28.08.04, 12:23
watek w ramach podbudowania opinii na temat gatunku ktory zwie sie pop. oto
plyty, ktore moglabym polecic z calkowicie czystym sumieniem, a przynalezace
(choc niektore z nalecialosciami - czy to r'n'b czy to swing czy nawet punk
rocka:) ) do tzw popular music.
(kolejnosc prypadkowa)

1.amanda marshall, everybody's got a story
(ladny wokal - ale nie z gatunku "powyjmy-sobie-dzis-do-ksiezyca-sa-jacys-
chetni?", ciekawe popowe kompozycje, ta pani wie, jakie sa jej atuty i nie
stara sie udowadniac ze jest czyms, czym nie jest)
2.goo goo dolls, gutterflower
(chyba ich najciekawsza plyta, troche gitar, nie za duzo, rzeznik spiewa
dobrze - wyrobil sie przez te kilka lat, brak typowych balladek, z ktorych
byli znani - vide "iris" czy "black balloon", ale to dziala na korzysc,
ciekawe teksty)
3.new radicals, maybe you've been brainwashed too
(o tej plycie juz napisalam wszystko, co sie dalo napisac, wiec tylko
przypomne, ze to, moim skromnym zdaniem, jedna z najlepszych propozycji
popowych ostatniego dziesieciolecia - plyta idealna, a gregg alexander
pozostaje dla mnie producenckim geniuszem)
4.natural born hippies, popshit
(nie taki shit znowu, calkiem przyjemna plyta; wokal troche silony ponad
powinnosc, ale to raczej taka maniera i zamysl, niz przerost formy nad
mozliwosciami; znani jedynie z coveru "lola" - bardzo udanego, zreszta - nie
zaskakuja jakos wybitnie, ale slucha sie tego z duza przyjemnoscia; kilka
wolniejszych kawalkow zasluguje na wyroznienie, ze wzgledu na interesujacy
klimat, m.in. "am i not sweet" i cos ze "spidermanem" w tytule, dokladnie nie
pamietam)
5.alicia keys, the diary of alicia keys
(sliczny album - tak, wiem, to mozna pod soul czy r'n'b podciagac, ale jest
na tyle melodyjny i miesci sie mimo wszystko w granicach gatunku, ze obstaje
jednak przy pop; ciekawszy kompozycyjnie niz debiut, kilka kawalkow-perelek,
m.in. chyba "karma" to sie nazywa, czy singlowy "you don't know my name";
pani keys, jak zwykle, ladnie operuje wokalem, nie sili sie tam, gdzie nie
powinna)
6.usher, 8701
(jak juz przy czarniejszych brzmieniach jestesmy... najciekawsza plyta pana
raymonda - brzmienie, jak na tego typu produkcje, zroznicowane, od bardzo
popowego "pop ya collar", przez pieknie plynacy, lekko latynoski "how do i
say", melodyjne ballady ("help me" czy "separated"), typowe r'n'b w "twork
it" czy twardsze, hip hopowe "good of ghetto", "i don't know"; kompozycyjnie
bez zarzutu, rytmicznie i wokalnie rowniez)
7.marti pellow, smile
(najlepszy wokal meski, jaki ostatnio slyszalam - wg mnie na miare poznego
chicago, i chodzi mi o zespol, nie o musical, choc w musicalu pellow rowniez
poradzil sobie swietnie:) plyta jest nastrojowa, weekendowa, powiedzialabym,
dosc delikatna, choc zdarzaja sie momenty pieknie rozegranych na plaszczyzny
dzwiekow - np. "i've been around the world" czy "new york vibe"; dodatkowym
atutem sa swietnie rozpisane chorki, ktore nie tylko "robia tlo", ale takze
potrafia zbudowac dramatyzm i napiecie; lekkie inspiracje starym dobrym
swingiem, gdzieniegdzie ladnie rozlozone deciaki, no i ten glos...)
8.wet wet wet, 10
(ostatnia plyta mokrych chlopakow przed odwykiem pellowa i - chyba najlepsza,
przynajmniej muzycznie - bardzo swingujaca ("maybe i'm in love",trafiaja sie
tez standardziki), choc nie pozbawiona typowego wetowego lightowego grania
("if i never see you again"); nagrana z big bandem z prawdziwego zdarzenia,
idealnie laczy typowo popowe melodyjne brzmienie z najlepszymi tradycjami
swinu i bossanovy)
9.daniel bedingfeld, gotta get thru this
(to z kolei album inspirowany po trosze 2stepem - taki leciutko klubowy, ale
raczej na poziomie wczesnego craiga davida, niz jakiejs bardzo zaawansowanej
elektroniki; bedingfeld rozni sie od davida kolorem wokalu - tzn nie stara
sie na sile spiewac "na czarno", dzieki czemu da sie go sluchac;) )
10.janet, the velvet rope
(jedna z moich absolutnie ulubionych plyt ms. jackson - i chyba jedna z
bardziej popowych; jest seksowna, choc bez przesady - to jeszcze nie era
slynnych pojekiwan przedorgazmalnych przez polowe albumu, ktore reprezentuje
w tej chwili; jest dosc zroznicowana brzmieniowo - ciekawy, troche
ostrzejszy "what about", zupelnie inny "got 'til it's gone" z fajnie
wykorzystanym motywem i glosem joni mitchell, czy typowe r'n'b poscielowe -
"i get lonely" i "rope burn")

jakies propozycje?
Obserwuj wątek
    • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop - continues:) 28.08.04, 13:43
      chicago
      nie znam calej dyskografii grupy, raczej jej niewielki wycinek - ale chyba
      najlepszy i najciekawszy

      1.chicago, 19
      plyta z konca lat osiemdziesiatych - i troche to slychac. to element
      negatywny:) cala reszta jest pozytywna. mamy melodie troche broadwayowskie,
      szerokie brzmienie, moze momentami zbyt patetyczne, ale slucha sie przyjemnie.
      muzycznie bardzo melodycznie, no i bardzo wysokiej klasy wokal meski.

      2.chicago, 21
      moja ulubiona chyba. kogos moze draznic lekko..hmm..nie wiem, jak to nazwac..
      plastikowe? brzmienie, ale z ta plyta wiaze mnie sentyment dziecinstwa:)
      uslyszalam ja pierwszy raz jakies 10 lat temu. do dzis potrafie zanucic
      wiekszosc piosenek, pamietam teksty, no i w ogole..mam z nia same dobre
      skojarzenia:) zestaw bardzo dobrze dopracowanych utworow, technicznie bez
      zarzutu, kompozycje szczegolowo przemyslane - to slychac. moje ulubione to te
      zywsze, troche "ostrzejsze" brzmieniowo: "who do you love", "god save the
      queen" czy troche sentymentalne, napisane po odejsciu z zespolu petera
      cetery "one from the heart".
      3.chicago, night and day:big band
      same standardy, wykonane na bardzo wyosokim poziomie, ze znakomitymi glosami,
      chorkami i wspanialym big bandem. chlopaki fajnie graja, super spiewaja - same
      superlatywy:) moimi ulubionymi kawalkami sa stad "goody goody" i "sophisticated
      lady".

      chicago mozna lubic albo nie - to taki rodzaj nieinwazyjnego grania,
      technicznie swietnego, ktore jednak estetyka moze niektorych draznic. mnie nie
      drazni, a doceniam w nich najwyzszej klasy meskie glosy, potezne aranzacje i
      szerokie, piekne melodie.


      i jeszcze jedna propozycja:
      peter cetera, world falling down
      plyta wakacyjna, do konca zycia chyba z wakacjami ze szczesliwego dziecinstwa
      bedzie mi sie kojarzyc:) wspaniale granie do samochodu - muzyka drogi, jak ja
      to nazywam:)
      cetera kojarzyc sie moze glownie ze smeciarskim hiciorem chicago z zamierzchlej
      przeszlosci, zabitym przez radio zreszta "i'm sorry" (czy jakos tak to szlo,
      nigdy nie przepadalam za tym kawalkiem...)
      jego najlepsza solowa propozycja, jaka jest "world falling down" jest bardziej
      no nie wiem "rock'n'rollowa" (tylko nie w znaczeniu the strokes czy white
      stripes..a w takim znaczeniu faceta w srednim wieku;) ) niz jego ostatnie
      dokonania z chicago. taki melodyjny, popowy rock'n'roll na wysokim poziomie.
      ladne, zyciowe teksty, soczyste, pelne aranzacje, wciaz tak samo wspanialy
      glos... to najwieksze atuty tej plyty. do tego dwie wspaniale ballady: "the
      last place god made" i "have you ever been in love". i moje ulubione "where
      there's no tomorrow".
      • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop - continues, part 2:) 30.08.04, 14:19
        robiac porzadki (jesli to w ogole jest wykonalne w przypadku mojego pokoju)
        wsrod plyt natrafilam na dwie calkiem ciekawe propozycje, nadajace sie jak ulal
        jako kolejne przyklady popu na wysokim poziomie:)

        david usher, morning orbit
        ciekawa propozycja z pogranicza lekko gitarowego pop rocka. pan david u.
        pochodzi z kanady i w europie udalo mu sie wypromowac jedynie jeden kawalek
        z "morning orbit", ktorego i tak pewnie nikt juz nie pamieta - "black black
        heart", w ktory wplecione zostaly motywy choralne, bardzo fajnie zreszta
        wspolbrzmiace z reszta aranzacji.
        glos ushera nie ma nic wspolnego z usherem raymondem znanym jako usher (ten
        id "yeah, yeah.. itd"). david usher probuje roznych amnipulacji - stara sie
        wchodzic w wysokie rejony, nie zawsze z pelnym sukcesem, ale jest ok.
        piosenki sa utrzymane w dosc jednolitym klimacie (to jedyne co naprawde
        moglabym szczerze zarzucic tej plycie) - klimacie z pogranicza jawy i snu. juz
        poczatkowe "how are you" jest bardziej jakby czyms na ksztalt przebudzajacego
        sie dnia niz konkretnego utworu. plyta tak naprawde zaczyna sie od drugiego
        kawalka - juz rozbudzone, ikarowskie "too close to the sun". potem singlowe
        czarne bardzo serce, kawalek o ufoludkach ("alone in the universe") i dalej
        wciaz raczej radosnie - aranzacje sa cieple, teksty dosc pozytywne, troche
        filozofujace momentami, gitary sloneczne, raczej lightowe, wokal jakby lekko
        zaspany, z charakterystyczna mgielka. tak naprawde od polowy plyty rozpoczyna
        sie pochod moich ulubionych z niej kawalkow: mamy wiec lekkie wokalne staccato
        i minimalizm aranzacyjny w "my way out", ktorej dodatkowym atutem jest bardzo
        dobry tekst. potem akustyczne i bardzo smutne "st lawrence river", ktore
        klimatem i tematem przypomina mi nieco "river" joni mitchell. dla rozbudzenia
        dwa ostrzejsze momenty tuz przed koncem plyty - "blinded" i "closer". a na
        finiszu dopada nas cover jedengo z wiekszych hitow tracy chapman, "fast car".
        jako wielka milosniczka tworczosci chapman mialam obawy - ale jest przyjemnie,
        woakl taki..nei wiem, jak to okreslic - ani meski, ani zenski, z ta mgielka..
        bardzo ladnie wspolgra z nieco szybszym, niz w oryginale tempem utworu. cover
        udany.
        ogolnie plyta jest dosc ciekawa. na pewno najwazniejsza jej zaleta jest klimat
        i wiosenno-sloneczna lekkosc. wady? no coz, david usher nie odkrywa nia
        ameryki, ale za to w przyjemny sposob prezentuje to, co go w muzyce najbardziej
        kreci.

        richie sambora, undiscovered soul
        to byla plyta, ktora kupilam w ciemno, zauroczona barwa glosu sambory, ktory
        przeciez raczej nie byl od spiewania w bon jovi bandzie.
        zaczne od wad - najslabsza strona tej propozycji sa..ballady, ktore, jak by sie
        moglo wydawac, powinny byc pestka dla kogos, kto wspoltworzyl takie "always"
        czy "bed of roses". no niestety tak nie jest. brakuje w nich swiezosci i
        zamiast tego dostajemy lekko sztywniackie wolne kawalki z mala oryginalnym
        pomyslem na tekst (m.in. all that really matters")
        na szczescie balladek jest tyle, co kot naplakal i cala reszta utworow, to taki
        pop rock lekko inspirowany bluesem (minimalnie) z fajnym, cieplym brzmieniem
        gitary i bardzo przyjemnym meskim spiewaniem. kompozycje sa melodyjne i szybko
        wpadaja w ucho (takie "hard times come easy" czy "if god was a woman") z
        wolniejszych propozycji niesamowicie ladna brzmieniowo jest "fallen from
        graceland" czy lekko moralizatorskie "in it for love". gdyby dodac jeszcze
        nieco wiecej ognia, a pozbyc sie wsyzstkich srednio udanych smeciorow (ze dwa-
        trzy kawalki gora), plyta bylaby bardzo dobra. a tak jest przyjemnie dobra.
        • cze67 Re: Pop - continues, part 2:) 30.08.04, 18:10
          Sambora? Zawsze miałem go za kolesia jeszcze mniej interesującego od
          Bonjoviego. Ale właściwie nie wiem na czym opierałem owo mniemanie. Jeżeli
          chodzi o głos, to rzeczywiście lekko niepokojący. Jego wokal znam z coveru
          beatlesowskiego You've Got To Hide Your Love Away. Niemal niczym, poza
          wykonawcą, nie różniącego się zresztą od pierwowzoru...
          • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop - continues, part 2:) 31.08.04, 22:48
            jak dla mnie jest bardziej interesujacy niz bon jovi..ale to chyab w tych
            klimatach kwestia gustu:) to takie przyjemne, zupelnie lightowe granie, nie
            przelamujace tabu muzycznych (jesli jeszcze takowe istnieja), ani nie
            przepelnione geniuszem kompozycji - ot taka sobie po prostu dobra plyta na
            czwroke w swojej kategorii (na pewno ciekawsza, niz ostatnie dokonania bon
            joviego)
        • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop - continues, part 3:) 01.09.04, 09:32
          ladies now... :)

          1. donna lewis, now in a minute
          pani, ktora rozpoczela swoja kariere od przecietnego muzycznie, aczkolwiek
          wpadajacego w ucho "i love you always forever". cala jej debiutancka plyta
          przypomina troche popisy lyzwiarki, ktora swoje piruety wykonuje na niezwykle
          cienkim lodzie. mozliwosci wokalne donny sa wlasnie tym lodem - jest bardzo
          ladnie i wychodzi niezwykle klimatycznie, gdy pozostaje w estetyce spiewania
          sennego, nie przeciazajac glosu. wiekszosc kawalkow bardzo udana - kiedys
          bardzo lubilam sie przy tej muzyce rozciagac - choc spokojna, nie jest
          usypiajaca. kompozycje sa troche jakby bajkowe - wykorzystanie motywow takich
          jak np. melodyjka z pozytywki dodaje tym leciutkim, mgielkowym utworkom uroku.
          "feels like i'm stuck in a timeless dream.." spiewa lewis i tak sie mozna
          poczuc, wlaczajac "now in a minute" i zamykajac oczy.

          2. paula cole, this fire
          absolutnie moja ulubiona plyta tej wokalistki - sa na niej wszystkie utwory, za
          ktore najbardziej ja cenie: nietzsche's eyes, me, i don't wanna wait czy
          singlowe where have all the cowboys gone.
          cole mozna zaliczyc do grupy kobiet-robiacych-muzyke pod patronatem sarah
          mclachlan - kobiet potrafiacych stworzyc niesamowite nastroje, zbudowac na
          trzech dzwiekach piekny utwor, zasmucic czy wprowadzic w refleksyjny nastroj.
          do tego nalezaloby dorzucic bardzo dobrze napisane teksty i wokale "na
          krawedzi" - tzn jeszcze-chwila-i-spieprze, ale poniewac krawedz nie zostaje
          przekroczona, sluchaczowi pozostaje jedynie rozkoszowac sie kolejnymi utworami.
          glownymi atutami sa prostota i urok kompozycji, budowanych zwykle dookola
          klawiszy, a takze charakterystyczne drzenie glosu, ktore sprawia, ze wstrzymuje
          sie oddech w oczekiwaniu. no i umiejetnie, minimalistycznie wykorzystana
          elektronika (co bardziej chyba momentami slychac u pani, o ktorej akapit nizej)
          plyta jesienno zimowa, powiedzialabym, na takie wieczorne podlamania, tudziez
          jako zestaw kolysanek dla tych (ja! ja! ja!) ktorzy cierpia na bezsennosc i
          lubia zasypiac kolysani pieknymi dzwiekami.

          3. sarah mclachlan, fumbling towards ecstasy
          jedna z moich ulubionych plyt gatunku, lekko podrasowanego folkiem. o muzyce
          sarah juz troche napisalam akapit wyzej, pozostaje mi jedynie napisac kilka
          slow na temat tej konkretnej propozycji.
          zestaw bardzo ladnych utworow - sa tu moje ulubione: good enough, possesion,
          czy ice cream. rodzaj muzyki wywolujacej drezcze - bo opisujacej stany i
          uczucia, zdawaloby sie nei do opisania. a jednak. sarah swietnie sobie radzi z
          budowaniem nastroju, napiecia, wokalizy nie sa natarczywe, a jedynie nadaja
          ostateczny szlif popowym diamentom, jakim sa kompozycje.
          tak jak gdzies juz napisano, w ktorejs recenzji tej plyty - mclachlan unika
          rzeczy oczywistych, nie wybiera najprostszej drogi, podaza wlasna. jedna z
          wielu cech, za ktore bardzo ja cenie.
          • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop - continues, part 4:) 01.09.04, 13:39
            to teraz bedzie o mojej najwiekszej popowej slabosci.
            i o zespole, do ktorego mam prawie taki sam sentyment, jak do whiskeytown, choc
            roznia sie wszystkim - absolutnie wszystkim.

            a bedzie o mokrych chlopakach:)))

            powstali w glasgow, w dzielnicy portowej robotniczego miasteczka. stworzyli
            kwartet, jeszcze przed ukonczeniem 20 roku zycia. inspirujac sie glownie
            soulem, brzmieniem rodem z memphis, wytworzyli cos na ksztalt bialego
            rythm'n'bluesa z silnym zabarwieniem popowym. piatym, "niewidzialnym" czlonkiem
            zespolu zostal, poczatkowo jedynie sesyjny, gitarzysta graeme duffin. pellow
            (wokale), mitchell (gitara), clark (bass), cunningham (perkusja) sluchali
            oczywiscie i sex pistols, i the clash, ale muzyka, ktora tworzyli utrzymana
            jest w zupelnie innych klimatach (samego pellowa interesowalo raczej czarne
            granie: "what's this joy division thing? are they like earth wind and
            fire?":))) )
            pierwszym singlem byl hymn przeciw bezrobociu - prawie protest song;) -
            zatytulowany "wishing i was lucky". nastepnie poszlo z gorki. brzmienie ukazalo
            sie w calej swietnosci na "popped in souled out" (tytul znakomicie oddaje styl,
            w jakim poruszali sie chlopcy w owym czasie), wydanym na jesieni roku 1987.
            zadebiutowali na wysokich pozycjach list przebojow, zaczeli byc slawni.
            nastepna plyta, choc nieoficjalna, miala bardzo duzy wplyw na rozwoj muzyczny
            grupy. nagrywana w memphis (marzenia sie spelniaja) pod okiem willie mitchella
            podkreslala zdolnosci wokalne pellowa. potem byl charytatywny "with a little
            help from my friends" (osobiscie nie przepadam), ktory okazal sie wielkim
            sukcesem komercyjnym i kolejna, tym razem oficjalna plyta: "holding back the
            river".oprocz uroczego "sweet surrender" nie udalo sie z niej wypromowac na
            szczyty list przebojow nic powazniejszego, choc plyta ta uwazana jest za
            najlepsza propozycje zespolu. trzy lata pozniej przypomnieli o sobie
            wydajac "high on the happy side" z przepiekna ballada "goodnight girl", a takze
            tak wspanialymi kompozycjami jak "put the light on" czy "make it tonight".
            szczyt popularnosci wet wetow przypada na czas promocji filmu cztery wesela i
            pogrzeb i soundtracku, na ktorym glowna role odegral cover "love is all
            around". sukces popowego bandu nieco rozjuszyl brytyjski swiatek muzyczny -
            chociazby wokaliste pulp, ktory na jednym z koncertow odslonil marynarke, na
            ktorej drukowanymi literami wypisal sobie "i hate wet wet wet":)))
            potem wyszlo pierwsze (i jak sie potem niestety okazalo, ostatnie) podsumowanie
            kilku lat kariery mokrakow: end of part one. bardzo trafiony zestaw singli z
            dodatkowymi propozycjami live. "picture this" to przedostatni album wet wet
            wet, mocno niedoceniony moim skromnym zdaniem, chocby ze wzgledu na tak fajne
            utwory, jak "somewhere, somehow", "julia says" czy "she's all on my mind".
            ostatnia propozycja wet wet wet jest odchodzacy od wczesniejszego
            brzmienia "10", o ktorym napisalam w pierwszym poscie tego watku. zaraz po
            nagraniu, w wyniku nieporozumien, nieposiadania managera i klopotow z piciem i
            dragami pellowa, zespol rozpadl sie. pellow poszedl na odwyk, wrocil, skumal
            sie ponownie z willie mitchellem i nagral cudowna plyte "smile", o ktorej tez
            juz bylo. w grudniu tego roku najprawdopodobniej chlopcy zagraja trase
            koncertowa przynajmniej po uk i byc moze wyjdzie z tego album koncertowy, na co
            bardzo licze, bo to jeden z tych zespolow, ktory nagrywajac niesamowicie
            wysokiej klasy (technicznie chociazby) albumy studyjne, potrafi sprostac
            poziomowi koncertowemu, czy nawet - co wydawaloby sie niemozliwym - go
            przeskoczyc.
            • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop - continues, part 4-errata:) 01.09.04, 13:41
              chodzilo w ostatnim zdaniu oczywsicie o to, ze studyjnie sa wsapniali, a na
              koncertach czasami jeszcze lepsi, choc wydawaloby sie to neimozliwym:)))
            • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop - continues, part 5:) 03.09.04, 12:04
              bylo o chlopakach z glasgow, teraz bedzie o ladnej pani, no nawet bardzo
              ladnej - jednej z moich ulubionych wokalistek:)

              pani nazywa sie natalie imbruglia i w 2001 roku wydala bardzo ciekawa plyte,
              osobiscie uwazam (z czym niektorzy sie nie zgadzaja), ze ciekawsza niz
              debiutancki "left of the middle".
              "white lillies island" otwiera lekko gitarowy, troszke "brudniejszy", niz
              kompozycje z poprzedniego albumu, "that day". potem mamy "beatuy on fire" i
              uroczy, lekki "satellite". "do you love" to romantyzm, ale nie cukierkowy,
              raczej taki w klimacie filmow burtona, ciezki, choc bajkowy. "wrong impression"
              jest swiezy i wiosenny, a "goodbye" to smutna ballada. ogolnie rzecz biorac na
              tej plycie wiosennosc przeplata sie z dekadencja: jak chocby "everything goes"
              z nutka melancholii" i, jeden z moich faworytow z tego cd, "hurricane" - niczym
              opowiesc o malej dziewczynce zagubionej w ciemnym lesie. kto choc raz poczul
              cos takiego, od razu odnajdzie to znow w tym kawalku. potem mamy
              lekko "urbanistyczne" brzmieniowo "sunlight" i "talk in tongues",
              piekne "butterflies" ze swietna metafora tzw motylkow zakochania w tekscie:
              "Swallow purple terror candy / Don't forget to breathe
              Sickened by the wanting / And drowning from the need (...)
              Butterflies, butterflies / Cut the stomach out and hand it over
              Butterflies, butterflies / My heart will be the bridge that
              You walk over"
              na zakonczenie, zaspiewana w tempie zwiewanego wiatrem liscia, ballada o
              jesieni zycia - "come september".
              warto zwrocic uwage na to, ze na tej plycie glowna kompozytorka i autorka
              tekstow (znakomitych, skandinand) jest sama imbruglia. muzycznie to plyta
              dojrzalsza - juz nie podskakujaca i rzucajaca sie nastolatka z klipu do "torn",
              ale kobieta spiewajaca o zyciu. wokalnie odchodzi na szczescie od maniery
              spiewania a la morissette - mogloby to draznic i odbierac jej indywidualizm. ta
              plyta jest jak gleboki oddech - jesienno wiosenna, choc tak naprawde malo w
              niej przybijajacych klimatow. raczej cieple promienie i odrobina melancholii,
              ktora tylko ja uszlachetnia. szczerze polecam - szczegolnie na wrzesien.
              • ihopeyouwilllikeme Re: Pop - continues, part 5:) 03.09.04, 14:24
                Fajnie że o niej napisałaś, zastanawiałem się nad nabyciem czegoś z repertuaru
                tej pani, bo również podoba mi się jej głos ( i ona sama, oczywiście,
                też :D:D:D, no i skoro zachwalasz, to pewnie się skuszę. Bardzo mnie ucieszyło
                zwłaszcza, że sama sobie potrafi komponować i pisać, to dla mnie bardzo ważne.
                Thx za info :)
                • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop - continues, part 5:) 03.09.04, 14:49
                  prosze bardzo:) to jest naprawde jedna z tych plyt nie tylko przyjemnych i
                  fajnych, ale tez na poziomie. a tak wlasciwie, to moglaby nagrac cos nowego:)))
                  ps. napisz cos o corrsach, bo mi sie dobre popowe propozycje koncza;)))
                  • ihopeyouwilllikeme Re: Pop - continues, part 5:) 03.09.04, 14:52
                    dziewczyna_mickiewicza napisała:

                    > ps. napisz cos o corrsach, bo mi sie dobre popowe propozycje koncza;)))

                    Napiszę w najbliższym czasie, teraz nie mam za bardzo czasu na dłuższy tekst,
                    na razie tylko ostrzegam przed najnowszą płytą, bardzo słaba. Pozdrowienia :)
    • ayya Re: Pop 03.09.04, 14:47
      Frou Frou - Details (2002)
      Bardzo ładna i przyjemna płyta. Wokalistka ma interesujący głos i zdolność do
      pisania chwytliwych i lekkich piosenek.

      Beady Belle - Cewbeagappic (2003)
      Polka z Norwegii i pop z jazzowymi naleciałościami w jej wykonaniu. Niektóre
      piosenki zaskakująco ciekawe, wokalnie całkiem przyjemnie, a całość bardzo
      stylowa.

      India.Arie - Voyage to India (2002)
      Trochę popu, trochę soulu, trochę muzyki etnicznej, ale całość niezwykle
      ujmująca.

      Remy Shand - The Way I Feel (2002)
      Więcej soulu niż popu, ale wokalista ma niezwykle ciepły i ciekawy głos, a
      piosenki są sympatyczne i bardzo miłe w słuchaniu.

      Standfast - Standfast (2001)
      Pop ze Szwecji. Bradzo stylowy, a piosenka "Car Crashes" to bardzo udana,
      lekka, przebojowa kompozycja, która wręcz bezczelnie wpada w ucho.

      Train - Drops of Jupiter (2002)
      Kilkanaście lekkich, pop-rockowych kawałków z fajnych wokalem. Plus świetna
      piosenek tytułowa.

      Poza tym przyłączam się do polecania Natalii Imrugli (ja lubię
      najbardziej "White Lilies Island"), Sarah MacLachlan i Davida Usher ("Morning
      Orbit" to świetna płyta!).
      • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop 03.09.04, 14:54
        > India.Arie - Voyage to India (2002)
        oo tak:))) wlasnie mialam o tym napisac na dniach. bardzo ladna plyta.

        > Remy Shand - The Way I Feel (2002)
        masz to? ja zgubilam swoja:((( facet ma intrygujacy glos. i fajnie tam
        pogrywaja, tak wlasnie z soulowym feelingiem:)

        > Train - Drops of Jupiter (2002)
        mam na kasecie. moze byc, chociaz z takich klimatow bardziej mi podpasowal "mad
        season" matchbox 20 (ich szczytowe osiagniecie, szkoda ze zboczyli w strone
        jakiejs totalnej latwizny...)

        > Davida Usher ("Morning Orbit" to świetna płyta!)
        myslalam, ze nikt poza mna nie s;yszal tej plyty:))))
        • ayya Re: Pop 03.09.04, 16:13
          dziewczyna_mickiewicza napisała:

          > > Remy Shand - The Way I Feel (2002)
          > masz to? ja zgubilam swoja:((( facet ma intrygujacy glos. i fajnie tam
          > pogrywaja, tak wlasnie z soulowym feelingiem:)
          Mam tą płytę i bardzo ją lubię. Może teraz trochę mniej niż na początku, ale
          ten feeling soulowy jest naprawdę fajny :)

          > > Train - Drops of Jupiter (2002)
          > mam na kasecie. moze byc, chociaz z takich klimatow bardziej mi
          podpasowal "mad
          > season" matchbox 20 (ich szczytowe osiagniecie, szkoda ze zboczyli w strone
          > jakiejs totalnej latwizny...)
          Nie no "Mad Season" to jest bez porównania lepsza płyta. W ogóle pierwsze 2
          płyty Matchbox 20 były b.dobre.

          > > Davida Usher ("Morning Orbit" to świetna płyta!)
          > myslalam, ze nikt poza mna nie s;yszal tej plyty:))))
          Znam pare osób, które zna tą płytę i też uważa, że jest świetna. Szkoda, że
          niestety w naszym kraju David Usher jest kompletnie nieznany.
          • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop 03.09.04, 16:25
            > Nie no "Mad Season" to jest bez porównania lepsza płyta. W ogóle pierwsze 2
            > płyty Matchbox 20 były b.dobre.

            pierwsza moze byc. "yourself or someone like you" nawet mam na kasecie chyba
            jeszcze. kiedys sporo jej sluchalam (bardzo mi sie podobalo 3a.m. i rainmaker -
            czy jakos tak, nie recze glowa za tytuly. hang tez bylo urocze. no i push
            wpadalo w ucho). jednak "mad season" mnie bardzo pozytywnie zaskoczylo. nie
            tylko w warstwie tekstowej (jakos bardzo do mnie trafia ta plyta, jesli idzie o
            teksty wlasnie, taki "rest stop" np - pieknie opisane), ale muzycznie tez (np
            te cieple deciaki w "black and white people"). no i finalowe "you won't be
            mine" - takie przytlaczajaco dekadenckie - jak nie rob thomas zupelnie. chyba
            nadal z taka sama sympatia wracam do tej plyty. do "yourself or someone like
            you" to juz tak nie za bardzo. pojedyncze kawalki raczej.

            > > > Davida Usher ("Morning Orbit" to świetna płyta!)
            > > myslalam, ze nikt poza mna nie s;yszal tej plyty:))))
            > Znam pare osób, które zna tą płytę i też uważa, że jest świetna. Szkoda, że
            > niestety w naszym kraju David Usher jest kompletnie nieznany.

            szkoda. swoja droga, to on cos nagral jeszcze poza "morning orbit"? bo to juz
            jakis czas temu bylo - bedzie ze dwa, trzy lata chyba co najmniej.
            • ayya Re: Pop 03.09.04, 16:55
              dziewczyna_mickiewicza napisała:

              > pierwsza moze byc. "yourself or someone like you" nawet mam na kasecie chyba
              > jeszcze. kiedys sporo jej sluchalam (bardzo mi sie podobalo 3a.m. i
              rainmaker -
              >
              > czy jakos tak, nie recze glowa za tytuly. hang tez bylo urocze. no i push
              > wpadalo w ucho). jednak "mad season" mnie bardzo pozytywnie zaskoczylo. nie
              > tylko w warstwie tekstowej (jakos bardzo do mnie trafia ta plyta, jesli idzie
              o
              >
              > teksty wlasnie, taki "rest stop" np - pieknie opisane), ale muzycznie tez (np
              > te cieple deciaki w "black and white people"). no i finalowe "you won't be
              > mine" - takie przytlaczajaco dekadenckie - jak nie rob thomas zupelnie. chyba
              > nadal z taka sama sympatia wracam do tej plyty. do "yourself or someone like
              > you" to juz tak nie za bardzo. pojedyncze kawalki raczej.
              "Yourself..." było przede wszystkim bardzo obiecującym debiutem. Takie kawałki
              jak "3 AM" czy "Push" (moje ulubione zresztą) to wielkie przeboje, ale przede
              wszystkim porządne piosenki. A na "Mad Season" Rob Thomas zrobił to, co chciał -
              nagrał z zespołem ich najlepszą płytę. Dla mnie ten album to (przy zachowaniu
              odpowiednich proporcji) takie amerykańskie "Urban Hymns". Nawet teledysk
              do "Bent" trochę nawiązuje do "Bittersweet Symphony". Ech.. ale ja mam ogromny
              sentymeny do tej płyty.

              > szkoda. swoja droga, to on cos nagral jeszcze poza "morning orbit"? bo to juz
              > jakis czas temu bylo - bedzie ze dwa, trzy lata chyba co najmniej.
              Na AMG patrze, że nagrał 3 płyty. Ja znam tylko "Morning Orbit" i pobieżnie
              twórczość jego zespołu Moist (przeciętna). Zresztą pamiętam, że przy okazji
              wydania "Morning Orbit" na canal+ był spory wywiad z Usherem. Tak właśnie
              usłyszałam o nim.
              • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop 03.09.04, 17:52
                > "Yourself..." było przede wszystkim bardzo obiecującym debiutem. Takie
                kawałki
                > jak "3 AM" czy "Push" (moje ulubione zresztą) to wielkie przeboje, ale przede
                > wszystkim porządne piosenki. A na "Mad Season" Rob Thomas zrobił to, co
                chciał
                > -
                > nagrał z zespołem ich najlepszą płytę. Dla mnie ten album to (przy zachowaniu
                > odpowiednich proporcji) takie amerykańskie "Urban Hymns". Nawet teledysk
                > do "Bent" trochę nawiązuje do "Bittersweet Symphony". Ech.. ale ja mam
                ogromny
                > sentymeny do tej płyty.

                wiesz, chyba sie zgodze:) "yourself" to dobra plyta, "mad season" ja pop rostu
                przycmilo zupelnie w moich oczach i chyba dlatego rzadko do niej wracam. i tez
                mam do "mad season" olbrzymi sentyment - bo mozna pomiedzy wierszami sie tam
                znalezc. wiem, niejasno sie wyrazam, ale takie kawalki jak "the
                burn", "leave", "mad season" czy "crutch" sa z mojej perspektywy
                bardzo..zyciowe? nie wiem, czy to odpowiednie okreslenie, ale lepsze nie
                przychodzi mi do glowy:) po prostu znajduje w nich podobne pytania, obawy i
                prawdy, do ktorych dochodze w zyciu na co dzien. a muzycznie tez jest to kawal
                dobrej roboty:)))

                >
                > > szkoda. swoja droga, to on cos nagral jeszcze poza "morning orbit"? bo to
                > juz
                > > jakis czas temu bylo - bedzie ze dwa, trzy lata chyba co najmniej.
                > Na AMG patrze, że nagrał 3 płyty. Ja znam tylko "Morning Orbit" i pobieżnie
                > twórczość jego zespołu Moist (przeciętna). Zresztą pamiętam, że przy okazji
                > wydania "Morning Orbit" na canal+ był spory wywiad z Usherem. Tak właśnie
                > usłyszałam o nim.

                ja kupilam plyte po obejrzeniu teledysku do "black black heart". a z ciekawosci
                chyba poszukam czegos o tych pozostalych dwoch produkcjach, jakie wydal. o
                wspomnianym przez ciebie moist nie slyszalam.
                • ayya Re: Pop 03.09.04, 18:47
                  dziewczyna_mickiewicza napisała:

                  >a muzycznie tez jest to kawal
                  > dobrej roboty:)))

                  I tym, jakże trafnym stwierdzeniem, można zakończyć dyskusje o zespole Matchbox
                  20 :)))
    • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop - continues, part 6:) 03.09.04, 19:06
      i nadal jestesmy wsrod pieknych pan (choc przeciez kazda kobieta jest piekna;) )

      1. skin, fleshwounds
      to bardzo kameralna plyta. i byc moze nie tak oczywisty pop, jak by sie moglo
      wydawac - w koncu mowimy o wokalistce bunczucznego skunk anansie (swoja droga,
      uwielbiam:) ). jednak z cala swa melodyjnoscia, spokojem i harmonia, mysle ze
      miesci sie ramach tzw. popular music.
      caly album utrzymany jest w minimalistycznych ryzach przyjmujacych, bardzo
      oszczednych klawiszy, momentami jakis pojedynczych linii gitary i rytmu
      wybijanego w tle. elektryzujacy wokal skin nie jest, jak w skunk, darciem mordy
      (jak w takim "fucking political", na przyklad), a skupionym przeprowadzaniem
      melodii z chirurgiczna precyzja. teksty cale buzuja emocjami - a emocje te
      raczej nie sa pozytywne. to wlasciwie sam zal wylewajacy sie z otwartego przed
      sluchaczem serca. taki psychiczny ekshibicjonizm artystyczny. te uczucia
      na "fleshwounds" moga dobic, moga przybic, moga zasmucic, moga tez
      rozwscieczyc. najwazniejsze, ze wywoluja uczucia - zwykle silne. bardzo trafnie
      opisane zyciowe zakrety, demony i watpliwosci... do mnie najbardziej trafiaja,
      za kazdym razem tak samo silnie: "lost", "the trouble with me", "you've made
      your bed" (to szczegolnie przejmujacy utwor tej plyty) i "burnt like you".
      jesli mozna te plyte porownac do jakis wczesniejszych dokonan skunk anansie, to
      takie zderzenie "hedonism" z "only you".

      2. mary j. blidge, no more drama
      i przenosimy sie w klimaty blizsze r'n'b, inspirowane momentami hiphopem. "no
      more drama" to plyta kobieca, choc nie cukierkowa. pelna interesujacych
      pomyslow, wykorzystujaca to, co najlepsze: lamane lekko linie melodyczne i
      ciekawe aranzacje. na plycie goszcza legendy pokroju missy e. czy gwiazdki
      majace glowe na karku jak eve.
      na plycie dostajemy wiec ciekawy zestaw utworow: troche surowszych rytmow
      (jak "love" czy "keep it moving"), popowe kawalki do potanczenia ("dance for
      me"), czy ladne, nietuzinkowe ballady/wolniejsze utwory (tytulowe "no more
      drama" czy "flying away"). momentami pozytywnie rozleniwiona, momentami
      pobudzajaca do zycia, momentami zaskakujaca...od poczatku do konca szczera (jak
      w piosenka "pms" na przyklad;) ).
      • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop - continues, part 7:) 20.09.04, 09:50
        tym razem bedzie pan. nie za piekny moze, ale za to nagral pewna przyjemna
        plyte, ktora udalo mi sie wygrzebac gdzies z jakiegos kosza w virgin megastore.
        plyta nazywa sie "white ladder" a panu na imie david gray.
        to taki pop akustyczny, oparty glownie na gitarze, momentami klawiszach,
        budujacy rodzaje napiec na podobnych zasadach co sarah mclachlan. pan david
        spiewa glosem przyejmny, choc nie powalajacym, maniere ma troche momentami
        podchodzaca pod adamsa w spokojniejszych i bardziej wyciszonych kawalkach -
        pozornie niedbala i olewcza, a jednoczesnie bardzo liryczna. tyle, ze pan gray
        (i to jest najwiekszy zarzut w jego kierunku z mojej strony), na tej manierze
        buduje atmosfere calej plyty, a nie jedynie trzech utworow. za to z muzycznej
        strony, dodanie momentami gdzies w tle bardzo delikatnej, prawie nieslyszalnej
        elektroniki, brzmi wspaniale. szczegolnie w pierwszych dwoch utworach: rytmem
        przypominajacym szybki, rzeski, strumien gorski "please forgive me" i
        singlowy "babylon".
        nie jest to plyta ani wybitnie piekna, ani przebojowa, ani wyznaczajaca nowe
        trendy w muzyce pop. jednak jest na tyle przyjemna, melodyjna, ladna i po
        prostu sympatyczna, ze z czystym sumieniem moge ja polecic.
    • pagaj_75 no-man (przepraszam, ale nie wiem czy mogę? ;) ) 20.09.04, 10:51
      A ja od ponad dwóch tygodni słucham pełnometrażowego debiutu wtedy jeszcze tria
      no-man (Tim Bowness, Steven Wilson, Ben Coleman) "Loveblows & Lovecries: A
      Confession" z 1993 roku. i tak sobie myślę, że jeszcze muszę dopracować swój
      ranking lat 90., bo płyta ta pnie się w zastraszającym tempie do góry. To chyba
      najczęściej słuchany przeze mnie album ostatnio.

      no-man nigdy żadnej Ameryki nie odkrył, ale i nie o nowatorstwo chyba chodzi
      Bownessowi i Wilsonowi. Tutaj po prostu ma być pięknie. I jest to piękno
      rozumiane wszechstronnie - nie tylko melodie, ale i aranżacje oraz użyte
      brzmienia (choćby album "Returning Jesus") i nastroje. Jak dotąd nagrali pięć
      oficjalnych albumów (jeśli nie liczyć nie wydanego w swoim czasie "Speak", oraz
      minialbumu "Lovesighs: An Entertainment") i każdy z nich jest inny.
      Bowness i Wilson to ludzie o szerokich horyzontach muzycznych, gustujący zarówno
      w dobrym popie, elektronice, jak i w rocku progresywnym, jazzie czy tzw. muzyce
      "poważnej" (współczesnej). I te wszystkie inspiracje słychać w takich czy innych
      proporcjach na poszczególnych albumach.

      "Loveblows & Lovecries" to najbardziej popowe dokonanie tej grupy, ale i jedno z
      najlepszych (o ile nie najlepsze, bo jak wspomniałem, podoba mi się coraz
      bardziej). Jak napisano na okładce płyty, no-man z tamtych czasów to "seks,
      skrzypce i historia do opowiedzenia". No właśnie. To płyta dla ludzi, którzy
      uwielbiają brzmienie skrzypiec, bo Ben Coleman wygrywa tu niesamowicie piękne i
      tęskne tematy i solówki. Wielka szkoda, że po nagraniu "Loveblows..." zdecydował
      się odejść (udzielał się wprawdzie na następnym albumie, "Flowermouth", ale już
      jako gość, a potem zniknął). To również płyta dla ludzi takich jak Miecio ;) Być
      może tak bardzo mi sie podoba, bo trafiła do mnie w dziwnym momencie...

      Od smyczkowego wstępu "Loveblow" Colemana przechodzącego w pędzące do przodu
      rewelacyjne pseudo-disco "Only Baby", przez "Sweetheart Raw" z udziałem byłych
      muzyków Japan, kłujące w serce ;) melodie "Lovecry" czy "Housekeeping",
      niezwykły klimat "Break Heaven", zmuszający do podśpiewywania refren "Beautiful
      and Cruel", po nastrojowy finał "Heaven's Break" - znakomity przyklad, że tak
      pogardzany przez wielu pop może być niemalże sztuką ;)
      W wersji amerykańskiej, którą dysponuję (kupiłem nową, zafoliowaną sztukę na
      ebayu za grosze, a przecież teoretycznie ta płyta nie jest już tłoczona, wow)
      mamy dwa dodatkowe nagrania z singli, których nie ma w wersji europejskiej -
      kapitalne "Taking It Like a Man" i jeden z najpiękniejszych utworów no-mana
      "Days in the Trees: Mahler".

      Po usłyszeniu tej płyty Robert Fripp napisał list do Bownessa, w którym
      stwierdził, że "Loveblows..." podoba mu się, ale byłaby jeszcze lepsza, gdyby on
      na niej zagrał. No i udało mu się wprosić na sesje nagraniowe "Flowermouth",
      gdzie rzeczywiście uświetnił kilka kompozycji swoimi partiami gitary. Ale to już
      trochę inna płyta była.

      E, co ja będę się rozpisywał. Wracam do słuchania ;)
      • dziewczyna_mickiewicza jasne, panie pagaj, czesciej zapraszam;) 20.09.04, 10:56
        no. czuje sie zaintrygowana panskim opisem:) i jak tylko sie uporzadkuje
        czasowo, to zaczne poznawac tego interesujacego na pierwszy rzut oka (na razie,
        potem bedzie pierwszy rzut ucha;) )no-mana.
        szczegolnie te skrzypce mnie kreca, musze przyznac.
        i rzeczywiscie, nie zawsze odkrywanie ameryki jest najwazniejsze. osobiscie
        uwazam, ze piekno, szczegolnie muzyczne jest o wiele cenniejsze.
        • pagaj_75 Re: jasne, panie pagaj, czesciej zapraszam;) 20.09.04, 11:06
          dziewczyna_mickiewicza napisała:

          > no. czuje sie zaintrygowana panskim opisem:) i jak tylko sie uporzadkuje
          > czasowo, to zaczne poznawac tego interesujacego na pierwszy rzut oka (na razie,
          > potem bedzie pierwszy rzut ucha;) )no-mana.

          mogą być problemy ze znalezieniem "Loveblows..." na soulseeku (mnie sie ta
          sztuka nie udała), ale w razie czego daj znać, to udostępnię.
          ja mam wielką słabość do ich muzyki, chyba jeszcze większą niż do głównego
          projektu Wilsona (Porcupine Tree), ale zdaję sobie sprawę, że na tym forum nie
          każdego musi to kręcić :) mimo to, od czasu do czasu będę reklamował, a co.
        • aimarek Re: Pop 20.09.04, 11:12
          Donna Lewis? Natalie Imbruglia??? Richie Sambora????? Hmm, czy pop definiujemy
          w takim razie jako granie muzyki tak bezbarwnej i miałkiej jak się tylko da? To
          ja bym dorzucił ze swojej strony Savage Garden i Michaela Boltona. Sorry, ktoś
          musiał to napisać :/
          • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop 20.09.04, 11:22
            nie, jak dosyc jasno wynika z tego, co napisalam wyzej, pop to muzyka
            przyjemna, sympatyczna, oparta na prostych rozwiazaniach, urokliwa momentami i
            przede wszystkim melodyjna. mozna za takim typem muzyki nie przepadac i to jest
            zrozumiale. sama czesciej slucham czego innego, ale owszem, zdarza mi sie
            siegac po cos "latwego i przyjemnego":) raz na jakis czas nie szkodzi.
            a wracajac do zarzutow...
            tak, donna lewis. slyszales "now in a minute"? cala? bo ja o tej plycie tylko
            pisalam. reszta mnie ani ziebi ani grzeje, ale te lubie i jesli ktos zuka
            takiego delikatnego, bardzo bajkowego pogrywania, to jest to cos, co moze go
            zadowolic.
            tak, natalie imbruglia. "white lillies island" to bardzo dobra plyta. i to jest
            dobry pop wlasnie. nawet bardzo. moge skapitulowac przy samborze, bo ta plyta
            jest nierowna (i ostatnio, jak po nia siegnelam, by sprawdzic, co mi sie w niej
            spodobalo, zeo niej napisalam, to zaczelam przy niektorych kawalkach miec
            watpliwosci... coz, czlowiek czasem dziala jak zamroczony, nieprawdaz?;)). ale
            imbruglia jest dobra. zauwaz, ze nie pisalam o "torn" czy jakis tam innych jej
            pierwszych debiutanckich podejsciach, tylko o "white lillies island". posluchaj
            (jesli w ogole tego rodzaju muzyka jest w zblizonych klimatach do twoich
            codziennych, bo jak nie, to przeciez nie bede przekonywac na sile do gatunku,
            ktory nie podchodzi, prawda?), to wtedy pogadamy.
            pozdrawiam
            (savage garden - nie przepadam, choc zapoznalam sie swego czasu z dyskografia z
            ciekawosci. ale ciency sa. bolton mnie smieszyl zawsze, co przeszkadzalo mi
            jakos konkretnie sie ustosunkowac do jego muzyki. ani ziebi ani grzeje)
            • aimarek Re: Pop 20.09.04, 12:47
              dziewczyna_mickiewicza napisała:

              > pop to muzyka
              > przyjemna, sympatyczna, oparta na prostych rozwiazaniach, urokliwa momentami
              i
              > przede wszystkim melodyjna.

              Podoba mi się Twoja definicja. Serio. Może doczepiłbym się tylko tych "prostych
              rozwiązań", bo przymiotnik "prosty" może implikować skojarzenia z takimi
              określeniami jak "banalny", "oczywisty", ale generalnie wiem o co Ci chodzi i w
              sumie się zgadzam. Chodzi o to, by muzyka cechowała się chwytliwymi tematami i
              przyjemnym, niedepresyjnym klimatem. I taką muzykę wręcz uwielbiam.
              Nie lubię, kiedy ktoś krytykuje płyty, których nawet nie słyszał, dlatego sam
              postaram się tego nie robić i przyznam, że Donna Lewis kojarzy mi się wyłącznie
              z piosenką "I Love You Always Forever" (która okupuje jedno z czołowych miejsc
              na mojej liście najbardziej irytujących kawałków lat 90.), a także z jeszcze
              jednym kawałkiem, którego tytułu nie pamiętam. Chyba z tego powodu nie czuję
              potrzeby przesłuchania całej płyty - jakoś nie mogę uwierzyć, by ta artystka
              była w stanie pokusić się o nagranie bardziej wartościowego materiału. Ale
              powiadam, mogę się mylić. I nie rozumiem np. jak piszesz, że zapoznałaś się z
              dyskografią Savage Garden "z ciekawości". No, chyba, że ruszył Cię któryś z
              kawałków singlowych. Na Donnę Lewis szkoda mi czasu - są tysiące bardziej
              interesujących mnie artystek. Przykłady pierwsze z brzegu i myślę, że nie takie
              do końca oczywiste: Julee Cruise i Mirah. Pierwszą z tych pań być może
              kojarzysz ze ścieżki dźwiękowej do "Miasteczka Twin Peaks". Posłuchaj
              takiego "Floating Into The Night". Zakochasz się. Mirah to z kolei wielce
              utalentowana młoda artystka znana ze współpracy z Philem Elvrumem
              (Microphones). Na razie słyszałem tylko jedną jej płytę ("Advisory Committee"),
              ale jestem zachwycony. Pod tym adresem znajdziesz kilka jej utworków do
              ściągnięcia:
              www.krecs.com/Audio_Video/index.html
              Sprawdź np. "Light The Match" (zaskakujący pastisz francuskiej tradycyjnej
              piosenki) czy fenomenalne "Cold Cold Water", które opisałbym jako liryczne
              wyznanie na tle ścieżki dźwiękowej włoskiego westernu. Mój opis może brzmieć
              głupio, ale gwarantuję, że ta muzyka olśniewa i pokazuje, iż bajkowy pop może
              być mniej oczywisty i banalny niż "I Love You Always Forever" czy N.Imbruglia
              (znam płytę, o której wspominałaś i nie podoba mi się).

              Jeśli rozpatrujemy pop w szerszej skali, to przykłady fenomenalnej, świetnie
              wyprodukowanej, chwytliwej, a przy tym ambitnej muzyki aż się mnożą. Dla mnie
              rewelacyjne płyty nagrywał w czasach swojej świetności Michael Jackson
              ("Thriller" to po prostu popowa doskonałość). Z innej mańki wskazałbym takie
              XTC na przykład ("Skylarking", czy chyba jeszcze lepsze wg mnie "Drums &
              Wires" - posłuchaj "Helicopter" - to POP o wielkim komercyjnym potencjale, ale
              przy tym tak bardzo zaskakujący i nieoczywisty). Sprawdź Belle And Sebastian!
              Sprawdź American Analog Set! Sprawdź "Moon Safari"!!! Avalanches!!!!! Jezu,
              przecież można tak wymieniać i wymieniać, a Wy mi tu o jakimś Samborze
              piszecie...
              • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop 20.09.04, 13:37
                > rozwiązań", bo przymiotnik "prosty" może implikować skojarzenia z takimi
                > określeniami jak "banalny", "oczywisty", ale generalnie wiem o co Ci chodzi i
                > w sumie się zgadzam. Chodzi o to, by muzyka cechowała się chwytliwymi
                tematami i
                > przyjemnym, niedepresyjnym klimatem.

                dla mnie nie zawsze sa to tematy niedepresyjne, bo mozna nagrac piekna, bardzo
                melodyjna piosenke, ktora bedzie popowa, a jednoczesnie nie bedzie radosna czy
                nawet pozytywna (nastrojowo)
                ale ogolnie ciesze sie, ze sie zgadzamy:)

                > Nie lubię, kiedy ktoś krytykuje płyty, których nawet nie słyszał, dlatego sam
                > postaram się tego nie robić i przyznam, że Donna Lewis kojarzy mi się
                wyłącznie
                >
                > z piosenką "I Love You Always Forever" (która okupuje jedno z czołowych
                miejsc
                > na mojej liście najbardziej irytujących kawałków lat 90.), a także z jeszcze
                > jednym kawałkiem, którego tytułu nie pamiętam. Chyba z tego powodu nie czuję
                > potrzeby przesłuchania całej płyty - jakoś nie mogę uwierzyć, by ta artystka
                > była w stanie pokusić się o nagranie bardziej wartościowego materiału.

                rozumiem twoje stanowisko i nie wymagam od ciebie sluchania czegos, czego
                sluchac nie chcesz:) po prostu spytalam. reszta kawalkow jest troche inna - w
                tym klimacie "bajkowym", jak pisalam zreszta wczesniej, mniej slodka, bardziej
                zawieszona w prozni. ale nie kazdemu to sie moze podobac.

                > powiadam, mogę się mylić. I nie rozumiem np. jak piszesz, że zapoznałaś się z
                > dyskografią Savage Garden "z ciekawości". No, chyba, że ruszył Cię któryś z
                > kawałków singlowych

                nie, wlasnie nie ruszyl. ale moja przyjaciolke bardzo ruszylo kilka, ktorych
                nie znalam, i ktore singlami nigdy nie byly. no i z ciekawosci, czy moze pod
                fasada srednio cuekawych propozycji singlowych nie kryja sie moze jakies
                ciekawsze rzeczy, przesluchalam cale plyty. straconego czasu nie zaluje -
                przynajmniej wiem, ze to nie to:)

                > (znam płytę, o której wspominałaś i nie podoba mi się).

                no a mi sie podoba:) jest lekka, romantyczna, ciekawa (dla mnie), wiosenno-
                jesienna i miejska. tak bym ja scharakteryzowala.

                > Jezu,
                > przecież można tak wymieniać i wymieniać, a Wy mi tu o jakimś Samborze
                > piszecie...

                sie sklada, ze znam niektore rzeczy, ktore proponujesz i, poniewaz do nich nie
                wracam, znaczy ze nie wpadlam po uszy. moze kiedy indziej mnie najdzie. te dwie
                panie (szczegolnie pierwsza) kojarze, ale przez mgle, wiec na pewno do nich
                wroce.
                wez sie nie czepiaj tego sambory - przeciez juz napisalam, ze cos mi sie w
                glowe stalo, ze o tym napisalam:))) (choc sa tam dokladnie dwa kawalki, do
                ktorych lubie wracac)
                i od tego wlasnie jest ten watek, zebys pisal o tym, co tobie sie wydaje dobrym
                popem - jesli tak bardzo cie rzuca na mysl o imbruglii, pellowie czy davidzie
                usherze. o michaelu jacksonie nie pisze, bo pop ierwsze, to chyba zbyt
                oczywiste, po drugie to dobre, co zrobil siega daleko w czasie - az za tak
                odlegle rzeczy sie nie biore, bo zaraz bedzie trzeba wspomniec o chaka khan czy
                pointer sisters;)
                • aimarek Re: Pop 20.09.04, 14:24
                  dziewczyna_mickiewicza napisała:

                  > i od tego wlasnie jest ten watek, zebys pisal o tym, co tobie sie wydaje
                  dobrym
                  >
                  > popem

                  No to wrzucę tu jeszcze: "Screamadelikę" (też oczywiste i odległe w czasie, ale
                  nie mogłem się powstrzymać :), "Midnite Vultures" Becka, a także, na przekór
                  Nemrrodowi ;), Laikę, Notwist, Lali Punę, Kings Of Convenience i Of Montreal.
                  Tyle na razie :)
                  Pozdrawiam.
                  • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop 20.09.04, 14:29
                    lali puna? czy ja wiem czy to taki pop... no ale fajne to, rzeczywiscie:)

                    > No to wrzucę tu jeszcze: "Screamadelikę" (też oczywiste i odległe w czasie,
                    ale
                    >
                    > nie mogłem się powstrzymać :)
                    no ale to moze cos jeszcze, chociaz ze dwa slowa? cos konkretniej? bo,
                    przypuscmy, ze zastanawiam sie, co to i czy warto - jak rzucisz kilka zdan,
                    bedzie mi latwiej:)

                    no beck tak. stanowczo tak. nawet mialam napisac. i to wlasnie o tej plytce:)
                  • ilhan Re: Pop 20.09.04, 14:59
                    aimarek napisał:

                    > No to wrzucę tu jeszcze: "Screamadelikę"

                    O Jezusie! "Screamadelica" do popu? Przesadziłeś :) Nie przesadzajmy, sto razy bardziej popowe jest pierwsze Stone Roses, EMF czy Happy Mondays. Nie podpinajmy odjechanej, psychodelicznej płyty (melodyjnej i czerpiącej z popu, no ok, ale...) pod muzykę łatwą i przyjemną :)

                    A moją ulubioną popową płyty ostatnimi tygodniami jest "The Great Escape" Blur. Trochę pod wpływem kupionego oryginału, ale już wcześniej częstotliwość sięgania po te piosenki była większa niż zwykle. Jest to najbardziej niedoceniony krążek Blur. Zagubił się gdzieś w po-parklajfowej euforii, wojnie z Oasis i zmianie frontu przez Damona i kolegów ("Blur" z 1997). Tymczasem zespół osiąga tu absolutne mistrzostwo świata w niebanalnym, dojrzałym, bogato i pomysłowo zaaranżowanym, obfitym w zaczepne motywy gitarowym popie. Moje osobiste highlighty: najlepsza linia basu Alexa Jamesa czyli "Entertain Me", rozmyty psychodeliczny refren "He Thought Of Cars", no i mój aktualnie nr 1 jeśli chodzi o piosenki Blur - "The Universal".
              • dziewczyna_mickiewicza chociaz rownie dobrze... 20.09.04, 13:38
                ...mozesz mnie zlinczowac (i pozostali) za moj gust muzyczny, bo dzis spodobal
                mi sie kawalek "she will be loved" ... maroon 5 i za nic nie moge sie od niego
                opedzic:))))
              • nemrrod Re: Pop 20.09.04, 13:41
                aimarek napisał:


                > Sprawdź Belle And Sebastian!
                > Sprawdź American Analog Set! Sprawdź "Moon Safari"!!! Avalanches!!!!! Jezu,
                > przecież można tak wymieniać i wymieniać, a Wy mi tu o jakimś Samborze
                > piszecie...

                ...sprawdź Broadcast, sprawdź Stereolab, sprawdź Postal Service, Sea & Cake,
                Saturday Looks Good To Me, The Shins... i nagle okaże się, że jesteśmy w przy
                półce z napisem "Alternative" ;-)
                A pop to muzyka POPularna! K Records to nie wytwórnia popowa! Wydaje mi się, że
                zamysłem autorki tego wątku było wybranie spośród rzeczy ogólnie dostępnych w
                mediach, wykonawców/płyt wartościowych. A dokonanie takiej selekcji to już
                sprawa bardzo subiektywna :)
                • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop 20.09.04, 13:43
                  > A pop to muzyka POPularna! K Records to nie wytwórnia popowa! Wydaje mi się,
                  że
                  > zamysłem autorki tego wątku było wybranie spośród rzeczy ogólnie dostępnych w
                  > mediach, wykonawców/płyt wartościowych. A dokonanie takiej selekcji to już
                  > sprawa bardzo subiektywna :)

                  tak! tak! tak! jestem na tak dla tego pana:)
                  dokladnie, dokladnie o to mi chodzilo:)))
                • aimarek Re: Pop 20.09.04, 14:13
                  nemrrod napisał:

                  > ...sprawdź Broadcast, sprawdź Stereolab, sprawdź Postal Service, Sea & Cake,
                  > Saturday Looks Good To Me, The Shins... i nagle okaże się, że jesteśmy w przy
                  > półce z napisem "Alternative" ;-)
                  > A pop to muzyka POPularna! K Records to nie wytwórnia popowa! Wydaje mi się,
                  że
                  > zamysłem autorki tego wątku było wybranie spośród rzeczy ogólnie dostępnych w
                  > mediach, wykonawców/płyt wartościowych. A dokonanie takiej selekcji to już
                  > sprawa bardzo subiektywna :)

                  Nemrrod, jednocześnie zgadzam się z Tobą i nie :). Zgadzam co do tego, że chyba
                  niewłaściwie odebrałem intencje autorki wątku. Ale z drugiej strony, podział,
                  który proponujesz (na pop i alternatywę) jest wg mnie sztuczny. No bo idąc
                  Twoim tropem, należałoby przychylić się do tego, co stwierdził Grimsrund i
                  nazwać popem takie SOAD, Metallikę, Linkin Park czy Nirvanę - przecież
                  wszystkie te zespoły są/były obecne w mediach i zdobyły ogromną popularność. A
                  chyba dla każdego jest jasne, jak wielkie różnice stylistyczne dzielą Nirvanę i
                  tą nieszczęsną Natalie Imbruglię. Muzyce pop przeciwstawiasz alternatywę, a ja
                  będę się upierał, że pop to muzyka oparta na chwytliwych melodiach i "lekkich"
                  brzmieniach. I tego rodzaju muzykę można znaleźć zarówno po
                  stronie "mainstreamu" jak i "alternatywy". Zdaję sobie sprawę, że tworzenie
                  szufladek i podziałów jest zawsze daleko idącym uproszczeniem, ale uważam, że
                  najwłaściwiej byłoby dokonać rozróżnienia wg dostępności muzyki w mediach
                  (mainstream - alternatywa) a osobno wg różnic stylistycznych (pop - rock).
                  Dlatego Metallica będzie wówczas mainstreamowym rockiem, a Belle And Sebastian
                  alternatywnym popem. Oczywiście, są zespoły, które będą występować na
                  pograniczu, jednego czy drugiego podziału chociażby wymieniona już Nirvana
                  (alternatywa to czy mainstream) albo np. Yo La Tengo (pop czy rock).

                  • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop 20.09.04, 14:30
                    nie no ale nie stawiaj obok imbruglii z nirvana, chocby tylko po to, by pokazac
                    kontrast, bo to moze grozic zawalem ktorejs ze stron;) tak, jakbym porownywala
                    jakosc wokalu pellowa i cobaina. oba lubie, jeden bardziej (nie ma zwiazku),
                    ale oczywistym jest, ktory jest technicznie dobry, wrecz znakomity, a ktory
                    nie. a przeciez nie o to chodzi:)
                    --
                    "But suicides have a special language
                    Like carpenters they want to know which tools
                    They never ask why build"
                    Anne Sexton
                  • nemrrod Re: Pop 20.09.04, 15:09
                    Heheh, no tak, zaraz wdamy się w z definicji jałową dyskusję o podziałach
                    muzycznych, szufladkach itp...;) Oczywiście że nie dzielę muzyki na "popową" i
                    "alternatywną"! Ja z reguły nie szufladkuję muzyki i nie lubię tego. A mój
                    poprzedni post to taka hiperbola, by uwidocznić problem ;) Oczywiście, że jest
                    pop "mainstreamowy" i jest pop "niszowy". Tyle, że ten mainstreamowy leży poza
                    obszarem moich zainteresowań, a o taki chodziło Dziewczynie. Lubię wszystkich
                    tych wykonawców, których wymieniłeś, gdybym miał pisać o dobrym popie,
                    wymieniłbym tych samych wykonawców :) W odniesieniu do tego czego słucham to
                    rzeczywiście muzyka przyjemna i melodyjna, czyli dla mnie po prostu POP. Ale
                    zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich.

                    >Zdaję sobie sprawę, że tworzenie
                    > szufladek i podziałów jest zawsze daleko idącym uproszczeniem, ale uważam, że
                    > najwłaściwiej byłoby dokonać rozróżnienia wg dostępności muzyki w mediach
                    > (mainstream - alternatywa) a osobno wg różnic stylistycznych (pop - rock).
                    > Dlatego Metallica będzie wówczas mainstreamowym rockiem, a Belle And Sebastian
                    > alternatywnym popem.

                    Zgadzam się w 100% !
          • pagaj_75 Re: Pop 20.09.04, 11:23
            aimarek napisał:

            > Donna Lewis? Natalie Imbruglia??? Richie Sambora????? Hmm, czy pop definiujemy
            > w takim razie jako granie muzyki tak bezbarwnej i miałkiej jak się tylko da?

            Krytyka powinna być konstruktywna, panie aimarek ;) Chętnie dowiem się, co
            rozumiesz przez dobry pop. Ja swój typ podałem :)
            • aimarek Re: Pop 20.09.04, 11:26
              Zaraz napiszę, tylko idę zjeść śniadanie :).
              • dziewczyna_mickiewicza no wreszcie:) 20.09.04, 11:36
                dyskusja bedzie jakas:))) po miesiacu od pierwszego wpisu w tym watku ktos sie
                nie zgadza - musze przyznac, ze i tak dlugo wytrzymaliscie;)))
                aimarek, czekam na definicje dobrego popu, poparta przykladami:)
                • grimsrund Re: no wreszcie:) 20.09.04, 13:47
                  System Of A Down sam nazywa się kapelą popową... :)))
                  • dziewczyna_mickiewicza Re: no wreszcie:) 20.09.04, 13:57
                    :)))
                    to wszystko przez ten zarost na twarzach...
    • abranova Re: Pop 20.09.04, 19:00
      Między wierszami w Waszych postach wychodzi własnie całkiem ciekawe
      zagadnienie: co potraktujemy jako muzykę pop. Nawet definicja literalna nie
      daje jasnej odpowiedzi. Bo czy popularne jest to, co daje się zamknąć w zbiorze
      pop-kultury a zatem skierowane do masowego odbiorcy. Czyli w rezultacie
      stworzone w celu odniesienia komercyjnego sukcesu.
      Czy też popularna jest muzyka, która staje się rzeczywiście popularna, znana i
      odnosi realne masowe sukcesy? Obydwa rozumienia nie są wcale jednoznaczne.
      Dowodem na to niech bedzie chociażby to, że nie znam ani z nazwy ani ze
      słyszenia pewnej częsci wymienionych tu wykonawców. A więc nie są tak naprawdę
      zbyt POPularni :)))
      A nawet nie wspominam jeszcze o zagadnieniu wartości artystycznej...

      Sorry za te teoretyczne przynudzania. Tak sobie rozważam dla wprawy, bo z
      problemem kultury popularnej będę się musiała zmierzyć w częsci mojej pracy
      magisterskiej
      • ihopeyouwilllikeme The Corrs 25.09.04, 19:13
        • dziewczyna_mickiewicza Re: The Corrs 25.09.04, 22:28
          no wreszcie sie doczekalam:)))
          • ihopeyouwilllikeme Julie Roberts - nowa gwiazda Nashville 25.09.04, 22:59
            Moj kumpel niedawno wrocil ze Stanow, gdzie pojechal sobie na wakacje, i
            przywiozl mi plyte wlasnie tej pani, o co go poprosilem. Coz, jesli ktos
            gustuje w country-popie w stylu Terri Clark czy wczesnej Shanii ( nie wiem, czy
            to sie tak odmienia :D:D Twain, to to wydawnictwo jest dla niego. Na plyte
            skladaja sie przede wszystkim piekne ballady, ze smakiem wykonane, i stylowo
            zaspiewane przez, obdarzona calkiem niezlym, typowym dla stylu, glosem, panne
            Roberts. Ciezko wlasciwie wyroznic najlepsze utwory, bo prezentuja one
            zaskakujaco rowny poziom ( czego, niestety, nie mozna powiedziec np. o tych z
            plyt wyzej wymienionych pan ). Jesli jednak musialbym koniecznie wybierac,
            postawilbym na " Rain On A Tin Roof " z przepieknymi partiami klawiszy, oraz
            przebojowe " Pot Of Gold " i " No Way Out ". Bardzo mi sie w kazdym razie ta
            plyta podoba. Long live country.
    • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop part 8 - especially dedicated to aimarek:) 26.09.04, 09:08
      tak wiec, dzis o moim najnowszym nabytku, a wlasciwie prezencie, jaki dostalam
      wczoraj od kochanego braciszka.
      chodzi o ostatnia, wydana nieco ponad pol roku temu, plyte nelly furtado
      pt. "folklore" - plyte ciekawa, zroznicowana, melodyjna.
      choc debiut panny furtado byl rownie interesujacy brzmieniowo (jak zwykle u
      niej, te najbardziej interesujace piosenki nie staja sie singlami),
      to "folklore" o wiele bardziej, bo totalnie, przypadl mi do gustu.
      zaczynamy od pieknego intro kronos quartet do piosenki otwierajacej plyte,
      czyli "one-trick pony". intro jest zaiste wspaniale, az chce sie, zeby bylo
      dluzsze, a potem nastepuje bardzo fajny i zwawo zasuwajacy utworek. nastepnie
      wchodza do akcji trzy singlowe utwory, czyli pozytywna energia z "powerless
      (say what you want)", zwariowany, nieokielznany, ale rowniez radosny
      muzycznie "explore", a potem juz "try" - czyli piekna ballada, do ktorej
      teledysk jest jednym z moich teledyskow w ogole. (do tego "try" ukazuje w pelni
      talent furtado do przedstawiania madrosci zyciowych, niemalze ludowych - co
      wspolgra z folklorystycznym brzmieniem plyty - w sposob otwarty, szczery i
      zgodny z tym, co dzieje sie dookola teraz, udowadniajac ich bezczasowosc).
      kolejny utwor plyty to prawie calkowicie zmiksowany, przefiltrowany,
      zescratchowany, instrumentalnie minimalistyczny "fresh off the boat" - szybki,
      lekki, zakrecony. "forca" to znana wszystkim fanom futbolu piosenka - bardzo
      udana, moim skromnym zdaniem, laczaca piekne brzmienie banjo (na ktorym zasuwa
      bela fleck) i akordeonu w tle. kolejne piosenki nie byly jeszcze szerzej
      uskuteczniane w eterze. mamy wiec "the grass is green" - wyciszenie po szybkim
      biegu dzwiekow w "forca", "picture perfect" - bluesujacy, prawie w
      zapiaszczonym klimacie lucindy williams, bardzo ladnie rozegrane
      gitary. "saturdays" - czyli krociutki, niezwykle kameralny, akustyczny kawalek
      z wokalami w tle autorstwa jarvisa churcha; potem smutne "build you up" i potem
      juz chyba dwie moje najulubiensze piosenki z "folklore": "island of wonder"
      nagrane we wespolpracy z caetano veloso i "childhood dreams" z pieknym,
      monumentalnym organowym intro.
      "folklore" to bardzo melodyjna, wpadajaca w ucho, a jednoczesnie nie tak do
      konca prosta plyta. furtado pisze bardzo dobre teksty, a do tego wie, czego
      chce muzycznie - uczestniczy zarowno w komponowaniu, aranzacji jak i produkcji
      swoich utworow. moduluje glos na rozne rozniste sposoby, zaczynajac od
      folkowych wokaliz, przez piski, spiew krzyczany, czy wyciszony prawie szept az
      do pieknego wysokiego wokalu w stylu pauli cole. od strony muzycznej jest na
      tej plycie wszystko to, czego po furtado mozna sie spodziewac - troche
      miksowania, troche elektroniki gdzies w tle zupelnie, troche zaskakujacych
      intrumentow, elementy charakterystyczne dla rdzennej muzyki
      poludniowoamerykanskiej.
      • ihopeyouwilllikeme Re: Pop part 8 - especially dedicated to aimarek: 26.09.04, 12:08
        A widzialas pania Furtado w duecie ze Steve'm Vai wykonujaca " I'm Like A
        Bird " bodaj na Grammy Awards ? To dopiero bylo...
        • dziewczyna_mickiewicza Re: Pop part 8 - especially dedicated to aimarek: 26.09.04, 12:36
          widzialam widzialam. niezle, rzeczywiscie:)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka