Dodaj do ulubionych

Resentymenty

23.06.26, 18:49

bylo juz wiele tu rozwazan w temecie czy mozna Narod oceniac w konteksie dokonan czesci jego spoleczenstwa .

 sklaniem sie ku opcji , ze jednak mozna , bo jak mialoby to nie swiadczyc o Narodzie , ktory sobie wybiera "chlopczyka w krotkich spodenkach " ?

jako Polacy znamy te zlowroga nute hitlerowskiego nazizmu , ktora pozwala budowac antyniemiecki polityczny kapital i jednoczesnie wcale nie potrafimy zrozumiec , ze poprzez resentyment wspolczesni zwolennicy UPA mogo budowac na podobnym gruncie ...

z tego moze wynikac , ze chocbysmy mieli jak najlepsze intencje , to na resentymen nic sie nie da poradzic .

Obserwuj wątek
    • scand Re: Resentymenty 24.06.26, 10:02
      Popatrzmy.


      Przegląd od AI
      Resentyment to głęboko zakorzeniony żal, uraza lub długo skrywana niechęć do kogoś (lub czegoś), wynikająca z poczucia krzywdy. To stan, w którym człowiek stale rozpamiętuje doznane upokorzenia i nie potrafi o nich zapomnieć, podsycając w sobie negatywne emocje.
      W filozofii i socjologii pojęcie to rozwinął Fryderyk Nietzsche, a następnie Max Scheler. Oto najważniejsze aspekty tego zjawiska:

      Mechanizm obronny: Według Nietzschego resentyment rodzi się z poczucia bezsilności. Człowiek, który nie może zemścić się na silniejszym lub zdobyć tego, czego pragnie, tłumi złość. Aby chronić własne ego, zaczyna gardzić tym, czego nie może osiągnąć.

      Wieczny powrót: To emocjonalne "samozatrucie" – psychika stale wraca do przeszłości, a każda myśl o winowajcy odnawia dawny ból.

      Pozorna moralność: W stanie resentymentu ludzie często tworzą własne zasady moralne, w których własne braki, słabość czy ubóstwo uznają za "cnotę" i wyższość nad innymi, a cechy silniejszych piętnują jako "zło".

      • zbigniew31 Re: Resentymenty 24.06.26, 13:28
        # Resentyment i moralne przejścia fazowe społeczeństw

        Patrząc na historię, często zadajemy pytanie: jak to możliwe, że zwykli ludzie uczestniczyli w wydarzeniach, które dziś uznajemy za zbrodnie?

        Być może odpowiedź nie leży w samej nienawiści, lecz w procesie, który można nazwać moralnym przejściem fazowym.

        Społeczeństwa przechowują pamięć dawnych krzywd. Przez większość czasu funkcjonuje ona jedynie jako element tożsamości zbiorowej. Nie wpływa bezpośrednio na codzienne relacje między ludźmi. Jednak pamięć taka rzadko znika całkowicie. Pozostaje uśpionym zasobem społecznym.

        W okresach stabilności resentyment pozostaje pod kontrolą norm moralnych i instytucji społecznych. Sytuacja zmienia się w czasach głębokiego kryzysu. Wojna, poczucie zagrożenia, brutalizacja życia i niepewność przyszłości zwiększają zapotrzebowanie na proste wyjaśnienia rzeczywistości. W takich warunkach dawne krzywdy mogą zostać przekształcone w polityczne narzędzie.

        Proces ten często przebiega etapami:

        „Spotkała nas krzywda.”

        „Ta krzywda tłumaczy nasze obecne problemy.”

        „Istnieje grupa odpowiedzialna za tę krzywdę.”

        „Mamy moralne prawo, a może nawet obowiązek, coś z tym zrobić.”

        Najważniejszy moment następuje właśnie tutaj. Nie wtedy, gdy pojawia się przemoc, lecz wtedy, gdy społeczeństwo zaczyna uznawać przemoc za moralnie uzasadnioną.

        Historia pokazuje, że wielkie tragedie rzadko zaczynają się od zbrodni. Znacznie częściej zaczynają się od zmiany sposobu, w jaki ludzie rozumieją dobro i zło.

        Dlatego być może najważniejszym zadaniem współczesnych społeczeństw nie jest walka z pamięcią historyczną, lecz rozpoznawanie momentów, w których pamięć krzywdy zaczyna być przekształcana w moralny obowiązek działania przeciwko innym.

        Czy długotrwała wojna, brutalizacja życia i wzrost znaczenia narracji historycznych mogą tworzyć warunki sprzyjające przyszłym moralnym przejściom fazowym? Jeśli tak, jakie wskaźniki pozwalają rozpoznać ten proces, zanim stanie się on nieodwracalny?
        • zbigniew31 Re: Resentymenty 25.06.26, 12:16
          Moralne przejście fazowe – hipoteza minimalizacji kosztu społecznego

          Patrząc na historię, często zadajemy pytanie: jak to możliwe, że całe społeczeństwa akceptowały działania, które jeszcze kilka lat wcześniej uznałyby za niewyobrażalne?

          Być może odpowiedź nie tkwi wyłącznie w ideologii ani propagandzie. Być może ich skuteczność zależy od znacznie bardziej pierwotnego mechanizmu.

          Każdy organizm dysponuje ewolucyjnie ukształtowanymi reakcjami przetrwania. W sytuacji zagrożenia przestrzeń możliwych decyzji gwałtownie się zawęża. Pojawia się logika „walcz albo uciekaj”. Nie jest to jeszcze wybór moralny, lecz biologiczna strategia minimalizacji ryzyka utraty życia.

          Być może podobny proces zachodzi również na poziomie społeczeństw.

          Długotrwała wojna, głęboki kryzys gospodarczy, poczucie upokorzenia lub zagrożenia egzystencjalnego mogą prowadzić do zbiorowego zawężenia przestrzeni możliwości. Społeczeństwo przestaje dostrzegać wiele możliwych przyszłości i zaczyna postrzegać rzeczywistość jako wybór pomiędzy dwoma skrajnymi scenariuszami: „my albo oni”, „zwycięstwo albo zagłada”.

          W tym stanie pojawia się pytanie: dlaczego jedne narracje polityczne zdobywają społeczne poparcie, a inne nie?

          Można postawić hipotezę, że decyduje o tym zasada minimalizacji kosztu.

          Narracja nie zwycięża dlatego, że jest najbardziej prawdziwa. Zwycięża dlatego, że wymaga najmniejszego wysiłku poznawczego, moralnego i organizacyjnego.

          Porównajmy dwa możliwe komunikaty.

          Pierwszy mówi:

          „Musimy przeprowadzić głębokie reformy, odbudować instytucje, zmienić gospodarkę, odbudować zaufanie społeczne. To potrwa wiele lat.”

          Drugi mówi:

          „Winni są oni.”

          Pierwsza narracja wymaga złożonego rozumienia świata i długoterminowego wysiłku.

          Druga natychmiast porządkuje rzeczywistość. Wskazuje winnego, upraszcza decyzję i zmniejsza koszt interpretacji.

          Im silniejsze poczucie zagrożenia, tym większa może być społeczna skłonność do wybierania narracji o najniższym koszcie poznawczym.

          Dopiero w następnym etapie pojawia się moralna legitymizacja.

          Społeczeństwo nie mówi już tylko:

          „Oni są winni.”

          Zaczyna mówić:

          „Mamy moralny obowiązek coś z tym zrobić.”

          To właśnie tutaj może dochodzić do moralnego przejścia fazowego.

          Przemoc nie staje się dobra sama w sobie. Zmienia się funkcja moralności. Z narzędzia ograniczającego przemoc staje się ona narzędziem jej uzasadniania.

          W takim ujęciu propaganda nie tworzy społecznych instynktów. Wykorzystuje mechanizmy, które już istnieją. Działa jak operator sterujący układem znajdującym się blisko punktu krytycznego. Gdy społeczeństwo funkcjonuje stabilnie, jej wpływ jest ograniczony. Gdy jednak przestrzeń możliwości została już zawężona przez kryzys, nawet niewielkie impulsy mogą przesądzić o kierunku dalszej ewolucji.

          Jeżeli ta hipoteza jest trafna, to największym zagrożeniem dla społeczeństw nie jest sama propaganda ani sama pamięć historyczna. Najgroźniejsze jest współwystępowanie trzech zjawisk:

          * silnego poczucia zagrożenia,
          * zawężenia przestrzeni możliwych decyzji,
          * narracji minimalizującej koszt interpretacji poprzez wskazanie prostego i jednoznacznego wroga.

          Być może właśnie wtedy rodzi się stan, który można nazwać społecznym przejściem fazowym.

          Najważniejsze pytanie pozostaje jednak otwarte:

          Czy można rozpoznać moment, w którym społeczeństwo zbliża się do takiego punktu krytycznego, zanim nastąpi moralna legitymizacja przemocy?**
          • zbigniew31 Re: Resentymenty 25.06.26, 12:41
            Czy historia powtarza ten sam mechanizm? Próba walidacji hipotezy moralnego przejścia fazowego

            Jeżeli hipoteza moralnego przejścia fazowego ma mieć wartość naukową, powinna dawać się zastosować do różnych wydarzeń historycznych. Nie po to, aby wykazać ich identyczność, lecz aby sprawdzić, czy występuje wspólny mechanizm prowadzący do radykalizacji społeczeństw.

            Proponowany model zakłada następującą sekwencję:

            **kryzys → zawężenie przestrzeni możliwości → narracja minimalizująca koszt interpretacji → moralna legitymizacja → przemoc zbiorowa.**

            Kluczowym założeniem modelu jest twierdzenie, że społeczeństwo znajdujące się w stanie silnego zagrożenia zaczyna preferować narracje wymagające najmniejszego wysiłku poznawczego. Nie zwycięża narracja najbardziej prawdziwa, lecz ta, która najprościej porządkuje rzeczywistość, wskazuje odpowiedzialnego i podpowiada kierunek działania.

            Rewolucja Francuska

            Francja końca XVIII wieku doświadczała głębokiego kryzysu gospodarczego, głodu, utraty autorytetu monarchii oraz wojny.

            Społeczna przestrzeń możliwości zaczęła się zawężać. Coraz częściej pojawiała się narracja, że republika znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Następnie wskazano prostego odpowiedzialnego: arystokrację, kontrrewolucjonistów i „wrogów ludu”.

            Przemoc nie została przedstawiona jako zło. Stała się obowiązkiem obrony republiki.

            Model dobrze opisuje moment, w którym terror przestał być postrzegany jako naruszenie moralności, a zaczął być interpretowany jako jej realizacja.

            Niemcy po I wojnie światowej

            Klęska militarna, postanowienia traktatu wersalskiego, hiperinflacja, bezrobocie i utrata poczucia bezpieczeństwa stworzyły długotrwały stan społecznego zagrożenia.

            Przestrzeń możliwych wyjaśnień została stopniowo zastąpiona prostą narracją: odpowiedzialność za kryzys ponoszą określone grupy społeczne i polityczne.

            Taka interpretacja radykalnie obniżała koszt poznawczy. Nie wymagała analizy złożonych procesów gospodarczych ani politycznych. Dostarczała jednego wyjaśnienia oraz jednego kierunku działania.

            Dopiero później pojawiła się moralna legitymizacja przemocy jako środka „ratowania narodu”.

            Wołyń

            Na Wołyniu współistniały pamięć wcześniejszych konfliktów, wojna, brutalizacja życia oraz załamanie struktur państwowych.

            W takich warunkach radykalna narracja nacjonalistyczna mogła przedstawiać obecność polskiej ludności nie jako element wieloetnicznego społeczeństwa, lecz jako przeszkodę dla realizacji projektu własnego państwa.

            Model nie wyjaśnia wszystkich decyzji politycznych ani organizacyjnych, ale dobrze opisuje proces przejścia od historycznej pamięci krzywdy do moralnego uzasadnienia przemocy.

            Rwanda

            Przed ludobójstwem społeczeństwo funkcjonowało w warunkach wojny domowej, kryzysu politycznego i narastającego lęku.

            Propaganda konsekwentnie upraszczała obraz świata, redukując go do jednej narracji: „jeżeli nie zabijemy ich, oni zabiją nas”.

            To niemal modelowy przykład zawężenia przestrzeni możliwości do dwóch skrajnych scenariuszy oraz moralnej legitymizacji przemocy jako działania obronnego.

            Wspólny mechanizm

            Żaden z tych przypadków nie był identyczny.

            Różniły się epoką, kulturą, ideologią i przyczynami konfliktów.

            Jednak we wszystkich można odnaleźć podobną strukturę procesu:

            * pojawienie się silnego poczucia zagrożenia,
            * gwałtowne zawężenie społecznej przestrzeni możliwości,
            * zwycięstwo narracji minimalizującej koszt interpretacji rzeczywistości,
            * wskazanie prostego i jednoznacznego sprawcy,
            * przekształcenie przemocy w obowiązek moralny.

            • zbigniew31 Re: Resentymenty 25.06.26, 18:32
              Kontynuacja dyskusji – gdzie zaczyna się moralne przejście fazowe?

              W poprzednim wpisie zaproponowałem hipotezę, że największe przemiany społeczne nie zaczynają się od przemocy. Zaczynają się znacznie wcześniej – od stopniowej zmiany sposobu, w jaki społeczeństwo postrzega innych ludzi.

              Być może proces ten nie polega na zaniku moralności, lecz na zawężaniu kręgu bytów objętych pełną wzajemnością moralną.

              Nie chodzi o to, że społeczeństwo nagle przestaje być moralne. Przeciwnie – nadal kieruje się moralnością, ale stopniowo zmienia odpowiedź na pytanie:

              Komu ta moralność przysługuje?

              Można sobie wyobrazić, że taki proces prowadzacy do moralnej bifurkacji przebiega etapami:

              -najpierw pojawia się przekonanie, że „oni” są mniej godni zaufania ;
              - później, że mają mniejsze prawa ;
              - następnie, że ich cierpienie jest mniej istotne ;

              w skrajnych przypadkach dochodzi do dehumanizacji, czyli wyłączenia drugiego człowieka z pełnego kręgu moralnego.

              Dopiero wtedy możliwe staje się moralne uzasadnianie działań, które wcześniej byłyby nie do zaakceptowania.

              To prowadzi mnie do pytania dotyczącego współczesności.

              Obserwujemy dziś trudny spór pomiędzy Polską i Ukrainą dotyczący pamięci historycznej. Dla wielu Polaków publiczne oddawanie czci UPA jest nie do pogodzenia z pamięcią o ofiarach Wołynia. Z kolei część ukraińskiej narracji postrzega UPA przede wszystkim jako symbol walki o niepodległość, nie zawsze w takim samym stopniu akcentując odpowiedzialność za zbrodnie na ludności cywilnej.



              Interesuje mnie coś ogólnego.

              Czy długotrwałe spory o pamięć historyczną mogą stopniowo wpływać na sposób, w jaki obie strony postrzegają siebie nawzajem?

              Czy nie pojawia się ryzyko, że zamiast widzieć przede wszystkim ludzi, zaczynamy coraz częściej widzieć jedynie przedstawicieli przeciwstawnych wspólnot?

              A jeśli tak, to czy nie jest to właśnie początek procesu stopniowego zawężania kręgu moralnego?

              Nie twierdzę, że taki proces już zachodzi. Stawiam jedynie pytanie, które – moim zdaniem – warto zadać każdemu społeczeństwu.

              Na którym etapie tego procesu jesteśmy?

              Czy nadal potrafimy jednakowo współodczuwać cierpienie ludzi znajdujących się po obu stronach historycznego sporu?

              Czy też zaczynamy – często zupełnie nieświadomie – stopniować wartość cierpienia w zależności od tego, do której wspólnoty ktoś należy?

              Jeżeli takie pytania wydają się niewygodne, być może właśnie dlatego warto je zadawać. Nie po to, aby kogokolwiek osądzać, lecz po to, aby lepiej zrozumieć mechanizmy, które w różnych epokach prowadziły społeczeństwa do bardzo odmiennych trajektorii rozwoju.
              • scand Re: Resentymenty 26.06.26, 09:25
                >Czy długotrwałe spory o pamięć historyczną mogą stopniowo wpływać na sposób, w jaki obie strony postrzegają siebie nawzajem?

                Tak.

                >Czy nie pojawia się ryzyko, że zamiast widzieć przede wszystkim ludzi, zaczynamy coraz częściej widzieć jedynie przedstawicieli przeciwstawnych wspólnot?


                Tak.

                >Czy nadal potrafimy jednakowo współodczuwać cierpienie ludzi znajdujących się po obu stronach historycznego sporu?


                Nasza strona zawsze będzie dla nas ważniejsza.

                >Czy też zaczynamy – często zupełnie nieświadomie – stopniować wartość cierpienia w zależności od tego, do której wspólnoty ktoś należy?


                Do pewnego stopnia jest to możliwe.
                • zbigniew31 Re: Resentymenty 26.06.26, 11:48
                  w srodowisku , gdzie dorastalem pamiec o zbrodniach na wschodzie od Katynia do Wolynia byla bardzo zywa ... nie slyszalem innego okreslenia na te nacja , jak "Ukrainic z czarnym podniebieniem" . z czsem oglad sasiadow znormalizowal sie i powrucily humanistyczna paralela semantyki ... kiedy jednak widze tam powrot do sztandarow Petlury , to semantyka zaczyna mi sie zmieniac co ma ogromny wplyw na empatie .
    • zbigniew31 Re: Resentymenty 28.06.26, 10:27
      Nie oceniajmy narodów. Oceniajmy trajektorie moralne.

      W dyskusjach historycznych bardzo często pojawia się pytanie:

      Czy współczesny naród powinien być oceniany przez pryzmat zbrodni popełnionych przez jego przodków?


      Odpowiedzialność moralna nie jest dziedziczna. Nie można przypisywać współczesnym ludziom winy wyłącznie dlatego, że należą do tej samej wspólnoty narodowej.

      Nie oznacza to jednak, że historia przestaje mieć znaczenie.

      Znacznie ważniejsze wydaje się inne pytanie:

      Jaką trajektorię moralną wybiera współczesna wspólnota?

      Nie chodzi o ocenę przeszłości, lecz o analizę teraźniejszości.

      Można zaproponować prosty model obserwacji.

      Społeczeństwo nie ujawnia swojej trajektorii przede wszystkim przez deklaracje polityków, lecz przez odpowiedzi na kilka pytań.

      * Jakie symbole wybiera jako element własnej tożsamości?
      * Jakich bohaterów publicznie honoruje?
      * Czy potrafi jednocześnie uznać cierpienie własnych i cudzych ofiar?
      * Czy potrafi krytycznie ocenić własną historię, nie rezygnując z własnej tożsamości?
      * Czy jego narracja poszerza, czy zawęża krąg wzajemności moralnej?

      To ostatnie pytanie wydaje się szczególnie ważne.

      W poprzednich wpisach zaproponowałem hipotezę, że moralne przejście fazowe może przebiegać etapami:

      * najpierw pojawia się przekonanie, że „oni” są mniej godni zaufania;
      * później, że mają mniejsze prawa ;
      * następnie, że ich cierpienie jest mniej istotne ;
      * w skrajnych przypadkach dochodzi do **dehumanizacji**, czyli wyłączenia drugiego człowieka z pełnego kręgu moralnego.

      Jeżeli taki model ma jakąkolwiek wartość poznawczą, powinien być stosowany jednakowo wobec wszystkich społeczeństw.

      Weźmy przykład współczesnego sporu polsko-ukraińskiego dotyczącego pamięci o UPA.

      Dla części społeczeństwa ukraińskiego symbole związane z UPA są wyrazem walki o niepodległość. Dla wielu Polaków te same symbole są nierozerwalnie związane z pamięcią o zbrodniach na ludności cywilnej.

      Nie chcę w tym miejscu rozstrzygać, która z tych narracji jest słuszniejsza.

      Interesuje mnie inne pytanie.

      Jak wpływa wybór takich symboli na współczesną trajektorię moralną wspólnoty?

      Czy wzmacnia zdolność do uznania cierpienia wszystkich ofiar?

      Czy też utrudnia budowanie wspólnego kręgu wzajemności moralnej?

      To samo pytanie można postawić wobec każdego narodu i każdego trudnego fragmentu historii.

      Model nie ma służyć wydawaniu wyroków.

      Ma służyć rozpoznawaniu kierunku.

      Bo być może o społeczeństwach więcej mówi nie to, co wydarzyło się osiemdziesiąt lat temu , lecz jakie znaczenie nadają tym wydarzeniom dzisiaj .

      To właśnie współczesny wybór symboli, sposób prowadzenia pamięci historycznej i gotowość do uznania cierpienia drugiej strony mogą być wskaźnikami trajektorii moralnej wspólnoty.

      Być może więc zamiast pytać:

      „Jakim narodem są oni?”

      powinniśmy częściej pytać:

      „W jakim kierunku zmierza ich wspólnota moralna – i w jakim kierunku zmierza nasza?”
      • zbigniew31 Re: Resentymenty 28.06.26, 10:31
        Dobrym testem proponowanego modelu są przykłady historyczne, których dalszy przebieg jest już znany.

        Współczesne Niemcy nie budują swojej tożsamości wokół symboli III Rzeszy. Przeciwnie – fundamentem niemieckiej edukacji historycznej i kultury politycznej stało się odrzucenie nazizmu oraz uznanie odpowiedzialności za popełnione zbrodnie. Niezależnie od tego, że świat nadal korzysta z części osiągnięć naukowych i technologicznych powstałych w tamtym okresie, współczesna trajektoria moralna Niemiec jest wyraźnie skierowana ku rozszerzaniu kręgu odpowiedzialności i pojednaniu z dawnymi przeciwnikami.

        Podobnie można spojrzeć na Francję. Terror rewolucyjny pozostaje częścią jej historii, jednak współczesna Republika nie buduje swojej legitymizacji na kulcie Terroru ani nie przedstawia go jako wzorca moralnego dla kolejnych pokoleń. Historia została zachowana, ale nie stała się współczesnym programem politycznym.

        Znacznie trudniejszy jest przypadek Ukrainy.

        Nie dlatego, że znamy odpowiedź.

        Właśnie dlatego, że jej jeszcze nie znamy.

        Spór dotyczący pamięci o UPA nie jest dziś jedynie sporem historyków. Jest również pytaniem o kierunek współczesnej pamięci zbiorowej i o to, jakie symbole będą budować tożsamość przyszłych pokoleń.

        Nie twierdzę, że obecna trajektoria została już przesądzona. Przeciwnie – uważam, że właśnie znajdujemy się w momencie, w którym dopiero zaczyna się ona ujawniać.

        Dlatego nie interesuje mnie odpowiedź na pytanie:

        „Jaki jest naród ukraiński?”

        Bardziej interesuje mnie pytanie:

        „W jakim kierunku rozwija się współczesna trajektoria pamięci moralnej tego społeczeństwa?”

        To pytanie można jednak z równą uczciwością postawić każdemu narodowi, również własnemu.

        Być może właśnie na tym polega wartość proponowanego modelu. Nie służy on do wydawania wyroków nad narodami. Służy do obserwowania kierunku ich ewolucji.

        W fizyce często nie potrafimy przewidzieć dokładnego położenia układu za wiele lat. Potrafimy jednak rozpoznać wektor, w którym zaczyna się poruszać.

        Być może podobnie jest ze społeczeństwami. Najważniejsze nie jest to, gdzie znajdują się dzisiaj, lecz wokół jakich wartości zaczynają się gromadzić.
    • krytyk2 Re: Resentymenty 28.06.26, 10:50
      Mnie obserwacja naszej nacji w ostatnich 10 latach dała do myślenia - co nastepuje:
      1) Głęboki podział elektoratów nie dokonuje sie w Polsce obecnie wg argumentacji ideowej. Najważniejszym kryterium podziału jest to czy polityk deklaruje szacunek dla określonej kategorii ludzi. I tak - na podobieństwo Lenina i późniejszych komunistów- Kaczyński ustanowił swoje preferencje polityczne określając grupę inteligencji "wykształciuchami" i wskazując tym samym , że grupa , którą preferuje to szeroko rozumiany ciemny lud- osoby bez wykształcenia, nisko wykształcone, wykonujący prace nie wymagające wielkiej refleksji i twórczego myslenia.Tak sformułowany cel polityczny sprawdził sie znakomicie, bo do grupy osób niewykształconych dołączają rzesze osób , które można nazwać wtórnymi analfabetami, tj osoby , które kiedyś być może miały jakieś ambicje intelektualne, ale pogoń za pracą i kasą dawno przesunął je na obszary bezrefleksyjnego trwania
      1) Wyniesienie ciemnego ludu na piedestal okazał się się samograjem politycznym- wystarczyło dać to co lud lubi najbardziej , czyli panem et circenses. 500 Plus, zamiana mediów publicznych w nieustający festiwal muzyki disco polo, zamiana programów informacyjnych w papkę prostych przekazów pt w Mszanie dolnej oddano do użytku nową remize strażacką a w sąd okręgowy w Krakowie prowadzi sprawę przeciwko nieuczciwym lekarzom a w Płocku przeciwko sędziemu , który chciał wynieść komplet śrubokrętów nie płacąc za nie przy kasie.
      Nagromadzone latami poczucie krzywdy i niższości rozpływało sie w błogostanie bagienka , że nie ma żadnej róznicy pomiędzy mną , prostym niewykształconym człowiekiem a tymi ,co dotychczas chodzili z zadartymi nosami i uważali sie za kogoś lepszego ode mnie.To resentyment tej najniżej wykształconej i ciężko pracującej na chleb grupy społecznej stał sie podstawą słupków wyborczych ugrupowań populistycznych.
      • zbigniew31 Re: Resentymenty 28.06.26, 14:14
        krytyk2 napisał:

        > To resentyment tej najniżej wykształconej i ciężko pracując
        > ej na chleb grupy społecznej stał sie podstawą słupków wyborczych ugrupowań po
        > pulistycznych.

        Widzę to całkiem tak samo , jak Ty ... najniższy koszt uzyskania efektu jest użycie najprostszych instynktów. Pytanie tylko kto powinien coś z tym zrobić ? Czy grupa niewuksztalciuchiow podbijająca przychód polityczny jednej strony ? Czt strona bardziej rozumiejące manipulacje , ale nieposiadahaca wystarczającej semantyki , aby objasnic coś tej innej stronie sporu ?
        Jak odnaleźć współcześnie wspólna płaszczyznę dialogu pomiędzy tymi stronami politycznego sporu ? Może po odleciu od tego polityki pozostanie właśnie jakąś wspólna płaszczyzna?
        • krytyk2 Re: Resentymenty 29.06.26, 16:33
          Wydaje mi sie, ze ten podział współczesny ukształtował sie setki lat temu, ba! - ok 1,1 tys lat temu. Uważam, że prapoczatki wzięły sie stąd, ze grupa pierwszych władców " polskich" miała pochodzenie nordyckie i z tzw ludem nie wiązało ich nic - ani jezyk, ani kultura, religia ani poziom cywilizacyjnego rozwoju. Ta dychotomia społeczna kładzie sie straszliwymi konsekwencjami do dzisiaj : góra i doły nienawidzily sie od samego poczatku serdecznie. Nadzieja na zasypanie tej dychotomii wiązała sie z powstaniem klasy średniej w czasie rewolucji związanej z wprowadzeniem maszyny parowej i wcześniej- pracy nakladczej protokapitalizmu. Ale i tę szanse zaprzepaściliśmy, z prostego powodu- właśnie wtedy gdy zaczęły sie kształtować intensywnie warunki dla powstania mieszczaństwa- pierwszych właścicieli środków produkcji, Polacy utracili państwowosc własną. Przyroda nie lubi próżni- w miejsce ewent pierwszych polskich kapitalistów, wkroczyli przedstawiciele nacji rozbiorowych. Od 1789 roku, praktycznie do 1989 polska klasa ekonomiczna miała tylko 20 lat na wbicie pierwszego pazura w tkankę kapitalizmu. Raptem jedno pokolenie, ktore dostało zabójczy cios w czasie II w sw potem lata komunizmu.
          • krytyk2 Re: Resentymenty 29.06.26, 16:58
            Tzw lud przez 1000 lat państwowosci polskiej nigdy nie mial szansy potraktować wladzy jako wlasnej' najpierw ok 200 lat trwała polonizacja pierwszych nordyckich władców " polskich", potem klasycznie- jak w całej Europie średniowiecznej- ugruntowal sie podział na właścicieli ziemskich i niewolniczych chłopów, następnie w miejsce polskiego kapitalizmu i polskiej panstwowosci na 123 lata zapanował znowu obcy etniczne kapitalizm a potem mieliśmy pecha podpadajac jedna decyzją w Jałcie,wpadając w objecia rosyjskiego wydania socjalizmu. I znowu władza była obca, bo przyniesiona na bagnetach sowieckich żołnierzy i pilnie dozorowana przez czołgi Układu Warszawskiego. Mozna by powiedzieć, ze tylko wąska grupa intelektualista jest w stanie dostrzec pożytku z istnienia warstwy średniej, scalajacej zbiorowisko mówiących po polsku w jeden organizm społecznych, ale juz od czasów Platona opiewana przez niego władza filozofów nigdy nie miała okazji skutecznie sie sprawdzić w systemach politycznych.
            • krytyk2 Re: Resentymenty 29.06.26, 17:33
              Nawet obecnie, kiedy , wydawałoby się - kapitalizm funkcjonuje już 37 lat - nie dorobiliśmy sie ramowych warunków powstania zdrowego społeczeństwa obywatelskiego Zobacz jak władza traktuje obywatela- jak potencjalnego zbira i złodzieja. A obywatel? Traktuje władzę jak twór obcy ,który nalezy wykiwać , oszukać ,oszwabić. Wiesz jak powstał pierwszy największy majątek w III Rzeczpospolitej? Na bazie absolutnej korupcji.Kulczyk nie schanbił sie nigdy wtwarzaniem realnego produktu. Wszystkie jego interesy powstawały w gabinetach ministrów i dyrektorów banków :Najpierw dogadywał sie korupcyjnie jaki kawałek majątku narodowego chciałby kupić za grosze poza światłami kamer, potem szedł na tajne rozmowy do dyrektorów banków - w celu uzyskania nienależnego , szybkiego kredytu a potem już było z górki. Nie wkładając ani jednej własnej złotówki zarabiał miliardy na pośrednictwie pomiędzy skarbem państwa a róznymi wielkimi zagranicznymi korporacjami zainteresowanymi preferencyjnym zakupem upatrzonego składnika naszego majątku państwowego.
              Gdy pytasz w jaki sposób można dojść do zrównoważonego społeczeństwa obywatelskiego, wyważonego , rozsądnego - nie potrafię Ci odpowiedzić. Być może jest tak, że istniała historycznie tylko jedna ścieżka rozwoju społeczno - ekonomicznego, po której szły różne narody świata w odpowiednim czasie. My na tej ścieżce się nie znaleźliśmy.Można oczywiście oszukując się założyć , że istnieje wiele dróg dojścia do jednego efektu , ale nie mowimy przecież o efekcie ilościowym w sensie kilogramów , metrów czy godzin .Mowimy o milionach zdarzeń w przestrzeni społeczno- ekonomicznej , które głęboko przeorywują świadomość społeczną i tworzą taką jakość jak kultura pracy Japonczyka , Niemca czy Anglika.
              • zbigniew31 Re: Resentymenty 29.06.26, 19:41
                krytyk2 napisał:
                .
                > Gdy pytasz w jaki sposób można dojść do zrównoważonego społeczeństwa obywatelsk
                > iego, wyważonego , rozsądnego ...

                nie ... ja pytalem jak grupy spleczne maja sie porozumiewac kiedy z premedytacja wytwarzaja wlasny , osobny jezyk ? w Polsce to zwalaszcza jedna , okreslona grupa ma taka sklonnosc . co do resentymetu , to jest dla mnie jasne - mamy go do nowobogaczy , Ukraincow ,Niemcow , ect ... i to wcale wedlug mnie nie ma znaczenia czy sluszcnie , czy niesluszne mamy . znaczenia my tylko to , czy dajemy sie na ten resentyment zlapac i dac wykorzystac ?

    • zbigniew31 Re: Resentymenty 28.06.26, 12:38


      Koszt trajektorii i koszt rzeczywistości

      W poprzednich wpisach zaproponowałem hipotezę, że społeczeństwa znajdujące się w okresie silnej niepewności zaczynają preferować narracje o najniższym koszcie poznawczym.

      Nie oznacza to, że wybierają rozwiązania najlepsze.

      Oznacza jedynie, że wybierają rozwiązania najłatwiejsze do zrozumienia i zaakceptowania .

      To prowadzi do interesującego rozróżnienia.

      Każda trajektoria społeczna posiada dwa różne koszty.

      Pierwszy to **koszt wejścia**.

      Drugi to **koszt utrzymania**.

      Koszt wejścia odpowiada na pytanie:

      > Jak trudno przekonać społeczeństwo do wybrania określonej trajektorii?

      Koszt utrzymania odpowiada na inne pytanie:

      > Jak wiele wysiłku trzeba później włożyć, aby społeczeństwo nadal uważało ten wybór za właściwy?

      Brexit jako przykład niskiego kosztu wejścia

      Debata wokół Brexitu pokazała, jak silne mogą być narracje upraszczające bardzo złożoną rzeczywistość.

      Hasła odwołujące się do odzyskania kontroli czy prostych rozwiązań problemów były znacznie łatwiejsze do komunikowania niż wielowymiarowe argumenty dotyczące gospodarki, prawa czy współpracy międzynarodowej.

      Niezależnie od oceny samego Brexitu, można postawić pytanie:

      Czy społeczeństwo wybrało trajektorię dlatego, że była najbardziej korzystna?

      Czy też dlatego, że miała najniższy koszt poznawczy?

      Jeszcze ciekawsze jest to, co wydarzyło się później.

      Po latach koszt utrzymania pierwotnej narracji zaczął rosnąć, ponieważ coraz więcej obywateli mogło konfrontować wcześniejsze oczekiwania z rzeczywistymi skutkami decyzji.

      Być może jest to ogólna cecha trajektorii społecznych.

      Narracje łatwe na początku mogą okazywać się kosztowne w utrzymaniu.

      Polska jako przykład rozchodzenia się semantyki

      Inny interesujący przykład można obserwować w silnie spolaryzowanych demokracjach.

      Nie chodzi wyłącznie o spór polityczny.

      Spory polityczne są naturalnym elementem demokracji.

      Znacznie ciekawsze jest zjawisko, w którym dwie grupy społeczne zaczynają nadawać tym samym faktom odmienne znaczenie.

      Ten sam fakt przestaje oznaczać to samo.

      To nie jest już spór o odpowiedź.

      To zaczyna być spór o język, którym opisujemy rzeczywistość.

      W pewnym momencie rozmówcy przestają różnić się wyłącznie poglądami.

      Zaczynają różnić się samą strukturą interpretacji świata.

      Można powiedzieć, że następuje **rozpad wspólnej semantyki**.

      To zjawisko jest szczególnie interesujące z punktu widzenia proponowanego modelu.

      Jeżeli społeczeństwo traci wspólny język opisu rzeczywistości, coraz trudniej budować wspólne decyzje.

      Coraz łatwiej natomiast utrzymywać odrębne trajektorie interpretacyjne.

      Hipoteza

      Być może najtańsze trajektorie społeczne są jednocześnie najbardziej kosztowne w długim okresie.

      Na początku redukują koszt myślenia.

      Z czasem zwiększają koszt porozumienia.

      W pewnym momencie utrzymanie pierwotnej narracji wymaga coraz większego wysiłku. Pojawiają się nowe konflikty, nowi przeciwnicy, nowe uzasadnienia i nowe interpretacje, które mają podtrzymać wcześniejszy wybór. Sam koszt utrzymania trajektorii zaczyna stopniowo przewyższać koszt jej zmiany.

      Jeżeli ta hipoteza jest trafna, to jednym z najważniejszych wskaźników kondycji społeczeństwa nie jest poziom konfliktu politycznego, lecz odpowiedź na znacznie prostsze pytanie:

      > Czy potrafimy jeszcze nadawać tym samym faktom wspólne znaczenie, mimo że wyciągamy z nich różne wnioski?

      Być może właśnie zdolność do utrzymania wspólnej semantyki jest najważniejszym warunkiem pokojowej korekty trajektorii społecznej. Dopóki istnieje wspólny język, możliwy jest spór, kompromis i zmiana kierunku. Gdy zanika wspólna semantyka, społeczeństwo przestaje różnić się jedynie poglądami — zaczyna funkcjonować w dwóch odmiennych rzeczywistościach .
    • zbigniew31 Re: Resentymenty 28.06.26, 17:05
      Operator zapłonu – kiedy społeczne napięcie staje się trajektorią

      W poprzednich częściach tej dyskusji próbowaliśmy opisać mechanizm, w którym społeczeństwo może zmieniać swoją trajektorię moralną.

      Mówiliśmy o kryzysie, resentymencie, zawężaniu kręgu moralnego, zmianie semantyki podstawowych pojęć oraz o symbolach, wokół których wspólnota zaczyna się gromadzić.

      Brakowało jednak jednego elementu.

      Samo napięcie społeczne nie wystarcza.

      Społeczeństwo może przez długi czas przechowywać pamięć krzywdy, frustrację, lęk, upokorzenie albo poczucie utraty kontroli. Może nawet posiadać gotowy język podziału: „my” i „oni”. Może posiadać symbole, które uruchamiają silne emocje.

      A jednak to wszystko nadal może pozostać jedynie potencjałem.

      Do przejścia od napięcia do działania potrzebny jest jeszcze operator zapłonu .

      Tym operatorem może być lider polityczny, partia, ruch społeczny, aparat propagandy, media albo szerszy układ elit zdolnych nadać społecznemu napięciu konkretny kierunek.

      Ich rola nie polega na stworzeniu energii społecznej od zera. Ta energia często już istnieje. Ich rola polega na jej ukierunkowaniu.

      Można to opisać prostą sekwencją:

      energia społeczna → zawężenie przestrzeni możliwości → przebudowa semantyki → symbol → operator zapłonu → moralna autoryzacja działania → trajektoria społeczna

      Najważniejszy moment następuje wtedy, gdy ktoś potrafi powiedzieć społeczeństwu:

      „To, co czujecie, ma źródło.”

      „Źródłem są oni.”

      „Działanie przeciwko nim nie jest złem.”

      „To konieczność, obrona, sprawiedliwość albo obowiązek.”

      Wtedy następuje przejście od emocji do legitymizacji.

      Ludzie nie muszą od razu uznać przemocy za dobro. Wystarczy, że zaczną uznawać określone działania za zrozumiałe, wyjątkowe, konieczne albo usprawiedliwione okolicznościami.

      To jest bardzo istotna różnica.

      Społeczeństwo nie musi przestać być moralne. Może nadal uważać się za moralne, ale zmienia się zakres osób, którym ta moralność przysługuje.

      Najpierw pojawia się przekonanie, że „oni” są mniej godni zaufania.

      Później, że mają mniejsze prawa.

      Następnie, że ich cierpienie jest mniej istotne.

      W skrajnych przypadkach dochodzi do dehumanizacji.

      Operator zapłonu jest więc tym, kto potrafi przeprowadzić społeczeństwo od niepokoju do moralnego upoważnienia.

      I właśnie tutaj pojawia się pytanie o odpowiedzialność polityków.

      Nie tylko za to, jakie mają programy.

      Nie tylko za to, jakie składają obietnice.

      Ale za to, jakich narzędzi używają do mobilizowania społeczeństwa .

      Czy odwołują się do argumentów, współpracy, odpowiedzialności i długoterminowych konsekwencji?

      Czy raczej do strachu, gniewu, prostego wroga i poczucia moralnego oblężenia?

      To rozróżnienie może być ważniejsze, niż początkowo się wydaje.

      Bo narzędzia polityczne nie są neutralne. Każde z nich wzmacnia inną trajektorię społeczną.

      Polityk może gromadzić społeczeństwo wokół flagi rozwoju, współdziałania i wspólnej przyszłości. To jest trudne, ponieważ wymaga cierpliwości, zaufania, złożonego języka i gotowości do uznania racji drugiej strony.

      Może jednak gromadzić społeczeństwo wokół flagi krzywdy, wroga i zagrożenia. To jest zwykle łatwiejsze, ponieważ korzysta z gotowych mechanizmów: lęku, gniewu, resentymentu i potrzeby prostych wyjaśnień.

      Można więc powiedzieć:

      Resentyment jest tanim paliwem politycznym, ale drogim paliwem cywilizacyjnym.

      Na wejściu daje szybką mobilizację.

      Na wyjściu może zostawiać podzielone społeczeństwo, rozpad wspólnej semantyki, utratę zaufania i coraz większy koszt utrzymania pierwotnej narracji.

      Dlatego jednym z najważniejszych pytań, jakie można postawić wobec liderów politycznych, nie jest tylko pytanie:

      „Dokąd chcą nas poprowadzić?”

      Równie ważne jest pytanie:

      „Jakich narzędzi używają, aby nas tam zgromadzić?”

      Bo być może właśnie w wyborze narzędzi socjotechnicznych najwcześniej ujawnia się przyszła trajektoria społeczeństwa.
      • zbigniew31 Re: Resentymenty 28.06.26, 17:58
        osobista refleksja na temat naszej sceny politycznych mediow propagandy jest taka :

        w Rwandzie radio RTLM było medium detonującym w społeczeństwie stojącym już przy granicy katastrofalnego przejścia fazowego , a u nas radio Republika jest obecnie akceleratorem polaryzacji i osobnej semantyki politycznej, a nie detonatorem przejścia fazowego. Jednak jeżeli społeczeństwo zbliżyłoby się do punktu bifurkacji, takie medium mogłoby stać się ważnym elementem infrastruktury przejścia — nie dlatego, że samo tworzy kryzys, lecz dlatego, że wcześniej przygotowuje język, emocje i granice wspólnoty, które w chwili krytycznej mogą zostać użyte jako narzędzie mobilizacji.
    • zbigniew31 Podsumowanie 29.06.26, 15:31
      Model trajektorii moralno-semantycznych
      społeczeństwa
      Proponowany model nie służy do prostego oceniania narodów ani grup politycznych. Jego celem jest
      opisanie mechanizmu, dzięki któremu społeczeństwa mogą zmieniać swoją trajektorię moralną,
      polityczną i semantyczną.
      Model zakłada, że społeczeństwo nie przechodzi do radykalnych działań nagle. Zanim pojawi się czyn,
      wcześniej zmienia się język, symbolika, krąg moralny i sposób rozumienia rzeczywistości.
      1. Energia społeczna
      Każda zmiana trajektorii wymaga energii społecznej.
      Źródłem tej energii może być:
      wojna,
      kryzys gospodarczy,
      poczucie upokorzenia,
      utrata bezpieczeństwa,
      resentyment historyczny,
      lęk przed przyszłością,
      ale także sukces, ekspansja i potrzeba ochrony zdobytej pozycji.
      Energia sama w sobie nie przesądza o kierunku przemiany. Może prowadzić do mobilizacji, reformy i
      współpracy, ale może też prowadzić do polaryzacji, przemocy lub rozpadu wspólnej semantyki.
      2. Zawężenie przestrzeni możliwości
      W warunkach napięcia społeczeństwo zaczyna tracić zdolność widzenia wielu możliwych rozwiązań.
      Zamiast złożonego obrazu świata pojawia się prosta alternatywa:
      my albo oni.
      zwycięstwo albo upadek.
      kontrola albo chaos.
      przetrwanie albo zagłada.
      To przypomina pierwotny mechanizm „walcz albo uciekaj”, tylko przeniesiony na poziom zbiorowy.
      Społeczeństwo przestaje optymalizować rozwój, a zaczyna minimalizować ryzyko.
      3. Minimalizacja kosztu poznawczego
      W sytuacji niepewności społeczeństwa zaczynają preferować narracje o niskim koszcie poznawczym.
      Narracja złożona mówi:
      „Musimy zrozumieć wiele przyczyn, odbudować instytucje, zmienić kulturę polityczną, myśleć
      długofalowo.”
      Narracja tania mówi:
      „Winni są oni.”
      To drugie wyjaśnienie jest prostsze, szybsze i łatwiejsze do użycia politycznie.
      Dlatego tanie narracje często uzyskują przewagę nad narracjami prawdziwszymi, lecz bardziej
      wymagającymi.
      4. Walka o semantykę
      Najważniejszy etap nie odbywa się od razu na poziomie czynów, lecz na poziomie znaczeń.
      Społeczeństwo zaczyna inaczej rozumieć podstawowe pojęcia:
      patriotyzm,
      zdrada,
      sprawiedliwość,
      wolność,
      kradzież,
      bohater,
      ofiara,
      wróg,
      naród.
      Gdy dwie części społeczeństwa używają tych samych słów, ale rozumieją je inaczej, zaczyna się rozpad
      wspólnej semantyki.
      To nie jest już zwykły spór polityczny.
      To jest sytuacja, w której te same fakty przestają oznaczać to samo.
      5. Zawężanie kręgu moralnego
      Kolejnym etapem jest zmiana odpowiedzi na pytanie:
      Komu przysługuje pełna moralność?
      Społeczeństwo nie musi przestać być moralne. Może nadal uważać się za moralne, ale zawęża krąg tych,
      wobec których stosuje pełną wzajemność moralną.
      Proces ten można opisać stopniowo:
      najpierw pojawia się przekonanie, że „oni” są mniej godni zaufania;
      później, że mają mniejsze prawa;
      następnie, że ich cierpienie jest mniej istotne;
      w skrajnych przypadkach dochodzi do dehumanizacji.
      To jest jeden z najważniejszych wskaźników zbliżania się do moralnego przejścia fazowego.
      6. Symbole i flaga
      Społeczeństwa nie gromadzą się wokół abstrakcyjnych teorii.
      Gromadzą się wokół symboli.
      Flaga, znak, przywódca, pomnik, mit założycielski, hasło albo postać historyczna materializują
      trajektorię.
      Dlatego pytanie nie brzmi tylko:
      Co wydarzyło się w przeszłości?
      Ważniejsze jest pytanie:
      Wokół jakich symboli społeczeństwo gromadzi się dzisiaj?
      Nie oceniamy narodu przez sam fakt jego historii. Ocenie analitycznej podlega współczesna trajektoria
      pamięci moralnej: to, jakie symbole wspólnota wybiera, co potępia, co relatywizuje i czy potrafi uznać
      cierpienie również drugiej strony.
      7. Akceleratory i detonatory
      Nie każde medium, partia lub lider od razu jest detonatorem przemiany.
      Trzeba rozróżnić dwie funkcje.
      Akcelerator przybliża społeczeństwo do granicy przejścia. Wzmacnia osobną semantykę, utrwala
      podział „my–oni”, zwiększa koszt porozumienia i oswaja język konfliktu.
      Detonator działa dopiero wtedy, gdy społeczeństwo jest już blisko punktu bifurkacji. Wtedy lider,
      medium lub ruch polityczny może powiedzieć:
      „To, co czujecie, ma źródło.”
      „Źródłem są oni.”
      „Działanie przeciwko nim jest konieczne.”
      „To nie jest zło, lecz obrona, sprawiedliwość albo obowiązek.”

      Medium tożsamościowe nie musi być detonatorem, aby zwiększać detonowalność układu społecznego.
      Może przez długi czas jedynie przygotowywać język, emocje i granice wspólnoty, które w chwili
      krytycznej mogą zostać użyte jako narzędzie mobilizacji.
      8. Operator zapłonu
      Do przejścia od napięcia do działania potrzebny jest operator zapłonu.
      Może nim być:
      lider polityczny,
      partia,
      aparat propagandy,
      medium,
      ruch społeczny,
      organizacja paramilitarna,
      albo układ elit.
      Operator zapłonu nie tworzy energii społecznej od zera. On nadaje jej kierunek.
      Najważniejszym momentem jest moralna autoryzacja działania:
      „Nie tylko możemy to zrobić. Powinniśmy to zrobić.”
      To jest granica między napięciem społecznym a trajektorią działania.
      9. Koszt trajektorii
      Każda trajektoria ma kilka kosztów.
      Koszt wejścia — jak trudno przekonać społeczeństwo do danej narracji.
      Koszt utrzymania — jak dużo wysiłku trzeba wkładać, aby społeczeństwo nadal w nią wierzyło.
      Koszt rzeczywistości — co się dzieje, gdy skutki decyzji zaczynają być widoczne.
      Koszt semantyczny — czy społeczeństwo traci wspólny język opisu faktów.
      Narracje resentymentu są często tanie na wejściu, ale drogie na wyjściu.
      Narracje współpracy są drogie na wejściu, ale tańsze cywilizacyjnie w długim okresie.
      Najkrótsza formuła brzmi:
      Resentyment jest tanim paliwem politycznym, ale drogim paliwem cywilizacyjnym.

      10. Trajektorie możliwe po przejściu
      Przejście fazowe nie musi prowadzić do przemocy.
      Ten sam mechanizm może prowadzić do różnych efektów:
      mobilizacji społecznej,
      reformy,
      obrony państwa,
      pokojowej zmiany politycznej,
      polaryzacji,
      rozpadu wspólnej semantyki,
      przemocy,
      terroru,
      czystek,
      wojny.
      Model nie mówi więc:
      kryzys zawsze prowadzi do katastrofy.
      Model mówi:
      kryzys zmienia geometrię decyzji, a o trajektorii decydują semantyka, symbole i operatorzy
      mobilizacji.
      11. Wskaźniki ostrzegawcze
      Jeżeli model ma mieć wartość badawczą, musi wskazywać obserwowalne sygnały.
      Do najważniejszych należą:
      rosnąca liczba narracji „my–oni”;
      potrzeba ciągłego wskazywania nowych wrogów;
      relatywizacja podstawowych pojęć moralnych;
      utrata wspólnego znaczenia faktów;
      spadek empatii wobec drugiej grupy;
      przekonanie, że cierpienie „tamtych” jest mniej istotne;
      kult symboli, które dla innych grup oznaczają krzywdę;
      uznawanie kompromisu za zdradę;
      moralne usprawiedliwianie działań wcześniej niedopuszczalnych;
      wzrost znaczenia mediów i liderów budujących osobną semantykę.
      12. Odpowiedzialność społeczeństwa i liderów
      Nie należy oceniać współczesnych ludzi wyłącznie przez pryzmat zbrodni ich przodków.
      Odpowiedzialność moralna nie jest dziedziczna.

      Ale społeczeństwo ponosi odpowiedzialność za to, jakie symbole wybiera dzisiaj, jak interpretuje własną
      historię i czy potrafi uznać cierpienie innych.
      Liderzy polityczni ponoszą dodatkową odpowiedzialność za narzędzia, których używają.
      Nie wystarczy pytać:
      Dokąd chcą nas poprowadzić?
      Trzeba też pytać:
      Jakich narzędzi używają, aby nas tam zgromadzić?
      Bo narzędzia nie są neutralne.
      Strach, gniew, resentyment i wróg prowadzą inną trajektorią niż argument, odpowiedzialność,
      współpraca i wspólny język.
      13. Rdzeń modelu
      Cały model można streścić w jednej sekwencji:
      energia społeczna
      → zawężenie przestrzeni możliwości
      → minimalizacja kosztu poznawczego
      → przebudowa semantyki
      → zawężenie kręgu moralnego
      → wybór symbolu
      → akceleratory i operatorzy zapłonu
      → moralna autoryzacja działania
      → trajektoria społeczna
      Najważniejsza teza brzmi:
      Społeczeństwa nie zmieniają trajektorii dopiero wtedy, gdy zmieniają czyny. Zmieniają ją
      wcześniej — wtedy, gdy zmieniają znaczenie słów, wartość symboli i granice wspólnoty moralnej.
      Dlatego najważniejszym pytaniem nie jest:
      Czy społeczeństw
      • zbigniew31 Re: Podsumowanie 29.06.26, 15:32
        Czy społeczeństwo już przekroczyło granicę?
        Lecz:
        Czy traci wspólną semantykę, zawęża krąg moralny i gromadzi się wokół symboli, które mogą
        zostać użyte jako operator przyszłego przejścia?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka