pytajnick
03.05.05, 12:40
Chodzi o pewne powtarzające się zwroty czy słowa, a nawet pewne konstrukcje,
które denerwują Was w recenzjach. Pytam i z ciekawości, i z chęci ewentualnego
uniknięcia pewnych sztampowych określeń we własnych pseudorecenzjach, bo na
pewno mimo starań często mi się to również zdarza. Większość z Was też coś
czasem pisze, może przyda nam się taki wątek?
Mnie się najbardziej nie podobają słowa/zwroty, które albo nic, w gruncie
rzeczy, nie znaczą, ale brzmią ładnie i się ich używa, albo są w recenzjach
mocno nadużywane, pomimo iż w codziennym języku prawie się ich nie używa.
Stąd na przykład tak ładne i bardzo przeze mnie lubiane słowo jak "oniryczny"
zdązyło mi już zbrzydnąć. Jeszcze większe westchnienie wywołuje określenie
"rozedrgany", myślę że to takie słowo-wytrych które wszędzie pasuje.
Najgorzej jest z "ewokowaniem", dla mnie już zupełnie niezrozumiałym, ale to
na szczęście pojawia się tylko w wybranych serwisach internetowych. Dawno temu
po przeczytaniu "Małego Księcia" polubiłem słowo "efemeryczny" i do dziś
chętnie go używam, ale zauważam niestety rosnącą popularność - trzeba się
będzie przerzucić na zwykłe "ulotny"?
Bardzo często takie zwroty można łatwo zastąpić czymś prostszym, ale nie
wyglądało by to tak profesjonalnie/lirycznie. Z drugiej strony samo
stylizowanie tekstu jest czymś bardzo fajnym (szczególnie przy "klimatycznych"
płytach). Jeśli jest umiejętne, znacnie lepiej wprowadza w nastrój albumu niż
jakiekolwiek techniczne czy szufladkowe opisy. Chyba chodzi o jakąś
"nieuchwytną" ;) granicę, równowagę?
Zapraszam.