millia
15.01.04, 11:33
Jestem jakiś czas po rozwodzie, żyję w wolnym związku i nie mogę sobie
poradzić z problemem braku bezpieczeństwa/przynależności. Jako żona czułam,
że dom kogoś należę, że jesteśmy „jednością”, razem idziemy przez życie, mamy
dużo rzeczy wspólnych, jesteśmy rodziną. W wolnym związku czuję się tak,
jakby każdy był sam. Jakbym cofnęła się o krok do tyłu, bo byłam już
narzeczoną i żoną, a teraz jestem dziewczyną? Ogarnia mnie strach o
przyszłość, o brak pracy, o chorobę w rodzinie, w wszystko. Kiedyś tego nie
czułam, bo miałam wrażenie, że nie jestem sama. Teraz tak się czuję, mimo, że
jest przy mnie człowiek, który mnie kocha.
Ciągle mówimy o potrzebie wolności, a ja mam problem odwrotny. Potrzebuję
przynależności, drugiego człowieka, który nosi to samo co ja nazwisko i jest
moja rodziną. Kiedyś wszystko było wspólne, a teraz czuję się dziwnie w wielu
sytuacjach, choćby w głupim barze, gdy każdy płaci za siebie. To tak jakbym
miała 16 lat i poszła z kumplem na pizzę. Czuję się sama, tak bardzo sama i
tak bardzo brakuje mi bliskości drugiej połowy. Boję się, że znów wpadam w
depresję z którą walczyłam rok temu.