Dodaj do ulubionych

Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami???

31.01.10, 19:12
Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami? Fajna sprawa, no bo razem i cały obiad...
Ale! Wszystkie te sprawy okołoobiadowe zajmują prawie pół dnia, jak nie więcej. Najpierw zakupy, potem gotowanie, potem trzeba jeszcze czas znaleźć, żeby zjeść, no a potem zmywanie. Zakładając, że jadamy trzy posiłki dziennie (śniadania, obiady i kolacje) to w niedziele i soboty jest tylko "działalność gospodarcza" w kuchni! I jeszcze - jak robicie, żeby pierwsze danie było gorące, ale i drugie nie zimne? Przecież to wszystko to straszne marnotrastwo czasu!!! I gdzie tu odpoczynek??? NO i nic zrobić nie można, bo OBIAD!!! Więc dzień się dzieli na "przed obiadem" i "po obiedzie".
I gdzie tu jakaś spontaniczność w życiu, kiedy wszystko to trzeba zaplanować??? Można zapewne jeść w restauracji, ale nasza córka to nie jest skłonna ku temu. Zaznaczam, że zazwyczaj gotujemy albo w sobotę na dwa dni, albo w niedzielę (też na dwa dni - zostaje na poniedziałek). Ale i tak wszystko trzeba podgrzać, itp. Aha - mąż uwielbia gotować i zazwyczaj on gotuje te obiadki, ja jestem (jako żona) od pomocy, zmywania itp. Ale różnie to bywa. Dobrze, że ma normalny charakter i nie wymaga ode mnie tego całego gotowania, podawania itp. itd. Ale ja z kolei nie znoszę jak jest nieposprzątane! No więc ciągle coś się myje, czyści itp. W całym domu, nie tylko w kuchni. Oszaleć można!!! Oczywiście, byłoby to do zaakceptowania, pod warunkiem, że oboje nie wykonujemy pracy zawodowej! A jak ten problem - a raczej jego rozwiązanie, wygląda u Was? Czy to w ogóle jest dla Was PROBLEM???
Obserwuj wątek
    • to.niemozliwe Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 31.01.10, 19:25
      U nas? Słodki Weekendowy Bałaganik :)
      Jak za duzo roboty, to zastap obiad podwieczorkiem wspólnym. Będzie
      okazja sie pokłócić, jak to przy niedzielnym obiedze, ale sprzątania
      i szykowania mniej :)
    • leda16 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 31.01.10, 21:45
      Gotuję w piątek, na 3 dni. Potem odgrzewam w mikrofali małą wazę i półmisek. Przez resztę tygodnia dziecko je na uczelni chyba, że ma sesję. Wtedy kierat chodzi w tercecie. Śniadania robią sobie sami, kolacja dla syna musi być gotowana a ja z mężem jemy co kto lubi, bez szczególnej celebry, w kuchni, bo tam stoi stół zawsze nakryty obrusem. Zakupy robi się raz na miesiąc, z wyjątkiem chleba, garmażerkę mrożoną przynoszę z klubowej stołówki; wszystko "domowe w smaku" i tanie. Nikt z nas nie uwielbia gotować, zaś sprzątanie to problem, mój! Czasem, gdy pogoda do kitu, robię je nawet w niedzielę. Restauracji unikamy - drogo, mało i niezdrowo. A propos Twojej córki - he, he, dzieciaki czasem mają dobry instynkt. Nie wie, dlaczego nie lubi knajp, a jednak nie lubi. W czasach międzywojennych podobno były służące...
      • jwm1 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 31.01.10, 22:29
        Do Ledy 16 - dzięki za odp. To dobry pomysł, ale ja tak lubię popołudnia
        piątkowe, że mi się nie chce po prostu wtedy myśleć o niedzieli, czy raczej o
        gotowaniu na niedziele :). Ale tak praktycznie - co gotujesz? Repertuar naszej
        córki (lat 10)jest niezmienny (wciąż filet z kurczaka), my mamy repertuar z
        chyba 4-5 dań. Aha - i chodzi tylko o weekendy, bo w tygodniu nie mamy z tym
        problemów.
        • jwm1 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 31.01.10, 22:34
          Do "To.niemożliwe" - a kiedy sprzątacie ten weekendowy bałaganik? :) :) No i co
          jadacie na ten podwieczorek? Rozumiem, że to tak ok. 17-18?
          • to.niemozliwe Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 10:31
            Akurat nie mam pewności, czy to jest istotne, jak na
            forum "Psychologia" zagadnienie - menu podwieczorka. :)
            Jeśli chodzi o sprzątanie, to staramy się na codzień nie bałaganić.
            Sprzątanie jest o tyle ciekawe, że zdefiniowaliśmy soibe stan, co to
            znaczy "posprzątane". Wg. przyjętej umowy to znaczy pomieszczenie:
            odkurzone, zmyta podłoga, starte kurze z mebli i brak w
            pomieszczeniu przedmiotów, które tam naturalnie nie występują.
            Skąd to sie wzięło? Z potrzeby uciecia dyskusji z córką, co to
            oznacza "posprzątane" i jaki stan uznajemy za "sprzątnięte".
            Przy czym córka sprząta tylko swój pokój sama (obowiązek), a przy
            pozostałych pomaga jak chce, lub jak zostanie zachęcona - ale nie
            musi. Poza tym jej obowiązek to zawsze umyte naczynia w domu i brak
            nieumytych stojacych gdziekolwiek. Ma prawo nas upomnieć, jak nie
            schowamy po sobie naczyń do zmywarki - nie musi sama po nas
            sprzątać. Rzekłbym - zarządza i nadzoruje :D
            Podwieczorek ma sens jako rytualne spotkanie towarzyskie, godne
            celebracji. Lepiej się sprawdza niż obiad, bo...trwa krócej, mniej
            roboty przy tym. U nas słodycze są tylko w weekendy, podwieczorek
            jest zatem okazją nacieszenia nimi w miłym towarzystwie. Polecam :).
            Czym innym jest instytucja porannej kawy przy kominku, praktykowana
            przez nas z żoną - która powoli zamienia się w narady podsumowująco-
            strategiczne ;D. Tzn. ja to lubię, jak jest cisza w domu, córka śpi -
            usiąść w fotelu w sobotę rano i porozmawiać w relaksującej
            atmosferze. Nawet zauważyłem obopulną niechęć do forsowania tematów
            kontrowersyjnych w tym czasie, jako niegodnych chwili. :)
            • leda16 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 20:29
              to.niemozliwe napisał:

              >
              > Czym innym jest instytucja porannej kawy przy kominku,
              > usiąść w fotelu w sobotę rano i porozmawiać w relaksującej
              > atmosferze.


              Jak ja Ci zazdroszczę, my jeszcze nie mamy kominka i dom jest w budowie. Jednak żywię niesmiałą nadzieję, że on już będzie w jesieni 2011 r. Natomiast weekendowa harówka w ogrodzie znakomicie pozwala utrzymać szczupłą sylwetkę oraz znakomity humor.
              • to.niemozliwe Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 21:06
                Hahaha :) Na początku, to się człek rzuca na ten nieszczęsny ogródek
                i domostwo, żeby urządzac, gospodarować, adaptowac, przebudowywać,
                poprawiać, odnawiać, skrobac, malowac i co tam jeszcze w oko wpadnie.
                Aż przychodzi refleksja, że chciałem mieszkać na wsi, żeby
                odpoczywać, a nie ciągle mieć roboty po pachy. I trochę zwolniliśmy
                tempo życia. Ale nadal garaż z narzędziami, to moje królestwo :).
                Lubię coś robić, bo to świetnie relaksuje.
                Ale z tą kawą, to poważnie - fajna sprawa, albo lampka wina.
                Bo w związkach/małżeństwie ciągle w domu jest cosdo zrobienia
                właśnie. A tu nic nie trzeba robić, tylko można usiąść i pogawędzić.
        • leda16 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 20:21
          Przede wszystkim ja się odchudzam, więc praktycznie obiady są na dwoje. Mam stałe garnki pozwalające za jednym zamachem ugotować w nich potrzebną na 3 dni ilośc zupy i drugiego dania. Moi faceci lubią pierogi, naleśniki,placki ziemniaczane, racuchy drożdżowe.Młody jeszcze lubi pizzę, stary oczywiście nie wetknie jej do pyska. Ja - kanapki z koszernego chleba (3 ziarna) z szynką i serkiem topionym zamiast masła, twarożkiem , szprotami w oleju lub stopioną domową słoniną. To kolacje. Obiady typowo polskie - kotlet z pure ziemniaczanym, sznycle, filety z kurczaka bądź ryby. Szybko robi się np. fasolkę meksykańską z puszki z ryżem, gyros. Zawsze mam na czarną godzinę owoce, z których można zrobić sałatki, kompoty, kiszone ogórki i pomidory. Zupę robię najczęściej na bazie kostki knorra + mrożone jarzyny; do tego lane ciasto, ryż, makaron z torebki. Na prawdę nie wydziwiamy i nie lubimy udziwnionych potraw typu kaczka z miodem, indyk w winie itp. Od wiosny do jesieni prawie każdy weekend spędzamy w ogrodzie za miastem, gdzie wozimy gary z ugotowanym wcześniej jadłem. Młody zwykle patrzy jak stamtąd bryknąć pod pretekstem zaliczeń, sesji i w ogóle nauki.
          • to.niemozliwe Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 20:58
            Jak będziesz weglowodany smarować topserkiem o zawartości tłuszczu
            40%, to się trochę jeszcze poodchudzasz :D
            Montignakiem go....! :)
            • leda16 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 04.02.10, 23:51
              Hm...myślisz, że topserek bardziej tuczy niż smarowanie chleba masłem? O kurczę!!! No istotnie, utyłam w zimie 2 kg :(. Postaram się zgubić to na wiosnę. A prace ogrodowe uwielbiam, mogłabym to robić od rana do nocy. Swoją ścieżką mamy b. miły wątek.
              • to.niemozliwe Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 10:41
                > Hm...myślisz, że topserek bardziej tuczy niż smarowanie chleba
                > masłem?

                W gruncie rzeczy nie bardziej, ale i nie mniej :)

                Moim skromnym zdaniem, to obecnie żywność jest zbyt...pożywna w
                stosunku do trybu życia współczesnych ludzi (powiedzmy nasz sposób
                życia). Ponieważ głodzenie się jest bardzo kłopotliwe, to ja
                (również walcząc z nadmiernymi kilogramami) staram się jeść wg.
                Metody Montignac i mniej pożywne rzeczy, ale jednak się nie głodzić.
                W tym sposobie odżywiania jej istota polega na niełączeniu w jednym
                posiłku produktów węglowodanowych i tłuszczowych (poczytaj w sieci -
                dlaczego, jeśli Cię to interesuje).
                Jeśli chodzi o prace ogrodowe, czy powiedzmy w moim przypadku -
                gospodarcze, to też jestem w stanie na wiosnę wyjść na zewnątrz po
                śniadaniu, "wpaść" na chwilę na obiad w ciągu dnia, aż wieczorem,
                zwalić się po prysznicu, ledwo żywy na łózko:). Oczywiście po
                zachodzie słońca jeszcze podlewam ogródek, bo wiadomo, że to
                najlepsza pora.... To dopiero jest bzik :D
          • jwm1 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 23:25
            Do "Leda16" - dzięki za podpowiedzi.
            A że Młody nie chce z Wami jeździć za miasto, to się nie dziwię :)
          • kitty4 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 13:08
            Ja widzę tu sprzeczności "
            ....."....Przede wszystkim ja się odchudzam....."
            a ...."serkiem topi
            > onym zamiast masła, twarożkiem , szprotami w oleju lub stopioną
            domową słoniną." .
            • leda16 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 18:15
              Sprzeczności droga Kitty są pozorne. W ciągu roku na diecie dr Kwaśniewskiego (białkowo-tłuszczowej) przy 10 dkg. węglowodanów + 2,5dkg cukrów dzienie, straciłam 12 kg. Bez rozstępów, zwisów, gimnastyki i zawziętego głodzenia się. W sumie zwykle ważę 48 kg przy wzroście 152 cm, teraz 50 kg i tutaj trzeba po prostu krótkotrwałej diety ż-p. (żryj połowę).
              • to.niemozliwe Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 21:50
                Gratulacje :)
        • a-m75 Nie rozumiem problemu 05.02.10, 11:28
          Ja niekoniecznie rozumiem problem. Co to znaczy z "niedzielnymi"
          obiadkami? A z poniedziałkowymi, środowymi? Obranie ziemniaków
          zajmuje ca. 8 minut, w czasie kiedy się gotują można 3 razy usmażyc
          kotlety każdego typu. U nas obiad jest codziennie, zwykle
          te "robocze-tygodniowe" są szybkie. Właśnie
          ziemniaki,kotlet,surówka. W weekend staram się robić 2-3 surówki,
          sałatki, do tego ciekawe zestawy, wymagające zaangażowania. Nigdy
          jednak nie pomyślałam o tym, że mam jakiś straszny bałagan z tego
          powodu w kuchni. Próbuję sobie wyobrazić i nie do końca wiem, co
          masz na myśli. Może tu chodzi o rodzinne obiadki, na które
          zapraszasz kogoś. U mnie to po prostu 4 osoby. Z rzadka goście
          akurat na obiad.
          Gotowanie i sprzątanie jest wyłącznie w zakresie moich obowiązków,
          zatem jeśli chcesz podam Ci moc przepisów na szybkie dania. Rewelką
          są tzw. "pomysł na...".
          A kurze cycki - fantazja na sto sposobów!!
        • harbour5 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 16:41
          A u mnie bardzo zwyczajnie. Jestem sam z synem. On sobie życzy
          schabowego. Tak więc zupa z "mrożonki" (jemy obaj). Na drugie
          nieśmiertelny schaboszczak z kartofelkami i surówką (je tylko syn).
          I tym sposobem obiad sobotni i niedzielny mam z głowy. W lecie jest
          trochę inaczej, bo można zrobić obiad (jakikolwiek, wtedy syn nie
          wybrzydza)w lesie, na łące czy gdziekolwiek gdzie jesteśmy na
          ognisku. Co wcale nie oznacza przysłowiowych "kiełbasek na patyku".
      • men.zurka Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 06.02.10, 01:51
        leda16 napisała:

        > W czasach międzywoj
        > ennych podobno były służące...

        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        jak czarownica pojawi sie w Polsce, zapros ja......dom Ci
        odgruzuje....ale od garow trzymaj ja na dystans.....moment Twojej
        nieuwagi i powyzera nawet niedogotowane.......kartofle
    • default Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 10:20
      jwm1 napisał:

      > Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami?
      Czy to w ogóle jest
      > dla Was PROBLEM???

      Nie, absolutnie nie jest to dla mnie problem. Ani obiad niedzielny,
      ani obiady w tygodniu. Tyle, że w tygodniu są to obiady jednodaniowe
      (albo zupa, albo drugie), a w weekend - dwudaniowy z deserem. Nie
      wiem czemu "sprawy obiadowe" zajmują Ci ponad pół dnia. Może
      przyrządzaj mniej pracochłonne potrawy. Ja np. w piątek wieczorem
      nastawiłam skrzydełka na rosół, który pyrkotał sobie bez mojego
      udziału i nadzoru cały wieczór, podobnie czyniła nastawiona w drugim
      garnku wołowa pręga z cebulą i warzywami. W związku z tym w sobotę
      wystarczyło tylko ugotować makaron do rosołu (10 minut wliczając
      czas oczekiwania na zagotowanie wody), obrać i ugotować ziemniaki
      (obieranie 5 minut, gotują się samodzielnie 20 minut, nie musisz nad
      nimi stać). Surówka gotowa Marvitu - z buraczków, bardzo pyszna. W
      niedzielę było prawie to samo, tylko zamiast ziemniaków - kasza
      gryczana (jeszcze prościej niż ziemniaki, bo bez obierania :)) i
      kiszone ogórki na surówkę. Na deser - lody z wiśniami z mrożonki.
      Zmywa zmywarka. Gdzie tu pół dnia roboty ??? Chyba jesteś źle
      zorganizowana. Dzisiaj - poniedziałek, po przyjściu z pracy (ok. 17-
      tej) na reszcie rosołu zrobię pomidorową (passata z kartonika, łyżka
      śmietany), makaron ugotowany jeszcze mam, czas przygotowania zupy -
      tyle co jej zagotowanie, czyli kilka minut), może jeszcze usmażę
      kilka placków z jabłkiem (serek homo, mąka, jajko, starte jabłko -
      wymieszać, kłaść na rozgrzany olej, smażyć z dwu stron na rumiano -
      20 minut roboty, z czego część w czasie gotowania się zupy, tak więc
      całość to góra 30 minut.
      Jest masa szybkich i niepracochłonnych dań, naprawdę nie ma potrzeby
      spędzać wielu godzin w kuchni, żeby mieć codziennie obiad.
      • wypasiona_foczka Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 20:07
        Zgadzam się, wszystko jest kwestią dobrej organizacji.
        Ja zwykle wybieram dania, które robią się same na zasadzie: biorę max 3-4
        składniki, mieszam i wstawiam do piekarnika (albo do garnka, niech pyrkocze
        sobie samo na małym gazie).
        Najprostszy niedzielny obiad to rosół, który z resztą może być "bazą" pod każdą
        inną pyszną zupę. Po niedzielnym śniadaniu (trzyminutowe jajka sadzone + chleb z
        masłem i dla każdego pomarańcza) biorę duży gar, wrzucam warzywa (marchew, por,
        pietruszka, seler itp, nawet nie obieram, tylko porządnie je myję), jakieś mięso
        (ćwiartki z kurczaka, wołowinę), wrzucam listek laurowy, ziele angielskie,
        zalewam zimną wodą i wstawiam na mały ogień. Pyrkocze sobie 2-3 godziny a w tym
        czasie czytam książkę, przeglądam Internet czy robię inne dowolne rzeczy. Nie
        musisz przecież nad tym stać. Ćwiartki można wyjąć, włożyć do naczynia
        żaroodpornego i upiec na chrupiąco. Obok w jeszcze jednym naczyniu upiec
        ziemniaczki w mundurkach (umyte ziemniaki w całości lub pokrojone na ćwiartki
        skropić olejem, posolić, przemieszać i zrobią się same). Surówki można kupić
        gotowe, nawet takie w wersji minimum przytoczonej powyżej: kapusta kwaszona czy
        ogórki konserwowe. W sytuacji ekstremalnej surówki wcale być nie musi,
        wystarczy, że po obiedzie każdy zje jabłko lub grejpfruita. Witamina jest
        witamina ;)
        Najprostszy deser to galaretka zalana wcześniej wrzątkiem i przestudzona lub
        paczka owoców mrożonych, przekładana w pucharku warstwą serka homogenizowanego i
        posypana pokruszoną czekoladą na przykład. Wersji jest mnóstwo.

        Jeśli nie lubisz rosołu to po wyjęciu warzyw dodaj puszkę koncentratu
        pomidorowego i puszkę krojonych pomidorów będziesz miała świetną pomidorówkę
        (ew. śmietankę) lub dorzuć do rosołu 3 starte ogórki kwaszone i śmietankę UHT i
        masz ogórkową. Moment.
        Z najszybszych dań preferuję Lasagne w wersji classic. Przygotowanie składników
        to 10 minut: sos beszamelowy z dużej łyżki masła, łyżki mąki i szklanki mleka.
        Sos bolognese w tym samym czasie na drugiej patelni: nieco mielonej wołowiny
        podsmażyć na oliwie, dodać sos boloński dobrej jakości ze słoika (polecam
        Dolmio, wg. mnie najlepszy - porównaj skład surowcowy z innymi), zagotować,
        przełożyć płaty lasagne (surowe, nie ma sensu gotować i tak będą miękkie), na
        wierzch wylać resztę beszamelu, posypać serem zółtym. Przygotowanie całości ok
        15 minut, pieczenie na złoto ok 40 minut w czasie którego możesz nic nie robić :)
        W ogóle wiele dań, deserów i dodatków da się robić jednocześnie. Ja nie widzę
        niczego przerażającego w pieczeniu w tym samym czasie w piekarniku
        mięsa/lasagne, ziemniaczków oraz jabłek nadzianych w środku czekoladą. Wbrew
        powszechnym obawom nie przechodzą swoim zapachem a za jednym podejściem masz
        komplet.
        Wybieraj dania jednogarnkowe np. gulasz, też robi się sam, podsmaż mięso na
        złoto, dodaj cebulę, marchewkę, sporo papryki (nie musisz kroić drobno),
        przyprawy, zalej wodą i niech się robi powolutku 2 godziny. Jeśli kupisz
        wcześniej w garmażerce gotowe placki ziemniaczane przełóż je gotowym gulaszem,
        daj na wierzch kleks kwaśnej śmietany i dodaj do każdej porcji ogórki kiszone na
        zagryzkę :)
        Z resztą nie musisz każdemu przygotowywać porcji. Gotowe dania wynoś po prostu
        na stół, niech każdy nakłada, nalewa sobie co i ile chce, zaoszczędzisz sporo
        czasu a i dania będą cudownie gorące.

        Ach wczułam się okrutnie bo kocham gotować...! Ale my tu chyba niedokładnie o tym.
        Dogadaj się z mężem/dzieciakami, że ten kto gotował nie zmywa (i odwrotnie) albo
        zainwestuj w zmywarkę bo brak konfliktów i wolny czas poświęcony rodzinie na
        przestrzeni roku czy lat wart jest więcej niż 800-1000zł. W piątek zastanów się
        co dokładnie chciałabyś zrobić w sobotę i niedzielę na śniadanie, obiad oraz
        kolację, sprawdź co masz w lodówce (może da się coś wykorzystać) i PRZED
        weekendem zrób szybkie zakupy (z listą). Weekend w supermarkecie to horror,
        daruj go sobie i bliskim.

        Konkludując: Twój problem jest chyba kwestią organizacji i pewnie za dużych
        wymagań które sobie stawiasz. Nie zawsze musi być zupa+drugie+deser, rodzina Cie
        nie zastrzeli ;). Wiele gotowych półproduktów da się kupić i można przygotować
        je "po swojemu" (kopytka zamiast ziemniaków, odsmażone pierogi z mięsem z
        surówką zamiast zestawu "kotletowego"). Nie zgadzam się też, że w
        restauracjach/barach jest byle co i drogo. Może Cię to przerazi ale są świetne,
        tanie bary w których jadają np. kierowcy TIRów (im więcej TIRów na parkingu tym
        lepsza kuchnia). Nie musisz tam siedzieć i jeść, możesz okazjonalnie podjechać i
        poprosić o zestawy "na wynos" - w takich miejscach jest ogromny ruch więc
        wszystko świeże i smaczne. W moich okolicach zupa (dowolna) + kotlet+ryż+surówka
        to 12-15zł, taniej niż składniki kupione w sklepie. To rozwiązanie sprawdza się
        też w przypadkach w których każdy z członków rodziny lubi coś innego : chce i
        dostaje - nie trzeba iść na kompromisy.

        Nie musisz być "perfekcyjną Panią Domu", pewnie bliscy kochają Cię taką jaką
        jesteś i zapytani zdecydowanie wybiorą uśmiechniętą, niezamęczoną w weekend
        matkę/żonę niż trzydaniowy obiad.
        Pzdr

        M
        • lena.k1 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 15:06
          Chyba sobie normalnie wydrukuję Twojego posta i powieszę na
          lodówce :D
        • mja-15 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 15:17
          Ja mam sposób na szybką fasolkę po bretońsku. Zamiast moczyć białą
          fasolę całą noc i celebrować jej gotowanie, biorę po prostu fasolę z
          puszki - uwielbiam czerwoną. Podsmażam jakąś toruńską czy
          podwawelską razem z cebulką - trochę przypraw - jak kto woli. Można
          też zrobić z ziemniakami lub chlebem. I już gotowe. Mało zachodu, a
          danie pyszne i syte. W fasoli jest błonnik, więc też pozytywnie
          wpływa na przemianę materii. Zaś dodanie trochę papryki chilii
          przyśpiesza spalanie kalorii.
    • yja Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 17:07
      Ja sobie zbytnio głowy nie zawracam obiadami i sprzątaniem.Porządek i jedzenie
      jest dla mnie,a nie żebym się temu podporządkowywała,żeby wszystko koło jedzenia
      i sprzątania się kręciło.W niedziele jestem zwykle z dala od cywilizacji i gdy
      obiadu nie zjem to też nic się nie stanie.
    • kol.3 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 18:24
      Nie zajmuje mi to aż tyle czasu. Zakupy (duże) robię w piątkowe
      popołudnie, po pracy, w towarzystwie rodziny, więc idzie nam szybko i
      sprawnie.
      W niedzielę gotowanie zajmuje mi nie więcej niż trzy kwadranse-
      godzinę, nie muszę gotować 2 dań z ciastem własnej roboty, bo to
      absurd. Wystarczy mięso + do wyboru - ryż albo ziemniaki + 2
      jarzyny, żeby danie było sycące. Jeśli robię pieczeń, wsadzam ją do
      prodiża, mięso piecze się samo, nie wymaga doglądania, po 2 godzinach
      wyłączam. Mięso można upiec wcześniej. Skoro ja gotuję - zmywa mąż i
      syn.
      • jwm1 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 20:44
        Do "Wypasiona_foczka" - brak mi słów :)
        Szczerze zazdroszczę tego zamiłowania do sztuki kulinarnej. Oczywiście, taką zazdrością pozytywną! Widać, że sprawia Ci to przyjemność. Dzięki za konkretne rady - postaram się wykorzystać.
        A odnośnie tych niedzielnych obiadów - bo ja bym chciała wszystko - i obiad, i gdzieś na łono natury (rolki/łyżwy/spacer itp. w zależności od pory roku). Czasem do kina. Czasem na jakieś zakupy (nie spożywcze). Czasem lekcje z córką (jeśli np. klasówka) Hm... jakieś elementy erotyczne też wskazane (że tak to ujmę :)
        I dnia nie ma! Zapewne trzeba mniej planować. A właśnie - czy planujecie, co będziecie robić w niedziele, czy to tak jakoś samo wychodzi? Czy tylko tak ogólnie planujecie?

      • wypasiona_foczka Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 21:37
        O losie słodki...
        Czemu nie posiadłam umiejętności zawarcia dokładnie takiej samej treści w
        porównywalnej, krótkiej formie :D
        • to.niemozliwe Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 21:51
          E tam zaraz sie krygować :). Ja jestem pod wrażeniem. Pasja
          kulinarna wyniesiona na poziom natchnienia :). Jeszcze chwila i
          podgnam do lodówki :)))
        • kalllka Ree: soto 02.02.10, 01:36
          karma, tak w tresci jezykowej i jakby wczas Twych kulinarii, zapachem zdaje sie objawia.
          co innego natomiast odczuwa gdy bez umiejetnosci przepisuje sie smak; potraf.

          blogoslawionego zestawienia tresci w krotkim risposto
    • paco_lopez Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 21:31
      jak sie w tyłek dostanie nawet raz na siedem lat od losu , to to
      akurat przestaje być problem. chociaż nie ma problemu żeby
      stwierdzić że ma sie tego dośc i ogłasza głodówkę. kupuje sie
      ciasteczka babuni i robi metr sześcienny herbaty i na tym jedzie się
      przez weekend. potem samo wraca do obiadów. ogólnie kiedyś przyjdzie
      dzień, że każdy spędzi go po swojemu i problem sie rozejdzie.
      obiadki będą raz w miesiącu o ile dzieci będą miały ochote sie z
      nami widzieć.
      • czarownica77777 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 22:00
        Fajnie jak ma sie czas ja do pracy wychodzę o 12 wracam okolo 23 i co 6 wekend
        mam tylko wolny a co 3 niedziele.Zawsze robie obiad a raczej jedno danie.Staram
        się by było to syte dobre jedzenie.Gotuje co dzień nic na zapas.Mąż jest po
        wrzodach na żołądku.Natomiat w niedziele czy sobote gdy wszyscy są w domu
        szykuję tylko oni pilnują już sami.Sami potem zmywają.Natomiat ja sprzątam rano
        gdy robi się obiad w tygodniu.W soboty razem sprzątamy od rana zanim wijdę do
        pracy.Miewam dni wolne w tygodniu często spędzam je na działce to mnie
        relaksuje.Rodzinka się nauczyła nie oglądać ze wszystkim na mnie więc jak mnie
        nie ma zawsze cośś tam robią.Mąż lubi zrobić bigos np. jest wtedy na dłużej
        ,córka sałatki różne lub ciasta,syn pierze wszystko co jest do prania potem
        powiesi, czasami zrobi coś dobrego na kolację.A jak pogoda dopisuje idziemy
        jeszcze na spacerek z psem.
        • jwm1 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 01.02.10, 23:16
          Do "To_niemożliwe" - bardzo mi się spodobały Twoje uwagi odnośnie sprzątania :) A ile lat ma córeczka? Chyba muszę rewolucyjne zmiany wprowadzić w tej kwestii, chociaż jakoś sobie radzimy :)
          A odnośnie porannej kawy i pogaduszek (co mi się też spodobało) - to ja uwielbiam sobie z rana pogadać... ale in bed :) Też jest fajnie, chociaż bez kawy :)

    • amfaber99 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 04.02.10, 01:52
      CZŁOWIEK NIE PRZYSZEDŁ NA TEN ŚWIAT TYLKO I WYŁĄCZNIE PO TO ABY JEŚĆ.
      DLATEGO TEZ JA NIGDY NIE PRZYWIAZYWAŁAM WIEKSZEJ WAGI DO JEDZENIA.
      W SOBOTĘ ZAJMOWAŁAM SIĘ SPRZATANIEM MIESZKANIA I PRANIEM,ALE TYLKO I
      WYŁACZNIE JAK NIE BYŁO ŁADNEJ POGODY.GDY POGOGA BYŁA ŁADNA SZLIŚMY Z
      MĘZEM I PSEM NA WYCIECZKĘ W GÓRY[MIESZKAM NA PODBESKIDZIU].NATOMIAST
      W NIEDZIELĘ CHODZILIŚMY W GÓRY NA WYCIECZKE LUB NA NARTY [ZIMĄ] -
      BEZ WZGLĘDU NA POGODĘ.CZASAMI SZLIŚMY DO KINA I WÓWCZAS OBIAD
      JEDLIŚMY W BARZE SAŁATKOWYM LUB PIZZERII.
      JEŻELI MUSICIE JEŚĆ TEN OBIAD W DOMU,TO PROPONUJĘ TAKIE JEDNO DANIE
      [ZUPĘ TZW.AINTOPF LUB DRUGIE DANIE],KTÓRE NIE WYMAGA DUZO PRACY .
      W SKLEPACH JEST DUZO PÓŁPRODUKTÓW.
      ZYCIE JEST ZBYT KRÓTKIE ABY JE MARNOWAĆ NA ROBIENIE
      ZAKUPÓW,GOTOWANIE,MYCIE NACZYŃ I SIEDZENIE W DOMU W NIEDZIELE
      ZAZWYCZAJ PRZED TELEWIZOREM.MY LUDZIE SAMI SOBIE KOMPLIKUJEMY
      ŻYCIE.PYTANIE BRZMI ? W JAKIM CELU ?
      • aniazavonlea Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 10:19
        wyłacz caps locka w sieci sie nie pisze wielkimi literami bo to oznacza że
        krzyczysz do nas
      • mja-15 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 11:13
        Ja wychodzę z podobnego założenia. Nie jestem niewolniczką
        obowiązków i wiecznych porządków. Nie z tego składa się życie.
        Stawiam na minimum. Nie cierpię zakupów, czy to spożywczych, czy to
        pozostałych. Chodzenie na tzw. oglądanie wystaw albo, co tam, jest w
        promocji - to byłaby dla mnie kara i gehenna. Dlatego też szybkie
        zakupy raz na tydzień lub raz na 2 tygodnie. Obiady zawsze
        jednodaniowe. Zresztą z mężem nie lubimy za bardzo zup, więc nie ma
        ich nawet po co gotować. Sprząta się na bieżąco, szczególnie podłogę
        i blaty w kuchni, bo mamy kota. Rzeczy odkłada się na swoje miejsce,
        żeby nie walały się tam, gdzie nie ich miejsce. Pralka sama
        wypierze, potem tylko trzeba powiesić. Opanowałam sztukę
        równiutkiego wieszania i układania ręczników i pościeli, że nie
        trzeba prasować. Potem rzeczy do szafy - prasujemy jak trzeba,
        wcześniej i tak by się wygniotły. Szkoda czasu. Dlatego popołudnia i
        weekendy mamy na przyjemności, hobby - klub fitness, kino, spacery,
        rowery, spotkania z przyjaciółmi.
        Z racji tego, że jedzenie traktuję jako konieczność niezbędną do
        życia, a nie przyjemność płynącą samą z siebie, nie stanowi dla mnie
        żadnego problemu niedzielny czy też weekendowy obiad. Wkurza mnie
        czasem tylko to, że trzeba tyle czasu spędzać na zakupach, staniu w
        korkach i szykowaniu jedzenia, by potem w pół godzinki obiad zniknął
        w żołądku. A ten czas można byłoby spożytkować znacznie przyjemniej.
        • 1hermenegilda Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 12:02
          Mam dość długi staż małżeńsko-domowy, męża i 2 dorosłych synów. Ja lubię
          gotować, panowie lubią jeść. Potrafią też całkiem nieźle gotować.W dni
          powszednie przygotowuję np. jakieś mięso na 2 dni a panowie gotują do tego
          ziemniaki, ryż lub kaszę.Zrobienie surówki to moment, zawsze mam w domu warzywa,
          kiszone ogórki, owoce. Jeżeli jest obiad bez mięsa, to panowie przyrządzają
          zupę a ja np. smażę na woku warzywa z sosem sojowym , w tym czasie w garnku obok
          gotuje się ryż.Moi domownicy lubią naleśniki, więc raz na kilkanaście dni smażę
          tak ok. 30 i potem każdy indywidualnie nadziewa ciasto wg uznania. Soboty
          poświęcam na bardziej pracochłonne dania, pierogi, knedle, gołąbki. Przyrządzam
          tego dużo i zamrażam.W niedzielę - relaks, garnki i zlewozmywak staram sie
          oglądać jak najkrócej.Moich synów już od najmłodszych lat starałam się oswoić z
          pracami domowymi, gotowaniem, sprzątaniem.Gotowanie idzie im lepiej, niż
          porządki, nie można jednak być doskonałym.
      • mondego1 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 21:58
        Dobre odzywianie to baza wszystkiego, lepiej zmarnowac troche czasu
        na gotowanie i jedzenie niz potem chodzic po lekarzach.Znacie
        przyslowie"lepiej dac zarobic piekarzowi niz aptekarzowi"?
    • truscaveczka Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 11:52
      Na weekendy często robię np. łopatkę z ziołami - to się robi bez
      wysiłku, jest na dwa dni. Czasem w sobotę lub niedzielę zamawiamy
      pizzę, włączamy film na DVD i mamy rodzinne "kino" :)
      Poza tym ja uwielbiam gotować i to dla mnie chwila relaksu -
      domownicy drzemią/czytają a ja sobie pichcę przy muzyce z radia.
      Rzadko kiedy jednak moja rzeczywista praca nad obiadem zajmuje mi
      więcej niż 30-40 min. Dobra organizacja jest najważniejsza.
    • koala_tralalala Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 12:07

      Chyba macie po prostu klopot organizacyjny. Dla mnie zrobienie
      wymyslnego niedzielnego obiadu (typu kaczka z jablkami) a na
      przystawke bliny z niby-kawiorem to ok. 40 min w kuchni, a np.
      pieczenie kurczakow realnie zajmuje mniej czasu, bo on sie sam robi,
      w tym czasie mozna zajac sie czyms innym. Sprzatanie pochlania mi
      max 20 min. Zakupy robie hurtem na wiele dni. Slowem: caly
      niedzielny obiad to MAKSYMALNIE jedna godzina, na ogol 30-40 min.

      Jesli danie jest czaslochlonne jak osso bucco czy slaskie rolady
      robie duza ilosc, gdy mam czas i wiekszosc mroze, wiec sredni czas
      przygotowania takiego dania tez nie przekracza 20 min. - tyle ile
      trwa gotowanie ziemniakow czy zrobienie frytek. W tym czasie mozna
      jeszcze spokojnie ugotowac zupe czy zrobic przystawke lub deser.
      Zreszta nawet dania "czasochlonne" nie wymagaja nieustajacego pobytu
      w kuchni - dusza sie same, w tym czasie mozna czytac, pisac,
      ogladac, sluchac, itp.

      PS. Niedzielne obiady to rzeczywiscie powazny problem
      psychologiczny - forum psychologia jak w dym ;)
    • ezri Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 12:10
      Dróg rozwiązania "problemu" jest kilka, to są moje stosowane
      zależnie od humoru i sytuacji:
      - gotujemy rosół w sobotę, w nd przerabiamy na pomidorówkę
      - któreś z nas ma akurat "powera" i chęc na pichcenie albo kogoś
      zaprosiliśmy to wymyślamy różne ciekawe dania i eksperymentujemy w
      kuchni
      - nic nam się nie chce al coś ciepłego by się zjadło - zamawiamy coś
      przez telefon lub idziemy do restauracji
      - nie mamy na nic szczególnego ochoty - obiadu nie ma
    • yola13 Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 13:07
      piszesz ze zazwyczaj to mąz gotuje obiady a wczesniej piszesz ze
      denerwuje cie to całe gotowanie obiadow, kobieto chłop ci gotuje a
      Ty jeszcze narzekarz? Jak masz problem ze zmywaniem to kupcie sobie
      zmywarke
    • alicjalawendowa Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 13:12
      Zapakuj kanapki i z całą rodziną jedz do lasu .Kto to widział w
      dzisiejszych czasach slęczeć pół niedzieli nad obiadem.Przerwij
      kobieto ten zaklęty krąg i ruszaj w plener a rodzina na pewno
      bardziej się z tego ucieszy niż z siedzenia w domu.
    • tehuana Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 13:29
      Zastanawiam sie na co komu dzis dwudaniowy obiad i te wszystkie
      celebracje.
      • grejdi Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 14:24
        Dużo dobrych rad - robić to, co się lubi, a nie to, czego wymaga otoczenie.
        Wolna sobota dla jednych jest ekstra spędzona intensywnie, dla innych jedyną
        formą jest leżenie bykiem, a ci pozostali zależy od nastroju. Trzeba sobie
        ułatwiać życie: zmywarka, gotowanie jednogarnkowe jest lux, wyjście do knajpy
        też lubię - nawet bardzo, nie ma co narzekać, że gotowanie jest fe (zwłaszcza,
        że jak doczytałam gotuje mąż). Wszystko w zdrowych proporcjach, podziale
        obowiązków itepe, itede da się bezboleśnie zrobić.
        Dobiję cię, mówiąc, że my celebrujemy śniadania niedzielne: latem kawa na
        tarasie, zimą przy kominku, potem nieśpieszne konsumowanie jakiś dobroci,
        pogaduchy, czasami kończy się to późno. A obiad - z reguły wówczas to
        obiadokolacja.
        A i jeszcze - zdarza nam się iść na obiad do mojej mamy - ale sporadycznie. I
        chwała Bogu - ale to z innych powodów ;-)
        pozdrawiam
      • koala_tralalala Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 17:55

        Tehuana wyznaje amerykanski styl zycia ;)
        Zas Europejczycy w przytlaczajacej wiekszosci celebruja niedzielne
        trzy a nawet cztero i pieciodaniowe obiady, bo wiezi z rodzina oraz
        znajomymi sie przy wspolnym jadle buduje :)
        To sie drzewiej nazywalo wspolne ucztowanie ;)))))))
    • kobieta.z.ikra Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 14:14
      Jemy je, owe obiady, czasem po nich myjemy naczynia:) Duuuuzo ich. To jest dobra
      chwila, można przy myciu posłuchać muzyki:) A mama zawsze mowi, że tyle się
      narobiła, a my nie zjadamy wszystkiego:)

      PS. Robi coraz mniej, a my i tak nie dajemy rady zjeść wszystkiego:) choć smaczne!
      :)
    • canuck_eh Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 14:28
      Dla mnienie jest toproblemem.Proszony obiad na ktory przyjezdza moj
      ojciec, a teraz i jego brat z zona bo wizytuja nie jest zadnym
      problemem.Zakupy sa zrobione dzien wczesniej.Przytrafia sie i tak ze
      w sobote czy w niedziele ja ide rano do pracy, wiec maz przygotowuje
      czesc do obiadu, ja wrcam i razem sie krzatamy i podajemy.Potem
      sprzatamy po obiedzie szybko i sprawnie, i przy kawce siedzimy sobie
      i wszyscy plotkujemy, dzieci zajmuja sie wlasnymi sprawami w swoich
      pokojach.Jak te niedzielne obiady cie tak mecza to sobie wykresl z
      kalendarza a nie biadol tutaj bo az przykro czytac.
    • tangerka nie mamy takich problemów 05.02.10, 14:55
      jak chce się nam gotować różne kulinarne frykasy - gotujemy, jak nikt nie ma na
      to ochoty - idziemy do knajpy, sprzątamy razem raz na tydzień w sobotę i tylko
      to co najbardziej rzuca się w oczy, każdy swoje terytorium, wspólne najczęściej
      niestety ja , do zmywania mamy zmywarkę:) codzienne obiady wszyscy troje (ja,
      mąż, córka) jadamy "na mieście" - my z mężem w pracy, córka w szkole, śniadań w
      domu nie jemy tylko córce przygotowuję śniadanie do szkoły wieczorem
      poprzedniego dnia, kolacje każdy robi sobie sam i je co lubi, zakupy robimy raz
      na dwa tygodnie, na bieżąco dokupując jedynie pieczywo i co tam zabraknie ... Do
      niedzielnych obiadów podobny stosunek jak twój mąż mają moi tesciowie, dla
      których gotowanie w weekend obiadu to najważniejsza sprawa i w związku z tym
      sami są "ugotowani" na cały dzień i dlatego mój mąż nie znosi takiej celebry
      jedzenia, bo rodzice tak go terroryzowali tymi wspólnymi posiłkami i tak dużo
      poświęcali im uwagi, że teraz ma naczelną zasadę, że je się po to aby żyć, a nie
      żyje po to aby jeść. I my nie spędzamy zbyt wiele czasu w kuchni a już na pewno
      nie w weekendy (zwłaszcza letnie), kiedy staramy się wyjeżdżać na działkę, na
      wycieczki, do znajomych ... Teściowie nas za to krytykują mówiąc że córka nie
      nauczy się właściwych zwyczajów "posiłkowych", ale ja myślę że oni mojego męża
      też ich nie nauczyli, bo odżegnuje się od tych obiadków jak diabeł od święconej
      wody i rzadko korzystamy z ich zaproszeń, nie mówiąc już o tym, żebyśmy sami tak
      pichcili całymi dniami! Choć czasem zdarza nam się wspólnie (z córką) kucharzyć
      i wtedy wymyślamy sobie różne dobre rzeczy do jedzenia, to jednak unikamy
      kieratu gotowania po to, aby mieć czas na inne rzeczy, rozrywkę, relaks, czas
      dla dziecka.
    • w.i.l Nie ma nic milszego, niech, kto chce mi wierzy, 05.02.10, 15:18
      Jak rodzinny obiad w sielskiej atmosferze,
      Obrus świeży leży, starsi znad talerzy do młodzieży
      Szczerze szczerzą się.

      Wujek Leon z punktu ku kuzynkom czterem,
      Z odpowiednim zmierza żartem, czy duserem,
      Dziadzio je z orderem, kuzyn z profelerem,
      Ciocia tartym serem sypie w krąg.

      Tak co dnia obiad trwa, wdzięku moc w sobie ma.

      Obserwować choćby można z przyjemnością
      Jak się wujek Leon zawsze dławi ością,
      Czyni to z godnością, rzeczy znajomością,
      Wuj z natury powściągliwy jest.

      A ciotunia w każde danie wciąż sypie ser, tarty ser
      Bo pasuje do wszystkiego tarty ser,
      Czasami kuzyn co ma profelef,
      Twierdzi, że to jest nie fair.

      A dziadunio tak zabawnie gryźć umie wąs, prawy wąs
      Bo przeszkadza mu w konsumpcji, prawy wąs
      Kuzynki mają przez to oczopląs,
      Nie chcąc sosów tknąć ni miąs,
      Bo jak się na dziadzia zapatrzą to ... przepraszam.

      Ciocia chciała kiedyś skonać na artretyzm
      Bo dziadziowi nagle order wpadł w ordewry
      I na pół go przegryzł podśpiewując:
      Everybody love somebody smaczne to!

      Tak to w atmosferze sielskiej i intymnej
      Zwykł przebiegać zawsze obiad nasz rodzinny,
      Wuj się dławił siny, kuzyn robił miny,
      A ciociny tarty ser mdlił nas.

      Mdliłby tak do dziś dnia, gdyby nie sprawa ta...

      Że raz dano zraz, czy bitki zdobne w nitki,
      A do zrazu zrazu chrzan, a potem grzybki,
      No i przez te grzybki, chłód rodzinnej kryptki,
      Nazbyt szybki dał obiadkom kres. Nie ma nic milszego, niech, kto
      chce mi wierzy,
      Jak rodzinny obiad w sielskiej atmosferze,
      Obrus świeży leży, starsi znad talerzy do młodzieży
      Szczerze szczerzą się.

      Wujek Leon z punktu ku kuzynkom czterem,
      Z odpowiednim zmierza żartem, czy duserem,
      Dziadzio je z orderem, kuzyn z profelerem,
      Ciocia tartym serem sypie w krąg.

      Tak co dnia obiad trwa, wdzięku moc w sobie ma.

      Obserwować choćby można z przyjemnością
      Jak się wujek Leon zawsze dławi ością,
      Czyni to z godnością, rzeczy znajomością,
      Wuj z natury powściągliwy jest.

      A ciotunia w każde danie wciąż sypie ser, tarty ser
      Bo pasuje do wszystkiego tarty ser,
      Czasami kuzyn co ma profelef,
      Twierdzi, że to jest nie fair.

      A dziadunio tak zabawnie gryźć umie wąs, prawy wąs
      Bo przeszkadza mu w konsumpcji, prawy wąs
      Kuzynki mają przez to oczopląs,
      Nie chcąc sosów tknąć ni miąs,
      Bo jak się na dziadzia zapatrzą to ... przepraszam.

      Ciocia chciała kiedyś skonać na artretyzm
      Bo dziadziowi nagle order wpadł w ordewry
      I na pół go przegryzł podśpiewując:
      Everybody love somebody smaczne to!

      Tak to w atmosferze sielskiej i intymnej
      Zwykł przebiegać zawsze obiad nasz rodzinny,
      Wuj się dławił siny, kuzyn robił miny,
      A ciociny tarty ser mdlił nas.

      Mdliłby tak do dziś dnia, gdyby nie sprawa ta...

      Że raz dano zraz, czy bitki zdobne w nitki,
      A do zrazu zrazu chrzan, a potem grzybki,
      No i przez te grzybki, chłód rodzinnej kryptki,
      Nazbyt szybki dał obiadkom kres.
      Wojciech Młynarski
      • ronja2 Re: Nie ma nic milszego, niech, kto chce mi wierz 05.02.10, 17:56
        :-)
        wykonanie Jacka Wójcickiego - bezcenne !!!
    • eye-witness Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 18:17
      Masz, kobieto, problemy...
      • jorn Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 19:51
        Bez żadnego problemu. Można to zrobić na dwa sposoby: spontaniczny lub zorganizowany.
        I. Sposób spontaniczny:
        1. Wychodzimy na spacer po mieście.
        2. Gdy zgłodniejemy, rozglądamy się za restauracją.
        3. Po znalezieniu odpowiadającej nam restauracji wchodzimy do niej.
        4. Zamawiamy posiłek.
        5. Jemy
        6. Płacimy
        7. Kontynuujemy spacer lub wracamy do domu.

        II. Sposób zorganizowany:
        1. Wybieramy restaurację.
        2. Jeśli sądzimy, że jest taka potrzeba, rezerwujemy.
        3. Udajemy się do wybranej restauracji
        4-6. Tak samo, jak w wersji spontanicznej
        7. Idziemy na spacer lub wracamy do domu.

        Naprawdę minęły już czasy, gdy jedynym powszechnie dostępnym sposobem na zjedzenie obiadu było samodzielne gotowanie. Od tego czasu dochody większości Polaków znacznie wzrosły, a ceny w restauracjach spadły (przynajmniej w ujęciu realnym, nominalnie być może nie), a poza tym obok drogich restauracji pojawiło się wiele miejsc, gdzie można smacznie zjeść za relatywnie niewielkie pieniądze.

        Pozdrawiam
    • jap1 kolejka dla wszystkich domowników i 05.02.10, 19:45
      każdy ma okazję się popisać. Ale to musi wprowadzić mamusia i tatuś, a właściwie odwrotnie. Ale jak znam polskie realia to w wielu domach to nie wyjdzie. mamusia prędzej padnie trupem niż pozwoli ugotować nastoletniemu synusiowi, a i niejeden tatuś się prędzej rozwiedzie niż zrezygnuje z przedpołuniowego niedzielnego zalegania
      • a-m75 Re: kolejka dla wszystkich domowników i 05.02.10, 22:09
        Ależ brednie. Gotuje ten kto lubi bądź musi. Tak czy siak należy się ogarnąć i
        rachu-ciachu obiad zmajstrować.
        Czytam któryś raz pierwszy post autorki wątki i mam wrażenie, że to podpucha.
        Pół dnia obiad gotować? Jakaś niezaradna ta rodzina, skoro ich dwoje w kuchni
        się uwija, a tracą całą niedzielę, która to jest w dodatku jedynym dniem, w
        którym owe obiady jadają.
        Po paru miesiącach jedzenia wyłącznie filetów z kurczaka na obiad w niedzielę
        miałabym już odruch wymiotny na ich widok.
        Z całym szacunkiem dla cycków, które wprost uwielbiam w kuchni przerabiać,
        bynajmniej nie a'la schabowe.
    • kosztorysik makaron + dżem 05.02.10, 20:14
      Makaron z TESCO do gorącej wody, słoik dżemu z piwnicy, 10 minut i rodzinny
      obiad na talerzach!
    • baklar Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 20:18
      Z obiadami radzić sobie muszę co drugie miesiac. Tak podzielone są
      obowiązki, że zajmujemy się domem na zmianę. Nie macie pojęcia jakie to
      wychowawcze dla faceta. Do czasu podzielenia obowiązków mąż lekceważył
      moją pracę w domu, teraz już nie komentuje. Co drugi miesiac siedzę z
      gazetą i mówię mu, co słychać w świecie, a on miesza w garnkach.Patrzę jak
      sobie radzi, nie pomagam, chyba że jest chory.
    • axelred Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 21:48
      Nie mam takiego problemu, u mnie w weekend obiad nie jest gwozdziem
      programu, za to jest tyle innych fajnych rzeczy do zrobienia.
      Zazdroszcze tu niektorym, ze umieja sie szybko i skutecznie zakrecic
      wokol garnkow, tak jak moja mama. Ja takiej umiejetnosci jeszcze nie
      nabylam i kto wie czy w ogole nabede? Hanna Gronkiewicz-Waltz kiedys
      powiedziala na lamach Rzeczpospolitej (a bylam wtedy nastolatka), ze
      kobiety dziela sie na gotujace i sprzatajace (ona sama nalezy do
      sprzatajacych). Hm, cos w tym jest, ja wybitnie naleze do tych
      porzadkujacych. A przeciez przy robieniu obiadu robi sie taki
      balagan! :)
      Do tego nie mam cisnienia ze strony meza, bo on lubi gotowac. Jednak
      czasem i coraz czesciej mnie cos napada i gotuje jakies ciekawe
      rzeczy z przepisem w reku (usuwajac na biezaco powstaly balagan).
      Ostatnio trzy sloiki wloskiego sosu pomidorowo-warzywnego do
      makaronow (o wiele zdrowszy niz sklepowy) i ciasto Hugenota.
    • misself Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 05.02.10, 22:26
      1) Robię zakupy na parę dni.
      2) Do sklepu idę sama i z listą zakupów, zajmuje mi to jakieś pół godziny.
      3) Mam zmywarkę.
      4) Jedzenie dwudaniowego obiadu zajmuje mojej "włoskiej rodzinie" (dużo
      rozmawiamy przy stole, dyskutujemy przy jedzeniu) maksimum 40 minut. Mnie i
      narzeczonemu 15 minut, bo jemy tylko jedno danie.
      5) Ugotowanie dwudaniowego obiadu zajmuje jednej osobie maksimum dwie godziny,
      wliczając czas spędzony na czekaniu.

      Nie, gotowanie to nie jest dla mnie PROBLEM, tak jak mycie zębów - normalna
      codzienna czynność, którą po prostu trzeba wykonać.
    • men.zurka Re: Jak radzicie sobie z niedzielnymi obiadami??? 06.02.10, 01:42
      jwm1 napisał:

      potem gotowanie, potem trzeba jeszcze czas znaleźć, żeby zjeś
      > ć, no a potem zmywanie. Zakładając, że jadamy trzy posiłki
      dziennie (śniadania,
      > obiady i kolacje) to w niedziele
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

      zyjesz by zrec i bzdziec jak huzar

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka