Dodaj do ulubionych

problemy zdradzonego zakochanego idioty

25.02.10, 18:02
Witam. musze sie przyznac ze pierwszy raz uczestnicze w takim forum ale
doszedlem do wniosku ze gdzies musze wywalic swoje problemy..jesli ktos bedzie
mial ochote przebrnac przez moja opowiesc zadam na koncu pytanie , zastanawim
sie czy ktokolwiek bedzie w stanie udzielic na nie konkretnej odpowiedzi, przy
zalozeniu ze uwierzycie ze jest prawdziwa bo tak naprawde sam czasami mam
wrazenie ze to wszystko mi sie sni. Zanim napisze z czym walcze musze
najpierw po czesci przedstawic swoja historie.
Jestem mezem od 7 lat praktycznie rowno(niedawno mielismy rocznice slubu0.
Przez te 7 lat tworzylismy wspaniala rodzine. Niecały rok po slubie urodzil
nam sie syn(naprawde swietny skrzat).Mieszkalismy w mieszkaniu tesciow ktore
kupili swojej corce tj. mojej zonie. Mam calkim dobra prace i przez 5 lat
utrzymywalem rodzine.Zona nie pracowala , zajmowala sie mieszkaniem i synem ,
w trakcie z uwagi na fakt ze kolejna ciaza mogla by byc zagrozeniem dla zycia
zony postanowilismy stworzyc rodzine zastepcza dla rocznego chlopaczka z domu
dziecka. Jest juz u nas 3 lata i tak naprawde zachowuje sie , a my go
trakujemy jak wlasne dziecko, moze nawet w stosunku do wlasnego syna jestem
bardziej wymagajacy ale nie jestem do konca pewien:) . Wszystko sie nam
wspaniale ukladalo. Nie widzielismy ppoza soba swiata, niektorzy nawet
zartowali sobie ze jacys dziwni jestesmy bo po 7 latach malzenstwa trzymamy
sie za rece , calujemy sie i patrzymy sobie w oczy. Bylem niesamowicie
szczesliwy i chyba spełniony. Moja rodzina i zona byla pewnego rodzaju buforem
przy problemach w pracy, wracalem do domu i juz ich nie bylo :). Widzialem tez
szczescie w oczach i zachowaniu mojej zony, z reszta nie tylko ja, wiele osob
nam mowilo ze milosc z nas az bije. 2 lata temu zona dostala prace taka o
jakiej zawsze marzyla i musze dodac ze w sluzbach mundurowych gdyz to ma
istotne znaczenie. Znam doskonale to srodowisko a mimo to popieralem zone w
jej zabiegach o te prace bedac przekonany ze nie ma takiej mozliwosci by
uczucie ktore nas wiazalo zaniklo. Cwile po tym gdy dostala prace zmienilismy
mieszkanie na wieksze co sie nam udalo zrobic bez zaciagania kredytow a po ok
2 latach czyli bardzo niedawno udalo nam sie te mieszkanie zamienic na
wymarzony przez nas dom. Sami widzicie ze mielismy cholernie wiele
szczescia.przy kazdej zmianie mieszkania powstawal problem z aktem wlasnosci.
dla mnie nie bylo zadnego problemu. Po prostu kolejne byly pisane na tesciow i
sam o to zabiegalem z pewnych waznych dla mej rodziny wzgledow. Nigdy ,
powtarzam nigdy nie wpadlo mi do glowy ze moze to byc kiedys wykorzystane
przeciw mnie. Dzieci nam swietnie rosly , my za soba swiata nie widzielismy -
po prostu bajka.
I wtedy sie zaczelo. Moja zona wyjechala na szkolenie skierowana przez zaklad
pracy. Duzo jest zartow na temat wysylania zon na takie kursy z reszta znam je
doskonale z autopsji, lecz bylem przekonany ze nam nic nie grozi - przeciez
kochalismy sie. Nigdy nie mialem zadnych podejrzen w stosunku do zony mimo
tego ze pracowala praktycznie z samymi facetami, po prostu nie dawala mi nigdy
powodow do zazdrosci, mi do glowy nnigdy nie wpadlo by szukac szczescia poza
rodzina, przeciez bylem szczesliwy. kilka tygodni po tym jak wyjechala zaczely
sie dziac dziwne rzeczy. Przede wszystkim moja zona zaczela sie coraz zadziej
ze mna kontaktowac(mowie tu o telefonach),ktoregos dnia powiedziala mi ze nie
moze przyjechac ze szkoly na weekend mimo tego ze wczesniej bez problemu
przyjezdzala i jak mowila na poczatku kursu w planach szkoly nie ma zajec w
weekendy. W kazdej rozmowie mowila mi o tym ze cholernie duzo od nich
wymagaja, ze ciagle sa zajecia , ze nie ma na nnic czasu procz nauki.
Postanowilem ze zrobie jej niespodzianke. Poprosilem ja by zalatwila jakos ten
wspomniany weekend wolny a po tym jak po dlugich namowach przyjechala zabralem
ja na wieczor ostatkowy, a wczesniej poprosilem by kupila sobie jakies fajne
ciuchy (dostalem wczesniej niezla premie - kilkaset zltych i postanowilem by
ja przenaczyla na siebie) Widzialem ze sie cieszyla. Chwila musze rozbic ma
opowiesc na kilka postow chyba :)
Obserwuj wątek
    • wercy Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 25.02.10, 18:44
      Wiec jedziemy dalej. Niestety nie wiedzacz czemu na chwile przed wieczorem mimo
      mile spedzonego dnia cos sie zepsulo. Jak mi pozniej tlumaczyla czula sie
      zawiedziona bo nie dosc przekonywujaco mowilem jej ze swietnie wyglada,
      uwierzcie mi mowilem jej to kilka razy bo naprawde tak bylo. Impreza lipa
      przynajmniej dla mnie - gdy chcialem sie bawic ona nie chciala gdy ja siadalem
      wtedy ona zaczynala. Przerazilo mnnie najbardziej jedno z jej stwierdzen gdy ja
      zapytalem czy nie przeszkadza jej gdy sama bawi sie na parkiecie - odpowiedziala
      mi ze "podoba sie jej gdy faceci slinia sie na jej widok" zdebialem, nie
      wiedzialem co powiedziec, czegos takiego moja zona nie powiedziala by mi. Juz do
      konca wieczoru bawila sie praktycznie beze mnie. Nastepnego dnia nie zdarzylem z
      nia porozmawiac w domu bo od razu po tym jak wstalismy praktycznie pojechala do
      szkoly. Dzwonilem do niej kilka razy by zadzwonila do mnie po tym jak dojedzie
      bo musimy porozmawiac. Stwierdzila ze moze ze mna teraz rozmawiac bo po tym jak
      dojedzie bedzie zajeta a nie przeszkadalo jej to ze byla w aucie z 2 kolegami.
      Poniewaz ja nie czulem sie komfortowo nie chcialem tez rozmawiac gdy byla w
      podrozy. i rzeczywiscie , na chwile przed tym jak dojechala zadzwonila ze prawie
      dojezdza i.... od tej chwili przez cala noc miala wylaczony telefon - jak
      twierdzila po przyjezdzie do szkoly poszla zaraz spac ehh... Nastepny weekend
      tez opory by przyjechala do domu. Bylem cholernie zly bo dzieciaki juz coraz
      czesciej po nocach sie budzily z pytaniem "gdzie jest mama? " Mimo tego ze jej
      to mowilem nie chciala przyjechac tlumaczac sie pokretnie. I wtedy dotarl do
      mnie wydruk jej bilingu z telefonu. Okazalo sie ze moja zona majac 28 lat pisze
      od 2 tygodni pod jakis numer srednio ok 50 sms dziennie, wyslal tez pod ten
      numer kilka mmsow. O roznych porach dnia od 6 rano poczynajac po 1 w nocy
      konczac. Gdy zobaczylem ten biling zawalil sie mi swiat. Usilowalem sie do niej
      dodzwonic by wyjasnila mi cokolwiek, oczywiscie telefon byl wylaczony.
      zadzwonilem po ten nieszczesny numer odebral jakis facet. rozmowe zaczalem
      normalnie przedstawilem sie powiedzialem mu ze jestem mezem, a kobieta z ktora
      smsuje ma 2 dzieci, zapytalem go czy wiedzial o tym, powiedzial mi ze nie,
      pozniej troche powiedzial mi ze gdyby o tym wiedzial nie pchal by sie w to. Jak
      sie okazalo byl to instruktor z jej szkoly, ponoc przystojny, swietnie zbudowany
      i w ogole. w trakcie pol godzinnej rozmowy powiedzialem mu rozne rzeczy. Z tego
      co pamietam czyms mu tam tez grozilem. Wnkoncu on oswiadczyl ze konczy z nia i
      ma tego dosc. Godzine pozniej dodzwonilem sie do zony. Jasnym bylo ze juz
      wiedziala. Kazalem jej wracac do domu by wszystko mi wyjasnila mowiac ze jesli
      teraz nie przyjedxie to nie bedzie miala do kogo wracac, ze odejde. Stwierdzila
      kategorycznie z e z jakis tam powodow dzis nie przyjedzie , a dopiero dnia
      nastepnego. Najgorsza noc w moim zyciu jak sie okazalo nie ostatnia. Po
      przyjezdzie tlumaczyla mi ze to byly tylko smsy ,ze on ja rozumial, ze
      dowartosciowywal. itp. a ode mnie tego nie otrzymywala - dziwilem sie temu bo
      naprawde dbalem o nasze malzenstwo - czesto jej mowilem ze jak kocham, robilem
      kolacje - niespodzianki, dawalem jej kwiaty i prezenty nawet a zwlaszcza bez
      okazji po to by ja zaskoczyc. Wiekszosc naszych znajomych facetow mialo mi to za
      zle bo gdy ona sie tym chwalila przed kolezankami zawsze bylo do nich od zon _
      "widzisz ucz sie od.... jak dbac o zone" :) . I mimo tych wszystkich przeslanek
      chyba chcialem jej uwierzyc bo po kilkugodzinnej awanturze, pozniej rozmowie po
      wielu niepotrzebnych slowach z obu stron to ja podeszlem do niej i prosilem by
      bylo jak dawniej, postanowilismy sprobowac,(2 noc gdy nie spałem) nastepnego
      dnia ona znow pojechala do szkoly, i ch......a znow sie zaczelo.Ciagle wylaczony
      telefon, glos bez uczuc, jakies dziwne wyrzuty. No i oczywiscie kolejny weekend
      na ktory "nie mogla " przyjechac. Swoimi sposobami dowiedzialem sie ze nie miala
      zajec w weekend. Wrocila do domu na dzien przed wigilia. Nie wiedzialem jak to
      bedzie. Dzien wczwsniej wywiozlem brzdace do babci by moc z zona po jej
      przyjezdzie porozmawiac. c.d.n
      • wercy Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 25.02.10, 19:09
        Chce zaznaczyc ze przez reszte kursu jej telefon byl praktycznie caly czas
        wylaczony. Jka sie pozniej okazalo miala druga karte. Ale wracajac do tematu.
        Rozmawialismy pol nocy i JEJ!!! postanowienie ze dla dobra dzieci zyjemy razem
        pod jednym dachem ale w osobnych pokojach. Dla mnie to byla tragedia. Pojechala
        na swieta do moich rodzicow- dla mnie najgorsze swieta w zyciu. Przy dzieleniu
        sie oplatkiem nawet sie nie pocalowalismy.Dlugo by opisywac. to co pozniej sie
        dzialo przez 2 tygodnie to jedno pasmo udrek i walki ze soba(Przez ten okres ona
        byla w ciaglym kontakcie z Nim i planowali jakies wspolne spedzanie czasu co
        wychodzilo w trakcie naszych awantur i co widzialem w jej smsach). Bylem pewien
        ze nie dam rady tak zyc. Jak sie okazalo moge nie spac 3 doby pod rzad i tyle
        samo prawie nie jesc. W ciagu miesiaca schudlem 14 kg. Bylem przerazony tym co
        sie ze mna dzieje.Ciagle bole w klatce piersiowej- jak sie okazalo nerwobole -
        cos o czym w zyciu nie wiedzialem. I cholera to znow ja poszedlem do niej i
        pierwszy wyciagnelem reke by dojsc do porozumienia(duza zasluga kosciola choc
        nie bylem nigdy dotad jakis nadgorliwy ale tonacy..... ) po kilku rozmowach
        postanowilismy znow probowac. Dla mnie faceta uwierzcie ze to bylo cholernie
        ciezkie. Zawsze bylem przekonany ze w takiej sytuacji trzasne drzwiami i tyle
        mnie widziala ale gdy 2 razy probowalem to robic zawsze stawały przy mnie nasze
        2 szkraby i nie mialem serca tego zrobic. Doszedlem do wniosku ze pokaze jej co
        mogla stracic. Zaczalem bardzo dbac o siebie, zabierac ja na romantyczne kolacje
        do swietnych restauracji, do teatru, robic niespodzianki, kupowac jakies
        drobiazgi. I wydawalo mi sie ze to dziala, coraz czesciej sie usmiechalismy do
        siebie, coraz czesciej patrzylismy sobie w oczy, znow zaczelismy ze soba
        sypiac.I nagle znow sie spieprzylo, i to nie wiedziec czemu, powodem bylo z jej
        strony to ze nie chcialem zrobic czegos co mi kazala zrobic (typowy pretekst).
        Nie minal dzien ona znow zaczela wychodzic z domu i prowadzic dlugie rozmowy
        tajemnicze, nie wypuszcza komorki z reku, ciagle cos w niej pisze, jestem
        praktycznie pewnien ze do niego. Od kilku dni bardzo o siebie zaczela
        dbac(fryzjer, kosmetyczka itp.), wczoraj po pracy oswiadczyla mi ze dzis z rana
        wyjezdza bo z pracy ja deleguja i musi jechac a wroci dopiero jutro i tyle ja
        widzialem.
        Przedstawilem swoja historie troche szczegolowo momentami i troche ogolnikowo
        po czesci , o wielu rzeczach nie napisalem , moze pozniej to zrobie.Puenta jest
        taka ze, nie mam zielonego pojecia co z tym robic bo, dla mnie dla faceta juz
        sam fakt ze chce zyc z kobieta ktora jestem pewien zdradzila mnie jest co
        njmniej dziwny(ktos mi powiedzial ostatnio "nigdy nie mow nigdy" ). Cholernie
        chcial bym by nasze malzenstwo trwalo w tej chwili jesli nie dla nas samych to
        dla naszych dzieci bo patrzac na nich teraz w dolku mnie sciska ze moge ich
        stracic (dowiadywalem sie jak by to wygladalo w przypadku rozwodu, obaj zostana
        przy matce prawdopodobnie - polskie prawo )Jednoczesnie chyba dalej ja kocham bo
        nie moge przestac o niej myslec, ale z drugiej strony szlag mnie trafia ze
        potraktowala mnie w ten sposob, ze przekreslila wszystko to co mielismy dla
        jakiegos.....
        Czy jest osoba ktora moze powiedziec mi co mam teraz robic????
        • malinowa_gora Terapia szokowa. 25.02.10, 19:40
          Na twoim miejscu wzielabym rozwod.
          Rozmowy i pertraktacje napewno nic nie pomoga. Niech posmakuje zycia
          jako samotna matka z dwojka dzieci. Zareczam ci, ze szybko zmieni
          swoje poglady na zycie, bo jaki facet chce wychowywac dzieci innego
          faceta. Wielu takich znajdzie? Poczekaj, a sam zobaczysz.
        • minijack Moim zdaniem jedynym wyjściem jest rozstanie 26.02.10, 00:25
          Stary naprawdę Ci współczuję,

          Wygląda na to, że jesteś porządnym facetem, który potrafi cieszyć się tym co ma. Niestety miałeś sporego pecha trafiając na tak perfidną sukę (wybacz, inaczej jej nazwać nie potrafię).

          Na czym polegał Twój błąd? Nie wydaje się, żebyś zawinił poza tym, że za bardzo rozpieściłeś żonkę. Życie stało się dla niej zbyt wygodne, a to paradoksalnie popycha tego rodzaju suki do robienia głupot. Zresztą mniejsza o to - o durnocie ludzkiej można by napisać dziesiątki tomów, ale dla Ciebie powody jej zachowania powinny być już nieważne. Liczą się fakty, a te mówią, że żona oszukiwała i wciąż oszukuje Cię z premedytacją.

          Pytanie brzmi, co powinieneś zrobić, aby to wszystko naprawić? NIC! Tego się po prostu naprawić nie da. Dlatego jedynym wyjściem jest oderwanie się od tego syfu. Działanie tej szmaty jest przemyślane, długotrwałe, perfidne i nie rokuje nadziei na poprawę. A zresztą nawet gdyby wróciła do Ciebie, zrobiłaby to z wygody, a nie z miłości. Pytanie brzmi, czy chciałbyś i potrafiłbyś żyć z kimś takim? Z pewnością nie.

          Wiem, że ciężko jest bardzo ciężko jest Ci zakończyć związek, ale nie możesz zasłaniać się dziećmi. Pomyśl racjonalnie co będzie dla niech mniejszym złem - (demonizowany) rozwód, czy życie w fałszu i pod opieką matki, która jest socjopatką? Jakie wzorce mogłaby im przekazać? Zastanów się nad tym.

          Poza tym podpisuję się pod pewną bardzo ważną rzeczą, o której już mówili udzielający się na forum - aby być kochanym i szanowanym musisz także kochać i szanować samego siebie. Ja także kiedyś o tym zapomniałem i to mnie zgubiło. Przekonałem się także, że pewnych rzeczy nie da się odkrecić, a nawet jeśli, to przede wszystkim nie warto.

          Mam nadzieję, że będziesz dawał znać jak sobie radzisz i co zadecydowałeś. Życzę Ci powodzenia i madrych wyborów.
        • wichrowe_wzgorza Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 27.02.10, 11:19
          Wercy, Twoja żona jest jeszcze bardzo młodą kobietą, szczerze mówiąc - nie
          sądzę, by do ślubu zdoła w ogóle poznać siebie ( chyba miała 21 lat, kiedy
          przysięgała Ci dozgonną miłość). W naszej kulturze przedstawia się małżeństwo,
          jako spełnienie istoty kobiecości, ale zawarte wcześnie często okazuje się
          "złotą klatką", w której kobieta od wewnątrz usycha... ( Zastanawiam się, czy
          tylko dla kobiet?)

          Kiedy wygłodniały człowiek ( w sumie każdy)wyrywa się na wolność, staje się zbyt
          łapczywy, biorąc wszystko, co nawinie się pod rękę, co pozornie daje
          zaspokojenie, przyjemność. Oddychanie pełną piersią przyprawia o przyjemny
          zawrót głowy:) Nieokiełznana siła w duszy Kobiety żąda dostępu do wszystkiego,
          choć dojrzała wie, iż posiadanie wszystkiego nie jest w stanie zapewnić
          szczęścia. Myślę, że Twoja małzonka po prostu musi nauczyć się brac z życia
          tylko to, co dobre, naprawdę dobre. Kto wie? Może i Ciebie życie wystawi na
          podobną naukę?:) Masz pewność, że nie? :)

          Los tak sprawił, że Ty masz być teraz mądry za dwoje - i przede wszystkim "dla
          waszego dobra", nie zasłaniając się dziećmi. Zbyt wiele par zasłania się dobrem
          dzieci i grzęźnie w mieliźnie, którą szkraby doskonale wyczuwają.

          Boli Cię zdrada i rozumiem to. Myślę, że w tym przypadku tak samo przeżywają to
          zdradzone kobiety, jak i męzczyźni. Zdrada za zdradę - to głupie działanie,
          prowadzące raczej w wir destrukcji. Tej formy załatwienia problemu nie
          proponuję. Wykorzystaj tę okazję do przeobrażenia siebie i wejścia na inny
          poziom. Spójrz na wasze wspólne życie jeszcze raz, zapytaj - czego tam
          brakowało, czego było zbyt wiele? ( Pogoni?) Czy mieliście czas, by pytać się
          wzajemnie o to, co dla każdego z was jest naprawdę ważne? Czy ją znasz? Czy ona
          zna Ciebie?

          Może Ty także dawałeś z siebie zbyt wiele, jeśli tak - czas to zmienić w sobie i
          pokazać. Jeśli się kocha, zawsze warto dać szansę. Zaryzykuj, być może Twoja
          Zona nauczy się mądrości, a jeśli okaże się uparta w głupocie - zawsze można
          odejść...

          Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki!


          • kalllka Re: problemy sister of wersy 27.02.10, 13:19
            Ryy:)
            jak milo widziec Cie w Twoich literach.I niezmienna w naturalnej probie tlumaczenia swiata;
            wiemy jednak i autor watku chyba tez ,ze wolnosc to osobista odpowiedzialnosc.
            tej zas nie nabywa sie droga kupna- sprzedazy; bo bywa, ze transakcje chocby w zlotej klatce sa nielegalna i niebezpieczna droga.
            predzej badz pozniej pokazuja jednak bezcennosc nabycia swiadomosci zatem i wolnosc wyboru.
            co mile i ku pamieci, wypominam autorowi, przy okazji Jego dygresji w "umiejetnosciach" billingowych.


            ps
            poszczac wydrazylam rure myslac o genesis... i bez trickow zeszlam do tartaru by znalezc sie
            www.youtube.com/watch?v=y1tFQMjc-IE&NR=1

            pozdro dla zony por. Kloss:)
            • wichrowe_wzgorza Re: problemy sister of wersy 27.02.10, 13:47
              Kaa, a czy zabieram komu wolność? Tłumaczę nieczęsto, tym razem chciałam, więc
              napisałam. Bo warto :) A Ty wiesz lepiej:*
              • kalllka Re: problemy sister of wersy 27.02.10, 14:27
                no przeciez mowie:)
                w zadnym wypadku nie zabierasz, a tlumaczysz jak chcesz.
                i ja takze podtrzymujac i dokladajac od siebie moje zrozumienie odwrocnych wersy np.
                ktore to, w wypadku wyzej wymienionego opisujacego swoja ciezka sytuacje, posluzyly raczej,przez zagrozenie profesjonalnym kijkiem billingow (zabawnie bo w odpowiedzi na post komandosa?;)do pokazania dosc cynicznie wladzy- niestety, a nie do okazania swojej
                mercy:)

                co niniejszym jeszcze raz wszem i wobec :)

                • wichrowe_wzgorza Władzia... 27.02.10, 15:59
                  to Władzia, Kaa. Mnie się ona nie marzy i Władzi też nie pozwolę:)

                  W dziadostwie nieświadomości gubimy się bez względu na płeć. Czasem i zdradzić
                  może trzeba, żeby kiedyś tam poczuć, że nie kogoś się zdradza, a siebie. Siebie
                  w sensie tego, co ważne, istotne, sensowne.
                  A Mercy wymaga.. wiele wymaga:)
                  • kalllka Re: Władziu, pardons parexellance 27.02.10, 16:25
                    Tak jest!




                    i jeszcze Wlatce jak Madce powiemy gdy wkladasz mujdur nie gadaj bzdur, merci.
                    www.youtube.com/watch?v=f2oI-MCEIB8&NR=1
                    • wichrowe_wzgorza Walcem Władzię... 27.02.10, 16:33
                      ..choć tam występuje Tereska:)

                      www.youtube.com/watch?v=X-E9lSbubDA
    • yja Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 25.02.10, 20:01
      Wygląda na to ,że żona dobrze się bawi ,a ty jesteś dla niej takim punktem do
      którego jakby coś może wrócić.
    • s.p.7 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 25.02.10, 20:56
      Zycie jest zyciem.
      Twoje wyobrazanie nei mogago zmienic w zadnym kierunku, są tylko jego odbiorem

      JEsli idealizujesz rzeczywiscotsc mzoesz sie zawieść
      zbytnia idealizacja uczuc, ludzi, reakcji moze doprowadzic do naiwnosci.

      Sa lduzie ktorzy kkochają i potrafią kochać innych, mogal nia budowac wielkie i
      wspaniałe rzeczy, tworzyc przyszlosc, reazliwoac marzenia

      Milosc nie zmieni jednak rzeczywisctosci, Starales sie ją reazliwaoc wobec zony
      najleiej jak potrafiles, byles altrusta, miales staandardy moralne, wierzyles w
      nią i ufałes jej, bo dlaczego by nie?
      MOze jest tego warta? Nie zawsze ejst warta.

      Czlowiek jest tylk oczlowiekiem, lduzie w swojej masie sa bardzo ulomni, slabi,
      małostkowi, czasem nawet zaburzeni.

      Mozna dla nich poswiecic zcyie, ale jakkolwiek bys ich idealziwoal nie zmienisz
      ich, ich swiata, wartosci, osobowosci. Choc bys byl najlepszy na swiecie.

      Kochajac musisz kovhac tez siebie, a w tym zawiera sie madrosc dotcycząca
      rzeczywistosci. To swiadomosc i fakty.

      Zwiazeki emocjonalnei czesto wyczerpuja sie po ok 7 latach, to naturalny
      biologiczny czas zwiazku.
      A ona? chciala sie zabawic.
      Nei dzwonila, nie przychdozila bo w tym czasie w nocy ciupcial i ruchał ja jakiś
      typek,
      moze kilku, nie wiesz z iloma sie zabawiala.

      W pewnym moemencie mozesz dla niej znaczyc tyle co NIC,
      nie dosc tego staniesz sie dla nei j WROGEIM choc ty chcial bys jej zycie poswiecic.
      To jej wybory i decyzje,
      dlaczego tak robi? instykty, prokreacja, hedoznim, egoizm, egocentryzm.

      Ale i tak nie masz zle bo znam znacznie gorsze przypadki.
      Tacy FRAJERZY jak ty ladują bez majątku, z wysokimi alimentami, bez kontaktu z
      dziecmi.
      I co o nich sadzisz?

      NIe przewidzales tego? wg mnei to jest tak prawdopodobne ze powinno byc uznane
      za normalne.

      Błądy, decyzje, wybory,podejmuejsz je i odpowiadasz za nie,


      Co amsz teraz zrobic?

      A wiec mozesz sie zaczac cieszyc poniewaz twoaj swiadomosc rozszerzyla sie.
      Twoaj zonka zabawiala sie z jakims typkiem i oklamywala cie,
      w kazdej chwili zrobic to moze jeszcze raz.
      a wiec nie jest godna zaufania. w zasadze powinienes z nia skonczyc calkowicie.

      Chociaz mozesz uprawiac masochizm i dalej sie w to pchac w imie głupoty, no nei
      wiem, rozne sa ideologie zycia.

      Teraz chodzio to by sie obronic.
      Ni wniem dlaczego ddawales jej kolejne szanse kiedy wszystko bylo juz wiadomo.
      Potrafil bysto wytlumaczyc dlaczego tak robiles?
      Co ci sie wydawalo? zeoan urzadza wieczorne spacerki?

      W tym momenie mozesz sie ucieszyc drugi raz ponieawz masz szanse nauczyc sie na
      swoic bledach i wiecej ich nei powarzac tzn nie bierz z zadna kobieta slubu a
      jesli to robisz spisuj intercyze


      przechodzimy do nastepnego punktu czyli jak rozwiazac calza sytucje.

      radzil bym ci najac dobrego prawnika.
      moze udaw wam sie zebrac jakies dane, nagrywaj jej rozmowy,archoiwuzj bilingi,
      wszystko co sie da

      ale nie mow jej jeszce o niczym ponieaz nie masensu sie zdradzac.

      Powinienes to rozegrac tak abys nie stracil majatku, i nie byl obciazony finasowo.

      Jestes jeszcze mlody i mozesz miec nie jedna kobietę.

      Prawnik doradzi ci jak to przygotowac jak przeprowadzic rozwod i wyjsc z tego z
      jak najmniejszymi stratami,

      No i tak z czystej ciekawosci powiedz mi dlaczego mieszkanie na ktoretyle
      pracowales przepisuywales na rodziców swojej zoneczki?
    • witch.l Rozumiem twoje cierpienie... 25.02.10, 21:25
      Mysle,ze dobrze by bylo abys bez uprzedzania zabral dzieci i
      pojechal pod jej szkolenie i szkole z dziecmi.

      Niech koledzy zobacza, ze to kobieta z obowiazkami i niech troche
      wyluzuja. Napewno wyluzuja! Widok dwojki malych dzieci, ktore ma
      kolezanka podziala na nich jak zimny prysznic.
      A i ja usadzi na miejscu i w tej rzeczywistosci jakiej zyje.

      Porozmwiaj z tym amamntem i przeslij mu zdjecia twoich dzieci przez
      telefon komorkowy niech zobaczy, komu dom rozbija.

      Fakt ze faceci musza najpierw zobaczyc, aby zrozumiec, jest faktem
      nie podlegajacym dyskusji. Sa to po prostu ludzie, ktorym brak
      wyobrazni, jak taki amant zobaczy dzieci to ZACZYNA MYSLEC GLOWA.
      • skarpetka_szara Re: Rozumiem twoje cierpienie... 25.02.10, 21:38
        A ja bym na jego miejscu zbierala twarde dowody aby w razie rozwodu
        pokazac sadowi dlaczego sie rozwodzi. Wtedy byc moze wlasnie
        dzieci i dom zostana dla niego.

        PS: mowienie ze przez 7 lat malzensto bylo perfekcyjne troszke mnie
        zastanawia czy aby autor dobrze ocenia swoja sytuacjie.
        • witch.l Re: Rozumiem twoje cierpienie... 25.02.10, 23:37
          Nie znam prawa polskiego. Ale wyglada na to,ze dziewczyna jest po
          prostu zbyt niedojrzala do malzenstwa i mloda. Poza tym w takim
          srodowisku, to faceci ja zauwazaja. Niestety latwo tez i zepsuc
          sobie opinie.

          Najlepiej by pomogla wspolna rozmowa z dobrym psychologiem. Tam
          gdzie sa dzieci warto jest ratowac malzenstwo, a przynajmniej
          sprobowac.
          • skarpetka_szara Re: Rozumiem twoje cierpienie... 26.02.10, 18:45
            Pewnie, zawsze warto jest ratowac malzenstwo, z dziecmi lub nie.
            Ale nie mozna sie narazac na choroby weneryczne, a po drugie trzeba
            sie ubezpieczyc gdyby zona chciala rozwodu. Bo ratowanie nie pomoze
            gdy jedna osoba nie chce byc w zwiazku.
      • jab-77 Re: Rozumiem twoje cierpienie... 06.03.10, 17:54
        jasne, no bo to przecież była wina tylko tych facetów, co to zawsze myślą tym
        drugim mózgiem, a ona taka niewinna, tylko czym ona wtedy myślała?
    • czarownica77777 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 25.02.10, 21:36
      usunąłeś moją wypowiedz ciekawe pozostawiasz tylko te ktore ci pasują czy co
      było nie tak
    • sic-transit Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 25.02.10, 22:25
      Już to widziałem i przerabiałem sam. I mogę Ci powiedzieć co trzeba zrobić, ale
      rzecz w tym, że łatwe to nie jest. A niestety jak się złamiesz za wcześnie to
      się nie uda.

      Przepis jest w sumie prosty: wyprowadzasz się, a kontakty z żoną ograniczasz do
      płaszczyzny związanej z dziećmi. Żadnych rozmów, uwag, a już nie daj boże
      awantur. Po jakimś czasie wróci do Ciebie na kolanach.

      A teraz trochę informacji dlaczego to działa. Otóż ważne są tutaj 2 czynniki,
      które należy rozpatrywać oddzielnie pomimo, że oba mają tu krytyczne znaczenie:

      1. Kobietom czasem całkowicie odwala.
      No, ok - nie tylko kobietom. Ale teraz na nich się skupiamy.
      No więc odwala i wtedy z kobiety odpowiedzialnej, matki i zony robi się nagle
      nieczuła suka, dla której nawet dzieci nie są ważne. Niestety żadne wywody i
      rozmowy do takich nie trafiają. Nawet bym powiedział, że pogarszają sprawę. Taki
      etap trzeba przeczekać, bo innych sposobów nie ma. Na szczęście po jakimś czasie
      następuje otrzeźwienie, kobieta zaczyna rozumieć co robiła i wraca jej rozum.
      Może i nie w każdym przypadku, ale często.

      2. Kobiety nie szanują facetów, którzy się sami nie szanują.
      Jeśli kobieta robi z Ciebie szmatę a Ty jej na to pozwalasz to niestety w jej
      oczach jesteś mięczakiem bez jaj. A takiemu nie przysługuje żaden szacunek.
      Kobiety lubią i szanują facetów, którzy wiedzą kiedy walnąć pięścią w stół i
      kiedy powiedzieć "dość". I właśnie teraz nadszedł dla Ciebie ten moment, aby to
      "dość" powiedzieć. Walenie pięścią w stół niestety w tym przypadku pewnie nie
      pomoże, ale kto wie...

      Zrób to, co uważasz, że powinien zrobić szanujący się prawdziwy facet, a
      zaręczam Ci, że żona wróci. Tylko nie pozwól jej na ten powrót, dopóki nie
      zrozumie sama co dokładnie zrobiła. No i niestety może to parę miesięcy potrwać.

      Greg
      • robespier57 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 25.02.10, 22:32
        sic-transit napisał:
        > rzepis jest w sumie prosty: wyprowadzasz się, a kontakty z żoną
        ograniczasz do
        > płaszczyzny związanej z dziećmi. Żadnych rozmów, uwag, a już nie
        daj boże
        > awantur. Po jakimś czasie wróci do Ciebie na kolanach.


        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        i dalej beda zyli pieknie i szczesliwie myslac o wspanialych
        chwilach przezytych razem....o wzajemnym wspomaganiu sie, o pieknej
        starosci ktora wienczy ich lata bycia razem..
        wspaniale....w starszym wieku, patrzac sobie w oczeta, wezma sie za
        raczeta i pojda na dlugi spacer wspominajac piekne lata bycia
        razem, niezapomnianych chwil.....
        az mi sie lzy wzruszenia pojawily na moich polikach jak bardzo obaj
        bedziecie szczesliwi....nie zazdroszcze jednak...wasze szczescie....


        >
        > A teraz trochę informacji dlaczego to działa. Otóż ważne są tutaj
        2 czynniki,
        > które należy rozpatrywać oddzielnie pomimo, że oba mają tu
        krytyczne znaczenie:
        >
        > 1. Kobietom czasem całkowicie odwala.
        > No, ok - nie tylko kobietom. Ale teraz na nich się skupiamy.
        > No więc odwala i wtedy z kobiety odpowiedzialnej, matki i zony
        robi się nagle
        > nieczuła suka, dla której nawet dzieci nie są ważne. Niestety
        żadne wywody i
        > rozmowy do takich nie trafiają. Nawet bym powiedział, że
        pogarszają sprawę. Tak
        > i
        > etap trzeba przeczekać, bo innych sposobów nie ma. Na szczęście
        po jakimś czasi
        > e
        > następuje otrzeźwienie, kobieta zaczyna rozumieć co robiła i
        wraca jej rozum.
        > Może i nie w każdym przypadku, ale często.
        >
        > 2. Kobiety nie szanują facetów, którzy się sami nie szanują.
        > Jeśli kobieta robi z Ciebie szmatę a Ty jej na to pozwalasz to
        niestety w jej
        > oczach jesteś mięczakiem bez jaj. A takiemu nie przysługuje żaden
        szacunek.
        > Kobiety lubią i szanują facetów, którzy wiedzą kiedy walnąć
        pięścią w stół i
        > kiedy powiedzieć "dość". I właśnie teraz nadszedł dla Ciebie ten
        moment, aby to
        > "dość" powiedzieć. Walenie pięścią w stół niestety w tym
        przypadku pewnie nie
        > pomoże, ale kto wie...
        >
        > Zrób to, co uważasz, że powinien zrobić szanujący się prawdziwy
        facet, a
        > zaręczam Ci, że żona wróci. Tylko nie pozwól jej na ten powrót,
        dopóki nie
        > zrozumie sama co dokładnie zrobiła. No i niestety może to parę
        miesięcy potrwać
        > .
        >
        > Greg
        • robespier57 pomowmy jeszcze... 25.02.10, 22:36
          nie irytuja mnie sytuacje zyciowe,,,irytuja mnie idioci
      • leda16 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 25.02.10, 22:56
        sic-transit napisał:

        >
        > Przepis jest w sumie prosty: wyprowadzasz się, a kontakty z żoną ograniczasz do
        > płaszczyzny związanej z dziećmi. Żadnych rozmów, uwag, a już nie daj boże
        > awantur. Po jakimś czasie wróci do Ciebie na kolanach.


        Rada trafna tyle, że dzieci szkoda, iż je rozpustna mamuśka do ku...twa sposobić zacznie w samotnym macierzyństwie tudzież po zakładach wychowania zbiorowego poniewierać. Ale żłobki tylko 8 godz. są czynne, więc nie będzie mogła przez kilka tygodni prez resztę wolnego czasu w ku...twie się szkolić. Chałupę przez większość czasu pustą stojacą też kolesie-mundurowi jej opędzlują a potem sprawę umorzą z powodu niewykrycia sprawcy. Teściowie tylko beczeć z żalu będą, bo przecież nic twojego tam nie ma, jej i ich wszystko. Ty śmiać się wtedy możesz. I oczywiście przed powrotem żonki badań w kierunku HIV zażądaj i niech co pół roku te badania powtarza, jeśli na tyle uzależniony emocjonalnie od niej jesteś, że skwapliwie do końca życia potężne rogi na głupim łbie chcesz nosić.



        . Na szczęście po jakimś czasi
        > e
        > następuje otrzeźwienie,


        Eee, jakie tam to szczęście :))).

        >
        > 2. Kobiety nie szanują facetów, którzy się sami nie szanują.
        > Jeśli kobieta robi z Ciebie szmatę a Ty jej na to pozwalasz to niestety w jej
        > oczach jesteś mięczakiem bez jaj. A takiemu nie przysługuje żaden szacunek.


        A to prawda. Psim skomleniem tylko się pogrążasz. Złap za kudły przywlecz do domu i zrób jej szkolenie - kopniakami do kuchni zapędź, każ sobie obiad ugotować i buty wyczyścić, naucz w przedpokoju z pantoflami w zębach na swój powrót z pracy czekać. Drugi etap szkolenia to cotygodniowe kąpiele w płatkach róż dla pana męża szykować, nogi mu myć i koszule prasować. Pamiętaj, nawet sukę da się wytresować, cóż dopiero kobietę ;). Skoro suki są wierne, może i żonę tym sposobem wierności nauczysz.
    • sic-transit Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 25.02.10, 22:50
      Przecież pisałem, że w tej sytuacji walenie pięścią w stół już nie pomoże.
      Akurat ja nie przerabiałem zdrady, tylko coś innego. Ale widziałem też sytuację
      dokładnie taką jak opisywana i żona wróciła i już od dawna jest ok. Fajnie
      byłoby żyć w świecie idealnym, bez zdrad i obustronnym szacunkiem forever. Ale
      niestety tak dobrze nie ma.

      Ale po co ja to piszę, przecież jesteś tutaj najmądrzejszy i znasz rozwiązanie
      każdego problemu zapewne, nie?
    • dot.com.slash Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 26.02.10, 05:54
      Jezeli tak jest jak napisales to Ci wspołczuje.Jeżeli jestes taki jak o sobie
      napisales- jestes fajnym facetem.Na pewno o takim gosciu jak Ty,kobiety
      marza.Dlaczego 28 letnia matka 2 dzieci tak sie zachowuje?Ano dlatego,ze pewnie
      niewileu przed Toba ja ogladalo,albo nie czula sie na tyle atrakcyjnie,by
      mezczyzni zwrocili na nia uwage.Nie byla- w jej mniemaniu- "fajna laska" DLA
      WSZYSTKICH FACETOW,ot taka,o której każdy facet powie fajna d..a.To,ze Ty ja
      postrzegasz i postrzegales jako piekna dziewczyne nie ma dla niej znaczenia,bo
      jestem pewna,ze "nie sprawdzila"tego z innymi w praktyce,z
      "powaznymi","dojrzalymi","atrakcyjnymi" /cudzysłow zamierzony/facetami a tak
      wyszlo,ze padlo na kolegow z pracy.To oni+ TEN koleś są teraz lustrem w którym
      ona sie przeglada.
      Zastanow sie,co chcesz osiagnac.
      Wariant 1- kochasz zone i bedziesz walczyl o rodzine
      Wariant 2- zbierasz dowody przeciwko niej,walczysz o dzieci i jestes ojcem
      samotnie wychowujacym 2 synow.
      Musisz sobie szczerze odpowiedziec na pytanie,ktory wariant jest Ci blizszy
      Wariant 1-zbierasz informacje o facecie,adres,czy ma rodzine-jesli tak
      rozmawiasz z zona,dziewczyna,zero dyplomacji,mowisz prosto z mostu,ze on z nia
      spi etc. Jedziesz najlepiej ze swiadkiem na miejsce szkolenia,na uczelnie
      etc,obserwujesz teren,jesli wejscie dla niemundurowych jest zabronione,prosisz
      kogos z obslugi o pilne wywolanie z zajec,bo telefonow juz nie odbiera i wtedy
      najlepiej przy osobach postronnych wywalic,ze sie szlaja z tym gachem zamiast
      dzieci pilnowac,tylko sie nie rozpedzaj,zeby Cie przymusowo nie
      wyprowadzili.News,ze byl mąz i mieli spiecie na oczach innych powinno panow
      lekko odstraszyc ,jesli zona wybierze gacha i oleje Cie przy portierze
      przechodzisz do wariantu 2.Oczywiscie napisalam ogolnikowo-z tresci postu
      wynika,zes inteligentny,wiec dopiszesz swoich pare wersów do scenariusza.Co do
      uzycia kopniaków przeciwko zonie- nie radze,bo jestem przeciwna wychowywaniu w
      taki sposob doroslych,po drugie,koledzy zony zatroskani o jej los i dobro tak Ci
      dowala po lini sluzbowej,ze sie z rozumem nie polapiesz,bedziesz mial etykietke
      damskiego boxera,paragrafy na karku i wkrótce przestaniesz jezdzic autem,bo
      koledzy postaraja Cie oduczyc "złych nawyków przy parkowaniu".
      • wercy Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 26.02.10, 08:04
        widze robespiere ze znalazles swietny sposob na nabijanie postow. Nawet ci
        powiem ze w pewnym sensie masz racje. Gdybym kilka miesiecy temu czytal cos
        takiego goscia bym wysmiewal podobnie jak ty. Jak sie okazuje jednak nie znamy
        siebie wcale. czasmi patrze w te lustro o ktorym mowisz i faktycznie widze
        goscia bez twarzy. Szlag mnie trafia ze tak sie zachowuje zamiast pier....c tego
        wszystkiego i niech sie martwi. Ktos mi jednak powiedzial ze to byloby
        najprostsze wyjscie. I musze sam sobie odpowiedziec czy to wyjscie wybieram czy
        tez chce cos jeszcze z tym zrobic. Cale zycie podejmowalem wyzwania c widac po
        tym co osiagnalem mowie tu o statusie majatkowym. Z tym ze nie wiem czy w tym
        przypadku jest sens walczyc. Powiem wam ze sam juz dawno doszedlem do wniosku ze
        po tym co mi zrobila powinienem dla samego siebie chocby rzucic to. Ale mozecie
        mi wierzyc ze takie proste to jest gdy stoi sie z boku. Pare miesiecy temu sam
        bym to doradzal osobom w takiej sytuacji a teraz.... Czlowiek to faktycznie
        popieprzone stworzenie.
        Odnosnie tego jaka decyzje podjalem. Na chwile obecna zadnej konkretnej bo byly
        momenty ze rozmawialem z prawnikiem, zbieralem jej bilingi(to co mi radzicie
        juz wczesniej robilem :) ) rozmawialem z ewentualnymi swiadkami. Lecz z drugiej
        strony w chwile pozniej probowalem ratowac to malzenstwo majac jakas glupia
        nadzieje ze moze da sie jakos z tym wszystkim zyc.K...a sam jestem zdziwiony ze
        stoje w miejscu . Wiele osob powtarza mi ze trzeba czasu by to wszystko pojac
        lub zrozumiec , z tym ze dla mnie to juz za dlugo sie ciagnie. Praktycznie
        wszyscy nasi znajomi sa zdania ze ona miala po prostu za dobrze i dlatego jej
        sie popieprzylo, dla mnie jest to niezrozumiale ze mozna tak sie zachowywac.
        Najgorsze w tym wszyskim jest swiadomosc ze cokolwiek bym nie zrobil to kazda
        decyzja ciagnie za soba konsekwencje i nie tylko dla mnie bo ja sobie dam rade.
        jestem tego swiadom. Nie jestem jeszcze stary, mam dobra prace , jakies
        konkretne podejscie do zycia , poradzil bym sobie z pewnoscia i dochodze do
        wniosku ze nie bylo by problemem dla mnie machnac reka na to wszystko do czego
        doszlismy. Ale pozostaje jeszcze problem z chlopakami. Problem polega na tym ze
        jesli doszlo by do rozpadu malzenstwa sad moze dojsc do wniosku ze rodzina
        zastepcza jaka tworzymy dla malego przestala spelniac swoje zadania i zdecydowac
        o odebraniu go nam. Dla niego i mego biologicznego syna byla by to tragedia. I
        mowiac szczerze wcale nie pociesza mnie mysl ze to ona o nich zapomniala , ze to
        jej wina. Mowie wam wezel gordyjski.
        ps. czarownica nie kasowalem twego posta, nawet nie wiem czy mam taka mozliwosc
        a tak naprawde interesuje mnie kazda opinia nawet w pewnym sensie mr. robespiera :P
    • friendii Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 26.02.10, 08:26
      Ona nie jest twoją własnością i nawet, jak będziesz 24 godziny na
      dobę przeglądał jej bilingi, nie będzie robiła tego, co ty chcesz.
      Pomysł z awanturą na portierni to jakieś horrendum. Weź się zajmij
      sobą i dziećmi. Zabierz je na spacer, do kina. Masz sam jakieś
      zainteresowania - mecz może obejrzyj, samochód weź na przegląd. Daj
      jej spokój. Ona sama musi zdecydować, co ma robić.
      Skup się na sobie, a nie na tym co robi żona i z kim. Ludzie są
      poligamiczni i tyle. Nawet, jak dozyjecie złotych godów, to pewnie
      obu stronom zdarzą sie po drodze skoki w bok.
      A wizja, że jak macie domek to będziecie dozgonnie szczęsliwi u
      swego oku, to nawet w serialach została juz obalona :) Zajmij się
      dziećmi, a nie bilingami żony.
      • dot.com.slash Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 27.02.10, 04:56
        Frendi, nie napisalam o wszczynaniu awantur na portierni to po pierwsze ,po drugie,kazdy kto przeszedl co Wercy w swoim zyciu wie,ze romansu zony/meza nie da sie przyjac na zimno.On ma w tej chwili dzieci,prace na glowie,krwawi mu serce,kocha zone i jednoczesnie jej pewnie nienawidzi.Poza tym, Wercy jest facetem- nie sadze,zeby pogodzil sie z tym,ze da "sobie na wstrzymanie" i tylko w miedzyczasie rogi mu wyrosna na metr,ot taki niewielki skutek uboczny "czekania" w jego sytuacji."Przeczekac" mozna konflikt z przyjaciólka a nie powazny problem w zwiazku,zwlaszcza jesli sa z niego dzieci i grozba utraty 2 syna.Z dosiwadczenia wiem,ze dzialania zachowawcze g...o daja. Na co niby ma czekac? Ze sie panna wyszaleje i pewnego dnia wejdzie mu do lóżka,niby nigdy nic?Albo gach stanie sie "wujkiem" dla synow?A on cierpliwie sobie poczeka w kaciku,tak?Na spacer z dziecmi wyjdzie, nakarmi, wykapie a w tym czasie mama i wujek beda ochoczo społkowac,no bo co co chodzi?!Zakochac sie nie wolno? Jesli Wercy zone kocha, niech o nia walczy jesli natomiast juz jej nie kocha, niech zrobi wszystko, by on i dzieci wyszli z tego jak najmniej poobijani.Spacery,basen,urlop pod palma etc.... ale najpierw niech DZIAŁA...
    • wercy Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 26.02.10, 08:27
      aha i jeszce jedno a kieruje to do robespier zebys nie pomyslal sobie ze
      naprawde masz do czynienia z ciota czy tez jak to okresliles "yelopem", spiesze
      poinformowac ( w sumie nie wiem czy to ma duze znaczenie) ze jestem "psem"
      Jednym z tych co zajmuje sie łapaniem gnojkow na ulicy, ustalenie namiaru na
      frajera mojej zony po nr. tel. zajelo mi ok tygodnia, mimo mydlenia mi oczu
      przez nich co do jego osoby, mniej wiecej tyle sam czasu zajelo by mi ustalenie
      adresu IP komputera gdybym uparl sie poszukac osoby w necie. Moj problem polega
      na tym ze po raz pierwszy w zyciu nie wiem co w danej sytuacji mam zrobic i po
      to sa moje posty a nie po to by poplakac sobie w necie nad mym "strasznym losem
      ". Pozdrawiam :)
      • friendii Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 26.02.10, 08:34
        Jak ustalili mądrzy Chińczycy - jak nie wiesz, co masz robić,
        najlepiej nie rób nic - czekaj, aż zmienią się sprawy albo twoje
        serce.
        Podejrzewasz, że zona ma romans - skąd pomysł, że ty masz coś robić.
        To żona ma romans, nie ty. Najlepiej byłoby nie robić nic.
        Czas pokaże, co się wydarzy
    • kunegunda123 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 26.02.10, 10:30
      Kurczę, szkoda Cię chłopie, trochę serce się kraje jak to się czyta.
      A żona, rzeczywiście, strasznie niedowartościowana, zakompleksiona kobiecina i tak jak ktoś napisał, Ty mogłeś nosic ją na rękach non-stop, ale po prostu nie miała tego poczucia, że 'faceci się na nią ślinią'. Może to głupie, ale w pewnym wieku to jest chyba marzenie każdej dziewczyny - byc atrakcyjną dla jak największej ilości facetów. Oczywiście napisałam 'dziewczyny' nie bez powodu, normalna, dojrzała, dorosła KOBIETA, która wie czego chce od życia, i wie co w nim ważne nie zachowałaby się tak jak Twoja żona.

      bardzo to popie/przone ale obserwowałam ten mechanizm już nie raz i to u płci obojga. Jakieś niewyszumienie się + zakompleksienie + nagłe zainteresowanie ze strony płci przeciwnej i koniec, już nic się nie liczy ani znajomi, ani rodzina ani jakieś zasady.

      Co do syna z domu dziecka, na Twoim miejscu poszłabym do prawnika zajmującego się rozwodami i dowiedziała się jak i co.

      Co do żony, też mi się wydaje że ona jeszcze wróci do Ciebie, bardzo możliwe że nawet na kolanach, jak ktoś napisał ale Ty musisz przestac skamlec o jej powrót. Nie wydaje mi się żebyś musiał jakoś specjalnie walic pięścią w stół, wystarczy że się odetniesz od tego wszystkiego, powiesz jej 'rób co chcesz, ja będę miał okazję poszukac sobie jakiejś dojrzałej psychicznie kobiety, która zna wartośc rodziny'. Ona karmi swoje ego tym, że z jednej strony jest przystojny instruktor, z którym romansuje, który o nią zabiega, a z drugiej strony zrozpaczony wizją jej odejścia mąż, który też staje na rzęsach, żeby wróciła. Taka sytuacja dla zakompleksionego dziewczęcia jest wręcz idealna. Wystarczy, że zachwiejesz ten układ.

    • maya_w Moze to jest dobry pomysl:=D 26.02.10, 11:20
      Wynajmij piękną młodą dziewczynę do dzieci, choć na kilka godzin,
      tak aby twoja żona ją, za którymś razem zastała. Młoda piękna i
      atrakcyjna, dzieci ją lubią.
      Poszukaj takiej, może koleżanka z pracy, albo studentka, daj
      ogłoszenie.
      Niech ona zobaczy inną w waszym domu. Instynkt matki i lwicy o swoje
      terytorium powinien się obudzić natychmiast.

      Wypróbuj kilku dobrych pomysłów zanim wpadniesz w marazm.
      • kunegunda123 chyba nawet bardzo dobry;) 26.02.10, 12:07
        Niby takie proste, oklepane chwyty, a działają, że hej!;)
        • bijatyka Re: chyba nawet bardzo dobry;) 26.02.10, 13:32
          fajne, fajne :)... tylko takie do serialu. Co mu to da ? Zmieni
          zdanie o żonie ? Ja niestety przestałabym robić coś na siłę. To się
          zawsze mści na człowieku.
    • mrsnice Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 26.02.10, 12:56
      a nie przyszło ci do głowy, że ona się po prostu zakochała?
      • afmh Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 26.02.10, 13:52
        Zrób to samo co ona zabaw się na jej oczach, jest to najskuteczniejszy wg mnie
        sposób nie rozwalając zbytnio dotychczasowego swojego życia. Przynosi ulgę i
        nauczy żonkę uczciwości. Ale Ty za porządny facet chyba jesteś więc sama nie wiem..
    • yja Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 26.02.10, 13:48
      Wygląda to trochę jakbyś patrzył na ten związek przez pryzmat udanej
      przeszłości,ale dobrze już być przestało.Z tego co piszesz wygląda na to,że żona
      nie uważała go za tak udany jak ty.Może tak naprawdę dla niej to nie było to i
      skorzystała przy pierwszej okazji ,która się nadarzyła by poczuć się sobą,by się
      zabawić.Jeśli tak jest ta sytuacja będzie powtarzać się już zawsze,tym bardziej
      ,że być może w jej rozumieniu ty na to pozwalasz.
    • pe.le Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 26.02.10, 13:54

      Zalatw sobie jakies wakacje do cieplego kraju, albo narty, najlpiej
      na dwa tygodnie. Sam, z kolega, albo znajoma. Jesli Cie nie stac
      wyjedz nawet do znajomych z drugiego miasta. W tej sytuacji to juz
      nie ma znaczenia. Nie mow jej o zadnych szczegolach, nie pytaj, nie
      pertaktuj, zrob tak jak ona. Zostaw ja z dziecmi. Musi poczuc Twoja
      sile psychiczna, desperacje i odczuc to jako policzek. Umow sie z
      tesciami i rodzicami, ze nic nie beda jej pomagac, powiedz im jak
      jest i popros o pomoc w ten sposob. Wstyd przed rodzicami tez moze
      ja otrzezwic, czeka ja wiele rozmow.

      Zostaw ja z dziecmi nie baczac na jej szkole, prace ani na nic. Bez
      Twojej kasy, ktora bedzie potrzebna Tobie. Nie obawiaj sie, im
      drastyczniej to zrobisz tym lepiej.
      To bedzie przedsmak tego, ze zostanie sama. Nie zrobisz jej tym
      krzywdy, ale pozwolisz jej szybciej uswiadomic sobie co robi.


      Musisz byc teraz twardy, albo uda Ci sie ja przebudzic, albo nie
      jest warta tego, zeby byc z Toba. Ona jest w malignie, to jakies
      endorfiny w mozgu, zadnymi rozmowami jej teraz nie pomozesz. Pomoze
      zimny prysznic.


      Pozdrawiam serdecznie!
      • wercy Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 27.02.10, 12:20
        dzieki za wasze wszystkie rady mimo tego ze sa tak bardzo rozne :) Musze sie
        przyznac ze zwlaszcza jedna przemawia do mnie, by zajac sie soba i dziecmi a ja
        traktowac jak powietrze. Postaram sie to zrobic choc czuje ze bedzie cholernie
        ciezko. Wczoraj zrobilem cos bardzo glupiego. wypilem troche z kumplami i po tym
        bedac pod wplywem (obiecalem sobie wczesniej ze nie bede z nia rozmawiac bedac
        pijanym) zaczalem z nia rozmawiac, z rozmowy zrodzila sie klotnia a pozniej gdy
        zaczela mnie popychac i probowala uderzyc praktycznie zaczelismy sie szarpac.
        Bylo wiele glupich i niepotrzebnych slow, stwierdzen, grozb. Mam dzis moralnego
        kaca a nasze stosunki jeszcze bardziej sie pogorszyly. Mam coraz wieksza chec
        sie wyprowadzic. Coraz bardziej sie to wszystko pieprzy:/
        • ola.42 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 27.02.10, 14:33
          typowe ,pij a problemy rozwiążą się same ,a może alkohol jest przyczyną
          ucieczki żony ?może masz problem a nie potrafisz przyznać się do tego ,może
          najpierw zastanów się nad sobą a póżniej nad żoną
          nie ma skutku bez przyczyny
        • leda16 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 27.02.10, 15:55
          wercy napisał:
          Bylo wiele glupich i niepotrzebnych slow, stwierdzen, grozb.


          Nigdy szczerość nie jest tak wiarygodna jak po pijaku i w emocjach, bo wtedy puszczają hamulce, ekspresja werbalna jest wysoka a o rozsądku się zapomina. Dlatego każde słowo, które Ci ta k...a w złości wywrzeszczała, może stanowić nader cenną i prawdopodobną informację, co Cię czeka od niej w przyszłości. Wywrzeszczała też pewnie, o co ma pretensje. Więc nie kryguj się i napisz jakie. Bździny na temat słodkiej, zakochanej w Tobie żonki, której "nagle bez powodu" odbiło wsadź między bajki a swoje życzeniowe oceny zamień na realistyczne.


          Mam coraz wieksza chec
          > sie wyprowadzic.


          A tak, daj jej głupcze broń przeciwko sobie, żeby jak rącza łania do Swądu Rodzinnego pognała i z temperamentem rolę skrzywdzonej żony zagrała. Sędziny też kobiety więc ze współczuciem będą słuchać: "Porzucił rodzinę wysoki sądzie, od 3 lat na utrzymanie dzieci ani grosza nie dał (tak, tak, potwierdzą teściowie, córka nam się nieraz żaliła, prosiła, żeby nie ingerować, na jego opamiętanie czekała, w naszym domu mieszkał cośmy im wystawili ale uszanować tego nie umiał pasożyt jeden). "Zdradzał mnie - zakwili żonka - kochankę sobie znalazł i do niej się wyprowadził". "Święta prawda proszę swądu - potwierdzi koleżanka żony, pomieszkiwał u mnie jakiś czas, ślub obiecywał ale ja się dowiedziałam że żonaty i z domu go wyścigałam, bo ja uczciwa kobieta jestem". Ty zdaje się parę postów wyżej pisałeś, iż w policji pracujesz. To co tam robisz, klozety czyścisz, że nie wiesz jak większość spraw o "znęcanie się nad rodziną" wyglada?! Zamiast harcerzyka udawać i IP kochanka ujawniać, za nogi k...ę obłapiaj i na kolanach ją proś, żeby dzieciom rodziny nie rozbijała, o to samo proś kochanka i bacz pilnie, żeby się wszystko dobrze nagrało dla swądu rodzinnego. Konto swoje w trybie natychmiastowym przed k...ą zablokuj i co miesiąc za alimenty dla dzieci brać pokwitowania nie zapomnij. Dzieciom opowiadaj, że mamusia obcego pana chce do domu przyprowadzić, żeby im codziennie tyłki skopał, a ukochanego ich tatusia z domu wywalić.
          A rad robespiere słuchaj, bo coś mi się wydaje, że takiego faceta jak On kobiety nie zdradzają ;).
        • s.p.7 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 27.02.10, 23:02
          problem jest taki ze ty chesz to "uratowac"
          masz nadzieje ze bedzie ok

          ze oan wruci, bo msuiala sie wyszalec itd.
          jesna masz na to szanse

          ale on cie juz nigdy nie ebdzoe kochac, co najwyrzej poudaje

          a ty wyadujesz jakoo zgniecony koles.

          jesli nie przeprowadisz orozowu i nie sprubujesz ugrac na nim jan najwiecej
          twoje rzycie bedzie jeszcze gorsze i wspomnisz moje slowa

          bo psizesz cos takeigo:
          tak tak, ok wiem o co wam chodzi ale ja to rozegramtak, udam ze nic sie nei
          stalo i udal me je j nie ma i bedzie ok
          potem wypije i bedzie jescze braidzje super


          ta kobieta to ejst kur.wa

          musisz sobei to uswiadomic

          pewnie skonczy sie tak ze bedzie robila z toba co bedzie chiala, jzu tak bylo, a
          ty wyraznie jestes odporny na poznawanie rzeczywistosci czy usiwadamianei obie
          pewnych faktow
    • witch.l Smutne to Wercy... 27.02.10, 19:49
      Ale tutaj nie ma osób tak sprytnych, aby mogły ci w czymś konkretnie
      pomóc. Sytuacja nie jest wesoła i nie jednego powaliłaby z nóg.

      Ja ci mogę jedynie poradzić jedno. Porozmawiaj szczerze z żoną. Bez
      kłótni i BEZ AGRESJI, spokojnie tak jak z najbliższą osobą, nie
      oceniaj, nie moralizuj. Co ją skłania do takiego zachowania? Później
      ją uściśnij i przytul i powiedz,że co by nie zadecydowała zawsze ją
      kochasz i jesteś po jej stronie.

      Wiem wiem horror dla faceta wychowanego na śwerszczykach Itp. Ale to
      wersja kobieca. Mnie takie zachowanie by zmieniło.

      A później poczekaj, cierpliwie i pokornie. W tym też jest siła....
    • klosowski333 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 28.02.10, 07:39
      No tak. Rzeczywiscie jak stoi sie z boku to łatwo dawac rady czy ferowac wyroki.
      Mialem dosc podobna sytuacje do Twojej i rowniez nie podolalem wyzwaniu. Ty na
      szczescie masz jeszcze na to czas.

      Niestety swoje musisz przecierpiec. Wydajesz sie facetem wrazliwym, wiec bedzie
      Ci jeszcze trudniej. Nie uchronisz sie od tego losu. Ale w tym trudnym dla
      siebie okresie nie daj sie zgnoic i do reszty upokorzyc. Zniszczyla Ci Twoje
      dotychczasowe zycie i jest pewne, ze nigdy juz nie bedzie tak jak dawniej. To
      musisz sobie uswiadomic w pierwszej kolejnosci. Nawet jezeli ona bedzie chciala
      wrocic i wszystko naprawic, to doswiadczenie pozostanie w pamieci na zawsze. Czy
      potrafilbys jej w przyszlosci zaufac?

      Oczywiscie Twoja relacja nie musi byc obiektywna. Gdy piszesz, ze 7 lat to byl
      piekny i harmonijny okres, mozna nabrac pewnych watpliwosci. Ale z Twojej
      perspektywy tak to wygladalo, jej moze czegos w zyciu jednak zabraklo... Z
      drugiej strony kobieca natura... coz... ja tez od kobiet dostalem po glowie, nie
      raz i chyba nie potrafie w tym temacie byc bezstronnym...

      Coz mozesz zrobic... Po prostu musisz zaczac nowe zycie, musisz pogodzic sie z
      tym, ze tamto sie definitywnie skonczylo. Abstra...c od postaci Twojej zony, Ty
      po prostu musisz sie pozbierac, nie dac sie porwac sentymentom i slabosciom.
      Moze i ją wciaz kochasz, ale w tym momencie ta milosc nic dobrego Ci juz nie
      przyniesie. Czas ją w bolach pochowac, trumne spuscic do ziemi, uronic pare łez,
      ale potem zyc dalej.

      Bylo mnostwo pieknych chwil i bedzie Ci tego tak cholernie żal. Czujesz sie
      sponiewierany, ze Twoja atrakcyjna kobieta Cie odstawila. Swoje blizny bedziesz
      nosil do smierci, to Twoj garb, ktory bedziesz nosil przez reszte zycia. Ale zyj
      z godnoscia, zatem juz teraz miej odwage postapic po mesku. To nie Ty
      rozpie...les ten zwiazek i zagroziles rozwojowi Waszych dzieci, to ona nie
      liczac sie z niczym poszla łatwa droga sku...synow. Twoja rola jest rozpisana na
      akty. Bedzie w tym dramat, troche komedii, bedzie cierpienie, walka ze soba
      samym, przezwyciezenie pokus, odparcie zludzen. Musisz byc wobec niej twardy,
      ale nie przekraczaj granic. Majac szacunek do samego siebie postepuj godnie.
      Niech to ona ma poczucie winy, Ty nigdy nie rob czegos co moze Cie w to samo
      poczucie wpedzic. O dom, majatek, dzieci walcz bezwzglednie, bez litosci. Chyba,
      ze uda sie z nia w sprawie sprawiedliwego podzialu majatku i opieki nad dziecmi
      dogadac. Skoncz to raz na zawsze.

      Rozwod jest jedynym rozwiazaniem. Ale najwazniejsze jest to bys mial z nia jak
      najmniejszy kontakt. Nie łudz sie, ze zwiazek utrzymasz, bo on juz gnije od
      srodka, jest de facto martwy. Ona odeszla i szlus. Odetnij sie od niej, miej z
      nia kontakt tylko wtedy kiedy musisz czyli w kontekscie dzieci.

      Twoje niebiologiczne dziecko jest problemem, bo rzeczywiscie moga je zabrac. Na
      tych sprawach sie nie znam, nie wiem jak sie takie problemy rozwiazuje, jakie sa
      procedury. Nie wiem czy mozna to jakos obejsc.

      Tak czy owak zycze powodzenia. Tak jak mowili moi przedmowcy, wydajesz sie
      gosciem w porzadku. Pozdrawiam.

      • leda16 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 28.02.10, 10:44
        klosowski333 napisał:
        Twoje niebiologiczne dziecko jest problemem, bo rzeczywiscie moga je zabrac. Na
        > tych sprawach sie nie znam,


        To widać klosowski, że się nie znasz. Skoro była adopcja, to sąd dziecka jak szczeniaka na powrót do państwowego przytułku czy innych opiekunów zabierał nie będzie. Obaj chłopcy po prostu zostaną z matką, żeby pilnie na jej kurew.....ie się uczyły jak w swoich przyszłych biologicznych rodzinach postępować wobec własnych żon i dzieci a facet zostanie zamieniony na bankomat dla swojego i cudzego plemnika. Skoro jest gliną, to takich spraw musiał widzieć tysiące więc nie rozumiem czemu rżnie głupa i udaje, że "nie wie" :).


        Niech to ona ma poczucie winy,



        I na kur..ch się nie znasz, jeśli Ci się zdaje, że którakolwiek w coś takiego jak "poczucie winy" wpadnie. Nie, ona będzie uważała, iż to jego wina ;).
        Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.


        O dom, majatek, dzieci walcz bezwzglednie, bez litosci.



        Z Księżyca spadłeś klosowski, Kodeksu Prawa Cywilnego nigdy na oczy nie widziałeś??? Czyja ziemia tego budynek i wszystko, co na niej stoi. Ziemia teściów to i budynki teściów, ten debil sam im sprexentował własny dorobek życiowy, więc walczyć juz o co nie ma. Synka adopcyjnego też ze swojego nazwiska nie skopie i do 25-ciu lat łożyć na jego utrzymanie musi. Przypuszczam, że jak 60% swoich dochodów na alimenty straci, to ta "miłość" mu przejdzie w dodatku Jego szanse na rynku matrymonialnym są prawie zerowe. Żadna ambitna panna go nie pokocha, bo i za co, za geny debilizmu, którymi następne swoje plemniki obarczy, za głupotę?

        Chyba
        > ,
        > ze uda sie z nia w sprawie sprawiedliwego podzialu majatku i opieki nad dziecmi
        > dogadac.



        Klossowski frajerze, ludzie zabić potrafią za 20 zł. nie żeby z pogardzanym przez siebie głupcem własnym majątkiem się dzielić. Zresztą Wercy ani się nie zająknął czemu skwapliwie na teściów domek zapisał ani co Mu k...a w złości wywrzeszczała. Pewne jest, że go zdradziła, nic więcej. Zresztą to też tylko Jego prawda...
        • klosowski333 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 28.02.10, 21:02
          Leda, spokojnie. Mozna sie ze mna nie zgadzac, ale te Twoje epitety sa jakby
          troche nieadekwatne. Nie po raz pierwszy reagujesz na tym forum dziwnie nerwowo,
          kiedys ktos napisal, ze masz jakies powazne zaburzenia emocjonalne. Nie wiem,
          nie znam Cie, ale wsrod forumowiczow rzeczywiscie wyraznie sie odznaczasz
          reakcjami nieco od normy odbiegajacymi.

          No nic. W kwestii meritum rzeczywiscie nie znam sie na kwestiach adopcji czy
          rodziny zastepczej. Wydaje mi sie, ze w przypadku rodziny zastepczej z formalna,
          prawna adopcja nie mamy do czynienia, ale oczywiscie moge sie mylic.

          W kwestii poczucia winy moze masz racje, moze niektore kobiety nie sa zdolne do
          odczuwania czegos takiego. Sek w tym, ze nie znam owej pani, nie wiem jaka ona
          naprawde jest, nie wiem co dokladnie spowodowalo takie a nie inne jej
          postepowanie, nie znam jej tzw systemu wartosci ani tego czy konsekwentnie mu
          holduje ;) Dlatego staram sie nie ferowac zbyt pochopnie wyrokow.

          Kodeksu Prawa Cywilnego nie czytalem, Droga Ledo. Nie mialem takiego obowiazku.
          Ludzie udzielajacy sie na tego rodzaju forach i w tego rodzaju watkach nie maja
          obowiazku miec skonczonych studiow prawniczych. Jezeli sadzisz inaczej i jezeli
          to jest przyczyna tej Twojej dziwnej, nieco pociesznej irytacji, to z czystej
          zyczliwosci zalecam udanie sie do lekarza psychiatry w celu przeprowadzenia
          podstawowych badan, by na wszelki wypadek rozwiac wszelkie watpliwosci co do
          Twojego stanu psychicznego. Zupelnie profilaktycznie...

          Czytajac Twoje posty, ktore w sensie pewnego, ze tak powiem "ciezaru
          emocjonalnego" sa jedyne w swoim rodzaju, jakby pelne frustracji, rozdraznienia,
          mam wrazenie, ze forumowo obcuje z kims powaznie zaburzonym. Normalni ludzie ani
          sie tak nie zachowuja, ani tak nie reaguja na zwykle forumowe wpisy, ani w tak
          razacy sposob nie ignoruja czegos co nazywane jest "konwencjami spolecznymi".
          Takie odbiegajace od normy zachowania sa raczej charakterystyczne dla osob o
          osobowosciach psychopatycznych, Droga Ledo. Innymi slowy normalny czlowiek, na
          pytanie o godzine, nie wkurzy sie na pytajacego, nie da mu w twarz, nie krzyknie
          do niego "a zegarka sobie kupic nie mogles, ch...u?", tylko mu po prostu
          grzecznie odpowie. W Twoich zachowaniach forumowych, na ktore natykam sie w
          zasadzie od poczatku swojej tu bytnosci, zauwazam kompletne zaburzenie
          proporcji. Nie tylko nie masz umiaru w wyzywaniu innych ludzi, w reagowaniu na
          rozne wpisy z niebywalym rozdraznieniem, ale praktycznie kazdy Twoj post
          naladowany jest jakas dziwna dawka negatywnych destrukcyjnych dla Ciebie emocji,
          ktore Ciebie chyba musza od srodka rozsadzac.

          Przykro mi, Droga Ledo, ze masz takie problemy, ale chcialbym delikatnie zwrocic
          uwage, ze nie jestem ich przyczyna, nawet jezeli niektore moje wpisy sa
          glupkowate i wywoluja usmiech politowania, czy lekka irytacje. Nie moje wpisy
          odpowiadaja za to, ze Twoje reakcje odbiegaja od normy, Ledo. Nie znam Cie
          osobiscie, nigdy Cie nie widzialem i z pewnoscia nigdy nic zlego Ci nie
          uczynilem. Byc moze potrzebujesz specjalistycznej pomocy by nie odczuwac tak
          skrajnych emocji wywolanych blachymi sytuacjami. Byc moze potrzebujesz
          ingerencji chemii, bo Twoj organizm z jakichs powodow sam nie potrafi
          funkcjonowac calkiem prawidlowo. Nie wiem co jest z Toba nie tak, ale ze cos
          jest z Toba nie tak to widac na pierwszy rzut oka... Przykro mi, ale trzymam za
          Ciebie kciuki.
          • leda16 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 28.02.10, 22:54
            klosowski333 napisał:


            > kiedys ktos napisal, ze masz jakies powazne zaburzenia emocjonalne.


            Czego to ludzie nie piszą...A jakie klossowski, z wielką ciekawością przeczytam precyzyjną diagnozę, fachowca oczywiście ;).


            wsrod forumowiczow rzeczywiscie wyraznie sie odznaczasz
            > reakcjami nieco od normy odbiegajacymi.


            Reakcjami? Gdzież tu Kolego widzisz moje reakcje, w kamerce internetowej? Miałeś chyba na myśli nienormalne opinie bądź poglądy. I bardzo dobrze, przynajmniej nie jestem przeciętna. W każdym razie doceniam Twój komplement, nie ma bowiem nic bardziej nudnego niż normalność, przeciętność, brak oryginalności, polaryzacja postaw, bycie takim samym jak inni ;).

            >
            > No nic. W kwestii meritum rzeczywiscie nie znam sie na kwestiach adopcji czy
            > rodziny zastepczej. Wydaje mi sie, ze w przypadku rodziny zastepczej z formalna
            > ,
            > prawna adopcja nie mamy do czynienia, ale oczywiscie moge sie mylic.



            W tym wypadku nie mylisz się. Mnie się jednak wydawało, że On adoptował to dziecko bo rzekomo druga ciąża mogła być zagrożeniem jej zdrowia i życia. Adopcji rozwiązać nie można, z jednym wyjątkiem - rażącej niewdzięczności adoptowanego. Chodzi o znęcanie się nad rodzicami adopcyjnymi, nastawanie na ich życie, okradanie.



            nie znam owej pani, nie wiem jaka ona
            > naprawde jest, nie wiem co dokladnie spowodowalo takie a nie inne jej
            > postepowanie,


            W moim nienormalnym światopoglądzie NIC nie usprawiedliwia zdrady. Kobieta z klasą po prostu mówi - szukam kogoś innego bo to i to, po czym wnosi o rozwód lub daje jeszcze jedną szansę. Ta żonka postąpiła w sposób nikczemny, fałszywy i zakłamany.



            >
            > Kodeksu Prawa Cywilnego nie czytalem, Droga Ledo. Nie mialem takiego obowiazku.
            > Ludzie udzielajacy sie na tego rodzaju forach i w tego rodzaju watkach nie maja
            > obowiazku miec skonczonych studiow prawniczych.


            Ja też nie mam. Ale w moim środowisku prywatnym i zawodowym jest sporo ludzi rozwodzących się, skrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości i dochodzących swoich praw w sądach cywilnych. Dużo mówią na te ważne dla nich tematy i lubią, gdy ktoś ich słucha.


            z czystej
            > zyczliwosci zalecam udanie sie do lekarza psychiatry w celu przeprowadzenia
            > podstawowych badan, by na wszelki wypadek rozwiac wszelkie watpliwosci co do
            > Twojego stanu psychicznego. Zupelnie profilaktycznie...


            Twoje wątpliwości Kolego? A myśl sobie co tam chcesz :))).


            > mam wrazenie, ze forumowo obcuje z kims powaznie zaburzonym. normalny czlowiek, na
            > pytanie o godzine, nie wkurzy sie na pytajacego, nie da mu w twarz, nie krzykni
            > e
            > do niego "a zegarka sobie kupic nie mogles, ch...u?",


            Przecież Ty nie pytasz ani o drogę ani o godzinę, tylko jak większość laików - piszesz bzdury, czyli elegancko mówiąc - rzeczy bałamutne, nie zgodne z prawdą, nauką, prawem cywilnym, ludzką naturą a czasem i z tzw. zdrowym rozsądkiem.


            tylko mu po prostu
            > praktycznie kazdy Twoj post
            > naladowany jest jakas dziwna dawka negatywnych destrukcyjnych dla Ciebie emocji


            A może destrukcyjnych dla Twojego zadufania w sobie? Zresztą masz prawo oceniać mój styl i poglądy jak Ci się żywnie podoba. Gwarantuje Ci to art.57 Konstytucji RP.


            > Przykro mi, Droga Ledo, ze masz takie problemy, ale chcialbym delikatnie zwroci
            > c
            > uwage, ze nie jestem ich przyczyna,


            Niepotrzebnie Ci przykro. Akurat nie mam problemów jakie mi przypisujesz, ale może wskażesz mój post, w którym Ciebie uznaję za ich przyczynę. Sądząc z nicka jesteś facet klossowski a myślisz jak 100% kobieta - wyciągasz błędne wnioski z nieistniejących faktów :).


            niektore moje wpisy sa
            > glupkowate i wywoluja usmiech politowania, czy lekka irytacje.


            Ooo, brawo klossowski, czasami jednak stać Cię na samokrytykę :))).

            Przykro mi, ale trzymam za
            > Ciebie kciuki.



            Och, jestem na prawdę wzruszona, że robisz dla mnie coś, co sprawia Ci autentyczną, nieklamaną przykrość: trzymasz kciuki! Puść je, gdy się zmęczysz :))).
            • klosowski333 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 28.02.10, 23:52
              Generalnie od dawna ignoruje Twoje wpisy. Dzis zareagowalem ze wzgledu na Twoje
              epitety, tym razem pod moim adresem. Ale chyba powinienem sobie odpuscic, bo
              jaka jestes, widac na pierwszy rzut oka. Dyskusja z takimi ludzmi moim zdaniem
              nie ma sensu. Mozesz miec wysokie o sobie mniemanie, uwazac, ze zjadlas
              wszystkie rozumy, uwazac, ze jestes normalna, zrownowazona psychicznie, ale
              jakie to ma dla mnie znaczenie? Zadnego. Jestes chora czy nie jestes, to nie moj
              problem, nie bede sie wiec nad tym wiecej rozwodzil. O ludziach, ktorzy nie
              umieja kulturalnie dyskutowac, ktorzy wyzywaja innych, ktorzy wmawiaja sobie, ze
              sa od innych lepsi, madrzejsi, inteligentniejsi, bardziej kompetentni by
              wypowiadac sie w roznych tematach, ktorzy probuja sie dowartosciowywac kosztem
              innych mam okreslone zdanie. Moge powiedziec tylko: wspolczuje. To Twoje zycie,
              ja nie mam z tym nic wspolnego.
              Bez odbioru, Droga Ledo.
              • leda16 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 07:55
                klosowski333 napisał:

                > Dzis zareagowalem ze wzgledu na Twoje
                > epitety, tym razem pod moim adresem.


                A ja na Twoje głupkowate frazesy pozbawione najmniejszego sensu - "walcz bez litości o dzieci, majątek", "nie daj się" :))). O mały włos chłopak się nie nabrał, walczyć by poleciał :))).


                Mozesz miec wysokie o sobie mniemanie,


                Dziękuję za pozwolenie, bo z powodu Twoich wymagań już bym w kompleksy popadła.


                uwazac, ze zjadlas
                > wszystkie rozumy,


                Rozumów się nie zjada kłossowski. Gdyby każdy zjadł swój rozum i cudzy jeszcze na dodatek, pod wieloma czerepami czysta pustka by została. Ale moze zastanow się czasem nad tym, co piszesz ;).

                uwazac, ze jestes normalna, zrownowazona psychicznie, ale
                > jakie to ma dla mnie znaczenie? Zadnego.


                No właśnie. Więc po co tracisz czas na bezsensowne dygresje zamiast trzymać się meritum dyskusji?

                ktorzy wmawiaja sobie, z
                > e
                > sa od innych lepsi, madrzejsi, inteligentniejsi, bardziej kompetentni by
                > wypowiadac sie w roznych tematach,


                Nie muszę sobie tego wmawiać kłossowski, wyobraź sobie, że w realu wiele ludzi utwierdza mnie w tym przekonaniu z moim mężem na czele:). Dajesz mi rady o które nikt Cię nie prosi, usiłujesz poniżyć swoim udawanym "współczuciem" a wszystko dlatego, że nie stać Cię na celną ripostę w oparciu o własną wiedzę, doświadczenie życiowe i znajomość tematów odnosnie których zabierasz głos. Jakbym ja wlazła na forum inżynierskie i zaczęła wypisywać głupoty niezgodne z podstawami nauk inżynieryjnych, ludzie tam dyskutujący by mnie wyśmiali, wydrwili a co najważniejsze - mieliby całkowitą rację. Takie samo wrażenie Ty tutaj sprawiasz kłossowski, przynajmniej na mnie mimo, że w swoim zadufaniu tak trudno Ci w to uwierzyć. Wolisz tkwić w przeświadczeniu, że Twój oponent jest chory psychicznie niż że Ty nie znasz się na tym o czym chcesz dyskutować :).


                • klosowski333 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 08:17
                  Zabawmy sie wiec. Zamiast Cie ignorowac troche przywolam do porzadku ;)

                  Ledo, ja Cie nie musze ponizac, bo sama sie ponizasz. Wiekszosc Twoich wpisow to
                  totalne brednie wynikajace prawdopodobnie z Twoich urojen. Uroilas sobie, ze
                  dziecko bylo adopotowane i cala reszta wywodu byla w ten deseń - pozbawiona
                  sensu. Jestes za glupia by nauczyc sie czytac ze zrozumieniem (autor watku
                  nigdzie nie napisal o adopcji) stad pozniej ten Twoj agresywny belkot. i to sie
                  powtarza co i rusz. Wszedzie gdzie znajduje wpisy Ledy, to ignorancja goni brak
                  logiki, a psychoza sciga si z urojeniami. Oto cala forumowa Ty, Droga Ledo.

                  Moze czas najwyzszy przemyslec swoja tworczosc forumowa, bo sie tu zwyczajnie
                  osmieszasz. Nie zdajac sobie z tego sprawy brniesz w tej swoj slepy zaulek
                  rozwazan o adopcji. Najsmieszniejsze jest to, ze niczego nie rozumiejac i
                  wyciagajac mylne wnioski zacznasz obrazac innych.

                  Ludzie sie myla, bladza, nie maja racji, na czyms sie nie znaja, al Ty tutaj
                  bijesz wszelkie rekordy nie tylko w tym wlasnie, ale rowniez w tej swojej
                  agresji okazywanej innym forumowiczom. Bo, owszem, ja sie moge mylic, ale jestem
                  na tyle zrownowazony psychicznie i mam na tyle duzo odwagi by sie do swoich
                  pomylek przyznac, o ile je zauwaze, lub ktos mi je wskaze. Jak Ty zareagujesz na
                  swoja "adopcje" i obrazliwe teksty, ktore za tym poszly?

                  Gowno mnie obchodzi co sadzi o Tobie Twoj maz, o ile go masz. Na forum mozesz
                  sie podawac nawet i za Matke Terese. Moim zdaniem jestes osoba kompletnie
                  pogubiona, ktora swoje psychopatyczne zachowania mocno odbiegajace od normy
                  nazywa byciem oryginalna. Nie jest to pierwsze tego rodzaju wymiana zdan, ktora
                  prowadzisz na forum, nie pierwszy raz uznawana jestes za osobe niespecjalnie pod
                  wzgledem psychicznym i emocjonalnym normalna. Moze czas wyciagnac wnioski w mysl
                  powiedzenia - gdy dwoch ludzi mowi ci, ze jestes pijany, nie dyskutuj tylko idz
                  do domu i sie przespij.

                  Ty mozesz uwazac sie za alfe i omege, ale zdradze Ci pewna tajemnice - nikt
                  Twojego mniemania o Tobie tutaj nie podziela. Raczej czesciej bywasz
                  posmiewiskiem niz sensownie sie wypowiadajacym forumowiczem. Ja wiem, czujesz
                  sie niezrozumianym geniuszem. Po prostu zalosne, tak jak zalosne byly wynurzenia
                  Leppera nt jego wyzszosci (w dziedzinie znajomosci ekonomii) nad Balcerowiczem.

                  Pamietaj o jednym. To tylko forum netowe. Ludzie naprawde nie musza sie na
                  wszystkim znac, ale kazdy ma prawo wypowiadac sie jak mu sie zywnie podoba. Gdy
                  sie z nim nie zgadzam mowie mu - nie zgadzam sie z Toba. Ale nie wchodze w ten
                  Twoj cug dowartosciowywania sie i odsadzania kogos od czci i wiary, a nastepnie
                  nie wylewam na niego swojej frustracji, nie obrzucam go inwektywami, tak jak Ty
                  to robisz niemal w kazdym watku.

                  Jestex dowcipem roku, Ledo i szczerze Ci wspolczuje, bo wiem jak Ci ciezko zyc
                  sama ze soba. Ludzie tacy jak Ty zwykle skazani sa na samotnosc i
                  niezrozumienie, ale sami sa sobie po czesci winni. Skorzystaj z rady i udaj sie
                  do specjalisty, nie zaniedbuj leczenia, bierz leki, ktore Ci przepisze. Bedziesz
                  bardziej wyciszona, a co za tym bardziej zrownowazona, nie bedziesz miala tez
                  takich problemow z koncentracja tzn z umiejetnoscia skupienia sie na tekscie
                  pisanym w celu jego zrozumienia. Takie babole jak ten o adopcji nie bede Ci sie
                  zdarzaly tak czesto jak teraz, Ledo.

                  Czas dzialac, jezeli forum tak zle na Ciebie wplywa, odstaw go na jakis czas i
                  odpocznij.

        • wercy Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 06:57
          Pare słów wyjasnienia. Nie adoptowalismy dziecka, z zona tworzymy dla nieg
          rodzine zastepcza, troche inna instytucja niz adopcja polegajaca na tym ze
          jestesmy tylko opiekunami prawnymi dziecka, i stad moje obawy o to co sie stanie
          gdy rodzina przestanie istniec a co za tym idzie spelniac swoje funkcje.
          Dlaczego wszystko bylo na tesciow? zadna raczej tajemnica a prosta matematyka -
          mieszkania byly zmieniane przed uplywem 5 lat a moja niechec do ponoszenia
          niepotrzebnych oplat (podatek ktory bysmy musieli zaplacic przy nabyciu kolejnej
          nieruchomosci przez innego wlasciciela tj ok kilkadziesiat tys) sklaniala mnie
          do takich a nie innych decyzji. Widzicie gdybym mial cien podejrzenia ze moze
          dojsc do takich sytuacji postapil bym innaczej. w moim rozumieniu wrecz
          udowadnialem jej jakim zaufaniem ja darze. Co nie zmienia faktu ze na chwile
          obecna wygladam na idiote, wtedy wygladalo to calkiem inaczej mozecie mi
          wierzyc. Kolejna rzecz : nie nie mam problemow z alkoholem :) Mimo tego
          wszystkiego co sie mowi o mojej branzy jakos nie wpadlem w to bagno, nigdy nie
          mialem potrzeby alkoholizowac sie codziennie lub co pare dni. To co sie stalo,
          stalo sie wlasnie pod wplywem alkoholu ale nie mialem zamiaru tego ukrywac gdyz
          wszystko co pisze pisze jak bylo byscie mieli prawdziwy poglad na sytuacje,przez
          co wasze rady i opinie sa prawdziwe a nie wypaczone przez jakies moje
          niedomowienia. Kolejna rzecz: doskonale sobie zdaje sprawe z tego jak wygladaja
          sprawy rozwodowe, miedzy innymi dlatego sie nie wyprowadzilem jeszcze , dlatego
          mimo tego ze starale sie cos robic z naszym zwiazkiem zbieram jej bilingi
          (dopuki mam taka mozliwosc), staram sie nagrywac jej wypowiedzi, zostawiam sobie
          rachunki jakie ponosze w zwiazkuz utrzymaniem domu,mowie o wszystkim jak jest
          naszym wspolnym znajomym. Jak do tej pory gdzies tam w srodku mialem nadzieje ze
          nie bedzie to mi wcale potrzebne ale taka mam nature ale przyzwyczajenia z pracy
          robia swoje. To ze cos musialo sie psuc miedzy nami od jakiegos juz czasu to tez
          nie jest tak jak myslicie chyba ze kobiety sa takie ze cos takiego potrafia
          dlugi czas ukrywac to w sobie, to co ona zrobila bylo cholernym zaskoczeniem nie
          tylko dla mnie ale tez dla wszystkich naszych zanjomych,jej i mojej rodziny,
          nawet jej przyjaciolek. I pewnie macie racje mowiac ze glupio robie probujac
          dalej cos z tym zrobic by naprawic nasze malzenstwo ale wiem jedno ze gdybym
          wcale tego nie sprobowl mimo swiadomosci ze to jej wina cale zycie pytal bym
          siebie czy aby napewno nie warto bylo probowac. Nie mam pojecia jak to sie
          potoczy wszystko ale musze se przyznac ze jakos latwiej gdy czytam wasze posty
          nawet te ktore nie zostawiaja na mnie suchej nitki, bo to swiadczy o tym ze ten
          swiat nie jest calkowicie obojetny i ma jeszcze jakies wartosci. Pozdrawiam
          • leda16 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 08:13
            wercy napisał:

            > Nie adoptowalismy dziecka, z zona tworzymy dla nieg
            > rodzine zastepcza, troche inna instytucja niz adopcja polegajaca na tym ze
            > jestesmy tylko opiekunami prawnymi dziecka, i stad moje obawy o to co sie stani
            > e
            > gdy rodzina przestanie istniec a co za tym idzie spelniac swoje funkcje.


            Zafundowaliście żywą zabaweczkę dla swojego dzieciaka? A co z rodzicami biologicznymi? Ideą rodziny zastępczej jest przecież powrót dziecka do swojej biologicznej rodziny. No bo rodzicom i rodzeństwu tamtych dzieci pewnie kolacyjek przy świecach nie szykujesz, dzieci przy tych romantycznych kolacyjkach też obecne nie są. Więc co? Jednak dzieciak nie widzi jak funkcjonuje normalna rodzina, bo większość rodzin całą uwagę koncentruje na dzieciach a nie na najświętszej adoracji ślubnej połowicy.


            > Dlaczego wszystko bylo na tesciow? zadna raczej tajemnica a prosta matematyka -
            > mieszkania byly zmieniane przed uplywem 5 lat a moja niechec do ponoszenia
            > niepotrzebnych oplat (podatek ktory bysmy musieli zaplacic przy nabyciu kolejne
            > j
            > nieruchomosci przez innego wlasciciela tj ok kilkadziesiat tys) sklaniala mnie
            > do takich a nie innych decyzji.


            Przecież przy sprzedaży nieruchomości podatek zawsze płaci kupujący.Sprzedający płaci gdy nie przeznacza dochodu na potrzeby własnego mieszkania. Ty przeznaczałeś na potrzeby teściów więc jakże to?



            zostawiam sobi
            > e
            > rachunki jakie ponosze w zwiazku z utrzymaniem domu,


            Rachunki za podatek gruntowy i media i tak są przeciez na nazwisko teściów ( "ukradł je nam wysoki swądzie")


            mowie o wszystkim jak jest
            > naszym wspolnym znajomym.


            A co na to teściowie? Im nic nie mówisz? Niebywałe!


            to co ona zrobila bylo cholernym zaskoczeniem ni
            > e
            > tylko dla mnie ale tez dla wszystkich naszych zanjomych,jej i mojej rodziny,


            Jak zwykle. Rogacz zawsze swoje rogi widzi ostatni.

            cale zycie pytal bym
            > siebie czy aby napewno nie warto bylo probowac.


            HIV-a złapać na pewno nie warto. Ale w końcu to Twój cyrk i Twoja małpa.


          • fe-tysz Re: problemy idioty 01.03.10, 15:21
            wercy napisał:

            > Pare słów wyjasnienia. Nie adoptowalismy dziecka, z zona
            tworzymy dla nieg
            > rodzine zastepcza, troche inna instytucja niz adopcja polegajaca
            na tym ze
            > jestesmy tylko opiekunami prawnymi dziecka, i stad moje obawy o
            to co sie stani
            > e
            > gdy rodzina przestanie istniec a co za tym idzie spelniac swoje
            funkcje.
            > Dlaczego wszystko bylo na tesciow? zadna raczej tajemnica a
            prosta matematyka -
            > mieszkania byly zmieniane przed uplywem 5 lat a moja niechec do
            ponoszenia
            > niepotrzebnych oplat (podatek ktory bysmy musieli zaplacic przy
            nabyciu kolejne
            > j
            > nieruchomosci przez innego wlasciciela tj ok kilkadziesiat tys)
            sklaniala mnie
            > do takich a nie innych decyzji. Widzicie gdybym mial cien
            podejrzenia ze moze
            > dojsc do takich sytuacji postapil bym innaczej. w moim rozumieniu
            wrecz
            > udowadnialem jej jakim zaufaniem ja darze. Co nie zmienia faktu
            ze na chwile
            > obecna wygladam na idiote, wtedy wygladalo to calkiem inaczej
            mozecie mi
            > wierzyc. Kolejna rzecz : nie nie mam problemow z alkoholem :)
            Mimo tego
            > wszystkiego co sie mowi o mojej branzy jakos nie wpadlem w to
            bagno, nigdy nie
            > mialem potrzeby alkoholizowac sie codziennie lub co pare dni. To
            co sie stalo,
            > stalo sie wlasnie pod wplywem alkoholu ale nie mialem zamiaru
            tego ukrywac gdyz
            > wszystko co pisze pisze jak bylo byscie mieli prawdziwy poglad na
            sytuacje,prze
            > z
            > co wasze rady i opinie sa prawdziwe a nie wypaczone przez jakies
            moje
            > niedomowienia.

            xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

            juz sobie wyobrazam jakbym ustawial swoje zycie z uwzglednieniem
            rad wirtualnych, bazowal na nich.
          • strikpos Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 15:23
            Jedną radę mogę Ci dać i powtarzaj ją sobie za każdym razem kiedy spojrzysz w lustro: SZANUJ SIĘ CZŁOWIEKU!

            Sam już doszedłeś do wniosku, że w takiej sytuacji postępujesz inaczej niż byś mógł kiedykolwiek sobie wyobrazić. I każdy by miał ten problem na Twoim miejscu nie ważne co powiedzą.

            Jeśli ktoś Ci powie: zjedz psie gó... a żona wróci to dzisiaj się pukniesz w czoło, a jutro to zrobisz. Sorry za takie porównanie, ale nie ważne co zrobisz i jak to się skończy, jesteś w takiej sytuacji, że wcześniej czy później poczujesz do siebie takie obrzydzenie jakbyś to gó... zjadł.

            Więc raz dziennie przestań myśleć o żonie, o dzieciach, o tej całej sytuacji i wyobraź sobie, że jesteś znowu na chwilę tym facetem który mówi "jakby mnie coś takiego spotkało kopnąłbym ją w dupę i tyle by mnie widziała". I niech ten facet Ci do znudzenia powtarza, że przede wszystkim masz się szanować.

            I przeczytaj to sobie raz jeszcze, według mnie najmądrzejszy post jaki tu się pojawił (bo wcześniej czy później poczujesz dokładnie to co jest tu opisane):
            forum.gazeta.pl/forum/w,210,107864010,107922848,do_wercy_personalnie.html

    • witch.l Ludzie! 28.02.10, 11:57
      Co wam, kobiety nie znacie, nie znacie tez ani jej wersji tej
      historii. A wyzywacie ja od suk od k* zazwyczaj jest tak,ze ten,
      ktory ma najwiecej narąbane na swoim sumieniu osądza innych surowo.
      Jest to znany fakt w psychologii.
      Kobieta wpadla w srodwisko facetow, gdzie kobiet pewnie jest malo
      zatem konkurencji tez nie ma. Oni maja rozrywke i ona tez.

      Nic nie trwa wiecznie i wszystko przemija i pewnie, ktoregos dnia
      kobieta obudzi sie i doceni to zycie, ktore ma. I oby tak bylo.
      Jezeli zycie w domu bylo stabilne, to do tej stabilnosci sie wraca.

      Watpie czy osoba o niestabilnych strukturach psychicznych, podjelaby
      prace w mundurowym zawodzie. Wiec nalezy z nadzieja i spokojnie
      poczekac, az zauroczenie zwietrzeje i wroci w bezpieczne pielesze.

      Wyzywacie ja od k* ciekawam jaka kobieta, o takim sposobie bycia by
      sie zainteresowala Instruktorem. Przeciez wiadomo, ze nie k* bo
      gdziez on kasiasty.

      Po prostu romantyzmu zabraklo w jej zyciu ,wiec ponownie
      przezywa mlodosc, wolnosc, to czego brak wielu malzenstwom.

      Dobrym sposobem moze byc na nowo zaczac dbac o siebie, zmienic moze
      styl ubierania sie, zadbac o siebie. Kupic cos ciekawego do domu np.
      piekny nowoczesny kominek na ogien, zaprosic na kolacje, wyjazd ze
      SPA. Troche romantyki puscic w to zycie



      • wercy Re: Ludzie! 01.03.10, 07:07
        a no tak jeszcze odpowiedz na to- widzisz momentami mimo tego ze juz pogrzebalem
        prawie nadzieje mam ochote wierzyc ze jest dokladnie tak jak piszesz,a co do
        koncowki posta juz od jakiegos czasu zaczalem robic to co proponujesz : zmiana
        garderoby i duzo wieksza dbalosc o swoj wyglad(i tak musialem kupic nowe ubrania
        bo bedac o kilkanascie kg lzejszy stare nie wchodzila w rachube, przy okazji
        okazalo sie ze moje "kawalerskie" ciuchy znow na mnie pasuja :P )co bylo
        ogromnym zaskoczeniem nie tylko dla niej ale i dla znajomych. Romantyzm? w ciagu
        ostatniego miesiaca zaplanowalem prawie kazdy wieczor ktory moglismy spedzac
        razem : jesli nie romantyczna kolacja przy swiecach zrobiona przeze mnie to
        swietna restauracja, teatrlub romantyczny film, drobne prezenty bez okazji. Jak
        sie okazuje mimo ze przynosilo skutek jednak nie uchronilo nas od kolejnych scysji.
        • leda16 Re: Ludzie! 01.03.10, 07:31
          Romantyczne filmy, romantyczne kolacje a z dzieciakami pewnie teściowie się szarpali. Dobrych teściów miałeś. Widać mocnych więzi ani wspólnych celów tam nie było, nudą wiało, skoro tak zawzięcie tą babę adorowałeś mentalnie utrzymując ją w przekonaniu, że nadal jest panienką bez żadnych obowiązków macierzyńskich i małżeńskich.
          • yja Re: Ludzie! 01.03.10, 16:56
            leda16 napisała:

            > Romantyczne filmy, romantyczne kolacje a z dzieciakami pewnie teściowie się sza
            > rpali. Dobrych teściów miałeś. Widać mocnych więzi ani wspólnych celów tam nie
            > było, nudą wiało, skoro tak zawzięcie tą babę adorowałeś mentalnie utrzymując
            > ją w przekonaniu, że nadal jest panienką bez żadnych obowiązków macierzyńskich
            > i małżeńskich.

            A ty uważasz,ze jesli jest się rodzicem to trzeba podporządkować sie wyłącznie
            dzieciom i domowym obowiązkom?To znaczy,że tylko praca ,dom i dzieci? Zadna
            krzywda dzieciom sie nie stanie jak rodzice gdzieś od czasu do czasu wyjdą.Poza
            tym na pewno bardzo lubią swoich dziadków z wzajemnością i obie strony tego
            kontaktu potrzebują.Co złego w tym,że mąż adoruje żone?To co?Przy garach ma ją
            postawić i pilnować by od dzieci nie odchodziła?jak ktos lubi żyć samymi
            obowiązkami to przynajmniej nie zazdrości innym.Po co kogoś krytykować ,że żyje
            nie twoim schematem? A cóż to za beznadziejny pogląd na życie rodzinne...fu.
            • ckm.57 Re: Ludzie! 01.03.10, 17:03
              yja napisała:

              Zadna
              > krzywda dzieciom sie nie stanie jak rodzice gdzieś od czasu do
              czasu wyjdą.Poza
              > tym na pewno bardzo lubią swoich dziadków z wzajemnością i obie
              strony tego
              > kontaktu potrzebują.Co złego w tym,że mąż adoruje żone?To co?

              xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

              pleciesz...3 po 3 dziesiec.....pies przeciez pisal ze na miesiac
              organizuje z kredka mydlana kazdy dzien by sprostac jej
              kaprysom......
              wydaje mi sie ze jestes starsza panienka ktora czeka na swojego
              rycerza na rasowym tumaku...a poki co, pojawiaja sie jezdzcy co
              sami smigaja na wstecznym by cie nie przestraszyc..lub na
              pstrokatych przelamanych kobylach
              • yja Re: Ludzie! 01.03.10, 17:18
                ckm.57 napisał
                >

                > wydaje mi sie ze jestes starsza panienka ktora czeka na swojego
                > rycerza na rasowym tumaku...a poki co, pojawiaja sie jezdzcy co
                > sami smigaja na wstecznym by cie nie przestraszyc..lub na
                > pstrokatych przelamanych kobylach

                He he...A chcesz się przekonać???
            • leda16 Re: Ludzie! 02.03.10, 07:28
              Prawdopodobnie yja, nie masz rodziny z dwojgiem małych dzieci, jeśli uważasz, że codziennie, przez okrągły miesiąc jest tam czas na danse-romanse przy świecach. Przy dwojgu dzieciach jest harówka tym cięższa, jeśli się wraca do domu po 7 miu godzinach pracy i 12-to godzinnych dyżurach na ulicy - jak w policji i każdy, kto ma rodzinę to Ci powie. Niestety nie możesz uwalić się na fotel, bo jednak dzieciom trzeba ugotować, wyprasować, pobawić się z nimi, skakać z lekarstwami gdy choruje jedno i czekać kiedy się drugie od niego zarazi, zawieźć na jakieś zajęcia rozwojowe,przypilnować, by lekcje odrobili, pomóż w zadaniach domowych, mieszkanie posprzątać, gary też umyć oczywiście a wieczorem padasz na pysk i już nic Ci się nie chce. Po paru latach pryskają panieńskie wyobrażenia o nieustającej euforycznej szczęśliwości w małżeństwie, zostaje proza życia. Gdzieś Ty widziała takie czułostkowe gruchanie dorosłych ludzi z 7-mio letnim stażem małzeńskim, na filmach czy w harelqinach?
              • yja Re: Ludzie! 02.03.10, 16:17
                leda16 napisała:

                > Prawdopodobnie yja, nie masz rodziny z dwojgiem małych dzieci, jeśli uważasz,
                > że codziennie, przez okrągły miesiąc jest tam czas na danse-romanse przy świeca
                > ch. Przy dwojgu dzieciach jest harówka tym cięższa, jeśli się wraca do domu po
                > 7 miu godzinach pracy i 12-to godzinnych dyżurach na ulicy - jak w policji i ka
                > żdy, kto ma rodzinę to Ci powie. Niestety nie możesz uwalić się na fotel, bo je
                > dnak dzieciom trzeba ugotować, wyprasować, pobawić się z nimi, skakać z lekarst
                > wami gdy choruje jedno i czekać kiedy się drugie od niego zarazi, zawieźć na ja
                > kieś zajęcia rozwojowe,przypilnować, by lekcje odrobili, pomóż w zadaniach domo
                > wych, mieszkanie posprzątać, gary też umyć oczywiście a wieczorem padasz na pys
                > k i już nic Ci się nie chce. Po paru latach pryskają panieńskie wyobrażenia o n
                > ieustającej euforycznej szczęśliwości w małżeństwie, zostaje proza życia. Gdzie
                > ś Ty widziała takie czułostkowe gruchanie dorosłych ludzi z 7-mio letnim stażem
                > małzeńskim, na filmach czy w harelqina

                Smutne jest to co piszesz,ale tu niestety muszę przyznać Ci race ponieważ wiem
                ,że większość ludzi żyje tak jak napisałaś.Żyją dla obowiązków,podporządkowani
                im całkowicie,zgorzkniali prozą życia,krytykujący tych których widzą
                radosnych,uwalonych w fotelach.Całkowicie świadomie napiszę,że istnieją
                małżeństwa wychowujące dzieci,które gruchają i cieszą się sobą nawet po
                kilkunastu latach bycia razem.
                • ckm57 Re: Ludzie! 02.03.10, 18:35
                  > leda16 napisała:
                  >
                  > > Prawdopodobnie yja, nie masz rodziny z dwojgiem małych dzieci,
                  jeśli uwa
                  > żasz,
                  > > że codziennie, przez okrągły miesiąc jest tam czas na danse-
                  romanse przy
                  > świeca
                  > > ch. Przy dwojgu dzieciach jest harówka tym cięższa, jeśli się
                  wraca do do
                  > mu po
                  > > 7 miu godzinach pracy i 12-to godzinnych dyżurach na ulicy

                  yja napisała:

                  > Smutne jest to co piszesz,ale tu niestety muszę przyznać Ci race
                  ponieważ wiem
                  > ,że większość ludzi żyje tak jak napisałaś.Żyją dla
                  obowiązków,podporządkowani
                  > im całkowicie,zgorzkniali prozą życia,krytykujący tych których
                  widzą
                  > radosnych,uwalonych w fotelach.Całkowicie świadomie napiszę,że
                  istnieją
                  > małżeństwa wychowujące dzieci,które gruchają i cieszą się sobą
                  nawet po
                  > kilkunastu latach bycia razem.
                  xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

                  ale Ty Yjo nie masz dzieci....teoretyzujesz....jak Ci przedmowczyni
                  napisala....ze naogladalas sie filmow czy tez naczytalas sie
                  ksiazeczek dla zyjacych abstraktem pan. Jasne, masz prawo cos tam
                  sadzic, tyle ze zanim zaczniesz bazowac zycie na abstrakcie, pomysl
                  troszke....zebys zbyt blado nie wypadla.
                  calusy
                  • yja Re: Ludzie! 03.03.10, 10:38
                    ckm57 napisał:

                    > ale Ty Yjo nie masz dzieci....teoretyzujesz....jak Ci przedmowczyni
                    > napisala....ze naogladalas sie filmow czy tez naczytalas sie
                    > ksiazeczek dla zyjacych abstraktem pan. Jasne, masz prawo cos tam
                    > sadzic, tyle ze zanim zaczniesz bazowac zycie na abstrakcie, pomysl
                    > troszke....zebys zbyt blado nie wypadla.
                    > calusy

                    Nie oglądam filmów i nie czytam książek o takiej tematce.Niewiele czasu spędzam
                    przy komputerze.Można powiedzieć ,że dzięki temu zyskuje czas na coś innego.
                    Odwzajemniam całusy
                • leda16 Re: Ludzie! 02.03.10, 22:12
                  yja napisała:
                  wiem
                  > ,że większość ludzi żyje tak jak napisałaś.Żyją dla obowiązków,podporządkowani
                  > im całkowicie,zgorzkniali prozą życia,


                  Och yjo, to tylko kwestia punktu widzenia. W końcu erotyczne figle w łożnicy też można traktować jako obowiązek małżeński, któremu małżonkowie całkowicie się podporządkowują nie popadając przy tym w zgorzknienie ani w infantylną egzaltację :). A nie przyszło Ci czasem do głowy, że gdyby ludzie obowiązki rodzinne traktowali niczym katorgę, to natychmiast by się rozwiedli a swoje bachory po paru miesiacach ekspresowo oddaliby do adopcji? Jeżeli jednak masowo tego nie robią, to widocznie w jakiś sposób te swoje obowiązki...lubią? Niektórzy szklankę widzą do połowy pełną a inni do połowy pustą, więc problem leży właśnie w ich stosunku do szklanki, obowiązków, czyli w ich osobowości generującej określone postawy wobec życia.


                  krytykujący tych których widzą
                  > radosnych,uwalonych w fotelach.


                  I słusznie w sytuacji gdy dzieci tych "radosnych, uwalonych w fotelach" są zaniedbywane emocjonalnie, intelektualnie a wychowuje ich konserwatywna stetryczała teściowa albo co gorsze - ulica.


                  Całkowicie świadomie napiszę,że istnieją
                  > małżeństwa wychowujące dzieci,które gruchają i cieszą się sobą nawet po
                  > kilkunastu latach bycia razem.


                  Trudno patrząc z zewnątrz powiedzieć na ile jest to autentyczna postawa a ile w tym gruchania na pokaz. Chyba, że piszesz o swoich rodzicach i widziałaś, że byli właśnie tacy.
        • klosowski333 Re: Ludzie! 01.03.10, 08:41
          Obawiam sie, Wercy, ze sie łudzisz.

          Twoja zona Cie zdradzila, ale stalo sie tak z zapewne wielu powodow, ktorych nie
          zauwazales i byc moze czesci z nich nigdy sobie nie uswiadomisz. Cos odeszlo
          bezpowrotnie, niezaleznie od tego czy bedziecie razem czy nie, nigdy nie wroci
          to co bylo.

          Moim zdaniem ona juz jest od Ciebie daleko. Dzialasz jej na nerwy, wywolujesz
          irytacje, poczucie winy. Po wyjsciu z domu po kilku latach przykucia do niego
          ona odnalazla nowe klimaty, wrazenia, doznania ktore ja pociagaja, a ktorych Ty
          jej nie dostarczyles. Pobraliscie sie gdy byliscie bardzo mlodzi. Potem miales
          ja w domu na wlasnosc. Nie poznales jej od innej strony, bo okolicznosci
          sprawily, ze zyla w swiecie na swoj sposob ograniczonym.

          Teraz wyszla z tego swiata, z Twojego swiata, domu, zycia i moim zdaniem nigdy
          juz nie wroci na trwale. Mozecie sie jeszcze przepychac szukajac kompromisow i
          sprobowac odbudowac Wasz zwiazek, ale nie sadze byscie byli w stanie przeskoczyc
          nad przepascia, ktora sie miedzy Wami pojawila.

          Mowisz, ze chcesz sprobowac by sobie pozniej nie pluc w brode. Sęk w tym, ze
          zycie jest krotkie, Wercy, a Ty zdajesz sie chciec stracic energie i cenny czas
          na walke z wiatrakami i mirazami. Im szybciej otworzysz nowy rozdzial zycia, tym
          mniej stracisz. Pluc sobie w brode bedziesz, gdy zmarnujesz lata cale na walke o
          cos co jest nie do odzyskania. Wtedy dopiero bedziesz zalowal, bedziesz mowil -
          kurde, bylem jeszcze mlody, jeszcze moglem sobie ulozyc zycie, ale licho mnie
          skusilo by tej dziwce znowu zaufac, dac jej szanse i na sile z nia byc. Idac ta
          droga, Wercy, narazasz sie na dalsze cierpienia i na kolejne totalne
          zaskoczenia. Zaskoczyla Cie zdrada, ale szukajac, znajdziesz w niej kolejne
          poklady nikczemnosci, o ktorych nie zdawales sobie sprawy z tego, ze istnieja.
          Bedziesz bezradnie łkał i pytal - dlaczego, za jakie grzechy, po tylu fajnych
          latach, czemu ona mi to robi, czemu mnie tak traktuja, czemu mna tak pomiata?

          Nie daj jej tej szansy. Zadbaj o siebie, o ten zwiazek nie mozesz juz zadbac, bo
          jestes swiadkiem jego nieuchronnego rozpadu. Ludzie sa zlozeni, czasem robia
          rzeczy, ktorych pozniej strasznie zaluja i nie rozumieja, jak mogli sie takich
          czynow dopuscic. Moze ona przezywa jakis kryzys, moze po tym wszystkim opamieta
          sie, ale niezaleznie od tego, od takich hipotetycznych jej zachowan i refleksji,
          ona wszystko zniszczyla i nie ma odwrotu. Wypalilo sie, skonczylo, Wercy, nie
          cofniesz czasu.

          Probujac o nia walczyc bardziej sie pograzysz. Wlozysz duzo energii nadaremne, a
          potem bedziesz wykonczony, na skraju zalamania. Nie pozwol doprowadzic sie do
          takiego stanu poki stac Cie na trzezwe myslenie.

          Nie wiem jakim ona jest dokladnie czlowiekiem, ale wiem, ze niektore kobiety
          potrafia wyssac z mezczyzny cala energie, ostatnie soki zyciowe, wykorzystac ich
          wszelkie slabosci, a nastepnie bezwzglednie porzucic. Otrzepia sie i pojda
          dalej, nawet sie nie ogladajac za siebie. Nie zycze Ci tego by ona sie taka
          kobieta okazala, ale Ty tez nie kuś losu...
        • witch.l Przedzial wiekowy... 01.03.10, 11:33
          Nie wiem ile macie lat. Ale z mojej dosc dlugiej obserwacji zycia,
          takie historie romansow, jak opisales koncza sie dosc szybko.
          Porozmawiaj z innymi ludzmi niejedna osoba powie ci podbnie.
          Najgorsze co teraz mozesz zrobic to dawac powody do klotni.

          Realia zycia dla kobiety z malymi dziecmi sa smutne, a czesto
          tragiczne. Nawet ta najpiekniejsza, a moze zwlaszcza, ma male szanse
          na znalezienie goscia, na stale. Ojca dla dzieci nie wspominajac.

          W swojej ksiazce Rollo May opisal kiedys bardzo podobna historie.
          Smutna, bo pokazal wiele aspektow takich romansow i ich przyczyn.

          Nie wiem co ci radzic, ale powiem od siebie zniszczyc cos jest
          latwo, ale pozniej trudno to na nowo odbudowac.
          Dlatego zachowaj zimna krew, poczekaj, romanse krotko trwaja. Tobie
          moglo tez sie przytrafic, tego co stanie sie za xy czasu sam nie
          wiesz. Ale bedziesz bogatszy o doswiadczenie.
          Postaraj sie przeczekac, a takie przepracowane momenty jak ten robia
          ze zwiazek staje sie bardziej silny i bezpieczny. To taki dom, ktory
          nic i nikt nie rozwali. Warto moze sie nad ta wersja jeszcze
          zastanwic...
    • lifeisaparadox Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 08:44
      Może lepiej jakbyś się wybrał do psychologa, wyrzucał z siebie te
      wszystkie problemy i przemyślenia na bieżąco i dostał wartościowe
      wskazówki?

      Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć że trafiła Ci się wyjątkowo
      niedojrzała żona.
      Nie wiem czy jesteś zwolennikiem teorii spiskowych i jakiś fatum, ale
      racja jest po Twojej stronie zarówno w kwestiach majątkowych jak i
      opieki nad dziećmi przy ewentualnym rozwodzie. Prawda ma większą siłę
      niż przesądy o polskim prawie i innych tego typu rzeczach.

      Natomiast Ty nie możesz nic zrobić, jak na razie próbujesz dokonać
      niemożliwego czyli niezbyt normalną kobietę przekonać do wartości
      których ona nie posiada. Można ją tłumaczyć chorobą psychiczną -
      wpadła w epizod manii i ślepa na rozsądek i racjonalizm rzuciła się w
      świat przygód i fantazji, ale raczej było by to wodą na młyn w twoich
      staraniach ujarzmienia jej a nie rozsądne podejście. Moim zdaniem
      możesz tylko czekać na rozwój wypadków i zająć się samym sobą,
      dziećmi. Nic nie zrobisz, nie ubezwłasnowolnisz jej i nie zamkniesz w
      domu w złotej klatce. Im bardziej będziesz się starał tym gorzej, bo
      z rozsądnego punktu widzenia powinieneś dać jej szansę na przeżycie
      swoich doświadczeń, zastanowienie się nad tym co robi, a później na
      próbę wyprostowania sytuacji. Ty jej nie dajesz zdroworozsądkowego
      ujęcia sytuacji, nadgorliwie zabiegasz o jej względy i próbujesz
      naprawić błędy i wybaczasz jej jej własne, mimo że to ona je popełnia
      i uważa Cię za idiotę.
      Nie tędy droga.
      Myślę że potrzebujesz zdrowego rozsądku i wpadłeś w swoistą pułapkę z
      dramatycznym podtekstem i obawą o siebie i o dzieci. Naprawdę
      powinieneś sobie z kimś zaufanym pogadać, albo ze specjalistą od
      takich sytuacji czyli z psychologiem. Na forach i ze strony rodziny
      czy znajomych to tak ciężko uzyskać coś konkretnego.
      • klosowski333 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 08:57
        Nie przesadzaj z tym odsylaniem do psychologow. Rada jest dobra jezeli dotyczy
        jego przyjaciol, znajomych, ludzi, ktorzy cokolwiek o nim wiedza i zechca
        poswiecic swoj czas na wysluchanie go. Wiem, ze moje poglady w tej materii sa
        dosc skrajne, ale moim zdaniem psychologowie niespecjalnie sa cos warci i
        niewielka pomoc oferuja.
        Zalozmy, ze Wercy pojdzie do psychologa, a ten, jak to zwykle bywa, okaze sie
        niekompetentny. Bedzie pobieral kase za milczenie, zadnych konstruktywnych rad
        nie da, co najwyzej wyprodukuje z siebie wyswiechtane formulki. Sprobuje do
        delikwenta na sile dopasowac jakies szablony a nastepnie powie mu, ze zadnej
        odpowiedzialnosci nie bierze, bo wszystko zalezy od Wercy'ego i jezeli Wercy sam
        sobie nie bedzie umial pomoc, to niestety.

        Przy takim nastawieniu psychologow oni sa przydatni tylko tym, ktorzy w nich
        wierza, tak jak wierzy sie w Boga, nieracjonalnie, intuicyjnie. Wercy nie ma
        zaburzen emocjonalnych, ma zyciowy problem do rozwiazania. Takich problemow do
        rozwiazania mamy w zyciu wiele, co nie znaczy, ze musimy od razu dawac zarabiac
        psychologom.
        • lifeisaparadox Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 14:00
          Klosowski nie bredź proszę, to jak mówienie że wszyscy księża to
          pedofile.

          Ja odsyłam naszego delikwenta do psychologa ponieważ definitywnie gubi
          się w tym wszystkim a ludzie i bliscy są z natury tacy że każdy ma
          jakieś konstruktywne porady tylko że zupełnie skrajne.
          • klosowski333 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 21:22
            A psychologowie to z natury nie ludzie? Moim zdaniem to oni sa specjalistami od
            odbijania sie od skrajnosci w skrajnosc, a za skrajnosc uwazam skrajny brak
            kompetencji. Ta Twoja idiotyczna bezgraniczna wiara w psychologow jest moze i
            zabawna, ale na pewno nie konstruktywna.

            Facet ma problem z jakim zderza sie mnostwo facetow. Nie zauwazylem, zeby sie
            "definitywnie pogubil". To raczej sklonnosc popapranych psychologow imputowanie
            wszystkim obywatelom, ze sie definitywnie pogubili, wiec zycza sobie natychmiast
            na kozetke i kasa na konto.

            Widze, ze z szeregu sie nie wylamujesz, niestety.

            Wercy inteligentnie, konkretnie, rzeczowo opisal swoj problem, a nie jak
            definitywnie zagubiony potencjalny klient psychologa. Ze przezywa katusze
            psychiczne, ze emocjonalnie jest rozchwiany to jest oczyweiste i nie trzeba byc
            poronionym psychologiem by o tym wiedziec.

            Tak wiec, Lifeisparadox, bardzo prosze, nie bredź, ze tez wejde w Twoj styl
            dyskutowania... tak jak wczesniej sparodiowalem styl Ledy.


            • lifeisaparadox Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 02.03.10, 20:50
              Klosowski teraz to zaczynasz buraczyć. Po pierwsze idiotyczna wiara w
              psychologów którą mi zarzucasz jest chamskim stwierdzeniem i nie wiem
              czy to obrazuje twój poziom, czy jego kompletny brak, ale widać że
              zaczynasz jakąś pyskówkę a to nie jest poziom do którego chciałbym
              się zniżać.
              Po drugie to masz prawo do własnych poglądów, że wszyscy
              psychologowie są źli, niekompetentni, wyłudzają pieniądze, a ludzie
              tak naprawdę spiskują i chcą wyzyskiwać. Super że masz sobie swoje
              stanowisko obronne i odpierasz ataki złej rzeczywistości, ale nie
              jest to coś pozytywnego. Nie jest to coś realnego wiesz, nikt Cię nie
              atakuje, a jak Cię ktoś uszczypnie to nacierasz jak Pudzian w swojej
              pierwszej walce.

              Wercy jest zagubiony, bo po pierwsze to daje się kopać w tyłek żonie
              i jeszcze przeprasza za to że było tak że zasłużył na kopniaka w
              tyłek. Stara się o to żeby żona się jednak do niego przekonała a nie
              odchodziła do innego faceta. Ma gdzieś to że go zdradza, błaga o
              litość tak czy owak. Nie wiem jak chcesz gościowi ten fakt
              uświadomić, on jest tego świadom ale nie jest w stanie wymyślić
              alternatywy. Jak go zmotywujesz to co najwyżej zrobi dwa kroki pewny
              siebie i swojego nowego postanowienia godności osobistej, po czym
              padnie na kolana jak tylko zobaczy swoją żonę i zacznie płakać i
              prosić o przebaczenie.
              No i co tu wymyślisz? Napiszesz elaborat w którym streścisz mu
              wszystkie męskie wartości, ludzkie cnoty, że sobie tak Ciebie poczyta
              i nagle zmieni się nie do poznania? Na kozetkę go weźmiesz, na bibę
              sesję miesiąc picia, minimum spania i gość się obudzi jak ze snu? Ile
              jesteś w stanie zrobić przez forum, żeby gość się ukierunkował? Gdzie
              go wyślesz, do księdza do którego już sam de facto napisał że chadza?
              Do burmistrza? Na karate żeby się zapisał? Do mamy pojechał i
              popłakał? No jakie masz sugestie, żeby gość, który mieszka ileś tam
              set km od Ciebie, mógł pójść i się przekierować na coś co możemy
              nazwać wzmocnieniem się. Mnie przychodzi sugestia - psycholog. To
              jest dzisiaj nie tyle trendy i nie dlatego że trendy, ale że jedyna
              sensowna forma wsparcia. No gdzie go wyślesz? Przylazł na forum
              psychologia, to psychologia, a coś Ty chciał alternatywnego i takiego
              wyłomowego z szeregu zasugerować?
              • klosowski333 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 02.03.10, 23:49
                Lifeisparadox, po pierwsze po raz kolejny w sposob niedopuszczalny parasz sie na
                tym forum naganiactwem. Po drugie jako forumowicz z ambicja zostania moderatorem
                zbyt czesto naduzywasz zwrotow ad personam w rodzaju "bredzisz", "buraczysz".
                Dobrze, ze chociaz zauwazyles, ze mam prawo do wlasnych pogladow.
                Po trzecie nie uwazam zeby forum mu cos dalo, ale skoro juz sie tu udziela w
                akcie desperacji to przynajmniej nie dawajmy mu idiotycznych rad o psychologach.
                Psychologowie jacy sa wielu sie przekonalo.

                Co do Wercy'ego trafna rada jest odeslanie go do przyjaciol, znajomych, ludzi
                jakkolwiek go znajacych i rozumiejacych, z korymi od lat umie rozmawiac i sie
                dogadac, ktorym jest sie gotow bez przeszkod zwierzyc. Ty twierdzisz jakies
                idiotyzmy, ze tacy ludzie mniej sa wartosciowi niz niezbyt zrownowazony
                psychicznie szaman z dyplomem psychologa i szybkim samochodem. Otoz uwazam, ze
                wprost przeciwnie.

                Zgadzam sie odnosnie srodkowej czesci Twojej wypowiedzi. Wercy chyba chce dac
                soba pomiatac, przeprasza za to, ze zyje, niby rozumie, ze glupio postepuje
                dajac sie upokarzac, ale jak tylko ja znowu widzi traci glowe.

                Udzielalem sie w tym watku, bo niestety mialem ku...ko podobna sytuacje. Nie
                identyczna, ale tak cholernie podobna, ze postanowilem slow pare napisac. Moje
                rady sa gowniane, ale mam do nich prawo. Wiem jedno - popelnilem bledy, ktore
                popelnia Wercy, ludzilem sie do samego konca, cierpialem maksymalnie. Zrobilem
                wszystko co chciala, wyszedlem jej na przeciw w kazdym calu mimo, ze to ona mnie
                zdradzila a nie ja ją. Przyjaciol nie sluchalem, wku...alem sie na nich za ich
                rady, z niektorymi z hukiem zerwalem kontakt. Totalne parcie na destrukcje. A
                psycholog? Wiesz co, Lifeisparadox, nie rozsmieszaj mnie. To Twoje naganianie do
                psychologow w niemal kazdym watku, w ktorym sie udzielasz jest zenujace. Ja
                jeszcze pamietam swoje zamierzchle kontakty z psychologami, ale znam tez relacje
                wielu ludzi, ktorzy z nimi mieli kontakty. Nigdy, podkreslam NIGDY nie spotkalem
                w swoim zyciu psychologa zrownowazonego i kompetentego, ktory swoja prace
                potraktowalby tak jak np traktuje ja lekarz. Wiele razy stykalem sie z taka
                sytuacja, ze psycholog byl przyjazny, przyjacielski, wiecznie usmiechniety, ze
                scianami pelnymi dyplomow, ale w momencie, gdy z roznych przyczyn po roku
                spotkan, albo dwoch latach strumien kaski sie urywal, to i telefony od niego
                przestawaly dzwonic, na emaila on przestawal nagle odpisywac, w przypadkowym
                kontakcie oznajmial, ze jest wyjatkowo zajety. Mimo, ze gosc pomocy wciaz
                potrzebowal, a terapia czy jak to tam sie nazywa nie zostala zakonczona.
                Nie i stanowcze nie - Wercy nie potrzebuje kogos takiego. Potrzebuje madrego
                czlowieka, moze i tak, ale po pierwsze psychologowie rzadko sie do takich ludzi
                zaliczaja, a po drugie lepiej szukac madrych ludzi wsrod tych, ktorzy juz cos o
                Tobie wiedza i w dodatku nie pobieraja za swoja zyczliwosc zadnej kasy...



                • witch.l Nie zgodze sie z teoria... 03.03.10, 11:32
                  Jakoby wszyscy psycholodzy byli do D... a natomiast znajomi
                  posiadali wiedze tak ogromną,że potrafili wyciągnąć z tarapatów.

                  Z własnego doświadczenia wiem, że kiedyś jeszcze będąc młoda i
                  życiowo mało doswiadoczona, posłuchałam rad znajomych, takich niby
                  od serca, a których to konsekwencje odczuwam po dziś dzień!

                  To dało mi życiowego kopa i od tamtej pory nigdy nie słucham żadnych
                  rad, jak tylko sama staram się zdobyc jak najwięcej informacji o
                  temacie i wiedzy w temacie i SAMA ZADECYDOWAC CO JEST WŁAŚNIE DLA
                  MNIE NAJLEPSZE! Wtedy wiedząc co będzie dla mnie dobre - decyduję
                  SAMA.
                  Czasami mam decyzje wybitnie nie konwecjonalne, które znajomych
                  wręcz oburzają, ale jak pisalam, inni mnie nie obchodza.

                  Efekt końcowy, to wiara w siebie i swoje możliwości. Stawanie się
                  silniejszym i zdecydowanym.

                  To co ludzie mówią na temat tego człowieka jest...kompletnie, ale to
                  kompletnie nie ważne! Ważne są jego własne decyzje i postępowanie
                  wobec żony i dzieci.

                  Psycholog, jako ktos bardziej bogaty w wiedze praktyczna i
                  teoretyczna moze pokazac sprawe pod katem jakiego sie dotad nie
                  dostrzegalo, zarazem pokazac wieksza calosc.

                  Zaden szanujacy sie psycholog nie namawia do rozwodu. takie decyzje
                  sa jak najbardziej samodzielne.

                  I owszem posrod ludzi z tego zawodu sa i tacy, ktorzy nigdy nie
                  powinni w zawodzie pracowac. Ale na ogol kogos takiego intuicyjnie
                  sie wyczuwa i nie przychodzi drugi raz.

                • drugilogin Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 03.03.10, 15:46
                  Kolosowki, to może ja tak niepersonalnie. Czasem w psychologii
                  wychodzi tak, że jedna ofiara losu chce wzmocnić drugą ofiarę. Ma
                  stos dobrych rad i dwa stosy postanowień które druga ofiara jako
                  własne odzwierciedlenie, miała by spełnić i było by dobrze, gdyby tak
                  było żeby przestać skomleć o cyca.
                  Ah, życie. Pacjent leczy pacjenta.

                  No i psycholog jest do niczego, bo? Bo za darmo nie chce leczyć. No
                  jaha. Wyszła gruntowna argumentacja.
      • leda16 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 02.03.10, 23:21
        lifeisaparadox napisał:
        > Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć że trafiła Ci się wyjątkowo
        > niedojrzała żona.


        Tak się właśnie zastanawiam, na ile jej niedojrzałość była dla wercy do tego stopnia atrakcyjna, że sam ją przemocą niemalże w tej niedojrzałości utrzymywał. Już na początku małżeństwa przyjął prawdopodobnie usztywnioną postawę emocjonalnej zależności a potem na całego rozhulał małżeńską gierkę pod tytułem "tatuś i laleczka", czyli skwapliwie grał rolę silnego opiekuna a ją postrzegał w kategoriach bezradnego dziecka. Swoją atrakcyjnoscią fizyczną i słabością potwierdzała Jego doskonałość i siłę (he, he, - życzeniową oczywiście) On podziwiał ją, adorował, opiekował się i traktował jak piękną, kosztowną zabawkę. Leżała i pachniała a Wercy organizował jej życie, kolacyjki przy świecach, towarzystwo dla jej upierdliwego, domagającego się niepodzielnej uwagi syna, itp. z uciechą realizując układ władzy typu silny mężczyzna i słaba kobieta. Jednak zabawa była dobra do czasu. Przeliczył się, bo w rzeczywistości "laleczki" okazują się psychicznie silne i pozbawione skrupułów gdy taka gra przestaje je już rajcować.

        >
        > racja jest po Twojej stronie zarówno w kwestiach majątkowych jak i
        > opieki nad dziećmi przy ewentualnym rozwodzie. Prawda ma większą siłę
        > niż przesądy o polskim prawie i innych tego typu rzeczach.


        W małżeńskich gierkach nie liczy się żadna, obiektywna racja, tylko patologiczne zwarcie zwane bynajmniej nie miłością, lecz uzależnieniem emocjonalnym, coś jak "pępowina", o której z oburzeniem piszą buntownicze nastolatki.

        >
        > ślepa na rozsądek i racjonalizm rzuciła się w
        > świat przygód i fantazji,


        Uważam, że kur.iszcze akurat wykazało trafną ocenę sytuacji, bo przygody w niczym już jej na zagrażają. Naiwny żonkoś został przez modliszkę sprytnie wyssany z dorobku życiowego, honoru, niezależności emocjonalnej. Wywalenie Go z domu i uczynienie bankomatem to tylko kwestia czasu. Teraz leży i kwiczy z żalu po jej śmierdzącej d...e nafaszerowanej spermą rywala a laleczka metodycznie miażdży mu jaja, śmiejąc się do rozpuku.


        Nic nie zrobisz,


        Może zmienić gierkę na bardziej skuteczną np. "pan i służąca". Ale w tym sęk, że On rzeczywiście nic nie zrobi. Będzie biernie czekał i liczył na "opamiętanie". Moim zdaniem wecy nie ma jednak już nic, czego ona jeszcze by pragnęła.



        nadgorliwie zabiegasz o jej względy


        I zawsze tek robił, gdyż widocznie wchodził w to małżeństwo z głębokim przeświadczeniem, iż panna wyświadcza Mu wielką łaskę poślubiając takie zero jak On.



        > Myślę że potrzebujesz zdrowego rozsądku


        Emocje i patologiczne uzależnienie od osób znaczących, stoją zwykle bardzo daleko od zdrowego rozsądku.
    • z_malej_litery Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 11:26
      Wercy, jak rzadko - przeczytałam całość Twoich słów. Poodnajdywałam w
      nich wszystko, za wyjątkiem jednego: - nie dopuszczasz do siebie
      myśli, że żona po prostu ciebie nie kocha. Tyle. Co z tego, ze
      planujesz miłe obiady, świece, bukiety kwiatów, skoro TY jesteś
      największym (być może?) problemem. I powiem brzydko: choćbyś pękł,
      nie zmienisz niczego.

      Ktoś mądrze radzi - porozmawiaj z nią. Co z tego, ze będziesz
      śledził? zbierał bilingi? rozmawiał z jej kochankiem? - co Tobie to
      da? - nic. Nie zmusisz nikogo do miłości.

      Jeśli rozmowa - ale nie przez telefon! - jak można TAKIE sprawy
      omawiać telefonicznie???? - nie zmieni niczego, odejdź. Jeśli jest
      wam pisane być ze sobą, to wrócicie do siebie, jeśli nie, to
      zbliżając się do 30. masz dużo jeszcze czasu na ułożenie życia
      ponownie.

      Wiem jedno: naciski wywołują reakcję odwrotną do zamierzonej.
      • lifeisaparadox Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 13:50
        z_malej_litery a Ty ile masz lat, 18? Jak się ma dzieci i rodzinę to
        pojęcia takie jak miłość zmieniają swoje znaczenie, tym bardziej po 7
        latach. Później albo ktoś jest dojrzały i tworzy rodzinę, albo wraca do
        niedorozwoju i szuka miłości swojego życia.
        Dorośli ludzie nie szukają miłości i amorów tylko tworzą bezpieczną,
        zdrową i pozytywną rodzinę. Jeśli tego się nie rozumie, to wypada tylko
        wrócić na drzewo z którego się zbyt wcześnie zeszło.
        • z_malej_litery Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 17:46
          mam prawie 20 lat więcej i od mniej więcej 25 lat rozglądam się
          uważnie dookoła siebie. jednego nauczyłam się, kosztując czasem
          goryczy tą nauką: nikogo na siłę przy sobie nie zatrzymasz. A
          dzieci to - sorry - kiepski parawan.

          Powtórzę: jeśli ona go nie kocha, to gdy uzna za konieczne odejść od
          niego, odejdzie. Co nie znaczy, ze nie dokona kalkulacji co się jej w
          życiu bardziej opłaci i ostatecznie ostanie przy nim.

          Tu, na forach Gazety poznałam mężczyznę w dość podobnej sytuacji,
          tylko o jedno dziecko mniej. Rozmawiałam z nim ponad rok temu. I co?
          - i nic się między nimi nie zmieniło, tylko on już wystygł w emocjach
          i uniesieniu - a nawet o samobójstwie myślał!, a ona nadal trwa przy
          tamtym mężczyźnie. Kiedy mówiłam mu: zawalcz jakoś o siebie, machnij
          ręką i zapomnij, powtarzał... nie, wróci, kocham ją, ona mnie
          kocha..... I co? - i ąz chce mi się brutalnie zrymować.

          jeśli ona go nie kocha - to autor wątku nie zrobi nic. rozumiesz?
          NIC!

          a poza tym co dla mnie najważniejsze: znam tylko JEGO opis sytuacji.
          brakuje mi - JEJ opisu. I być może różnią się jak ogień i woda.

          Nie wydawaj osądu na temat tej kobiety - bo nie to jest tematem
          dyskusji zapoczątkowanej przez autora wątku. Pytał się, co ma zrobić,
          ja odpowiedziałam po swojemu, doczytaj się umiejętnie.
        • klosowski333 Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 21:25
          Lifeisparadox, widze, ze nie przestajesz bredzisz, a powinienes przestac.
          Chciales zostac moderatorem tego forum, a nie sadze by moderator powinien ciagle
          bredzic, tak jak Ty w tym watku.
    • kaa.lka Re: Ludzie! 01.03.10, 17:43
      kontrowersje to roznorodnosc.
      bardzo rozbawilo mnie stwierdzenie ministra Bartoszewskiego, ze wolalby poczytac( a propos Kapuscinskiego)ksiazke o burdelach w Paryzu;
      co nie zmienia faktu, ze Domoslawski rzetelnym dziennikarzem jest.

      w wyniku takiego dowolnego doboru krokow, tak sobie rozmyslam a ci pytam,czy tez pogrozisz mi bacikiem wszeteczenstwa w remarkach, yja?
    • anwad Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 01.03.10, 22:10
      Ja bym na Twoim miejscu kazała jej się wyprowadzić. Żeby nie mając jednego i drugiego naraz, zastanowiła się czego tak naprawdę chce. Jak chcesz cokolwiek uratować, musisz być stanowczy i nie dać sobą pomiatać (to zawsze pogarsza sytuację).
    • sic-transit Re: problemy zdradzonego zakochanego idioty 02.04.10, 13:17
      Wróciłem znowu do tego wątku i dalej podtrzymuję to co napisałem wcześniej.
      Wercy - poczytaj co pisze Kłosowski - on się właśnie starał i pomimo zdrady
      robił wszystko dla swojej żony i co? I nic z tego kompletnie nie wyszło, bo
      problem w tym, że albo on ma rację i ona już do niego nic nie czuła, albo mam
      rację ja i po prostu jak się tak podawał na tacy to nie był osobą pożądaną.

      Jesteś w podobnej sytuacji i masz 2 opcje: twoja żona albo już Cię nie kocha i
      wtedy nie wróci do Ciebie niezależnie od tego co zrobisz, albo Cię kocha (tak to
      roboczo nazwijmy), ale o tym zapomniała. Jeśli mamy ten drugi przypadek, to
      musisz jej przypomnieć, że jesteś wartościową osobą, którą właśnie na swoje
      życzenie traci. Niestety jak się tak dalej będziesz starał i wokół niej skakał
      to efekt będzie całkowicie przeciwny do zamierzonego - będzie Cię miała już
      kompletnie dosyć.

      Jeśli chcesz jej przypomnieć o tym, że jesteś jej potrzebny, to musi Cię
      zabraknąć. Musisz po prostu zniknąć. Nie namawiam Cię do wyprowadzki, ale sam
      wiesz, że można to różnie zorganizować. W każdym razie zero romantyzmu,
      okazywania uczuć - i to zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Po prostu
      bądź obojętny na nią. Tak, jakbyście już byli 20 lat po rozwodzie.

      Jak jej zabraknie wsparcia, pozytywnych uczuć i wszystkiego co ciągle dostawała
      i dostaje dalej od Ciebie a jednocześnie zorientuje się, że to się może skończyć
      na zawsze, to może się obudzi.

      Nie ma żadnej gwarancji, bo może to jednak ten przypadek numer 1, ale wtedy i
      tak nic już nie tracisz, bo może takie zachowanie pomoże przynajmniej Tobie i
      dzieciom - w sensie, że nie będą musiały obserwować waszych kłótni.

      Na koniec - pamiętaj, że my tu wszyscy nic o Tobie i twojej sytuacji nie wiemy.
      Nie znamy też opinii twojej żony. Więc nie słuchaj nas za bardzo i sam podejmuj
      decyzje. Wiele osób na forach daje rady, które są projekcją ich własnych
      problemów i ten watek jest też tego dobrym przykładem.

      Być może warto byłoby skorzystać z pomocy psychologa - jako osoby, które
      pomogłaby Tobie się z tym wszystkim uporać i ocenić pewne kwestie bardziej
      obiektywnie. Tym bardziej, że taka osoba będzie mogła zapytać się o sprawy na
      które my tutaj (jak i twoi znajomi) pewnie nawet nie zwróciliśmy uwagi. Musiałby
      to jednak być ktoś z dużym doświadczeniem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka