisz ognisko w salonie?
                                                  • bart_smithson Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 19.02.10, 15:35
                                                    > 2. A ile straci właściciel mieszkania, które wynajmujesz, gdy
                                                    > rozpalisz ognisko w salonie?

                                                    Widzisz.. i znowu tak wyszło...
                                                    Zamiast dyskutować o problemie (życie na kredyt) znowu dyskutujemy o mnie crying
                                                  • kuczyska Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 19.02.10, 16:56
                                                    bart_smithson napisał:

                                                    > > 2. A ile straci właściciel mieszkania, które wynajmujesz, gdy
                                                    > > rozpalisz ognisko w salonie?
                                                    >
                                                    > Widzisz.. i znowu tak wyszło...
                                                    > Zamiast dyskutować o problemie (życie na kredyt) znowu dyskutujemy o mnie crying

                                                    hmm, nie rozumeim co Cię dziwi, występujesz tu jako najemca, który nie ponosi żadnych kosztów, jest w pełni odpowiedzialny za mieszkanie i może palić ognisko w salonie mieszkania bo to nie jego będzie kosztowało... chciałabym wiedzieć jakim cudem??
                                                  • bart_smithson Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 19.02.10, 17:28
                                                    > hmm, nie rozumeim co Cię dziwi, występujesz tu jako najemca, który > nie ponosi żadnych kosztów, jest w pełni odpowiedzialny za
                                                    > mieszkanie i może palić ognisko w salonie mieszkania bo to nie
                                                    > jego będzie kosztowało... chciałabym wiedzieć jakim cudem??

                                                    "Szkoda jednak, że ta dyskusja jest też przesączona emocjami, które niektórym przyćmiewają zdrowy rozsądek."
                                                  • kuczyska a możesz na temat??? 20.02.10, 10:27
                                                    bart_smithson napisał:

                                                    > > hmm, nie rozumeim co Cię dziwi, występujesz tu jako najemca, który >
                                                    > nie ponosi żadnych kosztów, jest w pełni odpowiedzialny za
                                                    > > mieszkanie i może palić ognisko w salonie mieszkania bo to nie
                                                    > > jego będzie kosztowało... chciałabym wiedzieć jakim cudem??
                                                    >
                                                    > "Szkoda jednak, że ta dyskusja jest też przesączona emocjami, które niektóry
                                                    > m przyćmiewają zdrowy rozsądek."


                                                    Nie potrafię połączyć Twojej wypowiedzi z moją, więc mam dla Ciebie dwie propozycje:
                                                    1. jak chcesz rozmawiać to podziel sie jak to możliwe ze w wynajmowanym można wszystko, bo koszty ponosi właściciel (to może być dla kogoś ważny argument)

                                                    2. jak nie chcesz odpowiadać, to nic nie pisz bo takie mnożenie postów w których nic sensownego nie ma, zaśmieca dyskusję
                                                  • jop Re: a możesz na temat??? 20.02.10, 14:39
                                                    >jak chcesz rozmawiać to podziel sie jak to możliwe ze w
                                                    >wynajmowanym można wszystko, bo koszty ponosi właściciel (to może
                                                    >być dla kogoś ważny argument)

                                                    Bredzi chłopak, jakby się jakiegoś lepszego towaru najadł.

                                                    W polskich warunkach realia najmu są takie, że właściciel minimalizuje wkład w
                                                    mieszkanie (i słusznie - ono ma na siebie zarabiać, a nie cieszyć oko najemcy
                                                    kafelkami projektu Kenzo i meblami z Almi Decor) i nie pozwala samodzielnie
                                                    wprowadzać żadnych trwalszych zmian (i słusznie - jak mi studenteria przemaluje
                                                    ściany na psychodeliczne fioletowe mazy, to mi się skrzywi na ten widok bardziej
                                                    konserwatywny potencjalny najemca typu rodzina z dzieckiem).

                                                    Luksusowe, dizajnersko urządzone mieszkania na wynajem oczywiście istnieją, ale
                                                    po pierwsze, to naprawdę rzadkość (polskim standardem jest jednak po prostu
                                                    ktoś, kto ma 2 mieszkania i jedno wynajmuje, a nie inwestor, który buduje
                                                    kamienicę i potem wynajmuje poszczególne lokale), po drugie, to jest tak
                                                    upiornie droga impreza, że stać na nią głównie ekspatów z zachodu (którym płaci
                                                    jakaś korporacja w ramach pakietu relokacyjnego i ją zasadniczo wali, czy to
                                                    kosztuje czy 5 czy 6 tysięcy).
                                                  • bart_smithson jak to możliwe ze w wynajmowanym można wszystko? 22.02.10, 11:50
                                                    @kuczyska
                                                    > jak chcesz rozmawiać to podziel sie jak to możliwe ze w
                                                    > wynajmowanym można wszystko, bo koszty ponosi właściciel (to może
                                                    > być dla kogoś ważny argument)

                                                    Odpisałem Tobie powyżej w jaki sposób własciciel mieszkania, które wynajmuję, zabezpieczył się przed (moimi) szkodami.
                                                    Facet czuje się na tyle bezpiecznie, że "swoje" mieszkanie odwiedził do tej pory DWA razy. Żadnych zastrzeżeń.

                                                    A teraz opiszę Ci sytuację z Poznania, z 2001 roku.
                                                    Zadałem Tobie pytanie: "W jaki sposób zabezpieczasz swoją inwestycję?", jaki masz sposób na upewnienie się że wynajem mieszkania przyniesie Ci korzyści a nie tylko straty...

                                                    A teraz czas na historię:
                                                    Starszy Pan decyduje się wynająć całe mieszkanie w bloku. Znajduje grupę studenciaków chętnych zająć 4 pokoje za 1300pln/m-c i 1300 kaucji.
                                                    Dochodzi do "podpisania" nieważnej "umowy". Wszystko jest pięknie aż do okolic sesji. Studenciaki- artyści urządzają melinę. Impreza za imprezą. Odwiedziny Straży Miejskiej... Dostają od starszego Pana nakaz opuszczenia mieszkania. Mają na to miesiąc. Z hukiem wyprowadzają się najbliższego weekendu.
                                                    Podsumowanie:
                                                    1300 za niewykorzystany miesiąc
                                                    1300 kaucji

                                                    - zalany przedpokój
                                                    - odchodzący parkiet
                                                    - śmieci, że do kuchni nie idzie wejść
                                                    - niedopłata (1000pln) za ogrzewanie
                                                    - koleje 800pln za telefon
                                                    - zalegly 280pln rachunek za prad
                                                    - wybite drzwi balkonowe
                                                    i brak możliwości dochodzenia szkód od najemców...

                                                    Dość ryzykowny biznes, przyznasz sama.

                                                    Nie jest to kwestia czy można wszystko na wynajmowanym czy nie.
                                                    Jest to kwestia tego, że Ty powinnaś zabezpieczyć się przed takimi sytuacjami.
                                                    Jak to robisz? Ile Cię to kosztuje?
                                                    Masz polisę "auto-casco" na mieszkanie?
                                                    Która pokryje wszelkie koszty szkód spowodowanych przez najemców?
                                                    Czy będziesz czekała aż komornik ich znajdzie i z tego pokryjesz szkody?
                                                    Ile miesięcy minie zanim mieszkanie zacznie znowu zarabiać?

                                                    *Nie. Ja rozważałem wprowadzenie się na to miejsce w zamian za zrobienie remontu.

                                                    @joki
                                                    > Bredzi chłopak, jakby się jakiegoś lepszego towaru najadł.

                                                    Wybacz ale nie będę z Tobą prowadził dyskusji na takim poziomie.

                                                    > W polskich warunkach realia najmu są takie, że właściciel
                                                    > minimalizuje wkład w mieszkanie (i słusznie - ono ma na siebie
                                                    > zarabiać, a nie cieszyć oko najemcy)

                                                    Kwestia rynku w jaki się celuje.
                                                    Lepszy standard - lepsze pieniądze - dłuższa umowa - pewniejszy najemca.
                                                  • jop Re: jak to możliwe ze w wynajmowanym można wszyst 22.02.10, 14:03
                                                    >Kwestia rynku w jaki się celuje.
                                                    >Lepszy standard - lepsze pieniądze - dłuższa umowa - pewniejszy
                                                    >najemca.

                                                    W Polsce - z powodów, o jakich Ci wielokrotnie pisano - mieszkania wynajmują
                                                    przeważnie ludzie, których nie stać na kupno własnego. Ich nie interesuje lepszy
                                                    standard, ich interesuje każde pozostawione w portfelu 50 zł.

                                                    Nie ma sensu celowanie w lepszy rynek, bo takowego odbiorcy prawie nie ma.
                                                    Nikomu nie opłaca się utopienie w mieszkanie kilkudziesięciu tysięcy złotych w
                                                    nadziei, że w końcu trafi się ta zdarzającą się raz na parę lat okazja, czyli
                                                    frajer uprawiający swoisty odpowiednik palenia pieniędzmi w kominku - bo do tego
                                                    się wynajmowanie sprowadza.
                                                  • lacktris Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 22.02.10, 09:39
                                                    Mi to się wydaje, że Bart za wszelką cenę chce udowodnić, że życie bez kredytu
                                                    hipotecznego jest lepsze niż życie z kredytem. Że lepiej wynajmować niż się
                                                    zakredytować. Problem w tym że dla każdego co innego jest słuszną drogą. Każdy
                                                    będzie więc bronił swojego sposobu na życie- Bart wynajmowania, a np. ja i inni
                                                    kredytowania. Stąd dyskutujemy o Tobie Bart a nie o problemie, bo jest to
                                                    problem nierozwiązywalny .
                                                    Inna rzecz że niektórzy się kredytują nie czytając umów stąd potem różne
                                                    ciekawostki w stylu "kredytobiorcy nie wiedzą ile faktycznie zapłacą za kredyt"
                                                  • nvv Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 22.02.10, 11:12
                                                    > Mi to się wydaje, że Bart za wszelką cenę chce udowodnić,
                                                    > że życie bez kredytu hipotecznego jest lepsze niż życie z kredytem.

                                                    Być może, ale ja barta odbieram trochę inaczej; na pewno nie jako osobę, która ma intencje udowadnić za wszelką cenę, że życie bez kredytu jest lepsze w każdych warunkach dla każdego.

                                                    Przytoczę jego słowa z pierwszego posta tego wątku:
                                                    "Nie twierdzę, że to jest jedyny dobry sposób. Jest to sposób, który sprawdza się w moim przypadku."

                                                    Powstała IMHO pewna ułuda co do stale rosnących cen mieszkań i zgoda większości osób (m.in. na tym forum), że lepiej jest wziąć kredyt. Sporo osób nie zagłębia się dokładnie we wszystkie aspekty tych dwóch (nazwijmy to) ścieżek życiowych. Ba, część osób nawet nie zdaje sobie dokładnie sprawy ile dokładnie pieniędzy odda bankowi na przestrzeni lat spłacania kredytu. Obie ścieżki życiowe mają swoje plusy i minusy, a wielkość tych plusów i minusów jest subiektywna dla każdej osoby; nie przypominam sobie jednak żeby bart napisał gdziekolwiek że jego ścieżka życiowa jest lepsza dla każdego.

                                                    Pierwszy post barta (jaki znajduje na tym wątku) to tylko zwrócenie uwagi na to, że zdanie agpagp "Rata kredytu wyniesie nas tyle co koszt wynajmu." bywa mylne, bo jest wiele ukrytych kosztów. Owszem, wymienił plusy swojej "ścieżki życiowej", ale to jeszcze nie oznacza, że "za wszelką cenę chce udowodnić, że życie bez kredytu hipotecznego jest lepsze".

                                                    Przykro patrzeć jak większość adwersarzy barta na tym wątku nawet nie czyta uważanie wypowiedzi osoby, z którą dyskutuje i z uporem maniaka przypisuje bartowi błędne intencje.
                                                  • araceli Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 22.02.10, 11:31
                                                    nvv napisał:
                                                    > Być może, ale ja barta odbieram trochę inaczej; na pewno nie jako osobę, która
                                                    > ma intencje udowadnić za wszelką cenę, że życie bez kredytu jest lepsze w każdy
                                                    > ch warunkach dla każdego.
                                                    > Przytoczę jego słowa z pierwszego posta tego wątku:
                                                    > "Nie twierdzę, że to jest jedyny dobry sposób. Jest to sposób, który sprawdz
                                                    > a się w moim przypadku."

                                                    (...)
                                                    > Przykro patrzeć jak większość adwersarzy barta na tym wątku nawet nie czyta uwa
                                                    > żanie wypowiedzi osoby, z którą dyskutuje i z uporem maniaka przypisuje bartowi
                                                    > błędne intencje.

                                                    Nvv - i wszystko fajnie tylko nie zauważasz, że to właśnie Bart używa emocjonalnych a nie merytorycznych argumentów. Obraźliwie wyraża się o ludziach, którzy biorą kredyty. Na argumenty merytoryczne odpowiada personalnie. Już przytaczałam w tym wątku fragment, gdzie zarzucił mi coś zupełnie od czapy a poproszony o pokazanie gdzie tak napisałam - powtórzył to jeszcze raz. I kto tu nie czyta????

                                                    Bart pisze - 'Nie twierdzę, że to jest jedyny dobry sposób' po czym wylewa wiadro pomyj na tych, którzy robią nie tak jak on. Emocjonalnych nie merytorycznych pomyj. Najpierw przedstawia swoją sytuację jako przykład a jak ktoś zwróci mu uwagę na nieścisłości (np. kwestię ponoszenia kosztów remontów) to się obraża, że 'znów piszą o nim'.

                                                    Przeczytałam to co napisał Bart PRZELICZYŁAM i wcale jego decyzja nie wydaje mi się tak ekonomicznie oczywista jak jemu. Tylko, że ja w przeciwieństwie do niego nie odczuwam potrzeby wzmacniania moich argumentów poprzez wyśmiewanie osób, które decydują inaczej niż ja.
                                                  • bart_smithson Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 22.02.10, 11:52
                                                    > Przeczytałam to co napisał Bart PRZELICZYŁAM i wcale jego
                                                    > decyzja nie wydaje mi się tak ekonomicznie oczywista jak jemu.

                                                    Podziel się swoim zdaniem. Chętnie zobaczę jak Ty to widzisz. Nie twierdzę, że jestem nieomylny.
                                                  • araceli Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 22.02.10, 12:31
                                                    bart_smithson napisał:
                                                    > Podziel się swoim zdaniem. Chętnie zobaczę jak Ty to widzisz. Nie twierdzę, że
                                                    > jestem nieomylny.

                                                    Już podałam, nie lubię się powtarzać.
                                                  • bart_smithson Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 22.02.10, 12:41
                                                    Szkoda.

                                                    Nie podzielisz się swoimi przeliczeniami (mojego przypdku) - nie dowiem się gdzie popełniłem błąd.
                                                  • araceli Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 22.02.10, 13:52
                                                    bart_smithson napisał:
                                                    > Nie podzielisz się swoimi przeliczeniami (mojego przypdku) - nie dowiem się gdz
                                                    > ie popełniłem błąd.

                                                    Ty naprawdę masz zero szacunku dla czasu innych. Przeliczenie JEST W TYM WĄTKU - dokładnie TU:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,20012,106858596,107444152,Re_Teoria_teoria_Zarabiasz_na_wynajmie_.html
                                                    Jesteś tak zaślepiony, że nawet nie czytasz co się do Ciebie pisze!! Nawet odpowiedziałeś na ten post popełniając błąd logiczny - doliczając 20tys, które pominełam do wartości oszczędności i porównałeś do wartości całego kredytu. A teraz piszesz 'nie podzielisz się swoimi przeliczeniami'. Normalnie PARANOJA!

                                                    Całość wygląda tak - po 35 latach możesz zostać:
                                                    - z mieszkaniem wartym dziś 240k ponosząc po drodze koszty remontów
                                                    - ze 130k oszczędności

                                                    Decyzja nie jest dla mnie ekonomicznie oczywista.
                                                  • bart_smithson Re: Mieszkanie jest wynajmowane... 22.02.10, 16:29
                                                    > Całość wygląda tak - po 35 latach możesz zostać:
                                                    > - z mieszkaniem wartym dziś 240k ponosząc po drodze koszty remontów
                                                    > - ze 130k oszczędności

                                                    Pozwól, że sprostuję:
                                                    130k to nie oszczędności a kasa odłożona w skarpetę.
                                                    Jeśli chcę mówić o oszczędnościach - inwestuję je - używam tego kalkulatora:

                                                    www.zrozumfinanse.pl/poland/portal/kalkulatory/kalk_skladany.htm
                                                    Kwota miesięcznych oszczędności: 261
                                                    Czas oszczedzania w latach: 35
                                                    Oprocentowanie: 5% [nie jest to chyba dużo, prawda?]

                                                    Stan oszczedności na koniec okresu oszczędzania: 241 044,37


                                                    > Ty naprawdę masz zero szacunku dla czasu innych.
                                                    > Jesteś tak zaślepiony...

                                                    Przepraszam, że zająłem Twój czas.
                                        • araceli Jak Ci się żyje z wynajmem? 18.02.10, 22:52
                                          Większość pytań, które zadałeś jest totalnie bezsensowna imo bo dotyczy tak wynajmu jak kupna.

                                          1. Jak żyje Ci się z faktem, że właściciel mieszkania może Cię w każdej chwili wyrzucić?
                                          2. Czy oprócz miesięcznego odstępnego odkładasz też na fundusz awaryjny?
                                          3. Nachodzą Cię czasami myśli o tym co się stanie jak stracisz pracę?
                                          4. A jeśli nie miałbyś na zapłatę odstępnego?
                                          5. Czy odmówiłeś sobie kiedyś wyjazdu na wakacje, bo musiało starczyć na odstępne?
                                          6. Czy kiedyś nie udało Ci się zamknąć miesięcznego budżetu z powodu podwyżki odstępnego, utraconej kaucji?
                                          7. Ile razy przeklinałeś korki w drodze do pracy, bo taniej było wynająć z dala od centrum?
                                          8. Czy wyjąbyś mieszkanie w innym miejscu jeśli tylko byłoby Cię stać?
                                          9. Nie denerwują Cię studenci mieszkający nad Tobą? Te ciągłe balangi?
                                          10. Czy przyszła emerytura wystarczy Ci na płacenie odstępnego? Czy odkładasz by tę emeryturę zwiększyć?
                                          • bart_smithson Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 10:58
                                            > 1. Jak żyje Ci się z faktem, że właściciel mieszkania może Cię w
                                            > każdej chwili wyrzucić?

                                            Czuję się bezpiecznie z umową, która podpisałem.
                                            Okres wypowiedzenia spokojnie starczy na znalezienie "zamiennika".
                                            Minął już rok w nowym mieszkaniu - wzajemnie się zapewnilismy, że współpraca nam odpowiada.
                                            Mieszkanie jest z tych "tylko do wynajmu". Własciciel nie wpadnie na cudowny pomysł rozwiązania umowy byle tylko dorastająca córa miała gdzie mieszkać.

                                            > 2. Czy oprócz miesięcznego odstępnego odkładasz też na fundusz
                                            > awaryjny?

                                            Różnicę między odstępnym rynkowym a płaconym + fundusze celowe.

                                            > 3. Nachodzą Cię czasami myśli o tym co się stanie jak stracisz
                                            > pracę?

                                            Na kilka miesięcy jeszcze mi starczy. Jestem zdania, że lepiej nie mieć nic niż mieszkanie banku i setki tysięcy w kredytach.

                                            > 4. A jeśli nie miałbyś na zapłatę odstępnego?

                                            Odstępne za mieszkanie dla trzech osób stanowi mniej niż 20% jednej pensji.

                                            > 5. Czy odmówiłeś sobie kiedyś wyjazdu na wakacje, bo musiało
                                            > starczyć na odstępne?

                                            Nigdy z powodu odstępnego. Z powodu dalszych inwestycji - w zeszłym roku.

                                            > 6. Czy kiedyś nie udało Ci się zamknąć miesięcznego budżetu z powodu podwyżki odstępnego, utraconej kaucji?

                                            Przez ostatnie 3 lata płacę coraz niższe odstępne. W tej chwili za 3 pokoje w mniejszym mieście płace tyle ile płaciłem w stolicy za pokój dwuosobowy. Dotychczas kaucja była zwracana w całości, za wyjatkiem jednego potrącenia za odparzony stół.

                                            > 7. Ile razy przeklinałeś korki w drodze do pracy, bo taniej było
                                            > wynająć z dala od centrum?

                                            Jakie korki? Mieszkam poza miastem i pracę mam zaraz obok.

                                            > 8. Czy wyjąbyś mieszkanie w innym miejscu jeśli tylko byłoby Cię
                                            > stać?

                                            Własnie to zrobiłem. Rok temu przeniosłem się tuż obok miejsca mojej pracy.

                                            > 9. Nie denerwują Cię studenci mieszkający nad Tobą?
                                            > Te ciągłe balangi?

                                            Studenci? nade mną?

                                            > 10. Czy przyszła emerytura wystarczy Ci na płacenie odstępnego?
                                            > Czy odkładasz by tę emeryturę zwiększyć?

                                            Jeśli miałbym kredyt miałbym troszkę ciężej smile
                                            • kuczyska Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 11:38
                                              Bart, dzięki ludziom myslącym tak jak Ty moge spać spokojnie. Nie boję się że nagle nie będę miała komu wynająć mieszkania, bo wszyscy zechcą płacić bankowi a nie mi smile
                                              Moja sytuacja wygląda tak: lokatorzy płacą tyle że pokrywa ratę kredytu. Mam raty malejące, więc mam pewność że zawsze będę mogła zaproponować atrakcyjną cenę dla najemcy.
                                              Moja odpowiedzialność kosztowa dotyczy tylko napraw powyżej 200zł, sprzęty które są w mieszkaniu mają być sprawne przy zdawaniu mieszkania, mieszkanie ma być odświeżone.
                                              Może jestem tępa, ale nie widzę dlaczego opcja kupna na wynajem miałaby mi się nie opłacać, a Ty tak twierdzisz. Płacisz komuś i boli Cię że on na Tobie zarabia?
                                              • bart_smithson Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 12:45
                                                > Może jestem tępa, ale nie widzę dlaczego opcja kupna na wynajem
                                                > miałaby mi się nie opłacać, a Ty tak twierdzisz. Płacisz komuś i
                                                > boli Cię że on na Tobie zarabia?

                                                Nie sadzę byś była.
                                                Jeśli zadzają Ci się finanse - spoko. Udało Ci się.
                                                Boli mnie? I jemu to się opłaca, i mnie.
                                                Cieszę się, że mam wolne środki, za które kiedyś będę miał domek.
                                              • falllen_angel Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 14:38
                                                kuczyska napisała:

                                                > Bart, dzięki ludziom myslącym tak jak Ty moge spać spokojnie. Nie boję się że
                                                n agle nie będę miała komu wynająć mieszkania, bo wszyscy zechcą płacić bankowi
                                                a nie mi smile
                                                > Moja sytuacja wygląda tak: lokatorzy płacą tyle że pokrywa ratę kredytu. Mam
                                                raty malejące, więc mam pewność że zawsze będę mogła zaproponować atrakcyjną
                                                cenę dla najemcy.

                                                A nie boisz się tych co mają mieszkania na wynajem bez hipoteki? Może to jednak
                                                oni mogą zaproponować bardziej atrakcyjną cenę?!

                                                W.
                                                • kuczyska Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 15:32
                                                  nie, nie boję się, bo w mieście uniwersyteckim zawsze jest popyt, a mieszkanie studenckie nie bedzie tańsze od stancji.
                                                  • falllen_angel Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 16:25
                                                    kuczyska napisała:

                                                    > nie, nie boję się, bo w mieście uniwersyteckim zawsze jest popyt, a mieszkanie
                                                    studenckie nie bedzie tańsze od stancji.

                                                    a co myślisz o tym?

                                                    w333.wrzuta.pl/obraz/powieksz/348UCODC4TA
                                                    W.
                                              • nvv Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 14:38
                                                Jak ja to widzę, to taki podział się zrobił w tej dyskusji na dwie skrajne frakcje:
                                                1. "mam kredyt na mieszkanie i będę przekonywać, że warto"
                                                2. "nie mam kredytu na mieszkanie, wynajmuje i będę przekonywać Was, że podjąłem słuszną decyzję".

                                                Choć właściwie to bart wg mnie bardziej broni swojego indywidualnego wyboru wykazując, że on na tym lepiej wyjdzie
                                                • bart_smithson PODSUMOWANIE CAŁEGO WĄTKU - @nvv powyżej 19.02.10, 14:58
                                                  Dzięki nvv za to podsumowanie.

                                                  a jak będzie - nikt nie wie.
                                                • only_marcopol Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 19:07
                                                  nvv napisał:

                                                  > Jak ja to widzę, to taki podział się zrobił w tej dyskusji na dwie skrajne frak
                                                  > cje:
                                                  > 1. "mam kredyt na mieszkanie i będę przekonywać, że warto"
                                                  > 2. "nie mam kredytu na mieszkanie, wynajmuje i będę przekonywać Was, że
                                                  podjąłe> m słuszną decyzję".
                                                  >
                                                  >to ja się chyba wyłamałam bo przekonywałam, dlaczego nie mogłabym zy na
                                                  wynajętym a nie mam kredytu wink

                                                  tak serio fajne podsumowanie smile
                                            • only_marcopol Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 12:12
                                              bart_smithson napisał:


                                              >
                                              > Czuję się bezpiecznie z umową, która podpisałem.
                                              > Okres wypowiedzenia spokojnie starczy na znalezienie "zamiennika".
                                              > Minął już rok w nowym mieszkaniu - wzajemnie się zapewnilismy, że współpraca na
                                              > m odpowiada.
                                              > Mieszkanie jest z tych "tylko do wynajmu".

                                              Moja przyjaciółka tez mieszkała rok w mieszkaniu, które było "tylko do
                                              wynajmu" i zapewnili sie o pasujacej im współpracy - po czym okazało się ze
                                              jednak kasa im sie przyda i sprzedali mieszkanie - a im dali dwa miesiące na
                                              wyprowadzkę - dziekuje wolę mieć własne mieszkanie, z którego nikt mnie nie
                                              wyrzuci
                                              Poza tym nie wyobrażam sobie mieszkania i korzystania z czyjejś łazienki czy
                                              kuchni ( to dla mnie obrzydliwe) a remont remontowanego nie wchodzi w grę
                                              • only_marcopol poprawka 19.02.10, 12:13
                                                remont wynajmowanego miało być big_grin
                                              • kuczyska Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 12:36
                                                only_marcopol napisała:

                                                > Poza tym nie wyobrażam sobie mieszkania i korzystania z czyjejś łazienki czy
                                                > kuchni ( to dla mnie obrzydliwe) a remont remontowanego nie wchodzi w grę [/i]

                                                No nie przesadzaj- naprawdę nigdy nie nocowałas poza własnym domem?
                                                Wówczas jest nawet bardziej "obrzydliwe", bo przecież nie wyszorujesz wanny czy prysznica przed użyciem gdy jesteś u kogoś z wizytą. A łózko?- fuj, fuj, fuj!
                                                Jestem również ciekawa jak spędzasz urlop z takim podejściem?
                                              • bart_smithson Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 12:49
                                                > Poza tym nie wyobrażam sobie mieszkania i korzystania z czyjejś
                                                > łazienki czy kuchni ( to dla mnie obrzydliwe)

                                                Nie odbieram tego tak. Pewnie gdybym tak miał to nigdy nie przenocowałbym w hotelu czy wyjechał na wakacje.

                                                Rozumiem, że własna kuchnia i łazienka to priorytet dla Ciebie.
                                                No to chyba tylko spadek albo kupno na kredyt Ciebie ratuje ;/
                                                • only_marcopol Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 13:18
                                                  bart_smithson napisał:


                                                  >
                                                  > Nie odbieram tego tak. Pewnie gdybym tak miał to nigdy nie przenocowałbym w hot
                                                  > elu czy wyjechał na wakacje.
                                                  >
                                                  > Rozumiem, że własna kuchnia i łazienka to priorytet dla Ciebie.
                                                  > No to chyba tylko spadek albo kupno na kredyt Ciebie ratuje ;/

                                                  nie priorytet, ale jest to bardzo ważne dla mnie tak samo poczucie
                                                  bezpieczeństwa czyli pewność ze nie będę się musiała z dzieckiem tułać i szukać
                                                  co rusz to nowego mieszkania - być może miałeś szczęście i do tej pory nikt ci
                                                  nie wypowiedział mieszkania ale moja przyjaciółka np tego szczęścia nie miała i
                                                  wiem jak wygląda takie życia non stop na walizkach.

                                                  Nie jestem zwolennikiem kredytu, ale zdecydowanie wolałabym go niż wynajem
                                                  gdybym miała taki wybór.
                                                  • bart_smithson Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 14:07
                                                    > > Rozumiem, że własna kuchnia i łazienka to priorytet dla Ciebie.
                                                    > > No to chyba tylko spadek albo kupno na kredyt Ciebie ratuje ;/
                                                    >
                                                    > nie priorytet, ale jest to bardzo ważne dla mnie tak samo poczucie
                                                    > bezpieczeństwa czyli pewność ze nie będę się musiała z dzieckiem
                                                    > tułać i szukać co rusz to nowego mieszkania.
                                                    >
                                                    > Nie jestem zwolennikiem kredytu, ale zdecydowanie wolałabym go niż
                                                    > wynajem gdybym miała taki wybór.

                                                    OK, dziekuję.
                                                    Jesteś pierwszą tu osobą, która tak dokładnie przedstawiła czynniki brane pod uwagę przy kalkulacji pełnych kosztów kredytu.

                                                    1. Własna kuchnia / własna łazienka
                                                    2. Własciciele wyganiają z mieszkań częściej niż banki

                                                    Ad 1 - nie uzyskasz tego wynajmując
                                                    Ad 2 - statystycznie masz rację
                                                    (Banki w PL jeszcze nie zaczeły eksmitować za niespłacone długi, tu gdzie jestem już pojawiają się pierwsze nagłówki w gazetach)

                                                    Jeśli miałbym Tobie doradzać - doradzam wzięcie kredytu na "własne" M. To jest jedyny znany mi sposób na własną kuchnię i łazienkę.

                                                    Dziękuję za wytłumaczenie powodów dla których wzięłaś/wzięłabyś kredyt. Szanuję Twoją decyzję.
                                                  • only_marcopol Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 19:00
                                                    Dzięki za radę, ale mam to szczęściem, że mam własne M bez kredytu smile, nie
                                                    musiałam tez nigdy kalkulować co mi się bardziej opłaca więc przedstawiłam
                                                    tylko czynniki, które mnie nie pozwoliłyby żyć na wynajętym chyba nawet za cenę
                                                    kredytu większą niż wynajmu.


                                                  • only_marcopol Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 19.02.10, 19:12
                                                    bart_smithson napisał:


                                                    > Ad 2 - statystycznie masz rację
                                                    > (Banki w PL jeszcze nie zaczeły eksmitować za niespłacone długi, tu gdzie jeste
                                                    > m już pojawiają się pierwsze nagłówki w gazetach)
                                                    >

                                                    niespłacanie długów jest jedynym powodem, dla którego może bank wyrzucić "nas
                                                    dłużników" z mieszkania natomiast właściciel może wyrzucić z wielu powodów i
                                                    dlatego nie tylko statystycznie w mieszkaniach na kredyt jednak zawsze będzie
                                                    "bezpieczniej"

                                                    No, ale jak juz wielokrotnie tu było powtarzane każdy robi tak jak mu pasuje
                                                    najlepiej - poza tym, to że jestem zwolennikiem własnego M nie oznacza iż uważam
                                                    ze tak jest najbardziej opłacalnie smile
                                                  • gggaaaddd Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 20.02.10, 10:00
                                                    Witam.
                                                    Zgadzam się z only_marcopol, że przy zakupie mieszkania zazwyczaj
                                                    jedynego w ciągu całego życia ludzie nie kalkulują czy im sie to
                                                    opłaci w sensie ekonomicznym. kupują, mieszkają o zamianie myślą
                                                    zazwyczaj po długim okresie, a gdy brak kasy wcale. Moim zdaniem
                                                    niebezpieczne jest gdy ktoś ma średnie możliwości finansowe, a
                                                    porywa się na duże mieszkanie i później musi znacząco obnizyć swój
                                                    standard życiowy, aby spłacić kredyt. Znam tylko jeden taki
                                                    przypadek, zazwyczaj jednak ludzie dobrze oceniają swoją sytuacją i
                                                    biorą kredyt na miarę swoich możliwości.
                                                • jop Re: Jak Ci się żyje z wynajmem? 20.02.10, 12:27
                                                  Wiesz, nie każdy ma mentalność studenta, który może mieszkać w dowolnym syfie,
                                                  byle tanio.

                                                  Ludzie o minimalnym poczuciu estetyki wolą przy porannym myciu zębów oglądać
                                                  takie kafelki, jakie im się podobają, a nie to, co właściciel kupił na
                                                  wyprzedaży w Castoramie za 11,99 za m2.
                      • falllen_angel Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 19.02.10, 16:09
                        ko_kartka napisała:

                        > bart_smithson napisał:
                        >
                        > > > Natomiast podejrzewam, że dla
                        > > > znaczącej części ludzi zakup mieszkania to nie chęć zysku, ale po
                        > > > prostu chcą mieszkać na swoim.
                        > >
                        > > Zgoda. Ziemia/dom/mieszkanie to kulturowo uwarunkowane "musisz mieć by cz
                        > uć się
                        > > bezpiecznie". I wiekszość to przyjmuje bez specjalnego zastanawiania. Tak
                        > ma b
                        > > yć i koniec. Podobnie - musisz mieć ślub, potem koniecznie dziecko... bo
                        > tak mi
                        > > ała babka, prababka... bo tak każdy miał w rodzinie...
                        >
                        > Zaciera ci się granica między rzeczywistością a własnymi uprzedzeniami. Gdyby
                        było tak, jak mówisz, to nigdy byśmy z drzew nie zeszli. Terytorialność jednakoż
                        jest podstawą funkcjonowania człowieka nowoczesnego,

                        Możesz rozwinąć te myśl o terytorialności? I człowieku nowoczesnym?

                        To co opisał Bart to tzw. 'syndrom chłopa pańszczyźnianego'.

                        W Polsce miłość do ziemi ma silne uwarunkowanie kulturowe. Z jednej strony
                        tłumaczy to doskonale przywiązanie do ziemi i miejsca zamieszkania oraz
                        wynikającą z tego małą mobilność w porównaniu do społeczeństw zachodnich. Chłop
                        pańszczyźniany -jak pamiętamy- tam umierał gdzie się rodził (chyba, ze go pan
                        oderwał od ziemi). Zresztą jego dzieci również.
                        Stąd w prostej linii wywodzi się bardzo popularne podejście, że jak już budować
                        dom to taki, żeby i dzieci w nim mieszkały i jeszcze dzieci dzieci.

                        Z drugiej strony chłop posiadający ziemię to był ktoś, jak można przeczytać
                        chociażby w 'Chłopach" Reymonta. Posiadanie ziemi dawało pewną ułudę wolności
                        oraz podwyższało pozycję społeczną.

                        W XXI wieku z zasadzie nic się nie zmieniło, z tą jedynie różnicą, że miłość do
                        ziemi wprost zastępowana jest miłością do sterty pustaka. Która to sterta
                        pustaka jest wartością największą jaką można przekazać dzieciom (do spłacenia
                        heheheh).

                        Sam się dziwię, że mnie to dziwi smile

                        W.
                        • only_marcopol Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 19.02.10, 19:16
                          fallen a może nie do końca chodzi o miłość do ziemi i chłopa pańszczyźnianego a
                          po prostu zwyczajne poczucie bezpieczeństwa - nie każdy tego potrzebuje zgoda,
                          ale dla wielu osób kobiet zwłaszcza big_grin to bardzo ważne. Nie każdy wyobraża sobie
                          tułanie się z mieszkania do mieszkania z małym dzieckiem np.
                          • falllen_angel Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 19.02.10, 20:20
                            only_marcopol napisała:

                            > fallen a może nie do końca chodzi o miłość do ziemi i chłopa pańszczyźnianego
                            a po prostu zwyczajne poczucie bezpieczeństwa - nie każdy tego potrzebuje zgoda,

                            Nie bardzo potrafię zrozumieć, w jaki sposób osiąga się poczucie bezpieczeństwa
                            mając zobowiązanie wobec banku na 800 czy 600tys. Dla mnie to jest taka presja
                            psychiczna, że o żadnym poczuciu nie ma mowy.

                            Natomiast w sytuacji, gdy mam na koncie swoje 200 czy 300 tys. To owszem
                            pieniądze te zapewniają mi _rzeczywiste_ poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeżeli
                            trafię na tego legendarnego właściciela mieszkania, co każe mi się wyprowadzić z
                            dnia na dzień. OK, przyjeżdżają chłopaki z firmy przeprowadzkowej, zabierają
                            moje klocki do magazynu. A ja się przenoszę na te dwa czy trzy tygodnie do
                            hotelu. Owszem trochę by to kosztowało, ale i tak sumarycznie mniej niż się topi
                            w kredycie.

                            W.
                            • only_marcopol Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 20.02.10, 10:42
                              falllen_angel napisał:


                              > Nie bardzo potrafię zrozumieć, w jaki sposób osiąga się poczucie bezpieczeństwa
                              > mając zobowiązanie wobec banku na 800 czy 600tys. Dla mnie to jest taka presja
                              > psychiczna, że o żadnym poczuciu nie ma mowy.

                              Dlaczego ty ciągle o tym kredycie ?? Ja pisałam o tym dlaczego ludzie chcą mieć
                              własne mieszkanie i że nie chodzi tu o miłość do ziemi, dlaczego nie mogłabym
                              żyć na wynajętym- przecież nie każdy kto posiada własne M ma je na kredyt -
                              wyobraź sobie, że są osoby które mają mieszkanie i nie maja kredytu na 30 lat,
                              aż tak trudno w to uwierzyć ??
                              • only_marcopol Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 20.02.10, 10:43
                                poza tym nie wszędzie mieszkania kosztują 600 czy 800 tyś - w moim regionie za
                                60 m zapłacisz max 160 tys to chyba też zmienia postać rzeczy
                              • falllen_angel Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 21.02.10, 11:08
                                only_marcopol napisała:

                                > falllen_angel napisał:
                                >
                                >
                                > > Nie bardzo potrafię zrozumieć, w jaki sposób osiąga się poczucie bezpiecz
                                > eństwa
                                > > mając zobowiązanie wobec banku na 800 czy 600tys. Dla mnie to jest taka p
                                > resja
                                > > psychiczna, że o żadnym poczuciu nie ma mowy.
                                >
                                > Dlaczego ty ciągle o tym kredycie ??

                                Może dlatego, że temat wątku to 'życie z kredytem'?

                                > Ja pisałam o tym dlaczego ludzie chcą mieć
                                > własne mieszkanie i że nie chodzi tu o miłość do ziemi, dlaczego nie mogłabym
                                żyć na wynajętym- przecież nie każdy kto posiada własne M ma je na kredyt -
                                wyobraź sobie, że są osoby które mają mieszkanie i nie maja kredytu na 30
                                lat,aż tak trudno w to uwierzyć ??

                                Wyobrażam sobie, ale co to ma do tematu? Przecież nie każe tego sprzedać i żyć w
                                wynajętym?

                                W.
                                • only_marcopol Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 21.02.10, 16:02
                                  nie zrozumieliśmy się chyba - odniosłam się do tematu chłopa pańszczyźnianego i
                                  tego dlaczego tak ludzie często chcą mieć własne M - ale to rzeczywiście nie w
                                  temacie wątku wiec nie ciągnę już tematu
                            • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 20.02.10, 16:33
                              falllen_angel napisał:
                              > Nie bardzo potrafię zrozumieć, w jaki sposób osiąga się poczucie bezpieczeństwa
                              > mając zobowiązanie wobec banku na 800 czy 600tys. Dla mnie to jest taka presja
                              > psychiczna, że o żadnym poczuciu nie ma mowy.
                              > Natomiast w sytuacji, gdy mam na koncie swoje 200 czy 300 tys. To owszem
                              > pieniądze te zapewniają mi _rzeczywiste_ poczucie bezpieczeństwa.


                              A ja zapytam - co ma piernik do wiatraka? Dlaczego posiadanie kredytu ma wykluczać posiadanie oszczędności?

                              Tak czy inaczej coś się płaci - kredyt albo odstępne. Te wielkości różnie się kształtują. Według tego co zrozumiałam z Twoich wypowiedzi stoisz na stanowisku, że lepiej jest wynajmować (mniej za to płacąc) i odkładać coś na konto. Tylko ILE musiałaby wynosić ta różnica, żeby odłożyć 200-300k? Załóżmy (hipotetycznie), że różnica między wynajmem a kredytem wynosi 1000zł (mało wg. mnie realne). 200-300k odkładalibyśmy 200-300 miesięcy czyli 16-25lat!! Dobre inwestowanie rzecz jasna skróciłoby ten proces no ale to i tak długie lata!

                              Płacąc kredyt bez problemu można odkładać o ile rata dostosowana jest do naszych możliwości. Ja jestem zwolenniczką funduszu awaryjnego wystarczającego na minimum rok funkcjonowania w przypadku np. utraty pracy. Mało tego - pieniądze zebrane powyżej funduszu awaryjnego mogą służyć do wcześniejszej spłaty kredytu, dzięki czemu nie płacimy odsetek.
                              • only_marcopol Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 21.02.10, 10:40

                                > A ja zapytam - co ma piernik do wiatraka? Dlaczego posiadanie kredytu ma wykluc
                                > zać posiadanie oszczędności?
                                >
                                właśnie też mnie to zaintrygowało przecież za wynajem tez trzeba płacić tylko
                                końcowy efekt wypada marniej uncertain
                                • gggaaaddd Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 21.02.10, 13:14
                                  Właśnie za wynajem też się płaci, a założenia głoszone przez
                                  zwolenników wynajmu, ze kupione mieszkanie nie zdrożeje też nie jest
                                  pewne, jak było już wielokrotnie podkreślane. Z moich obserwacji
                                  wynika, że w ostatnim okresie wcale ceny atrakcyjnych mieszkań nie
                                  zmalaly, a nawet minimalnie wzrosły. Poza tym mam wrażenie, że
                                  buduje się mniej, szczególnie w mniejszych miastach, gdzie dosłownie
                                  powstaje po kilka inwestycji, a mieszkania z rynku wtórnego
                                  kilkuletnie, w miarę przyzwoicie wykończone sprzedają się nie
                                  najgorzej.
                              • falllen_angel Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 22.02.10, 11:57
                                araceli napisała:

                                > falllen_angel napisał:
                                > > Nie bardzo potrafię zrozumieć, w jaki sposób osiąga się poczucie bezpiecz
                                > eństwa
                                > > mając zobowiązanie wobec banku na 800 czy 600tys. Dla mnie to jest taka p
                                > resja
                                > > psychiczna, że o żadnym poczuciu nie ma mowy.
                                > > Natomiast w sytuacji, gdy mam na koncie swoje 200 czy 300 tys. To owszem
                                > > pieniądze te zapewniają mi _rzeczywiste_ poczucie bezpieczeństwa.
                                >
                                >
                                > A ja zapytam - co ma piernik do wiatraka? Dlaczego posiadanie kredytu ma
                                wykluczać posiadanie oszczędności?

                                Ponieważ statystycznie w Polsce tak właśnie jest.

                                > Tak czy inaczej coś się płaci - kredyt albo odstępne. Te wielkości różnie się
                                kształtują. Według tego co zrozumiałam z Twoich wypowiedzi stoisz na stanowisku,
                                że lepiej jest wynajmować (mniej za to płacąc) i odkładać coś na konto. Tylko
                                ILE musiałaby wynosić ta różnica, żeby odłożyć 200-300k? Załóżmy
                                (hipotetycznie), że różnica między wynajmem a kredytem wynosi 1000zł (mało wg.
                                mnie realne).

                                Dla Ciebie to cała otaczające rzeczywistość jest mało realna, prawda?

                                Masz nawet w tym wątku zwierzenia koleżanki, która za prawo własności do sterty
                                pustaka płaci dokładnie 1000PLN więcej...

                                Poszukaj sobie...

                                W.
                                • araceli Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 22.02.10, 12:30
                                  falllen_angel napisał:
                                  > Dla Ciebie to cała otaczające rzeczywistość jest mało realna, prawda?
                                  >
                                  > Masz nawet w tym wątku zwierzenia koleżanki, która za prawo własności do sterty
                                  > pustaka płaci dokładnie 1000PLN więcej...
                                  >
                                  > Poszukaj sobie...

                                  Zdaje się, że ten 1kPLN to jest przykład, który został obalony (brak możliwości wyjęcia mieszkania tak tanio - sam nie potrafiłeś wskazać takiej opcji).
                                  • bart_smithson Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 22.02.10, 12:39
                                    > > Masz nawet w tym wątku zwierzenia koleżanki, która za prawo
                                    > > własności do sterty pustaka płaci dokładnie 1000PLN więcej...
                                    >
                                    > Zdaje się, że ten 1kPLN to jest przykład, który został obalony


                                    forum.gazeta.pl/forum/w,20012,106858596,106990236,Wroclaw.html
                                    • falllen_angel Re: Teoria - teorią. Zarabiasz na wynajmie? 22.02.10, 13:39
                                      bart_smithson napisał:

                                      > > > Masz nawet w tym wątku zwierzenia koleżanki, która za prawo
                                      > > > własności do sterty pustaka płaci dokładnie 1000PLN więcej...
                                      > >
                                      > > Zdaje się, że ten 1kPLN to jest przykład, który został obalony
                                      >
                                      >
                                      > forum.gazeta.pl/forum/w,20012,106858596,106990236,Wroclaw.html

                                      No nie wiem, czy dobrze postępujesz tak podając na tacy. W ten sposób się nigdy
                                      niczego nie nauczy...

                                      Jak mówił jeden prezydent trzeba dawać wędkę, a nie rybę...

                                      W.
                                      • araceli Czytanie ze zrozumieniem po raz kolejny 22.02.10, 13:55
                                        falllen_angel napisał:
                                        > > forum.gazeta.pl/forum/w,20012,106858596,106990236,Wroclaw.html

                                        No rewelacja - znów porównujemy jabłka do gruszek i nawet nie zadajemy sobie trudu, żeby przeczytać, że w treści sama autorka napisała, że kupiła INNE mieszkanie, które jest w stanie wynająć za minimum 1800zł a nie 1700 jak poprzednie. MINIMUM.

                                        Oczywiście możemy też porównywać wynajem kawalerki na zadupiu do kredytu na 150-metrowy apartament w centrum dużego miasta i wtedy to dopiero świetne argumenty mieć będziemy big_grin
                                        • falllen_angel Re: Czytanie ze zrozumieniem po raz kolejny 22.02.10, 14:37
                                          araceli napisała:

                                          > falllen_angel napisał:
                                          > > > forum.gazeta.pl/forum/w,20012,106858596,106990236,Wroclaw.html
                                          >
                                          > No rewelacja - znów porównujemy jabłka do gruszek i nawet nie zadajemy sobie
                                          trudu, żeby przeczytać, że w treści sama autorka napisała, że kupiła INNE
                                          mieszkanie, które jest w stanie wynająć za minimum 1800zł a nie 1700 jak
                                          poprzednie. MINIMUM.

                                          Różne minima podawane przez właścicieli to często można włożyć między bajki o
                                          żelaznym wilku i czerwonym kapturku.

                                          Taki przykład sobie pozwolę:

                                          Było sobie mieszkanie wynajmowane w Wawie od jakiegoś czasu za 1600PLN.
                                          Właściciel bardzo chciał, żeby ludziki najmujące mieszkały jak najdłużej, tak
                                          więc w wyniku obserwacji trendów na rynku obniżył im na jesieni na 1400PLN. Jak
                                          mówi, tanizna to jest straszliwa, taniej nie znajdą, będą siedzieć. Wyprowadzili
                                          się w styczniu, bo podobno znaleźli lepsze za 1200PLN.

                                          Obecnie za 1300PLN próbuje puścić i podobno chętnych nie widać...

                                          W.
                                          • araceli Re: Czytanie ze zrozumieniem po raz kolejny 22.02.10, 14:58
                                            falllen_angel napisał:
                                            > Różne minima podawane przez właścicieli to często można włożyć między bajki o
                                            > żelaznym wilku i czerwonym kapturku.

                                            Oczywiście tylko te, które Tobie nie pasują big_grin
                                            • myszka1202 Re: Czytanie ze zrozumieniem po raz kolejny 22.02.10, 15:49
                                              Jako,ze w wątku pojawił się post z moją wypowiedzia, czuje się zobligowana do
                                              wyjasnienia. Mieszkanie zakupione przeze mnie jest w o wiele wyższym
                                              standardzie, niz wynajmowane przeze mnie za te 1700pln. Większe (3pokoje zamiast
                                              2), w szeregówce, z ogródkiem. takie mieszkania w tej chwili wynajmowane sa za
                                              ponad 2000pln, dlatego napisałam, ze bede mogła wynajac za min. 1800pln.
                                              oczywiscie na dzien dzisiejszy, nie wiem, co bedzie jutro.

                                              Nadal uważam, ze posiadanie wlasnego M, nawet za cene 1000pln wiecej jest
                                              bezcenne smile

                                              Jestem też osobą, która nie umie oszczędzać i gdybym wynajmowala nadal
                                              mieszkanie, to na pewno tej roznicy 1000pln nie odkladałabym na konto. po 30-stu
                                              latach nie miałabym wiec zadnych oszczedności, a a tak przynajmniej bede miec
                                              mieszkanie smile (mam nadzieje, ze splacone za 10lat smile)
                                              • bart_smithson Re: Czytanie ze zrozumieniem po raz kolejny 22.02.10, 16:36
                                                > takie mieszkania w tej chwili wynajmowane sa za
                                                > ponad 2000pln, dlatego napisałam, ze bede mogła wynajac za min. 1800pln

                                                Gdybyś zmuszona była oddać je w najem to tracisz 900pln co miesiąc.
                                                Nie życzę znalezienia się w takiej sytuacji ;/

                                                > Jestem też osobą, która nie umie oszczędzać (...)
                                                > a tak przynajmniej bede miec mieszkanie smile

                                                I dobrze, że chociaż w taki sposób "oszczędzasz" na swoje mieszkanie.
                                                Oboje w końcu skończymy we własnych mieszkaniach, wolnych od hipoteki.
    • sefora74 Re: życie z kredytami 17.02.10, 14:23
      Uwielbiam teksty typu: " Nie wyobrażam sobie wzięcia kredytu
      hipotecznego...my mieszkanie dostaliśmy od rodziców" to co do diaska
      taka osoba może wiedzieć o motywach wzięcia takiego kredytu. Nikt
      normalny nie zadłuży się na 30 lat dla przyjemności, osoby które się
      na to decydują nie mają po prostu innego wyjścia. Ja niestety nic od
      nikogo nie dostałam i musieliśmy sami z mężem zadbać o los nasz i
      naszych dzieci. Nie jest łatwo żyć z takim obciążeniem ale
      przynajmniej może moim dzieciom będzie kiedyś łatwiej.

      https://www.suwaczki.com/tickers/zem32n0a3d0pppx8.png
      https://www.suwaczki.com/tickers/k0kdkqi1svexq0qk.png

    • yoko0202 w ogóle się nad tym nie zastanawiam 17.02.10, 14:46
      mieszkam sobie, remontuję powoli, i jużsmile
      jeżeli myślę w ogóle nad czymś w kontekście kredytu hipotecznego, to nad tym
      coby mieć na kolejną ratę (tak samo jak bym pewnie myślała nad kolejnym czynszem
      za wynajmowane)

      dla mnie w ogóle to nie jest żadna kwestia warta głębszego rozkminiania - co bym
      zrobiła z tymi pieniędzmi, ile zapłacę w sumie odsetek itp itd.
      ja nie wiem co będzie za 20 czy 30 lat, potrzebuję mieszkanie teraz, i teraz je
      mam.
      • gggaaaddd Re: w ogóle się nad tym nie zastanawiam 17.02.10, 15:07
        Witam zgadzam się z Twoim podejściem. Kiedyś niestety myślałam
        inaczej (bałam się zobowiązań kredytowych). Tymczasem nieruchomości
        zdrożały dwukrotnie w ciągu którtkiego czasu i niestety trzeba było
        zapłacić więcej.
        • limkashira Re: w ogóle się nad tym nie zastanawiam 21.02.10, 11:19
          A mi się ciężko zyje z kredytem (60.000). sad

          Fakt, ze to nie kredyt hipoteczny, tylko gotówkowy (konsolidacje
          robiliśmy) i spłacimy go za 3 lata, ale pochłania znaczna częśc
          naszych dochodów. Jednak chcemy jak najszybciej sie go pozbyć. choć
          czasami mam ochotę rozłożyć go na 10 lat byle tylko rata była
          mniejsza uncertain
          • gggaaaddd Re: w ogóle się nad tym nie zastanawiam 21.02.10, 13:01
            Trzymam za Ciebie kciuki, żeby Ci się udało w te trzy lata. Zawsze
            mniej odsetek. Ja też mam plany co do spłaty kredytu spłacić jak
            najszybciej. Natomiast moje zadłużenie jest zdecydowanie większe
            kredyt hipoteczny, więc odsetki mniejsze niż w kredycie
            konsumpcyjnym, ale mimo wszystko zadłużenie to zadłużenie, a bank
            musi zarobić.
            • gggaaaddd poprawka 21.02.10, 13:18
              gggaaaddd napisała:

              > Trzymam za Ciebie kciuki, żeby Ci się udało w te trzy lata. Zawsze
              > mniej odsetek. Ja też mam plany co do spłaty kredytu spłacić jak
              > najszybciej. Natomiast moje zadłużenie jest zdecydowanie większe
              > kredyt hipoteczny, więc odsetki mniejsze niż w kredycie
              > konsumpcyjnym, ale mimo wszystko zadłużenie to zadłużenie, a bank
              > musi zarobić.

              Oczywiście odsetki w skali rocznej, bo przez te wiele lat spłacania
              będą pewnie dużo większe niż Twoje.
              Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka