cze67
16.04.07, 09:33
Koncert pełen zaskoczeń, nie zawsze pozytywnych. Spóźniłem się na niego 40
minut. Tzn. myślałem, że się spóźniłem, bo okazało się, że jednak przyszedłem
za wcześnie, koncert zamiast o 19.00, rozpoczął się nieco przed 20.00. Ale to
detal. Pierwsze zdziwienie - ludzi mniej niż na dwóch poprzednich koncertach
Lao Che w tym miejscu. A PRZECIEŻ ZAGRA JESZCZE ARMIA! A ja myślałem, że będę
stał w korytarzu. Nie wiem, co było przyczyną. Szczerze mówiąc nie mam
konceptu, poza tym, że nie widziałem żadnego plakatu na mieście.
Lao Che zagrało i zaśpiewało rewelacyjnie. A dodajmy, że był to ich trzeci
występ w ciągu niecałego półtora roku. A jednak nadal Najmniej było piosenek
z Guseł, najwięcej z Powstania. I kilka nowych. Zawsze to ryzyko - granie
utworów, których nikt nie zna, bo płyta jeszcze nie wyszła. A nowe numery są
ZNAKOMITE, myślę, że trzecia płyta będzie ich najlepszą, przejmujące (kawałek
o miłości i o Noem), skoczne (numer bez tekstu) i w ogóle - w pytę.
Po rewelacyjnie przyjętych chłopakach z Lao Che zaczęło się przemeblowywanie
sceny, które trwało STANOWCZO ZA DŁUGO