Dodaj do ulubionych

Potrzeba przynależności

15.01.04, 11:33
Jestem jakiś czas po rozwodzie, żyję w wolnym związku i nie mogę sobie
poradzić z problemem braku bezpieczeństwa/przynależności. Jako żona czułam,
że dom kogoś należę, że jesteśmy „jednością”, razem idziemy przez życie, mamy
dużo rzeczy wspólnych, jesteśmy rodziną. W wolnym związku czuję się tak,
jakby każdy był sam. Jakbym cofnęła się o krok do tyłu, bo byłam już
narzeczoną i żoną, a teraz jestem dziewczyną? Ogarnia mnie strach o
przyszłość, o brak pracy, o chorobę w rodzinie, w wszystko. Kiedyś tego nie
czułam, bo miałam wrażenie, że nie jestem sama. Teraz tak się czuję, mimo, że
jest przy mnie człowiek, który mnie kocha.
Ciągle mówimy o potrzebie wolności, a ja mam problem odwrotny. Potrzebuję
przynależności, drugiego człowieka, który nosi to samo co ja nazwisko i jest
moja rodziną. Kiedyś wszystko było wspólne, a teraz czuję się dziwnie w wielu
sytuacjach, choćby w głupim barze, gdy każdy płaci za siebie. To tak jakbym
miała 16 lat i poszła z kumplem na pizzę. Czuję się sama, tak bardzo sama i
tak bardzo brakuje mi bliskości drugiej połowy. Boję się, że znów wpadam w
depresję z którą walczyłam rok temu.

Obserwuj wątek
    • kvinna Re: Potrzeba przynależności 15.01.04, 11:55
      Podoba mi się to, co napisałaś. Jest inne. Dzięki.
      • mary_ann Re: Potrzeba przynależności 15.01.04, 14:12
        kvinna napisała:

        > Podoba mi się to, co napisałaś. Jest inne. Dzięki.

        Kvinna, dlaczego inne? No, to ja też widać jestem "inna", bo wydaje mi się, że
        dokładnie czuję, o co autorce wątku chodzi, a jej uczucia odbieram jako jak
        najbardziej normalne i zrozumiałe. Wszystkiego dobrego, millia:-)

        Mary_ann z ogroooomną potrzebą przynależności
        • malvvina Re: Potrzeba przynależności 15.01.04, 14:17
          afganistan
          • mary_ann Re: Potrzeba przynależności 15.01.04, 23:22
            malvvina napisała:

            > afganistan

            Kompletne nieporozumienie, Malwina. Nie rozumiesz czy nie chcesz rozumieć?
        • kvinna Re: Potrzeba przynależności 15.01.04, 15:46
          > Kvinna, dlaczego inne? No, to ja też widać jestem "inna", bo wydaje mi się,
          że
          > dokładnie czuję, o co autorce wątku chodzi

          ja też, ale - jak widzisz - to nie jest częsty pogląd.
          Oleńka myli poczucie przynależności z poczuciem bezpieczeństwa.
          Millia miała je, gdy była "czyjaś".
          Rozumiem jej pragnienie.

          Tyle.
          • Gość: OIeńka :D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 15:51
            Przeczytaj jeszcze raz drugi wers postu milli, filozofie :)
          • mary_ann Re: Potrzeba przynależności 15.01.04, 23:26
            kvinna napisała:

            > > Kvinna, dlaczego inne? No, to ja też widać jestem "inna", bo wydaje mi się
            > ,
            > że
            > > dokładnie czuję, o co autorce wątku chodzi
            >
            > ja też, ale - jak widzisz - to nie jest częsty pogląd.
            > Oleńka myli poczucie przynależności z poczuciem bezpieczeństwa.
            > Millia miała je, gdy była "czyjaś".
            > Rozumiem jej pragnienie.
            >
            > Tyle.


            A ja myslę, że niektórzy myla potrzebe przynalezności z potrzebą ślepego
            podporządkowania. Jesli dobrze czytam autorkę wątku, to raczej nie chodziło o
            to drugie...
    • Gość: OIeńka milia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 14:20
      a nie przeszkadza Ci to, ze owo związane z małżeństwem poczucie bezpieczeństwa
      okazało się w końcu złudne?

      nie da się znaleźć tego na zewnątrz siebie - bo o poczucie bezpieczeństwa
      przecież w gruncie rzeczy chodzi - w ten sposób wiecznie będziesz żyła
      złudzeniem, jakie daje papier albo wiecznie cierpiała, jak teraz.
    • zlewozmywak1 Re: Potrzeba przynależności 15.01.04, 14:30
      Nic nie piszesz o dzieciach a skoro ich nie masz to tym bardziej nie rozumiem
      po cóż ci ta przynależność. Kto do kogo ma przynalezeć. Jesli nie czujesz
      jedności z tym nowym gościem to papier ci tego nie da, a finansowanie pizzy w
      knajpie można przeorganizować
    • ziemiomorze Re: Potrzeba przynależności 15.01.04, 15:34
      Przynalez do siebie samej najpierw moze?

      Czemu wspol-istnienie z druga osoba jest Ci tak kurczowo potrzebne?

      zet.
    • bperczak Re: Potrzeba przynależności 15.01.04, 17:16
      Plecam lekture Nietzchego i Fromma ("Ucieczka od wolności").
    • r.richelieu Re: Potrzeba przynależności 15.01.04, 23:32
      nadawałabyś się na urzędnika. Dopóki do papierka nie przystawi tysiąc pięćset
      sto dziewięćset pieczątek i podpisów wtedy usatysfakcjonowany nie będzie.

      bez papieru żyć się nie da, a myślałam, że to aktualne było tylko w czasie
      szczupłości w dostawach toaletowego

      byłaś przynależna do ojca, potem do męża, a teraz obruszasz się na Afganistan
      • millia Re: Potrzeba przynależności 16.01.04, 09:50
        To nie chodzi o podporządkowanie. Tylko o współistnienie. Jestem jedynaczkę i
        boję sie samotności. Boję się, ze rodzice odejdą i będę sama. Mając męża
        czułam, że mam własną rodzinę. Niestety moje małżeństwo się rozpadło. Coś co
        wydawało mi się nierozerwalne skończyło się. Poczułam lęk i tak zostało.
        Czuję, że teraz żyję z obcym człowiekiem, tak jakbyśmy razem wynajmowali
        mieszkanie, a każdy właściwie ma swoje życie. Z mężem tak nie było. My dla
        siebie i my dla innych zawsze byliśmy "my", "oni" , a nie każde z osobna.
        Z mężem przeżylismy wiele lat, znaliśmy się od liceum. Wszystko było nasze,
        wspólne. Gdy ludzie wiążą się ze sobą w wieku trzydziestuparu lat, to każdy ma
        tyle za sobą, że trudno być blisko. Tyle dzieli.

        Wiem, że to co było nie wróci, że muszę nauczyć się żyć inaczej, ale to nie
        zmienia faktu, ze się boję.

        Ucieczkę od wolności czytałam. Świetna książka. Polonistka zrobiła z niej
        lekturę obowiązkową:)


        • r.richelieu Re: Potrzeba przynależności 16.01.04, 16:37
          właśnie, gdy ludzie wiążą się w więku 30paru lat to są już indywidualni,
          pojedyczy, samowystarczalni. Uzależnienei od bycia czy nie bycia drugiego
          człowieka prowadzi do kurczowego trzymania się jego w każdej sytuacji, nawet
          złej. Tak jakby nauczyło się być samowystarczalnym materialnie, ale
          psychicznie nadal jakimś takim...
          To co dzieli ludzi w wieku 30paru lat to tylko przyzwyczajenia, nawyki
          codzienne. Potem trzeba nauczyć się współżyć z tymi nazywakmi, ale saje to
          możliwość partnerstwa. Wychodząc za mąż w wieku 20 lat bywało, że jeden
          drugiego "wychowywał".
        • Gość: OIeńka to dla mnie trochę dziwne, co piszesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 16:47
          wszyscy znani mi jedynacy mają właśnie dużą potrzebę przestrzeni własnej, a do
          grup bardziej lgną ci, którzy wychowali się w licznych rodzinach.
          • bperczak Re: to dla mnie trochę dziwne, co piszesz 16.01.04, 22:25
            Gość portalu: OIeńka napisał(a):

            > wszyscy znani mi jedynacy mają właśnie dużą potrzebę przestrzeni własnej, a
            do
            > grup bardziej lgną ci, którzy wychowali się w licznych rodzinach.


            Znam ludzi, człowieka, który przemiaszkał kilkanaście lat w akademiku. Po
            przeprowadzce do normalnego domu nie wiedział, co ze sobą zrobić.
            • millia Re: to dla mnie trochę dziwne, co piszesz 19.01.04, 09:26
              To właśnie dziwne, bo jestem jedynaczką :( I nigdy nie chciałam rodzeństwa.
              • jmx a dla mnie nie 20.01.04, 03:21

                To nie jest kwestia "jedynactwa" ale poczucia bezpieczeństwa w rodzinie. A
                właściwie jego braku.

                To co się dzieje między wami zależy od was samych, podpisanie papierka w
                urzędzie nie zmieni Twego poczucia osobności czy oddalenia. Dlaczego nie
                ma "my"? "My" potwierdza się w urzędzie a nie tworzy...
                • millia Re: a dla mnie nie 20.01.04, 09:54
                  Ale czy jesteśmy z stanie stworzyć "nas" w wieku 30-35 lat?
                  Ja jestem, ale boję się, że ta druga strona tego nie potrzebuje, albo
                  potrzebuje a nie umie. Czy ktoś kto żył z różnymi partnerami 2 czy 3 lata jest
                  w stanie stworzyć rodzinę?
                  Boję się, że taka osoba ma juz bardzo (za bardzo) racjonalene podejście (brak
                  emocji). Nie ma już tej pasji...a małżeństwo to juz tylko formalność. Kiedyś
                  (dla młodszych ludzi) małżeństwo było czyms pięknym, wzruszającym, chwilą w
                  której dwoje ludzi staje się rodziną, narzeczony poruszony i zdenerwowany pytał
                  czy zostanie ukochana jego żoną i czy spędzi z nim życie, a ona mówiła tak i
                  rzucali się sobie w ramiona. Wiem, że to dla niekórych smieszne, ale to chyba
                  najpiękniejsza w życiu chwila, kiedy drugi człowiek na prawdę kocha i pragnie
                  całkowitej bliskości. Pragnie aby było "my" a nie ja i ty.

                  Jak obserwuję tak właśnie podchodza do miłości ludzie 22-24 letni, którzy się
                  poznają, kochają i pobierają. Ci z bagażem doświadczeń, po 30tce smieją się z
                  takich rzeczy, są jakby wyprani z emocji. Małżeństwo zawierają głównie po to,
                  by dac dziecku nazwisko.

                  Wiem, że nie można żyć przeszłością, że to co było minęło i nie wróci, ale
                  pespektywa, że juz nigdy nikt nie pokocha mnie taką zwyczajną prostą miłością
                  mnie przeraża. Nie nadaję sie na bycie kochanką-partnerem przez lata, a
                  obserwowanie innych, którzy po roku mieszkania razem się pobierają i są rodziną
                  mnie frustruje. Zastanawiam się czy to moja wina? Może nie jestem warta tego,
                  żeby mnie tak kochać? Jestem po rozwodzie, a więc nie powinnam za wiele wymagac?



                  • Gość: Oleńka oczywiście, ze tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 14:31
                    > Ale czy jesteśmy z stanie stworzyć "nas" w wieku 30-35 lat?
                    > Ja jestem, ale boję się, że ta druga strona tego nie potrzebuje, albo
                    > potrzebuje a nie umie. Czy ktoś kto żył z różnymi partnerami 2 czy 3 lata
                    jest
                    > w stanie stworzyć rodzinę?

                    O wiele od Was starsi z powodzeniem tworzą. Tyle, że nie w 2 miesiące.
                    Ale jeśli w Tobie nie ma pasji, to znaczy, że to niewłaściwy mężczyzna :(
                    Byłobyż możliwym, ze jesteś z nim tylko ze strachu przed samotnością?

                    Nie opowiadaj millia bzdur, ze nie jesteś warta miłości. Od kiedy to wartość
                    człowieka mierzy się takim czy innym stanem cywilnym?

                    p.s.jeśli ktoś się pobiera w wieku 22 lat, czyli jako dziecko, oznacza to tylko
                    tyle, ze do mądrych zaliczyć go nie można...
                    • millia Re: oczywiście, ze tak 20.01.04, 15:09
                      W dwa nie, ale np. w rok?
                      Pary, które pobierają się po 5 czy 10 latach znajomości często się rozwodzą.
                      Syndrom "przechodzonego" związku? Nie wiem.
                      Znam za to takich co pobrali się w wieku 22-24 lat i są teraz 30 lat po slubie
                      i bardzo się kochają. A przed slubem znali sie pół roku czy rok.
                      • Gość: Oleńka Re: oczywiście, ze tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 15:14
                        Mówisz o pokoleniu 50-latków, wtedy były inne obyczaje. Dziś 22 latek to
                        dziecko, które raczej nie odróżni zakochania od miłości.

                        Rok to moim zdaniem mało. Oczywiście, że nie wyklucza sukcesu, ale...
                        Tak naprawdę kluczową rzeczą jest na ile się znacie - bo rok randek raz w
                        tygodniu i rok codziennych spotkań, to co innego.

                        Jedno jest pewne - papier nie da Ci poczucia więzi. Jeśli teraz masz wrażenie,
                        ze każde z Was żyje osobnym życiem, nadal bedziesz miała poczucie jego
                        oddalenia. Mieszkasz z nim?
                        • millia Re: oczywiście, ze tak 20.01.04, 15:18
                          Oczywiscie, ze mówię o mieszkaniu razem. I o decyzjach po roku mieszkania razem.
                          • Gość: Oleńka w takim razie w ogóle Cię nie rozumiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 15:27
                            nie licz, że dwa podpisy zmienią poczucie osobności, jego izolacji, czy jak tam
                            to nazwać.
                      • millia Re: oczywiście, ze tak 20.01.04, 15:16
                        Oczywiście, że wartość człowieka nie zależy od stanu cywilengo, ale poczucie,
                        że druga osoba pragnie spędzić z Tobą życie, że chce być z Tobą na dobre i na
                        złe na pewno ma wpływ na ogólne samopoczucie:(
                        • Gość: Oleńka Re: oczywiście, ze tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 15:25
                          Rozejrzyj sie dookoła z jakich powodów ludzie sie pobierają. To o czym piszesz,
                          jest co najwyżej jednym z.

                          To, ze nie prosi Cię o rękę wcale nie oznacza, ze nie traktuje Cię serio czy
                          nie chce być z Tobą zawsze.

                          Ja na przykład nigdy nie zrobiłabym tego mężczyźnie, którego kocham - nigdy bym
                          za niego nie wyszła. Właśnie dlatego, że go kocham.

                          Jedyna mądra rzecz, którą mozesz zrobić, to szczera rozmowa z nim.
                          • procesor Re: oczywiście, ze tak 20.01.04, 21:36
                            Gość portalu: Oleńka napisał(a):
                            > Ja na przykład nigdy nie zrobiłabym tego mężczyźnie, którego kocham - nigdy
                            > bym za niego nie wyszła. Właśnie dlatego, że go kocham.

                            I słusznie girl, i słusznie.. :)
                          • jmx Re: oczywiście, ze tak 21.01.04, 01:44
                            Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                            > Ja na przykład nigdy nie zrobiłabym tego mężczyźnie, którego kocham - nigdy
                            > bym za niego nie wyszła. Właśnie dlatego, że go kocham.

                            To dziwne... jak coś do czego w ogóle się nie przywiązuje wagi (ślub) może
                            zniszczyć uczucie do ukochanego mężczyzny?
                            • Gość: Oleńka Re: oczywiście, ze tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 01:53
                              Uważam, że to by bylo dla niego obraźliwe. M.in. oznaczałoby , ze nie ufam jego
                              słowom.
                  • jmx Re: a dla mnie nie 21.01.04, 01:20
                    millia napisała:

                    > Ale czy jesteśmy z stanie stworzyć "nas" w wieku 30-35 lat?

                    Jestem na 100% pewna, że tak. Ale ja rozumiem "stwarzanie nas" jako budowanie
                    więzi pomiędzy dwojgiem, to jest możliwe w każdym wieku.

                    W obecnych czasach ludzie 22-24 letni najczęściej pobierają się z musu, z
                    powodu ciąży. Pewnie istnieją cyniczni starsi ale to też nie jest norma, to,
                    moim zdaniem zależy w głównej mierze od charakteru danego człowieka a nie jego
                    wieku.

                    Wydaje mi się, tak podejrzewam, że Tobie nie za bardzo zależy na człowieku z
                    którym obecnie jesteś (i być może jemu na Tobie). Co tak naprawdę was łączy?
                    Nie da się utożsamiać ślubu/chęci na ślub z miłością. Jeśli miłości nie ma to
                    ślub nie sprawi, że powstanie... Przykro mi to pisać, bo mniej więcej ;-)
                    wydaje mi się, że wiem o co Ci chodzi ale... ale w obecnym związku to raczej
                    niemożliwe.
                    • Gość: Oleńka milli chyba chodzi o to, że IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 01:30
                      im jest sie starszym, tym wiecej ma się nawyków, upodobań, zwyczajów i tym
                      mniej chęci do "posunięcia się", kompromisu, rezygnacji ze swojej wolności itd.

                      nie da się ukryć, że coś jest na rzeczy...
                      • jmx Re: milli chyba chodzi o to, że 21.01.04, 01:49

                        A bo ja wiem?
                        Czasem trudno zrezygnować a czasem świadomość przeszłości pomaga w takim a nie
                        innym postępowaniu. Bo człowiek już wie co tak naprawdę się liczy.
                        Ale do tego trzeba jednego - zaangażowania się.
                        • Gość: Oleńka Re: milli chyba chodzi o to, że IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 01:52
                          Z wiekiem, czyli wraz ze wzrostem liczby negatywnych doświadczeń,
                          prawdopodobnie wiekszości ludzi coraz trudniej zaryzykować zaangażowanie.

                          :(
                          • millia Re: milli chyba chodzi o to, że 21.01.04, 08:36
                            Kocham go a on mnie, ale boję się, że właśnie dlatego, że on ma 30 parę lat
                            będzie się bał zaangażowania. Jest tez po rozwodzie, jak ja. Tyle, że mnie
                            brakuje bycia "czyjąś" (rozwód przeszedł spokojnie i bez problemu, oboje
                            bylismy zgodni, że nie dla siebie jesteśmy, a znaliśmy się 6 lat przed slubem!
                            tyle ze młodo sie poznalismy) i mam takie podejście: wtedy się nie udało, ale
                            teraz czuję, że to jest to i chciałabym zacząć od nowa. Czuje większą bliskość
                            z nim po miesiacu, niz z męzem po 10 latach bycia razem. On natomaist (mam
                            wrażenie) mówi, że to jest to na co czekał tyle lat, ale nic za tym nie idzie,
                            a ja to odbieram, że to tylko słowa...miłe słowa i nic więcej.

                            Nie ma u nas problemu innych nawyków itd. jesteśmy podobni i do siebie pasujemy.
                            Rozmowa na temat znajomych wykazała, że on ma zupełnie inne podejście do
                            małżeństwa niż ja. I najgorsze jest to, że tak jakbym oddaliła się od niego po
                            tym. To inne podejście powoduje, że czuję, że jesteśmy innymi ludźmi:(
                            Mogę zmienić wiele rzeczy w sobie, ale perspektywa, że nie przeżyję tego, że on
                            będzie pragnął całkowitej bliskości, noszenia tego samego nazwiska itd. Wiem,
                            jestem staroświecka. Boję się, że za parę lat pogadamy o dziecku i wtedy on
                            powie no to trzeba się pobrać, a ja w ten sposób nie mogę.
    • maly.ksiaze Może... 20.01.04, 04:44
      ...nie o potrzebę przynależności chodziło, a o jakiś sens kierunku w życiu? Że
      oto jesteśmy razem wobec świata, idziemy stąd o! - tam, By, być razem, stworzyć
      dom, wychować dzieci. Iluzja, jak mówi wielu. Ale jak słodka, wiedzą tylko Ci,
      co to brali.

      Może o ten 'cel' chodzi, niekoniecznie o przynależność? Jeśli tak - spróbuj
      znaleźć inny...

      Pozdrawiam,

      mk.
      • millia Re: Może... 20.01.04, 09:57
        A jeśli ktoś może szukać sensu i celu tylko mając tą "bazę" - czyli drugą
        połowę?
    • Gość: marco2002 Re: Potrzeba przynależności IP: *.waw.pl 21.01.04, 12:04
      Prponuję spojrzyć troche pozytywnie na ten związek.
      Kolejny związek zwiększa Twoją szansę na znalezienie lepszego partnera.
      Możesz wykorzystać go do praktyki jak wogóle być z kimś bez zlewania się w
      jedno.
      Napewno jednak małe poczucie własnej wartości nie pomoże w znalezieniu
      odpowiedniego mężczyzny na resztę życia.
      Pozdrawiam ciepło
      M
      • millia Re: Potrzeba przynależności 21.01.04, 15:22
        Koleny związek zwiększa szanse?
        Jestem stworzona do jednego człowieka na całe życie, a jak nie jeden to góra
        dwóch. Gdybym tak mieszkała po 2 lata z paroma to przy pięciu czułabym się
        dziwnie (żeby nie powiedzieć gorzej).
        • Gość: marco2002 jasnowidz? IP: *.waw.pl 21.01.04, 15:45
          Moja droga być związku to jest sztuka której trzeba się nauczyć.
          I nigdy nie wiadomo w jakim kierunku związek się rozwinie.
          Moze za kolejne 10 lat wasze drogi się naturalnie rozejdą?
          To skąd ta pewność o tym Twoim przeznaczeniu?
          Pozdrawiam ciepło
          M
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka