pop_up
21.04.05, 01:51
PIANO MAGIC "DISAFFECTED"
Gdzieś pomiędzy zakurzonymi książkami, wśród błąkających się duchów, z mgły i
pustki zimowych nocy, z dźwięków spadających płatków śniegu powstała muzyka. A
może nie... Może było inaczej... Może to był tylko sen.
Nie wiem czy to zbieg okoliczności czy aura tak na mnie wpływa ale nowy
album Piano Magic wydaje się być pogodniejszy od swoich poprzedników. Dalej
jest melancholijnie, spokojnie, dźwięki płyną delikatnie, ale zmarznięty
zimowy krajobraz nabrał zielonych odcieni choć są to raczej barwy wiosennej
nocy niż słonecznego dnia.
Rozpoczyna się dość klasycznie: subtelne elektroniczne plamy, mocny powolny
rytm, rozmyta gitara i głos mężczyzny powoli wygłaszającego swoją kwestię:
"You can hear the room if you just be quiet..." Usiądźcie więc spokojnie w
fotelu i zatopcie się na 45 minut w świecie Piano Magic. Tylko nie myślcie że
uśniecie, bo to pozorny spokój, który przeplata się z niepokojącym ujadaniem
psów, rozedrganymi gitarami ("the night of the hunter") i beatem (tytułowy
"disaffected"). To spokój burzony przez "najwiosenniejszy" "love & music", ale
także przez swego rodzaju, powolne i duszne, odtańczone na zakurzonej scenie,
flamenco ("theory of ghosts"). Chciałoby się powiedzieć że jest to dobra
muzyka aby wejść w środku nocy na dach swojego budynku, rzucić się w czarną
czeluść i lecieć podziwiając migocące w dole światełka opustoszałych ulic przy
dźwiękach np. "your ghost" czy zachaczając o kipiące nocnym życiem artrie
wsłuchać się w zdecydowanego faworyta na tej plycie "deleted scenes".
Szósty już bodajże studyjny lp tej mało u nas znanej ale oryginalnej i
ciekawej brytyjskiej formacji pod wodzą Glena Johnsona prezentuje
najprawdopodobniej najbardziej wyrównany poziom. Nie chciałbym porównywać go w
kategoriach gorzej-lepiej w stosunku do poprzednich dokonań grupy, ale mogę
stwierdzić, że nie ma na nim słabych momentów. Odnajdziemy tu fascynacje
elektroniką budującą eteryczne przestrzenie i miarowy rytm, ale także grupami
ze stajni 4AD (z którą grupia miała krótkotrwały "romans" owocujący albumem
"writers without homes"2002) takimi jak This Mortal Coil. Na "Disaffected" nie
brakuje też "pianomagicowych" klasyków jak wspomniany "deleted scenes",
dorównujący "no clousure" (z albumu "Artists' rifles") czy "the season is
long" a w jednym z utworów możemy usłyszeć użyczającego swojego głosu Johna
Granta z The Czars.
Polecam lubiącym nastrojową tajemniczą i oniryczną muzykę.
RG