carmody
10.12.07, 14:37
Ile znacie naprawdę dobrych albumów nagranych przes składy, które
zwykło nazwyać się supergrupami?
Ostatnio wracałem do dwóch płyt, w których tworzeniu brało udział
wiele wielkich nazwisk.
Pierwsza to "Anytime At All" Banyan. Trzon projektu stanowią Stephen
Perkins (wiadomo skąd), Mike Watt (taki tam tani grajek:), Nels
Cline (pank kantrowe Geraldine Fibbers i pokrewna Scarnella, Wilco,
projekty grajka Watta), Dave Turin (producent Perkinsów, Farrelli,
Dust Brothers). Na owym albumie wspomagani byli przez Flea,
Frusciante, LeNoble'a z Pornosów i Nałogu Jane, Bucketheada i Roba
Wassermana pogrywającego niegdyś z Oingo Boingo. Skład primasort
jednym słowem. I co z tego wyszło? Sofciarski quasi-jazzowy
koszmarek. Rozmydlone improwizacje utopione w nudnych arażnach, a
wszystko wbite w ramy kiepskich kompozycji. Najlepszy moment albumu
to pop piosenka "La Sirena", kojarząca się z kawałkami z "By The
Way" RHCP, tylko gorsza. Tutaj możecie posłuchać (i popatrzeć na
zniszczonego dragami Frusciante):
youtube.com/watch?v=26YwpjJWhnA
Dla porównania album Mike'a Watta "Ball-Hog Or Tugboat?". Co prawda
płyta jest firmowana jedynie nazwiskiem tego basisty, ale liczba
gości powzala spokojnie mówić o supergrupie. A nawet o Ubergruppe -
popatrzcie sami na partycypujących w jego nagraniu artystów:
(pozwalam sobię przekleić z wiki)
Credits
Mike Watt - Bass, Lead Vocals, Vocals (bckgr), Spoken Word
Dave Grohl - Drums, Lap Steel,
Nels Cline - Guitar, Slide Guitar, Lead Guitar, Nylon Guitar
Eddie Vedder - Guitar, Lead Vocals, Vocals (bckgr)
J Mascis - Guitar, Drums
Cris Kirkwood - Banjo
Curt Kirkwood - Lead Guitar
Gary Lee Connor - Lead Guitar
Krist Novoselic - Farfisa Organ
Carla Bozulich - Vocals, Vocals (bckgr)
Michael Preussner - Drums
Joe Baiza - Guitar
Paul Roessler - Piano
Danny Frankel - Percussion
Spot - Mandolin, Viola
Evan Dando - Vocals
Bob Lee - Drums
Zander Schloss - Guitar
John Strohm - Guitar
Anna Waronker - Vocals (bckgr)
Petra Haden - Vocals (bckgr), Violin
Rachel Haden - Vocals (bckgr)
Frank Black - Vocals
Keith McCaw - Acoustic Guitar
Stephen Perkins - Percussion, Drums
Thurston Moore - Guitar
Lee Ranaldo - Guitar
Steve Shelley - Drums
Epic Soundtracks - Tambourine
Henry Rollins - Vocals
Wayne Griffin - Drums
Butler- Guitar
Mark Lanegan - Vocals
Brock Avery - Drums
Todd Rigione - Guitar
Michael Diamond - Vocals
Tony Atherton - Alto Sax
Coco Hayley Gordon Moore - Vocals (bckgr)
Flea - Lead Bass, Pocket Trumpet
John Molo - Drums
Vince Meghrouni - Percussion, Vocals (bckgr), Vocals, Drums, Tenor
Sax
Pat Smear - Vocals
Dave Pirner - Vocals
Tiffany Anders - Vocals
Richie West - Drums
Kathleen Hanna - Spoken Word
Bernie Worrell - B3 Organ
Adam Horovitz - Drums, Guitar, Vocals (bckgr)
Ronda Rindone - Bass Clarinet
Mario Caldato Jr. - Vocals (bckgr)
Tony Maxwell - Cello
czyli do kompletu wielkich nazwisk lat 90tych brakuje kolesi z RATM
i Kurta. Imponujące nie? I co z tego wynikło? Jeden z
najfajniejszych albumów owych lat 90tych, choć na pewno nie
powalający, ani nie genialny. Niesamowicie sympatyczna płyta.
Mamy tu fajoskie post pankowe rokandrole "Big Train", "Against The
70's", "Piss Bottle Man" (ten i poprzedni numer to jedyne piosenki z
Eddiem Vedderem jakie lubię). Są melodyjne piosenki "Drove Up From
Pedro" i "Chinese Firedrill", obie to genialne kompozycje, które
pożerają wszystkich indie sofciarzy z Pavementami i Built To
Spillami na czele. Napędzana slap basowym riffem i świetnymi
dęciakami "Song For Igor", chyba najprostszy i najlepszy numer na
płycie. Swingujące "Sidemouse Advice" (nie mam przed sobą
książeczki, ale tutaj najprawdopodobniej śpiewa Carla Bozulich), czy
będąca hołdem dla Funkadelic wierna oryginałowi wersja "Maggot
Brain". Jest też mniej już wierne Sonicom "Tuff Gnarl". Do tego
kupa pojechanych kawałków, których stylistykę ciężko okreslić, a
które kładą na łopatki kupą pomysłów brzmieniowych i aranżacyjnych.
I czemu płyta tylko niesamowicie sympatyczna? Bo poznałem ją o 5 lat
za późno i takie dźwięki zamiast urwać mi przysłowiową dupę, tylko
mnie ucieszyły - już to gdzieś słyszałem, nie tak fajne i nie w
takiej kupie, ale jednak.
Łatwo to było spaprać, jak w przypadku wyżej opisanego Banyan. Chyba
charyzma i przewodnia rola Watta utrzymała całą tę plejadę gwiazd i
gwiazdek w ryzach. Czyli, że każdej supergrupie ktoś powinien
przewodzić? Wracając do pytania z początku posta - proszę o dobre
albumy supergrup, jak to jest w innych przypadkach.