Dodaj do ulubionych

Przesłuchania listopadowe

02.12.07, 13:22
Czemu znowu ja otwieram ten wątek?

Lecim:
Kazumasa Hashimoto - Yupi - Toyhestra vs pianista. Muczo dobre

Unrecognizable Now - In a Cave or a Coma - ambient na ksylofony, melodykę i smutnych ludzi z Portland

Opsvik & Jennings - Commuter Anthems - post-rockowe ambient country dla Eskimosów

Tuxedomoon - Vapour Trails - ić pan w chuj.

The Quantic soul Orchestra - Tropidelico - eeee

The Root Source - s/t - Yeeeeeees, więcej takich. Nu jazzowa rozpierdolka w klimatach Nostalgi 77, z przegiętym gościem na hammondach

Dan Deacon - Spiderman of the Rings - rzeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeź. Dużo rzezi. Chcę koncert

Marc Collin - Two for the road - hehehehehe, koszmar.

Tenacious D - s/t - WTF? Fajne, ale zupełnie nie wiem czemu

Mulatu Astatke - Ethiopiques - czarni ludzie, czarny jazz, czarno widzę

My Little Airport - Zoo is sad, people are cruel - przeboje dla pedofilów. Fajne.

Up, Bustle & Out - Istanbul's Secret - bywało lepiej. Pani na wokalu strasznie męczy na dłuższą metę.

Phoneheads mit Dusseldrof Philharmoniker Orchestra - drum'n'bassy symfoniczne. Cover Midnight Marouders miażdży

Daturah - s/t - hmmm, das is neu deutsche krautrock. Very schon.

Bexar Bexar - Tropism - Amerykanie udający latynosów udających Jana Jelinka. Nie udało się

Ghislain Poirier - No Ground Under - grime z Ninja Tune. Bezsęsó w sumie.

Hot 8 Brass Band - Rock with the Hot 8 - maskara na 8 czarnych z trąbkami - vice płyta miesiąca

Arts The Beat Doctor - Transitions - muczo piękne downtempo, Guru Jazmatazz 15 lat później i lepiej

Khoiba - Mellow Drama - czeskie Portishead. Buhahahaha

Burial - Untrue - ponoć płyta roku. Ekhm...

Odawas - Raven And The White Night - bitnicy wracają niosąc atomową zagładę. Depresja w pigule, niezłe.

Slowblow - Noi Albinoi - nie wszystko złoto, co ze Skandynawii. Nudaaaaaaaaa

Shugo Tokumaru - Night Piece - japoński toyhestrowiec kontra remixy Air. popierdolone tam i nazad, fajne

Alif Tree - French cuisine - ponoć rewolucja w downte3mpo. Nie wierzę w rewolucję.

Turzi - A - PŁYTA MIESIĄCA - francuski krautrok, masakra od pierwszej do ostatniej minuty, absolutne arcydzieło i co w ogóle tylko chcecie. Do posłuchania natychmiast.

aAron - Artificial Animals Riding On Neverland - franzuski pop na poziomie. Tragicznym.

Dead Texan - s/t -chcę więcej. A Stars of the Lid sa przeciez chujowe...

Messer Chups - Zombie Shopping - cudo, jak zwykle.

Kutiman - Kutiman - odkrycie miesiąca - żydowski afrobeat. Nózka sama chodzi.

Sunsay - s/t - Nowe wcielenie 5'nizzy. Dramat, nudne jak Red Hot Chili Peppers, wyprodukowane jak Illusion.

Saltillo - Ganglion - VICE-PŁYTA MIESIĄCA- klasyczne jazdy trip-hopowe + obłedny skrzypek/wiolonczelista uprawiający maxrichteryzm. Płyta na zawsze.

Kaminsky Experience Inc - Snapshot - i wszystkie ludzie tańczą.

Bomarr - Freedom From Frightened Air - abstract h-h z Anticonu. Jedna z lepszych płyt labelu jaką słyszałem w tym roku

P:)
Obserwuj wątek
    • grimsrund Re: Przesłuchania listopadowe 02.12.07, 13:58
      A Produce SMILE ON THE VOID
      Alley Dukes NORTHERN REDNECKS
      AI Phoenix THE LIGHT SHINES ALMOST ALL THE WAY
      Nicole Atkins NEPTUNE CITY
      Birch Book VOLUME 1
      Blitzen Trapper WILD MOUNTAIN NATION
      Oren Bloedow / Jennifer Charles LA MAR ENFORTUNA
      Mike Bones THE SKY BEHIND THE SEA
      Bottomless Pit HAMMER OF THE GODS
      The Bowerbirds HYMNS FOR A DARK HORSE
      Terry Callier THE NEW FOLK SOUND OF TERRY CALLIER; TC IN DC
      Carbonas CARBONAS
      Ralph Carney RALPH SOUNDS
      Chessie OVERNIGHT
      Chesterfield Kings PSYCHEDELIC SUNRISE
      Electric Six I SHALL EXTERMINATE EVERYTHING...
      Brian Eno A YEAR EP; SONORA PORTRAITS
      Michael Fakesch DOS
      Vincent Gallo LIVE IN HIROSHIMA
      Gallon Drunk THE ROTTEN MILE
      Robert Gomez BRAND NEW TOWNS
      Hayden EVERYTHING I LONGED FOR; SKYSCRAPER NATIONAL PARK
      Daniel Higgs METEMPSYCHOTIC MELODIES
      Hooverphonic THE PRESIDENT OF THE LSD GOLF CLUB
      Hue Blanc's Joyless Ones ARRIERE GARDE
      Jonquil LIONS
      Knives ov Resistance PRISCA SAPIENTIA
      The Loose Salute TUNED TO LOVE
      La Maison Tellier SECOND SOUFFLE
      Ewan McColl / Peggy Seeger CLASSIC SCOTS BALLADS
      Miasma & The Carousel Of Headless Horses PERILS
      Modernstate THE BURNING BEARD
      Mountain MASTERS OF WAR
      Oakley Hall I'LL FOLLOW YOU
      Getatchew Mekurya ETHIOPIQUES VOL. 14
      Pantaleimon MERCY OCEANS
      Harry Partch DELUSION OF THE FURY
      Bo Ramsey STRANGER BLUES
      A Place To Bury Strangers A PLACE TO BURY STRANGERS
      Old Time Relijun SONGBOOK VOL. 1; CATHARSIS IN CRISIS
      Gruff Rhys YR ATAL GENHEDLAETH
      Royal Trux ROYAL TRUX
      Solal THE MOONSHINE SESSIONS
      Solo Andata FYRIS SWAN
      Timber Timbre MEDICINALS
      Turzi A
      V.A. DIG FOR FIRE - A TRIBUTE TO PIXIES
      John Vanderslice LIFE & DEATH OF AN AMERICAN FOURTRACKER
      Violent Femmes VIOLENT FEMMES; HALLOWED GROUND; WHY DO BIRDS SING?
      Kurt Wagner KURT
      Shannon Wright MAPS OF TACIT
      Richard Youngs AUTUMN RESPONSE
      • braineater Re: Przesłuchania listopadowe 02.12.07, 14:12
        grimsrund napisał:

        > Turzi A

        No powiec coś, nie bondź taki...
        Bo jeden Obły się na razie tylko przyznał...

        P:)
        • grimsrund Re: Przesłuchania listopadowe 02.12.07, 14:36
          > > Turzi A
          >
          > No powiec coś, nie bondź taki...

          Eeee... Niezłe to nawet, siem podobało, zauważono jednak, iż
          rozstrzał okrutny stylistyczny nie każdziejszemu pewnie do biustu
          przypadnie.
    • exman Re: Przesłuchania listopadowe 02.12.07, 14:05
      Nie wiem dlaczego ale podobają mi się takie recenzje ... już zasysam
      coponiektóre tytuły...sunday blooody....
      • braineater Re: Przesłuchania listopadowe 02.12.07, 14:08
        kryptoreklama: szersze recenzje (bez przesady - ze 4 zdania więcej, znajdziesz w mojej sygnaturce. Do większości są też obrazki, tak, żeby nie było, że w ciemno:)

        P:)
    • aksamitny_noz Re: Przesłuchania listopadowe 02.12.07, 22:42
      Witam. Debiut na forum.
      Czytam od dawna, to tak mnie coś przycisło, żeby coś napisać.
      Płyty słuchane w tym miesiącu, kilka tytułów pewnie dla niektórych forumowiczów
      jest już zupełnie oklepanych, a duża część pewnie do działu: kapele, które
      nikogo innego nie obchodzą. Ponieważ samo wymienianie tytułów jest dla mnie
      troszkę nudne, to przy każdym przymusiło mnie napisać niestety kilka słów. Więc tak:

      His Name Is Alive – Livonia (wydane 1990)
      Debiut płytowy. W zasadzie pasuje do rozpowszechnionego w Polsce wizerunku w
      Polsce 4AD, ale jednak nie dąży w kierunku kiczu jak Dead Can Dance czy Cocteau
      Twins. Zwiewne i delikatne ale równocześnie niepokojące. Po dłuższym współżyciu
      robi wrażenie. Kompozycje, które drążą potem człowieka.

      Jesu – Jesu (wydane 2004)(nagrane 2001-2004)
      Teoretycznie pierwsza, ale praktycznie druga duża płyta Jesu.
      Wolno, średnio wolno, szybko wolno, średnio wolno, wolno. Potężna dawka
      melancholii (cała sieczka pt. „poezja” śpiewana, razem zebrana, nie ma takiego
      ładunku melancholii jaki jest zawarty na tej płycie). Czasem mam wrażenie, że te
      ckliwe, melancholijne melodyjki Justina Broadricka ocierają się o kicz, ale
      ratuje je to piękne, potężne, przestrzenne brzmienie.
      Ech, rozciąga mnie ta płyta.

      Les Savy Fav – Cat And The Cobra (wydane 1999)
      Druga płyta, która swego czasu mocno zamieszała na gitarowej scenie. Do końca
      nie mogę się do tego przekonać, klimaty niby Dischordowskie (czyli, że lubię),
      ale jakiejś iskry mi tutaj brakuje. Godne uwagi, ale bez rewelacji. Odróżnia się
      jeden kawałek dubowo-pilowski.

      Lou Reed – Lou Reed (wydane 1972)
      Solowy debiut Lou Reeda. Płyta nie tak przebojowa jak Transformer i nagrana bez
      takiego rozmachu jak Berlin, ale to naprawdę dobra płyta. Dosyć hmm…
      stonesowska. Znakomicie relaksująca.

      Naked Raygun – Jettison (wydane 1988)
      Jeśli ktoś potrzebuje z rana mocnego kopa energii na cały dzień to to jest
      właśnie to. Klasyka amerykańskiego hardcore punk. Prosto, ale dramaturgicznie
      bardzo fajnie ułożone kawałki. Cholernie melodyjnie, ale bez cienia
      przesłodzenia. Ale jest tu jeden wyróżniający się kawałek, z gatunku
      niesamowitych, egzystencjalnych rozdzierasów, który niepokoi krew w żyłach: Live
      Wire. Dreszczyk.
      (z powiązań: występował tu niejaki Jeff Pezzatti, który szarpał w Big Black.)

      Naked Raygun – Raygun… Naked Raygun (wydane 1990)
      Naked Raygun, ciąg dalszy. Trzyma poziom, chociaż pomysły trochę słabsze, już
      bez takiego błysku jak Jettison.

      NoMeansNo – Mama (wydane 1982)
      Debiut NoMeansNo. Debiut jednej z najbardziej twórczych kapel z lat 80-tych i
      90-tych. No, chociaż NoMeansNo nie ujawnia tu jeszcze swego pełnego oblicza, to
      jest to jedna z ich lepszych płyt w moim mniemaniu. Dużo funku – w sensie:
      wszystko oparte na maniakalnym, chociaż jeszcze nie tak twardym jak później
      basie. Bardzo melodyjnie. Energia już jest, chociaż wyrażona nie tak wprost jak
      na późniejszych płytach, czai się jeszcze gdzieś pod paznokciami. To taki
      przyczajony tygrys jest. No.
      (dla fanów Minutemana i całego Mike’a Watta: pierwszy kontakt z NoMeansNo
      zalecany przez tę właśnie płytę)
      (i słychać, że chłopaki lubili te najbardziej twórcze kapele ze starej nowej
      fali: PIL, Gang Of Four itd., i potrafili coś z tym fajnego zrobić)

      Pere Ubu – The Modern Dance (wydane 1978)
      Debiut jednej z najbardziej twórczych kapel starej nowej fali. Ech, chciałoby
      się mieć taką wyobraźnię jaką oni posiadają. Przy całym szacunku dla takiego
      Talking Heads (czas i miejsce), to takie Talking Heads to jest pikuś przy Pere
      Ubu. Klimaty: jakieś takie pararokandrollowe szkielety miksują się z
      chropowatymi klawiszowymi kostropańcami.
      (dla miłośników Ścianki (do których sam się zaliczam): kontakt konieczny,
      wszyscy ceniący w Ściance te niesamowite, surrealistyczne i groteskowe historie
      tutaj odnajdą się znakomicie.)

      Pere Ubu – Dub Housing (wydane 1978)
      Druga płyta Pere Ubu. Dopiero się wgryzam. Mniej rokandrola, więcej klawiszowych
      kostropańców, ale generalnie kontynuacja. Też śliczne.

      Salmon – Rock Formations (wydane 2007 chyba)
      Uwaga: Salmon to sześć elektrycznych gitar i dwie perkusje grające unisono.
      Brzmi trochę groźnie, bo po takim potworze można by się spodziewać jakiejś
      hardrockowo-progresywno-satrianiowskiej sieczki. Ale nic z tego. I owszem,
      odniesień do hard rocka to tu jest sporo, ale ujętych z odpowiednim dystansem,
      gwarantuję, że miłośnicy Starego-Dobrego-Roka będą czmychać w popłochu gubiąc po
      drodze wszystkie powystrykane na strunach palce i zarośnięte złymi pajęczynami
      uszy, za którymi nic się nie czai.
      Poza tym jest to najnowszy projekt Kima Salmona, takiego legendarnego człowieka
      z Australii. (i tu chciałem napisać, że to taki australijski Nick Cave… to byłby
      tekst stulecia…)
      Grzeje.

      Sonic Youth – Daydream Nation (wydane 1988) ale DeLuxe Edition (2007), a co…
      Zdecydowanie najsłabsza płyta z drugiej ery SY (czyli od Sister do Experimental
      Jet Set… włącznie). Romantyczna jest to płyta i trochę za bardzo nijaka (w
      przeciwieństwie do Bad Moon Rising, która jest romantyczna i bardzo jaka). Z
      tych dwóch krążków, wchodzących w skład albumu, można by spokojnie skleić jeden.
      Zostawiłbym w rowkach wbijającą w stołek Trylogię, Silver Rocket i Kissability.
      (Kiedyś w czasie Trylogii zdekompresowałem biurko.)
      Ba, ale oczywiście tu sakramentalny cytat: „żeby inni nagrywali takie słabe płyty”.
      No i na DeLuxe mamy jeszcze kilka kowerów, ale Sonicom w większości wypadków
      lepiej jednak wychodzi granie niekowerów. I są koncerty, a ja zwolennikiem
      nagrań koncertowych jestem rzadko. Bardzo rzadko.

      Sonic Youth – Rather Ripped (wydane 2006)
      Świeże. A ja normalnie po pierwszych dwóch przesłuchaniach rzuciłem tę płytę w
      kąt i rozdeptałem w kałuży z płaczem– „nie, nie, nie, nie będę słuchał takiego
      pitolenia!!!” (- jako prehistoryczny słuchacz Sonic Youth). No i powtórny
      kontakt z nią nawiązałem koniunkturalnie przed Openerem 2007. I jak zakleszczyło…
      Nie no, oczywiście, że nie ma porównania do nagrań z pierwszej (czyli od SY do
      Evol) czy drugiej ery SY (czyli od Sister do Experimental Jet Set… włącznie).
      Chociaż jednak z Daydream Nation, jeśli chodzi o skalę płyty, można sobie
      porównywać.

      Tarwater – Silur (wydane 1998)
      To się nazywa rewelacyjny pop. Może to post-rock, może post new wave, dla mnie
      to jedna z najlepszych popowych płyt jakie słyszałem. Lekko, ze sporą dawką
      melancholii. Bardzo pomysłowe efekty dźwiękowe. Najbardziej zapadają w pamięć
      goryczkowato-niepokojący Ford i wodnistooblepiający Watersample.

      Tarwater – Animals, Suns And Atoms (wydane 2000)
      Tarwater, ciąg dalszy popu na najwyższym poziomie. W pamięci najdłużej zostaje
      Seven Ways To Fake A Perfect Skin, który jakoś tak ze Stranglersami mi się schodzi.

      The Jesus Lizard – Shot (wydane 1996)
      Uuuuch. To jest coś. Wracam do tej płyty po wieloletniej przerwie. I tak jak
      kiedyś uważałem ją za słabszą (bardziej miękka i melodyjna) w dorobku JL, tak
      teraz stawiam ją na równi z resztą. Czyli killer, opętanie i pot na ścianach,
      zęby u sąsiada. Czyli 666 a raczej wręcz przeciwnie: 999. Tak, kapela złagodziła
      tu swoje brzmienie, zagrywki bardziej „jazzowe” (i właśnie tylko: „jazzowe”),
      melodie wypełzły ze swych nor bardziej na wierzch. Tej płyty już nie nagrywał
      Steve Albini, i to słychać, i nie szkodzi. Totalna precyzja panów grających
      pozostała. Totalna ekspresja pana śpiewającego pozostała. Wyobraźnia i wyczucie
      pozostały. Jedna z płyt definiujących muzykę rockową. Piszę to z wielkim przejęciem.
      I pomyśleć, że kiedyś muzyka „alternatywna” (obleśny termin) tak właśnie
      wyglądała (no tak, tu się we mnie stary trep odzywa).
      Największe przeboje: Thumbscrews, Now Then, Inamorata.
      (instrukcja dla miłośników Gang Of Four – kontakt z pł
      • aksamitny_noz Re: Przesłuchania listopadowe 02.12.07, 22:47
        ojej, nie wiedziałem, że takie dłuuugie wyjdzie, i ucięło, a tu jeszcze kawałek,
        proście o litość:

        (instrukcja dla miłośników Gang Of Four – kontakt z płytą: przesłuchać 10 razy
        Trephination i dopiero potem jechać po całej płycie)

        The Third Eye Foundation - Semtex (wydane 1996)
        Muzykę The Third Eye Foundation wyobrażałem sobie jako natchnione, romantyczne,
        quasipiosenkoaktorskie rzeźby (na podstawie jakichś urywków nie wiadomo gdzie
        usłyszanych) a tu takie przyjemne rozczarowanie. Dubowo-drum’n’bassowe-jakieśtam
        rytmy podłożone pod jęczące, rozwichrzone, niepokojące faktury gitarowe. Do tego
        anielsko-potępieńcze zawodzenia.
        Gdyby David Lynch znał się na muzyce tak jak na filmach to by zrobił z tego
        ścieżkę dźwiękową. Mieszanka faktycznie wybuchowa. Wiem, że to tylko pierwsza
        płyta, zobaczymy co będzie dalej.

        To Rococo Rot – To Rococo Rot (wydane 1996)
        Ładne klimaty, nieco chłodne. W zasadzie powiedziałbym, że to taki wyalienowany
        pop, co jest komplementem. Jeszcze do wgryzienia.

        Tortoise – Tortoise (wydane 1994)
        Debiut Tortoise. Spokojnie, ciepło pulsujące gitary, bębny i jakieś syntetyki w
        tle, gdzieś tam pojawia się wibrafon i inne. Energia czai się pod podłogą.
        Nie wiem czy to taka rewolucja, jaką kiedyś ogłaszano Tortoise, ale po prostu
        bardzo przyjemne, klimatyczne i nastrojowe granie.
        Dosyć odmienny jest prawie całkowicie syntetyczny i niepokojący „Onions Wrapped
        in Rubber”, który brzmi jak ilustracja do polskich animowanych filmów z lat
        60-tych lub 70-tych (typu: Lenica itp.). Jeśli to jest właśnie post-rock to
        post-rock narodził się w Polsce, najpóźniej w latach 70-tych!
        Śliczna okładka.

        i to by było na tyle...
        • carmody Re: Przesłuchania listopadowe 02.12.07, 23:02
          Pozwolę sobie powitać na forum, radośnie, ściskawszy. Wymieniasz tutaj kilka
          bardzo ważnych dla mnie płyt, a ich opis generalnie odpowiada temu co sam o nich
          sądzę. I jeszcze ten nawrót do najntizów - sam to teraz przeżywam. Les Savy Fav
          i Salmon - tym się zaintereszę w najbliższym czasie, bo nie znam, a smakowicie
          przedstawiasz. Witaj i pisz dużo!
          • grimsrund Re: Przesłuchania listopadowe 02.12.07, 23:54
            > Pozwolę sobie powitać na forum, radośnie, ściskawszy. Witaj i
            > pisz dużo!

            O to to :)))
            • aksamitny_noz Re: Przesłuchania listopadowe 03.12.07, 10:01
              Dzięki! Normalnie w jeden wieczór Proustem zostałem...
      • braineater Re: Przesłuchania listopadowe 03.12.07, 00:20
        aksamitny_noz napisał:


        > Czytam od dawna, to tak mnie coś przycisło, żeby coś napisać.

        > Tarwater – Silur (wydane 1998)
        > To się nazywa rewelacyjny pop. Może to post-rock, może post new wave, dla mnie
        > to jedna z najlepszych popowych płyt jakie słyszałem. Lekko, ze sporą dawką
        > melancholii. Bardzo pomysłowe efekty dźwiękowe. Najbardziej zapadają w pamięć
        > goryczkowato-niepokojący Ford i wodnistooblepiający Watersample.
        >
        > Tarwater – Animals, Suns And Atoms (wydane 2000)
        > Tarwater, ciąg dalszy popu na najwyższym poziomie. W pamięci najdłużej zostaje
        > Seven Ways To Fake A Perfect Skin, który jakoś tak ze Stranglersami mi się scho
        > dzi.

        :)

        P:)
      • cze67 Re: Przesłuchania listopadowe 03.12.07, 12:52
        aksamitny_noz napisał:

        > Witam. Debiut na forum.

        Witam i ja.

        > NoMeansNo – Mama (wydane 1982)
        pierwszy kontakt z NoMeansNo zalecany przez tę właśnie płytę)

        Według mnie jest to płyta tak odstająca muzycznie (nie, że gorsza,
        NIEREPREZENTATYWNA) od pozostałej twórczości NMN, że właśnie od niej
        zaczynać nie należy. Generalnie jestem zwolennikiem zaczynania od
        najlepszych/najbardziej reprezentatywnych właśnie albumów. W tym
        wypadku: Sex Mad, Wrong, Small Parts...

        > Pere Ubu – The Modern Dance (wydane 1978)
        \Przy całym szacunku dla takiego
        > Talking Heads (czas i miejsce), to takie Talking Heads to jest
        pikuś przy Pere Ubu.

        A po co stawiać TH w opozycji do PU? To dwa dosyć różne muzyczne
        światy.

        > Pere Ubu – Dub Housing (wydane 1978)
        > Druga płyta Pere Ubu. Dopiero się wgryzam. Mniej rokandrola,
        więcej klawiszowych kostropańców, ale generalnie kontynuacja. Też
        śliczne.

        Dla mnie obie płyty prezentują ten sam, fenomenalny poziom. Właśnie
        wygrałem na allegro Terminal Tower, czyli ichni wybór wczesnych
        singli, uważany za rzecz porównywalną, a nawet przewyższającą
        powyższe. Się cieszę się.
        • aksamitny_noz Re: Przesłuchania listopadowe 03.12.07, 20:55
          > Według mnie jest to płyta tak odstająca muzycznie (nie, że gorsza,
          > NIEREPREZENTATYWNA) od pozostałej twórczości NMN, że właśnie od niej
          > zaczynać nie należy. Generalnie jestem zwolennikiem zaczynania od
          > najlepszych/najbardziej reprezentatywnych właśnie albumów. W tym
          > wypadku: Sex Mad, Wrong, Small Parts...

          Oczywiście, że odstająca. Ale instrukcja przeznaczona jest, jak napisałem, "dla
          fanów Minutemana i całego Mike’a Watta:". A to ponieważ Minuteman zbliżony bywa
          stylistycznie do NMN, ale bardziej jest hmmm.... pastelowy. Więc, dedukując,
          Mama będzie bardziej przystępna dla wspomnianych osobników, którzy mogą nie
          łyknąć od razu takiej dawki energii jak np Wrong. Zarażać trzeba podstępem.

          > A po co stawiać TH w opozycji do PU? To dwa dosyć różne muzyczne
          > światy.

          Właściwie zgoda. To tylko tak gwoli wsadzenia kija w mrowisko (co nigdy nie
          zaszkodzi), tudzież jako element bezpłodnego biadolenia pt: a takie Pere Ubu to
          zdobyło tylko ułamek popularności Talking Heads, a co najmniej nie jest gorsze,
          i w ogóle biada, że kapel, które ja uważam za ciekawsze słucha mniej ludzi i
          ogólne olaboga. Smark.

          > Dla mnie obie płyty prezentują ten sam, fenomenalny poziom. Właśnie
          > wygrałem na allegro Terminal Tower, czyli ichni wybór wczesnych
          > singli, uważany za rzecz porównywalną, a nawet przewyższającą
          > powyższe. Się cieszę się.

          Ba! Terminal Tower! Kawałki powstałe i nagrane w tym samym okresie co Modern
          Dance i Dub Housing więc oczywiście, że na podobnym, fenomenalnym poziomie.
          Gratuluję zakupu.
          Ha! A ja mam analogową licencję Tonpressu kupioną gdzieś tak circa 1988(?) roku.
          • sss9 Re: Przesłuchania listopadowe 03.12.07, 22:18
            byście se nabyli Pere Ubu Box: Datapanic in the Year Zero i mielibyśta komplet
            śliczności.
            do tego box David Thomas: Monster (tanio w Serpent) i leżycie w zachwycie.
    • obly obły słuchał 04.12.07, 11:03
      co tam ja wrzucałen na uszy w lipopadzie:
      - mnóstwo Nalepy cała dyskografia praktycznie + breakout: zajebisty
      kolo i przedobre teksty Bogdana Loebla.
      - Izabella trojanowska - karmazynowa noc i inne hiciorki -
      odrabianie lekcji z historii
      - Iggy Pop - 5 avenue - fajny kawałek: I felt luxury in her -
      polecam tę płytę wszystkim fanom Medesky, Martin and Wood.
      - Kraftwerk - płyta taka czerwona na okładce z das Model i Robot.
      - eMAo - chinolska elektronika - fajna miejscami.
      - Oranżada - (maja dosc fajny teledysk na jutubie:
      www.youtube.com/watch?
      v=M3jLfV34F4g&eurl=www.polewa.net/film/M3jLfV34F4g.html
      polecam
      ogród wyobraxni - kapela hipisowska - koncert z jarocina i plyte z
      MMP - pisałem wątek zresztą - w sumie jestem pod wrażeniem nadal.
      Bank - The best of - kapela muzycznie cudna, koszmarnie nagrywana i
      prze.ujowy vocal który wszystko przekreśla.
      Cytrus - polska kapela progresywna z lat 80 - kawał potężnego rocka
      Brak - Brak - wspominki takie tam ;)
      abbadon - wspominki.
      Izrael - nabij faję - wspominki
      Świnie - MWNH - przecudowna płyta, na kolana.
      Ziemek Kosmowski - takie tam trzy wieczne swiatła
      Ziyo - Gloria - jedna z lepszych prozachodnich płyt z tamtego okresu.
      1984 - anioł w tlenie, radio niebieskie oczy heleny.
      amy winehouse - back to black
      black neon - art and crafts - podoba mię się
      Batles - Tonto EP - bardzo fajoskie
      Brial - Untrue - bierze mnie miejscami
      !!! - Yadnus EP WEB - strasznie bardzo mega zajebiscie fajoskie -
      bardzo polecam, temat miesiaća w sumie!
      Fink - Litle Blue Mailbox - a tam zagrane Das Model Kraftwerka
      Mercury Program - from the vapor of gasoline - Tortoise wysiada.
      goldfrapp - utopia - szczyny po sławie tak jakoś mi wyszło -
      kiepskie mixy.
      Kosheen - Damage - dobre dobre
      Porter John - Magic moments - moj ulubiony koncert jeszcze z
      vinylka cacucho po latach - Caravan i to much trouble - serdecznie
      polecam.
      New Order - Peel Sesions - strasznie fajnie posłuchac pierwsze
      dzwieki bez Iana Curtisa.
      Roling stones - beggars banquet - odrabianie lekcji
      Seal - System - bardzo dobra płyta popowa, bardzo dobra
      Kury - Sto lat undergroundu - no kochani, no kochani... zespól Muchy
      powinien ze wzgledu na nazwę grać jak Kury tylko jeszcze bardziej...
      a nie gra..
      Turzi - bardzo dobra muza gdyby tak tylko nie o tym jezusie tak
      mocno to byo by fajnie i w pytke a tak to kłade obok wody swieconej
      i obrazka z I komunii. w domu u mamy.
      Czesław Niemen - Samarpan - ta sama uwaga co powyżej gdyby nie
      natchnione tektsty Niemena było by bardzo wysoko
      tuxedomoon - vapour trails - bardzo dobra płyta
      było jeszcze wiecej ale juz nie pomne...

      aha płyta Jeszcze młodsza generacja - vinylrip - a tam fort BS z
      zajebistą piosenką z tekstem witkacego bodajże.

      a hymnem tego miesiaca na sam koniec pozostała roisin murphy z
      piosenką primitive.
      • braineater Re: obły słuchał 04.12.07, 11:12
        Jabym tak tego Turzi jednak trzymał z dala od wody święconej. To, że Francuzi napieprzają o bozi, to jeszce nie znak, że oni z Arki Noego i żadne z nich dziaci z brodą. Jesus on a dancefloor, to jest zdecydowanie tekst anty-bozia, nie pro, zreszta oni się z Mesjasza napiżdżają na tej płycie na paru różnych poziomach. A zreszta, jakby były to dźwięki pro-bozia, to by się Tomasz8*83,25=666 nie zachwycał :)

        P:)
        • obly Re: obły słuchał 04.12.07, 11:18
          Turzi A- jest muzycznie strasznie fajnei taka muza kompletnie nie
          nadaje się na pro, wiec podswiadoime wyczuwam ze to raczej
          komentarz, ale otem jezusie mnie wk. niezaleznie od zabarwienia
          opinii. to jak spiewanie o UFO. przyjadą, nieprzyjadą,.... a ..uj im
          w d...
          w sensie nie moja to sprawa i nie mój punkt odniesienia ;) nie wiem
          czy mnie rozumiesz.
        • carmody Re: obły słuchał 04.12.07, 11:40
          Przerasta mnie muzyczna spowiedź miesiąca, ale o tym Turzi to mogę:
          Bo jak Brejn podsunął to mi się podobało, ale odłożyłem do szuflady
          z wydrapanym widelcem napisem "nie teraz błagam". I dziś jadąc
          tramwajem grzebałem w playerce szukając czegoś mniej zajeżdżonego,
          niż Dalek i ciekawszego, niż Burial. I jest, Turzi. I była to
          najprzyjemniejsza podróż do pracy jaką pamiętam. Tam jest wszystko
          takie do lubienia: motoryczne basy, gęste transowe bębny,
          beznamiętny wokal, kosmiczne klawisze, pojechane gitary. Generalnie
          płyta z jazdą, podczas przemieszczania sprawdza się najlepiej.
          Problem z Turzi to nie Chrystus podskakujący na pogo-stick (o
          przypomniało mi się coś fajowego: youtube.com/watch?v=n3V-
          stPQlaM ), tylko operowanie znajomymi dźwiękami i klimatami. Mi to
          odpowiada nawet, bo mam Einsturzende Neubauten, Can, Kraftwerk, czy
          nawet Jarre'a w pigułce. Ale obronić ich przed zarzutami
          bezcharakterności bym się nie podjął chyba. Bo bo na zarzut "nic
          nowego panie" parsknąć śmiechem wypada jedynie.
          Bardzo fajne Turzi. Jeden z niewielu (jedyny?) wyjątków
          potwierdzających regułę, że Francuzy nie umieją robić dobrej muzyki.
          • braineater Re: obły słuchał 04.12.07, 11:49
            W jakiś sposób to da się gościom zarzucić bezcharakterność, z tym, że taką postmodernistyczną raczej - bez, bo chłopaki wszystko układają z maks dobrze znanych klocków - Canowskiej rytmiki, Schulzowskiego elektro, Kraftwerkowskich automatów, Einsturzendowego popierdolenia i zaśpiewów prosto z co ciekawszych dokonań cold wave. Tyle, że jak dla mnie to robi jakąs nową jakość - może przez te mistyczne ideolo, które sobie narzucili, a może dlatego, że tylko raz słyszałem kapelę, która gra podobnie, czyli Baikonour, z tym, że Turzi ma większy wkręt na transowe ciągnięcie kawałków. Jak dla mnie robią za jedno z ciekawszych tegorocznych odkryć, zobaczymy czy się jakoś rozwiną, czy tak, jak Baikonour znikną...

            P:)
            • obly Re: obły słuchał 04.12.07, 12:04
              Posluchajcie sobie moi drodzy holy fuck - holy fuck
              Turzi mi leży jak sie masz, wrecz nie postawiłem sobie nawet pytania
              czy to nowatorskie... w sensie sie kojarzy ale co z tego. Kojarzy
              sie bo znamy to co znamy. ale jestem uczulony na pewną tematyke
              niezależnie od zajmowanego stanowiska.
              ale muzycznie mnie to poszarpało w dobrym tego słowa znaczeniu. ale
              ja tam już byłem no. Coś jakbym wlazł na koncert na którym bylem 10
              lat temu. tak sie czuje. Szaca jest ale ustepuję miejsca. i jesze
              nie raz wróce do tej płyty ;)
              • nierymek Re: obły słuchał 04.12.07, 15:20
                Zajebiste jest to Turzi, ale najlepiej robi mi The Root Source. normalnie czuję
                się jak na czwartkowym jam session w Mono barze. Dzięki Brejn!
    • ilhan Re: Przesłuchania listopadowe 04.12.07, 15:33
      Po raz pierwszy w historii tych wątków nie wiem co mam wpisać :|

      Od połowy miesiąca słucham głównie "Terro".

      Dużo mniejszych formatów:

      Black Kids - Wizard Of Ahhhs EP
      Drivealone - The Letitout EP
      Comet Gain - Say Yes! EP
      Vampire Weekend - EP

      Jeszcze:

      Akron/Family - Love Is Simple
      Al Green - Let's Stay Together
      Denim - Back In Denim
      Edwin Starr - The Hits Of Edwin Starr 1966-1974
      Gui Boratto - Chromophobia
      Ian Brown - The World Is Yours
      Kawałek Kulki - s/t
      Muzyka Końca Lata - 2:1 dla dziewczyn
      Tough Alliance - A New Chance
      Yeasayer - All Hour Cymbals
    • ton2 Re: Przesłuchania listopadowe 04.12.07, 21:24
      Bida w tym miesiącu, oj bida - w sumie tylko 2 tygodnie słuchania, a
      oto i efekty...

      A Place To Bury Strangers - s/t
      Akron/Family - Love Is Simple
      Aztec Camera - High Land
      Band Of Horses - Cease To Begin
      British Sea Power - Krankenhaus
      Burial - Untrue
      Drivealone - The Let It Out
      Final Fantasy - He Poos Clouds
      Holy Fuck - LP
      Jay -Z - American Gangster
      Kitchens Of Distinction - Capsule
      Muchy - Terroromans - PŁYTA MIESIĄCA
      Bruce Springsteen - Nebraska
      Studio - Yearbook 1
      Talk Talk - Spirit of Eden
      The Thrills - Teenager
      Vampire Weekend - EP i inne
      We Are Wolves - Total Magique
      Neil Young - Harvest
      XTC - Skylarking
      XTC - English Settlement
    • pszemcio1 Re: Przesłuchania listopadowe 05.12.07, 09:28
      Monotematycznie

      w związku z wiadomym koncertem odswieżam bądź poznaje płyty The cure:

      -Three imaginery Boys/ Boys dont cry - 9/10 - absoluty raczej.
      Nowofalowe (postpunkowe? - bo sie boję reakcji Ilhana) perełki, nie
      ma co komentaować bo schematycznie by wyszło

      - The Head on the Door - najbardziej hiciarska płyta co początkowo
      średnio mnie zadowalało i jakoś lżej podszedłem do tego, ale ...
      jak nie lubić albumu z samymi singlami? "Six different ways" -
      najlepszy kawałek Curów z tych bardzo piosenkowych 8.5/10

      - Kiss me kiss me kiss me - baaardzo nierówna, róznorodna i
      rozstrzelona płyta. Nierówna emocjonalnie także. Z niej było chyba
      najwięcej przebojów, ale tez materiał ogromy. Na pewno jedna z
      najbardziej ciekawych - w sensie "wyzwanie" - płyt. I nie wierzcie,
      że taka wesoła jak twierdzą muzycy. 7/10

      -Disintegration - wiadomo 9/10

      -Wish - 7/10 - jedna z moich ulubionych, z tym że to akurat w sporej
      częsci sentyment bo to pierwsza płyta Curów którą poznałem i to w
      momencie jej wydania. W zasadzie mógłbym sie rzucać tylko o "Friday
      i'm in love", ale po co. Zaskakująco dobry album - patrząc w
      koncekscie całej dyskografii i późniejszych (WMS, S/T) płyt. Apart -
      dla mnie najwspanialszy ich utwór ever. Niesłusznie niedoceniony
      materiał łączacy ich klasyczne doły z ich klasycznymi popowymi
      piosenkami:P Czyli wypośrodkowali.

      - S/T - 5.5/10 - Jasne że jest poprawnie, przesadne były głosy o
      skończeniu się, ale widac tez zmęczenie materiału. Wszystko jakby
      bez polotu, na siłę i nie zmieni tego nawet nawiązujący do
      Bloodflowers "Labirynth". Głośny album, inaczej wyprodukowany co
      raczej nie na plus (no chyba że się cieszymy ze chcieli coś zmienić)

      a obok gdzieś w tle:

      nadal XTC - Skylearning - no dobra - podnoszę do 9/10

      Dylan - Nashville skyline - Szok na początek bo wokal zupełnie inny,
      wygładzony, ładniutki, no i piosenki country. Trochę czasu by się
      przekonac i wychodzi że znowy Dylan = Mater. Bez patosu, bez ironni,
      bez mentorstwa, bez protest -songów. "Girl from the North country"
      (duet z Cashem)czy "I threw it all away" - doskonałe, jak cała
      płyta. Na wytchnienie 8.5/10

      The Kinks - Arthur (Or the Decline and Fall of the British Empire)-
      duży skok stylistyczny myślę. Oczywiscie trudno oderwać się od tych
      kinksowych melodii, kwintesencji brytyjskich brzmień tamtych lat,
      ale jest ostrzej. Są rozbudowane, niemal improwizacyjne fragmenty,
      jest troche transu i kombinowania. Zajebisty album który miał byc
      ilustracją serialu. Rock opera niedoceniana często bo padały zarzuty
      że The who byli pierwsi - co prawdą nie jest bo album i koncepcja
      powstawały gdy o Tommym jeszcze nikt nie wiedział. Oczko niżej niż
      Village, ale to raczej z osobistych preferencji niż zestawiania tych
      dwóch klasyków

      a z jazzu

      Mingus - Mingus dynasty - tez "bardzo"
      • ilhan Re: Przesłuchania listopadowe 05.12.07, 11:50
        pszemcio1 napisał:

        > -Three imaginery Boys/ Boys dont cry - 9/10 - absoluty raczej.
        > Nowofalowe (postpunkowe? - bo sie boję reakcji Ilhana) perełki

        Oj tam, MNIE się boisz?
        Ja bym powiedział, że pop-punkowe.


        > nadal XTC - Skylearning - no dobra - podnoszę do 9/10

        Zobaczymy na wiosnę, jak Ci zabraknie skali <palacz>
    • pagaj_75 Re: Przesłuchania listopadowe 05.12.07, 10:11
      braineater napisał:

      > Burial - Untrue - ponoć płyta roku. Ekhm...

      E, bo o płycie roku to można było ewentualnie mówić w zeszłym roku, przy
      debiucie (chociaż i tak nie, bo przecież w 2006 było "Ys", prawda). No a teraz
      wszyscy się rzucają na tego Buriala, chociaż widać od razu, że to jeden z tych
      jednorazowych strzałów. Koleś stawia na "klimacik" li i jedynie, a to
      najprostsza droga do porażki na dłuższą metę. Poza tym, obserwuję zadziwiającą
      regułę - prawie zawsze gdy muzycy nagrywający dotąd głównie instrumentale nagle
      zapragną dołączyć do swojej muzyki wokale, to to oznacza początek końca.

      > Dead Texan - s/t -chcę więcej. A Stars of the Lid sa przeciez chujowe...

      Nie ma więcej. I nie do końca rozumiem - przecie tegoroczne SoTL zbytnio nie
      odbiega, więc skąd chujowość Twoim zdaniem?
      • pyotreck Re: Przesłuchania listopadowe 05.12.07, 14:51
        nie wiem, ale jest cos takiego w brzmieniu, ktore produkuje Burial i w tym
        rachittycznym, "popsutym", nierownym drum'n'bassowym podkladzie, co absolutnie
        nie daje mi spokoju. i dotyczy to w rownym stopniu 1 i 2 krazka. mowione wokale
        - jakies szeptane recytacje, jakies wyrwane z kontekstu zdania typu "you look
        different". to jak on tym wszystkim manipuluje - pitchami itd. soulowe wokale
        (nie-soulowe?) przyprawiaja momentami o ciarki (poczatek Ghost Hardware), te
        wschodnie akcenty - nagle z niczego znajdujesz sie w centrum zapyzialego zadupia
        gdzies na poludniowo-wschodnim krancu Londynu, w nieciekawej dzielnicy otoczony
        przez stragany imigrantow z krajow post-kolonialnych. to jest muzyka ktora
        automatycznie przywodzi mi na mysl kryzys naftowy czy jakis inny wielki fuck-up
        technologiczny


      • braineater Re: Przesłuchania listopadowe 05.12.07, 15:12
        @ Burial - mnie debiut nie ruszył wcale. Poleciało parę razy i poszło. Z Untrue zaś mam tak, że z pośród 10 płyt wrzuconych na plejerkę w ramach sciezki do spacerów z psami, to właśnie Untrue hula najczęsciej - nie wysiekłem jej z plejlisty od ponad miesiąca, a to jest serio dośc znaczący wynik. Jest tam parę kawałków, które strasznie dobrze się wkręcają w głowę, choć cięzko doprecyzować czemu, szczególnie, że ja jakimś szczególnym zwolennikiem dub-stepu nie jestem. Jazda na płtę roku może być o tyle, o ile przyjmiemy założenie, że wszyscy wielcy z tej dziedziny ostatnio dali dupy, czyli nagrali albumy na których nic się nie dzieje - albo w ogóle niczego nie nagrali. Jako, że wielkich nie słucham ostatnio prawie wcale, to mam opór, bo z pośród wysłuchanych, wynalezionych w tym roku płytek z kategorii elektronicznej, spokojnie złożyłbym dziesiątkę w której Burial raczej by się nie zmieścił. Co nie znaczy of kors, że to zła płyta, bo nie - skoro daje radę przez miesiąc, to jest na bardzo dobrej drodze do tego, by ją już na zawsze omijały delety w trakcie porządków na dysku.

        Co do Stars of the Lid, to ocena jest wystawiona na podstawie The Ballasted Orchestra, jedynej jaką słyszałem, w dodatku dawno temu i pamiętam, że mnie strasznie wkurwiała. Znaczy - nie należy się przejmować:)

        P:)
        • pagaj_75 Re: Przesłuchania listopadowe 05.12.07, 15:38
          Fakt, że ja tego Buriala nowego nadal do końca nie strawiłem, więc jest szansa,
          że jednak zażre, ale wątpię. Natomiast co do dubstepu, to ja też jakimś fanem
          wielkim nie jestem, ale ostatnio próbuję przykumać czaczę o co biega w tym
          zamieszaniu i na przykład niedawno ukazało się coś takiego:
          Pinch "Underwater Dancehall"
          Popróbuj tego i powiedz co myślisz. Dubstep z wokalami, a jakże, tytuł
          zobowiązuje, wokale jak najbardziej karaibskie, w ogóle jest dość chwytliwie.
          Album dwupłytowy, ale tak naprawdę ta druga płyta to po prostu instrumentalna
          wersja właściwej - dla ortodoksów, dla których dubstep z wokalami to nie dubstep
          ;) Dla mnie te kawałki bez śpiewu trochę tracą, więc płyty nr 2 nie słucham
          właściwie.

          Z tych klimatów dubstepowych to fajni jeszcze są Vex'd, nie wiem czy znasz...
          • pyotreck Re: Przesłuchania listopadowe 05.12.07, 21:45
            Vex'd widzialem na Nowej Muzyce w tym roku i byl to dla mnie debiut
            jesli chodzi o slynny dubstepowy live sound - przezylem lekki zawod,
            nie wiem czy to nie kwestia miejsca, ktore nie pasowalo do koncertu
            dubstepowego po prostu.
            "Underwater Dancehall" wydaje sie byc bardzo dobre, chociaz na razie
            malo sluchalem
            no a Burial - zarowno 1 jak i2 plyta - to raczej nie jest your-
            everyday-dubstep-lp
    • pytajnick Re: Przesłuchania listopadowe 05.12.07, 21:29
      Jakiś takie niemrawy był listopad, sam nie wiem czemu. Pewnie dużo powtórek. Z
      nowości:

      Burial - Untrue - o którym się dużo mówi i pisze i to w bardziej wiarygodnych
      miejscach sieci, ale dla mnie niestety średniawo. Ciekawe to i w ogóle, ale ja
      jednak potrzebuje czegoś, na czym mi ucho i podświadomość się zawieszą, a tutaj
      tego nie znalazłem. Najmniej podobają mi się owe podwodne sample wokalne.
      "Technicznie" ciekawa, fakt.

      Bach - Pasja wg Św. Mateusza (Gardiner) - to ma kilka godzin, więc jeszcze
      trochę mi zajmie objęcie całego tego opusu, ale pierwsza płyta (z trzech) bardzo
      bardzo, ale w żywszych, pełniejszych fragmentach, bo te spokojne raczej nijakie
      dla mnie.
      Broken Social Scene - You Forgot It In People

      E.S.T. - Live in Hamburg - jakby odgrywali inną płytę, to bym pewnie nie zwrócił
      wielkiej uwagi. Ale odgrywają głównie kawałki z "Tuesday Wonderland" = jestem
      szczęśliwy.

      Jefferson Airplane - Surrealistic Pillow - wow!
      Diana Ross & The Supremes - The Millennium Collection - j.w.

      Henri Salvador - Chambre Avec Vue - nuda.

      Amy Winehouse - Back to Black - no tak wyszło, że jednak płyta miesiąca. Wiem że
      hajp na to był pół roku (rok?) temu, ale zupełnie przegapiłem kojarząc ją z
      którą z napompowanych gwiazdek. A tu niespodzianka - melodie nad melodie, klimat
      nad klimat, w kontekście innych nowości nurtu głównego dla mnie niemal rewelacja.

      Czesław Niemen - 41 Potencjometrów Pana Jana - dopiero się wgryzam, pewnie
      więcej napiszę w następnej edycji wątku za miesiąc. W każdym razie arcydzieła
      raczej nie należy się spodziewać.

      Much też słuchać mi się nie chce. Podobnie jak Pagajowi, kawałki na myspace mimo
      zewsząd-zachęt raczej mi zasygnalizowały, żeby omijać.


      ***

      Z innej beczki: słyszał ktoś coś takieog, jak Matthew Shipp - Harmony And Abyss?
      Warto?
      • pytajnick Re: Przesłuchania listopadowe 05.12.07, 21:32
        pytajnick napisał:

        > Broken Social Scene - You Forgot It In People

        Tutaj się zagapiłem i nic nie dopisałem. Więc dopisze, że płytka leżała u mnie
        na półce jakieś trzy lata (!!!) w oczekiwaniu na przesłuchanie, co podejrzewam
        jest rekordem, i zdaje się w niczym to nie zaszkodziło, a może nawet pomogło. Bo
        o ile pamiętam, w swoim czasie było o niej bardzo głośno i pewnie poddałbym się
        trochę entuzjastycznym opiniom, a teraz na spokojnie nie mogę ocenić jej cieplej
        niż "wiatr słaby i umiarkowany, tylko momentami porywisty".

        Wracacie do tego w ogóle?
        (Pytanie do tych, którzy hajp '02-'03 rozumieli/uczestniczyli :-)
        • pszemcio1 Re: Przesłuchania listopadowe 05.12.07, 22:30
          pytajnick napisał:

          a teraz na spokojnie nie mogę ocenić jej cieple
          > j
          > niż "wiatr słaby i umiarkowany, tylko momentami porywisty".
          >
          > Wracacie do tego w ogóle?
          > (Pytanie do tych, którzy hajp '02-'03 rozumieli/uczestniczyli :-)

          to jest prowokacja? bezczelność czy jak? najlepszy album nowego
          wieku, no proszę Cię, bez jaj

          wracam regularnie i doznaję równie regularnie.

          A jeszcze Surrealistic pillow - prosze rozwinąć "wow" bo to dla mnie
          album dość ważny więc się domagam
          • pytajnick Re: Przesłuchania listopadowe 06.12.07, 11:26
            pszemcio1 napisał:

            > to jest prowokacja? bezczelność czy jak? najlepszy album nowego
            > wieku, no proszę Cię, bez jaj
            >
            > wracam regularnie i doznaję równie regularnie.

            no i właśnie, pewnie jednak powinienem poznawać takie głośne nowości na bieżąco.
            A tak, w sąsiedztwie Amy, Jefferson Airplane czy The Supremes przeszła zupełnie
            niezauważenie.

            > A jeszcze Surrealistic pillow - prosze rozwinąć "wow" bo to dla
            > mnie
            > album dość ważny więc się domagam

            Jakimś ważnym albumem pewnie "SP" dla mnie nie będzie, ale świetnie się tego
            słucha mimo wielu powtórek. I to nie tylko sprawdzone hity, całość jest
            niesamowicie melodyjna i w tym niesamowitym klimacie naiwnej beztroski
            połączonej z myśleniem (i śpiewaniem) o Tym Co Najważniejsze, co zresztą w
            tamtych latach dawało zabawne efekty. No i to brzmienie! Dziś marzenie takie
            osiągnąć. (Inna sprawa, że w dzieciństwie i głębszej młodości nienawidziłem
            takiego brzmienia, dlatego na przykład za Beatlesów zabrałem się bardzo późno).
    • jarecki32 Re: Przegladania listopadowe 06.12.07, 01:08

      w miesiacu listopadzie mialem jazde na muzyczne DVDs, wiec o tym
      bedzie

      DVD miesiaca

      Crossroad Eric Clapton Guitar Festival 2007
      Po sukcesie pierwszej edycji Swieta Gitarowego Grania
      zorganizowanego przez Claptona and Friends
      odbyl sie latem tego roku drugi festiwal Crossroads tym razem na
      Toyota Place w Chicago.
      12 godzin muzykowania na najwyzszym poziomie z udzialem takich
      gosci jak John McLaughlin, Johnny Winter
      The Robert Cray Band, B.B. King, Albert Lee, John Mayer, Los Lobos,
      Jeff Beck, Buddy Guy, Steve Winwood i oczywiscie
      samego gospodarza imprezy, ktory na scenie zwijal sie jak w ukropie.

      Objawieniem byl dla mnie niejaki Derek Trucks, ktory na slide
      guitar gral jak mlody bog. Mowia ze
      nalezy on obecnie do pierwszej trojki amerykanskich guitar heroes (
      obok Frusciante i Mayera). Jako chlopak
      dostal sie do Allman Brothers Band, gdzie okazyjnie gra do dzis.
      Facet ma niesamowity talent, a przy tym
      bardzo niegwiazdorski styl (stare dzinsy, flanelka i sympatyczna,
      wiecznie usmiechnieta buzia)

      Calkiem odwrotnie niz niejaki Jeff Beck. Trzeba jednak uczciwie
      przyznac, ze Beck utrzymuje sie w swietnej formie
      i nie brakuje mu nowych pomyslow, chocby ten z mlodziutka
      australijska basistka : Miss Tal Wilkenfeld. Swietnie grala
      dziewczyna
      i jeszcze lepiej wygladala.

      Wielkim wydarzeniem byl koncert Steve'a Winwood'a. Wyjatkowo na
      scenie przywital go sam Clapton
      (innych gosci zapowiadal i rozsmieszal Bill Murray). Ponoc czekal
      na te okazje ponownego wspolnego wystepu
      od ponad 30 lat. A czekac sie oplacilo.
      Zagrali polowe z 6 kawalkow plyty Blind Faith (Presence of the Lord,
      Can’t Find My Way Home,Had To Cry Today).
      Winwood ukradl show. Nie przypuszczalem, ze potrafi tak grac na ....
      gitarze.
      Technicznie te DVD tez jest pierwszej kategorii, HD video, dzwiek
      5.1 DDS, choc jak na moj gust za mocno zmiksowany
      z monitorow a przez to mniej przestrzenny.


      Inne DVD

      Cowboy Junkies, Trinity Revisited

      Bardzo wyjatkowa pozycja ten DVD. Malo kto pewnie pamieta "The
      Trinity Session" nagrane 20 lat temu przez Cowboy Junkies
      za pomoca pojedynczygo mikrofonu w Kosciele Swietej Trojcy w centrum
      Toronto. Plyta zrobila w Kanadzie spora furore, a zespol
      zyskal legendarny status. Najbardziej uradowna z tego sukcesu byla
      pani rewerend, czyli baba-ksiadz, ktora wtedy jak i dzis
      zarzadzala tym kosciolem ( jest tam taki footage z udzialem pani
      rewerend) Sukces "Trinity" odbil sie szerokim echem takze
      south of the border, wiec Junkies nie mieli
      problemow ze zwerbowaniem gosci sporego kalibru z USA ( Ryan
      Adams, Vic Chesnut i Nathalie Merchant).
      Kosciol Trynity ma wyjatkowa akustyke i ten efekt byl maksymalnie
      wykorzystany podczas oryginalnego nagrania.
      Tym razem w kosciele sie znalazl pelny truck-load sprzetu, a
      ilosci mikrofonow nie dalo sie zliczyc. Tak wiec sens tego
      przedsiewziecia
      byl wylacznie po stronie re-interpretacji przy udziale gosci. A
      udzial ich w nagraniu byl bardzo prominenty choc taki Chesnut, troche
      tam nie pasowal (nie mam na mysli jego aparycji, tylko nieudane
      proby podgrywania na gitarze w towarzystwie kilku dobrych
      gitarzystow.

      Mozliwosci wokalne Adamsa sa juz teraz legendarne choc to ciagle
      mlody facet. Jego obecnosc w tym nagraniu byla bardzo znaczaca
      (spiewal, gral a
      nawet bebnil po perkusji)

      A teraz juz krocej.

      Mark Knopfler i Emmylou Harris, Real Live Roadrunning

      Super DVD !
      Tym razem nagrane gdzies w Nashville, z udzialem plejady gwiazd
      muzykowania C&W.
      Obraz i dzwiek pierwszorzedny, glosy Emmylou i Marka znakomicie
      zestrojone
      sekcja rytmiczna idealnie zgrana, warto obejrzec !


      Audioslave, Live in Cuba
      (filmowany na Placu Anty-Imperialistow (sic !) Havana, Cuba, 5
      czerwca, 2005)

      Wielkie, epokowe wydarzenie : Amerykanie wystepuja na Placu Anty-
      Imperialistow
      I oczywiscie sa z tego powodu dumni jak pawie, szczegolnie pan
      basista byl swiadom tworzenia na zywo HISTORII,
      o czym niezwykle poruszony opowiadal przed kamera.

      " Jestesmy pierwszym amerykanskim zespolem, ktoremu pozwolono grac
      na Kubie, mowil, nie mozemy wiec zawiesc oczekiwan naszych dzieci
      a takze obywateli amerykanskich, so fuck, we gonn'a play our
      asses off"
      No i grali chlopaki grali tak dobrze jak potrafili, wiec OK grali.
      Ja osobiscie slucham Audioslave wylacznie z powodu szacunku dla
      pomyslowego stylu Tomka Morello. Dzwiek i obraz przecietny, ale
      spora wartosc HISTORYCZNA.


      Thin Lizzy, Greatest Hits

      Thin Lizzy na DVD ? How come ? Zwyczajnie, stary material filmowy
      nagrany w formacie DVD.
      Niestety tylko o to tu chodzi. Jest tu jednak pare ciekawostek, jak
      na przyklad mlodziutki Knopfler
      u boku Lynott'a gra " King's Call "


      Dream Theater , Live at Budokan
      oh man, nie jest latwo tego sluchac, jeszcze trudniej o tym pisac
      Chyba juz teraz wiem skad taka popularnosc DT w Japonii ; roboty !
      Tak jest, roboty. Japonia, jak wiadomo, jest ojczyzna robotow.
      A DT graja jak roboty. Wiec dla niektorych bedzie to potwarz, a dla
      innych superlatywa, pick what you want.
      (aha, zeby nie bylo watpliwosci, ja lubie prog-rock)

    • aksamitny_noz Re: Przesłuchania listopadowe 10.12.07, 23:07
      To całe Turzi jest ciekawe bardziej niż bardzo. Będzie w styczniowym raporcie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka