Dodaj do ulubionych

Zmęczeni geniusze.

05.09.04, 10:12
W nowym czasopismie Ergo (marnym zresztą) jest b. dobry artykuł o "Zmęczonych
geniuszach" - dzieciach, od których rodzice wymagali za dużu, które maja cały
dzień zajęty. Uderzyło mnie tam zdanie (zawsze to podejrzewałam, ale dowodów
nie miałam), ze takie dzieci wprawdzie są doskonałe w szkole, ale zanika im
wyobraźnie. Nie potrafia sobie np. wyobrazić, ze długopis moze służyć do
czwegokolwiek innego niż pisania. Co z takich dzieci wyroścnie? Na pewno nie
osoby twórcze i szczęśliwe!
Obserwuj wątek
    • anatemka Re: Zmęczeni geniusze. 06.09.04, 06:03
      geniusz bez wyobraźni? nie ma czegoś takiego....
      • verdana Re: Zmęczeni geniusze. 06.09.04, 10:37
        Toteż własnie! Rodzice na siłę usiłujący wychować dziecko na geniusza mają w
        efekcie doskonałego ucznia, człowieka nauczonego wszystkich możliwych
        przedmiotów i języków - ale co z tego. Geniusz z niego nie będzie...
    • judytak Re: Zmęczeni geniusze. 07.09.04, 11:46
      zawsze lubiłam mieć cały dzień zajęty
      ja, a nie moi rodzice

      geniuszem i tak bym nie była,
      a nauczyłam się trochę "przedmiotów i języków" :o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • verdana Re: Zmęczeni geniusze. 07.09.04, 17:12
        A skąd wiesz, zebys nie była? Ostatecznie jacyś co pewien czas bywają. Zresztą
        mnie nie chodzi o "geniusza" w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale o dziecko,
        które wyrośnie na osobe twórczą - artystę, naukowca, pisarza itd.
        Jakos nie sądzę, żeby na kogos takiego wyrosło dziecko zajęte przez calutki
        dzień nauką (wyjatki czasem bywają ale rzadko). Nie mówię o dzieciach, które z
        zamiłowania np. cały dzień ćwiczą grę na instrumencie - (o ile to byla ich
        decyzja, a nie ambicja rodziców) czy skacza przez płotki. Ale o takich, które
        mają natłok róznorodnych zajęć i ani chwili na rozwijanie "niezorganizowanych"
        zainteresowań.
        • judytak Re: Zmęczeni geniusze. 08.09.04, 13:28
          verdana napisała:

          > A skąd wiesz, zebys nie była?

          bo wiem :o)
          chyba człowiek zna siebie na tyle :o)
          poza tym, jakbym miała być, to bym była, nic mi w tym nie przeszkadzało :o)

          > mnie nie chodzi o "geniusza" w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale o dziecko,
          > które wyrośnie na osobe twórczą - artystę, naukowca, pisarza itd.

          rozważałam w swoim czasie takie opcje :o)
          chyba w swoim czasie każdy takie opcje rozważa ;o)
          ale od przedszkola miałam umysł analityczny i raczej odtwórczy :o)

          > Jakos nie sądzę, żeby na kogos takiego wyrosło dziecko zajęte przez calutki
          > dzień nauką (wyjatki czasem bywają ale rzadko).

          ale to są ogólniki :o)
          co to znaczy, przez cały dzień zajęty nauką?
          ile godzin dziennie jest cały dzień, a ile nie?
          a czy sport, muzyka, itp. to nauka, czy "nienauka"?
          a może taka ilość zajęć, która jednego męczy, drugiego "nakręca"?
          (moja rodzina z tych drugich...)
          i dlaczego są lepsze "niezorganizowane" zainteresowania od
          tych "zorganizowanych"?
          może to tylko kwestia, czy się trafia na odpowiednie dla siebie "zorganizowane"
          miejsce?
          moi koledzy z liceum, zdecydowanie geniusze z matematyki, chodzili na kółko
          takiego faceta z Politechniki...

          a może właśnie wtedy się "geniusz" zmarnuje, jeśli nie nauczy się w odpowiednio
          młodym wieku przykładać się do systematycznej pracy?
          w końcu podobno każde nowe odkrycie naukowe, to 10% geniuszu i 90% roboty...

          może jednak nie jest to kwestia ilości,
          tylko własnie jakości?
          jakości w sensie ogólnym,
          jakości w sensie, żeby to danemu dziecku pasowało
          (nie ma nic gorszego, niż za wolne tempo!)
          jakości w sensie, żeby to było własny wybór, własne przekonanie

          a jeśli to wszystko gra, to nie należy przerażać się ani jeśli ilość tych zajęć
          wydaje się za mała,
          ani, jesli wydaje się za duża...

          pozdrawiam
          Judyta
          • verdana Re: Zmęczeni geniusze. 09.09.04, 00:08
            Widzisz, ja mam córkę, ktora wlasnie jest - moim zdaniem - niezwykle uzdolniona
            literacko. Nie wyobrazam sobie, żeby mogła pisać mając zajęcia zorganizowane
            przez cały dzień. Żeby pisać, pracować naukowo (w dziedzinie humanistyki i nauk
            społecznych, o innych nic nie mówię) trzeba mieć czas - całkowicie wolny, tylko
            dla siebie. Bo tylko w takim czasie, przeznaczonym na czytanie, a przede
            wszystkim myslenie, mozna powiazać ze sobą oderwane fakty, wpaść na pomysł
            fabuły literackiej czy nowy wiersz. Nie ma zadnych zajęć, które mogłyby
            człowieka tego nauczyć. Jesli nie bedzie miał "wolnego" czasu (nie mówię
            straconego, ale takiego który pozostaje do jego absolutnej, swobodnej
            dyspozycji) w tych dziedzinach do nieczego nie dojdzie. Nie mówię tu
            oczywiście, że praca, lektura, studia nie są potrzebne. Są - ale nie mniej i
            nie więcej niż ten czas, ktory przeznacza sie na myślenie.
            Ale łatwo ten czas "przeoczyć". Ja np. tworzę koncepcję artykułu czy książki
            grając w idiotyczne gry komputerowe. Dla patrzacych z zewnątrz to jest czas
            staracony. Dla mnie - najbardziej twórczy. Przypuśćmy, że spędzę ten czas w
            bibliotece czy na kursach języka czy seminarium. Tam dowiem się wielu nowych
            rzeczy - co jest potrzebne oczywiście - ale sama z siebie raczej niczego nie
            stworzę. Mogę tylko szukać tam inspiracji.
            Podobnie moja córka. Nie chodzi na wiele zajęć, ale w czasie wolnym wpatruje
            się w sufit, pisze i drze kartki. Niczego się nie nauczy wówczas - to prawda.
            Ale gdyby cały dzień miała zjaęty "pożytecznymi zajęciami" - czy znalazłaby
            czas na napisanie książki? Czy wydało by ją komercyjne wydawnictwo gdy była w 3
            gimnazjalnej? Czy zamówiłoby kolejną? Czy zdobywałaby co roku nagrody na
            konkursach poetyckich?
            Chyba nie. Za to znałaby kilka moze języków, matematykę i fizykę. Ale nie
            byłaby w wieku 15 lat publikowana autorką. Bo nie starczyło by jej czasu by
            pisać, poprawiać, wyrzucać i znowu pisać.
            • judytak Re: Zmęczeni geniusze. 10.09.04, 11:39
              masz rację, co do danego przypadku :o)
              ja też mam rację, co do danego przypadku :o)

              chodzi mi tylko o to, żeby nie stawiać tezy
              "dużo zajęć, różnorodne zajęcia = źle"

              najważniejsze jest "dopasowanie"
              bo zmuszanie do "wypełniania czasu" oczywiście nic dobrego nie przyniesie,
              ale zmuszanie do "wolnego" czasu też nic nie da :o)

              dużo różnorodnych zajęć = dobrze dla ludzi
              a) ogólnie zdolnych, czyli tych, z których praktycznie przypadek (jakieś
              ukierunkowanie zainteresowania) czyni dobrego onkologa, dobrego geologa lub
              dobrego finansistę
              b) z duża potrzebą zmian i różnorodności, ze słabą tolerancją rutyny (jest to
              cecha wrodzona)
              c) z wysokim poziomem energii

              pozdrawiam
              Judyta
              • verdana Re: Zmęczeni geniusze. 10.09.04, 12:54
                Masz rację, pod warunkiem ze to "dany przypadek" wybiera jak spedza czas wolny,
                a nie jego rodzice. Bo jeden "przypadek" zapisze sie wówczas na koszykówkę,
                kółko matematyczne i do harcerstwa. I to bedzie oczywiscie dla niego
                autentyczny czas wolny - bo wypełnił go jak chce.
                Drugi "przypadek" spedzi ten czas nad książką, na dalekich spacerach, albo
                nawet - o zgrozo przy TV.
                Problem - jaki chyba obie widzimy- to żeby rodzice obu przypadków nie wtłaczali
                na siłę dziecka w ten drugi schemat - bo wtedy o prawdziwym "wolnym czasie" nie
                ma mowy. Jest czas przez kogoś zorganizowany. A on nie sprzyja, niestety,
                harmonijnemu rozwojowi.
                (Żeby uniknąć nieporozumień - dziecko oczywiscie może mieć narzucone przez
                rodziców zajęcia pozalekcyjne - ale z zostawieniem stosunkowo szerokiego
                marginesu na własne zainteresowania).
                • judytak :o) n/txt 13.09.04, 11:28
    • breneka Re: Zmęczeni geniusze. 06.11.04, 16:54
      Ja tez mialam w zasadzie cale dni zajete w dziecinstwie. Chodzilam do normalnej
      podstawowki + do szkoly muzycznej. Cwiczyc godzinami mi sie nie chcialo, wiec
      opedzalam te muzyczna jedna godzina cwiczen dziennie.
      Geniuszem niegdy nie bylam smile I nie bede.
      Ale ta muzyczna pozwolila mi, poza moja swiadomoscia, rozwinac wrazliwosc,
      poznac nowych ludzi no i grac. Czasem sobie faktycznie pogram, tak dla
      przyjemnosci.
      Ale nauczyla mnie tez jednej rzeczy, ktora teraz mi sie niezmiernie przydaje.
      Mianowicie wystepow publicznych. A wlasciwie opanowania nerwow przed takim
      wystapieniem. Nie lubie wystepowac, ale poniewaz musialam to robic od 6-tego
      roku zycia, radze sobie. Nie przerasta mnie to i spokojnie przesypiam noc przed
      wystapieniem.
      Czy zaluje czasu spedzonego w myzycznej? Chyba nie. Ale TYLKO dlatego, ze moja
      Mama nie miala chorej ambicji i nie kazala mi pilowac tych skrzypeczek, az do
      omdlenia smile))) Chwala jej za to smile
      Najgorsze te mamusie co wlasnych ambicji nie spelnily i teraz sie na wlasnych
      dzieciach wyzywaja, majac gdzies co te dzieciaki tak naprawde interesuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka