mankatoja
31.12.09, 16:28
Ha, nie spodziewałam się, że zazwyczaj z ciekawością czytając forum, któregoś
dnia sama napiszę. A dlaczego napisałam? Otóż jest coś co niby jest proste w
interpretacji ale ....może mam zaburzoną ocenę. Tak więc jestem ciekawa Waszej
opinii :) Za którą z góry dziękuję.
Sieć, forum, ona i on, kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością,
trochę poranieni, szukający bliskiej duszy. On napisał, ona odpisała,
korespondowali jakiś czas, z miesiąc, kiedy on zaproponował spotkanie. Tyle,
że on widział to tak- ona do niego do mieszkania przyjeżdża, weekend jest u
niego i sobie gruchają jak dwa gołąbki. Ona owszem, chciała go realnie poznać
ale zapaliła się czerwona lampka i to bynajmniej nie z powodu dzielących
kilometrów. Tylko wtedy kiedy ona powiedziała: zgoda ale nocuję u krewnych.
Wówczas on się nastroszył, uznał to jako dyshonor,obraził się i strzelił
fochy.... bo przecież on jej nic nie zrobi. No owszem, ale przecież nie
zrobiła nic złego, chciała spotkania, porozmawiać , poznać się, ale
niekoniecznie u niego spać, choćby dlatego że mogli sobie nie przypaść do
gustu ale i dlatego że ona ma swoje podejście i zasady, wypadałoby uszanować.
A poza tym mogła ostatecznie zmienić zdanie... w trakcie pobytu :).
No ale w końcu pojechała,poznali się, wyglądało że przypadli sobie do gustu,
pogadali było miło i sympatycznie, on serdeczny , obejmować chciał nawet a u
niej znów lampka się zatliła. Ach, nie żeby się bała, bo i czego, tylko to nie
jej tempo. On się znów obraził, a ona zanocowała u krewnych. Następnego dnia
rankiem zapytała czy się przed jej wyjazdem spotkają, on nadal z fochem ale w
sumie porozmawiali i było Ok. Po je powrocie do domu, były miłe meile i smsy,
ale znów lampka zatliła się...bo dla niego to już był związek....No miło,
pewnie, ale....jej było trochę za szybko, przestraszyła się tempa i jego
zachowań, które w jej odczuciu były zaborcze. Ale pomyślała, że pewnie
przesadza. Zbliżały się zaraz święta, on uznał że to oczywiste że spędza jej
we dwoje, no dal niej to takie oczywiste nie było, bo na miejscu trochę
obowiązków w pracy i wobec rodziny. Wszak wigilia ....No i napisała że nie
bardzo może przyjechać, wówczas on znów zdenerwowany, niezbyt miły i pełen
zarzutów zw ona mota, że kręci, że ona kłamie....Był arogancki i to ja
najbardziej zaniepokoiło. a potem doszedł sylwester, ona miała poświąteczne
doły i w ogóle niebyt dobrze się czuła a on miał swoje fochy i zrozumiał co
napisała swojemu,przez pryzmat własnego ego, swoich potrzeb i ran które zadał
mu ktoś inny. Z czułości zrobiła się agresja, arogancja i kiedy zadzwoniła,bo
chciała wyjaśnić, ze opacznie ją zrozumiał, poczuła się jak idiotka bo on
zachowywał się niegrzecznie,ironicznie, nieelegancko. Pożegnała się więc,
wyłączyła i tylko zadaje sobie pytanie, czy to jej moralnością coś nie tak,
czy naprawdę musiała ulegać tempu jakie on narzucił bo inne jest niewłaściwe?
Ale potem po chwili zastanowienia doszła do wniosku, że on chciał by robiła
nie jak ona sama potrzebuje, ale jak on chce.I kiedy nie spełniała oczekiwań,
był najzwyczajniej zły, przez co ona zaczęła sobie wmawiać, ze może faktycznie
jest sama w sobie zła. A przecież do dziś nawet jej eks mąz nie powie o niej
złego zdania...
To naciskanie - ona to tak odbierała - wpłynęło na niedobry początek na
znajomość......Bo co z tego że mówił "my" a i tak robił jako "ja"?
...smutno jej teraz....Dlaczego? Bo nadal nikt nie pytał jej czego naprawdę
potrzebuje, choć zadawał pytanie - nie słuchał odpowiedzi...
Jak często nie słuchamy tego co mówi drugi człowiek? Za często.