petromin
08.06.04, 10:41
Autor: Gość: Fredzio IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl
Data: 25.05.2004 11:16 + dodaj do ulubionych wątków
+ odpowiedz na list
------------------------------------------------------------------------------
--
S'il vous plait:
Wrzesień 1999: (fragment wyprawy na Cabo da Roca czyli koniec Europy) „Trasa
zaplanowana jako nudny przelot przez Montauban, Figeac, Aurilac i itd.
okazała się niespodziewanie niezwykle widokowa, biegnie dolinami rzek
pokrytymi soczystą zielenią, tylko bardzo nieśmiało przybierającej barwy
jesienne, za Figeac, gdzie wypiliśmy południową kawę, wręcz góry, urwiska i
skały,okazało się, że jedziemy częścią trasy turystycznej Circuit de
Monts de Cantal. Wszędzie czyściutkie wypieszczone miasteczka, w pobliżu
Clermont-F. zlokalizowane na stokach stożków wulkanicznych. Tak więc z
nudnego przelotu zrobiła się ciekawa wycieczka. Przy okazji obserwujemy
zwykłe tu pielęgnowanie dróg: maszynowe strzyżenie trawy na poboczach,
poprawianie słupków, malowanie oznaczeń, no i budowę i naprawę, stąd częste
żółte pasy na jezdni, circulation alternée, wszystko to świetnie
zorganizowane i minimalnie zakłócające ruch. Jak zwykle jechaliśmy
100, na odcinku bezpłatnej autostrady 130, wszyscy inni szybciej.
Zarezerwowany wczoraj F1 znajdujemy od razu i to pomimo bałamutnego
tym razem opisu drogi dojazdowej, ale trzeba przyznać, że paradoksalnie -
trafiamy, dzięki ścisłemu trzymaniu się tego opisu tj. niewzruszonej
azdy prosto aż do celu. Zostajemy tu dwie noce, na pojutrze rezerwujemy
Miluzę.
28.09 #Clermont-F.
Pogoda pokrzyżowała nam plany, do rana niezbyt intensywnie
padało, dlatego wycieczkę na Le Puy de Dome, czyli najwyższy tutejszy
(były) wulkan postanowiliśmy przełożyć na popołudnie i pojechaliśmy do
miasta. Bez problemu znaleźliśmy podziemny parking pod pomnikiem
Vercingetorixa i zaraz byliśmy na starym mieście, jak zwykle miłym, czystym i
bez samochodów.
Oczywiście dwie katedry, najpierw nowsza gotycka zbudowana z regularnych
bloczków czarnego kamienia wulkanicznego. Pięć naw, prezbiterium otoczone
kolumnami, ale bez ścian, za to ze stallami, dość skromnymi. Ołtarz nie
duży, ale bardzo misternie rzeźbiony, sam stół metalowy, w kształcie
skrzyni. Wspaniałe witraże w stylu komiksowym - sceny z Pisma św.. Na
ścianach miejscami resztki fresków, w jednej z bocznych kaplic fresk
wyraźnie komiksowy. Piękne filigranowo rzeźbione rozety.
Druga katedra oczywiście romańska, oczywiście mniejsza, z uroczym, bo
skromnym figuralnym portalem, zbudowana też z bloków kamienia, ale innego,
bielszego i większych rozmiarów. Wnętrze bardzo piękne, szczególnie
krypta z licznymi kolumnami, przepiękne głowice kolumn w nawie. Nad nawą
boczną znowu galeria z podwójnymi łukami, to co nazwałem "gotykiem
bretońskim" - chyba jest to jakaś reminiscencja romańska. Potem spacer po
mieście m.in. oglądamy bardzo rozbudowaną fontannę, która z daleka, ze
względu na mnogość drobnych szczegółów ( aniołki, potworki i i.) sprawia
wrażenie odlewu żeliwnego - z bliska okazuje się wyrzeźbiona z czarnego
kamienia. Potem idziemy jeszcze zwiedzać dom towarowy "C & A", w
gigantycznym budynku, zawierającym obok dużego supermarketu wszystkich
branż, 7 kin, restauracje, pizzerie, kawiarnie, bary i tp.
Stwierdziwszy, że czas na małe-co-nieco idziemy do pobliskiej, upatrzonej
wcześniej pizzerii "Chez Toni", w założeniu na obiecaną Wojtkowi pizzę,
ale po przejrzeniu menu, dochodzimy do wniosku, że najracjonalniej będzie
wybrać menu du jour za 49.-, bo obiecują w nim do wyboru trzy entrées, trzy
dania główne (w tym wspomnianą pizzę) i trzy desery. Gdy zamawiamy na
zakąskę coś z pomidorami, potem dla Wojtka pizzę, dla nas steki, z tym, że
dla
mnie ze spaghetti, a dla Jadzi z frytkami, panienka pyta ieoczekiwanie,
czy rouge, czy rose, wybieramy rouge i po chwili dostajemy dwa dzbanki
wina - jeden większy, jeden mniejszy (czyli w sumie 3x0,25 l) oraz karafkę
wody i pieczywo. Zbierając talerze panienka pyta o wybór deseru, bierzemy:
ja - ser kozi (chevreux), Jadzia sałatkę owocową, a Wojtek lody waniliowe. Za
wszystko płacimy 150.-Fr tj. dokładnie 147+3. Bardzo przyzwoity obiad za
rozsądną cenę.
Trochę pogodniej, więc jedziemy na ten Puy, ale gdy dojeżdżamy
do bramki na początku płatnego odcinka drogi, bramkowy uprzedza
lojalnie, że na górze jest foggy - więc rezygnujemy, za co dostajemy
folder ze zdjęciami i zawracamy do domu. Swoją drogą - z opisu wynika, że
tutejsze wulkany milczą dopiero od 4000 lat, co w skali geologicznej jest
oczywiście okresem do pominięcia- a nuż by się zbudziły?
Tym razem opis trasy dojazdu do hotelu zgadza się dokładnie i też
od razu trafiamy, co nas trochę dziwi, bo w zasadzie dla dwóch różnych
dróg nie mógł być właściwy ten sam opis. Po drodze zakupy w Géant,
rzeczywiście gigantycznym."