krzysztofplebs
04.06.04, 07:19
Sorry! Ustaliłem, że "kierowca rajdowy" Hubert M. - syn zaradnej mamusi - to
jednak " w "poprzednim wcieleniu" pracownik Poczty Polskiej ( w Wesołej). I
jeszcze jedno sprostowanie: otóż rzeczony syn - jak najbardziej katoliczki
pełną gębą środowiskowej Krystyny- Hubert M. nie zapłacił owych 500 zł na
poczet długu. W ogóle nie zaplacił ani złotówki i po dwumiesięcznej pracy i
pobraniu wynagrodzenia z tytułu umowy zlecenia przeszedł to firmy "ARCER" Sp.
z o.o. którą był poznał u poprzedniego zleceniodawcy. Pozew opiewa więc na
4.773, 22 ( a więc tylko parę groszy mniej niż zapłacić ma radny - ławnik
Zenon Dąbrowski za znieważanie pracowników urzędu...), Nie wiem, czy myślimy
o tym samym "pseudoadwokacie", ale ja Jackowi Opalskiemu poświęciłem już
sporo tekstów, przy czym w ostatnim felietonie, ktory zamieściłem również na
tym forum podałem kilka jego "osiągnięć". Oczywiście może Pan mysleć o
jeszcze jednym "pseudoadwokacie" byłym reżyserze filmowym ( dokumentalista)
Kazimierzu dwojga nazwisk. Podobnie jak Opalski już nie żyje i podobnie jak
Opalski przekręcił sporo ludzi...Swojego czasu ( gdy Opalski chciał
odebrać "swoją" ziemię Ojcom Marianom, ksiądz apelował do wiernych by modlili
się w intencji Jacka Opalskiego :"by Bóg mu rozum wrócił..." Jak wynika z
okoliczności jego śmierci - Bóg nie raczył tych modlitw wysłuchać. I jeszcze
jedno: zrozpaczeni lokatorzy domu przy ul. Szarotki 5 w Warszawie napisali
dośc wysoko do hierarchii kościelnej skargę na postępowanie Jacka Opalskiego.
Otrzymali stamtąd odpowiedź: " osoba Jacka Opalskiego jest niemiła Kościołowi
Katolickiemu"... A tyle się nafotografował i z biskupami i nawet z samym
papieżem! No, ale jak się z MSW otrzymywało mieszkanie służbowe z widokiem na
staromiejski kościół, to czy trzeba więcej?!
Podpisujący się Mikołaj
napisał na strinie UM Sulejówek w "Księdze Gości": Odpowiadając na Pańskie
pytanie to uprzejmie informuję, że to właśnie słynny kierowca chciał być tym
strażakiem. Ten drugi o ile się orientuje to prawdziwy "omnibus", który ma
wyższe aspiracje siegające posady doręczyciela w instytucji Poczty Polskiej.
Zapewne mógłby wówczas kontynuować rodzinne tradycje pomagając "
bezinteresownie" ludziom starym, chorym i opuszczonym. Jak Pan Redaktor sam
widzi obydwie pociechy Pani M. to bardzo zacni ludzie o wrodzonym wręcz
poczuciu sprawiedliwości. Wracając do wczoraj poruszonej kwestii - testament
ustny był tylko jednym ze sposobów za pomocą, których bogobojni obywatele
miasta Sulejówek "chodzili w nieruchomości." Mieszkał tu bowiem kiedyś taki
jeden mecenas ( już nie żyje) prawdziwy "macher' od umów dożywocia i
modyfikujących ich tresć tzw. ugód. Ściślej rzecz biorąc polegało to na tym,
że w sytuacji gdy darczyńca chorował i najlepiej miał wysoką
gorączkę "opiekunowie" biegusiem na przełaj udawali się do wspomnianego "
mecenasa". Za jego pomocą sporządzano wówczas tzw. ugodę w której treśći taki
dajmy na to dziadek inwalida I grupy dobrowolnie (za groszę np. 2000 zł za
działkę blisko 1500 m) zrzekał się wszelkich świadczeń wynikających z umowy
dożywocia za wyjątkiem jednego pomocy do w przypadku choroby
naturalnie "według uznania opiekunów". Po podpisaniu ww. dokumentu biedny
schorowany a często i zniedołężniały człowiek miał w zasadzie jedną
alternatywę tzn. oczekiwanie na sprawiedliwość sądów i wolne terminy na
wokandzie. A w sądzie a to nie stawił się świadek ( być może nie dostał na
czas 100 zł.) a to zachorował adwokat, czasem zgineły akta lub też pojawiał
nieznany osobnik i zmazywał podpis na ugodzie ( oczywiście staruszka). W
efekcie jak to u nas oszukany natychmiast stawał się podejrzanym. Kto by tam
to wszystko wytrzymał.....