07.10.07, 17:32
Dzieciństwo spędziłam w rowie :) bo władze miasta zafundowały nam ogromną
atrakcję - zakładanie gazu. Wykopki z tego tytułu trwały ze trzy lata i mam
takie wrażenie, że całe dzieciństwo spędziłam w tych rowach. Co prawda był tam
niemiły zapach gazu ale to tylko uprawdopodobniało naszą zabawę w wojnę. Lub w
Indian (oczywiście!). W tych samych wykopach trzymaliśmy pudełka po butach z
kolekcją złapanych chrabąszczy, bawiliśmy się w "Czterech Pancernych"
ubolewając nad brakiem psa, który by sprostał ideałowi Szarika i prowadziliśmy
domy - w pełni otwarte dla każdego gościa :) Wracałam z tych zabaw nieziemsko
brudna ale bardzo zadowolona.
Zabawy z użyciem jakichkolwiek rekwizytów typu piłka, lalka był też ale pod
warunkiem, że pojawił się ktoś posiadający o przedmiot. I jeszcze jego mama
musiała się zgodzić na wyniesienie zabawki na podwórko, co wcale nie było
takie oczywiste.
Ale kiedyś wreszcie zrealizowano ową inwestycję i trzeba było zmienić
zainteresowania oraz sposób zabawy. Nadeszły czasy skakanek i gumy. Skakankę
miałam ale nikt mi nie chciał kupić gumy zatem pozbawiłam kilka par
tatusiowych spodni do pidżamy tego szczegółu i po związaniu stanowiły
znakomitą gumę. Oczywiście źle się to zakończyło dla mojej pupy ale uznałam,
że było warto, w skakaniu byłam jedna z lepszych.
A Wy w co się bawiliście?
Obserwuj wątek
    • legwan4 Re: Zabawy 15.10.07, 16:11
      A propos zabaw z dzieciństwa...Pamiętam,że w podstawówce było kilka różnych
      "faz".Np:skakanie przez odbitą piłkę tenisową o ścianę.Najwięcej grających było
      na boisku szkolnym.Następną było granie w tzw"ciupy".Było to pięć kostek do
      gry.A łapki bolały:((,bo kostki się mocno obijało.Siedziały na podłodze w
      kole,gromady dzieciaków.Spodnie przy okazji froterowały klepkę
      parkietową.Woźne,chyba miały mniej roboty.Kolejną zabawą,była dwuosobowa
      zabawa.Rekwizytem była długa związana sznurówka.Przy odpowiednim nałożeniu na
      dłoniach,druga osoba przeplatała,tworząc np:kołyskę.Przy dobrym opanowaniu tej
      sztuki,można było tworzyć przez przerwę.Była jeszcze "zośka" do podrzucania.Ale
      wtedy się miało fantazję,do wymyślania zabaw:))))
    • luccio1 Re: Zabawy 21.03.08, 20:34
      Jako samotnik z usposobienia bawiłem się głównie w domu - chyba, że Mama albo
      Babcia brała mnie na "posiedzenie" na Planty, do Parku Jordana, albo jeszcze
      nieco dalej: na wały nad Rudawą, czy też Aleją Waszyngtona pod górę za cmentarz
      Najświętszego Salwatora, pod Kopiec Kościuszki...
      Moją zabawą było też, gdy Tato brał mnie od czasu do czasu wieczorem na spacer,
      i chodziliśmy po Plantach w gęstej mgle, z której jedna po drugiej, jak z mleka,
      wyłaniały się mleczne kule kolejnych lamp.
      Od czasów wyższych klas szkoły podstawowej odkryłem jako teren spacerowy
      Dębniki, potem Skałki Twardowskiego (tam chodziłem jeszcze z książkami
      przygotowywać się do egzaminu wstępnego na studia).
      Jeszcze później teren ten rozszerzył się o cały Lasek Wolski i brzeg Rudawy od
      Mydlnik do Salwatora.
      Równocześnie, wraz z kolegami klasowymi, już w czasach licealnych zacząłem
      odkrywać Beskidy w bliższym i dalszym sąsiedztwie Krakowa.
      • mili28 Re: Zabawy 27.12.08, 23:30
        W dzieciństwie to z zabaw pamiętam podchody, gra z piłką w profesora, odbijanie
        piłeczki tenisowej o ścianę to chyba król skoczek. Wtedy trza było uważać na
        okna, bo zazyczaj się rzucało o ściany klatek schodowych do bloku.
        Po piwnicach też się ganiało.
        Zawody na huśtawce kto najdalej skoczy.
        Jeszcze zabawa dobra była z rysowaniem kół na asfalcie i to chyba komórki do
        wynajęcia,jakoś tak.
        W szkołę też się bawiło na podwórkowych murkach.
        W ogrodnika. W klasy.
      • luccio1 Re: Zabawy 02.10.13, 21:13
        Także, leżąc w ciemnym lub półmrocznym pokoju, potrafiłem długo wpatrywać się w światło latarki i wodzić nim po ścianie, patrząc, jak się układa i odbija od ściany, kilimu, mebli...
        Tych latarek miałem kilka - jedna została mi do dziś; wisi na spinaczu wczepionym w kilim, jako "rezerwa" na wypadek, gdyby wypadło napięcie, a ja potrzebowałbym, obudziwszy się nagle, przyświecić sobie aby zobaczyć na zegarku, która godzina.
        Czasem bawię się nią jeszcze dziś, podchodząc pod 60 lat - tak samo jak wówczas, kiedy byłem dzieckiem.
    • luccio1 Re: Zabawy 25.05.09, 19:04
      Moją samotniczą zabawą buło także "ujeżdżanie" kolejek PIKO. Jeszcze je mam - i
      wszystkie 5 lokomotyw jeszcze na chodzie...
    • luccio1 Re: Zabawy 18.01.10, 17:30
      Pamiętam też budowanie "domku": 4 krzesła, na wierzchu deska kreślarska Taty,
      całość nakryta kocem albo narzutą ściągniętą z tapczanu.
      Do środka wciągałem którąś z lamp: albo grzybek zdjęty z kilimu nad tapczanem,
      albo lampę z biurka Taty...
      W takim "domku" naprawdę nauczyłem się czytać. Pamiętam nawet, na jakiej
      książce: był to "Pinokio" - wydanie z ilustracjami Szancera (kreska czarna na
      białym tle).
    • luccio1 Re: Zabawy 06.01.12, 00:45
      I Mama, i "przyszywana" Babcia podsuwały mi książki do czytania. Nad książkami spędziłem znacznie więcej czasu, niż rówieśnicy.
      Mimo, że wiele rzeczy ominęło mnie przez to - nie żałuję.
    • 71tosia Re: Zabawy 18.04.14, 21:26
      zbawy byly sezonowe, wiosna to byl czas gumy, pamietam ze podnosilo sie ja coraz wyzej, rekordziski skakaly nawet 'szyje'. Chlopcy na wiosne bawili sie w 'wyscig pokoju' kapslami (wkladalo sie do nich 'koszulki' z namalowanymi flagami?). Kazde boisko czy podworko mialo wymalowane kreda 'klasy'. W zimie 'dozorczynie ' zamienialy podworka w lodowiska. W zimie dominowala tez 'inteligencja' dokladnie nie pamietam ale losowalo sie literke i trzeba bylo wpisac nazwy krajow, miast itp zaczynajace sie na nia. Na nudnych lekcjach gralo sie 'statki'. No i chyba jednak duzo wiecej sie czytalo, pamietam ze rodzice pilnowali bym wyllaczala swiatlo w pokoju o jakies rozsadnej wg nich godzinie, wiec ksiazki czytalo sie z latarka pod koldra.
      • mama.ady Re: Zabawy 26.04.14, 15:07
        wszystko to pamiętam:) u nas jeszcze między dziewczynkami bardzo popularne były "aniołki"/"sekrety"/"skarby", które polegały na zbieraniu pięknych kolorowych kwiatków, robieniu dołka i przykrywaniu ich szkłem, najlepiej żeby tez było kolorowe:D no i oczywiście zakopywaniu, bo przecież to był ukryty skarb;)
        pamiętam zabawy na przerwie w "zielone, żywe stop" - biedne pelargonie;) każdy obrywał po kawałku żeby mieć w razie rzuconego hasła żeby pokazać,
        była też zabawa w rzucanie nożem i odkrawaniu części świata, warunkiem była ubita ziemia bez trawy:)
        no i oczywiście zabawy na trzepaku w "ciemną noc", pamiętam jak kolega mnie podciął i spadłam na plecy nie mogąc złapać tchu....
        teraz nie uświadczy się dzieci na podwórku, a tyle godzin wspaniałej zabawy uskutecznialiśmy...
    • wiolawarszawa Re: Zabawy 26.04.14, 21:29
      Witam :)
      Czterej Pancerni i pies :) oczywiście byłam Marusią a kolegę, który zresztą strasznie mi się podobał, mianowałam Jankiem ;) Ależ to były czasy .... :) cudownie choć na chwilkę do nich wrócić. Dzięki za ten wątek :)

      Pozdrawiam.
      • 3fanta Re: Zabawy 26.04.14, 22:07
        Mama miala 10 metrow żelaznego zapasu gumy do majtek.Nie chciała mi dać polowy z tego więc sama wzięłam.Dostalam ochrzan ale ta ilość gumy była idealna do grania w trójkąta.U nas były głębokie doły bo budowali autostradę.Na brzegu jednego z nich roslo drzewo.Ktoś przyniósł z jakiej chyba wędzarni linę.Okropnie śmierdziała ale przywiązaliśmy ją do drzewa i przeskakiwaliśmy na niej na drugi brzeg dołu udając Tarzana.Niezbyt to bezpieczne no ale cóż...
    • plater-2 pułapki 27.04.14, 14:49
      Najpierw kopało sie doł w piaskownicy. Potem w tym dole umieszczało zaostrzony kił (na sztorc). Dół przykrywało się gazetą. Na gazetę sypało się piasek, tak żeby gazety nie było widać. Na wierzchu budowało "pałacik". Zostawiało sie całość i czekało na chuligana, który przyjdzie "pałacik" zepsuć i przy okazji nabije sie na ten kij.
      Zabawa ta była nam surowo zakazana.
    • anica4 Re: Zabawy 28.04.14, 12:04
      Nasze dzieciństwo - to oczywiście PODWÓRKO !!!!
      W zasadzie - od świtu do nocy.
      Nasza radosna twórczość sięgała Zenitu !
      Absolutnie na porządku dziennym był "Zbijak". Dwie drużyny, dwie matki i trafianie w siebie piłką aż do zwycięstwa!
      Potem "Nożyk" w piaskownicy. Nie ogarniam dziś wszystkich zasad, ale pamiętam, że nożyk opierany kolejno o palce, nadgarstek, łokieć, ramię, czółko, idt, miał wbić się ostrzem w piach. Inaczej - traciło się kolejkę.
      Koniecznie należało skakać w gumę (bez względu na płeć) i w drużynową skakankę - linę(podwędzoną rybakom z kutrów).
      Do tego "Niewidzialna ręka" - czyli robienie innym czegoś dobrego.
      (Choć i zdarzało się "coś" niemiłego wrednej koleżance).
      No i "Wojna" - gigantyczne koło namalowane na utwardzonej ziemi, podzielone na Państwa i rozpoczynane: "Wywołuje na przeciwko, jasne piwko, orenżada, lemoniada - ...... tu nazwa Państwa). Wszyscy rozbiegali się po terenie, dopóki "właściciel" Państwa nie złapał patyka i nie wydarł się "stop". A potem, jak już trafił tym patykiem w wybornego właściciel innego Państwa, to mu "odkrajał" tyle terenu, ile potrafił sięgnąć na wyprostowanych nogach.
      "Skarby", "Sekrety", podchody, wyścigi międzyklatkowe, "chowanego" w piwnicach, karty... Głuchy telefon i zwisanie na trzepaku koło śmietnika... (że tez nikomu z nas nigdy nie śmierdziało!!!)
      No i koniecznie - wywoływanie duchów!
      To był czad!
      W nocy, najlepiej w piwnicy, przy świeczce, z kluczem przywiązanym do małej książeczki od religii... I te opowieści o duchach, które "słowo honoru" atakowały kogoś tam znajomego.

      A w kwestii smaków...
      Obowiązkowo chleb z masłem i cukrem - rzucany przez mamę przez okno dla wszystkich, którzy akurat byli na podwórku.
      I oczywiście frytki robione z własnych ziemniaków!!!
      Blok turystyczny pakowany jak dzisiejsza kostka masła, z chłopcem w trampkach na okładce...
      I gumy Donaldy i Bolki i Lolki, z których namiętnie zbierało się opakowania i obowiązkowo dokonywało wymiany podwórkowej...
      I gumy kulki przywożone z Niemiec przez "pionierów" przedsiębiorczości.
      Albo robienie sobie kolorowych gum do żucia poprzez wkładanie do nich rysików kredek do środka...


      Moglibyśmy pisać tak całą wieczność!!!
      To były czasy!!!
      Fajnie, że ktoś stworzył taki wątek!

      I szkoda, że nasze dzisiejsze dzieci, kompletnie się w to nie bawią!!!

      Pozdrawiamy, A&K




      • plater-2 Re: Zabawy 28.04.14, 13:16
        W Irlandii dzieciom nie sprzedaje sie nozy nawet kompletow stolowych do 18 roku zycia !!!
        Usmialam sie ! Juz w przedszkolu gralam w noza i oka sobie ani kolegom nie wydlubalam. Wszyscy na podworzu mielismy noze !
        • ol-dom Re: Zabawy 03.05.14, 12:47
          skakanka i koło hula-hop,zabawy: kółko graniaste, ma chusteczka cztery rogi, gra pięcioma kamykami, piłką odbijany,
    • sjs2011 Re: Zabawy 05.05.14, 07:56
      Pikor
      Pu-pu
      Rownik
      Pikuty
      Państwa
      Klasy
      Pomidor
      Sanki, łyżwy , narty
      strzelanie z wiatrówki
      strzelanie z łuku
      • 71tosia Re: Zabawy 21.05.14, 22:01
        ja jeszcze pamietam ze lany poniedzialek zaczynall sie jakis miesiac przed Wielkanoca, cala szkola chodzila z 'polewaczkami', szczegolnie popularne byly plastikowe jajka.
        Pamietam tez 'bierki' czyli patyczki ktore sie rozsypywalo i delikatnie trzeba bylo ich kupke, wyciagajac jeden patyczek za drugim bez poruszania pozostalych.
        Ze smakow to pamietam 'orenzade w proszku' sypalo sie taka na reke i powoli zlizywalo, fajnie sie pienila w ustach. No i pewnie to bylo lokalne ale u nas w podstawowce duza popularnoscia cieszyl sie mrozne sliwki kupowane w warzwniaku obok szkoly.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka