Dodaj do ulubionych

niespodziewany gość

06.01.05, 15:20
Dwa lata temu poznałam w Granadzie fajnego Amerykanina. Do tej pory ślemy
sobie mejle od czasu do czasu. Dziś napisał, że w Warszawie jest jego
przyjaciółka i czy nie chciałabym jej przenocować, pokazać miasta i odwieźć
jutro rano na lotnisko. Oczywiście nie odmówiłam, bo lubie poznawać nowych
ludzi i podejmowac gości.
Ale zaczynam się trochę stresować.
Spotykamy się o 19.30 w Centrum.A w domu nie posprzątane, nic nie ugotowałam,
nie wiem co mam jej pokazać, gdzie zabrać na kolajcę, pieniędzy brak, ząb
boli, rano trzeba do pracy...
Mam nadzieje, że przynajmnie okaże się świetną osobą.

Czy Wy lubicie niezapowiedzianych gości? Kogo najlepiej lubicie podejmować?
Czy lubicie wpadać niezapowiedziani do swoich znajomych?
Obserwuj wątek
    • ralston Re: niespodziewany gość 06.01.05, 16:05
      Kiedyś w czasach studenckich i świeżopostudenckich to była normalna praktyka,
      że wpadaliśmy niezapowiadani do znajomych, albo przyjmowaliśmy niezapowiadanych
      gości. Dom był domem otwartym i ruch w nim był spory. Dzisiaj wszyscy znajomi
      zapracowani i gdyby chcieć się wybrać niespodzianie możnaby nie trafić na
      siebie wcale, albo trafić w porę niekoniecznie odpowiednią. Stąd teraz
      obowiązuje umawianie się wcześniej. Trochę mi niestety brakuje takiej swobody
      jak była kiedyś, bo w sumie mi to odpowiadało...
    • anahella Re: niespodziewany gość 06.01.05, 20:38
      NIenawidze takich ukladow. Kiedys lubilam, ale moje kuznyki zmienily moje
      zdanie. Przyjezdzaly do Wawy w sobote na zakupy bladym switem, oczywiscie bez
      zapowiedzi, wyrywaly mnie z odyspiania piatkowych szalenstw, zostawialy torby i
      szly w miasto. Ja w tym czasie moglam robic co chcialam, ale tylko
      teoretycznie, bo one wracaly raz o 15 innym razem o 18.00. Jestem zwierzeciem
      malo domowym i siedzenie w sobote w domu szkodzi mi na psychike. Czekanie az
      kuznki obleca "Domy Centrum"* a potem wpadna po torby i pobiegna na pociag
      powodowala u mnie podwyzszenie adrenaliny na kilka tygodni.
      Teraz dochodze do stanu, w ktorym jezeli ktos sie dobija do mnie w sytuacji
      nieodpowiedniej - po prostu nie otwieram. Sytuacje nieodpowiednie to np.:
      siedze w wannie, spie, wlasnie wrocilam z pracy i robie sobie kolacje, szykuje
      sie do pracy. Znam taka specjalistke, ktora potrafi dobijac sie i kwadrans. Na
      szczescie jedni ludzie tworza muzyke, a inni produkuja sluchawki:>

      * przypis dla mlodziezy: Domy Centrum - dawna nazwa Galerii Centrum.
      • benia30 Re: niespodziewany gość 07.01.05, 01:34
        anahella napisała:

        >
        > Teraz dochodze do stanu, w ktorym jezeli ktos sie dobija do mnie w sytuacji
        > nieodpowiedniej - po prostu nie otwieram.

        Do mnie zawsze dobijają się w nieodpowiedzniej sytuacji. Nie to, żebym mało
        gościnna była, ale niezapowiedziani goście przychodzą kiedy mamy akurat gdzieś
        wychodzić, albo robimy remont łazienki i dom przewrócony jest do góry nogami
        (muszla klozetowa stoi na środku pokoju, itp) albo raz w roku jestem na
        zwolnieniu lekarskim i chodzę po domu w szlafroku i przydeptanych kapciach. Nie
        lubię takich niespodzianek...
        • anahella Re: niespodziewany gość 07.01.05, 19:55
          benia30 napisała:

          > Do mnie zawsze dobijają się w nieodpowiedzniej sytuacji.

          No wlasnie: i dlatego jestem w stanie sobie wyobrazic, ze ktos ma prawo nie
          zyczyc sobie mojej wizyty. Pytanie "moge do Ciebie zajrzec" powinno pasc przez
          telefon a nie domofon, bo nie kazdy ma w sobie tyle asertywnosci, zeby
          powiedziec "nie".
    • all2 Re: niespodziewany gość 07.01.05, 02:13
      Zależy kto...
      • ralston Re: niespodziewany gość 07.01.05, 09:29
        Ano właśnie. Mi jak dotąd nie przydarzali się kłopotliwi goście, może dlatego
        tak mi odpowiadała taka odwiedzinowa partyzantka...
    • ashanti5 Re: niespodziewany gość 07.01.05, 09:30
      Niespodziewany gość okazał się super dziewczyną. Poszłyśmy na stare miasto
      (oczywiście), na kolację, potem na piwo. Podczas przemieszczania sie z miejsca
      na miejsce sączyłysmy żubrówkę - nasz sztandarowy polski produkt, który nigdy
      nie rozczaruje zagranicznych gości, a wręcz przeciwnie. Miałysmy wiele wspólnych
      tematów do obgadania, włącznie z wudu. Dziewczyna była zachwycona wszystkim. Mam
      nadzieję, że nie udawała. Powiedziała, że jestesmy najbardziej gościnnym
      narodem. To był jej drugi raz w Polsce. Jest zakochana w naszym kraju, kulturze,
      ludziach i kuchni.
      Dziś jestem niewyspana, bo spałam ze 4 godziny, ale było naprawde miło.

      Jeśli chodzi o niezapowiedzianych gośći to w Warszawie takowi mnie nie
      odwiedzają. Mam pewne komplikacje z domofonem i nigdy nie można do mnie sie
      dopukać za jego pomoca. Wymagana jest wczesniejsza zapowiedź oraz telefon, żebym
      mogła zjechać na dół i otworzyć drzwi od klatki.
      Większośc warszawskich znajomych jest zbyt zapracowana, żeby mnie odwiedzać.
      Najczęstszym, niezapowiedzianym gośćiem jest mój brat. Wyrobił sobie nawet
      klucze. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby ktos do mnie wpadał od czasu do
      czasu. W moim małym rodzinnym mieście wszystko było prostsze. Odległości
      niewielkie, więc można było wpadać do znajomków, bo nawet jeśli sie ich nie
      zastało to traciło się maksymalnie 10 minut na drogę, a przy okazji miało sie
      mały spacerek. Wyobraźcie sobie, że mój dom prawie nigdy nie jest zamykany na
      klucz. Nawet jesli nikogo nie ma w domu. Kilka razy zdarzyło mi się zastać
      przyjaciółkę w moim pustym domu, kiedy wracałam ze szkoły, albo zakupów. Poza
      tym mamy duży ogród od ulicy, w którym spędzamy większość czasu latem. Kiedy
      ktoś przechodzi obok i widzi, że siedzimy w ogrodzie to zawsze nas odwiedza.
      • chatka_ Re: niespodziewany gość 07.01.05, 11:21
        Kilka razy zdarzyło mi się zastać
        > przyjaciółkę w moim pustym domu, kiedy wracałam ze szkoły, albo zakupów. Poza
        > tym mamy duży ogród od ulicy, w którym spędzamy większość czasu latem. Kiedy
        > ktoś przechodzi obok i widzi, że siedzimy w ogrodzie to zawsze nas odwiedza.

        Ashanti jestes najbardziej poludniowa dziewczyna jaka znam!:)
        • ashanti5 Re: niespodziewany gość 07.01.05, 12:35
          dzięki
          To chyba wynik wychowania przez dwoje hipisów ;)
          • chatka_ Re: niespodziewany gość 07.01.05, 21:38
            ashanti5 napisała:

            > dzięki
            > To chyba wynik wychowania przez dwoje hipisów ;)

            Zazdroszcze...Czy Ty albo Twoja rodzina moglibyscie mnie adoptowac?
            • ralston Re: niespodziewany gość 07.01.05, 21:42
              Nie wiem, czy można adoptować takie duże dziewcczynki. Kiedyś to można było
              przyjąć do herbu. :)
              • chatka_ Re: niespodziewany gość 07.01.05, 21:47
                ralston napisał:

                > Nie wiem, czy można adoptować takie duże dziewcczynki. Kiedyś to można było
                > przyjąć do herbu. :)

                To moze inaczej sprobuje, Ashanti, a nie masz Ty przypadkiem brata? :)
                • ralston Re: niespodziewany gość 07.01.05, 21:49
                  Nieźle kombinujesz :)))
            • ashanti5 Re: niespodziewany gość 10.01.05, 11:20
              Chatko, mam brata, ale nie sądzę aby to był Twój typ. Nie sądzę, aby to był typ
              jakiejkolwiek normalnej kobiety ;)
              Rodzice już troche spoważniejli, ale robią mi w sobote imprezę urodzinową. Moi
              znajomi z Warszawy już się cieszą na spotkanie z moimi staruszkami.
              No i na imprezę.
    • wolny_wilk Re: niespodziewany gość 07.01.05, 15:37
      Niezapowiedziany gość jest dobry wtedy i tylko wtedy, gdy jest ładną
      blondynką. :)
      A poważnie – w czasach samodzielnego mieszkania zdarzało się melinować kogoś na
      noc z zaskoczenia i zwykle było całkiem miło. A jak jeszcze przynosił(a) ze
      sobą jakąś miłą flaszkę to więzy przyjaźni zacieśniały się błyskawicznie. Ach,
      ta szalona młodość, nie to co teraz... :(
      • ralston Re: niespodziewany gość 07.01.05, 17:04
        No w pokoju a akademiku, to się taka sytuacja zdarzała nader często. I na ogół
        nasza gościnność nie pozwalała gościowi położyć się zbyt szybko spać. Nocne
        Polaków rozmowy...
        • wolny_wilk Re: niespodziewany gość 10.01.05, 16:16
          ralston napisał:

          > No w pokoju a akademiku, to się taka sytuacja zdarzała nader często.

          Choć to czasem irytujące - wracasz do domu i zastanawiasz się, kto śpi w twoim
          łóżku. :)
          • habitus Poranne niespodzianki 10.01.05, 16:35
            Znajomy (zresztą z Białegostoku) opowiadał mi kiedyś, że po bardzo zabawowej
            nocy wracali z kolegą nad ranem "w stanie wskazującym" środkiem ulicy i tamże,
            na środku, spotkali dwie bardzo fajne i ładne dziewczyny. Od słowa do słowa
            udało się je zaprosić na dokończenie tej nocy u kolegi w domu. Było super.
            Znajomy zeznaje z
            zażenowaniem, że obudził się u swojego kolegi w domu, w zmiętoszonej pościeli, z
            łbem jak wiadro około 10.00 AM. Pierwszą rzeczą jaką usłyszał było chrapanie
            postaci zagrzebanej w betach. Drugą - na jaką natrafił zbolałymi oczy - były dwa
            pomarańczowe kubraczki, te w jakich pracują na drodze pracownicy (i niestety
            pracownice) ZDM.
            Najgorsze są te poranne niespodzianki. :))))))))
            • ogabignac Re: Poranne niespodzianki 10.01.05, 20:01
              Niespodziewani goscie nachodzili nas czesto podczas wczesnego okresu ogabignaca.
              Wujek i zreszta cala ich rodzina nie robila ceregieli nie tylko z uprzedzaniem
              ale i pukaniem do domu. Bylo, odrabialem slupki, a tu cos mi wujo za plecami
              gada;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka