mmakowski
24.10.05, 23:11
Na koncercie w Borderline byłem po raz pierwszy, klub robi nienajgorsze
wrażenie: niewielka piwnica w Soho, na wcisk zmieściłoby się pewnie ze 200
osób, strop niski, drewniany wystrój. Poza tym syf jak zwykle, ale w
porównaniu z bezpłciowym Mean Fiddler czy London Astorią to miejsce
przynajmniej miało klimat. Wszedłem jako jeden z pierwszych, udało mi się więc
wywalczyć stołek barowy i zabrać go w bezpośrednią okolicę sceny