Powoli mam już wszystkiego dość

Mam małe dziecko, niedawno wróciłam do pracy, a mąż został w domu z dzieckiem, tak się bardziej opłacało. Ja więcej zarabiam, z męża zarobków nie starczyłoby nawet na opiekunkę. Tylko jakoś inaczej to sobie wszystko wyobrażałam. Myślałam,że skoro mąż zostaje w domu, to przejmie też większość domowych obowiązków, a on jest zmęczony zajmowaniem się dzieckiem. JA wstaję o 6tej rano, wracam ok 17tej do domu i w wejściu dostaję do razu synka na ręce. Czasem się nawet nie zdążę przebrać. Do wieczora to głównie ja zajmuję sie dzieckiem, a jak w końcu go nakarmię i położę spać, to już nie mam siły na nic. W weekendy też praktycznie cały czas to ja zajmuję się dzieckiem, bo przecież nie zajmowałam sie nim w tygodniu. Oprócz tego gotuję małemu zupki i mrożę zapas, żeby mąż nie musiał gotować w tygodniu. Często też robię jakieś kotlety, czy pulpety, żeby były do odgrzewania w tygodniu. Wczoraj odmówiłam pozmywania naczyć po obiedzie - dodam, że mąż ugotował tylko ryż, bo potrawkę zrobiłam dzień wcześniej. Przecież on zmywał poprzedniego dnia - teraz moja kolej. I ja nie zauważam,że on posprzątał i jest zmęczony - jego sprzątanie ograniczyło się do poodkurzania podłogi w pokoju. Mówi,że to,że przynoszę pieniądze do domu, nie daje mi prawa do traktowania go jak niewolnika. Oczywiście znów mamy ciche dni, który to już raz w tym miesiącu. Nie mam już siły się kłócić, ale też nie mam siły zajmować się wszystkim. Czy ktoś jest w podobnej sytuacji? JAk rozwiązać ten błędny krąg?