Gość: Czarna
IP: *.czluchow.sdi.tpnet.pl
20.08.03, 22:04
Wróciłam wczoraj z ambasady USA(ubiegalam się o wizę truystyczną),nie bylo
wcale tak strasznie,trafilam na starszego konsula -amerykanina, ktory troche
kaleczyl jezyk polski.Byl uprzejmy i mily,zadal mi zaledwie kilka pytan i
dostalam wize.Nie wiem jeszcze tylko na jak dlugo bo czekam na
paszport.Ubiegałam się o wizę ze swoim chłopakiem.On niestety trafil na
pania konsul,nmłodą wredną i perfidną amerykankę.Nawet sie go nie zapytala
co robi,czy sie uczy, studieje,nic z tych rzeczy.Zaraz na początku wbiła mu
pieczatke w paszport-o odmowie wizy- a dalej prowadzila naciaganą
rozmowę.Jest tylko jeden wniosek---jest to zwykla loteeria szczęścia.Jednym
sie udaje drugim nie.I co?Nici z naszego wyjazdu.Moze za rok znowu sprobuje.
Pozdrawiam wszytskich!
Nie bójcie się tej rozmowy!
JAk macie jakies pytania to z chęcią odpowiem.