Dodaj do ulubionych

Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz

07.04.08, 22:59
Rehabilitujemy synka metodą Vojty (wcześiak z 29 tyg.) już pół roku.
W tej chwili Synek ma roczek. Bardzo dużo naczytałam się o tym, że
podczas ćwiczeń tą metodą dzieci z reguły bardzo płaczą, nawet jakiś
czas po ćwiczeniach. U nas nigdy ic takiego nie miało miejsca.
Owszem, zdarzają się gorsze dni ale zwykle synek spokojnie leży.
Teraz gdy ma roczek wytrzymuje coraz dłużej w wymuszonej pozycji.
Oczywiście staramy się jak możemy - śpiewamy mu, zabawiamy go,
całujemy, starmy się aby miał się w co wpatrywać (np. uwielbia
wpatrywać się w ...telegazetę (może to i nie pedagogiczne włączać
dziecku tv ale bardzo skuteczne ;-)). Walczymy z asymetrią (tu mamy
jedno ćwiczenie w pozycji na brzuszku z blokadą główki i rączki). Do
tego masaż rączek i nóżek przy którym Synek uśmiecha się - lubi to
po prostu. Nie wiem czy my mamy po prostu super lightowe ćwiczenia
czy robimy je źle skoro on zachowuje się w taki nietypowy sposób???
(chodzimy co pewie czas na kontrole i robimy ćwiczenia w obecności
rehabilitanta i niby robimy dobrze ...ale czy a pewno?).
Obserwuj wątek
    • zasia1 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 07.04.08, 23:04
      Przepraszam za błędy w pisowni ale "n" mi szwankuje
    • monique595 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 08.04.08, 14:06
      Witam, w Vojcie najważniejsze jest to czy dziecko dobrze reaguje na dane
      ćwiczenie a nie to czy płacze czy nie chociaż z reguły maluchy jednak płaczą.
      Trzeba zapytać rehabilitanta w jaki sposób dziecko ma zareagować na ćwiczenie,
      co ma zrobić w określonej pozycji, np. powinno otworzyć piąstkę, poruszyć
      paluszkami u nóg, powinniśmy widzieć jak pracują mięśnie, powinno podciągnąć
      nóżkę do brzuszka itd i to jest najważniejsze - po tym poznajemy, że ćwiczenie
      jest dobrze wykonane, że działa.
      Może być też tak, że maluch nie płacze bo już przyzwyczaił się do danego
      ułożenia i rzeczywiście nie ćwiczy, uśmiecha się, bawi się rączkami albo
      grzecznie leży i czeka na koniec o tym powinien dowiedzieć się rehabilitant.
      Wtedy ćwiczenie należy zmodyfikować lub zastąpić innym.
      Inna sprawa to zabawianie - vojta to bardzo ciężka praca fizyczna dla malucha,
      ćwiczenia robimy po to, żeby maluch nauczył się prawidłowych wzorców
      odruchowych, tzn. jak robimy ćwiczenie i maluch prawidłowo zareaguje, np.
      otworzy piąstkę to jego główka musi zapamiętać, że piąstki trzeba otwierać i na
      tym powinno się koncentrować nasze dziecko a nie na tym co w telewizorze! Z tego
      co wiem malucha nie wolno dotykać w trakcie ćwiczenia - nie wolno dawać buzi,
      nie wolno też dawać smoczka, wszystko to robimy po ćwiczeniu, wtedy przytulamy,
      uspakajamy itp, w trakcie ćwiczenia też nie uspakajamy i nie mówimy że wszystko
      jest OK (skoro nie jest)a raczej powtarzamy maluchowi żeby ładnie ćwiczył.
      U rehabilitanta pewnie maluch zachowuje się inaczej jak w domu...
      Co innego masaże - są przyjemne więc maluch się uśmiecha
      Proszę o tym pomyśleć i porozmawiać z rehabilitantem. pozdrawiam
      • zasia1 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 08.04.08, 16:24
        Monique595 Wielkie dzięki za odpowiedź! Wygląda na to że mamy złego
        rehabilitanta bo to on poradził nam żeby małego zabawiać, śpiewać
        żeby się nie wyrywał i nie płakał. Chodzimy podobno do dobrego
        ośrodka rehabilitacji, terapeuci szczycą się sporymi osiągnięciami.
        Strasznie mnie przybiło to co napisałaś ...wygląda na to, że
        zmarnowaliśmu mnóstwo czasu bo źle robimy ćwiczenia a nikt nas nie
        poprawia!!! Płakać mi się chce ......
        • zasia1 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 08.04.08, 16:42
          Teraz juz pisze przez łzy ....nasza terapeutka nawet twierdzi ze
          dobrze jak podczas ćwiczeń w domu są dwie osoby - zeby ta druga
          zabawiała dziecko!!! Zawsze pyta czy mały bardzo płacze - my mówimy
          ze nie, że spokojnie leży, na co ona odpowiada że to dobrze ...Jak
          przy jakimś ćwiczeniu za bardzo się wyrywał to właśnie wtedy
          zmieniała na inne albo kazała przerywać ....no i co ja mam o tym
          myśleć?
          • osmag Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 08.04.08, 16:53
            Sprawdz nz str www.vojta.com.pl czy terapeuta ma certyfikat.
            • zasia1 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 08.04.08, 17:10
              Chodzimy na Prochową - nie wyobrażam sobie żeby terapeuci tam
              pracujący nie mieli certyfikatów. Błagam może znacie kgogoś
              sprawdzonego z Krakowa?
              • balbina112 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 08.04.08, 19:17
                proponuje sprawdzic czy jest certyfikowanym fizjoterapeutą.
                pierwszy raz słysze żeby dziecko zabawiać czym kolwiek.
                nawet jak miałam odruchy tulenia, całowania, uspakajania podczas
                rehabilitacji) parę pierwszych zajęc) to moj rehabiltiant stanowczo
                mie strofował, że to wszystko mogę robić ale dopeiro po sesji.
                do mojegoskarba mówię podczas ćwiczeń ale to są słowa typu: otwieraj
                rączke, ładnie ćwiczysz, super ci idzie, nie chowaj kciuka etc.
                moze skonsultuj się zinnym reahbiltiantem i pokaż jakie robisz
                cwiczenia i w jaki sposób?
          • monique595 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 08.04.08, 22:01
            No cóż...teraz już wiesz na czym stoisz...Trzeba sprawdzić tego terapeutę,
            możesz się też skonsultować z innym ale tak jak pisałam wcześniej najważniejsze
            jest to jak dziecko reaguje na dane ćwiczenie i nie zabawiaj! wyłącz telewizor,
            radio, nie pokazuj zabawek, skupcie się na ćwiczeniu. W trakcie możesz dziecko
            chwalić że pięknie ćwiczy, mówić mu co ma robić (otwórz piąstkę, podnieś nóżkę
            itp) ale nie utulaj, nie uciszaj. Jeszcze raz pozdrawiam
    • kasia_750 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 10.04.08, 18:51
      Cześć Zasia1 :-)
      Pierwszy raz piszę na tym forum; wczoraj wieczorem przeczytałam ten wątek i
      byłam trochę wystraszona przed dzisiejszą wizytą u rehabilitantki.
      Ja rehabilituję swoją córkę od 6 miesięcy. W tej chwili ma 9 miesięcy.
      Moja córka płacze zazwyczaj przy wprowadzaniu nowego ćwiczenia, po max 1
      tygodniu uspokaja się. Razem z mężem staramy się ją zabawiać, jak jest
      zdenerwowana dajemy smoczek i też myślałam o włączaniu telewizora... Efekt jest
      taki, że przy lżejszych ćwiczeniach dziecko radośnie sobie gaworzy a przy tych
      trudniejszych czasami bywa zniecierpliwione, ale nie płacze. W tej chwili mamy 4
      ćwiczenia, sama stymulacja zajmuje 18,5 minuty. Nie wyobrażam sobie, żeby moja
      córka przez cały ten czas wyrywała się i płakała. Nie byłabym jej nawet w stanie
      utrzymać tak, żeby prawidłowo wykonywać ćwiczenie.
      Dzisiaj jeszcze raz pytałam rehabilitantki czy dobrze robię zabawiając dziecko,
      itp. I usłyszałam, że tak!!! A co najważniejsze - są efekty ćwiczeń.
      Trochę zaskoczyło mnie stwierdzenie, że dziecko musi koncentrować się na
      ćwiczeniu. W momencie kiedy moje dziecko jest niespokojne koncentruje się tylko
      i wyłącznie na tym, żeby się wyrwać. I z wiekiem stosuje coraz bardziej
      wyrafinowane metody czekając na mój błąd...
      Sam certyfikat terapeuty nie gwarantuje wyleczenia. Oprócz tego ważne jest
      wieloletnie doświadczenie rehabilitanta, w tym również w zakresie leczenia
      "ciężkich przypadków". My mamy taką rehabilitantkę, polecaną przez znajomych.
      Przyjeżdżają do niej rodzice z dziećmi nawet z bardzo daleka (dzisiaj poznałam
      parę, która jechała 200km). Niestety nie znam nikogo z Krakowa, jesteśmy z
      Wrocławia.
      Także nie przejmuj się, że dziecko nie płacze! Ciesz się. Nasza rehabilitantka
      też się zawsze pyta czy dziecko jest spokojne. I cieszy się, jeśli tak jest.
      Pozdrawiam
      Kasia
      • balbina112 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 11.04.08, 13:52
        tak masz racje sam certyfikat nie gwaratnuej wyrpwoadzenia dziecka z
        danej przypadłości
        ael metodologia ćwiczeń Vojty jest dla wszytkich taka sama, więc...
        może poczytacie trochęliteratury, w któej teżporsuznay ejst temat
        płączu dziecka i wyjaśnione jest dlaczego dzieci płaczą
        a jeżeli dziecko zaczyna robićunki to się koryguje ćwiczenie, albo
        poprawiwa sięich jakość wykonywania ( tez casami zauwazylam ze jak
        neidokaldnei cos zrobie to maly kombinej jak tu sie jak najmniej
        napracować)
        ciesze sie ze macie postepy ale nawet neurolog mówiła mi że Vojta
        jest ciezka bo dziecko płacze i to trudno zniesc rodizcowi
        u nas cała stymulacja trwa 6 mintu ale zanim dziecko poustawiam to
        czas cwiczen wynosi okolo 15 minut
        mały płącze, tez sie czasami wyrywa ale po to jestem ja zeby go
        włąsciwie ustawic i dodoać mu siły do dalszych cwiczen
        moze to sa jakies autrskie programy obu rehabiltiatnek, ktore nei
        chca odstarszycrodzicó od ćwiczen Vojtą?
        nei wiem, ale nadal sie nie zgadzam ze dzieck oanlezy zabawiać, ale
        kazdy rodizc decyduje sam.
      • zasia1 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 11.04.08, 21:14
        kasiu_750 strasznie Ci dziękuję za odpowiedź!!! dzięki temu co
        napisałaś wstąpiła we mnie nadzieja, że może te pół roku nie zostało
        całkiem zmarnowane. Może przy Vojcie jak we wszystkim chyba, jak
        zwykle są tzw. "dwie szkoły"? Może jedni terapeuci są zdania, że
        należy dziecko zabawiać, żeby nie odbiło się to na jego psychice?
        Przecież i tu zdania są podzielone - jedni uważają że metoda może
        negatywnie wpływać na psychikę dzieci, inni że nie wpływa. Ja też
        szczerze mówiąc jakoś sobie nie wyobrażam, żeby dziecko
        koncentrowało się na ćwiczeniu podczas, gdy drze się tak, że o mało
        ze skóry nie wyskoczy - to tak na chłopski rozum, ale może jest
        zupełnie inaczej. Chodzimy do niby najlepszej poradni w Krakowie
        (wszyscy lekarze polecają właśnie Prochową), z wieloletnim
        doświadczeniem, mają sukcesy w wyprowadzaniu ciężkich przypadków,
        terapeuci prowadzą szkolenia w innych krajach, nasza terapeutka jest
        tam od początku właściwie .... no chyba wie co robi ... Wizytę mamy
        w przyszłym tygodniu i na pewo nie omieszkam jej zapytać dlaczego
        mamy zabawiać synka skoro podobno nie wolno.
        Oczywiście cały czas szukam, pytam na forach, pytam zajomych czy nie
        znają DOBREGO, SPRAWDZONEGO rehabilitanta Vojty, ale na razie
        cisza ... może w Krakowie nie ma takiego ;-(, bo mimowszystko chcę
        zasięgnąć opinii kogoś innego.
        • m_oments Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 14.04.08, 03:40
          ja chodziłam z synkiem na Prochową w Krakowie
          tak samo rehabilitantka zalecała zabawianie dziecka (zwracanie jego uwagi)
          podczas ćwiczeń - u nas śpiewałam piosenki, pokazywałam zabawki zawieszone nad
          matą; mały czasami plakał, częściej nie- ale nigdy nie było wrzasków
          rozpaczliwych; i ćwiczył, pracował podczas ćwiczeń, mimo braku płaczu - i sama
          to widziałam/czułam bo przecież ciałko miał napięte i odpowiednio się otwierał,
          i złościł się bo glowa była unieruchomiona, ale dzięki zagadywaniu go (bez
          czułości podczas cwiczeń- nie wiem w jaki sposób,jak moje ręce tez były zajęte
          podczas ćwiczeń)
          ja myśle że więcej też zalezy od osób ćwiczących z dzieckiem- jak nie są
          maksymalnie spanikowane i przerażone że robią krzywdę dziecku- to dziecko nie
          odczuwa ćwiczeń jako strasznego nieszczęścia;
          efekty były bardzo szybko widoczne, i to jest dla mnie miernikiem;
          mój synek masaże tez lubił - przynajmniej bardziej niż ćwiczenia właściwe:)

          apropo kontroli- ja nie znam innych rehabilitantów poza Prochowa, ale na mój
          rozum- poproś o nowe skierowanie od pediatry do poradni, i zapisz się na wizytę
          do poradni rehabilitacyjnej do Prokocimia (tam specjalizują sie w Bobathu) -
          niech inny lekarz obejrzy dziecko, zobaczy jakie są postępy

          i jeszcze jedno mi się nasuneło - jak macie tylko jedno ćwiczenie na asymetrie
          - to nie sądze żeby była to duża przypadłość- rozmawiałam z mamami na Prochowej
          które miały po 6 ćwiczeń;
          poza tym na Prochowej kontroluje i neurolog, i rehabilitant,i fizjoterapeutka-
          przynajmniej tak bylo półtora roku temu, wydaje się niemożliwe przeoczenie wady,
          czy braku postępów przez 3 osoby naraz;
          trzymam kciuki,oby na Waszej kontroli najbliższej okazało się,ze wszystko już
          dobrze, i po asymetrii nie ma śladu:)

          img164.imageshack.us/img164/4641/daw1pz0.jpg
      • mamusia-maciusia06 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 14.04.08, 20:27
        Kasiu czy Wasza rehabilitantka to Pani dr Jakuszko? My przyjechaliśmy do niej z
        W-wy bo też nasłuchaliśmy się o niej wiele dobrego. Ćwiczymy zgodnie z jej
        wskazówkami 1,5 tygodnia i czekamy na efekty...
    • julinka601 Kasiu... 10.04.08, 21:59
      czy mozesz mi polecic swoja rehabilitantke? Gdzie przyjmuje? Czy
      tylko ćwiczy w domu u pacjenta?Tez jestem z Wrocka.Pozdrawiam
      • kasia_750 Re: Kasiu... 15.04.08, 11:22
        Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale korzystając z ładnej pogody wyjechaliśmy na kilka dni na wieś i nie miałam dostępu do netu.
        Nasza rehabilitantka to dr Jadwiga Jakuszko. Jest bardzo oddana swojej pracy. Przyjmuje tylko prywatnie, obecnie w Pulsantisie przy ul. Ostrowskiego, nie ćwiczy w domu u pacjenta. Ćwiczy się samemu w domu, do Pani dr jeździ się do kontroli. Wizyta trwa około godziny (krócej lub dłużej w zależności od tego czy wprowadzane są nowe ćwiczenia), dobrze zabrać ze sobą coś do nagrywania. W przypadku braku postępów po ćwiczeniu, choroby dziecka i jakichkolwiek innych wątpliwości zawsze można zadzwonić do Pani dr na komórkę (ja dzwoniłam raz nawet w niedzielę...). Z tego co mi wiadomo w tej chwili ma bardzo dużo pacjentów i trudno jest się dostać na pierwszą wizytę, terminy chyba na koniec maja. Nr komórki mogę podać na priv'a.
        Jeśli chodzi o ćwiczenia przy telegazecie - zasia1 dzięki za podpowiedź :-) Widzę, że u nas też się sprawdza. A dziecko do 2 roku życia podobno nie powinno oglądać telewizji... Dodatkowo my musimy karmić w czasie reklam, bo nic innego na naszego niejadka nie działa. Ale co zrobić - 9 miesięcy, niecałe 7 kg wagi (urodzona w terminie), badania ok. Próbujemy innych sposobów, na razie bezskutecznie. Życie czasami weryfikuje nasze poglądy i plany...
        Pozdrawiam
        Kasia
      • olesienka do julinka601 15.04.08, 13:36
        nie wiem, czy mogę się wtrącić, ale też rehabilituję swoją małą według Vojty i
        jestem z Wrocławia, no i zaczynaliśmy u Pani dr Jakuszko, po 5 tygodniach
        ćwiczeń była poprawa (mała zaczęła podnosić główkę), ale brakowało mi jednak
        cotygodniowych spotkań i kontroli ze strony rehabilitanta. Po miesiącu
        rehabilitacji u dr Jakuszko(właściwie to było 1 spotkanie, resztę robiłam sama w
        domu, nie jestem pewna, że dobrze) udało się dostać do Promyka Słońca - tam
        wizyty mam co tydzień u Anny Fonfary (jest świętna!!!). Po 5 tygodniach
        rehabilitacji córeczka podnosi głowę w prawidłowy (to ważne!!!) sposób, prawie
        zniknęła asymetria, a ja liczę na rychłe zakończenie rehabilitacji.
        Niestety trudno się dostać do Promyka, ale warto!my na początku chodziliśmy
        odpłatnie. Nie znajdziesz raczej rehabilitanta, który będzie ćwiczyć z dzieckiem
        w domu, robi to mama 3/4 razy dziennie - rehabilitant dobiera i modyfikuje w
        razie potrzeby ćwiczenia i kontroluju postępy malca raz w tygodniu. Listę
        certyfikowanych rehabilitantów wg Vojty z Wrocka znajdziesz na www.vojta.com.pl

        My pani dr Jakuszko jesteśmy wdzięczni za zapoznanie nas z Vojtą i przekonanie,
        że trzeba ćwiczyć, natomiast w Promyku Słońa jestem pewniejsza, że robię
        poprawnie, a malutka dobrze i poprawni ćwiczy i robi postępy.

        Pozdrawiam.
        • julinka601 Re: do julinka601 15.04.08, 20:22
          Dzięki dziewczyny.Rzecz dotyczy mojego rocznego wnuczka,ktory ma ONM
          w górnej częsci tulowia.Jest pod opieka specjalistów od 5-go
          miesiaca zycia / 2tyg. na neurologii w Korczaku/ .Rehabilitowany
          Bobathami do tego basen,logopeda,terapia zajeciowa,psycholog.Trzeci
          tydzień też cwiczony metodą Vojty /2 ćwicz/.Nikt wcześniej tej
          metody nie proponował.
          Jest nadzwyczajnie pogodny,radosny.Przewraca się na plecki i
          odwrotnie,bawi zabawakami,gaworzy,próbuje pełzać ale nie
          siedzi /zgina sie w scyzoryk/ i nie chodzi ,choć uwielbia stać i
          siedzieć podtrzymywany.
          Miał dlugo problem z leżeniem na brzuszku i nie podnosil w tej
          pozycji główki.
          Jest ciągle diagnozowany / w tym w CZD/,takze w kierunku chorób
          metabolicznych /dotychczas wszystkie wykluczono/ i genetycznych.
          W dalszym ciagu nie znamy przyczyny takiego stanu rzeczy.

          Ma też refluks żoładkowy i zezuje /wszystko pod kontrola/.
          Był b.spokojnym niemowalakiem ,spał dużo , nie płakał,miał długo
          żółtaczke.Nadal jest bezproblemowy /jeśli można tak powiedzieć w tej
          sytuacji/i łatwy w obsłudze.

          Intryguje mnie co jest żródłem tych deficytów rozwojowych naszego
          malucha.Bo przecież to jest skutek a jaka jest przyczyna?

          Pytałam o sprawdzonych rehabilitantów bo nie wykluczam ew. zmiany.
          Mój wnuczek jest pod opieką rehabilitantek z Puchatka.

          Dziękuję i pozdrawiam.
          • bucia34 do julinka601 22.04.08, 16:28
            Witam!!!!
            Jestem mamą 11-sto miesięcznego Mateusza, którego problemy częściowo
            pokrywają się z problemami Pani wnuka. Mój synek też jest "łatwy w
            obsłudze", jak był całkiem malutki dużo spał a i teraz śpi trzy razy
            dziennie. Jest bardzo spokojny i czasami myślę, że to straszny leń a
            niepokoi mnie brak postepów rozwojowych. W chwili obecnej posadzony
            siedzi, przewraca się z plecków na brzuszek ale w drugą stronę już
            nie. Rehabilitowany najpierw Vojtą (ok. 6 tygodni) a do dnia
            disiejszego NDT Bobath. Cały czas szukamy przyczyny opóźnienia.
            Przeprowadziliśmy badania genetyczne, które niczego nie wykazały.
            Obecnie powtarzamy badania metaboliczne w CZD bo poziom jednego z
            metabolitów był podwyższony. Mateusz urodził się w 36 tygodniu przez
            CC. Dostał 10 pkt. Apgar. Jedyna wada jaką miał od urodzenia to
            stopa końsko-szpotawa, która teraz po leczeniu jest już ok. Przez
            pierwszych 6 miesięcy życia Matyś był unieruchomiony (2,5 miesiąca
            gips a później do końca 6 miesiąca szyna derotacyjna 24 godziny na
            dobę). Nie wiem czy taka już uroda naszych dzieci ale mam strasznego
            doła porównując go do starszej córki, która wszystko robiła
            błyskawicznie. Może jest to niesprawiedliwe w stosunku do niego ale
            dopiero jak czytam to forum to wiem, że są ludzie którzy maja
            podobne problemy. Dlaczego Pani wnuczek miał robione badania
            metaboliczne??? Czy lekarze mówią o jakichś podejrzeniach. Może Pani
            pisać na bucia34@gazeta.pl.
            Pozdrawiam
            Aga
    • julinka601 Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 15.04.08, 20:26
      I jeszcze jedno ...bardzo dlugo sie go karmi, słabo przybiera na
      wadze ale jest bardzo długi /9 kg i 90cm/
      • mamusia-maciusia06 do Julinka 15.04.08, 21:34
        Mój synek ma 1,5 roku i również ogromne problemy z jedzeniem (zupkę 125g potrafi
        jeść 40 minut, dopiero od niedawna je grudki i to malutkie bo się krztusi) Tak
        samo jak Wy mamy problem z napięciem mięśniowym. Z tym, że mój Maluch ma w
        niektórych partiach ma wzmożone a w innych osłabione. Za noworodka i niemowlaka
        mówiono, że jest wiotki czyli ma ogólnie osłabione napięcie. Niektórzy
        specjaliści twierdzili, że skoro jest ONM to może są również słabe mięśnie
        przełyku co może mieć wpływ na jedzenie. Nie wiem czy wierzyć temu czy nie...
        ale moje dziecko nadal "nie lubi" jeść a jest rehabilitowane od 1 m-ca życia.
        Być może Twój wnuczek poprostu jest niejadkiem i nie należy doszukiwać się tu
        głębszych przyczyn. Niestety nie wszystkie dzieci cieszą swoje rodziny "wilczym"
        apetytem. Synek mojej koleżanki też jadł godzinami, teraz ma 4 lata i sam
        upomina się o dodatkowy posiłek. Miejmy nadzieję, że nasze pociechy też niebawem
        ZACZNĄ J E Ś Ć. (mój "tłuścioszek" waży 9,200/ 80cm)
        Pozdrawiam
        • julinka601 do mamusi-maciusia06 16.04.08, 21:40
          Problem z jedzeniem jest problemem wtórnym /jego ojciec tez był
          niejadkiem/i istotnie nie byłoby problemu gdyby nie cała reszta.
          Z pewnoscią ONM to takze slabe miesnie przełyku,zwłaszcza jesli
          obniżone napiecie dotyczy górnych partii tułowia ,a tak jest w
          naszym przypadku.
          Równiez głeboko wierzymy,ze rehabilitacja zadziala i cieszymy sie
          każdym ,nawet drobnym postępem, zwłaszcza,ze maly jest taki pogodny.
          • monique595 Re: do mamusi-maciusia06 16.04.08, 22:14
            Rehabilitacja na pewno zadziała. Vijtą ćwiczycie jeszcze krótko, trzeba dać
            maluszkowi czas żeby nadrobił wszystkie zaległości ale będzie dobrze...Ja
            ćwiczyłam Vojtą od 7 tyg. życia mojego małego do 16 miesiąca (z przerwami), też
            ma ONM, niestety.
            A co do tego, że jak piszesz maluch jest "łatwy w obsłudze" to jest to jedna z
            cecha dzieciaczków z ONM, są one bardziej wycofane, delikatne, wrażliwe,
            niekonfliktowe, bo ONM mieszka nie tylko w mięśniach ale również w główce (w
            mózgu). Pozdrawiam
            • mamusia-maciusia06 do moniqe595 17.04.08, 22:19
              To, że naluch jest "łatwy w obsłudze" pisała julinka o swoim wnusiu. Mój Maćko
              co prawda kiedyś taki był ale to się zmieniło... niestety i na wielkie
              szczęście. Mój synek ma różne napięcia w różnych częściach ciała i jak pisałaś
              jest to związane z mózgiem. Maluch ma wiele nieprawidłowości w główce, ale
              dzisiaj nowa rehabilitantka metodą Vojty (tym razem certyfikowana) powiedziała,
              że na to wszystko co dolega Maćkowi to i tak jest z nim dobrze i ma potencjał.
              :) Szczęście w nieszczęściu, ale cieszę się z każdej pozytywnej informacji.
              Napisz mi, jeśli możesz w jakim wieku jest Twój synek i czy nadal ćwiczycie.
              Ile mniej więcej różnych ćwiczeń wykonywałaś Vojtą (ciekawa jestem ile ich jest
              a zapomniałam zapytać rehabilitantkę) Czy wiesz jakie podłoże ma ONM Twojego
              dziecka czy to zagadka do dnia dzisiejszego?
              Pozdrawiam
              • monique595 Re: do mamam-maciusia06 18.04.08, 13:54
                Witam, zapomniałam wtedy zmienić tytułu, to miał być post do julinki i tak
                wyszło...
                Próbowałam sobie przypomnieć te nieszczęsne ćwiczenia Vojtą, były one dla mnie
                totalnym koszmarem i być może dlatego bardzo szybko je zapomniałam albo nie
                chciałam pamiętać, (Bobathy dla porównania pamiętam wszystkie...). Pamiętam 4
                ćwiczenia z Vojty ale wydaje mi się, że to jakoś mało.
                Szymek w maju będzie miał 2 latka, Vojtą już na szczęście nie ćwiczymy, Bobathy
                robimy nadal, chociaż nasza rehabilitantka twierdzi, że zostały "kosmetyczne
                poprawki" ja wolę ćwiczyć, bo wiem, że z ONM się nie wyrasta, a poza tym widzę,
                że mały ma problemy z równowagą, jak nam się uda to od czerwca zaczniemy SI.
                Co do podłoża ONM, nikt mi tego nie powiedział, ale myślę, że przebieg porodu
                miał na to duży wpływ. Szymek był maleńki (2400) choć donoszony, nie mógł się
                wstawić w kanał, był za słaby czekali z cesarką, nie było żadnej akcji
                porodowej, żadnego skurczyku ani rozwarcia. Mały urodził się w zamartwicy, były
                zielone wody, którymi się dodatkowo zachłysną. Apgar 4,6,7,7. 0 za odruchy w
                pierwszej minucie. Dodatkową przyczyną było pewnie małowodzie, już nie pamiętam
                w którym tyg. ciąży, ale był moment, że maluch się zatrzymał - przestał rosnąć,
                pewnie z łożyskiem było coś nie tak, choć teoretycznie podobno wszystko było OK.
                U nas również były wielkie problemy z jedzeniem, ostatnio jest dużo lepiej. Też
                bardzo długo musiałam wszystko miksować, jeszcze dzisiaj czasem miksuję mięso...
                Pozdrawiam
                • monique595 Re: do mamam-maciusia06 18.04.08, 14:03
                  zapomniałam dodać - Szymek za miesiąc będzie miał 2 latka, waży 9 kg, ma 84 cm. :((
                  • mamusia-maciusia06 do monique595 18.04.08, 22:02
                    No cóż, nasze dzieci po prostu są "zgrabne"... ;) Szkoda tylko, że tyle nerwów
                    nas to kosztuje.
                    Na czym polegał Wasz problem z jedzeniem? Czy chodziliście w związku z tym do
                    logopedy?
                    Mój Maciuś nie chce łykać. Chętnie otwiera buzię na widok łyżki, ale nie zgarnia
                    z niej jedzenia. Jak już włożę mu coś do buzi to nie łyka i nie wypluwa. Po
                    prostu tak trzyma (dłuuugo - czasem i 20 min), a na dodatek potrafi się przy tym
                    pięknie uśmiechać a jedzonko wycieka bokiem. Jedyny sposób, żeby wtedy połknął
                    jest danie butelki z piciem lub włożenie smoczka do buzi. Patrząc z boku ktoś
                    mógłby powiedzieć, że jestem nie normalna, ale ja się modlę o połknięcie każdej
                    łyżki. Mały do niedawna wiecznie miał anemię, a wiadomo, że wtedy dziecko jest
                    nieco osłabione i nie bardzo chce mu się ćwiczyć. Odnośnie zgarniania z łyżeczki
                    - wiem, że Maciek to potrafi, bo jak podałam mu wodę na łyżeczce to pięknie
                    objął ją ustami... Oczywiście zdaża się kilka dni w miesiącu, że moje dziecko
                    mile mnie zaskakuje i w miarę ładnie je, ale ogólnie, na codzień to jest koszmar
                    jakiś. Nigdy nie zdażyło się, żeby wypił więcej niż 120ml mleka.
                    Pozdrawiam
                    • julinka601 Re: mamusia-maciusia... 19.04.08, 12:14
                      Znowu wylapalam cos wspólnego.Mój wnuczek tez miał anemie a
                      własciwie ciagle jest to na pograniczu normy , i zwiazane z tym
                      ciagłe braki zelaza.

                      Czy Twój synek jest do konca zdiagnozowany?Czy znacie przyczyne
                      takiego stanu rzeczy/

                      Miecio tez nie raz je calkiem dobrze czyli np 200ml mleka czy sloik
                      zupki ale miewa tez dni gorsze,że oprócz powolnego jedzenia
                      calkowicie odmawia po paru łyżeczkach.

                      Pozdrawiam .Moj nr gg 8643768

                    • monique595 Re: do mamusi-maciusia06 19.04.08, 13:24
                      U nas problemy nie są już aż takie koszmarne... zaczęło się od tego, że jak miał
                      parę miesięcy to miał takie dni, że w ogóle nie dawał sobie smoczka włożyć do
                      buzi (musiałam karmić butelką ale pił moje mleko)darł się wniebogłosy, był
                      głodny, zmęczony a i tak nie wziął butelki. Byliśmy wtedy u logopedy ale on
                      wiązał to z ONM, twierdził, że jak to się poprawi to wszystko będzie OK, nie
                      mieliśmy żadnych ćwiczeń ani masaży.
                      Potem jak już zaczął jeść około 8 miesiąca to wszystko musiało być bardzo
                      dokładnie zmiksowane bo się dławił, wypluwał a nawet wymiotował, do teraz muszę
                      miksować mięso, chociaż zje parówkę a jak ma dobry dzień to nawet klopsika ale
                      to rzadko. Zwykle potrafi trzymać mięso w buzi bardzo długo pogryzie je, wyssie
                      wszystkie soki i wypluwa. Jak zaczynał jeść to nie miksowane jadł tylko to co
                      samo mu się rozpuszczało w buzi(chrupki kukurydziane, herbatnik). Wszyscy mówili
                      po co miksujesz, tak to się nigdy nie nauczy jeść rzeczy w kawałkach, ale łatwo
                      powiedzieć, trudniej nakarmić moje dziecko...
                      Największy problem to to, że jedzenie zajmuje mu baaaardzo dużo czasu -
                      śniadanie (środek bułki przekrojony na pół z masłem i wędliną lub pół parówki
                      lub żółtko z majonezem do tego ogórek kiszony lub pół pomidora) je ponad
                      godzinę, zupę (ok 220ml) godzinę. Koszmar. Nie chce siedzieć w foteliku do
                      karmienia bo mu się nudzi, jedzenie zwykle kończy się tak, że chodzę za nim z
                      łyżką po pokoju i wkładam co chwilę coś do dzioba. Ale nie mogę pozwolić sobie
                      na to żeby nie jadł ze względu na jego niską wagę, to że słabo przybiera i
                      również anemię (wyniki generalnie dobre ale nie możemy jeszcze odstawić żelaza).
                      Jeśli możesz napisz na jakim jesteście etapie jeżeli chodzi o mowę? Pozdrawiam
                      • mamusia-maciusia06 do monique595 19.04.08, 23:08
                        Znam z autopsji pytania: "po co miksujesz?" itp. Łatwo powiedzieć jak ma się
                        zdrowe dziecko... U nas też często jedzenie grudek kończyło się przy ostatniej
                        łyżce wymiotami, po godzinnym karmieniu. Wtedy zaczynało mi być obojętne co Mały
                        zje, byle by zjadł i dawałam gładkie papki. Do dziś Maćko nie chce jeść grudek.
                        Oczywiście wciskam je mimo to, ale wtedy już całkiem się zawiesza i w połowie
                        jedzenia zaczyna płakać bo ma już dość. Z mówieniem jesteśmy całkiem na bakier,
                        ale przyczyn tego, w naszym przypadku, może być mnóstwo. Narazie pracujemy nad
                        tym, żeby synek chociaż rozumiał co mówi się do niego. Bez tego sam nie zacznie
                        gadać. Rozumie niestety tylko kilka słów - nazw rzeczy które najbardziej go
                        interesują. Maciuś jest opóźniony w rozwoju psychoruchowym we wszystkich sferach
                        i tak na prawdę nie ma rzeczy z którą nie mielibyśmy problemu. Jak patrzę w jego
                        dokumentację medyczną chce mi się płakać, ale pociesza mnie to, że cały czas
                        idziemy do przodu. Małymi kroczkami ale do przodu.
                        Odnośnie żelaza - powiem Ci ciekawostkę. Mój synek był nim faszerowany od 3 m-ca
                        życia. Mimo to wyniki wciąż nie były dobre. Wieczne problemy z kupkami (zaparcia
                        - choć w ulotce napisane, że mogą wystąpić biegunki), totalny brak apetytu,
                        ogólna klęska. Nie dawało mi to spokoju. Wciąż o tym myślałam. W końcu zaczęłam
                        się zastanawiać czemu tak jest, na okrągło żelazo a badania nie wykazują poprawy
                        a nawet niektóre są gorsze. Doszłam do wniosku, że owe lekarstwo może być
                        przyczyną braku apetytu (tak też napisano w ulotce od Ferru lek) a co za tym
                        idzie i anemii. Nie obiecując sobie zbyt wiele postanowiłam odstawić na jakiś
                        czas żelazo i zobaczyć co będzie. Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się,
                        że chęć do jedzenia się poprawiła (nie była to rewelacja ale widoczna poprawa)
                        ustąpiły problemy z kupkami a na dodatek wyniki kontrolnych badań znacznie się
                        poprawiły. Ostatnie wyniki, z przed miesiąca, były już idealne, pomimo, że nie
                        wróciliśmy do żelaza. Wywnioskowałam, że w niektórych przypadkach podawanie
                        żelaza zapędza w kozi róg. Żelazo = brak apetytu = słabe przybieranie na wadze =
                        anemia. Oczywiście odstawiając żelazo zadbaliśmy o to, żeby dieta była w nie
                        bogata. Nasz gastrolog powiedział, że najelepiej przyswaja się je z sinlaca.
                        Nie namawiam Cię do odstawienia żelaza, bo każdy człowieczek jest indywidualny i
                        na wszystko może reagować inaczej.
                        Chciałam się tylko pochwalić naszą zwycięzką walką chociaż z tym jednym problemem...
                        Pozdrawiam serdecznie
                        • monique595 Re: do monique595 20.04.08, 13:35
                          Co do tych grudek to u nas było tak, że wprowadzałam jeden składnik do zupy w
                          grudkach a reszta była zmiksowana i tak pomaleńku aż doszliśmy do samych grubych
                          kawałeczków. Dłuuugo to trwało ale odniosłam zwycięstwo. Czasem Szymek zjadł 3
                          łyżki z grudkami, czasem pół porcji różnie, jak nie chciał już grudek to resztę
                          miksowałam i dojadał już papkę. Straszna męczarnia ale warto. Pamiętam, jak
                          niektórzy widząc to robili wielkie oczy ze zdziwienia ale niech się cieszą, że
                          mają zdrowe dzieci i nie muszą walczyć o każdą łyżkę i każdy kilogram...
                          A z tym żelazem to bardzo ciekawa sprawa. Szymek też dostaje żelazo od 3
                          miesiąca życia, teraz doszliśmy do 8 ml. dziennie... i nic raz lepiej raz
                          gorzej, beznadziejna sprawa. Nie wiem może też spróbuję odstawić to żelazo,
                          muszę porozmawiać z lekarką...
                          Pytałam o mowę bo też się o nią martwię, teoretycznie zdrowe 2 letnie dziecko ma
                          jeszcze czas na rozgadanie się ale czy moje z problemami też ma? Szymek mówi
                          bardzo mało ale z tego co widać wszystko rozumie, z wyrazów 2 sylabowych tylko
                          tata, mama było wcześniej ale zanikło ostatnio znowu coś tam zaczyna mówić
                          mamamamam ale bez zrozumienia. Poza tym aaa (spanie) ee (kupa), naśladuje węża -
                          ssss, i samochód, pokazuje części ciała i jaki będzie duży, robi papa i daje
                          cześć. Jak dla mnie to bardzo mało. Najbardziej martwi mnie to że bardzo trudno
                          go czegokolwiek nauczyć, czasem mnie zadziwia, bo załapie coś po chwili ale
                          generalnie jest ciężko.
                          A jak u Was z chodzeniem? Jak Szymon miał 1,5 to jeszcze nie chodził, zaczął
                          raczkować jak miał rok 14 miesięcy a 19 jak zaczął chodzić. Teraz niby chodzi
                          ładnie pomijając problemy z równowagą, potykanie się o własne nogi i stopki
                          płasko-koślawe...
                          Pozdrawiam
                          • mamusia-maciusia06 Re: do monique595 20.04.08, 22:36
                            Ja, obecnie, nawet nie marzę o chodzeniu... :( Daleka droga przed nami... Marzę
                            o tym, żeby Maciuś samodzielnie usiadł i zaczął raczkować. Maciuś jest opóźniony
                            w rozwoju psychoruchowym we wszystkich sferach. Nieprawidłowe napięcie mięśni to
                            kropla w morzu, a raczej oceanie problemów ze zdrówkiem mojego Skarba. Nie martw
                            się tym, że synek mało mówi a ciesz się, że prawie wszystko rozumie - to
                            najważniejsze. Moja koleżanka urodziła zupełnie zdrową córeczkę,a idąc do
                            przedszkola (miała skończone 3 lata) potrafiła nie wiele więcej a może nawet
                            tyle samo, co Twoja pociecha. W przedszkolu zaczęła nadrabiać zaległości i
                            dopiero teraz można ją zrozumieć (w lipcu skończy 4 latka). Nie chcę Cię
                            pocieszać ani się wymądrzać, ale oglądałam program w tv i czytałam gdzieś, że
                            nawet niektóre ZDROWE maluchy, pomimo wielkich starań rodziców, późno zaczynają
                            mówić, po prostu taka ich "uroda". I wcale potem nie są w tym słabsze od
                            rówieśników. Głowa do góry - będzie dobrze. Zobacz przez co już przeszliście i
                            jakie postępy czyni Twój Maluch. Pozdrawiam.
                            • monique595 Re: do mamam-maciusia06 21.04.08, 13:39
                              Jeszcze rok temu z Szymkiem również było niewesoło. Jako roczne dziecko
                              przekręcał się jedynie na brzuszek, nie było mowy o tym żeby samodzielnie usiadł
                              a co dopiero raczkował czy chodził... a przecież ćwiczyłam z nim Vojtę i Bobathy
                              od 7 tyg. życia. Z tego co rozmawiałam z rehabilitantami, wiem że dziecku
                              najtrudniej jest nauczyć się właśnie siadania i raczkowania, ze staniem i
                              chodzeniem nie ma już potem takich problemów. Wtedy poszliśmy na oddział
                              wczesnego usprawniania, na szczęście jest on w naszym mieście więc po
                              ćwiczeniach wracaliśmy do domku. Mały dostał tam taki wycisk, że szok a ja
                              dopiero tam zobaczyłam i nauczyłam się jak powinno wyglądać ćwiczenie z
                              dzieckiem tak aby miało ono sens i było efektywne. Chodziliśmy na ten oddział
                              przez miesiąc, musiałam przestać bo Szymek był już bardzo zmęczony a poza tym
                              się rozchorował. Ale opłacało się - tak wbito mu w główkę w jaki sposób ma
                              siadać, że wieczorami sam sobie próbował..., po miesiącu dalszych ćwiczeń w domu
                              zaczął raczkować. Nie wiem, czy korzystasz z turnusów rehabilitacyjnych ale
                              szczerze polecam, wiem, szpital, zarazki, warunki nie takie jak w domu ale na
                              prawdę warto.
                              A co do jedzenia - kiedyś polecono mi żeby dawać małemu kisiel ugotowany z
                              siemienia lnianego (muszą być nasiona, nie może być mielone). Dodawałam go do
                              kaszki, mięsa i wszystkiego co się dało. Podobno jest on bardzo dobry dla
                              dzieci, które marnie przybierają na wadze i mają anemię. Ja nie bardzo widziałam
                              poprawę ale to pewnie dlatego, że za mało dawałam tego Szymkowi i za krótko.
                              Mały nie chciał samego kisielu i musiałam przemycać, Tobie będzie łatwiej bo
                              jecie jeszcze papki.
                              Jeśli mogę zapytać, jaka jest przyczyna Waszych problemów? Czy ktoś z Wami na
                              ten temat rozmawiał, tłumaczył dlaczego tak się stało? Bo ja jak już pisałam
                              wcześniej, mogę się tylko domyślać. Pozdrawiam
                              • mamusia-maciusia06 do monique595 22.04.08, 13:22
                                Maćko jest zdiagnozowany ale wciąż boję się, że lekarze wymyślą coś nowego. Mój
                                synek ma zespół wad rozwojowych. Prawostronne małoocze (z ubytkiem naczyniówki i
                                niedorozwojem nerwu wzrokowego) - ogólnie nie widzi na prawe oczko, które jest
                                znacznie mniejsze, w lewym oczku ma bladą tarczę nerwu wzrokowego i okuliści
                                mówią, że widzi na nie nie ostro - ale ja im nie wierzę, bo Maciuś wyrywa mi
                                pojedyncze włosy i się im przygląda . Poza tym oczopląs poziomy, grubofalisty i
                                zez. Mamy jeszcze problemy z mózgiem, zmiany o charakterze waskulopatii
                                lentikurostriatalnej, poszerzenie prawego rogu potylicznego (obraz odpowiadający
                                zmianom poniedotlenieniowym lub stanowiący o krwawieniu do komory) i ścieńczenie
                                ciała modzelowatego. Prenatalnie u Maciusia wykryto też wadę serca - ubytek w
                                przegrodzie międzykomorowej, który jakiś czas po porodzie się zamknął
                                pozostawiając anomalię zastawki mitralnej ale i z tym już wszystko ok. Też
                                mieliśmy przeprawę z żółtaczką - hiperbilirubinemia w przebiegu konfliktu grup
                                głównych krwi - lekarze chcieli przetaczać krew, ale bali się tego zrobić ze
                                względu na obecny wówczas ubytek w przegrodzie międzykomorowej serca, w
                                ostatniej chwili przed podjęciem decyzji o fuzji wymiennej krwi bilirubina na
                                szczęście zaczęła spadać. Do dziś zastanawiam się, czy przebyta przez Malucha,
                                przedłużająca się, b.silna żółtaczka. częściowo nie miała wpływu na nasze obecne
                                problemy. Maciuś jest opóźniony w rozwoju psychoruchowym we wszystkich sferach i
                                musimy walczyć o każdą nową umiejętność. Miał też płyn w uszach, ale już jest po
                                zabiegu i w jego uszkach na jakiś czas zamieszkały dreny, żeby osuszyć
                                paskudztwo. Poza tym pojawiła się skolioza. Najgorszemu wrogowi nie życzę takich
                                problemów, choć często zastanawiam się za czyje grzechy tak cierpi moje dziecko.
                                Zamiast szczęśliwego dzieciństwa - od urodzenia droga przez mękę. Mały miał też
                                kilka razy silną biegunkę ( z czego 2 razy kończyła się szpitalem) Lekarze wciąż
                                twierdzili, że to jakiś wirus, nie biorąc pod uwagę naszych obaw o nietolerancję
                                laktozy. Kiedy Mały skończył 10 m-cy okazało się, że mieliśmy rację.
                                Podejrzewano u synka też wadę układu moczowego (po zakażeniu bakterią e.coli,
                                wady układu moczowego często współistnieją z wadami rozwojowymi gałek ocznych)
                                oraz refluks żołądkowo przełykowy. Cystografia na szczęście nie potwierdziła
                                obaw a wyniku ph-metrii nie udało się odczytać bo sprzęt nawalił. Ze względu na
                                potworny stres dziecka nie zgodziłam się na ponowne jej wykonanie i miałam rację
                                bo wymioty i płacz przy jedzeniu skończyły się po odstawieniu laktozy. Maciuś ma
                                19 m-cy i do dnia dzisiejszego nie przespał ani jednej nocy. (ja też). Mieliśmy
                                z synkiem dwunaczyniową pępowinę, ale lekarze nie chcą jej wiązać z problemami
                                synka. Uważają, że , jest to wynik przebytego zakażenia wewnątrzmacicznego (o
                                którym w czasie ciąży nie miałam pojęcia). Wszystkie posiewy jakie robiłam były
                                jałowe, wyniki innych badań też ok. Nie chorowałam, nie paliłam nie brałam do
                                ust żadnego alkoholu ani leków innych niż zalecone przez ginekologa. Badania
                                genetyczne i metaboliczne nie wykazały nieprawidłowości.
                                Ogólnie - u nas nic nie jest normalnie. Maciuś nie rozwija się normalnie, nie je
                                normalnie i nie śpi normalnie. Chyba wszystko wymieniłam, a jeśli nawet o czymś
                                zapomniałam to chyba i tak już wystarczy.
                                Oczywiście korzystamy z turnusów w CZD, ale to mało. Zapisałam Macieja do
                                Fundacji i zbieramy na prywatny turnus. W jakim mieście mieszkasz? O dziwo w
                                W-wie, skąd ja pochodzę nie spotkałam się z takim ośrodkiem do którego można
                                przez m-c przychodzić z dzieckiem codziennie, tu proponują raz w tygodniu.
                                Pozdrawiam

                                • monique595 Re: do monique595 22.04.08, 14:14
                                  Boże.... moje problemy z Szymonem to bułeczka z masełkiem w porównaniu z tym co
                                  Ty przeżywasz z Maciusiem...
                                  Czasem, kiedy kolejny raz słyszę o noworodku w reklamówce na śmietniku, czy o
                                  tym, że urodziła kobieta mając kilka promili alkoholu we krwi myślę sobie, że to
                                  niesprawiedliwe, bo my przecież też chciałyśmy mieć zdrowe dzieci i całą ciążę
                                  robiłyśmy wszystko żeby tak właśnie było (ja również nie piłam i nie paliłam,
                                  zresztą nie robię tego i dziś) i co? nasze dzieci cierpią i nie mają
                                  beztroskiego dzieciństwa...
                                  Mieszkamy w Bartoszycach, to około 70 km. od Olsztyna. Można tu przyjechać z
                                  dzieckiem najdłużej na 6 tygodni. Dokończę wieczorem bo mi się mały obudził
                                  • monique595 Re: do mamam-maciusia06 22.04.08, 22:11
                                    Tak jak pisałam wcześniej, na oddziale można być najdłużej 6 tygodni, najkrócej
                                    2. To może dla Ciebie koniec świata, ale znam mamy np. z Ełku, Gdańska, Płońska,
                                    które tu przyjeżdżają ze swoimi maluchami co 2-3 miesiące, więc myślę, że warto.
                                    Są tu rehabilitanci od metody Bobath i Vojty, codziennie jest tzw. terapia przez
                                    zabawę - z maluchami pracuje pani psycholog, 2/3 razy w tyg. jest logopeda. Nie
                                    zrozum mnie źle, to nie reklama, po prostu widziałam tam już bardzo różne
                                    dzieci, czasem bardzo chore, które powoli, małymi kroczkami wychodziły na prostą
                                    ku wielkiej radości swoich rodziców. Wystarczy mieć skierowanie od lekarza
                                    rodzinnego, w którym będzie diagnoza. Pozdrawiam
                                    • mamusia-maciusia06 Re: do mamam-maciusia06 22.04.08, 23:04
                                      podaj mi proszę namiary na tą instytucję. Moje gg 4949214. Pozdrawiam. Na gg
                                      jestem koło 21 zazwyczaj.
                                      • monique595 Re: do mamam-maciusia06 22.04.08, 23:53
                                        o 21 usypiam małego, ale jak tylko mi się to uda, i nie zasnę razem z nim to się
                                        spotkamy na gg. Jakby co możesz również pisać na maila monique595@wp.pl
                                        • monique595 Re: do mamam-maciusia06 23.04.08, 21:10
                                          Sorry, ale długo nie używałam mojego gg i chyba odebrali mi mój numer i jak
                                          narazie nie udało mi się tego odkręcić, jak tylko odzyskam moje gg to się do
                                          Ciebie odezwę. A tymczasem podaję namiary na oddział tutaj, mam nadzieję, że
                                          przeczytasz.
                                          Jest to szpital powiatowy im. Jana Pawła II ul. Kardynała Wyszyńskiego 11
                                          oddział rehabilitacji dziecięcej i terapii matki telefon: (089)764 94 27. Należy
                                          zadzwonić jak już się ma skierowanie, wtedy zapisują dziecko na oddział i jak
                                          się da (jak jest wolne miejsce, co się rzadko zdarza) to można również ustalić
                                          datę przyjęcia na oddział. Sale są 2 i 4 osobowe, ale można również zakwaterować
                                          się z dzieckiem w hotelu na tym samym piętrze, wtedy masz ciszę i spokój, nie
                                          wiem ile to kosztuje. Maluszek będzie dostawał posiłki Ty będziesz mogła wykupić
                                          obiady. Trzeba spakować się tak jak na wczasy. Po ćwiczeniach można wychodzić z
                                          oddziału np. na spacer z dzieckiem lub do mnie na kawę:). Nie wiem co jeszcze Ci
                                          napisać, pytaj o wszystko co chcesz wiedzieć. Muszę iść ukołysać Szymka. Pozdrawiam
    • sirbal Re: Pytanie do rehabilitanta Vojty - płacz 22.05.08, 23:45
      DO ZASI1
      Nie wiem czy to jeszcze aktualne ale rehabilitanci vojty, ktorzy
      posiadaj certyfikat w Twoim wojewodztwie sa nastepujacy:

      WOJ. MAŁOPOLSKIE

      Anioł Bartosz, Kraków, 696 099 708, bartoszaniol@wp.pl
      Dutka Wojciech, Nowy Sącz, 0 692 447 046
      Kulisiewicz - Thoweny Monika, Kraków, 0 501 580 349,(012) 411 70 63,
      kulisiewicz@web.de

      Kuza Dorota, Tarnów, (014) 626-59-71
      Mróz Dorota, Nowy Sącz, (018) 440 74 84, 0 888 710 182,
      mrozdorota@interia.pl
      Waśko Beata, Łukowica, Nowy Sącz, 509-401-106

      znalazlam to wszystko na stronie www.vojta.com.pl
      pozdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka