Witam,
Czytam sobie od jakiegoś czasu Wasze forum i w końcu odważyłam się napisać. Sytuacja wygląda następująco:
2 dorosłe osoby+ do końca marca przyjdzie na świat pierwsze dziecko
dochody ok.4200 (od tego miesiąca zwiększone o 500 zł)
wydatki:
- 900 zł - wynajem mieszkania
- 350 zł - czynsz(w tym zaliczka za wodę, ogrzewanie)
- ok. 60 zł - prąd
- ok. 30 zł - gaz
- 610 zł - rata kredytu wziętego w zeszłym roku na remont samochodu (jeszcze 13 rat)
- 100 zł - kablówka+internet
- ? - samochód, wydatki bliżej nieokreślone, w zeszłym m-cu ok. 500 zł wymiana oleju i filtrów, w przyszłym m-cu druga rata OC+AC ok 2 tys, na jesieni konieczność kupienia opon zimowych itd.
Do tego mamy debet w koncie do 5 tys. i przeważnie na koniec miesiąca jest wybrany prawie zupełnie, dochodzą więc odsetki ok. 30 zł. Irytuje mnie ta sytuacja, bo teoretycznie nasze dochody nie są małe a mimo prób oszczędzania ciągle jesteśmy pod kreską i ta sytuacja trwa niezmiennie od jakichś dwóch lat. Wkurza mnie też postawa męża (o czym on dobrze wie), bo jego zdaniem w obecnej sytuacji nie ma sensu oszczędzanie, bo i tak nic nie da skoro mamy długi. Skutkiem wczorajszej rozmowy (oprócz maksymalnego wkurzenia obu stron

) jest decyzja męża, że podporządkuje się moim planom odnośnie finansów, w związku z czym postanowiłam wdrożyć plan oszczędnościowy. Próby były podejmowanie przez mnie kilka razy, ale nigdy nie wytrwałam; tym razem ma być inaczej. Mój aktualny plan wygląda następująco:
- żywność+chemia - limit 1000 zł miesięcznie
- sporządzanie jadłospisu na tydzień
- zakupy z listą
- zapisywanie wydatków miesięcznych
- odkładanie na konto oszczędnościowe 200 zł na nieprzewidziane wypadki (czy warto skoro odsetki od debetu są większe niż odsetki z konta oszczędnościowego?)
Czy mój plan Waszym zdaniem pomoże nam wyjść z finansowego dołka? Czy powinnam coś zmodyfikować?