Dodaj do ulubionych

trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi

28.05.07, 18:46
Nie wiedziałam jak zatytułować ten wątek, żeby było wiadomo o co chodzi i nie
wiem czy to w ogóle dobry pomysł go zakładać, ale bardzo potrzebuję czyjegoś
zdania na ten temat.
Otóż pokochałam Polaka, mieszkającego od 20 lat w Kanadzie, co było bardzo
głupie z mojej strony, przyznaję, bo tak strasznie trudno się tam dostać, a
on nie może się stamtąd wynieść, ze względu na 12-letniego synka z
poprzedniego związku... lecz cóz, on jest z mojej planety i od pierwszych
słów, które zamieniliśmy, już nie mogliśmy się oderwać od siebie i tak wyszło
w końcu. Kombinujemy jak konie na wrotkach co zrobić, zeby móc być razem i
jak dotąd jestem przerażona, że nic z tego w końcu nie wyjdzie.
Na razie plan jest taki, że ja i moja 12-letnia córka wystąpimy o wizę
turystyczną, a jeśli ją dostaniemy, pojedziemy tam i wezmę ślub z moim miłym
i juz tam zostaniemy. Lecz ze złożeniem tego wniosku muszę czekać aż zakończy
się sprawa sądowa o pozbawienie mojego byłego męża praw rodzicielskich i to
się wlecze, bo były zniknął i nie wiadomo gdzie jest. Nawet jeżeli ta sprawa
skończy się niedługo i będziemy mogły wystąpić o wizę, to przypuszczam, że
jest jakieś 90% prawdopodobieństwa, że jej wcale nie dostaniemy. Coś mi się
wydaje, że ambasada uzna, iż kiepsko zarabiająca recepcjonistka, która się
wybiera z dzieckiem na wakacje do Kanady, w dodatku nie mając tam żadnej
rodziny, tylko ukochanego z internetu, to podejrzane zjawisko. W związku z
tym oczywiście myślimy o planie B. Jeśli nie dostanę wizy razem z dzieckiem,
z powodu dalszych opóźnień w sprawie albo dlatego, że mi jej odmówią,
wystąpiłabym o wizę turystyczną tylko dla siebie i gdybym ją dostała,
wzięlibyśmy ślub w Kanadzie, wróciłabym do Polski i stąd starała się o wizę,
taką dla rodziny, dla siebie i swojej córki. Ten plan też ma wady. Po
pierwsze bardzo długo się czeka na taką wizę dla żony, podobno rok albo
lepiej z tego co tu u Was czytam, nie wyobrażam sobie jak to wytrzymam. Po
drugie może tak być, że sama tez nie dostanę wizy turystycznej. Plan C -
pobrać się w Polsce i wtedy czekać na tą wizę dla rodziny, w ogóle nie
wchodzi w grę. Mój miły z poprzednią żoną ożenił się w Polsce, a rozwiódł w
Kanadzie i jego rozwód jest tu nieważny, musiałby to załatwiac tutaj od nowa
i mieszać ją w to, co zajęłoby dużo czasu, zwłaszcza, że jest z nią w złych
stosunkach. Mamy kolejne plany, D, E i tak dalej. Na przykład pobrać się w
jakimś innym kraju europejskim, pobrac się pre procura, itd. Ale one
wszystkie mają poważne wady. Nie wiemy jak to załatwiać, poza tym zajmie to
wieki i jeszcze bardziej wydłuży czas oczekiwania, poza tym wcale nie wiem,
czy nie może się tak stać, że i tak mi nie pozwolą być z nim razem. Bardzo,
bardzo się martwię, stąd ten wątek. Nie wyobrażam sobie czekania jeszcze rok
na niego, a co dopiero dłuższego okresu. On nie może mnie często odwiedzać,
wcale nie ma za dużo pieniędzy, ma swoje różne obowiązki, które go tam
trzymają, widzielibyśmy się pewnie przez ten czas ze dwa razy, tak jak przez
ostatni rok. To jest takie straszne, że aż trudno opisać jak się czuję.
Czytałam rózne wątki tutaj i na innym forum o Kanadzie o rozmaitych, choć
trochę pokrewnych, sytuacjach i pomyślałam, że może ktoś z Was doradzi mi,
który plan jest najlepszy, jak w ogóle postąpić, czy mozna cokolwiek zrobić,
zeby jakoś to wszystko przyśpieszyć, jakie mam szanse powodzenia... ze ktoś
doradzi mi cokolwiek.
Obserwuj wątek
    • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 28.05.07, 20:05
      Prawie rok czasu to sie czeka w Kanadzie na wize stalego pobytu,,teraz z Polski
      czeka sie min 4 miesiace jak dobrze pujdzie bo jak nie to prawie 6 miesiecy a
      nie rok no chyba ze cos jest nie tak z papierami to wtedy to sie przeciaga
      masz tutaj link i sama zobaczysz ile sie czeka na papiery z Polski:

      www.cic.gc.ca/english/department/times-int/05-fc-spouses.html
      a w jakiej Prowincji mieszka?

      co do rozwodu to idz i sie dowiedz w swoim USC jak to jest bo moze trzeba
      umiejscowic rozwod z Kanady i bedzie ok.

      co do kasy to Twoj przyszly maz musi zarabiac odpowiednia ilosc aby moc Cie
      sponsorowac inaczej nie bedzie mogl Cie sponsorowac.
    • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 28.05.07, 23:05
      Jest jeszcze mozliwosc, zeby ten pan sponsorowal Ciebie z corka z Polski bez
      slubu, w czasie czekania on zalatwi uznanie rozwodu w Polsce, ty zalatwisz
      odebranie praw rodzicielskich, jak juz bedziecie mieli slub w Polsce to
      doslecie ten dokument do ambasady. Z tego co slyszalam od paru osob to czeka
      sie na rozpatrzenie wniosku przez ambasade duzo krocej niz rok. Zarobkami
      narzeczonego nie musisz sie martwic.

      >>>>Kombinujemy jak konie na wrotkach co zrobić, zeby móc być razem<<<<

      ???? Dlaczego on nie probowal sie czegos dowiedziec na ten temat? Chociazby w
      jakims polskim centrum pomocy, gdzie mozna dostac bezplatna porade. Moze tez
      zadzwonic do urzedu imigracyjnego i zapytac o sponsorowanie "conjugal partner".



      • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 28.05.07, 23:36
        pal0ma tzn ze kazdy moze byc sponsorem nawet jesli zarabia mniej niz minimum?
        • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 28.05.07, 23:57
          Zgadza sie. Niskie zarobki sa OK o ile to nie jest np 200 dolarow na miesiac,
          bo wtedy ta osoba nie jest wiarygodna, gdy obiecuje, ze sponsorowana zona nie
          bedzie korzystala z pomocy spolecznej przez pierwsze 3 lata.
          • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 12:49
            pal0ma napisała:

            "Zgadza sie. Niskie zarobki sa OK o ile to nie jest np 200 dolarow na miesiac,
            bo wtedy ta osoba nie jest wiarygodna, gdy obiecuje, ze sponsorowana zona nie
            bedzie korzystala z pomocy spolecznej przez pierwsze 3 lata."

            Ach widzicie, z tym sponsorowaniem też będzie problem i dlatego się obawiam, że
            będę długo czekać na wizę, albo nawet w ogóle się nie doczekam. On jest
            fotografem i nie ma regularnych zarobków tylko czasem mnóstwo kasy z jakiegoś
            projektu, a czasem przez kilka miesięcy zupełnie nic sad. I jeszcze teraz nawet
            się nie wykaże oszczędnościami, bo wszystko wydał, żeby kupić dom, w którym
            będziemy mieszkać. Mamy bardzo fajny plan na biznes związany z fotografią,
            który będziemy mogli tam razem rozkręcić i ktory da nam regularne dochody,
            żebym nie musiała się martwić, że on ma mnie i moje dziecko na utrzymaniu, a
            nie wiadomo kiedy będą jakieś pieniądze. Ale to, że mamy fajny plan, wcale nie
            znaczy, że ten plan wyjdzie i prawdopodobnie urzędnicy ambasady w ogóle nie
            wezmą tego pod uwagę, tylko będą chcieli wiedzieć ile on zarabia teraz i czy
            dość i wyjdzie im, ze nie dość. Bardzo się martwię, że to się tak skończy, że w
            ogóle mnie tam nie wpuszczą sad. Właśnie z powodu tych jego nieregularnych
            zarobków, pani prawnik, z którą się kontaktował, nie była w stanie mu nic
            sensownego doradzić.
            Bardzo Wam w każdym razie dziękuję za porady i opinie. Im więcej wiem, tym
            lepiej dla mnie, bo na razie czuję się jakbym błądziła w gęstej mgle. Czasem
            myslę, że jestem kompletną idiotką, bo nie dość, że sama jestem
            niezorganizowana i mam namieszane w życiu i kiepskie stosunki z systemem, to
            jeszcze znalazłam sobie faceta, który też tak ma - ale właśnie dlatego się w
            sobie zakochaliśmy, że jesteśmy tacy sami i teraz musimy walczyć, trudno,
            tylko, ze nie wiemy jak.
            • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 14:20
              >>>>>Właśnie z powodu tych jego nieregularnych
              zarobków, pani prawnik, z którą się kontaktował, nie była w stanie mu nic
              sensownego doradzić.<<<<

              Wyglada na to ze on ci nie mowi prawdy, bo to powyzsze to bzdura. Byc moze on
              poszedl do kogos i dowiedzial sie ze pomoc tej osoby bedzie kosztowala tysiace
              dolarow, ktorych nie posiada. Albo jest jakis inny powod, dla ktorego nie moze
              czy nie chce cie sponsorowac.

              Jezeli znasz kogos w Polsce kto zna dobrze angielski, to sama mozesz sie o tym
              przekonac. Wejdzcie na strone urzedu imigracyjnego i niech ci przeczyta po
              polsku co tam pisza na ten temat.
              • zmijka2002 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 15:14
                zgadzam sie w calej rozciagloscismile

                jesli chodzi o rozwod, co to znaczy ze w PL jest niewazny? Dokumenty
                prztlumaczone przysiegle dostarcza sie do USC i oni sobie w papierach nanosza
                zmiany. Skoro w ten sposob mozna powiadomic ich o slubie zagranica i dostac
                polski akt slubu to chyba taka sama procedura dotyczy rozwodow, czyz nie?
                pozdr.
                • ma.pi Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 01.06.07, 20:04
                  zmijka2002 napisała:

                  > zgadzam sie w calej rozciagloscismile
                  >
                  > jesli chodzi o rozwod, co to znaczy ze w PL jest niewazny? Dokumenty
                  > prztlumaczone przysiegle dostarcza sie do USC i oni sobie w papierach nanosza
                  > zmiany. Skoro w ten sposob mozna powiadomic ich o slubie zagranica i dostac
                  > polski akt slubu to chyba taka sama procedura dotyczy rozwodow, czyz nie?
                  > pozdr.

                  Nie do konca tak. W sprawie rozwodu z tymi zagranicznymi papierami trzeba sie
                  zglosic do sadu w Polsce. I polski sad musi zatwierdzic ten rozwod.

                  Pozdr.
              • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 15:15
                Tak sobie mysle, ze jezeli ten przyjaciel z Kanady kupil tutaj dom i dostal na
                to pozyczke z banku tylko na siebie, to musi miec calkiem niezle dochody i w
                ogole problem zbyt niskich zarobkow jest tym bardziej dziwny. A jezeli kupil
                za gotowke, to tez do biednych nie nalezy (moze dokument wlasnosci domu
                dolaczyc do wniosku o sponsorowanie ciebie).
                Swoja droge to mnie zaciekawilas. Zastanawiam sie co takiego mozna
                fotografowac raz na pare miesiecy, zeby az tyle zarabiac, jezeli to nie sekret
                to napisz.

                • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 16:39
                  On akurat ostatnio fotografował Montreal smile, a z tym domem to nie takie proste,
                  tylko część kasy miał w gotówce, a kredyt na resztę wzięła jego siostra, która
                  ma "normalną" pracę. A co do rozmaitych stron z poradami nt emigracji w języku
                  angielskim, tudzież francuskim, to czytałam je i wcale mi z nich nie wynika,
                  żeby mnie chętnie wpuścili do Kanady. Wszędzie jest trochę co innego, wszędzie
                  te porady i przepisy są podane zbyt ogólnikowo, żebym mogła je zastosować do
                  swojej konkretnej sytuacji, a kiedy się pisze na maila z jakimiś pytaniami,
                  nikt nie odpisuje, juz próbowałam. Będę wdzięczna jeżeli ktoś podrzuci jakieś
                  pożyteczne linki, aczkolwiek jestem przekonana, że najwięcej dowiem się z
                  wypowiedzi doświadczonych ludzi, którzy zechcą się swoim doświadczeniem
                  podzielić.
                  • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 16:47
                    Możliwe, że macie rację, że ta pani prawnik, z którą rozmawiał jest do niczego
                    i powinien się zwrócić do kogoś innego, doradzę mu to. Aczkolwiek ta pani była
                    rekomendowana przez jego kolegę, któremu pomagała także w sprowadzeniu żony z
                    Polski (skutecznie). W każdym razie ona twierdzi, że jego rozwód jest w Polsce
                    nieważny, że nie można sponsorować partnerki, z którą nie ma się ślubu
                    (twierdzi, że kiedyś było mozna, a teraz już nie) i że jeśli się pobierzemy i
                    potem wystąpimy z Polski o wizę dla mnie i mojej córki, to on owszem, może
                    mnie "sponsorować", nikt mu nie zabroni, ale przez te jego dochody to się
                    będzie ciągnąć wieki, bo urzędnicy będą niechętnie patrzeć na ten pomysł i
                    robić co się da, żeby nas zniechęcić. I właśnie dlatego, że tak czarno to
                    wygląda, pytam Was, co o tym myślicie, bo ktoś może mieć jakieś lepsze pomysły
                    niż ta cała pani prawnik, prawda?
                    • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 17:05
                      Na tej stronie masz definicje "conjugal partner".
                      www.cic.gc.ca/english/sponsor/familymembers.html#conjugal
                      Jedyna strona, gdzie powinnas szukac informacji to jest wlasnie www.cic.gc. ca

                      Inne miejsca, jak fora, to jedynie dodatek, gdzie mozna porozmawiac z ludzmi,
                      lepiej lub gorzej poinformowanymi.
                    • ma.pi Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 01.06.07, 20:02
                      nenella napisała:

                      > Możliwe, że macie rację, że ta pani prawnik, z którą rozmawiał jest do
                      niczego
                      > i powinien się zwrócić do kogoś innego, doradzę mu to. Aczkolwiek ta pani
                      była
                      > rekomendowana przez jego kolegę, któremu pomagała także w sprowadzeniu żony z
                      > Polski (skutecznie). W każdym razie ona twierdzi, że jego rozwód jest w
                      Polsce
                      > nieważny, że nie można sponsorować partnerki, z którą nie ma się ślubu
                      > (twierdzi, że kiedyś było mozna, a teraz już nie) i że jeśli się pobierzemy i
                      > potem wystąpimy z Polski o wizę dla mnie i mojej córki, to on owszem, może
                      > mnie "sponsorować", nikt mu nie zabroni, ale przez te jego dochody to się
                      > będzie ciągnąć wieki, bo urzędnicy będą niechętnie patrzeć na ten pomysł i
                      > robić co się da, żeby nas zniechęcić. I właśnie dlatego, że tak czarno to
                      > wygląda, pytam Was, co o tym myślicie, bo ktoś może mieć jakieś lepsze
                      pomysły
                      > niż ta cała pani prawnik, prawda?


                      W Kanadzie konkubinat jest oficjalny i nie trzeba byc legalna zona aby byc
                      sponsorowanym.

                      Pozdr
            • ma.pi Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 01.06.07, 20:00
              nenella napisała:

              > pal0ma napisała:
              >
              > "Zgadza sie. Niskie zarobki sa OK o ile to nie jest np 200 dolarow na
              miesiac,
              > bo wtedy ta osoba nie jest wiarygodna, gdy obiecuje, ze sponsorowana zona nie
              > bedzie korzystala z pomocy spolecznej przez pierwsze 3 lata."
              >
              > Ach widzicie, z tym sponsorowaniem też będzie problem i dlatego się obawiam,
              że
              >
              > będę długo czekać na wizę, albo nawet w ogóle się nie doczekam. On jest
              > fotografem i nie ma regularnych zarobków tylko czasem mnóstwo kasy z jakiegoś
              > projektu, a czasem przez kilka miesięcy zupełnie nic sad. I jeszcze teraz
              nawet
              > się nie wykaże oszczędnościami, bo wszystko wydał, żeby kupić dom, w którym
              > będziemy mieszkać.

              Zeby Cie sponsorowac nie musi miec stalej pracy. Przy skladaniu papierow
              dolancza po prostu swoje papiery z rozliczenia podatkowego (income tax).
              Do tego przy sponsorowaniu malzonka/i chyba nie ma podane ile taki czlowiek ma
              zarabiac minimum (przynajmniej kiedys tak bylo). Przedstawienie zaswiadczenia o
              zarobkach, w tym wypadku byla tylko formalnoscia. No i jak kupil dom to on sie
              tez do majatku zalicza.

              Cos Cie ten Twoj pan kreci :o)

              A czy Wy wogole widzieliscie sie w realu czy tylko tak internetowo sie kochacie?

              Pozdr.
    • grandbleu Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 17:12
      Uwazam ze powinnas najpierw wyjechac turystycznie do Kanady, z tego co piszesz
      i tak musisz czekac zeby moc wyjechac z dzieckiem. Jezeli nigdy nie bylas w
      Kanadzie, moim zdaniem powinnas tu przyjechac zanim zdecydujesz sie na cos
      wiecej.
      Jak ci odmowia wizy turystycznej to nie bedzie wyjscia, problem wyboru sam sie
      rozwiaze i tak bedziecie musieli zalatwiac formalnosci - rejestracja rozwodu,
      slub w Polsce.
      Co do wizy turystycznej to przeciez nie jest przesadzone ze jej nie dostaniesz.
      Jest wazna zasada ktorej trzeba sie trzymac - nie klamac. Nie musisz im
      wszystkiego mowic np ze chcecie sie pobrac nazajutrz po twoim przyjezdzie wink
      ale nic nie wymyslaj. Nie jestem urzednikiem Ambasady ale nie widze nic zlego w
      tym ze chcesz jechac do Kanady do swojego przyjaciela na wakacje poznac sie
      blizej na jego zaproszenie (i jesli nie masz wystarczajacych srodkow - na jego
      koszt). Poczytaj sobie na stronie Ambasady jakich zadaja dokumentow, z tego
      mozna mniej wiecej wywnioskowac ze wazna jest twoja sytuacja w kraju;
      finansowa, zawodowa, czy masz do czego wracac itp.
      Jak wyjedziesz turystycznie i wrocisz na czas, latwiej ci bedzie dostac potem
      wize razem z dzieckiem.

      Jesli chodzi o sponsorowanie to ktos was lub ciebie wprowadza w blad. W
      papierach ktore sie wysyla o sponsoring (niezaleznie czy jestes w Kanadzie czy
      w Polsce) podaje sie zarobki z ostatnich 12 miesiecy. Dolacza sie zaswiadczenie
      z Urzedu Skarbowego. Nikt nie bada ile sponsor BEDZIE ewentualnie zarabial ale
      ile zarabia. Wydaje mi sie ze twoj narzeczony bedzie musial wykazac sie
      wystarczajacymi zarobkami do utrzymania nie tylko Ciebie ale rowniez twojego i
      swojego dziecka.
      Wydaje mi sie ze to nie przedluza procedury, oni sprawdza czy sie nadaje jako
      sponsor czy nie i dostaniesz odpowiedz. Sami mozecie przeciez sprawdzic bo
      kwoty minimalnych zarobkow sa podawane a on swoje zarobki przeciez tez zna.

      To prawda ze wizy narzeczenskiej juz nie ma.

      Niezaleznie od wszystkich rad ktore tu przeczytasz sama musisz zdecydowac co
      chcesz i co jest dla ciebie najwazniejsze. Oficjalnie publikowane domumenty z
      Imigracji Kanadyjskiej duzo pomagaja, wydaje mi sie ze duzo wiecej niz porady
      na forum, bo osoby ktore je udzielaja, jak ja, mogly miec zupelnie inna
      sytuacje niz twoja.

      Powodzenia smile
      • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 17:23
        >>>kwoty minimalnych zarobkow sa podawane a on swoje zarobki przeciez tez zna<<<

        Te minima dotycza sponsorowania rodzicow i dziadkow tylko. Wszystkie te
        informacje mozna znalezc jak ktos te strone przeczyta ze zrozumieniem od A do Z.
        • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 17:28
          Z reszta wypowiedzi sie zgadzam. Kontakt osobisty jest bardzo wazny jak sie
          sponsoruje meza czy zone. Jego brak (w przypadku znajomosci internetowej) moze
          byc problemem przy sponsorowaniu.
          • tikirimali Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 18:47
            Hmmmm... Ja wiem po sobie ze moj maz musial sie wykazac odpowiednimi zarobkami
            z ostatniego roku, inaczej nie moglby mnie sponsorowac. Gdyby nie zmienil pracy
            i nie zaczal zarabiac wiecej to nie byloby mnie w Kanadzie.
            Co do uznania rozwodu :
            Każdy rozwód orzeczony przez sąd kanadyjski, bez względu na to, czy małżeństwo
            zostało zawarte w Polsce, czy w Kanadzie, musi być wcześniej uznany przez sad
            polski w trybie art. 1145 kodeksu postępowania cywilnego. Wówczas należy
            przedłożyć prawomocne postanowienie sądu okręgowego o uznaniu wyroku
            zagranicznego za skuteczny na terytorium Polski.Wniosek o uznanie orzeczenia
            sądu zagranicznego należy skierować do właściwego sądu okręgowego w kraju.
            Właściwym miejscowo (terytorialnie) sądem okręgowym jest sąd w którego okręgu
            małżonkowie mieli ostatnie wspólne miejsce zamieszkania, jeżeli choć jedno z
            nich w tym okręgu jeszcze stale przebywa. W braku takiej podstawy, właściwy
            jest sąd miejsca zamieszkania strony pozwanej, a i gdy tej podstawy nie ma sąd
            zamieszkania powoda. W braku powyższego sądem właściwym będzie sąd okręgowy dla
            miasta stołecznego Warszawy.
            Dokumenty wymagane w przedmiotowej sprawie.

            A. Wniosek o uznanie orzeczenia sądu zagranicznego podpisany przez
            wnioskodawcę, opatrzony datą i zawierający:

            1. imię, nazwisko i adres osoby wnioskującej, w przypadku gdy osoba wnioskująca
            zamieszkuje na stałe za granicą i nie ustanowiła pełnomocnika do prowadzenia
            sprawy w Polsce winna wskazać pełnomocnika do doręczeń w kraju, podając jego
            imię nazwisko a także adres zamieszkania;
            2. imię, nazwisko i adres uczestnika postępowania (były małżonek) jeżeli
            aktualny adres jest nieznany należy podać ostatni znany adres zamieszkania;
            3. datę i miejsce zawarcia związku małżeńskiego;
            4. obywatelstwo jakie posiadali małżonkowie w momencie wniesienia pozwu o
            rozwód i jakie posiadają obecnie;
            5. uzasadnienie interesu prawnego w żądaniu uznania wyroku (z jakich względów
            wnioskodawca wystąpił o uznanie wyroku);
            6.wyjaśnienie, czy przed sądem polskim toczyła się sprawa o rozwód.

            B. Urzędowy odpis orzeczenia rozwodowego (oryginał) ze stwierdzeniem
            prawomocności (Divorce Judgement i Certificate of Divorce, w Prowincji Quebec:
            Jugement de Divorce i Certificat de Divirce). Dokumenty rozwodowe podlegają
            legalizacji przez konsula (opłata za legalizację wynosi $ 44 CAN).
            C. W przypadku, gdy zapadł wyrok zaoczny w sprawie, zaświadczenie z sądu
            orzekającego, że wezwanie zostało pozwanemu należycie doręczone (powinno
            również być zalegalizowane przez konsula).
            D. Uwierzytelniony przekład orzeczenia rozwodowego i ew. zaświadczenia z sądu
            orzekającego (jak w pkt. C) sporządzony przez tłumacza przysięgłego w kraju
            (jeżeli tłumaczenie jest wykonane za granicą podlega weryfikacji przez konsula.
            Opłata za poświadczenie tłumaczenia wynosi $ 44 CAN za każdą rozpoczętą stronę
            tłumaczenia).
            E. Odpis aktu małżeństwa z USC w Polsce, gdy małżeństwo było zawarte w Polsce
            lub zarejestrowane w polskich księgach.

            Ww. dokumenty należy złożyć w Biurze Podawczym Sądu Okręgowego. Może to uczynić
            pełnomocnik. Jeżeli wniosek wnosi pełnomocnik do pisma należy dołączyć
            pełnomocnictwo. Przy składaniu wniosku pobierana jest opłata. Do wniosku należy
            dołączyć jego odpis wraz z odpisem załączników dla doręczenia uczestnikowi
            postępowania.
            Podpis mocodawcy na pełnomocnictwie musi zostać poświadczony przez konsula RP.
            Za poświadczenie podpisu na dokumencie pełnomocnictwa pobierana jest opłata w
            wysokości $ 44 CAN.
            I wtedy mozecie wziasc slub i pomyslec o sponsorowaniu. Wiem ze to potrwa, ale
            czasem taka proba czasu pomaga. My tez czekalismy dlugo. Teraz z perspektywy
            czasu wcale nie zaluje ze musielismy czekac. Jestem tu jak najbardziej
            legalnie, nikt mi nie wypomni ze wyszlam za maz na wizie turystycznej co moglo
            byc wczesniej zaplanowane i w ogole takie czekanie wzmocnilo tylko nasz zwiazek
            • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 20:02
              tikirimali napisała:

              "Hmmmm... Ja wiem po sobie ze moj maz musial sie wykazac odpowiednimi zarobkami
              z ostatniego roku, inaczej nie moglby mnie sponsorowac. Gdyby nie zmienil pracy
              i nie zaczal zarabiac wiecej to nie byloby mnie w Kanadzie."

              Czy to oznacza, że jeśli mój miły nie ma regularnych przyzwoitych zarobków to
              nigdy mnie do niego nie puszczą i najlepiej, żebym go sobie wybiła z głowy?????
              Tego się własnie obawiam.
              • dela12 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 20:59
                w Quebecu zeby sponsorowac zone/meza nie trzeba wykazac min. dochodow jedynie w
                przypadku rodzicow, dziadkow, patrz cytat
                www.immigration-quebec.gouv.qc.ca/en/immigrate-settle/sponsors-sponsored/requirements-sponsor/prerequisites.html
                "If you sponsor your father, mother, grandfather, grandmother, a dependent
                child who has a child or a close relative who is a minor and an orphan, you
                must prove that you have at your disposal sufficient financial resources for
                the duration of the undertaking (see financial standards)"
                nie wiem jak jest w przypadku innych prowincji, ale wydaje mi sie ze to
                dyskryminacja jesli ktos mniej zamozny nie moglby sie pobrac i zalozyc rodziny
                bo go wg standardow kanadyjskich niby nie stac. Po pierwsze mozna miec
                oszczednosci, nieruchomosci i inne dobra, i nawet mniej udany rok pod wzgledem
                zarobkow nie jest dramatem. Zakladam ze twoj narzeczony nie zyje z welfare tzn
                ze sobie jakos radzi, nawet przy niskich zarobkach, dlaczego mialoby go to
                powstrzymywac od bycia z ukochana osoba?

                • tikirimali Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 21:39
                  Mam pytanie. Czy Twoj ukochany nie sponsorowal swojej bylej zony??? Czy
                  wyjechal juz jak nie byli razem?? Bo jezeli sponsorowal i przykladowo ona
                  korzystala z pomocy finansowej panstwa to wyfaje mi sie ze to bedzie duzy
                  problem jezeli ponownie bedzie sponsorowal kolejna zone, czy tez kogokolwiek
                  innego. Chyba ze sie myle...??
                  • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 29.05.07, 22:00
                    tikirimali dobre pytanie ,jak wyjechal?

                    a gdzie mieszka tzn w jakiej Prowincji?
                    • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 30.05.07, 05:10
                      sylwek07 napisał:

                      > tikirimali dobre pytanie ,jak wyjechal?
                      >
                      > a gdzie mieszka tzn w jakiej Prowincji?

                      Mieszka w Ontario. A tej poprzedniej żony nie sponsorował, bo wyjechali z
                      Polski razem, dwadzieścia lat temu, albo więcej nawet.
    • sylwek07 Paloma a co powiesz na ten link 29.05.07, 22:13
      www.canadavisa.com/immigration-financial-ability.html
      • pal0ma Re: Paloma a co powiesz na ten link 29.05.07, 22:42
        To jest dokladnie to o czym pisalam smile

        >>>>The Sponsor is freed from this requirement if:

        The individual requiring sponsorship is the spouse...<<<

        Ja ten temat nieco znam, pomagalam paru znajomym osobom wypelniac te papiery.
        Zajrzalam dzisiaj na strone CIC i musze przyznac, ze wyjasnienia w przewodniku
        moga wprowadzic w blad.
        Jest tak jak napisala Dela, w przypadku sponsorowania meza/zony nie ma
        ustalonej minimalnej kwoty z wyjatkiem przypadku, ktory podala. Ambasasada sie
        nie czepia niskich zarobkow.
        • pas47 Zarobki... 29.05.07, 23:47
          w przypadku meza/zony nie ma wymaganego mimum, bylam z mezem w Polsce i nie
          mialam zadnych dochodow w Kanadzie. Zalatwianie trwa teraz szybciej, jesli
          wszystko wyslesz jak trzeba to dasz rade w 6 m-cy. Natomiast beda Ci
          potrzebne "dowody", ze nie jest to malzenstwo dla papierow.
    • sylwek07 co ja dzis zrobilem i radze Ci tak samo zrobic 30.05.07, 14:23
      dzis bylem u siebie w USC i wyglada to tak ze wyrok o rozwodzie sklada sie w
      wlasciwym sadzie tzn jak dla mnie to w Sadzie Wojewodzkim w Lublinie i czeka
      sie na postanowienie Sadu i potem sad wysyla powiadomienie do wlasciwego USC
      aby ten naniusl zmiany i potem mozna juz brac slub smile
      a ile trwa w sadzie to musisz sie dowiedziec u siebie .
      • tikirimali Re: zarobki 30.05.07, 19:37
        • tikirimali Re: zarobki 30.05.07, 19:45
          Wczoraj z mezem przeszperalismy swoje papiery imigracyjne i fakt informacja o
          zarobkach jest opisana berdzo niewyraznie i mozna ja interpretowac roznie.
          Zgadzam sie ze w przypadku sponsorowania malzonka odpowiednie zarobki nie sa
          wymagane. W naszym przypadku niestety poprosili o dokumenty potwierdzajace
          wysokosc dochodow mojego meza z ostatniego roku. Wydaje mi sie ze teoria teoria
          a w praktyce zawsze to wyglada nieco inaczej
          • pal0ma Re: zarobki 30.05.07, 20:57
            Notice of Assessment jest na liscie zalacznikow, wiec jezeli maz pracowal w
            Kanadzie, to mogli go poprosic o doslanie. To nie znaczy, ze gdyby mial niskie
            dochody jego aplikacja zostalaby odrzucona.
    • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 30.05.07, 20:53
      Bardzo, bardzo Wam dziękuję, że mi próbujecie coś doradzić. To niesamowicie
      podnosi na duchu, kiedy ktoś mówi: "radzę Ci to i to", ogromna róznica w
      porównaniu z samotnym przekopywaniem się przez rozmaite strony internetowe, w
      których człowiek szybko się gubi jeśli nie wie jak szukać.
      Dzięki Wam nabrałam nadziei, że jeśli nie wyjdzie śmiały plan A smile, mozna
      spróbować z planem B - to znaczy pojadę tam sama, weźmiemy ślub, wrócę tu i on
      wsytąpi o sponsorowanie mnie i mojej córki, a jeśli mnie samej też nie puszczą
      spróbujemy z planem C - on wystąpi o sponsorowanie mnie jako conjugal partner i
      podczas kiedy będziemy czekać, co z tego wyniknie, on załatwi ten głupi rozwód
      jak należy i pobierzemy się w Polsce, co być może przyśpieszy sprawy. Ten
      rozwód w sumie martwi mnie najbardziej ze wszystkiego i będę nalegać, żeby już
      zaczął coś z nim robić, bo wiem z doświadczenia, że sprawy sądowe ciągną się
      zawsze przez wieki, nawet gdy chodzi o coś drobnego. W kazdym razie jakiś plan
      mi się zaczął kształtowac w głowie przynajmniej i bardzo, bardzo Wam dziękuję.
      Wiedziałam, że jak człowiek już nie wie co robić i zdaje mu się, że nic tylko
      tłuc łbem o ścianę, nalezy udać się na odpowiednie forum Gazety i zasięgnąć
      języka smile. Będę wdzięczna za wszelkie dalsze uwagi.
      • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 30.05.07, 20:59
        No to fajnie. Nawet jezeli nie dostaniesz wizy, to fakt ze twoj znajomy
        probowal cie tam sciagnac pomoze udowodnic w ambasadzie, ze jestescie prawdziwa
        para.
        • dela12 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 30.05.07, 21:45
          A propos rozwodu w Polsce, to jakikolwiek wariant wybierzecie radzilabym mimo
          wszystko zalegalizowac kanadyjski rozwod w Polsce. Nigdy nie wiadomo jak sie
          zycie potoczy, po co komplikowac sprawy? Gdybyscie sie pobrali w Kanadzie to
          nie moglabys zalegalizowac slubu w Polsce bo twoj maz zostalby bigamista.
          • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 30.05.07, 22:32
            Tak, masz rację, że to się przyda w ogóle na zapas, na przyszłość, takie
            uregulowanie spraw i tak czy inaczej dobrze to załatwić.
            Tak samo jak to z czym ja się teraz użeram, odebranie praw rodzicielskich
            mojemu byłemu, który zniknął - dobrze, że to załatwiam do wizy, bo i tak trzeba
            to załatwić ze względu na dobro dziecka, żeby potem się nie okazało przy
            jakiejś naprawdę ważnej sprawie, np. operacji, że bez zaginionego tatusia ani
            rusz.
            Tak myślę czasem fatalistycznie, że te wszystkie przeszkody, które musimy
            pokonać sa między innymi po to, żebysmy oboje uporządkowali różne swoje sprawy
            i nauczyli się sobie radzić z absurdami systemu, bo to się kiedyś do czegoś
            bardzo przyda i będziemy się cieszyć, że się nauczyliśmy smile. (Co nie zmienia
            faktu, że to czekanie jest nie do zniesienia.)
            • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 30.05.07, 23:03
              powiem Ci szczerze ze ja bym wolal tak czekac jak Wy czekacie bo jest duza
              szansa ze tam pojedziesz,polecisz...
              Ja tez kiedys przez to przechodzilem tzn moja Babcia i wiem ile to zachodu jest
              z tymi sprawami z odebraniem praw rodzicielskich,z jednej strony dobrze ze nie
              mam rodzicow ale z drugiej strony pozostaje pustka ktora prubuje
              zapelnic ,szukac kogos kto by pomogl.
              Jak masz odpowiednia ilosc pieniedzy to wez sobie radce
              prawnego,adwokata,bedzie szybciej i lepiej z pewnymi sprawami


              powodzenia zycze i zdrowia smile
      • chiefexecutiveofficer Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 01.06.07, 00:51
        www.cic.gc.ca/manuals-guides/english/ip/ip08e.pdf
        www.cic.gc.ca/manuals-guides/english/op/op02e.pdf
        teksty nie sa latwe do przyczytania, ale jest to mozliwe.
    • silling Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 01.06.07, 02:55
      Jest jeszcze inna opcja, jezeli sytuacja jest bardzo zagmatwana
      - slub w kraju trzecim, w ktorym sa przyjazniejsze przepisy,
      mozna tam wjechac bez problemu, a zawarte tam malzenstwo
      jest wazne i w Kanadzie i w PL
      Naturalnym wyborem jest the UK, odpada tez problem z tlumaczeniami,
      Wymagania, zeby wziasc slub od obywateli EU sa tam takie same jak od Anglikow,
      - trzeba spedzic na wyspach conajmniej 7 dni przed zarejestrowaniem sie w
      Registry Office, dac notice, odczekac 30 dni i mozna brac slub,
      Napewno uznaja papiery rozwodowe z Ontario, ale niekoniecznie z innych prowincji
      (z Quebecu chyba nie).
      Takie rozwiazanie bardzo pomaga jezeli slub w polsce to np. 2 lata zalatwiania
      papierow i sa trudnosci z wjechaniem do kanady, polecam wink
      • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 01.06.07, 10:24
        silling napisał:

        Wezmę to pod uwagę jako opcję F i dlatego zapytam - zetknąłeś się może jakoś
        bliżej z tym tematem, to znaczy, że np. Polka i obywatel innego kraju brali
        ślub w UK? Gdzie znajdę jakieś szczegółowe informacje na temat przepisów. Jak
        się udowadnia przebywanie od siedmiu dni? Datą na bilecie? Pieczątką w
        paszporcie? To jest całkiem realne wyjście, czasowo trochę trudne do przejścia,
        bo nie sądzę, żeby on mógł spędzić w Europie ponad miesiąc czekając na ten
        ślub, ale poza tym całkiem realne - mam przyjaciół w Londynie, mieszkałam tam
        prawie rok, mam nawet National Insurance Number i kupę innych papierzysk, a
        jemu też łatwiej z Kanady skoczyć do Londynu niż do Krakowa.
        • silling slub w anglii i walii 01.06.07, 23:20
          owszem zetknalem sie blizej z tematem,
          nawet sam cos takiego kiedys zalatwialem,

          Nie ma problemu o ile wszyscy maja paszporty UE,
          (na kanadyjski paszport jest to duzo bardziej skomplikowane)
          Notice daje sie conajmniej na 15 pelnych dni przed slubem
          (nie 30 jak wczesniej pisalem, cos mi sie pomieszalo)
          i jest wazny przez rok,
          - tzn w tym przedziale mozna ustalic date slubu
          Dlatego nie trzeba przyjezdzac na dlugo,
          wystarczy 2x na krotko i po sprawie...

          Zeby udowodnic, ze jestes te 7 dni wystarczy np. dac list
          od kogos u kogo sie zatrzymasz na ten wymagany czas,
          a kto mieszka na stale w Anglii.

          Wazne, ze trzeba sie rejestrowac w tym registry office
          pod ktory podlega adres, ktory podajesz, obowiazuje rejonizacja,
          moze nie wszedzie sa bardzo strict ale lepiej wziasc to pod uwage

          "You can get married in England and Wales as long as you have both lived in a
          registration district for at least seven days immediately before giving notice
          of marriage."

          wiecej info:

          Marriages
          www.gro.gov.uk/gro/content/marriages/index.asp
          Civil marriages
          www.gro.gov.uk/gro/content/marriages/where-can-i-marry/civil--marriages.asp
          btw Najbardziej liberalne przepisy w UK sa chyba na wyspie Man, tam wystarczy
          przyslac walizki 7 dni przed daniem notice i tylko na jeden dzien pojawic sie
          osobiscie wink
    • babiana Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 01.06.07, 13:07
      www.gro.gov.uk/gro/content/marriages/
    • babiana Re: Jersey 01.06.07, 13:17
      Tutaj wystarczy przebywac tylko 3 dni przed slubem
      www.weddingguide.co.uk/articles/legal/jersey.asp
    • babiana Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 01.06.07, 13:30
      Jeszcze istnieja dwie inne mozliwosci.
      Marriages in Guernsey
      www.weddingguide.co.uk/articles/legal/iom.asp
      Jersey jednak jest najlepsza opcja poniewaz:
      To encourage visitors, Jersey recently relaxed its residency requirements for
      couples wishing to get married by civil ceremony in the Island. Subject to
      following the necessary procedures, you only have to be resident on the Island
      for a minimum of three days before the date of your marriage.
      • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 01.06.07, 17:14
        Och genialne, dziękuję! Miałabym więc plan awaryjny w razie czego. Im więcej
        opcji awaryjnych tym lepiej, człowiek nie ma wtedy tego przykrego wrażenia, że
        co krok to ściana smile. TYlko jedna mnie zastanawia, co to znaczy: "to be
        resident on the Island for a minimum of three days before the date of your
        marriage." ???? Ze trzeba tam wynająć jakieś mieszkanie na przynajmniej trzy
        dni (pokój w hotelu może być?), czy o coś innego jeszcze? Poczytam sobie te
        linki i pomyślę nad tym. Dziękuję.
    • byt-1 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 01.06.07, 23:44
      nenella napisała:

      >może ktos coś poradzi

      >>>> radze wiadro zimnej wody na naiwna glowe .
      • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 02.06.07, 05:19
        byt-1 napisała:
        "radze wiadro zimnej wody na naiwna glowe"

        Możesz rozwinąć tą wypowiedź, proszę?
        • ma.pi Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 02.06.07, 23:56
          nenella napisała:

          > byt-1 napisała:
          > "radze wiadro zimnej wody na naiwna glowe"
          >
          > Możesz rozwinąć tą wypowiedź, proszę?


          Mowiac szczerze ja tez mam takie spostrzezenie jak byt-1, bo to co tutaj
          piszesz nie trzyma sie kupy.

          Po pierwsze te wszystkie wiadomosci o zarobkach Twojego faceta, jego
          informacjach jakie to moga byc problemy ze sponsorowaniem Ciebie przez jego
          sytuacje finansowa, a wkoncu wytlumaczenie jak to on "pokretnie" kupil dom.

          Tutaj, gdziekolwiek bys nie przedstawiala swoich zarobkow podajesz jaki jest
          Twoj zarobek roczny. Nikogo to nie obchodzi, ze w styczni i lutym nic nie
          zarobilas, a w marcu 10 tys. Ich obchodzi, ze np. w 2006 roku zarobilas 50 tys.
          Bedac samozatrudniajacym sie (jak to przedstawiasz Twojego faceta) tez bez
          problemow mozna dostac pozyczke na dom, pod warunkiem, ze ma sie jakis tam
          wzgledne dochody roczne i ze sie prowadzi dzialalnosc min. 3 lata. A z tego co
          piszesz, to Twoj facet spelnia te warunki. A jezeli bank przyznal pozyczke na
          dom jego siostrze to znaczy, ze jego siostra kupila dom i na nia jest akt
          wlasnosci.

          Jak dla mnie to ten facet kreci na wszystkie strony, po prostu zbyt dlugo tutaj
          mieszkam i znam realia, aby to co wypisujesz bylo dla mnie wiarygodne.

          Nie chce Cie zniechecac, ale najpierw radzilabym Ci tutaj przyjechac na jakis
          czas. Zobaczyc na czym stoisz i jak to naprawde wyglada zanim podejmiesz
          decyzje o slubie.


          Pozdr.
    • byt-1 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 03.06.07, 18:54
      nenella napisała:

      > Mój miły z poprzednią żoną ożenił się w Polsce, a rozwiódł w
      > Kanadzie i jego rozwód jest tu nieważny, musiałby to załatwiac tutaj od nowa
      > i mieszać ją w to, co zajęłoby dużo czasu, zwłaszcza, że jest z nią w złych
      > stosunkach.

      >>>> Byla zona nie jest do niczego potrzebna ( np. mogla ponownie wyjsc zamaz i
      obecnie mieszkac na Kamczatce ) , nawet on nie musi sie osobiscie fatygowac ,
      dokumenty do sadu okregowego w Warszawie moze zlozyc pelnomocnik np. Ty ( znam
      kobiete ktora po 4 miesiacach dostala oficjalny rozwod z Polski ).

      Reszte dobrze wytlumaczyla ma.pi , jak Ona tak i ja dlugo mieszkam w Kanadzie i
      dobrze znam realia .
      • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 03.06.07, 22:45
        Och, więc o to Wam chodzi, że to wszystko takie pokręcone, ufff, jak tylko o
        to, to już się nie denerwuję smile. Właściwie od początku spodziewałam się
        podobnego zastrzeżenia i dlatego od razu w pierwszym poście askeurowałam się
        sugestią, że zdaję sobie sprawę ze swego nierozsądku smile. Wiem, że znacie realia
        lepiej ode mnie, prawdopodobnie nie tylko kanadyjskie, ale w ogóle wszelkie
        inne... Ja nie jestem za dobra w realiach, mój miły też nie.. Oboje jesteśmy
        tacy sami - nie radzimy sobie z systemem, z biurokracją, z pieniędzmi (oboje,
        ile byśmy ich nie mieli chwilowo, szybko sie ich pozbędziemy), z tak zwanymi
        realiami właśnie. Dlatego pytam ludzi, którzy mocniej chodzą po ziemi, obiema
        nogami, o porady jak przechytrzyć system, bo sama do tego nie dojdę ze swoim
        małym, zabłąkanym w chmurach rozumkiem smile. Może Wam się wydaje, że trochę
        nierozsądne z mojej strony, kiedy mam dziecko na głowie, zakochiwać się w
        facecie, który na pewno nigdy nie kupi mi gadającej zmywarki do naczyń i który,
        jak dach będzie przeciekał to nie wezwie fachowca, tylko weźmie kawałek deski
        pod pachę i pójdzie go jakos załatać i z którym prawdopodobnie czeka mnie tyle
        samo problemów finansowych i drobnych niewygód, ile mam teraz. Ale ponieważ
        sama jestem też dokładnie taka, nic nie tracę, łącząc swój los z jego losem, a
        zyskuję wiele - zyskuję towarzysza przygody jaką jest życie, towarzysza, który
        myśli i czuje podobnie jak ja, kogoś z kim wzajemnie będziemy się wspierać w
        chwilach czarnych myśli i nakręcać nawzajem w napadach energii... Jedyne czego
        nam trzeba, to żeby nam dali być razem, naprawdę, a cała reszta już nam sama
        wyjdzie, to wiem smile. Ale dzięki za troskę.
        • ma.pi Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 04.06.07, 13:58
          A powiedz nam po jakie diabla chcesz przechytrzyc system. Wystarczy
          przestrzegac regul i wszystko samo sie ulozy. A jakie sa reguly to juz Ci wyzej
          pisalismi.

          Wlasnie jak bedziesz kombinowac to Ci nic z tego nie wyjadzie.

          Mi nie chodzi o to, ze to co Ty przedstawiasz jest pokrecone, tylko, ze jak na
          moj gust to ten Twoj facet niezle kreci. Mozna byc roztrzepancem i to wcale nie
          przeszkadza aby pojsc do banku i spytac sie jakie sa warunki dostania pozyczki
          czy zadzwonic do urzedu i sie spytac jak sie umiejscawia rozwod czy sponsoruje
          partnera. Szczegolnie to ostatnie powinno byc wazne dla Twojego faceta, bo to,
          ze Wy wezniecie slub to wcale nie oznacza, ze Ty dostaniesz wize czy pobyt
          staly. Bedziecie musieli udowodnic przed urzednikami, ze ten slub nie jest
          tylko "dla papierow". I nawet jak wezniecie adwokata, a sami bedziecie krecic,
          to on Wam bardzo nie pomoze, no chyba, ze uszczuplic portfel.

          Troche zdrowego rozsadku jeszcze nikomu nie zaszkodzilo.


          Pozdr.
        • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 04.06.07, 15:49
          To co napisalas o sobie niekoniecznie odnosi sie do tego faceta, przeciez wcale
          go dobrze nie znasz.
          Moja wrazenia sa takie, ze moze nie jest gotowy na slub z toba. Moze sparzyl
          sie w poprzedniej relacji/relacjach i teraz na zimne dmucha, woli cie dobrze
          poznac zanim wezmie na siebie powazne zobowiazania. Przemawialoby za tym to,
          ze odpowiadaloby mu to, gdyby mogl cie sponsorowac tylko jako narzeczona (jak
          juz ktos wspomnial, ta kategoria juz nie istnieje).
          Druga mozliwosc jest taka, ze jest jakas inna przeszkoda dla ktorej nie moze
          cie sponsorowac, ale nie chce cie wprowadzac w szczegoly. Mogl miec np jakis
          wypadek i teraz dostaje zasilek spoleczny (nie-medyczny), z ktorego zamierza w
          przyszlosci zrezygnowac. To tylko przyklad.
          Mysle ze powinnas go lepiej poznac, moze wszystko bedzie dobrze.
          Zycze powodzenia.
          Paloma
    • tora99 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 05.06.07, 02:45
      nenella, nie chce zebys mnie zle zrozumiala, chcialam jedynie zapytac, czy
      mieliscie juz okazje spotkac sie w realu, ewentualnie ile czasu mogliscie do
      tej pory z soba spedzic "na zywo"?
      (tez mam internetowego meza i zdaje sobie sprawe, ze moze byc ci nielatwo
      podjac jakiekolwiek decyzje)
      • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 05.06.07, 12:32
        Znamy się od ponad roku, "na żywo" spędziliśmy ze sobą dotąd tylko dwa tygodnie
        w październiku i miesiąc w lutym. Zdaję sobie sprawę, ze to niewiele i że nasza
        decyzja o ślubie wygląda lekkomyślnie.
        Ale nie mamy innej szansy, zeby spróbować jak to będzie być razem, właśnie
        przez to, że on mieszka w Kanadzie i nie pozwolą mi być z nim, jeśli się nie
        pobierzemy. I to, że chcemy to zrobic jak najszybciej też wcale nie jest takie
        nierozsądne, jak może się wydawać. On ma tam swojego synka, swoje projekty, nad
        którymi pracuje, dom do remontowania, nie może tu często przyjeżdżać, żeby mnie
        odwiedzać. Jak widać przez ostatni rok udało mu się to dwa razy tylko. Ja do
        niego też nie mogę dużo jeździć, nawet gdyby mi bez problemu dawali wizę
        turystyczną, bo w żadnej pracy nie dadzą mi takiego długiego urlopu częściej
        niż raz na rok. Gdybym chciała, dajmy na to, pojechać go odwiedzić dwa, trzy
        razy w ciągu nadchodzącego roku, musiałabym za każdym razem rzucać pracę i
        szukać nowej po powrocie, a przy takich zarobkach na jakie ja mogę liczyć, nie
        mogłabym się wtedy sama utrzymać z dzieckiem i on musiałby mi pomagać finansowo
        i jeszcze oprócz tego wydać majątek na bilety itd.. Nie wiem, może ktoś uważa,
        że takie coś byłoby rozsądne, ale ja tak nie uważam.
        Zresztą choćbyśmy się zobaczyli jeszcze 50 razy, i tak nie dowiemy się jak to
        jest być ze sobą na codzień, na dobre i na złe, póki nie spróbujemy, co innego
        taka wakacyjna wizyta, a co innego codzienne życie, więc nie ma najmniejszego
        sensu tego odwlekać z jakiegoś strachu przed nie wiadomo czym.
        W razie czego rozwieść się zawsze można, raz już się rozwiodłam i nie
        bolało smile. I tak możliwe, że się kiedyś rozwiedziemy, choćby nie wiem jak było
        fajnie na poczatku, bo nie wierzę w takie bajki jak miłość do końca życia.
        Poza tym tęsknimy za sobą okropnie i po dotychczasowych naszych spotkaniach
        było tak, że za każdym razem bardziej bolało nas potem rozstanie i wiem, że
        jeśli się znów zobaczymy na trochę i znów będziemy musieli rozdzielić, to chyba
        oszaleję tym razem. Wiele siły ducha będę musiała włożyć w to, żeby to
        przetrwać i jeszcze może raz to zniosę, ale dwa razy już nie - albo będę
        strasznie cierpieć nad tym, albo, co gorsza, w samoobronie zobojętnieję i
        będzie po miłości, tak też się moze zdarzyć.
        Kolezanki powyżej postawiły hipotezę, że może nie znam go za dobrze. Ja uważam,
        ze przez ten rok, poznałam go o wiele lepiej niż mojego ostatniego byłego, z
        którym byłam trzy lata. Tamtego nie rozumiałam w ogóle, do samego końca, do
        dziś go nie rozumiem, jego motywów, jego poglądów, nie wiem co z tego co mi
        mówił, było prawdą, a co kłamstwem, albo pozą, nie mam pojęcia co tak naprawdę
        siedziało mu w głowie i czy faktycznie tak mnie wielce kochał jak twierdził i
        nie pytajcie po co z nim byłam, bo nie wiem, nie z miłości w kazdym razie,
        chyba dla seksu i dlatego, że akurat był pod ręką i się napraszał, ale w każdym
        razie był mi tak całkowicie obcy, tak totalnie rózny ode mnie, że nigdy
        naprawdę się nie poznaliśmy. I między innymi dlatego teraz tak bardzo
        przywiązałam się do mojego miłego, bo on od pierwszych słów, które do mnie
        napisał nie był dla mnie obcy, od razu był "swój", od razu odkryliśmy, że
        jesteśmy podobni i odkrywamy to wciąż na nowo, każdego dnia, w każdej rozmowie,
        w każdym problemie, przed którym stajemy, w kazdym incydencie, który się
        wydarza. Lubimy oboje to samo, podobne rzeczy nam się podobają, myślimy tak
        samo o większości spraw, albo chociaż podobnie, w każdym razie podobnymi torami
        nasze myśli biegną, nawet jeśli czasem zdarza nam się róznica w poglądach na
        jakąś sprawę, albo w upodobaniach (na przykład, że ja uwielbiam tańczyć, a on
        nie tańczy wcale) to jest różnica "do przejścia", taka, która nas nie dzieli,
        nawet się zdarza, że przegadanie takiej drobnej różnicy zdań nas łączy jeszcze
        bardziej. Ja po prostu rozumiem jego sposób myślenia i odczuwania, a on rozumie
        mój, jesteśmy z jednej planety. Bardzo trudno spotkać kogoś z tej samej
        planety, przynajmniej mi bardzo trudno, kogoś takiego jak on nie spotkałam
        dotąd i nie wierzę, że łatwo byłoby mi natknąć się znów na kogoś z kim tak
        dobrze bym się rozumiała, nie zrezygnuję więc z tej miłości z powodu rozsądku
        i "realiów", lecz boję się długich miesięcy, a może lat rozłąki i tęsknoty,
        które nas czekają i dlatego szukam jakiejś rady.
        Rozgadałam się i może niepotrzebnie się usprawiedliwiam. Przepraszam, jeśli Was
        znudziłam, chciałam tylko, żebyście wiedzieli, że doceniam Wasze ostrzeżenia,
        ale wiem co myślę o moim miłym i moja decyzja, żeby za wszelką cenę dostać się
        tam, do niego, jest przemyślana.
        • dela12 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 06.06.07, 00:03
          zwiazki na odleglosc sa zawsze trudne, ale odrobina rozsadku przy podejmowaniu
          tak powaznych decyzji zyciowych jest niezbedna. Nie piszesz w ogole jak sie na
          to wszystko zapatruje twoja corka, milosc miloscia ale czy jestes pewna ze ona
          sie tutaj zaaklimatyzuje? Znacie dobrze angielski? Macie rodzine,przyjaciol
          ktorzy pomoga w razie potrzeby? Pomysl kto wiecej starci gdy wam nie wyjdzie,
          ty czy on? Bo cos mi sie wydaje ze ty. Ja przeprowadzilam podobna kalkulacje
          (mialam w Polsce kochajaca rodzine i przyjaciol, dobrze platna i
          satysfakcjonujaca prace, mieszkanie, samochod) i to on, zeby mnie przekonac ze
          warto rzucil prace i pomieszkal ze mna w Polsce. Mialam szanse sie przekonac
          jak wyglada zycie z nim w realu, nie na wakacjach. Ze nie jest siodmym cudem
          swiata jak myslalam. Paradoksalnie tego mi bylo trzeba, zeby podjac decyzje, bo
          sie przekonalam ze jego wady jestem w stanie zaakceptowac, ze go kocham. Gdyby
          nie to nie wiem czy bym dala rade tutaj zyc, z dala od bliskich, siedzac w domu
          (czekam na pobyt wiec nie mam pozwolenia na prace, a nawet gdy bede mogla
          pracowac nigdy nie bede miala takiej pozycji zawodowej jak w Polsce).
          • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 06.06.07, 20:06
            Dziękuję za ten głos troski, ale akurat jesli chodzi o podobne dylematy,
            niewiele z nich mnie dotyczy.
            I moja córka i ja i tak chcemy emigrować, początkowo chciałam zaczekac aż
            skończy tu szkołę podstawową i będzie bardziej samodzielna, tak czy inaczej od
            dawna wiemy, ze wyjedziemy, bo nie chcemy żyć w IV RP, III RP jeszcze była
            nasza, ale IV RP już nie jest. (Tak, wiem, że w Kanadzie teraz też rządzi
            prawica, ale tam mi to będzie obojętne, nie mój cyrk, nie moje małpy). Moja
            córka bardzo lubi mojego narzeczonego, niespodziewanie bardzo, nie wiedziałam
            nawet, ze potrafi kogoś tak łatwo zaakceptować, zresztą on ma syna w jej wieku
            i wychowywał już córkę i pasierbicę, które teraz są już dorosłe.
            Jeśli chodzi o język, ja mówię po angielsku i francusku (a także po hiszpańsku
            i trochę po włosku, ale to się nie przyda smile ). Moja mała nie za bardzo, ale
            dziecko się szybko nauczy, kiedyś we Francji nauczyła się języka w trzy
            miesiące od innych dzieci, bo chodziła tam do szkoły.
            I na pewno nic nie stracę wyjeżdżając, zupełnie nic. Moja pozycja zawodowa w
            Polsce jest żadna, bo w młodości byłam jeszcze bardziej lekkomyślna niż teraz i
            nie dokończyłam studiów, w tej chwili pracuję jako recepcjonistka w hotelu i co
            za kariera może mnie czekać? Kierowniczki recepcji co najwyżej. Cóz, dziękuję,
            niezbyt pociągające. Nigdy i w żadnym kraju nie zrobię kariery ani wielkich
            pieniędzy, bo taki mam już charakter i w ogóle najpierw musiałoby mi
            zależeć smile. Nie jestem blisko związana emocjonalnie z rodziną w Polsce, owszem
            z kilkoma przyjaciółkami tak, ale przeboleję rozłąkę z nimi. Nie tracę niczego,
            choćby to był całkowicie nieudany eksperyment - w takim wypadku będzie jak
            zwykle dotąd, gdzieś pojadę, potem wrócę, nie będę z tego mieć nic prócz nowych
            doświadczeń, może być jak dla mnie smile. A bardzo chcę spróbować, bo nigdy dotąd
            nie spotkałam kogoś takiego jak on i nikt nigdy dotąd nie był taki dla mnie i
            wiem, że nawet jeżeli z któregoś z nas w końcu wyjdą wady nie do zniesienia,
            przedtem przeżyjemy razem coś wspaniałego i niezapomnianego, bo to nawet teraz
            jest coś wspaniałego, coś za co dziękuję wszelkim możliwym bogom.
            • jarecki32 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 07.06.07, 13:57
              nenella napisala:
              Nigdy i w żadnym kraju nie zrobię kariery ani wielkich
              > pieniędzy, bo taki mam już charakter i w ogóle najpierw musiałoby mi
              > zależeć smile.
              Nie wiem, czy Ci juz ktos to powiedzial, ale bardzo ladnie piszesz. Nie tylko
              stylowo, ale i ortograficznie, gramatycznie i bez literowek. Jest to bardzo
              rzadka i ceniona umiejetnosc. Moglabys sprobowac pisac bloga, jestem
              przekonany, ze bylby pozytywny odzew.
              • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 07.06.07, 21:20
                jarecki32 napisał:

                " (...) bardzo ladnie piszesz (...) Moglabys sprobowac pisac bloga, jestem
                przekonany, ze bylby pozytywny odzew."

                Bardzo Ci dziękuję za komplementy, aż okryłam się rumieńcem, bo nie jestem
                pewna, na ile na nie zasługuję smile. Lekkie pióro niewiele dotąd mi przyniosło
                pieniędzy (chociaż najprzyjemniej zarobionych - na tłumaczeniach), a jeśli
                chodzi o bloga, pomyślę o tym może, gdy będę miała ciekawszą codzienność do
                opisania niz ta obecna. Właśnie walczę w tej chwili o ciekawszą codzienność smile
                i liczę ciągle na Waszą pomoc.
                Przy okazji chcę Wam powiedzieć, że naprawdę doceniam życzliwość, z jaką
                spotkałam się na Waszym forum i jeśli kiedyś i ja będę w posiadaniu wiedzy,
                którą warto się tu podzielić, na pewno to zrobię. Wszyscy, którzy odezwali się
                w tym wątku, próbowali mi udzielić konkretnych porad, lub przynajmniej okazali
                zainteresowanie czy troskę, nikt mnie nie wyśmiał, nikt nie potraktował z góry,
                jako nawiedzonej wariatki, praktycznie każde z Was pokazało klasę i życzliwość.
                Jesteście bardzo miłym gronem ludzi i jeżeli takie osoby spotykam w związku z
                Kanadą, tym bardziej nabieram otuchy, jesli chodzi o ten dziwny kraj.
                Dziękuję. smile
                • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 07.06.07, 21:28
                  nenella jak planujesz wyjazd na stale do Kanady to moze zobacz ta
                  stronke,wjedziesz przez Prowincje Quebec:

                  www.immigration-quebec.gouv.qc.ca/fr/index.asp
                  www.immigration-quebec.gouv.qc.ca/fr/biq/vienne/index.asp---------------------
                  "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
                  • dela12 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 08.06.07, 14:52
                    jedna uwaga - aby moc sponsorowac w Quebecu jej partner musialby miec miejsce
                    zamieszkania w tej prowincji.
                    • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 08.06.07, 15:03
                      dela12 oczywiscie ze tak ale jesli Ona zna jezyk francuski,angielski i chce
                      mieszkac w Kanadazie a nie chce dlugo czekac to powinna tam zlozyc papiery
                      ja bym tak zrobil i nie czekal na orzeczenie sadu w Polsce oraz inne takie
                      sprawy .
                      • jarecki32 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 08.06.07, 16:26
                        ja mieszkam w Montrealu wiec moze bede w stanie cos poradzic
                        (na temat Quebecu bo na sprawach rozwodowych i sponsorowaniu nie znam sie
                        wcale)
                      • dela12 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 08.06.07, 19:37
                        Sylwek sama znajomosc jezykow nie wystarczy. Kategorie imigracyjne w Quebecu sa
                        podobne jak dla Kanady, moglaby sie teoretycznie starac jako przyszly biznesmen
                        tudziez inwestor (trzeba miec spore zasoby finansowe) lub jako osoba
                        wykwalifikowana najlepiej w poszukiwanych tutaj zawodach. Czy to jest przypadek
                        Nenelli? Czytajac jej posty to raczej watpie. Poza tym jej zalezy na jak
                        szybszym byciu z ukochanym, a wszystko inne poza sponsorowaniem potrafi sie
                        ciagnac. Quebec to prowincja a calosc musi byc zaakceptowana przez rzad
                        federalny. Przyszedl mi natomiast jeszcze jeden pomysl do glowy jak sie dostac
                        do Kanady chocby na pobyt czasowy (potem to juz slub i czekanie na pobyt
                        staly). Wiza pracownicza czasowa lub wiza studencka. Moglaby jechac z corka.
                        Ten pierwszy wariant mniej kosztowny (za studia, kursy itp sie placi i trzeba
                        udokumentowac ze sie ma kase na utrzymanie sie w czasie nauki).
                        • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 08.06.07, 19:44
                          co do tych wiza to racja,moze cos by wyszlo z tego.
    • babiana Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 09.06.07, 01:00
      Quebec ma duza autonomie w sprawach imigracyjnych. Akceptacja rzadu federalnego
      to tylko formalnosc.Sylwek ma racje, ze tutaj czeka sie krocej. Jesli zna sie
      francuski to sa w siodmym niebie. Nenella zna jeszcze dodatkowo angielski nie
      wspominajac innych jezykow. Poza tym ma maloletnia corke co tez jest bardzo
      istotne z punktu widzenia Quebecu. Chodzi im o wychowanie kolejnego frankofona
      aby Quebec rosl w sile a ludzie zyli dostatniejsmile) Przyszly maz nie musi tu
      mieszkac na stale. Moze miec tylko adres jako miejsce zamieszkania. Troche to
      skomplikowane wszystko, ale czego nie robi sie dla milosci.Jak pisala Nenella
      trzeba znac jak njawiecej opcji.Zycze ci powodzenia i jak najszybszego
      wyladowania na pieknej ziemi kanadyjskiej.
      • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 09.06.07, 19:57
        No, niestety, wypełniłam sobie formularz na stronce, do której Sylwek podał
        linka powyżej. Wychodzi na to, ze nie chcieliby mnie w Quebecu. "À la lumière
        des renseignements que vous avez transmis, vous ne semblez pas répondre aux
        critères de sélection du Québec. Il vous est déconseillé de soumettre une
        demande de certificat de sélection." Nie wydaje im się, żebym się nadawała
        i "nie doradzają mi" (ach, te urocze subtelności języka francuskiego), zebym
        starała się o wizę... Jakoś się zupełnie nie dziwię. Gdybym była
        przedstawicielem systemu sama siebie tez bym nigdzie nie wpuściła smile.
        Co nie znaczy, że nie przechytrzę ich tak czy inaczej, bo chcę być z moim miłym
        i wszystko mi jedno gdzie, może być w Polsce, w Afryce, w szałasie w lesie, a
        że on musi na razie zostać w Kanadzie, więc niech będzie Kanada.
        • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 09.06.07, 19:58
          Ale bardzo dziękuję za rady i słowa otuchy, tak czy inaczej.
    • nenella plan A skreślony 15.06.07, 21:18
      No i proszę jakiego miałam nosa, że napisałam tu z prosbą o porady, co
      pozwoliło mi skonstruować kilka planów alternatywnych - mój plan A padł.
      Dowiedziałam się ostatnio, ze raczej nie ma szans, żebym dostała od sądu
      pozwolenie na wyjazd dziecka nim miną wakacje, bo skoro mojego szanownego
      byłego małżonka nie mozna odnaleźć, a nikt z jego rodziny nie raczy wystąpić w
      jego imieniu, procedura się przeciągnie, a im się właśnie zaczyna sezon
      urlopowy i mam "uzbroić się w cierpliwość". A po wakacjach, wiadomo, to by juz
      głupio wyglądało, taki wyjazd ni stąd ni zowąd, nie daliby jej wtedy tej wizy
      na 100 %. Pozostaje plan B - wystartuję o wizę turystyczną tylko dla siebie,
      wezmę w Kanadzie ślub z moim najmilszym, wrócę tu grzecznie, a on wystąpi o
      sponsorowanie mnie wtedy. Czy plan B się powiedzie zależy teraz nie tylko od
      urzędników ambasady, ale także od mojej pani dyrektor, z którą mam się rozmówić
      we wtorek, bo nigdzie nie jest napisane, że ona mi da zaświadczenie dla
      ambasady, że dostanę urlop w najbliższym czasie. Może być totalnie wściekła, że
      w ogóle o to proszę i po prostu mi odmówić, nawet ryzykując, że cisnę jej
      wymówieniem w twarz wobec tego natychmiast. Jest zresztą dość złośliwa. Ona wie
      od pół roku, że mam jechać, bo lojalnie ją uprzedziłam jeszcze w styczniu, to
      mi zresztą pozwoliło potem uniknąć niechcianego awansu na zastępczynię
      kierownika, ale wnioskuję z paru jej tekstów ostatnio, iż nabrała nadziei, że
      jednak zostanę (obiecała mi np. refundację kosztów "zielonej szkoły" mojego
      dziecka, "jeśli wiążę przyszłość z firmą"). Teraz mi nie uwierzy, że wrócę z
      tego urlopu, będzie rozczarowana i diabli wiedzą co zrobi. To wszystko trochę
      nie całkiem na temat smile, ale opowiadam Wam to, zebyście się przejęli moim losem
      nieszczęsnym i trzymali za mnie kciuki. Jeśli plan B nie wypali, to pozostanie
      plan C - ślub na wyspie Jersey, który to plan także jest dość karkołomny, a
      poza tym ma tą dużą wadę, że odwlecze sprawy, bo mój miły nie będzie mógł
      przyjechać do Wuropy latem, właściwie chyba aż do listopada nie może. Proszę,
      trzymajcie kciuki za mnie, módlcie się, albo co tam lubicie, niech ona mi da
      ten urlop i niech mi później dadzą tą wizę i niech chociaż zobaczę mojego
      ukochanego niedługo i niech chociaż już będę jego zoną, choć z nim rozdzielona
      (dziwne, zawsze uważałam, że małżeństwo to głupia instytucja, a teraz, gdy nie
      mogę po prostu być z kimś kogo kocham, wydaje mi się, że chociaż być jego zoną
      to zawsze coś smile). I dziękuję Wam jeszcze raz za wszytkie rady, były dla mnie
      światłami sygnalizacyjnymi w tunelu, bardzo mi pomogły, żałuję tylko, że
      wcześniej nie wpadłam na to, zeby Was zapytać. Wspaniali jesteście.
      • sylwek07 Re: plan A skreślony 15.06.07, 21:27
        Mozesz leciec w okresie po wakacyjnym do Kanady ale za to Twoje dziecko musi
        miec zaswiadczenie :
        " Uczniowie i studenci muszą przedstawić potwierdzenie kontynuacji nauki w
        formie zaświadczenia ze szkoły/uczelni z potwierdzeniem roku nauki i długości
        jej trwania oraz indeks (nawet jeżeli podróż odbywa sie w czasie wakacji).
        Podróżujący w trakcie roku szkolnego powinni mieć zgodę szkoły lub uczelni na
        wyjazd za granicę na dany okres pobytu."

        geo.international.gc.ca/canada-europa/poland/right_nav/visa_imm4-pl.asp
        ------------------------

        "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
      • babiana Re: plan A skreślony 16.06.07, 12:42
        Plan B jest dobry i mysle, ze powinnas dostac wize(zostawiasz w Polsce corke).
        Trzymam kciuki, aby pani dyrektor dala ci urlop. Narzeczony musi zajac kolejke w
        urzedzie stanu cywilnego.
        • dela12 Re: plan A skreślony 16.06.07, 15:34
          zgadzam sie, zostawiasz w Polsce corke wiec z wiza nie powinno byc problemu.
          Rowniez twoja szefowa ten argument powinnien przekonac o twoim zamiarze powrotu.
          Twoj luby powinnien wczesniej formalnosci pozalatwiac. Nie wiem jak w innych
          prowincjach ale w Quebecu czeka sie min 21 dni po zlozeniu dokumentow na slub.
      • ma.pi Re: plan A skreślony 19.06.07, 16:16
        nenella napisała:

        > No i proszę jakiego miałam nosa, że napisałam tu z prosbą o porady, co
        > pozwoliło mi skonstruować kilka planów alternatywnych - mój plan A padł.
        > Dowiedziałam się ostatnio, ze raczej nie ma szans, żebym dostała od sądu
        > pozwolenie na wyjazd dziecka nim miną wakacje, bo skoro mojego szanownego
        > byłego małżonka nie mozna odnaleźć, a nikt z jego rodziny nie raczy wystąpić
        w
        > jego imieniu, procedura się przeciągnie, a im się właśnie zaczyna sezon
        > urlopowy i mam "uzbroić się w cierpliwość".

        Jestes po rozwodzie, masz przyznana opieke nad dzieckiem, to w czym masz
        problem zeby dziecko wyjechalo na wakcje? Jak przedstawisz odpowiednie papiery
        w ambasadzie to podpis tatusia do wizy nie bedzie potrzebny.
        Jak nie ma paszportu to trzeba wystapic do sadu o wydanie pozwolenia na wydanie
        takowego.

        Ale z tego co zauwazylam Ty kochasz sobie stwarzac problemy gdzie ich nie ma?

        Pozdr.
        • sylwek07 Re: plan A skreślony 19.06.07, 19:29
          ma.pi jak jej Maz bedzie pozbawiony praw rodzicielskich i bedzie miec na to
          papiery to tez nie widze problemu aby moglo dziecko jechac.
          • ma.pi Re: plan A skreślony 19.06.07, 20:45
            sylwek07 napisał:

            > ma.pi jak jej Maz bedzie pozbawiony praw rodzicielskich i bedzie miec na to
            > papiery to tez nie widze problemu aby moglo dziecko jechac.

            Na wakacje moze jaechac nawet jak ojciec nie jest pozbawiny praw, a jej
            przeciez zalezy na czasie i chcialaby juz na wakacje pojechac, no chyba, ze zle
            czytam. A ona na sile szuka sobie problemow, no ale jak lubi to jej sprawa. :o)

            Pozdr.
            • sylwek07 cos o wizach dla dzieci 19.06.07, 22:23
              "Dzieci poniżej 16 roku życia muszą przedstawić odpis aktu urodzenia (odpis
              zupełny). Dzieci podróżujące same lub w towarzystwie tylko jednego z rodziców
              lub opiekunów muszą również przedstawić notarialnie poświadzoną zgodę na wyjazd
              podpisaną przez rodzica lub rodziców pozostających w kraju. Proszę pamiętać, że
              wszystkie dzieci, bez względu na wiek powinny posiadać własny paszport. Nie
              jest wymagana obecność w Ambasadzie dzieci poniżej 16 roku życia, chyba, że
              będą o to poproszone."

              geo.international.gc.ca/canada-europa/poland/right_nav/visa_imm4-pl.asp
              • ma.pi Re: cos o wizach dla dzieci 20.06.07, 16:09
                sylwek07 napisał:

                > "Dzieci poniżej 16 roku życia muszą przedstawić odpis aktu urodzenia (odpis
                > zupełny). Dzieci podróżujące same lub w towarzystwie tylko jednego z rodziców
                > lub opiekunów muszą również przedstawić notarialnie poświadzoną zgodę na
                wyjazd
                >
                > podpisaną przez rodzica lub rodziców pozostających w kraju. Proszę pamiętać,
                że
                >
                > wszystkie dzieci, bez względu na wiek powinny posiadać własny paszport. Nie
                > jest wymagana obecność w Ambasadzie dzieci poniżej 16 roku życia, chyba, że
                > będą o to poproszone."
                >
                > geo.international.gc.ca/canada-europa/poland/right_nav/visa_imm4-pl.asp
                >
                >


                Sylwek07 nie bede sie z Toba klocic, bo nie to jest moim zamiarem.
                Mam troche wlasnego doswiadczenia na temat czy dziecko moze pojechac z matka do
                Kanady (i to na stale) jak ojciec zostaje w Polsce, nie jest pozbawiony praw,
                ale postanowil robic na zlosc matce i nie pojawiac sie w zadnym urzedzie gdzie
                powinien (np. przy wydaniu paszportu czy wizy).
                W sadach i ambasadach tez pracuja ludzie i urzedowe dokumenty czytac umieja :o).
                A ten przepis jest tylko ogolny i nie uwzglednia wszystkich zyciowych
                przypadkow.

                Pozdr.
                • sylwek07 Re: cos o wizach dla dzieci 20.06.07, 21:19
                  ale ja nie mam zamiaru z Toba sie klucic,tylko podaje co jest napisane na
                  stronie Ambasady i jesli beda chcieli puscic ja z dzieckiem to ja puszcza.
                • nenella Re: cos o wizach dla dzieci 21.06.07, 17:04
                  ma.pi napisała:

                  "Mam troche wlasnego doswiadczenia na temat czy dziecko moze pojechac z matka do
                  Kanady (i to na stale) jak ojciec zostaje w Polsce, nie jest pozbawiony praw,
                  ale postanowil robic na zlosc matce i nie pojawiac sie w zadnym urzedzie gdzie
                  powinien (np. przy wydaniu paszportu czy wizy).
                  W sadach i ambasadach tez pracuja ludzie i urzedowe dokumenty czytac umieja"

                  Błagam, powiedz coś więcej! Możemy się skontaktować przez maila, jak nie chcesz
                  pisać o tym tu? Mam takiego strasznego gwoździa w głowie przez tą hecę ze
                  zgodą "tatusia" na wyjazd, że każda opowieść o czyjejś podobnej sytuacji jest
                  dla mnie bezcenna.
                  Już zaczynam snuć buntownicze teorie, że jak ojciec przez rok nie kontaktuje
                  się z dzieckiem, to powinien automatycznie tracić władzę rodzicielską i że to
                  opresyjne ze strony systemu, ze się trzeba o to po sądach użerać i to tyle
                  czasu.
                  Wiem, ze w sądach też ludzie pracują, zauważyłam to. Te panie, z którymi jak
                  dotąd miałam do czynienia przy okazji mojej sprawy są bardzo miłe, zyczliwe i
                  współczujące, naprawdę niesamowicie, aż się zdziwiłam, lecz przepisy są
                  przepisami. Jak delikwent "zniknął" (tak naprawdę dopiero co go widziałam,
                  żonglującego na ulicy w centrum miasta, i nawet usiłowałam z nim rozmawiać,
                  choć praktycznie bez efektu, lecz sądu to nie interesuje, interesuje ich jego
                  adres), to formalności związane z rozstrzygnięciem kwestii jego władzy
                  rodzicielskiej nad dzieckiem bez jego udziału, trwają wieki i obawiam się, że
                  nic nie można na to poradzić.
                  Chciałabym wiedzieć, czy mogę mieć nadzieję, że np. gdy będę już żoną mojego
                  miłego i wystąpi on o sponsorowanie mnie razem z moją córeczką, urząd przyjmie
                  taki wniosek mimo, że na wyrok w sprawie tego, czy mogę ją w ogóle wywieźć
                  trzeba będzie jeszcze poczekać? Naprawdę nie wiem ile jeszcze będzie się
                  ciągnąć ta sprawa i jak się potoczy, jakie jeszcze komplikacje mogą nastąpić, i
                  zaczynam się martwić, że prędzej się doczekam, aż ona skończy 16 lat, niż
                  sądowego rozstrzygnięcia.
                  • sylwek07 Re: cos o wizach dla dzieci 21.06.07, 18:36
                    nenella umnie sprawa o pozbawienie wladzy trwala moze z 2 lata a to bylo w
                    latach 1970 wiec jak sama widzisz wtedy tez tak latwo z tym nie bylo.
                    • nenella Re: cos o wizach dla dzieci 22.06.07, 17:07
                      Właśnie coś drgnęło w sądzie, jeszcze nie wiem co z tego będzie, ale w każdym
                      razie w poniedziałek muszę tu być na miejscu i dlatego dopiero we wtorek jadę
                      do Warszawy do ambasady z moim wnioskiem o wizę, jak już wspomniałam w nowym
                      wątku. Potwornie się denerwuję, będziecie trzymać za mnie kciuki? Choćby dla
                      swojego spokoju, jesli odmówią mi wizy, zasypię Was setkami pytań w związku z
                      planami alternatywnymi. smile
    • sylwek07 slub w innym Panstwie 16.06.07, 09:14
      Pytanie: Nie mogę wziąć ślubu z moją narzeczoną w Polsce, ponieważ jako
      rozwodnik musiałbym najpierw w sądzie zarejestrować mój kanadyjski rozwód, a to
      podobno trwa od roku do kilku lat. Czy mogę wziąć ślub w jakimś innym kraju?
      Czy Kanada go zaakceptuje?

      Odpowiedź: Może Pan ożenić się ze swoją narzeczoną w jakimkolwiek kraju jest to
      możliwe w Pana sytuacji. Jeśli narzeczona nie może przyjechać do Kanady, aby
      wziąć ślub, a Pan nie otrzyma potwierdzenia rozwodu w Polsce przez długi okres -
      a zwykle te sprawy trwają około roku, proponuję dowiedzieć się w konsulacie
      wybranego przez Pana kraju (np. Niemcy czy Kuba).

      Jeżeli chodzi o drugą część pytania, to odpowiedź jest prosta: Kanada akceptuje
      ślub zawarty w obojętnie jakim kraju, obojętnie w jakim stanie (USA), jeśli
      ślub tamże zawarty jest legalnie uznany przez władze danego kraju lub stanu
      (proszę jednakże pamiętać, o legalnym wieku oraz o tym, że żadne z poślubianych
      małżonków nie może być w związku małżeńskim z kimś innym - bigamia).

      www.gazetagazeta.com/artman/publish/article_18581.shtml
    • sylwek07 slub w Ontario 16.06.07, 18:10
      www.cbs.gov.on.ca/MCBS/english/marriages.htm
      • nenella Re: slub w Ontario 16.06.07, 19:43
        Tak, widziałam tą stronę. Tam jest taki myk, że z kolei w Kanadzie trzeba
        załatwić jakieś formalności w związku z tym, ze ja jestem rozwiedziona w
        Polsce smile. Właśnie wysyłam mojemu miłemu poświadczoną notarialnie kopię swojego
        wyroku rozwodowego (boję się wysłać oryginał, bo listy czasem giną)i te inne
        papierki, które tam trzeba oddać wypełnione, Statement of sole responsibility i
        Marriage licence application, żeby mógł pójść i zacząć wszystko załatwiać od
        razu, kiedy będziemy wiedzieć czy plan B ma szanse powodzenia. Liczę, że odezwą
        się osoby, które brały ślub w Kanadzie i uprzedzą mnie o jakichś ewentualnych
        pułapkach, niespodziewanych papierkach, których mogą od nas zażądać, itp..
        Jeżeli we wtorek powiedzie mi się z dyrą, zacznę Was też zadręczać
        wątpliwościami i pytaniami na temat wizy turystycznej, bo co prawda czytałam o
        tym dziesiątki stron, porad itp., ale dalej wydaje mi się to jakies zawikłane i
        boję się, że wszystko diabli wezmą przez jakiś jeden durny świstek, o którym
        zapomnę, albo nie pomyślę, albo przyniosę nie taki jak trzeba.
        • sylwek07 wiza turystyczna do Kanady 16.06.07, 20:31
          tutaj masz link z wnioskiem oraz co nalezy miec ze soba na rozmowie:

          geo.international.gc.ca/canada-europa/poland/pdf/trv_appl_pl.pdf
          te najwazniejsze dokumenty masz napisane na tej stronie.
          • nenella Re: wiza turystyczna do Kanady 17.06.07, 04:46
            Tak tą stronę też czytałam, tak mi się zdaje, ale dziękuję. Tylko, że tam też
            są rózne rzeczy dla mnie niejasne. Czy skoro moja podróż jest pryatna, nie
            służbowa, na zaświadczeniu od pracodawcy mają być tylko informacje o urlopie,
            bez informacji o zarobkach? Tak to rozumiem. Co to znaczy aktualne
            zaświadczenie z banku o saldzie mojego konta? W ogóle nie wiem jak je dostanę,
            bo mam taki kiepski bank, że kiedyś z trudem wydarłam od nich zaświadczenie, że
            w ogóle mam tam konto, ale mniejsza z tym, tylko jak to ma wyglądać? Informacja
            ile w tej chwili mam środków na koncie? Czy wyciąg operacji za jakiś okres?
            (Kurczę, to jest w ogóle najsłabszy punkt mojego wniosku, tak czy inaczej
            wygląda to żenująco.)
            • syswia Re: wiza turystyczna do Kanady 17.06.07, 05:36
              A to bank nie wysyla Ci wyciagow co miesiac? Wez 2,3 z kilku ostatnich miesiecy
              i powinno byc OK. Do tego wez podpisane przez dyrke pisemko na oficjalnym
              papierze, ze jestes zatrudniona na caly etat, czas nieokreslony i ze planujesz
              urlop w dniach x-y miesiaca z i styknie.
              • sylwek07 zaswiadczenie z banku 17.06.07, 09:27
                Idziesz do banku i mowisz ze potrzebujesz zaswiadczenie o stanie konta na dzien
                dziesiejszy,,kiedys mozna bylo to uzyskac w jeden dzien i za pol darmo teraz
                zalezy to od banku czas i koszt bedzie rozny.I wtedy wlaczasz to do formularza
                z innymi kwitami.

                wyciagi maja 1 problem bo jakbys miala sobie podwyzszyc swoje konto to wtedy
                wyjdzie kiedy to bylo i na jaka suma w zaswiadczeniu tego nie bedzie widac.I
                radze nie przesadzac w zasilaniu konta jesli o tym myslisz.
              • nenella Re: wiza turystyczna do Kanady 17.06.07, 20:21
                syswia napisała:

                "A to bank nie wysyla Ci wyciagow co miesiac?"

                Nie, mój bank mi nie wysyła wyciągów. Mój bank wysłał mi laskę cynamonu na
                wigilię, paczuszkę lubczyku na walentynki i barwnik do pisanek na wielkanoc,
                ale historii operacji na koncie mi nie wysyła smile. Gdyby dali mi taką historię z
                ostatnich kilku miesięcy, wynikałoby z niej, że co miesiąc, dziesiątego, na
                moje konto wpływa około 1200 złotych, która to suma znika w całości do
                dwudziestego, gdy wpływa jeszcze 200 złotych premii, które też natychmiast się
                ulatnia.
                Zaś gdybym zastosowała myk z wpłaceniem jakiejś większej sumy na konto tuz
                przed uzyskaniem zaświadczenia o jego stanie (dajmy na to, ze pozyczyłabym od
                kogoś te pieniądze i zaraz po otrzymaniu zaświadczenia wypłaciła je z powrotem
                i oddała, zdaje się, ze kolega poniżej sugeruje własnie takie rozwiązanie, o
                którym, przyznam, myślałam smile), to i tak nie będzie to więcej niz jakies marne
                dwa tysiące, więc sama nie wiem, które rozwiązanie jest lepsze. smile
                • sylwek07 Re: wiza turystyczna do Kanady 17.06.07, 21:12
                  tak jak napisalem wczesniej,jak dasz wyciagi z konta to wyjdzie ze mialas pare
                  dni wczesniej wieksza wplate a sama chyba wiesz jak to moze byc odebrane.
                • syswia Re: wiza turystyczna do Kanady 18.06.07, 00:49
                  Jesli bank Ci nie wysyla, to moze masz dostep do stanu swojego konta w
                  internecie - wydruji powinny wystarczyc.
                  Oszukiwac nie radze. Po co? Przeciez wracasz do corki... A jak sie wyda, to
                  bedziesz miala przechlapane, nie tylko teraz, ale i przy uzyskiwaniu wizy
                  stalej, bo te papiery przechodza przez ambasade w Warszawie... Po co tak
                  niepotrzebnie i glupio ryzykowac - przeciez jakies tam zarobki masz...
                  • sylwek07 Re: wiza turystyczna do Kanady 18.06.07, 08:14
                    syswia taki papierek z internetu to nawet nie chca widziec w Ambasadzie USA a
                    co dopiero w Kanadyjskiej,,zeby to mialo sens to musi byc z pieczatka banku
                    oraz osoby ktora to wystawila.A jesli ktos ma konto w banku internetowym to
                    wtedy musi to zglosic na infolinii ze potrzebuje i wtedy mu przysla .
                    Tak to wyglada.
                  • nenella Re: wiza turystyczna do Kanady 18.06.07, 10:10
                    Ja też myślę, ze bez sensu pożyczać od kogoś pieniądze i udawać, ze mam nie
                    wiadomo ile na koncie (nawet gdybym miała od kogo pozyczyć większą sumę, a i
                    tak nie mam), w końcu to mój miły pokrywa koszty mojej podróży i cóz to ma za
                    znaczenie ile ja zarabiam, mogę im powiedzieć prawdę. Tak jak mówisz, jeśli
                    będę załatwiać wizę tylko dla siebie, będą wiedzieć, że i tak muszę wrócić do
                    córki.
                    Ach, wiele zależy od tego, czy będą patrzeć tylko na cyferki w formularzach,
                    czy porozmawiają ze mną jak z człowiekiem. Bo jak będę miała szansę im
                    cokolwiek wytłumaczyć, to może ich przekona argument, że gdybym chciała się
                    dostać do bogatszego kraju po to, zeby więcej zarabiać niż teraz, to Kanada mi
                    akurat do tego zupełnie niepotrzebna, mogłabym w każdej chwili wrócić do UK,
                    gdzie pracowałam przez rok, mój poprzedni pracodawca przyjąłby mnie z otwartymi
                    rękami, a nowego tez bym znalazła bez trudu. Może to by ich przekonało, że
                    naprawdę jadę tylko odwiedzić mojego miłego i nie zalęgnę im się tam na razie
                    na dobre, a już na pewno nie po to, zeby tam tyrać na czarno, na przykład jako
                    sprzątaczka, albo żebrać o ich głupie zasiłki. Sama nie wiem.
                    Czy ktoś mi może powiedzieć jak to wygląda? Oddaje się paierki w okienku, a
                    potem w innym okienku je człowiekowi oddają z pieczatką, że rozpatrzono
                    pozytywnie, albo negatywnie, czy jest jakaś rozmowa, podczas której mozna
                    spróbować im wyjaśnić to i owo i jakoś ich przekonać?
                    • sylwek07 Ambasada,skladanie papierow i rozmowa 18.06.07, 10:34
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=205&w=62239387&wv.x=1&v=2&s=0
                      podaje Ci linka do tego jak to wyglada
                      nikt Ci nie odda zaswiadczen ,najwyzej moga poprosic abys cos doniosla.
                      Przygotuj sie na pytania ,na ile lecisz,do kogo,kto jest i co tam robi,czym sie
                      zajmuje,w sprawie pracy beda sie pytac .
                      A czy Ich przekonasz to od Ciebie zalezy i od Twoich odpowiedzi i nie radze
                      mowic o tym jak to moglas zostac w UK i tego zrobilas bo Ich obchodzi co
                      bedziesz robic w Kanadzie tzn ze masz u kogo sie zatrzymac,nie bedziesz
                      pracowac oraz ze na czas wrocisz.
                      A co do Corki wiesz ile takich osob zostalo w Kanadzie zostawiajac rodziny ?
                      wiec to moze byc plus ale nie przewazajacy.
                      • nenella Re: Ambasada,skladanie papierow i rozmowa 19.06.07, 23:47
                        Och wiem, że nic nie jest pewne i że to może dla nich nic nie znaczyć. Wszystko
                        zależy w sumie od tego na kogo trafię, z kim będę rozmawiać. Nie mam żelaznych
                        argumentów, ale żelaznych argumentów przeciw też nie ma. To będzie równa gra,
                        jak szachy trochę smile.
                        W każdym razie dziś pokonana została pierwsza z wielkich Przeszkód. Moja pani
                        dyr da mi urlop. To jest niespotykany ewenement w ogóle, odkąd zaczęła rządy w
                        tym hotelu, czyli od 4 lat, nikt nigdy nie dostał tam urlopu w lecie. A byli
                        tacy, co próbowali. Sama nie wiem czemu zawdzięczam takie łaskawe traktowanie,
                        nie mam pojęcia, wątpię, że tylko temu, że byłam przez ponad rok taką wierną
                        niewolnicą smile. Wciąz nie mogę uwierzyć, że ona naprawdę mi to obiecała i że to
                        poszło tak gładko. Może i z wizą się uda w takim razie, bo urzędnicy w
                        ambasadzie nie mogą być gorsi niż ona smile.
                        Dziękuję każdemu, kto trzymał kciuki i niebawem wyskoczę z nowymi pytaniami.
    • nenella wieści z frontu c.d. :) jutro tam jadę! 25.06.07, 18:18
      Dziś sąd wydał mi jednak zgodę na wyjazd córki, zastosowali taki specjalny myk,
      rozpatrzyli to pozaprocesowo, ale jest tam warunek, ze do 30 października, po
      powrocie z Kanady, muszę złożyć paszport dziecka w depozycie sądowym (chyba, że
      wcześniej skończy się normalne postępowanie procesowe). Mam nadzieję, że
      urzędnicy w ambasadzie uznają, że to oznacza, że muszę tu wrócić i dadzą nam tą
      wizę.
      Niedługo mam pociąg do Warszawy i jadę i jutro skoro świt będę stać pod
      ambasadą i siwieć z nerwów. Błagam, niech ktoś za mnie trzyma kciuki.
      • sylwek07 Re: wieści z frontu c.d. :) jutro tam jadę! 25.06.07, 18:54
        no to sie trzymaj i czekam na wiesci smile
        • nenella porażka na całej linii 26.06.07, 10:33
          Byłam tam o 2.30 w nocy, pierwsza w kolejce, nawet całkiem sympatycznie sie
          czekało, ławeczka stoi nieopodal, prawie do niej przyrosłam. Potrzymali mnie
          troche z czekaniem narzomowę w środku no i pan na rozmowie (nie napiszę co do
          niego czuję, bo nie wolno tu używac brzydkich słów) interesował się tylko
          pieniędzmi z tego wszystkiego i kazał mi donieść papier o dochodach mojego
          miłego z kanadyjskiego urzędu skarbowego. Za 2006 rok. Co oznacza, jak dla nas,
          odmowę, bo oficjalnie dochody mojego miłego są praktycznie żadne. Tak samo
          będzie gdybyśmy się pobrali, z tego samego powodu mnie do niego nie puszczą.
          Nigdy. Straciłam miłośc swego życia, bo ani on ani ja nie jesteśmy bogaci i w
          takim razie nie wolno nam być razem i sobie jakoś radzić po swojemu. Ech, nie
          chce mi się żyć.
          • sylwek07 Re: porażka na całej linii 26.06.07, 14:15
            ja zadnej porazki nie widze,,niech Twoj znajomy przysle Ci ten kwit z urzedu
            skarbowego i bedzie wiza....
            No chyba ze On zarbia pobocznie?bo jak sama widzisz Ich obchodzi dochod roczny
            a nie miesieczny wiec jesli chcesz do niego poleciec to zalatwiaj ten kwity.
            • nenella Re: porażka na całej linii 26.06.07, 16:54
              Niestety, tak się składa, ze ostatnio jego oficjalne zarobki wychodzą równie
              żałośnie jak moje, tylko w tamtej skali. Wysmialiby mnie gdybym im to
              przyniosła. Ten sk w ambasadzie od razu mnie wyczuł i jego, że jesteśmy
              outsiderzy i nawet jak mamy kasę to mało i niekoniecznie wszystko poukładane
              tak jak trzeba i że system z nas wielkiego pożytku nie miał nigdy, nie ma i
              mieć nie będzie - i za to nas skreślił. Ja wiem, że jak ktoś pluje na system,
              to powinien się pogodzić z tym, że w zamian dostanie parę kopniaków i wszystko
              jest sprawiedliwie, ale nie wiedziałem, że coś takiego jak miłość mojego zycia
              kiedyś upadnie z powodu tej reguły, sądziałm naiwnie, że amor omnia victis.
              Będę mysleć nad planem C jak odzyskam jakies siły, ale powiem szczerze, że
              gdyby nie moje dziecko, nie wróciłabym juz z tej Warszawy, zostalabym na torach
              kolejowych, w postaci marmoladu. Ech.
              • sylwek07 Re: porażka na całej linii 26.06.07, 17:06
                A to zalezy jakie to sa dochody bo nie sadze aby byly bardzo male .
                Widac Im chodzi o tzw papier aby zobaczyc czy pracuje i ze sie rozlicza z
                podatkiem.W wiekszosci takich przypadkow wiza jest udzielna jak ktos przedstawi
                dodatkowe dokumenty i masz na to pewnie 30 dni wiec nie ma co sie zastanawiac i
                nalezy dzialac.
              • pal0ma Re: porażka na całej linii 26.06.07, 17:33
                Nenella, zastanow sie co robisz. Zaplacilas im juz, wiec doprowadz sprawe do
                konca, nawet jak nie zarobil wiele, moze jednak dostaniesz te wize. A jak nie,
                to masz jeden wiecej dowod, ze relacja jest prawdziwa (chcial, zebys go
                odwiedzila).
                W ogole dziwne jest to co piszesz o tej marmoladzie i nawet nie wiem, czy w
                ogole dobrze zrobisz jak tu przyjedziesz na stale. Tu trzeba byc silnym
                psychicznie, emigracja tak daleko NIE JEST dla osob slabych, a juz zwlaszcza
                tak slabych (chyba ze to jakas metafora byla).
                • tikirimali Re: porażka na całej linii 26.06.07, 20:35
                  Pal0ma ma calkowita racje. Nie wierze ze po tym wszystkim co tu pisalas tak
                  latwo sie poddasz. My baby mamy w sobie wole walki, nadzieje i to trzyma nas
                  przy zyciu. Zalatwiaj papier, jedz do ambasady usiadz przed nimi, daj im papier
                  i czuj sie dumna. Nie siedz ze spuszczona glowa, to nic nie da. Jak wizy nie
                  dostaniesz to bedziesz miala dowod ze zwiazek jest prawdziwy. Wiesz ile razy ja
                  wychodzilam z ambasady zaplakana?? Ale nie poddalam sie. Kazda odmowa dodawala
                  mi sil i zawzietosci do dalszej walki o wlasne szczescie. I powiem Ci szczerze
                  ze nie zaluje ze tak dlugo to trwalo. Wyszlo nam to tylko na dobre. Chciec to
                  moc. Takze bierz sie babo w garsc i dzialaj. I powodzienia zycze... tylko nie
                  dziekuj
                  • sylwek07 Re: porażka na całej linii 26.06.07, 20:43
                    tikirimali Twoj przyklad pokazuje ze majac odmowe na wize turystyczna mozna
                    dostac wize na pobyt staly..
                  • pal0ma Re: porażka na całej linii 26.06.07, 21:00
                    Nenella, tak sie mysli w Kanadzie - nawet nam to w reklamie codziennie w
                    telewizji puszczajasmile

                    The Man Who Thinks He Can!
                    If you think you are beaten, you are;
                    If you think you dare not, you dont!
                    If you'd like to win, but think you can't,
                    It's almost a cinch that you wont.

                    If you think you'll lose, you're lost
                    For out in the world we find
                    Success begins with a fellow's will;
                    It's all in the state of mind!

                    If you think you're outclassed, you are;
                    You've got to think high to rise.
                    You've got to be sure of yourself
                    before you can win the prize.

                    Life's battles don't always go
                    To the strongest or fastest man;
                    But sooner or later the man who wins
                    Is the man who thinks he can!
                  • roza12 Re: porażka na całej linii 14.08.07, 23:12
                    Nenella i jak sie sprawy maja? Jakis sukces?
                    Odnosnie slubu w Grecji potrzebne sa kopie paszportow, metryki
                    urodzenia, zaswiadczenie ze jestescie stanu wolnego, w Waszym
                    przypadku rowniez papiery rozwodowe i dla obywateli Kanady dokument
                    co sie nazywa Notice of Search Marriage ( nie mam pojecia co to
                    jest, mysmy tego nie potrzebowali) i to wszystko przetlumaczone
                    najlepiej w ambasadzie greckiej. Pisz jesli masz jakies pytania.
                    • nenella Re: porażka na całej linii 18.08.07, 01:05
                      roza12 napisała:

                      "Nenella i jak sie sprawy maja?"

                      Dzięki za zainteresowanie i życzliwość smile. Odpowiem wszystkim hurtem
                      w tym poście.
                      Otóz mój ukochany faktycznie dostanie jednak polski paszport
                      tymczasowy, 20-ego. Ale musiał zrobić aferę w ambasadzie, żeby się
                      dowiedzieć, że może. Wysłaliśmy wstępne papiery na wyspę Jersey,
                      odpisali, on znów do nich napisał i teraz mają do mnie wysłać jakieś
                      formularze i ja mam im je odesłać razem z dokumentami, bo tak
                      wyszło, że teraz praktycznie wszystkie potrzebne dokumenty są tu w
                      Polsce. Kazali nam wyznaczyć datę ślubu, więc wyznaczyliśmy - 19
                      października. Co będzie dalej, zobaczymy. Nie wiem czy nie będą nam
                      na Jersey robić trudności przez to, że jego polski paszport jest
                      tymczasowy, nie wiem jakie jeszcze trudności mogą wyniknąć
                      (opowiedziałabym Wam jaka była jazda z jego aktem urodzenia, ale nie
                      chcę Was nudzić), nie wiem w ogóle jak się to wszystko potoczy, ale
                      jeśli się potoczy zgodnie z planem, w październiku będziemy
                      małżeństwem i potem będą te całe hece ze sponsorowaniem, a na tym
                      się już zupełnie nie znam. Nie wiem co powinnam załatwiac już teraz,
                      co później, jak się to załatwia, ile to kosztuje, jakie mogą być
                      trudnośći, nic nie wiem sad.

                      P.S. A co do jakiegoś kolegi powyżej, który raczył skomentować, że
                      on tu widzi niedojrzałość, to odsyłam kolegę na forum Psychologia,
                      tam można sobie stawiać diagnozy na temat stanu czyjejś psychiki i
                      umysłowości i są one mile widziane, a tutaj nie przyszłam na
                      badania, tylko po poradę w konkretnych zewnętrznych problemach, więc
                      dziękuję.
                      • sylwek07 Re: porażka na całej linii 18.08.07, 08:17
                        nenella narazie nic nie mozecie zalatwiac w sprawie
                        sponsorowania,moze jedynie poczytac strone urzedu i tym sie zajmij:

                        www.cic.gc.ca/english/immigrate/sponsor/spouse.asp
                        a trudnosci moga wyniknac jak zle wypelnicie formularze,np
                        wybierzecie zlego adwokata-konsultanta ktory niby ma Wam pomoc a
                        zrobie wiecej zlego niz dobrego.
          • ma.pi Re: porażka na całej linii 26.06.07, 17:31
            nenella napisała:
            Co oznacza, jak dla nas,
            >
            > odmowę, bo oficjalnie dochody mojego miłego są praktycznie żadne.

            Czyli co pan oszukuje urzad skarbowy? Bo wczesniej pisalas, ze niezle zarabia.

            Pozdr.
            • znikad Re: porażka na całej linii 26.06.07, 21:52
              Moja trojka leci w czwartek do Polszy wiec piore i susze, jutro bede pakowal.
              Zeby od tego nie zglupiec, przeczytalem uczciwie najdluzszy ostatni watek czyli
              ten wlasnie.
              Ludzie po ile Wy macie lat? Piszesz gdzies, ze facet jest od ponad 20 lat w
              Kanadzie, jesli przyjechal tu jako dorosly czlowiek to musi miec cos ponad 40.
              Ty pewnie tez ponad 30 (12-letnia corka) a to wszystko takie jakies dziecinne,
              niedojrzale jakby pisala 17-latka.
              I od razu przepraszam, nie chodzi mi o to zeby Cie zdolowac ale kurcze,
              wyciagnijcie wnioski z Waszych dotychczasowych porazek zyciowych - On
              rozwiedziony, Ty rozwiedziona, nieletnie dzieci pod opieka. To wszystko
              zobowiazuje do jakiegos rozsadku. Mnie sie zdaje, ze ten urzednik w ambasadzie
              to Wam wyrzadzil najwieksza przysluge na jaka tylko mogliscie liczyc -
              podarowal Wam wiecej czasu na przemyslenie Waszych decyzji.
              Tez jestem rozwiedziony, mam 3 dzieci (corka ma 13 lat, chlopcy sa mlodsi) i
              tez mam dziewczyne, ktora jest dla mnie bardzo wazna. Ale na pierwszym miejscu
              dla mnie zawsze beda moje dzieci - nigdy nie moglem zrozumiec doroslych ludzi,
              ktorzy nie traktuja swojego rodzicielstwa powaznie. Piszesz, ze Twoja corka
              jest OK z przyjazdem do faceta, ktorego zna wszystkiego 2 tygodnie + miesiac i
              jest OK z tym, ze zostawi za soba wszystkie swoje kumpelki, swoja bude, swoje
              miasto i przyjedzie na koniec swiata, gdzie pojdzie do totalnie innej szkoly, w
              ktorej bedzie musiala sie szybko nauczyc nowego jezyka i trafi do domu, ktorego
              dotad na oczy nie widziala, nie zna ulic, miasta, nic kompletnie. Jej sie nawet
              moze tak wydawac ale Ty jako dorosla osoba musisz sobie zdawac sprawe z tego,
              ze dzieci w wieku Twojej corki nie przeflancowywuja sie latwo! To jest
              proszenie sie o klopoty - przeszczepianie pre-teen w takie kompletne nieznane.
              Czy Ty mieszkasz w Krakowie? Juz sama zmiana Krakowa (ja tez z Krakowa) na
              ktorekolwiek miasto w Kanadzie to totalna rewolucja.
              Moze ten Twoj facet jest jakis sharp businessman, ktory wie jak unikac placenia
              podatkow i dlatego Jego T4 wyglada marnie, a moze jest po prostu leniem, ktory
              malo pracuje i do tego rzadko wiec zarabia grosze. A moze jest np. przestepca,
              ktory ma zlecenia raz na jakis czas (Sopranos?), kto tam wie jakie smile Moze tez
              byc jakims nieudacznym artista, ktoremu sie wydaje, ze jest Artysta i od czasu
              do czasu ma grant albo cos sprzeda i wtedy jest nagly zastrzyk gotowki. Moze
              cos hoduje i czasem to sprzedaje, co czyni Jego dochod niestabilnym... Opcji
              jest sporo ale kazda z nich budzi watpliwosci jesli sie rozpatruje zamieszkanie
              z takim facetem i mieszkanie z Nim + Twoja corka. Bo Ty sobie mozesz z Nim zyc
              miloscia i niech Wam sie wiedzie jak najlepiej ale 12-letnia dziewczynka
              potrzebuje stabilnego domu, lekarstw kiedy jest chora, dentysty gdy Ja bola
              zeby, nowych ubran i butow, ksiazek, jakichs wakacji, planu na oplacenie Jej
              studiow w przyszlosci itd. Mam taka w domu - wiem, co mowie smile)) To sa wszystko
              koszty i ktos musi miec na to zeby je pokrywac. Czy ten Twoj boyfriend jest
              sklonny finansowac utrzymanie Twojego dziecka do skonczenia przez Nia szkoly
              sredniej a potem oplacenia Jej edukacji w college albo na uniwerstycie? To
              wcale nie jest malo pieniedzy! Piszesz, ze macie plan na business. Good luck!
              Naprawde good luck ale co bedzie jak nic z tego nie wyjdzie? Ty i Twoj facet
              mozecie zyc powietrzem i uczuciem ale Twoja corka nie moze!
              Glupio mi to wszystko pisac, bo jestem wychowany w duchu Matki Polki, ktora
              dobro swojego dziecka zawsze stawia na pierwszym miejscu a tu czytam wyznania
              doroslej kobiety, ktora jest zauroczona jakims tajemniczym fotografem z Ontario
              i z powodu tego oszolomienia jest sklonna ciagnac swoja wlasna corke w
              kompletne nieznane bez zadnych zabezpieczen zawodowo-finansowych.
              Nenella, Ty sobie to wszystko jeszcze raz POWAZNIE przemysl. On moze byc caly
              ze zlota i jak najbardziej "z Twojej Planety" ale kurcze, to jest OBCY facet,
              ktorego Ty malo znasz a kraju, do ktorego chcesz przyjechac nie znasz wcale.
              Polsza ma swoje minusy systemowe ale tu tez nie raj - poczytaj kolege Ertesa
              albo drugiego malkontenta - Za Morzem smile To nie jest tak, ze Oni maja 100%
              racji w swoim krytykowaniu Kanady ale bardzo dokladnie wypunktowywuja mnostwo
              elementow tutejszego zycia, ktore dla wielu (moze wiekszosci?) bywaja trudne do
              zaakceptowania.
              Nie zyliscie ze soba przez 30 czy wiecej lat, moze to dobrze ze nie pozyjecie
              razem jeszcze kolejny rok czy dwa. Jesli odleglosc, rzadkie spotkania i
              kontakty przez Internet nie zniszcza Waszego relationship, bedziecie zawsze
              mogli probowac zwiazac sie po zalatwieniu wszystkich przeszkod formalnych typu
              Jego rozwod w Polsce itp. W tym czasie Twoja corka moze poduczyc sie
              angielskiego na tyle zeby jakos sie dogadac na poczatku w szkole. Uczucia maja
              to do siebie, ze jesli sa silne odleglosc i rzadkosc spotkan ich nie niszczy a
              wzmacnia, gdy zas sa slabe - fizyczna bliskosc i tak im nie pomoze. Wez to na
              spokoj, zaplanuj fajne wakacje z corka a faceta drecz zeby zalegalizowal
              rozwod. Powoli, powoli - nie ma pospiechu. Co nagle to po diable. Szczescia
              zycze. Cheers.
              • pal0ma Re: porażka na całej linii 26.06.07, 22:38
                Madrze to podsumowales, zgadzam sie w pelni z wnioskami.
                Pozdrawiam.
                Paloma
              • jarecki32 Re: porażka na całej linii 27.06.07, 14:36
                musialo to byc bardzo bolesne dla autorki watku przeczytac post od znikad, ale
                mam nadzieje, ze taka "konska" dawka szczerosci wyjdzie jej na dobre, to znaczy
                pozwoli jej przemyslec sprawy od nowa.
                Sam mialem ochote napisac cos podobnego bo mam dorosle dzieci i zone dla ktorej
                slowo "stabilnosc" ma ogromna role. Z tego powodu sam odrzucalem super-oferty,
                w tym wymarzona kariere na akademii i trzymalem sie jednego miejsca. Dzieki
                temu corka nie musiala zmieniac szkol i przyjaciolek, a cala rodzina ma
                swoj "home" w ktorym moze sie czuc bezpiecznie.
                Wszyscy zyczymy Ci bardzo dobrze i wiem, ze postawisz na swoim.
                Ale tam jak napisal znikad, staraj sie zachowac zimna glowe and don't rush
                things, a wszystko bedzie OK ! (Czuje, ze masz wiele talentow i jest szansa ze
                starczy ich na cala rodzine jesli bedzie taka potrzeba)
                • nenella Re: porażka na całej linii 27.06.07, 23:04
                  Cóz, pewnie to jest bardzo rozsądne wszystko co mówicie. Rozsądnie brzmi. I
                  macie rację, on jest "nieudacznikiem-artystą", tak jak kolega wyżej napisał. Ja
                  też, tylko jestem jeszcze bardziej nieudana niż on, bardzo rzadko udawało mi
                  się wyzyć jakoś ze sztuki, tak czy inaczej rozumianej, a moja główna idee fixe
                  czyli literatura, zaprowadziła mnie donikąd, bo okazało się koniec końców, że
                  bogowie dali mi literackie ambicje i pewną lekkośc pióra, lecz nie dali
                  talentu. On przynajmniej potrafi się utrzymać z fotografii, ja z pisania nie
                  mogłabym się utrzymać nigdy, bo nikt by moich gniotów nie czytał. Jest
                  silniejszy, mądrzejszy, rozsądniejszy i bardziej utalentowany ode mnie, a
                  jednak jest z mojej planety, jest najlepszym facetem jakiego mogłam w życiu
                  spotkać, jest wspanialszy niż mogłam sobie wymarzyć. Wiem, że razem jakoś sobie
                  poradzimy, nakręcając się nawzajem i wspierając w naszych quasi-artystycznych
                  projektach. Na pewno nie poradzę sobie z nim gorzej niż bez niego, bo teraz
                  wcale sobie nie radzę przecież, mieszkam u rodziców i chodzę z przymusu do
                  beznadziejnej pracy, której nienawidzę z całego serca i z której z najwyższym
                  trudem mogę siebie i dziecko utrzymać, o żadnych extrasach nie ma mowy, ani o
                  żadnej przyszłości, nie mogę tak żyć ani nawet nie powinnam i co gorsza nie mam
                  alternatyw. I kolega ma rację, w tej wypowiedzi gdzieś powyżej, tak mam taki
                  durny sposób myslenia czasem jak 17-latka, bo taki mam własnie wadliwie
                  działający mózg. Nie zacisnę zębów i nie zdecyduję się na "karierę w
                  hotelarstwie dla dobra dziecka", bo nienawidzę obsługiwać durnych burzujów i
                  drżeć pod czujnym okiem dyrektorki. Nie zakocham się nigdy w żadnym niewolniku
                  systemu, bez urazy, ale nie pokocham listonosza, murarza ani bankowca, ani
                  nikogo, kto nie jest z mojej planety i świetnie sobie radzi z parszywą
                  rzeczywistością. I nic na to nie poradzę, tak działa mój umysł i moja droga do
                  szczęścia jest przez to trudna i zawiła. Jasne, że myślę o moim biednym
                  dziecku, które przez głupi kaprys losu ma za matke osobę, która się do tej roli
                  zupełnie nie nadaje. Ale pocieszam się, że ona jest już duża i jak dotąd
                  wytrwałyśmy i rośnie zdrowo i jakoś się trzyma, przetrwała osiem lat, gdy był z
                  nami jeszcze jej tata, a ten to był dopiero freak, zupełnie jakbym miała dwoje
                  dzieci czasem, przetrwała cztery lata odkąd jesteśmy same (a on nigdy nie dał
                  ani grosza na utrzymanie dziecka odkąd się rozstaliśmy)...Jest mądrym, dobrym
                  małym człowieczkiem, radzi sobie w szkole i wygląda na to, że niewiele jej
                  brakuje do szczęścia przeważnie. Pocieszam się, że jakoś to będzie, choć to,
                  zeby jej dać jeść i ubrać ją jakoś w tej chwili kosztuje mnie wysiłek niemalże
                  przerastający moje możliwości. Staram się jakoś zrównoważyć myślenie o niej i o
                  sobie, to trudna sztuka, bardzo trudna, bo nie cierpię się poświęcać i gdybym
                  jej nie kochała jak szalona nigdy w życiu bym nie zniosła dla niej wielu
                  rzeczy, które zniosłam. Gdybym nie kochała tak bardzo mojego miłego też bym nie
                  zniosła na przykład pół roku celibatu, odkąd ostatnio się widzieliśmy, z moimi
                  skłonnościami do nimfomanii, i nie zniosłabym też tych wszystkich
                  biurokratycznych szykan, przez które musieliśmy przejść. To wszystko jest
                  trudne jak diabli i momentami mnie przerasta i nie ma sensu się za bardzo
                  wdawać w światopoglądowe dyskusje o odpowiedzialności, rozsądku itp., Wy nie
                  możecie zrozumieć mojego głupiego sposobu myślenia, a ja nie dam się przekonać
                  do Waszego i nie o to Was proszę, żebyście mi przypomnieli, ze mam dziecko na
                  głowie, bo pamiętam, że mam, tylko, żebyście mi poradzili jak pokonać rózne
                  bariery w systemie, które ja z trudem obłażę naokoło, podczas gdy Wy bierzecie
                  je w galopie lekkim skokiem. To wszystko.
                  • pal0ma Re: porażka na całej linii 28.06.07, 06:21
                    Jak na razie to nie widze wielkich barier przed toba, bez wzgledu na to czy
                    dostaniesz teraz wize turystyczna czy nie.
                    Jezeli jej nie dostaniesz i wezmiesz slub w listopadzie gdzies poza Polska to
                    jezeli wypelnicie dobrze aplikacje i wyslecie ja od razu to jest szansa na to,
                    ze corka pojdzie we wrzesniu 2008 do ontaryjskiej szkoly. Jezeli bys dostala
                    wize turystyczna i wziela slub w lipcu 2007 to po prostu moglabys dostac pobyt
                    staly troche wczesniej, ale corka przypuszczalnie i tak by chodzila do polskiej
                    szkoly do konca czerwca 2008, wiec i tak byscie tutaj pewnie przyjechaly
                    dopiero na poczatku lipca 2008.
                    Metody na conjugal partner jednak nie polecam (sprawdzilam przepisy, nie bez
                    powodu nikt nie wybiera tego sposobu). Tylko slub jest dobrym rozwiazaniem.
                    Czekam na sprawozdanie z drugiej wyprawy do ambasady, mam nadzieje ze wszystko
                    pojdzie dobrze smile
                    Pozdrawiam.
                    Paloma


                    • sylwek07 Re: porażka na całej linii 28.06.07, 09:49
                      pal0ma tez nie widze zadnego problemu.W wiekszosci takich spraw jak Ona ma to
                      wiza jest wydawana po okazaniu dodatkowych dokumentow wiec nie ma zamknientych
                      jak narazie drzwi do wizy turystycznej.
                  • jarecki32 Re: porażka na całej linii 28.06.07, 14:13
                    ciesze sie, ze odpowiedzialas tak jak odpowiedzialas, czyli bez zlosci na
                    znikad i poniekad na mnie. Jesli znikad napisal taki dlugi post to znaczy, ze
                    poruszyla go Twoja historia, podobnie jak i mnie i wielu innych forumowiczow,
                    ktorzy odpowiedzieli na Twoje zapytania. A juz taki Sylwek to chyba na medal
                    sobie zasluzyl.
                    Najwazniejsze to wierzyc w siebie i nie dac sie stlamsic. Potrafisz budzic
                    sympatie, to wazna cecha, ktora Ci moze bardzo pomoc w pozniejszych zmaganiach
                    z losem. A co do corki, to znam taki przypadek: dziewczynka przyjechala do
                    Toronto z mama kiedy miala 12 lat. Nie znala jezyka, zaczynala calkiem od zera.
                    Mama radzi sobie obecnie jako-tako, za to corka robi doktorat z psychologii na
                    Uniwersytecie Toronto.
                    • za_morzem Re: porażka na całej linii 28.06.07, 16:15
                      "A co do corki, to znam taki przypadek: dziewczynka przyjechala do
                      Toronto z mama kiedy miala 12 lat. Nie znala jezyka, zaczynala calkiem od zera.
                      Mama radzi sobie obecnie jako-tako, za to corka robi doktorat z psychologii na
                      Uniwersytecie Toronto."

                      normalna historia.
                      dziecko przyjezdzajace do kanady ma mniej wiecej takie same szanse jak kazdy
                      kanadyjczyk.
                      • silling Re: porażka na całej linii 28.06.07, 19:32
                        dokladnie, wszystkie osoby, ktore znam
                        jakie przyjechaly przed 18-stka do kanady
                        i pokonczyly tu high school, a potem college
                        albo uniwersytet b.dobrze sobie radza

                        a takie dzieciaki kolo 10-12 lat
                        to potem nawet nie maja polskiego akcentu
                    • nenella Re: porażka na całej linii 28.06.07, 21:13
                      jarecki32 napisał:

                      "ciesze sie, ze odpowiedzialas tak jak odpowiedzialas, czyli bez zlosci na
                      znikad i poniekad na mnie."

                      Nie ma przecież powodu, żeby się na Was złościć. Kierujecie się czystą
                      życzliwością, nawet jeśli niektórzy z Was oceniają moje podejście do sprawy
                      jako niewłaściwe, czy wręcz głupie. Nie ma w tym złośliwości, lecz chęć pomocy
                      i zapewniam Was, że bardzo to doceniam i ani mi w głowie się złościć.

                      " A juz taki Sylwek to chyba na medal sobie zasluzyl."

                      O tak. Niniejszym przyznaję Sylwkowi Order Pomocnej Ręki. A może Pomocnej Głowy
                      raczej. W każdym razie order musi być, bo to prawda, jest niesamowity ze swoją
                      wiedzą i chęcią niesienia pomocy.

                      I wszyscy bardzo mi pomagacie, nawet gdy mnie krytykujecie. Gdy Mapi napisała,
                      że wyszukuję sobie przeszkody, przypomniała mi o zasadzie, którą zwykle
                      stosuję, nieprzejmowania się zbytnio przeszkodami, póki nie rozbiję sobie na
                      nich nosa smile, gdy znikad wypomniał mi przyszłość dziecka, przynajmniej od nowa
                      przemyślałam sobie, czy dla mojej córeczki na pewno to byłoby dobre pojechać
                      tam (i wiem, że tak, bo ona marzy o szczęśliwej rodzinie, a tutejszej szkoły i
                      koleżanek nie szkoda jej ani trochę, mniejsza o przyczyny w tej chwili). Ja
                      lubię zawsze patrzeć na sprawy z różnych punktów widzenia i Wasze spojrzenie
                      trzeźwe i odmienne niż moje przydaje mi się na coś.
                      Nie będę znowu dziękować, bo juz co niektórych tym zniecierpliwiłam smile, ale
                      wierzcie mi, każda jedna uwaga, nawet gdy nie jest konkretną poradą, może być
                      dla mnie cenna i mi pomóc. A to ważna pomoc, bo walczę teraz o miłość swego
                      zycia.
                      P.S. Przepraszam, że moje posty są zawsze takie długie, to dlatego, że rzadko
                      mogę tu zajrzeć, bo zazwyczaj większość czasu spędzam w pracy i jak przeczytam
                      potem wszystko hurtem, to i mam długą odpowiedź na to smile.
    • nenella jest nowy plan 28.06.07, 21:23
      Nowy plan jest taki, że swoją drogą doniosę papiery do ambasady, co nic nie da,
      ale potem się nie będą mogli przyczepić czemu zrezygnowałam, a to może być
      ważne, a swoją drogą załatwiamy tymczasem ślub na wyspie Jersey, bo tam chyba
      faktycznie będzie najszybciej. I tak potrzebne są różne dokumenty, których nie
      mamy, jak na przykład pełne odpisy aktów urodzenia, więc to tez potrwa parę
      miesięcy, ale tak czy inaczej do wystąpienia o sponsorowanie, gdy już weźmiemy
      ślub też są potrzebne rózne rzeczy, których jeszcze nie mamy i w tej sytuacji
      możemy gromadzić je równolegle. Uczymy się w trakcie, i na własnych błędach,
      jak się załatwia takie sprawy i w końcu może kiedyś wyjdzie, po długiej nauce i
      wielu błędach smile. Być może dzięki Waszym poradom popełnię mniej pomyłek i
      zaniedbań. Liczę na to. Czekam na porady odnośnie ślubu w kraju innym niż
      Kanada lub Polska, odnośnie występowania o sponsorowanie, udowadniania, że
      małżeństwo nie jest fikcyjne, itd.. Na pewno znacie masę różnych hints and
      tips, których nie wyczytam z oficjalnych websites.
      • sylwek07 Re: jest nowy plan 28.06.07, 21:33
        nenella a ja Ci powiem ze jak doniesiesz ten kwit i zawieziesz do Ambasady to
        masz duzo szanse na wize,inaczej by Cie odeslala po 1 wizycie.
      • pal0ma Re: jest nowy plan 30.06.07, 12:41
        >>>>> Nowy plan jest taki, że swoją drogą doniosę papiery do ambasady, co nic
        nie da<<<<<
        Nie jestem pewna tytulu i autora, wydaje mi sie, ze tytul jest "Potega
        podswiadomosci" a autor Murphy, widzialam to w ksiegarni Polimexu na
        Roncesvalles, polecam przeczytanie.


        Co do slubu na wyspie Jersey to jedna istotna rzecz przychodzi mi do glowy,
        jezeli bys tam zmienila nazwisko na nazwisko meza (nie wiem czy to jest w ogole
        mozliwe, pisze na wszelki wypadek), to musialabys pewnie wymienic paszport, a
        zeby wymienic paszport na nowy poproszono by cie pewnie o dokument, ktorego
        mozesz nie miec, legalizacje slubu w Polsce, do legalizacji slubu byc moze
        bylby potrzebny dokument o legalizacji rozwodu meza, wiec uwazaj na to. Swoja
        droga wydaje mi sie, ze te rzeczy i tak lepiej pozalatwiac.

        Powodzenia i wiecej optymizmu zycze.
        • sylwek07 Re: jest nowy plan 30.06.07, 16:09
          pal0ma jesli by chciala ten slub umiejscowic w Polsce to musi akt slubu
          przetlumaczyc u tlumacza przysieglego a potem to sie zanosi do kierwonika
          urzedu stanu cywilnego i tam po paru dniach to jest robione smile
          pytalem sie nie dawno o to bo mialem taka sprawe do zalatwienia (nie swoja).
        • nenella Re: jest nowy plan 30.06.07, 16:15
          Nie będę zmieniać nazwiska, właśnie po to, żeby nie wymieniać stu dokumentów
          przy okazji. Z tego powodu nie zrezygnowałam dotąd z nazwiska poprzedniego
          męża. Zresztą ono jest bardzo zabawne, ma mnóstwo sz i cz i bardzo mnie bawi to
          jak sobie na nim łamią język wszędzie, niechętnie bym zrezygnowała z tej
          uciechy.
          Ale masz rację, że ten jego rozwód też lepiej załatwić, na wszelki wypadek, tym
          bardziej, że z tym ślubem na Jersey też może nie wyjść. Teraz się okazuje, że
          jak on jest z Kanady, to musiałby mieć specjalną wizę na ten ślub, a do tej
          wizy potrzebne jest zaproszenie od kogoś z UK i inne dziwne rzeczy, w ogóle
          jest klasyczny paragraf 22, piszą, że ma mieć "proof of marriage arragments", a
          zeby zrobić jakiegolwiek "marriage arrangments" trzeba najpierw mieć tą wizę,
          ręce opadają. Wymyśliliśmy, że może można to obejść jak on sobie załatwi polski
          paszport (bo obywatelstwo ma dalej, ale paszport już tylko kanadyjski), lecz
          nie wiadomo jak to pójdzie. Dotychczasowe przykre doświadczenia doprowadziły
          nas do wniosku, że najmądrzej jednak jest załatwiać wszystkie możliwe
          papierzyska równolegle, bo nigdy nie wiadomo, która opcja w końcu wypali.
          Swoją drogą uwagi o potrzebie optymizmu przywodzą mi na myśl pewien stary
          dowcip. Pesymista widzi długi ciemny tunel, optymista widzi światełko w tunelu,
          realista widzi nadjeżdżający pociąg... a maszynista widzi trzech idiotów na
          torach. smile
          • nenella o wyszukiwaniu trudności 03.07.07, 21:05
            Ktoś tu powyżej, chyba ma.pi, stwierdził, że ja sobie wyszukuję trudności. No
            to słuchajcie. Jeśli nie dadzą mi wizy, chcemy wziąc ślub na wyspie Jersey, jak
            wiecie, lecz okazało się, że mój ukochany jednak będzie musiał załatwiać tą
            jakś głupią specjalną wizę na ślub na Jersey, jako Kanadyjczyk, bo gdyby chciał
            teraz dostać polski paszport musiałby czekać rok albo lepiej. I jak człowiek na
            każdym kroku natyka się na takie coś, to jest wyszukiwanie trudności? Moim
            zdaniem to są trudności spadające na człowieka jak jakaś przeklęta lawina. Ech.
            • pal0ma Re: o wyszukiwaniu trudności 03.07.07, 21:32
              Nenella, Moze wystarczy tymczasowy polski paszport na ktory czeka sie 2
              miesiace chyba lub krocej? Dostanie go duzo wczesniej niz w listopadzie, na
              ktory ustaliliscie termin ewentualnego slubu.
              • pal0ma Re: o wyszukiwaniu trudności 03.07.07, 21:57
                Po twoim ostatnim poscie zajrzalam na strone dotyczaca slubow w Jersey. Nie
                znam sie na slubach w UK, ale z tego co tu widze to nie ma zadnego powodu, zeby
                twoj przyjaciel potrzebowal polski paszport. No a wizy turystycznej
                Kanadyjczycy nie potrzebuja do UK.
                Slub zostanie uznany w Kanadzie, bo Kanada generalnie uznaje sluby zawarte
                zagranica, jezeli sa legalne w kraju gdzie zostaly zawarte.
                www.weddings.co.uk/info/jersey.htm
                • pal0ma Re: o wyszukiwaniu trudności 04.07.07, 03:14
                  Tu jest opis jak sie to zalatwia:
                  www.gov.je/HomeAffairs/Registrar/Getting+Married+in+Jersey.htm
                • nenella Re: o wyszukiwaniu trudności 04.07.07, 05:07
                  www.ukvisas.gov.uk/servlet/Front?pagenameshockpenMarket/Xcelerate/ShowPage&c=Page&cid=1106654124706

                  "You will need to have a visit - marriage or visit - civil partnership visa.
                  Without this, the registrar will not be able to take your notice of marriage /
                  civil partnership. This condition applies even if you are from a country where
                  you would not normally require a visa to come to the UK."

                  I to samo mu powiedzieli przez telefon jak dzwonił na Jersey do tego biura od
                  ślubów.
                  Najlepszy jest ten kawałek: "Without this, the registrar will not be able to
                  take your notice of marriage ", bo znowuż to tej wizy trzeba "proof of wedding
                  arragements", a żadnych nie można zrobić póki się nie ma wizy... Paragraf 22
                  normalnie. Już zaczynam powoli wątpić we własny rozum jak widzę takie niepojęte
                  rzeczy.
                  • pal0ma Re: o wyszukiwaniu trudności 04.07.07, 06:12
                    To sie ciesze, ze wszystko jest jednak na dobrej drodze, a przyszly maz zaczal
                    dzialac.
                    Rzeczywiscie biurokracja niemala, a przy okazji Anglicy kosza spora kase za te
                    specjalne wizy.
                    Trzymam kciuki za szybkie zalatwienie formalnosci.
                    • nenella Re: o wyszukiwaniu trudności 06.07.07, 14:36
                      No tak. On nie dostanie tej wizy na Jersey, bo nie mamy skąd wziąć dla niego
                      zaproszenia od kogoś z UK (co za absurd, skoro on tam chce jechać na parę dni
                      na ślub i wrócić do Kanady, ale taki jest wymóg). Musimy zrezygnować z tego
                      planu, zwłaszcza, że nie da się tego załatwiać równolegle z załatwianiem
                      uznania jego rozwodu w Polsce, bo i tu i tam są potzrebne oryginały papierów
                      rozwodowych. W takim razie musimy załatwiać to przeklęte uznanie rozwodu, ale
                      właśnie się dowiedziałam, że gdyby była żona raczyła wyznaczyć swojego
                      pełnomocnika do odbierania korespondencji w kraju, to by potrwało trzy, cztery
                      miesiace, a jak nie raczy, to sprawa potrwa rok, bo będą jej tą korespondencję
                      przekazywać przez konsula. A ona nie raczy. Mamy więc przed sobą rok czekania
                      na uznanie rozwodu i pewnie z rok czekania potem aż mi dadzą wizę. Pięknie. Czy
                      nie ma, do diabła, jakiegoś innego wyjścia?
                      • pal0ma Re: o wyszukiwaniu trudności 06.07.07, 17:12
                        Rzeczywiscie totalny absurd, bedacy na pewno rezultatem zagrozenia
                        terrorystycznego w UK.
                        Ja mysle, ze te wszystkie informacje, ktore zebralas wez ze soba do ambasady
                        idac po wize turystyczna jako ewentualne dodatkowe zalaczniki plus informacje o
                        dziecku (ze sama sie nim opiekujesz, ojciec dziecka nie ma z nim kontaktow wiec
                        nie moze przejac funkcji opiekuna, wiec gdybys nie wrocila do Polski po slubie,
                        dziecko nie mialoby przy sobie zadnego rodzica).
                        Moze tez zbadajcie mozliwosci zawarcia slubu poza Europa, moze gdzies na
                        Hawajach, na Kubie?
                        Sposobu na conjugal partner nie polecam, ale w desperacji mozna wziac i to pod
                        uwage. Ja z takim przypadkiem zetknelam sie tylko raz, chlopak sponsorowal
                        dziewczyne, w sumie bardzo podobny przypadek do twojego, malo osobistych
                        kontaktow, a duzo rozmow telefonicznych, chlopak aplikacje wypelnil sam bez
                        niczyjej pomocy. Jak juz swoje odczekali, skontaktowala sie z nimi ambasada i
                        poinformowano ich, zeby wzieli slub, to wtedy ambasada sfinalizuje sprawe i
                        wyda dziewczynie papiery na pobyt staly.
                        Jednak jak pisalam zajrzalam do tych przepisow, ktorymi kieruja sie pracownicy
                        ambasady i sprawa nie wyglada za ciekawie, bo nie powinno sie zmieniac
                        klasyfikacji conjugal na malzenstwo w trakcie rozpatrywania aplikacji, wiec
                        ambasada moze odmowic wydania papierow, co wiazaloby sie z koniecznoscia
                        zaczynania procesu od poczatku. Z drugiej strony pisza, ze nie moga cofnac
                        decyzji juz po wydaniu negatywnej decyzji w sprawie conjugal jak ktos dostarczy
                        akt slubu, wiec jezeli ktos dostarczy ten akt przed wydaniem decyzji, to moze
                        jest jakas szansa. Tym niemniej lepiej znalezc lepsze rozwiazanie.
                        • nenella Re: o wyszukiwaniu trudności 06.07.07, 21:32
                          Ja mysle, ze te wszystkie informacje, ktore zebralas wez ze soba do ambasady
                          > idac po wize turystyczna jako ewentualne dodatkowe zalaczniki plus informacje
                          o
                          >
                          > dziecku (ze sama sie nim opiekujesz, ojciec dziecka nie ma z nim kontaktow
                          wiec
                          >
                          > nie moze przejac funkcji opiekuna, wiec gdybys nie wrocila do Polski po
                          slubie,
                          >
                          > dziecko nie mialoby przy sobie zadnego rodzica).

                          Czyli uwazasz, że mogę im otwarcie powiedzieć, że chcę tam z nim wziąć slub, a
                          potem tu wrócić i czekać co będzie ze sponsorowaniem? Właśnie tak pomyślałam,
                          że gdy konsul na widok papierów, które przyniosę zacznie kombinować, że i tak
                          mi nie da wizy, to wtedy urządzę mu płaczliwe wyznanie jak sprawy stoją. (Bo na
                          pewno się poryczę, tak jak ostatnio, pomyśleć tylko, że byłam z siebie taka
                          dumna, że już od lat nic mnie nie doprowadziło do płaczu, myślałam, że jestem
                          twardzielem, ba cynicznym i doświadczonym zyciowo twardzielem.) MOże trafię tym
                          razem na jakiegoś człowieka, a nie na cholernego biurokratycznego cyborga i da
                          mi tą wizę tylko po to, żebyśmy mogli wziąć ten ślub chociaż. Jak myślicie?????
                          • pal0ma Re: o wyszukiwaniu trudności 06.07.07, 21:57
                            Trudne pytanie, mnie sie wydawalo, ze im to juz powiedzialas i wtedy poprosili
                            o ten dokument z Urzedu Skarbowego.
                            Jak nic nie mowilas to na poczatku chyba najlepiej nic nie wspominaj, tylko
                            wrecz im ten dokument i powiedz, ze tylko tego jednego dokumentu im brakowalo
                            ostatnim razem, zeby wydac ci wize smile
                            Poryczenie, owszem, moze zadzialac smile
              • nenella Re: o wyszukiwaniu trudności 04.07.07, 05:14
                Żadnego paszportu nie dostanie od ręki, bo juz za długo go nie miał i mu
                powiedzieli, że najpierw to musi napisac takie podanie, żeby sprawdzili, czy on
                na pewno ma dalej to polskie obywatelstwo i dopiero paszport, a to trwa ponad
                rok. Tak powiedzieli w polskiej ambasadzie tam.
    • sylwek07 medal 29.06.07, 15:51
      za medal dziekuje.
      Medal nalezy sie kazdemu kto choc troche rozjasnil Ci Twoja sytuacje i pokazal
      kilka wyjsc,drog smile
      • nenella Re: medal 29.06.07, 19:48
        O tak wszystkim Wam jestem szalenie wdzięczna. Swoją drogą jakim genialnym
        wynalazkiem jest internet - w kilka minut można znaleźć w wyszukiwarce miejsce,
        gdzie grono życzliwych i znających się na rzeczy osób doradzi coś człowiekowi w
        każdej sprawie. Nieraz szukam na forach róznych informacji, jeśli nie potafię
        ich znaleźć sama na odpowiednich stronach i tutaj także się nie zawiodłam.
        Podsunęliście mi różne pomysły i powolutku wcielam je w życie i dzięki temu, że
        się tym zajęłam, nie mam czasu na rozpacz i depresję, bo jak nie jestem w
        pracy, to latam za papierkami smile.
        • sylwek07 Re: medal 29.06.07, 22:09
          nenella co do internetu to masz racje,jesli dobrze z niego sie korzysta to
          mozna duzo zyskac...
          a co do tych papierkow to szybko pujdzie i sama zobaczysz ze nie bylo po co sie
          tak denerwowac smile
    • sylwek07 a moze inny kraj wybrac co do slubu? 04.07.07, 10:27
      bo jest ich troche w Europie i moze nie maja asz takich przepisow,warto by sie
      za tym rozejrzec .
      • nenella Re: a moze inny kraj wybrac co do slubu? 04.07.07, 20:45
        Rozglądam się, ale na razie wszędzie kicha, albo któreś musi mieć obywatelstwo
        albo trzeba przynajmniej miesiąc odczekać, albo coś.
        • silling najprosciej w anglii 06.07.07, 19:24
          afaik najprosciej wziasc slub w anglii,
          tam sa najbardziej liberalne przepisy w calej europie
          i uznaja papiery rozwodowe z ontario
          bez zadnego tlumaczenia itp (sprawdzone)

          wystarczy jezeli twoj luby zaopatrzy sie w paszport tymczasowy
          w konsulacie w toronto (czeka sie jedynie miesiac czy dwa
          o ile dobrze pamietam, ale napewno dosc krotko,
          o wiele krocej niz na 10-letni)
          na paszport tymczasowy mozna sie zenic w anglii,
          nie robia problemow (sprawdzone)

          na polski paszport nie trzeba zadnych marriage visa
          ani nic takiego,
          wystarczy przyjechac, odczekac swoje
          (7 dni - anglia i walia czy te 3 dni na jersey)
          dac notice i po 15(7) dniach mozna sie zenic,
          (nie pozniej niz po roku)

          proste i sprawdzone
          wystarczy chciec -
          tzn jezeli obie strony naprawde chca
          to nie jest to zaden problem...

          powodzenia
          • sylwek07 Re: najprosciej w anglii 06.07.07, 21:26
            pal0ma z tego co sie doczytalem to Ona ma tylko doniesc ten kwit z urzedu
            skarbowego i bedzie wiza(moze)...
          • nenella Re: najprosciej w anglii 06.07.07, 21:49
            silling napisał:

            "afaik najprosciej wziasc slub w anglii,(...) wystarczy jezeli twoj luby
            zaopatrzy sie w paszport tymczasowy
            > w konsulacie w toronto (czeka sie jedynie miesiac czy dwa
            > o ile dobrze pamietam, ale napewno dosc krotko,
            > o wiele krocej niz na 10-letni)"

            No tak, lecz niestety on zbyt długo już nie ma polskiego paszportu i
            tymczasowego mu też nie dadzą, więc to nie jest takie proste, jak już pisałam
            gdzie indziej.

        • roza12 A moze slub w Grecji? 07.07.07, 23:24
          • roza12 Re: A moze slub w Grecji? 07.07.07, 23:41
            Za wczesnie przycisnelam enter w poprzednim poscie i wyslalam pusty ale do rzeczy.
            Ja co prawda z Kanada nie mam nic wspolnego ale moge doradzic gdzie najlatwiej
            wziac slub. Ja bralam slub w Grecji (na Santorini) wlasnie dlatego ze bylo
            najprosciej. Sama bylam skomplikowanych przypadkiem do wziecia slubu i
            szukalam po calej Europie gdzie najlatwiej sie pobrac i wyszlo na to ze w
            Grecji. Jedyne czego wymagali to trzeba bylo kilka dni przed slubem wyslac im 2
            dokumenty: swiadectwo urodzenia i zaswiadczenie z Urzedu Stanu Cywilnego ze
            aktualnie nie jest sie w zadnych innym zwiazku malzenskim. I nic wiecej,
            wystarczylo przetlumaczyc na angielski, nawet nie trzeba bylo na grecki.
            • nenella Re: A moze slub w Grecji? 09.07.07, 08:00
              Błagam o szczegóły. Poguglam sobie za tym oczywiście, ale Ty mi najtrafniej
              doradzisz, skoro sama przez to przeszłaś. To by było cudownie gdyby dało się w
              Grecji. Boję się tylko, czy to nie jest opcja dostępna tylko dla obywateli Unii
              Europejskiej, tak samo jak UK.
    • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 06.07.07, 22:25
      nenella jak doniesiesz to pismo z urzedu skarbowego to niczego nie mow,bo juz
      mialas rozmowe a teraz czekaja na dodatkowe pismo i jak to dostana wtedy sie
      dowiesz co bedzie z wiza.
      • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 12.07.07, 09:29
        Cóż, byłam tam wczoraj rano... Kolejna nocka pod ambasadą, nie żebym musiała
        być tak wcześnie, to była środa, a kiedyś w środy mieli wolne i mniej ludzi
        wtedy przychodzi, a ja miałam tylko donieść dokumenty, więc i tak nie stałabym
        w kolejce, ale wolałam dmuchać na zimne, bo musiałam zdążyć wrócić do Krakowa
        na tyle wcześnie, żeby się chociaż wykąpać i przebrać przed nocną zmianą w
        pracy i faktycznie akurat tak zdążyłam, chociaż nie musiałam czekać do 14ej, bo
        nie dali mi wizy. sad Chociaż tkwiłam dumnie pierwsza w kolejce od 2 w nocy i
        tak wepchnęło się przede mnie dwóch jakichś nadętych (w sensie zarówno
        metaforycznym, jak fizycznym tego słowa) dupków, którzy też mieli tylko coś
        donieść. Jeden z nich chyba się odwoływał do konsula, bo był "umówiony
        telefonicznie", jak powiedział strażnikowi (ciekawa jestem jakim cudem, skoro
        tam odbierają telefon tylko automaty, chyba, że oni do niego dzwonili z
        jakiegoś powodu) i poprosili go do takich drzwi z boku, nie do kabiny. Wyszedł
        potem z taką miną, że wiedziałam, że też poniósł klęskę i przestałam mu mieć za
        złe, to, że się wepchnął pierwszy na chama, widocznie mu cholernie zależało,
        biedakowi. A drugiego zawołali po paru minutach od oddania papierów do okienka
        numer trzy i tam mu panienka (tam są same panienki w tych okienkach, takie
        istne panienki z okienka, a znowuż w kabinach z tego co widziałam, cyborgi w
        krawatach) powiedziała, że ma przyjść o 14 po odbiór wizy, słyszałam wyraźnie,
        bo głośno się upewniał i laska niemal zachrypła, wysilając swój wątły głosik
        przez mikrofon. Wyszedł krokiem zwycięzcy i znienawidziłąm go po stokroć, bo
        wiedziałam już wtedy na pewno, że skoro on i pewna studentka, która się nie
        wepchała, dla odmiany, dostali takie wezwanie do okienka, a ja wciąz czekam, to
        znaczy, że miecz klęski wisi nad moim karkiem na bardzo cienkiej nitce. I spadł
        i poczułam go już po chwili, gdy zawołali mnie do kabiny numer dwa. Gdyby to
        był ten sam cyborg co poprzednio, który w końcu prawie się wzruszył, kiedy
        ryczałam tak, że nie mogłam wstać z krzesła i prawie mnie zaczął pocieszać, że
        wszystko będzie dobrze, spróbowałabym czegoś. Tamten był jakoś w moim wieku,
        może niewiele młodszy, coś miał już w głowie i w sercu, mozna było próbowac do
        tego trafić, a tym razem padło na jakiegoś szczyla, pewnie ze 24, taki młody
        cwany (taka inna kategoria niz młody gniewny, wiecie), karierę robi, skubany
        cyborg... wyrecytował mi tonem robota te same formułki, które mi potem wręczył
        na piśmie, że analiza mojej i mojego ukochanego sytuacji finansowej mu wpoiła
        brak przekonania, co do tego, czy mamy wystarczające środki na tą wyprawę i czy
        stamtąd aby na pewno wrócę. Zabawne, bo trochę sprzeczne wewnętrznie, swoją
        drogą, jakbym tam miała głodować przez swoje trzy tygodnie urlopu, bo mój miły
        nie dałby rady mnie wykarmić, to z tego powodu niechybnie pragnęłabym tam
        pozostać, aż do śmierci głodowej, ale mniejsza z tym. Wiadomo, chcieli mnie
        udupić i wykorzystali oba dobre preteksty, chociaż sprzeczne ze sobą nawzajem
        logicznie, lecz spójne ideowo - biedni spie..., znaczy zaradnym inaczej
        doradzamy zainteresowanie się innym krajem.... W każdym razie wyrecytował swoje
        takim tonem, taka niewzruszona potęga bezlitosnego systemu stała za nim, że nie
        powiedziałam nic, prócz bezsensownego "do widzenia". Nigdy w zyciu, nigdy,
        przenigdy, a miewałam koszmarne momenty w życiu, nigdy mnie nikt nie upokorzył
        tak głęboko, jak ten młody cyborg, recytujący swoje formułki. Za wysokie progi,
        wiecie. To nieważne, że jestem człowiekiem, który czuje i kocha tak samo jak on
        (pewnie bardziej o wiele, tak naprawdę, bo ja nigdy nie potrafiłabym być tak
        lodowato, wyniośle nieludzka wobec czyjegoś nieszczęścia), nieważne, że tak
        naprawdę nic by się rozległej krainie Kanady nie stało, żadna krzywda by jej
        nie spotkała, przez to, że mnie tam wpuszczą, może nawet by mieli ze mnie
        pożytek, bo wszędzie ze mnie mają pożytek, gdzie zaryzykują moją obecność,
        nieważne to, na jakie cierpienia i rozpacz skazał mnie i mojego ukochanego i
        że, przynajmniej na jakiś czas (bo my sie nie poddamy!), zmienił nasze życie w
        piekło, wszystko nieważne, wobec potęgi cyferek na kontach bankowych - tylko
        one się liczą, one według takich jak on, wyznaczają bieg życia, czyjeś prawo do
        szczęścia i miłości, czyjąś wolność. Pomyślcie sami, wszystko to, co w co
        normalnie się wierzy i na czym buduje się swój obraz świata i na czym zbudowano
        kultury i to co odróżniło człowieka od jego współbraci w gałęziach drzew,
        wszystko to jest niestotne wobec ilości zer po dowolnej innej cyferce... To
        zera wyznaczają bieg naszego życia wedłu niektórych... Ech.
        • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 12.07.07, 09:50
          nenella jestem ciekawy czy tak samo bedziesz myslec i robic jak bedziesz
          mieszkac w Kanadzie tzn ze kazdemu bedziesz wierzyc,pomagac i byc ok?No ale
          moze bedzie inaczej....
          • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 13.07.07, 09:20
            Dobra, dobra, musiałam sobie popłakać przecież. Wiem, że głupie są takie
            filipiki przeciw systemowi, nic człowiek nie zdziała tym, że się ciska i
            marudzi. smile Jasne, że na logikę nie było żadnego powodu, żeby cyborg z ambasady
            się zlitował i dał mi tą wizę, taka jego robota, tak jak moja uśmiechanie się
            do palantów i grzebanie w papierkach, a mojego kierownika dręczenie mnie i
            innych, a babci klozetowej siedzenie w smrodzie i pobieranie złotówki za wstęp,
            wiem, wiem. Wiem, że nie mogę liczyć w mojej sprawie ani na łut szczęścia, ani
            na czyjąkolwiek dobrą wolę (aczkolwiek spotkałam się też i z nią, bo i moja
            pani dyrektor i panie w sądzie wykazały ją w stopniu zupełnie dla mnie
            niespodziewanym), wiem, że muszę po prostu zacisnąć zęby i walczyć do upadłego,
            lecz mierzi mnie ta konieczność, jako przeciwna mej naturze i nieraz czuję się
            wśród sprzecznych porywów dość zagubiona, by pozwolić sobie na takie wygłupy
            jak powyższy. Ech.
    • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 12.07.07, 09:57
      nenella masz ten plus ze wszystkie podane dane sa prawdziwe wiec wrazie
      legalizacji do tego sie nie przyczepia .
    • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 13.07.07, 09:39
      nenella masz ten plus ze jak juz bedziesz w Kanadzie bedziesz miala gdzie
      mieszkac,ktos sie Tobia zajmie itd...ja natomiast moge sie pomarzyc o takim
      czyms.
      • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 13.07.07, 22:30
        Och, na pewno masz rację, ze to jest jakiś plus. Tylko, ze mną się nigdy nikt
        nie zajmował, tylko przewaznie ja kimś, a jakoś sobie radziłam i nie to jest mi
        potrzebne, tylko to, żeby mi dali być z moim ukochanym, a oni mi nie pozwalają,
        własnie dlatego, że uważają, że radzę sobie źle, skoro nie dorobiłam się
        żadnych wielkich dóbr materialnych. Oni nie wiedzą, że to dlatego, że mi nie
        zależało, tylko myślą, że nie umiałam i że właśnie się trzeba mną zajmować, a
        że mój miły taki sam niedorajda jak ja, więc lepiej mnie nie wpuszczać, bo
        jeszcze się nie zajmie jak należy, ech. Już sama teraz nie wiem co mam zrobić
        ze sobą... Czekac cierpliwie dwa lata, aż załatwimy wszystko z rozwodem,
        ślubem, sponsorowaniem itd. i na wszelki wypadek nie robić żadnych gwałtownych
        ruchów? Nie wyobrażam sobie tego, już chodzę po ścianach z tęsknoty i rozpaczy,
        co będzie później? Dobra, to wrócić tymczasem do UK (już tam byłam kiedyś),
        zarobić i zaoszczędzić dużo pieniędzy i przynajmniej jak za rok pójdę po wizę
        to nie usłyszę na pewno, że mnie nie stać na takie wycieczki? A może spróbować
        czy nie znajdę pracy w Kanadzie np. jako opiekunka jakiejś staruszki (to
        właśnie robiłam w UK, mam rok doświadczenia i stertę certyfikatów) i do pracy
        będą musieli mnie wpuścić przecież, tylko nie wiem czy wpuszczą z dzieckiem?
        Sama nie wiem już co z tego jest realne, gdzie jeszcze mogą mnie spotkać
        przeszkody i jakie i co w ogóle ze sobą zrobić, w życiu nie byłam tak zagubiona.
        • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 13.07.07, 22:44
          ale samo to ze masz gdzie spac,wrazie czego zwrocic sie o pomoc duzo daje i to
          mialem na mysli piszac te slowa nic innego.

          Pamietaj ze jak bedziesz zle kombinowac to zamkniesz sobie drzwi do Kanady .

          co do opieki nad kims starszym to jest taki program ze moglabys pojechac .O tym
          przeczytasz na tej stronie:

          www.cic.gc.ca/english/work/caregiver/index.asp
          • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 15.07.07, 09:50
            sylwek07 napisał:

            "co do opieki nad kims starszym to jest taki program ze moglabys pojechac .O tym
            przeczytasz na tej stronie: (...)"

            Niesamowity jesteś, jak Ty to wszystko wynajdujesz? Grzebalam za czyms takim i
            sama nie znalazłam, a tu proszę, jest smile. Dzięki. I w dodatku z tego co tam
            piszą, to nawet się załapuję na kryteria, zadziwiające, pierwszy raz w tej
            całej akcji z Kanada trafiłam na jakieś wymogi, które mnie nie skreslają na
            starcie. Dobra, to poszukam sobie teraz jakiejś miłej staruszki i będziemy
            kombinować w tym kierunku alternatywnie.
        • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 13.07.07, 23:25
          A moze sprawdzcie jak to jest z tym slubem w Grecji? Roza juz tu nie zaglada,
          ale przeciez mozna to samemu sprawdzic.
          • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 13.07.07, 23:30
            podaje strone internetowa Ambasady Grecji:

            www.greece.pl/polski/index.htm
            tutaj masz Forum Polki w Grecji:

            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=26121
            a tutaj Forum o Grecji:
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=882
            • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 13.07.07, 23:33
              A na tej stronie wyjasniaja co i jak po angielsku, a co najwazniejsze, podaja
              numery telefonow w Grecji, gdzie mozna zadzwonic po informacje.
              • sylwek07 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 14.07.07, 07:53
                pal0ma a wiec aby zadzwonic i bedzie wiadomo co i jak .
                • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 14.07.07, 15:04
                  Sylwek, rzucilam okiem na swoj poprzedni post i widze, ze nie podalam adresu
                  strony z telefonami w Grecji.
                  Przed chwila probowalam ja odszukac, ale nie widze, natomiast popatrzylam na
                  pare innych stronek i nie wydaje mi sie, ze ten slub to taka prosta i szybka
                  sprawa jak zasugerowala Roza.
                  Dokumenty nawet po angielsku powinny byc przetlumaczone, i to nie u kazdego
                  tlumacza, a bezposrednio w greckiej ambasadzie, jezeli tlumaczenie jest
                  wykonywane poza Grecja. Potem zeby slub byl wazny trzeba go jeszcze po jakims
                  czasie zarejestrowac w urzedzie statystycznym.
                  Chyba najlepiej sprawdzic to wszystko w ambasadzie greckiej, ktorej telefon
                  podales (nie robiac sobie jednak wczesniej nadziei, ze sprawa jest prosta).
                  • pal0ma Slub na Karaibach 14.07.07, 15:33
                    Z tego co tu pisza formalnosci mozna zalatwic wczesniej, na wyspie trzeba byc
                    obecnym 2 dni przed slubem.
                    www.gobeach.com/weddings.htm
                    • nenella Re: Slub na Karaibach 15.07.07, 09:43
                      Ee, Kariby to raczej za drogie będą chyba (chociaż właściwie nie mam pojęcia,
                      bo dla mnie każda suma powyżej powiedzmy 5 tysięcy złotych jest całkowicie
                      abstrakcyjną teoria, która mnie nie dotyczy big_grin).
                      • znikad Re: Slub na Karaibach 15.07.07, 15:06
                        nenella napisała:

                        > Ee, Kariby to raczej za drogie będą chyba (chociaż właściwie nie mam pojęcia,
                        > bo dla mnie każda suma powyżej powiedzmy 5 tysięcy złotych jest całkowicie
                        > abstrakcyjną teoria, która mnie nie dotyczy big_grin).

                        Kuba ma sens. Z Polski, o ile wiem, sa wycieczki no problem. To samo z Kanady,
                        na dodatek od nas to cheapo-cheapo, sluby urzadzaja w kazdym resorcie. Moze
                        Paloma znalazla Wam najlepsze rozwiazanie. Kuba - wyspa jak wulkan goraca smile Cheers.
                  • nenella Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 15.07.07, 10:03
                    Tak, grzebałam już po necie za tymi ślubami w Grecji i znalazłam tylko mnóstwo
                    ogłoszeń rozmaitych biur podróży, które zajmują się organizowaniem ślubów tam
                    za słoną opłatą, natomiast bardzo mało konkretnych informacji. Oczywiście
                    obejrzałam tez stronę ambasady Grecji i wysłałam do nich maila z zapytaniem czy
                    są w stanie mi udzielić jakichś informacji, ale rzecz jasna nie odpisali. Jutro
                    będę próbowała ich atakować telefonicznie, ale wcale się nie zdziwię jeśli
                    będzie tak samo jak z ambasadą kanadyjską, wydzwonię całą kartę na nic nie
                    wnoszące połączenia z automatami. Ambasady juz takie są. Cóż. Na razie mam taki
                    mglisty plan, że możnaby równolegle załatwiać ten jego rozwód w Polsce i
                    kombinować ze slubem w Grecji, i zobaczyć co wcześniej się uda, ale boję się
                    czy to jest wykonalne ze względu na to, że i do jednego i do drugiego potrzebne
                    są oryginały dokumentów rozwodowych. Ech, alez pokręcone to wszystko. Pomyśleć
                    tylko, że gdy pierwszy raz wychodziłam za mąż, za faceta, za którego w ogóle
                    nie powinnam była wyjść, los nie robił mi żadnych trudności. Złośliwość
                    normalnie. smile
                    • pal0ma Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 15.07.07, 12:46
                      Tu jest troche ogolnych informacji jak to wyglada:
                      www.geocities.com/Athens/7243/unofficial_embassy_marriage.html
                      Jak wprowadzisz na Google'u :foreign marriage Greece", "foreign marriage
                      requirements Greece", "information about foreign marriage Greece" to mnostwo
                      stron wyskoczy.
                      • roza12 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 22.07.07, 17:40
                        Jezu zupelnie zapomnialam o tym watku.
                        Slub mialam 5 lat temu i nie pamietam jaka firma nam organizowala ten slub,
                        pamietam jedynie ze bylo bardzo prosto, przeslalismy im jedynie nasze metryki
                        urodzenia przetlumaczone przez tlumacza przysieglego i zasiwadczenie z USC ze
                        jestesmy stanu wolnego, wszystko przetlumaczone, pojechalismy na Santorini i
                        nastepnego dnia wzielismy slub , potem po powrocie jedynie zarejestrowlam sie w
                        Polsce ze wzielam slub i mi wydali polski akt slubu na podstawie greckiego.
                        Niestey za chwile musze wyjsc z domu i wyjezdzam na tydzien, po powrocie
                        postaram sie z Toba skontaktowac.
                        W miedzy czasie poszperaj w internecie, znalazlam taka strone.
                        www.thiraweddings.com/SANTORINI-WEDDINGS-CIVIL-LEGAL-PAPERS.htm
                        • roza12 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 22.07.07, 18:08
                          mam jeszcze takie pytanie bo nie doczytalam calego watku, oboje jestescie po
                          rozwodzie i macie czy nie macie papierow rozwodowych?
                          • osek222 Re: trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi 23.07.07, 05:09
                            przeczytalem prawie wszystkie posty i jedno co mi przychodzi do glowy to
                            poprzecz jedna z wypowiedzi " z nikad" (przepraszam jesli pomylilem nick).
                            Niedojrzalosc wychodzi tu kazda dziura a mam wrazenie, ze chodzi o ser
                            szwajcarski...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka