kabaste
09.02.09, 08:42
Słuchajcie media non stop informują o kryzysie, a ja się zastanawiam czy to
nie jest czasem naciągane. Wszyscy porównują spadek dochodów w tym roku z 2008
rokiem. Trzeba przyznać, że rok 2008 był wyjątkowo udany jeżeli chodzi o
liczbę zamówień w firmach, ale dla odmiany 2007 rok wcale taki dobry nie był.
W firmie, w której pracuję produkuje się dźwigi różnego rodzaju, normalnie
przerabiamy 2 w miesiącu, w 2008 przerabialiśmy 3 w miesiącu i w tym roku
znowu będziemy przerabiać 2 dźwigi miesięcznie. Zamówienia mamy do końca
września - tak było zawsze, że spływały one stopniowo w ciągu roku. Więc
formalnie rzecz biorąc kryzysu nie ma, jest tylko powrót do starych czasów. W
porównaniu z 2007 rokiem nic nam się nie pogorszyło. I tak jest przecież w
wielu branżach: to że zmniejszyła się liczba zamówień to nie znaczy, że zaraz
firmy muszą pobankrutować. A co z ich zyskami za 2008rok? Budownictwo i
przemysł motoryzacyjny owszem przeżywają kryzys, ale te branże kryzys
przeżywają cyklicznie co kilka lat. Co się zresztą temu dziwić, mało który
"przeciętny" Kowalski jest tak majętny żeby sobie co 3 lata auto na nówkę
wymieniać. No a ceny w budownictwie osiągnęły w 2008roku poziom absurdu więc
tu kryzys jest zrozumiały. No ale tak prawdę mówiąc zastanawia mnie czy to nie
jest tak, że przez media ludzie uwierzyli, że jest źle, że jesteśmy na skraju
bankructw,a w firmach jest tak źle, że muszą zwalniać ludzi, itp. A może to
pracodawcy świadomie korzystają na kryzysie - teraz zwalniają ludzi, a za
jakieś 2-3 miesiące zaczną przyjmować z powrotem ale za niższe stawki. Tak
mnie to zastanawia....