Dodaj do ulubionych

Czy możecie mi coś poradzić???

12.12.04, 13:58
Witam mam na imie Krzysiek, jestem studentem II roku i mam 21 lat.
Mam dziewczynę z którą jesteśmy razem od 3 miesięcy i jest nam razem bardzo
dobrze. Marta, bo tak ma na imię również ma 21 lat, jednakże jest bardziej
doświadczona przez życie niż ja ponieważ ma już dziecko i za sobą nieudane
małżeństwo.
Marta jest we mnie bardzo zakochana, cały czas w pewien sposób daje mi do
zrozumienia, że jestem dla niej nadzieją na przyszłość. Jednym słowem bardzo
jej na mnie zależy.

Ja z kolei również jestem w niej zakochany, powiem więcej – nigdy nie czułem
jeszcze takiej więzi z kobietą... możliwe dlatego, że w przeszłości bardziej
z dystansem podchodziłem do związków. Mimo wszystko nie potrafię tej chwili
pojąć czy ją kocham, domyślam się, że to uczucie przychodzi w pewnej chwili i
wtedy już wiesz że to miłość....wtedy nie masz większych wątpliwości.

Ale nie o tym chciałem napisać.
Marta kilka dni temu pozwiedzała mi, ze jest ze mną w ciąży. Przyznam, że w
tej chwili sytuacja mnie przerasta. Nie potrafię odnaleźć się w roli ojca, że
nie wspomnę o obowiązkach jakie niesie ze sobą posiadanie dzieci, oraz o
zmianie trybu życia w którego jestem teraz szczęśliwy. Moja rodzina (bardzo
wierząca), jej z resztą też nie należy do ubogich, wiec na pewno pomogliby
nam, nie byłoby też problemu z załatwieniem mieszkania.
Naprawdę problem tkwi w tym, że nie chciałbym mieć dzieci z kobietą, której
nie kocham. Być może to co jest teraz miedzy nami za 2 miesiące może okazać
się tylko przelotnym zauroczeniem i nie chcę aby łączyło nas jedynie dziecko.

Marta powiedziała, że nie potrafi sama podjąć decyzji o usunięciu ciąży...
powiedziała też, ze jeśli to zrobi, to tylko ze względu na mnie, żebym był w
przyszłości szczęśliwy i nie musiał być z nią związany na siłę.
Tak wiec prosiła abym dał jej odpowiedz, czego ja chcę. Gdybym zdecydował o
aborcji, byłbym z nią nadal, być może przez kilka lat, lub tylko pół roku, w
każdym razie dla mnie życie toczyłoby się dalej...dla niej- nie wiem. W końcu
kobiety bardziej przeżywają coś takiego.

Mogę teraz wymienić wiele powodów, dla których można by zdecydować o aborcji:
obowiązki, pieniądze, studia, brak przekonania czy kocham Martę...
i tylko jeden przeciw- sumienie.
Nie potrafię w tej chwili zdecydować co wybrać: siebie, czy dziecko.

Domyślam się, że wielu tu będzie próbowało mi zarzucić brak dostatecznego
zabezpieczenia się przed seksem, może i mają rację...ale coś wam jeszcze
wyjaśnię.
Otóż po fakcie moja dziewczyna wyjaśniła mi.....że są kobiety którym ciężko
jest zajść w ciążę i są takie które zachodzą bardzo łatwo. Ona oczywiście
należy do tych drugich. Bierze tabletki ale i one nie zdają się na wiele,
musiałaby brać silniejsze, ale wtedy mogłaby w ogóle nie mieć dzieci.
Ja oczywiście stosuje prezerwatywę, ale mimo wszystko, jakimś fartem plemnik
dostał się tam gdzie nie powinien.

To wszystko. Po prostu chciałem się wygadać. Nie oczekuję złotego środka, rad
jak powinienem postąpić, choćza każdą będe wdzieczny.
Obserwuj wątek
    • genepis Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 12.12.04, 14:31
      kot_behemot2 napisał:

      > Witam mam na imie Krzysiek, jestem studentem II roku i mam 21 lat.
      > Mam dziewczynę z którą jesteśmy razem od 3 miesięcy i jest nam razem bardzo
      > dobrze. Marta, bo tak ma na imię również ma 21 lat, jednakże jest bardziej
      > doświadczona przez życie niż ja ponieważ ma już dziecko i za sobą nieudane
      > małżeństwo.
      /.../
      > Marta kilka dni temu pozwiedzała mi, ze jest ze mną w ciąży. Przyznam, że w
      > tej chwili sytuacja mnie przerasta. Nie potrafię odnaleźć się w roli ojca,

      Napisałeś, ze Marta ma juz dziecko. Czy w stosunku do tego dziecka nie
      pełnisz (choćby w części) roli ojca?
      Czy rozważajac czy związać się z Martą nie brałeś pod uwagę faktu, ze ona ma
      juz dziecko?

      Nikt Ci tu pewnie nie napisze zrób tak, czy tak. Jesli chodzi o mnie, jedno
      mogę Ci napisac ze stuprocentową pewnościa.
      Nie bierz na swoje sumienie zabójstwa niewinnego człowieka.
      To że Marta to dziecko urodzi, wcale nie oznacza, że musicie się pobrać, ani że
      musicie to dzieciatko wychować.
      Ale o wiele bardziej dorosłą decyzją jest oddanie dziecka do adopcji
      niż "zamiatanie pod dywan", zabójstwo cichaczem i udawanie, ze nic się nie
      stało.
      Stało się. Rozwija się człowiek, któremu winniście opiekę przynajmniej do
      chwili porodu. Człowiek, który nie powinien płacić życiem za to, że
      zaczęliście od łóżka.
      Każdy czyn niesie ze soba konsekwencje, które teraz trudno sobie wyobrazic.
      I konsekwencja współżycia jest dziecko.
      Konsekwencją morderstwa będzie... poczytaj inne watki, ale nie wierzę żebys
      mógł byc w życiu w pełni szczęśliwy wiedząc, ze jakieś dziecko które mogło
      dac ludziom tyle radości, nie ma nawet swojego grobu.
      9 miesięcy dane jest rodzicom po to, by dokładnie przemysleli decyzję, czy
      będą w stanie tego człowieka pokochać i wychować, czy tez pozwolą by pokochał
      je i wychowałktos inny.
      Oba rozwiazania są dobre.
      Oczywiście nawet jeśli wybierzecie to drugie rozwiazanie (adopcja) to przez
      jakiś czas Wasze życie będzie wywrócone do góry nogami, ale być człowiekiem
      dorosłym oznacza brać odpowiedzialnośc za swoje czyny.
      Raz jeszcze powtórzę - niech łączy Was wspólna opieka nad dzieckiem, w którym
      jest cząstka Was obojga. Niech nie łączy Was wspólna zbrodnia.
    • grrrrw Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 12.12.04, 15:00
      Najpierw sprawdz, czy na pewno jest w ciazy. Moze Cie podpuszcza albo jej sie
      cos zdaje. Moze tylko cykl sie wydłuzył ?
      Na czym opiera to przypuszczenie ? Testy ciazowe czesto zbyt wczesnie
      zrobione daja czesto zafałszowany wynik w tym sensie, ze blisko połowa ciaz w
      pierwszych tygodniach trwania ulega samoistnemu poronieniu. Troche to dziwe,
      ze zaszła w ciaze mimo tabletek i prezerwatywy, chociaz oczywiscie jest to
      mozliwe.
      Tabletki, które obecnie przepisuje sie nieródkom i kobietom, które deklaruja
      chec urodzenia dziecka w przyszłosci sa rzeczywiscie nieco mniej skuteczne od
      tych, które przepisuje sie kobietom w starszym wieku i o uregulowanej
      sytuacji rodzinnej.
      "Wpadki" na tych tabletkach czesto biora sie z tego,ze kobieta swiadomie lub
      wpółswiadomie bierze je nieprawidłowo,niedbale, bo chce zwiazac sie z ojcem
      ewentualnego dziecka poprzez rzekoma "wpadke".

      Potem, jesli rzeczywiscie jest w ciazy, zastanów sie, czy aby na pewno to
      Twoje dziecko. Idz z nia na USG i zorientuj sie jaki jest wiek płodowy
      dziecka, porównaj to w stosunku do momentu kiedy zaczeliscie współzycie. To
      jest brutalne co pisze, ale w zyciu róznie bywa. Moze dziecko nie jest Twoje ?

      Zupełnie naturalne, ze nie potrafisz okreslic swoich uczuc do niej,trzy
      miesiace to za mało, to dopiero zakochanie i fascynacja. Dziwne, ze po trzech
      miesiacach znajomosci dziewczyna wie na pewno. Troszkę to zalatuje
      kompulsywnym szukaniem kogos, na kim mozna sie zawiesic ze swoimi problemami i
      dzieckiem, niz miłoscia do Twojej osoby.



      • kot_behemot2 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 12.12.04, 15:20
        Test zrobiła w Czwartek, wynik – ciąża. Jeszcze się jej 3 razy zapytam czy
        powtórzyła test, mało tego pójdę z nią do lekarza, żeby być pewnym.
        Oprócz tego, nie dostała już tydzień okresu i ciągle biega to toalety, pije na
        okrągło.
        Ciąża (licząc od ostatniego okresu) ma już 5-6tyg.

        Marta nie należy do kobiet które łapią faceta na dziecko.
        Z resztą to raczej ja mógłbym tak zrobić, bo ona jest w znacznie lepszej
        sytuacji finansowej niż ja. Twierdzi, ze nigdy jeszcze czegoś takiego nie
        czuła, że nigdy nie była tak zakochana. Nie mam powodów żeby jej nie wierzyć,
        ponieważ jest osobą przesadnie szczerą i prawdomówną.
        Już się jej pytałem ....czy na pewno jest ze mną w ciąży.
        • kot_behemot2 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 03.03.05, 02:08
          Dziewczyna jest w 3mc ciąży.

          Nasza sytuacja pogorszyła się, ciąża jest zagrożona przedwczesnym porodem.
          Żeby utrzymać ciąże, potrzebne jest 250PLN tygodniowo na zastrzyki, czasem
          mniej w zależności od tego jak często występują skurcze.

          Od rodziny bierzemy ile się da, ale to i tak nie wystarczy, wzięliśmy pożyczkę
          u gangstera, sprzedaje z domu co się da żeby tylko mieć na leki i zastrzyki.
          Marcie w domu odłączyli prąd i gaz bo pieniądze na opłaty przeznaczyła by
          ratować dziecko, ona mieszka z 3letnim synkiem.

          Lekarz uważa że dziecko ma 50% szans na przeżycie porodu jeśli przez kolejne
          3mc będzie dostawać te zastrzyki, jej życie również jest zagrożone, chociaż w
          niewielkim stopniu. Aborcja z przyczyny zagrożenia życia kobiety wiec nie
          wchodzi w grę.

          Ja pierwszy nabrałem wątpliwości, czy brnąć w to dalej, nie mam pracy,
          studiuję, ona również, jak wybrniemy z długów kiedy już będzie po wszystkim,
          jaki byt zapewnimy dziecku, praktycznie 2 dzieci (bo Marta ma już jedno).

          Zaczynam poważnie myśleć, czy zamiast karmić się złudzeniami, że jakoś to
          będzie, nie porozmawiać z nią o usunięciu ciąży.
          • kimono24 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 03.03.05, 12:52
            Kocie drogi.

            na aborcje zdecydowalam sie jako zdrowa kobieta
            dziecku niz nie zagrazalo

            w sytuacji opisanej przez Ciebie chyba zdecydowalabym sie na aborcje, ale jak
            dobrze zrozumialam jest ona wykluczona ... ze wzgledu na zagrozenie zycia
            kobiety ...
            piszesz wiec: cyt"Aborcja z przyczyny zagrożenia życia kobiety wiec nie
            > wchodzi w grę" a pozniej czytamy cyt"Zaczynam poważnie myśleć, czy zamiast
            karmić się złudzeniami, że jakoś to
            > będzie, nie porozmawiać z nią o usunięciu ciąży. "

            juz nic z tego nie rozumiem..
            wasza sytuacja jesli prawdziwa nie nalezy do latwych
            ale na prawde zastanowcie sie, mimo ze bedzie ciezko to zycie dziecka jest
            najwazniejsze
            zaryzykujcie ... nie mozna tak po prostu usunac ciazy ...
            rodzice jak sam piszesz okaza Wam swoja pomoc, czy juz nawet sami pomogli - bo
            sytuacja sie juz troche wyklarowala ...

            walczcie
            a jesli potrzebujesz wsparcia, pomocy, rozmowy pisz na priv

            m


    • strzala1979 Re: do kota_behemota2 03.03.05, 10:11
      Zajrzałam tu przez przypadek, nie wiem może ciekawość; kto tu pisze i o czym.
      do sprawy usunięcia dziecka podchodziłam raczej obojętnie, niech każdy robi to
      co uważa za słuszne. Jednakże odkąd urodziłam synka (jestem 5 lat po ślubie,
      mały za 2 m-ce skończy roczek; nie była to wpadka, chcieliśmy bardzo tego
      dziecka) moje zdanie dot. usunięcia ciąży zmieniło się diametralnie. Wczoraj
      obejrzałam zdjęcia- "jak wygląda abortowane dziecko", naprawdę nie mogę sobie z
      tym poradzić, cały czas widzę te dzieciaczki przed oczami....sad(
      To co zrobicie to będzie Waszą sprawą! Ale zastanówcie się poważnie! Tym
      bardziej, że piszesz ,że rodzice by Wam pomogli. pozdrawiam
    • jasama3 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 03.03.05, 17:50
      szczrze-
      przeczytałam wszystko powyżej i wydaje mi sięże to jest jakaś bzdura
      sorry ale takie jest moje odczucie
      Zagmatwane za bardzo jak dla mnie i zadużo sprzeczności
      zostawiam wam moje słowa do rozważenia...
      pozdrawiam
    • reniatoja Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 03.03.05, 17:55
      Nic nie rozumiem. Ona jest w trzecim miesiacu, a miesiac temu miala ostatnia
      miesiaczke?

      Wydaje mi sie, ze jesli sytuacja jest taka jak mniej wiecej zrozumialam, to ja,
      po prostu zdalabym sie na los. Nie stac was na te zastrzyki, to niech lezy,
      uwaza na siebie, nie szalalabym z pozyczaniem pieniedzy i ratowaniem tej ciazy
      na sile. Jesli ciaza sie sama utrzyma to ok, jesli nie to dziewczyna poroni. Na
      aborcje nie zdecydowalabym sie, to jest straszne zyc ze swiadomoscia ze zabilo
      sie dziecko. Po co brac sobie na sumienie takie obciazenie? Tym bardziej, ze
      jesli dziecko sie urodzi, to na pewno dacie sobie rade, macie wsparcie w
      rodzinach, jak sam piszesz, swiat sie nie zawali. A ze trzeba bedzie pojsc do
      pracy, zmienic wiele rzeczy w zyciu - no coz, tak wlasnie wyglada doroslosc. A
      jesli sie nie kochacie, czy Ty jej nie kochasz to przeciez nie musisz sie
      zenic, mozesz byc dobrym ojcem mimo wszystko, nie bedac mezem kobiety, ktorej
      nie kochasz. Malzenstwo zawarte bez milosci,wbrew sobie, i tak nie przetrwa
      proby czasu.
      • jasama3 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 03.03.05, 18:01
        reniatoja napisała:

        > Wydaje mi sie, ze jesli sytuacja jest taka jak mniej wiecej zrozumialam, to
        ja,
        >
        > po prostu zdalabym sie na los. Nie stac was na te zastrzyki, to niech lezy,
        > uwaza na siebie, nie szalalabym z pozyczaniem pieniedzy i ratowaniem tej
        ciazy
        > na sile. Jesli ciaza sie sama utrzyma to ok, jesli nie to dziewczyna poroni.
        może jestem przewrażliwiona ale dotknęły mnie bardzo twoje słowa o poronieniu
        bo ja wiem jak to jest walczyć o swoje maleństwo a twoja wypowiedz była dla
        mnie szokiemsad też mnie nie stać na moje leki to co powinnam zrobić tak
        zostawić wszystko i powiedzieć niech się dzieje co chce przecież tak nie
        można... im mogą porzyczyć rodzice to iech pożyczają mi nie ma kto porzyczyć...
        • kot_behemot2 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 03.03.05, 18:52
          Wyjaśnię jeszcze raz moją sytuacje:

          To co napisałem w pierwszym poście działo się 3mc temu.
          Marta mieszkała sama z 3 letnim synkiem, miala liczne problemy (czynsz,
          pieluchy, jedzenie), ale jakoś sobie radziła, ponieważ w większości wszystko
          finansowali jej rodzice.
          Zaszła ze mną w ciążę, uznaliśmy że mamy szanse dąć sobie rade, bo przecież
          dołożą się jeszcze moi rodzice, ja znajdę prace i jakoś pogodzę z tym studia.

          Po ok. 2mc zaczęły się skurcze i dziwne bóle. Marta poszła do swojego
          prywatnego ginekologa. Stwierdził że ma ona niedowagę i lekką anemię (ważyła
          będąc w ciąży 50kg!, przy 170 cm), zalecił co ma robić, jeść, i jakie brać
          lekarstwa.

          Niestety nagle ojciec jej matki, bardzo zachorował, grozi mu śmierć jeśli jej
          rodzice nie zapewnią mu opieki medycznej, leków itd... Rodzice Marty większość
          pieniędzy przeznaczają na jego opiekę, jej dają tylko na wyżywienie i niektóre
          opłaty.

          Będąc już w 3 mc jej stan nie poprawiał się (mimo że przytyła 10kg), wykonano
          kolejne badania USG, lekarz orzekł, że dziecko jest w złym stanie, cierpi na
          hipotrophię, ma niską wagę urodzeniową, łożysko jest gotowe do porodu i żeby
          zapobiec przedwczesnemu porodowi trzeba płacić za zastrzyki, lub położyć Martę
          do szpitala. Dziecko nawet jeśli przetrzyma w jej łonie do 9mca to ma 50% szans
          na przeżycie.

          Szpital odpada, ponieważ Marta ma 3 letniego synka, a z nim do szpitala nie
          pójdzie. Pozostają zastrzyki i lekarstwa, na które ja nie znajdę pieniędzy,
          dopóki nie mam pracy.
          Jej rodzice jej nic nie dają, bo sami są już bez pieniędzy, uważają że skoro
          podjąłem się bycia ojcem to powinienem teraz płacić.
          Moi rodzice dają mi pieniądze jeśli tylko mają, ale też starają się mi
          powiedzieć że nie będą w stanie mi pomagać cały czas i sam z Marta nie
          poradzimy sobie, chcą żebyśmy się zastanowili i pomyśleli o usunięciu ciaży.

          Żeby zdobywać brakujące pieniądze ja i Marta sprzedajemy to co mamy, pożyczamy,
          jej odłączyli prąd i gaz w domu bo pieniądze na rachunki wydała na leki, ona
          teraz żyje w tragicznych warunkach z 3 letnim dzieckiem.

          Mam żal do siebie że wcześniej nie pomyślałem, że tak może być. Przecież nie
          chce skazywać jej i 2ki dzieci na taki los.

          Jeśli pozwolę jej poronić ( a napewno się tak stanie bez zastrzyków), to w
          takiej sytuacji narażam również jej zdrowie i życie, jeśli podejmiemy się
          aborcji to przedwczesny poród jaki wywołałaby „pigółka” będzie pod kontrolą
          lekarza.
          • jasama3 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 03.03.05, 19:00
            kot_behemot2 napisał:

            > Mam żal do siebie że wcześniej nie pomyślałem, że tak może być. Przecież nie
            > chce skazywać jej i 2ki dzieci na taki los.



            Dobrze ze masz poczucie winy kolego ale samym mówieniem o tym nic nie zrobisz
            znajdz sobie lepiej jakaś pracę ,mam nadzieję ze nie bedzie tu komentarzy w
            stylu że żyjemy w polsce i z praca cięzko bo jak ktoś chce pracować to znajdzie
            pracę...
            życzę wam powodzenia jakkolwiek się wasze losy potoczą
            doskonale zdaje sobie sprawę jak jej cięzko z tymi lekami moge przypuszczać że
            Marta dostaje te zastrzyki co ja - Kaprogest chyba że inne ale to nie jest i
            tak przyjemny wydatek ...
          • reniatoja Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 03.03.05, 21:17
            Sluchaj, czy naprawde Marta nie moze isc do tego szpitala? Ma malego synka, no
            dobrze, ale przeciez, gdyby miala atak chociazby wyrostka robaczkowego, to nie
            mialaby wyboru i musialaby isc do szpitala i ktos musialby zajac sie dzieckiem.
            Sa dziadkowie, jestes Ty, moze jest jeszcze jakas inna rodzina, rodzenstwo,
            kuzynowstwo lub przyjaciele, ktorzy zajma sie dzieckiem. Ja mieszkam za
            granica, nie mam zadnej rodziny tutaj procz meza, a cztery lata temu bylam
            przez dlugi czas w szpitalu, nie bylo gadania, ze jest male dziecko, bo
            musialam isc do szpitala i koniec. I zawsze znalazl sie ktos, kto zajal sie
            moja coreczka wtedy, a byly to zwykle tylko kolezanki, a gdybym miala rodzicow,
            braci tutaj to w ogole nie wiem w czym bylby problem. Nie zajmiesz sie jej
            synkiem, nie pomoga Ci w tym Twoi rodzice? Czy dla rodzicow Marty nie jest
            sprawa oczywista, ze trzeba sie zespolowo zorganizowac i zaopiekowac dzieckiem
            na czas pobytu mamy w szpitalu? Nawet jesli mialoby to trwac pol roku, to dacie
            sobie rade, nie wyobrazam sobie, zebym odmowila pomocy w takiej sprawie
            komukolwiek, wiec na pewno i Wasi bliscy nie odmowia i Wam. A o aborcji juz
            zapomnijcie, skoro do tej pory tego nie zrobiliscie to czas najwyzszy przestac
            w ogole rozwazac to rozwiazanie. Wezcie sie w garsc wszyscy i robcie to co jest
            sluszne i konieczne, a nie zaslaniajcie sie trzyletnim dzieckiem, ktorego nie
            mozna wziac ze soba do szpitala. Po to jestes mezczyzna, zeby stanac na
            wysokosci zadania w tej sytuacji i wziac sprawe w swoje rece.
          • virus_alfa Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 19.05.05, 03:11
            Co jeszcze:
            *niska "waga urodzeniowa płodu" w 3 mcu
            *pigułka poronna, którą rzekomo proponuje lekarz???? w 3 mcu ciąży, choć to
            zabronione i nielegalne
            *cytat z Behemota2: "Ale kobieta która nosi to dziecko, czuje je, słyszała jak
            biło jego serce..
            zrobi wszystko by je uratować, albo chce mieć przynajmniej świadomość że
            próbowała wszystkiego." ---------Zatem jeśli zrobi wszystko, czego do szpitala
            nie pójdzie????????
            * kolejny cytat: "I taka ciekawostka:
            kilka razy zażyła się jej taka sytuacja, że baba z pogotowia powiedziała:
            „Niestety nie zapłaciła pani za ostatni zastrzyk, nie przyjedziemy." -------i
            kolejna bzdura (pomimo tego, że polskie pogotowie pozostawia wiele do życzenia)
            *cytat marzenka5555: "No i ta sytuacja finansowa. Choroba dziadka nie mogła
            wpłynąć na to , że ktoś
            dobrze sytuowany staje się raptownie biedakiem.Jego lekarstwa też są takie
            drogie i trzeba je samemu finansować ????" ------
        • reniatoja Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 03.03.05, 21:00
          Przepraszam, nie spojrzalam na date zalozenia tego watku, stad moje
          niezrozumienie co jest z tymi miesiacami.

          A to co napisalam o poronieniu... No coz, gdybym nie chciala dziecka, a z
          wypowiedzi Autora watku wynikalo, ze nie chca tego dziecka, to pewnie nie
          walczylabym wszysktimi mozliwymi srodkami o utrzymanie zagrozonej ciazy,
          zapozyczajac sie itd. Zdalabym sie na los, uwazalabym na siebie, bo celowe
          doprowadzanie do poronienia, to dla mnie rowna sie aborcji, ale pewnie nie
          stawalabym na glowie, zeby tylko ratowac ciaze. Tak mi sie wydaje, alei tak
          uwazam, ze dopoki nie znajde sie w takiej sytuacji to nie mam pojecia, co tak
          naprawde bym zrobila. Zupelnie inna sprawa, gdy pragnie sie dziecka, a ciaza
          jest zagrozona - wtedy robilabym wszystko co w mojej mocy, zeby uratowac
          dziecko. Ale stojac rzed wyborem aborcja czy zapozyczanie sie zeby za wszelka
          cene ratowac niechciane dziecko, to nie wiem czy mialabym tyle heroizmu, zeby
          to robic. Po prostu napisalam szczerze co ja bym chyba robila w takiej
          sytuacji. Przepraszam Cie, ze Cie urazilam.
    • malpolid Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 04.03.05, 10:23
      Często bywa tak, że jeśli dziecko jest słabe, albo ma wady , to dochodzi do
      poronienia .
      Może zbyt realistycznie to traktuję, ale jeśli Twoja dziewczyna jest słaba,
      dziecko jest słabe (anemia itp) to nie wiem czy nie lepiej byłoby zaprzestać
      utrzymywania ciąży za wszelką cenę. Często jest to działanie przeciw naturze,
      która w swojej mądrości dokonuje selekcji osobników słabych.
      Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam. Strata dziecka zawsze jest ogromnym bólem,
      tylko trzeba też pomyśleć, że jest jeszcze jedno dziecko, które wymaga opieki.
      Napisz ile te zastrzyki kosztują miesięcznie co to dokładnie jest , być może
      będę w stanie wam pomóc, jeśli zdecydujecie się na ratowanie dziecka.
      Pamiętajcie jednak , ze istnieje duże prawdopodobieństwo, ze dziecko będzie
      wymagało specjalistycznej opieki po porodzie i znowu nakładów czasowych i
      finansowych.
      Powierzcie Bogu wasze troski, sami i tak nic nie jesteście w stanie zrobić.
      Pozdrawiam
      • kot_behemot2 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 04.03.05, 18:03
        Mnie przekonacie mówiąc że lepiej nie podtrzymywać ciąży za wszelką cenę.
        Lepiej stosować środki na które nas stać tj. leżeć, uważać na siebie.. itd.
        Pozostawić wszystko losowi i przeznaczeniu...

        Ale kobieta która nosi to dziecko, czuje je, słyszała jak biło jego serce..
        zrobi wszystko by je uratować, albo chce mieć przynajmniej świadomość że
        próbowała wszystkiego.
        Te skurcze które co pewien czas miewa, odczuwa jak by jej brzuch rozrywało,
        mogę się tylko domyślać jaki towarzyszy temu ból. Przecież nie położy się wtedy
        na łóżku i „będzie myśleć pozytywnie”. Wtedy dzwoni po pogotowie, a oni dają
        zastrzyk, który kosztuje, czasem nie ma nie pieniędzy, wtedy bierze się na
        kredyt.

        Chyba dopiero, gdy dziecko się urodzi żywe lub martwe, gdy ta walka o jego
        życie ustanie,... spostrzeże się że nie ma już nic.
        Wiem że dziecko same w sobie będzie wielkim skarbem, ale będzie trzeba również
        zapewnić byt jemu i jego braciszkowi, przeznaczyć pieniądze na dalsza opiekę.
        Przez byt nie mam na myśli luksusów, ale podstawowe ręczy jak prad , gaz..
        których teraz Marta nawet nie ma.

        Kwestia pomocy jej rodziny odpada; jeśli chodzi o pieniądze i pomoc kuzynostwa
        (nie ma z nimi kontaktu, lub pracują – to w skrócie).
        Przeliczyłem ile potrzebowalibyśmy na zastrzyki (nazwy nie znam). 140PLN za
        jeden zastrzyk. Marta przyjmuje je w zależności od tego jak często ma skurcze,
        ok 6 w miesiącu.
        Nie można być pewnym jak długo musielibyśmy korzystać z tych zastrzyków. Lekarz
        twierdzi że ok. 3mc, to daje kwotę ok. 2500PLN, do tego należy jeszcze doliczyć
        lekarstwa.

        Przyznam, że nie zdecydowałbym żeby nie usunąć ciąży, gdym wiedział jaka będzie
        sytuacja.


        I taka ciekawostka:
        kilka razy zażyła się jej taka sytuacja, że baba z pogotowia powiedziała:
        „Niestety nie zapłaciła pani za ostatni zastrzyk, nie przyjedziemy. Jeśli chce
        Pani przyjechać do szpitala to proszę taksówkę wezwać....
        Przecież Pani nie umiera, prawda”
        • natalya20 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 04.03.05, 22:38
          szczeze to nie slyszalam zeby bylo trzeba placic za zastrzyki, nie slyszlam o
          takich ale jestem bardzo ciekawa i chcialabym sie dowiedziec
          • marzenka555 to chyba zmyślone!!! 07.03.05, 11:34
            Eeeeeeeeeee , dziwne to wszystko i jakies nieprawdziwe .Sorki , ale ja Ci nie
            wierze.
            12.12 znaliście się 3 miesiące i wtedy Marta była już 5-6 tygodni w
            ciąży????????? No to wyjątkowy pech.( tabletki +prezerwtywa).Zaskoczyła chyba
            przy pierwszych dniach płodnych .
            No i ta sytuacja finansowa. Choroba dziadka nie mogła wpłynąć na to , że ktoś
            dobrze sytuowany staje się raptownie biedakiem.Jego lekarstwa też są takie
            drogie i trzeba je samemu finansować ????
            Nie wierze również w to , że zastrzyki , które mają utrzymać ciążę są płatne.
            • kot_behemot2 Re: to chyba zmyślone!!! 07.03.05, 15:31
              12.12 – wtedy był to 4 tydzień

              Kiedy zaszła w ciąże miała wtedy dni płodne, ja o tym nie wiedziałem, a ona nie
              powiedziała – nie wiem czemu. Wątpię aby specjalnie to ukartowała. Tabletki na
              nią prawie nie działają, nie wiem w jakim stopniu, ale konieczna jest
              prezerwatywa.

              Nie wiem co dolega jej dziadkowi, mówiła że jest w tragicznym stanie. Być może
              jej rodzice potrzebują pieniędzy na operacje itd...

              Nie wszystkie leki są refundowane. Wiem że kobieta w ciąży powinna być pod
              ochroną itd... ale żyjemy w takim kraju w jakim żyjemy. Tutaj za darmo w jej
              sytuacji jest tylko szpital. Z którego nie skorzysta bo ma jeszcze jedno
              dziecko, którym trzeba się opiekować. W dodatku coś mu dolega bo ma cały czas
              gorączkę, dziś Marta zabiera go do lekarza.

              Większość przypadków jest takich że kobieta bez większych przeszkód przechodzi
              ciążę, cieszy się tym stanem itd... Ale czasem bywa inaczej.
              • kasia64 Re: to chyba zmyślone!!! 07.03.05, 16:46
                Łożysko w 3-cim m-cu dojrzałe do porodu............jakaś ściema chociaż ja
                lekarzem nie jestem,ale 3x w ciązy byłam....
                Co to znaczy,że ona nie może iść do szpitala? jesteś Ty,dzidkowie to razem 5
                osób i nie ma kto zająć się 3-letnim dzieckiem???
                Możę żłobek lub przedszkole? Idź wyjasnij sytację może przyjmą ci dziecko
                chociaż na "1/2 etatu"-chyba na studiach nie ma zając codzienne od
                8-16.Trzylatek nie potrzebuje tony pieluch i maminego cycka to już spory chłopak!
                Zastanówcie się co będzie jak się to dziecko urodzi.Będzie mieszkać bez
                śiatła,gazu,a w niedalekiej przyszłości pewnie wody.
                Moje zdanie- gdybym była na miejscu twojej dziewczyny- to puściła bym ciebie
                kantem,a ciąże na "żywioł".Za parę miesięcy młoda dziewczyna będzie miała 3-je
                dzieci (łącznie z tobą)
                • kot_behemot2 Re: to chyba zmyślone!!! 07.03.05, 23:13
                  Nie rozumem, dlaczego Marta miałaby puścić mnie kantem. Staram się myśleć o tym
                  co będzie za jakiś czas, o tym jak poradzimy sobie w przyszłości, Marcie ciężko
                  jest teraz z jednym dzieckiem samej, a jak ma sobie poradzić z dwójką?
                  Warto jest walczyć o życie dziecka ale trzeba mieć na to środki. Szpital jest
                  jedynym rozwiązaniem. Nie zrozumiesz jeśli powiem ci, że trudno jest znaleźć
                  bezrobotną krewną, bez własnym spraw, która chętnie zajmie się dzieckiem 24h na
                  dobę. Nasi rodzice niestety pracują. Żłobek to jedyne rozwiązanie... pomyślimy
                  jeszcze o tym..

                  „na żywioł”... w taki sposób najpewniej trafi za 3 tyg. na porodówkę i poroni.
                  • reniatoja Re: to chyba zmyślone!!! 07.03.05, 23:40
                    Kocie, dlaczego mowisz, ze jakas bezrobotna krewna mialaby zajmowac sie
                    dzieckiem 24 na dobe? Czy ty nie mozesz zajac sie tym dzieckiem ani przez
                    godzine? Jestes naprawde tak zajety, a moze bezradny, ze nie bierzesz tego w
                    ogole pod uwage, ze TY wlasnie TY moglbys i powinienes zaopiekowac sie
                    dzieckiem Marty? A w czasie gdy jestes na uczelni zorganizowac mu wlasnie jakas
                    ciocie, babcie, znajoma. Serio - nie miesci mi sie to w glowie. Takie kompletne
                    wykluczenie z mozliwosci zaopiekowania sie tym dzieckiem. Fuj. Okropnosc.
                    Ludzie pomagaja sobie wzajemnie w potrzebie, wiele bezinteresownego dobra i
                    pomocy otrzymalam od zwyklych kolezanek, nawet nie zadnych przyjaciolek, gdy
                    bylam w potrzebie, kiedy trzeba sama udzielam pomocy, rowniez w postaci opieki
                    nad dziecmi kolezanek, bo po to ma sie ludzi wokol siebie, zeby sobie rowniez
                    pomagac. A Marta nie moze liczyc nawetna pomoc z Twojej strony, czy to nie
                    totalnie smutne? Szczerze - tez bym cie puscila kantem. Nie chcialabym takiego
                    faceta, ktory po pierwsze odrzuca moje dziecko, a po drugie jest, wybacz,
                    sierotą zyciowym, ktory nie potrafi pozalatwiac waznych, konkretnych spraw. Co
                    z Ciebie za facet, gdzie masz te przyslowiowe, przepraszam za wyrazenie,
                    JAJA??? Nie wiem czy tak jest, ale to co tu piszesz brzmi tak, jakbys byl po
                    prostu beznadziejny.
                    • kot_behemot2 Re: to chyba zmyślone!!! 08.03.05, 10:40
                      Nie powiedziałem, że nie chce opiekować się jej dzieckiem, że go nie akceptuje,
                      odrzucam itd... Może trochę mnie zrozumiecie, kiedy opowiem wam jak wygląda jej
                      i moja sytuacja od strony rodziny:

                      Oczywiście przynajmniej cześć z was zakłada że nasze rodziny są szczęśliwe w
                      końcu zostaną dziadkami, nawzajem pałają do siebie sympatią itd... Otóż NIE!
                      Wszystko było ok., dopóki Marta nie zaszła w ciążę
                      Jej ojciec zupełnie się do niej nie odzywa w tej sprawie, nie stara się jej nic
                      poradzić, uważa że to jej życie itd. Jeśli chodzi o mnie to jeszcze mnie nawet
                      osobiście nie poznał, bo nie chce.
                      Matka, jej matkę poznałem, o ciąży i sytuacji Marty nie dyskutowaliśmy, wydaje
                      się być wporządku, chociaż z oczywistych powodów ma do mnie żal. Uważa że to
                      ja, powinienem płacić skoro chciałem mieć dziecko. (nie chciałem)

                      Moi rodzice, również nie są zachwyceni, ale myślę że lepiej to przyjęli niż
                      Marty (w końcu to moje pierwsze). Ojciec, Marcie nie wierzy, uważa że jej
                      kłopoty z ciążą to gra żeby wyciągnąć ode mnie pieniądze, bo ona nie chce żebym
                      chodził z nią do lekarza, nie chce pokazywać mi dokumentów, kartę ciąży spaliła
                      kiedy nalegałem że chce ją zobaczyć. Tłumaczy to tym że nie chce mnie martwić
                      etc.
                      Matka... hmmm moja matka wydaje mi się jedyną osobą która nie ma pretensji do
                      wszystkich stron. Na pewno gdyby, nie pracowała po 10 godzin dziennie,
                      zaopiekowałaby się małym. Po za tym musi tez zająć się domem, bo ojciec jeździ
                      Tirami i nie ma go w domu w tygodniu.

                      Podostaje jeszcze cos....., coś co tak naprawdę nie powinno już nam kolidować.
                      Na początku wątku wspomniałem, że Marta jest po rozwodzie. Kiedy ją poznałem
                      była w trakcie załatwiania sprawy rozwodowej. Załatwiła to bardzo szybko, bo
                      jej były, zrzekł się praw rodzicielskich (w zamian za niepłacenie alimentów), z
                      podziałem majątku tez nie było problemu itd... O facecie powiem krótko, że
                      potrafi zjeść dziecku ostania kaszkę (dosłownie).
                      Najlepsze w tym galimatiasie jest to, że Ona dopiero KILKA dni temu go
                      wyprowadziła wraz z rzeczami. Odkąd byliśmy razem mieszkała z nim, bo jak
                      powiedziała nie potrafi wyrzucić człowieka na bruk. Mi to nie przeszkadzało,
                      uważam że to ona powinna załatwić swoje sprawy z byłym mężem. Kilka razy ją
                      uderzył, straszył, więc dostał w ryj. Teraz jest spokojniejszy. Niestety teraz
                      to wygląda tak że z doskoku nadal u niej mieszka, nocuje, ma co jeść więc
                      przychodzi. Kiedyś zamknęła mu drzwi na noc, to je wyważał.

                      Ona rodzicom o tym nie mówi, nie wiem czemu. To mieszkanie jej ojca. Gdyby
                      postawili sprawę jasno faceta już dawno nie byłoby w jej życiu.

                      Kiedy u niej jestem, jej były awanturuje się i odgraża,... najbardziej wpływa
                      to na Martę i jej synka, po mnie to spływa...ale przecież nie będę przy
                      dzieciaku bił jego ojca... a taki sytuacje miałyby miejsce gdybym miał spędzać
                      w jej domu większość czasu i siedzieć z małym.
                      Chyba już rozumiecie dlaczego mojej matki lub babci tam nie puszczę.
    • julkakra Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 08.03.05, 00:00
      Krzysiu
      A jak nazywają się te drogie zastrzyki? Moja koleżanka jest w ciązy zagrożonej
      i nie dostoje nic takiego, opowiedziałm jej Waszą historię, bardzoprosi o
      nazwę tych leków- może jej też pomogą. Jej dzieciątko też jest za małe jak na
      ten wiek ciąży. Z jakiego miasta jesteś? Może uda się zorganizować pomoc dla
      Was, przynajmniej opiekę nad 3latkiem.
      • kasia64 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 08.03.05, 12:43
        Ufff!!!!Ale namotane.41 lat na tym swiecie żyję i nawet w połowie tak mi sie
        nie udało namotać.
        Ad rem- byłam w miarę delikatna,ale koleżanka z postu wyżej miała rację.Jesteś
        bez jaj,ale twój wiek sporo jeszcze tłumaczy.Mam 22 letniego syna więc wiem.
        Rodzicom sie nie dziw.Ani swoim ,ani jej.Wy sie bawicie w rodzinę,a oni maja
        ponosić tego konsekwencje.Czy w ogóle macie jakies konstruktywne plany na
        najbliższa przyszłośc?
        Napiszę ci co facet powinien w takiej sytuacji zrobić:
        1.Praca-nawet kolidująca ze studiami,ale żródło dochodu musi być.
        2.spotkanie z facetem sam na sam lub z kumplami i wytłumaczenie,że pod tym
        adresem już nie mieszka.zamieszkaj za to ty.
        3.dziewczyna do szpitala
        4.jeżeli w mieszkaniu odłączone są media-porozmawiać z ZE i gazownią dług
        rozłożyć na raty - i niestety płacić.
        5.dziecko nie kot nie potrzebuje opieki w miejscu zamieszkania.


        Sądzę,że rodzice by wam pomogli ( ja bym tak zrobiła)gdybyście oboje
        przynajmniej próbowali sami tą sytuacje rozwiązać.
        dziewczyna jest moim zdaniem mało odpowiedzialna,albo jej stan psychiczny jest
        naprawde fatalny.
        polecam forum samodzielma mama-może tam coś na tą waszą sytuację pomogą.
        Ograniczenie praw rodzicielskich nie zwalnia z płacenia alimentów!!!!!!!!
        jak twoja dziewcz\yna ma dla byłego miękke serce to musi mieć twardą.......,a
        wtej chwili chyba jej na to nie stać.
        • kot_behemot2 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 08.03.05, 16:09

          Wiesz Kasiu64 nie wiem czy to twoja determinacja w dążeniu do tego by mnie
          przekonać, czy fakt że ciągle „depczesz” moje jaja... sprawiły że wpadłem na
          takie rozwiązania..

          1. Dziewczyna do szpitala. Były facet won raz na zawsze. A małym będę zajmować
          się JA kiedy wrócę z roboty, a w czasie pracy opiekunka będzie z nim przebywać.

          2. Dziewczyna do szpitala. JA dalej studiuję plus praca. A małego dziadkowie
          prowadzają do żłobka. Po pracy odbierają (lub ja to robię) i zaworze go do
          rodziców Marty.

          Druga opcja, jest w przypadku gdy Marty były się nie odczepił. Nie narzekam na
          niego bez powodu. Musiałabyś go poznać osobiście, żeby zrozumieć. ON np. uważa
          ze jest Bogiem, maluje pociągi (grafiti), zbiera grzyby halucynogenne itd. Itd.
          Niedawno był w areszcie, to wsadził sobie w dupę markera żeby go przemycić do
          celi i tam narysować grafiti. Naprawdę psychiczny człowiek, niestety, nie na
          tyle psychiczny żeby go wsadzili do czubków. Z takimi jest naprawdę trudno
          pogadać.
          • kasia64 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 08.03.05, 16:56
            Tytuł postu brzmi"czy możecie mi coś poradzić?".No to poradziłam.W twojej
            sytuacji nie ma wyjscia "lekkiego i przyjemnego".Rozwiązania sa ok.A za
            podeptane jajka -przepraszam.
            co z byłym to nie wiem co zrobić.PIsząc o rozmowie i kolegach miałam na
            myśli'robótki ręczne"-czyli popularny wp................
            jak dziewczyna? i napisz skąd jesteście.
            • kot_behemot2 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 10.03.05, 14:37
              Wczoraj rozmawiałem z Martą.
              Chciałem z nią pogadać o tym, że być może są jeszcze inne rozwiązania. Zanim
              jej cokolwiek powiedziałem Marta wyznała, że kilka dni temu była już u lekarza,
              ten dał jej tabletkę, która wywoła poród.... teraz pozostaje jej czekać.

              Nie jestem na nią zły że to zrobiła, oboje o tym myśleliśmy kilka dni temu. Ale
              sądziłem że mamy jeszcze czas, planowała ze z lekarzem spotka się dopiero w
              przyszłym tygodniu.
              W każdym razie podjęła decyzję i nie chciała dłużej z tym czekać.

              Mam nadzieje ze moja dziewczyna pozbiera się po tym wszystkim i nie będzie
              komplikacji podczas porodu.
              Tym razem się nie rozpisałem, ciężko jest mi teraz rozmawiać o tym z Martą, a
              tym bardziej z wami.
              To tyle. Dziękuje za wasz czas i zaangażowanie. Obym nigdy więcej ni musiał
              tutaj trafić.

              Ps. Jesteśmy ze Szczecina.
              • marzenka555 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 10.03.05, 16:37
                Wiesz co kocie , proponuje Ci zebys dal sobie spokoj z ta dziewczyna .
                Wydajesz sie wartosciowym chlopcem , szkoda Ciebie dla niej .
                No i nie badz na przyszlosc taki ufny i naiwny .Dziwna ta Twoja Marta ( palenie
                karty ciazowej!!!!!!) i dziwny Wasz zwiazek .
                Na przyszlosc zabezpieczaj sie dobrze.
                Pozdrawiamsmile
              • reniatoja Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 10.03.05, 16:55
                Jest cos w twojej opowiesci, ze odnoszę wrazenie, że ją wymyśliłes, a oto
                nastąpił the end. I właściwie to chciałabym, żeby tak było.

                Niemniej, zasmuciłam się bardzo. Bo to nie jest happy end niestety, niezależnie
                czy to prawda, czy fikcja.

                Jeśli jednak to wszystko jest prawdą to pozostaje zapalic świeczkę Waszemu
                Dziecku. (*)
                • virus_alfa Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 19.05.05, 02:52
                  Rany boskie, facet wymyślił historię która się kupy nie trzyma, i pysznie się
                  bawi Waszym kosztem sad
                  Ta historia to bujda na kółkach - dojrzałe łożysko w 3 mcu ciąży (a
                  przepraszam, kocie, który stopień dojrzałości?), zastrzyki (jakie?????)
                  kobietom w ciąży z czynnością skurczową podaje się Fenoterol i Isoptin,
                  tabletki doustne, które wprawdzie nie są za darmo, ale nie kosztują wiele, i są
                  obecnie najskuteczniejszym stosowanym środkiem. Marta je tabletki
                  antykoncepcyjne, i ma dni płodne (nawet wie kiedy) no to dopiero zagwozdka....

                  Cała reszta też wiarygodna, nie ma co.........

                  Po co to robisz, kocie? czy to naprawdę jest takie zabawne? Igrasz sobie z
                  czyimiś uczuciami......
    • gusia40 Re: Czy możecie mi coś poradzić??? 19.05.05, 17:32
      Naiwniaku.Spryciula wykorzystując twoją nieznajomość spraw związanych z
      ciążą ,naciągała cię tylko na pieniądze.Z tego co piszesz żadnej ciąży tam nie
      było.Po takiej<znajomości>ciesz się żeś nie złapał jakiejs choroby.Wyciąg
      wnioski ztej nauczki jaką dostałeś.Drugi raz poznaj dobrze dziewczyne a
      potem........W Polsce pomoc dla ciężarnych udzielana przez placówki państwowe
      jest bezpłatna.
    • xpk niezły ubaw miałam czytajac to 23.05.05, 00:40
      prawie jak "moda na sukces", czekam na dalsze odcinki...

      obojętnie czy to prawda czy też nie, uważam że mimo tych 21 lat jesteś
      dzieciak, każdą bajeczkę da ci się wkręcić, no a ta twoja panna to druga
      gówniara
      • virus_alfa Re: niezły ubaw miałam czytajac to 14.12.05, 21:48
        Up!
        Niech inni też się uśmiechną smile)))))))))))))))
        • spokofacet Re: niezły ubaw miałam czytajac to 15.12.05, 00:13
          no rzeczywiscie smieszne jest jak jakis psychol drazni sie problemem aborcji z
          dziewczynami ktore przeszly pieklo... bardzo smieszne! dla mnie to jest
          tragiczne. i chyba poza toba i tym kotem nikt sie nie usmial...
        • anuteczek Re: niezły ubaw miałam czytajac to 15.12.05, 00:26
          jako matka-założycielka Trudnej ciąży spłakałam się ze śmiechu... serio
          szkoda, ze cd nie nastapił
          poważnie - ze tez sie ludziom chce...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka