Dodaj do ulubionych

W martwym punkcie

21.02.04, 10:51
Czuję, że moje życie od jakiegoś czasu stoi w miejscu. Mój związek po wielu
ciężkich chwilach chyba zaczyna się stabilizować, ale tak naprawdę, to nic
pewnego. I ta stabilizacja też właściwe pozorna, bo na warunkach, które
wygodne są dla drugiej strony. On nie zgadza się na dziecko, życie rodzinne
ma już za sobą (rozwiedziony, dziecko już ma). Początkowo chciał mieć
dziecko, ale nagle stwierdził, że już nie, nigdy, absolutnie, że jest za
stary (między nami spora różnica wieku)... A ja poczułam się, jakbym nagle
przestała być kobietą. Jakby wyrwał mi wszystko ze środka i wyrzucił. Od tego
czasu coś się we mnie zmieniło, czuję się stara, nieatrakcyjna, wyrzucona
poza nawias, bez perspektyw. Widzę, że on naprawę się stara, okazuje mi dużo
czułości, troski, ale ze mną coś się stało, potrafię wyjść poza mój smutek
tylko na krótkie chwile, drobiazgi wytrącają mnie z równowagi i doprowadzają
do łez. Co robić?
Obserwuj wątek
    • marija_marija Re: W martwym punkcie 21.02.04, 11:08
      To cholernie trudne. Moj maz powiedzial to samo. To od stycznie mieszkamy
      ososbno. Nie wiem jak to sie skonczy. Ja mysle, ze milosc wygasla po jego
      stronie. Instynky samozachowawczy i egoizm kwitnie. Mam depresje.
      • charolais Re: W martwym punkcie 21.02.04, 13:55
        Wspolczuje Wam. To bardzo przykre. Z mojego wlsnego doswiadczenia moge sie
        podzielic wlasnymi przemysleniami. Kocham dzieci. Kiedy los mnie obdarzyl
        pierwszym, nie dopuszczalem mysli, ze bedziemy miec drugie. Poprostu balem sie,
        ze nie potrafie rownomiernie podzielic sie miloscia. Po 9 latach, stalo sie.
        Zostalem ojcem poraz drugi i okazalo sie ze potrafie kochac obojaga z taka sama
        wielka miloscia. W pozniejszym okresie moj zwiazek zostal rozwiazany, spotkalem
        kilka partnerek, z ktorymi probowalem ulozyc sobie zycie ale nigdy nie
        dopuszczalem do siebie mysli o kolejnym dziecku. Wydawalo mi sie, ze nalezy
        nosic w sobie ta odpowiedzialnosc, zeby zapewnic dziecku dorastanie i nie byc
        dziadkiem dla wlasnego dziecka. Jednego dnia spotkalem wielka milosc mojego
        zycia i zaistniala sytuacja, ktora wskazywala, ze moge zostac ponownie ojcem.
        Przyjalem ta wiadomosc z wielkim entuzjazmem, nabralem nowych sil do zycia,
        nowe perspektywy sie otworzyly przede mna. Nie obawialem sie mojego doroslego
        wieku (49). Jednym slowem milosc czyni cuda. Wydaje mi sie, zebyscie mogly sie
        zrealizowac w swoich marzeniach i celach zycia, potrzebna jest Wam zmiana
        partnera, ktory bedzie Was kochal na dobre i zle. Milosc to jest poswiecenie.
        Jezeli uwazacie natomiast , ze warto poswiecic macierzynstwo dla zwiazku, w
        ktorym istniejecie zatem nalezy pielegnowac to co juz jest i moze ktoregos dnia
        przekonac swojego partnera, co jest raczej juz artyzmem. Zostaje wariant
        trzeci. Postawic partnera przed faktem dokonanym. To tez jest wykladnikiem
        potencjalu ich milosci. Albo odejda, albo zostana. Powodzenia
        • melitka Re: W martwym punkcie 21.02.04, 16:44
          Charolais, dziękuję za to, co napisałeś. Przemyślę to. Na razie, w stanie
          psychicznym, w jakim się znajduję, wniosek jest dla mnie jeden - po prostu on
          nie kocha mnie wystarczająco, nie jestem tą jedyną, chociaż często powtarza mi,
          że tak. Widocznie uważa, że dobrze jest się spotykać od czasu do czasu, ale nie
          warto poświęcać swojej wygody, przyzwyczajeń, zmieniać czegoś dla mnie w swoim
          życiu. Może jestem niesprawiedliwa, ale na razie tak myślę... Zastanawiam się,
          czy czekanie i pielęgnowanie tego, co jest, może coś zmienić... Czy miłość może
          z upływem czasu stać się większa, głębsza, bardziej intensywna... Boję się, że
          raczej może się stać odwrotnie. Ja będę coraz starsza, coraz mniej atrakcyjna,
          spowszednieję... A wokół tyle młodych dziewczyn, tyle pokus. Boję się, że za
          kilka lat zostanę sama - bez partnera, bez dziecka i bez szansy na nie.
          • Gość: mm Re: W martwym punkcie IP: *.komputerowe.com 21.02.04, 17:00
            Ile masz lat Melitko?
            • melitka Re: W martwym punkcie 21.02.04, 17:09
              30, mm...
              • Gość: smutas Re: W martwym punkcie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.04, 23:54
                Melitko, nie jestesmy same z takim problemem. U mnie podobna historia, tez duza
                roznica miedzy nami tylko on jak do tej pory nie mial dzieci wczesniej i jak
                sie okazuje nie chce i teraz. Nie potrafie uwierzyc w jego zapewnienia milosci
                bo nie rozumiem jak mozna kochac kogos i zarazem nie chciec zalozyc z nim
                rodziny. Co innego zostaje? Na szczescie nie bylismy malzenstwem chociaz
                mieszkalismy juz razem. Niestety teraz sie rozstajemy... nie ma innego
                wyjscia...
                Trzymaj sie
                • charolais Re: W martwym punkcie 22.02.04, 08:29
                  Widze wielka determinacje u Ciebie i powracam jeszcze raz do Twojego problemu.
                  Milosc to egoistyczne przelozenie uczuc na wybrana osobe. Jest cudownie, kiedy
                  ta druga osoba odbiera nasze sygnaly i odwzajemnia sie nam tak jak tego
                  oczekujemy. W Twoim przypadku powstal konflikt, ktory moze miec znaczenie na
                  Wasze wspolne zycie. Wedlug ogolnie przyjetych ludzkich norm, dziecko powinno
                  byc owocem i ukoronowaniem milosci dwojga ludzi, pomijajac psychiczne potrzeby
                  spelnienia instynktu macierzynstwa. Padlo w wielu postach stwierdzenie”duza
                  roznica wieku”. Co kryje sie pod ta duza roznica wieku? Piec lat, dziesiec lat,
                  pietnascie lat czy dwadziescia lat?
                  Dziesiecioletnia roznica wieku jest rekomendowana, ze wzgledu na roznice
                  emocjonalnego dojrzewania kobiet i mezczyzn jak i biologicznego starzenia sie.
                  Powinnismy tez pomyslec jak zwiazek ma wygladac kiedy partnerzy beda meli 60 i
                  50 lat, tylko ktora kobieta majca 25 lat mysli o tym? Oczywiscie dojrzalosc
                  biologiczna kobiety ma swoj okreslony czas i to nalezy respektowac. Nalezy wiec
                  sie powaznie zastanowic nad wyborem, zeby ten ostatni pociag nie odjechal, tym
                  bardziej, ze pierworodzctwo u kobiet dojrzalych moze przynies komplikacje.
                  Wszyscy chcemy dac naszemu potomstwu jak najwspanialsze warunki dorastania.
                  Kultura spoleczenstwa ma wypaczone spojrzenie na tego rodzaju przedsiewziecie i
                  traktuje to jako niemoralne, kiedy samotna kobieta ma ochote urodzic dziecko i
                  Polska nie jest najlepszym krajem dla matek samotnie wychowujacych dzieci..
                  Zatem stoisz przed wielka decyzja Twojego zycia, ktore niestety nie stanelo w
                  miejscu, a pedzi jak szalone do przodu. Pomysl , ze np Twoj partner ma 45 lat,
                  a wiec ma teoretyczna szanse pomoc Tobie wychowac Wasze dziecko do okresu jego
                  doroslosci, tylko tego trzeba chciec. Jezeli jego egoizm przewazy nad Twoim,
                  ktory ma bardziej pozytywne przeslanki, bo dziecko jest najwspanialszym
                  lacznikiem w uczuciach, musisz sie liczyc wiec z ryzykiem, ze ktoregos dnia on
                  z egoistycznych pobudek sprawdzenia siebie jako mezczyzna zacznie szukac nowej
                  partnerki. Natomiast zapomnij o jednym waznym aspekcie, ze jestes stara, bo
                  dlugo jeszcze nie bedziesz.
                  Arakcyjna zawsze bedziesz mogla byc nawet majac 70 lat ale to juz zalezy tylko
                  od Ciebie samej, a adoratorow i w tym przedziale wiekowym nie brakuje. Poniewaz
                  macierzynstwo jest problemem nurtujacym Ciebie proponuje Tobie, zebys postawila
                  warunek, albo dziecko albo rozstanie. Wystawienie na taka probe Waszej milosci
                  jest warte gry. To jest hazard ale powroty sa tez mozliwe albo nowe
                  rozwiazania. Powodzenia
                  • Gość: mm Re: W martwym punkcie IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 22.02.04, 16:24
                    Są kobiety (mężczyźni też, ale u kobiet instynkt macierzyński jest silniejszy),
                    które pragną i muszą spełnić się jako matki. Zazwyczaj traktujemy to w sposób
                    naturalny - bo takie są/powinny być kobiety, a jak jakaś kobieta tego nie chce
                    to jest 'dziwna'. Są też mężczyźni (i kobiety), którzy niekoniecznie pragną
                    dziecka, już je mają albo w ogóle nie chcą mieć dzieci. Problem oczywiście
                    pojawia się wtedy, kiedy spotykają się dwie osoby o tak innych pragnieniach.
                    Miłość egosityczna to ta która zmusza partnera do podporządkowania się drugiej
                    osobie, a jak ni eto cię rzucę. Ale w takim martwym punkcie zawsze ktoś musi
                    pójść na komromis. Albo jedna strona zrezygnuje z dziecka, albo druga zostanie
                    zmuszona do jego posiadania. I tak źle i tak niedobrze. W takiej sytuacji w
                    ogóle nie istnieje kompromis. To rodzaj takiego tragicznego rozdarcia między
                    miłością do partnera a silnym, instynktownym pragnieniem lub niechęcią do
                    posiadania dziecka. Trudno również oczekiwać od osoby, która zostanie zmuszona
                    do bycia ojcem/matką miłości do dziecka (czasem poczuje się jak reproduktor,
                    który spełnił swoje zadanie) - czasem to przychodzi z czasem, a czasem w ogóle
                    nie przychodzi. I wtedy jest jeszcze większa tragedia. Tym razem dla całej
                    trójki. A jeśli patrzeć na miłość z punktu widzenia "sztuki rezygnacji" - to
                    ciągle nie rozwiązuje problemu. Zrezygnowanie z potomstwa będzie taką otwartą
                    raną dla tego, który o dziecku marzył, dla osoby nie chcącej dziecka będzie
                    problemem, z którym do końca życia będzie musiał się zmagać, a przecież go nie
                    chciał, poświęcił się dla miłości. I tutaj potępianie drugiej strony również
                    niczego nie załatwi. Człowiek jest taki na ile dojrzeje, a dojrzałość
                    niekoniecznie oznacza możliwość, chęć i umiejętność kształtowania nowego
                    człowieka. Czasem właśnie - dla tych osób - dojrzałością jest świadomość
                    własnej niedojrzałoścu do bycia ojcem/matką. I jeśli jest tu jakieś "dobre"
                    wyjście to w miarę szybkie podjęcie decyzji co będzie nas bardziej bolało -
                    rezygnacja z miłości czy z tego pragnienia, które nie może być zrealizowane.
                    Bez sensu jest natomiast liczenie na to, że postawiony wobec konieczności bycia
                    matką/ojcem człowiek nagle to polubi i stanie się wzorowym rodzicem. Ro raczej
                    projekcja naszych własnych pragnień i życzeń na innych.
                    • melitka Re: W martwym punkcie 22.02.04, 17:29
                      MM, a nie uważasz, że jest w tym coś niesprawiedliwego? Przecież on jest już
                      rodzicem. Inną kobietę wybrał na matkę swojego dziecka i bardzo je kocha.
                      Dlaczego mnie odmawia prawa do jego posiadania? Czasami myślę, że to po prostu
                      brak miłości z jego strony. I ta raptowna zmiana zdania... Na początku to on
                      mówił o tym, żebyśmy mieli dziecko... Był pierwszym mężczyzną, który coś
                      takiego mi powiedział. Poczułam się dzięki temu silna,ważna dla kogoś, warta
                      czegoś dobrego w życiu. Może dlatego tak boli ta zmiana decyzji.
                      • Gość: mm Re: W martwym punkcie IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 22.02.04, 17:41
                        O tak, z pewnością to niesprawiedliwe. Życie nigdy nie jest sprawiedliwe. Bo on
                        ma już coś, co ty dopiero chciałabyś mieć. Ale tego nie zmienisz, on sam
                        musiałby się zmienić. Nie wszystko z życiu można mieć, nie wszystkim jest to
                        dane. Ale nie masz racji pisząc, że on wybrał na matkę swojego dziecka inną
                        kobietę a ciebie nie kocha. On wybrał tą kobietę na długo zanim ty się
                        pojawiłaś. I pewnie ją kochał. Teraz jak się domyślam kocha ciebie, a niechęć
                        do posiadania kolejnego dziecka nie jest oznaką braku miłości do ciebie. (Jeśli
                        nie masz żadnych innych powodów, by tak przypuszczać). Mógł zmienić zdanie z
                        różnych powodów, być może kiedy mówił o dziecku to chciał sprawdzić jak ty na
                        to zareagujesz, albo pokazać się z tej strony. To trochę nieuczciwe, to fakt.
                        Rozbudził w tobie nadzieje a potem się wycofał. Każdy związek jest poniekąd
                        takim rozbudzaniem nadziei a potem rzeczywistość przynosi konfrontacje. Ważny
                        jest ten ostateczny wybór - czego bardziej pragniemy, co jesteśmy gotowi
                        poświęcić. Twoja wartość - niezależnie od wszystkiego - nie leży w tym czy
                        będziesz czy nie będziesz matką. Jesteś wartością samą w sobie. Pamiętaj, że to
                        twój wybór - czego pragniesz bardziej. Kieruj się potrzebą serca, tym co ci
                        podpowiada. Ale jeśli np. zajdziesz w ciążę i powiesz mu o tym dopiero jak już
                        będzie musiał zmierzyć się z konieczności sprostania ponownemu ojcostwu, to
                        możesz unieszczęśliwić to dziecko - bo on niekoniecznie je pokocha. Może być
                        również tak, że z czasem on oswoi się z tą myślą, że mógłby mieć kolejne
                        dziecko i sam go zapragnie. Tego nie potrafisz przewidzieć. Jesteś jeszcze
                        młoda, masz czas cjoć to nieczego nie tłumaczy.
                        • melitka Re: W martwym punkcie 25.02.04, 18:51
                          Charolais, MM, bardzo Wam dziękuję. Myślę o tym, co napisaliście. Chyba jednak
                          nie czuję się kochana, mój związek nie przynosi mi poczucia bezpieczeństwa,
                          spokoju, a jeśli - to tylko na chwilę. Kiedy pomyślę o przyszłości, ogarnia
                          mnie smutek, zniechęcenie. Myślę o tym, jak to będzie na przykład za pięć lat i
                          czuję strach. Ale nie chcę pochopnie podejmowac decyzji, a może po prostu się
                          boję i czekam, aż sprawa sama się rozstrzygnie. MM, nie sądzę, by mówienie o
                          posiadaniu dziecka, chociaż tak naprawdę się go nie chce, było "trochę
                          nieuczciwie". To zbyt poważna sprawa. Nie chodzi o to, gdzie będziemy spędzać
                          wakacje albo czy kupimy sobie psa. To sprawa zasadnicza. A z tą młodością...
                          Niestety przestałam się już czuć młoda i na razie nie potrafię tego uczucia
                          odzyskać.
                          • melitka Re: W martwym punkcie 27.03.04, 18:49
                            Hej. Ze mną już trochę lepiej. Coś się zaczyna we mnie zmieniać... Może to po
                            prostu nie ten mężczyzna. Zaczęłam zastanawiać się, czy tak naprawdę chciałabym
                            być z nim do końca życia, wychowywać z nim dziecko. Dziwne... Niedawno
                            powiedział mi, że myślał o tym i że dziecko może jednak tak, bo przecież "nie
                            jest z kamienia"... A ja wcale nie skakałam z radości... Może za długo czekałam
                            na te słowa. Może to, że wcześniej w tak zimny sposób odebrał mi to, za dużo we
                            mnie zmieniło. Nie wiem. Bardzo Wam dziękuję, że napisaliście.
                            • zalotnica Re: W martwym punkcie 28.03.04, 00:28
                              a jak dlugo ze soba jestescie i jaka jest roznica wieku miedzy wami ?
                              Jezeli 15, to wcale sie Twojemu partnerowi nie dziwie, ze nie chce
                              znowu zaczynac od pieluch.
                              • Gość: kiniA Re: W martwym punkcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.04, 19:02
                                to niech sobie znajdzie babke w swoim wieku ktora tez nie bedzie chciala
                                zaczynac od pieluch albo nie bedzie nawet mogla miec juz dziecka i osobie 30
                                letniej da zyc i posiadac rodzine

                                nie ma sensu uwazam pakowanie sie w dziecko na sile i traktowanie tego jak
                                karty przetargowej, nie chce miec to nie
                                po prostu mysle ze to nie ten facet
                • Gość: kinia Re: W martwym punkcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.04, 18:57
                  jezeli rodzina i dzieci sa dla ciebie wazne to powinnas dazyc do tego
                  on to juz mial, mial zone, dziecko i rodzine, to ze to nie wypalilo to jego
                  sprawa i problem ale nie ma prawa swoich przezyc i negatywnych doswiadczen
                  przerzucac na ciebie i na twoje potrzeby i pragnienia
                  jezeli on mial dziecko to moze nie chciec miec ale powinien tez zrozumiec ze
                  moze ty chcesz byc matka
                  jezeli nie jest w stanie tego zaakceptowac powinien dac ci odejsc a jezeli nie,
                  w konsekwencji bedzie tak samo, zostaniesz moze z nim jako ze starszym
                  dziadkiem albo sama bez mozliwosci na posiadanie dzieci - nie mowie posiadanie
                  rodziny bo kochac i byc kochana mozna i po 60 - ale chodzi o kwestie posiadania
                  dzieci
                  w zwiazku dobrze rokujacym na przyszlosc powinny byc wzajemne dazenia i relacje
                  zbiezne a nie rozbiezne - jezeli sa rozbiezne to juz nie jest zwiazek ktory ma
                  szanse przetrwania
    • Gość: asiek Re: W martwym punkcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.04, 15:25
      Melitko!
      Z dużym zainteresowaniem przeczytałam Twój wątek. Mam prawie ten sam problem co
      Ty.
      Ja też jestem z facetem, który jest po rozwodzie i ma dwoje dzieci z
      poprzedniego związku. Jesteśmy razem ponad trzy lata i prawie od początku ze
      sobą mieszkamy. Kiedy postanowiliśmy być razem znałam jego przeszłość i
      wiedziałam, że nie będzie w przyszłości chciał mieć dzieci. Ale kochałam go
      wtedy tak ogromnie, że w imię tej miłości postanowiłam się poświęcić. A może po
      prostu wtedy tylko on mi wystarczał, może to jeszcze nie był dobry moment na
      dzieci? Nie wiem. W każdym razie, po jakimś czasie zaczęłam zmieniać zdanie,
      stwierdziłam, że bardzo chcę mieć dziecko. I zaczęłam o tym mówić. Jednak on
      nie zmienił zdania, dalej twierdzi, że nie chce. Pytałam o powody. Główne to
      strach przed odpowiedzialnością, strach przed tym, że znów się nie uda (on ma
      ogromne wyrzuty sumienia w stosunku do swoich dzieci, że z nimi nie jest),
      strach przed utratą pracy, a co się z tym wiąże z brakiem możliwości utrzymania
      kolejnego dziecka. Do tego dochodzi jeszcze to, że nie chce rónież
      zalegalizować naszego związku. Zaczynam się obawiać, że związałam się z
      mężczyzną, który chce być "wolnym strzelcem", który nie chce wziąć na siebie
      żadnej odpowiedzialności za drugą stronę. I coraz częściej zaczynam myśleć, że
      powinnam od niego odejść.
      Tak strasznie mi szkoda tych lat, które zaiwestowałam w nasz związek. I coraz
      częściej dochodzę do wniosku, że nie można się aż tak poświęcać dla kogoś. Boję
      się, że kiedyś w przyszłości moje niespełnione pragnienia o dziecku odbiją się
      na nas. Nie chcę tego. Ale nie wiem, czy mam jeszcze siłę zaczynać wszystko od
      nowa...
      • Gość: kinia Re: W martwym punkcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.04, 19:11
        ASIEK I TAK bedziesz musiala zaczac od nowa i im predzej to zrobisz tym lepiej
        dla ciebie
        i dopoki jeszcze mozesz w ogole myslec o dziecku
        coz - decyzje nie sa proste ale nie ma gorszej rzeczy niz tkwienie w zwiazku
        ktory nie jest tym wlasciwym bo nie daje nam tego co jest dla nas wazne
        owszem milosc to poswiecenie ale poswiecenie z dwoch stron
        owszem dziecko to odpowiedzialnosc ale
        ale
        ale
        prawda jest tez taka ze jak osoba naprawde kocha to chce miec czastke siebie z
        ta druga osoba a wiec dziecko i potem zycia nie widzi poza tym
        nie wierze ze ludzie nie chca miec dzieci - owszem oni nie chca ale tylko z
        dana osoba a nie w ogole - popatrz dookola - jak czesto zdarza sie sytuacja ze
        facet albo kobieta bedac z kims nie chca miec dzieci zas potem poznaja kogos
        innego i ich wspolne dziecko jest dla niech oczkiem swiata - to co mowie to
        swieta prawda wiec?????????
        to chyba nie ten zwiazek
        jak to bylo w pewnej ksiazce napisane, milosc ktora nie pozwala nam isc za
        glosem naszego serca i spelniac naszych marzen nie jest ta jedyna, wlasciwa
        miloscia potrafiaca zmieniac dusze swiata - i te slowa mimo ze gornolotne i
        poetyckie nieco sa prawdziwsze niz to ze slonce swieci
        same sie przekonacie a moze juz nawet teraz to wiecie ale nie zdajecie sobie z
        tego sprawy
        powodzenia i pozdrawiam
        • melitka Re: W martwym punkcie 13.04.04, 08:49
          Hej! Jeszcze raz dzięki, że pisaliście. U mnie chyba już po problemie. Mój
          oblubieniec w poniedziałek przed świętami postanowił się na mnie obrazić
          (chciał przyjść, a ja powiedziałam, że muszę nadrobić pracę, bo w weekend byłam
          chora) i od tej pory się nie odzywa - również w święta. Widocznie postanowił
          spędzić je z osobą, którą kocha najbardziej na całym świecie, czyli synem
          (słyszałam to już chyba milion razy)i na marzeniach o dawnych świętach z żoną i
          synem przed rozwodem. Wcześniej walczyłam - wydzwaniałam, pisałam, wyciągałam
          na święcenie jajek, kupowałam prezenty, na siłę umawiałam się w Boże
          Narodzenie, ale teraz odpuściłam. I wiecie, co? Poczułam się szczęśliwa, wolna,
          wreszcie nie czekałam, nie denerwowałam się, nie zerkałam maniakalnie na
          telefon. Ufff! A jak minęły Wasze święta?
          • seksuolog Punkt topnienia 13.04.04, 09:06
            melitka napisała:

            > Wcześniej walczyłam - wydzwaniałam, pisałam, wyciągałam
            > na święcenie jajek, kupowałam prezenty, na siłę umawiałam się w Boże
            > Narodzenie, ale teraz odpuściłam. I wiecie, co? Poczułam się szczęśliwa,
            >wolna,wreszcie nie czekałam, nie denerwowałam się, nie zerkałam maniakalnie na
            > telefon. Ufff! A jak minęły Wasze święta?

            Pytanie czy potrafisz sie zdobyc na ostateczny koniec. Patologiczne zwiazki
            w ktorych slaba psychicznie kobieta akceptuje wszelkie wybryki manipulatywnego
            partnera by zyc iluzja ze ma jednak kogos zdarzaja sie czesto. Wiec teraz
            bedzie prawdziwy test gdy on zacznie znowu milutko wslizgiwac sie do ciebie a
            ty bedziesz topniala wilgotnie. Czy znowu nie bedziesz w stanie powiedziec NIE.
            • melitka Re: Punkt topnienia 13.04.04, 10:12
              A co zrobić, żeby nie dopuścić do takiej sytuacji? Jak się wzmocnić? Jak się
              bronić? Jak nie dać sobą manipulować?
              • katja Re: Punkt topnienia 13.04.04, 12:48
                Slaba kobieta? To nie to, po prostu kochajac jestesmy bezbronni, slabi...
                Szczesciem jest spotkac na swojej drodze kogos kto ma do nas respekt i kto nas
                kocha tak jak my jego. Wtedy nie wykorzysta naszej milosci
                Od toksycznej milosci trzeba sie uwolnic sila nadludzkiej woli, ale potem
                przyjdzie wolnosc i duma!
                • melitka Re: Punkt topnienia 14.04.04, 17:53
                  Seksuologu, miałeś rację... Rzeczywiście zaczął "wślizgiwać się" (wczoraj po
                  południu)... Najpierw milutko, a kiedy poczuł opór, to zagrał na poczucie winy
                  (czekał, że przyjdę, zadzwonię, był chory itd.)... :(
                • melitka Re: Punkt topnienia 14.04.04, 17:56
                  Hej, Katju! Bardzo się staram i mam nadzieję w końcu poczuć tę wolność i
                  dumę... Trzymaj za mnie kciuki.
                  • melitka Re: Punkt topnienia 20.05.04, 20:20
                    Jestem wolna, ale nie czuję żadnej dumy ani radości. Wyszłam z tego wszystkiego
                    jakaś okaleczona, bez sił. Są chwile, kiedy czuję się dobrze, zniknął niepokój,
                    ale najczęściej czuję się przegrana, nieatrakcyjna, stara. Patrzę na moje ciało
                    i widzę, jak bardzo się zmieniło. Przyglądam się młodszym kobietom na ulicy i
                    strasznie im zazdroszczę, że jeszcze tyle przed nimi i że są takie piękne. Nie
                    wierzę, że ktoś mnie może pokochać, chcieć ze mną spędzić życie, czy chociaż
                    pójść ze mną do łożka. Boję się, co będzie dalej. Przychodzę do domu i płaczę,
                    przypominam sobie różne przykre zdarzenia, np. noc, kiedy on nie chciał mnie
                    dotknąć, przytulić, chociaż bardzo go prosiłam, płakałam. Czy tak już będzie
                    zawsze? Boję się, że to początki depresji. Chorowałam na nią i bardzo tego nie
                    chcę. Nie chcę leków, psychiatrów. Do tego dobija mnie moja praca: mnóstwo
                    nerwów, mało pieniędzy, codziennie nadgodziny. Brak mi sił.
                    • natalie27 Re: Punkt topnienia 21.05.04, 16:24
                      melitka napisała:

                      > Jestem wolna, ale nie czuję żadnej dumy ani radości. Wyszłam z tego
                      wszystkiego
                      >
                      > jakaś okaleczona, bez sił. Są chwile, kiedy czuję się dobrze, zniknął
                      niepokój,
                      >
                      > ale najczęściej czuję się przegrana, nieatrakcyjna, stara. Patrzę na moje
                      ciało
                      >
                      > i widzę, jak bardzo się zmieniło. Przyglądam się młodszym kobietom na ulicy i
                      > strasznie im zazdroszczę, że jeszcze tyle przed nimi i że są takie piękne.
                      Nie
                      > wierzę, że ktoś mnie może pokochać, chcieć ze mną spędzić życie, czy chociaż
                      > pójść ze mną do łożka. Boję się, co będzie dalej. Przychodzę do domu i
                      płaczę,
                      > przypominam sobie różne przykre zdarzenia, np. noc, kiedy on nie chciał mnie
                      > dotknąć, przytulić, chociaż bardzo go prosiłam, płakałam. Czy tak już będzie
                      > zawsze? Boję się, że to początki depresji. Chorowałam na nią i bardzo tego
                      nie
                      > chcę. Nie chcę leków, psychiatrów. Do tego dobija mnie moja praca: mnóstwo
                      > nerwów, mało pieniędzy, codziennie nadgodziny. Brak mi sił.

                      Witaj.Wiesz,staram się zrozumieć Twoj ból, smutek,przygnębienie, brak wiary
                      w to,że coś może się jednak dla Ciebie zmienić. Ale przecież TY jesteś piękna
                      tam w środku, nie chodzi tylko o ciało, ale o siłę, o uczucia, to piękno jest w
                      Tobie i nigdy o tym nie zapominaj. Kochaj siebie taką, jaka jesteś i wtedy
                      jeśli siebie w pełni zaakceptujesz, wszystko się zmieni. Zaczniesz inaczej
                      patrzeć na swoją obecną sytuację, miałaś prawo zrealizować swoje marzenia,a
                      tamten człowiek nie był Ciebie wart.
                    • Gość: aagaa Re: Melitko droga... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.04, 01:18
                      Przykro mi gdy czytam takie posty. Z jednej strony dobrze zrobilas ze
                      skonczylas z tym facetem bo nie mialoby to raczej przyszlosci. Jestes jeszcze
                      na tyle mloda zeby poznac kogos innego i spelnic swe marzenia o macierzyństwie.
                      Z drugiej strony wiem ze nie jest latwo spotkac kogos wartosciowego i ze dla
                      kobiety czas jest nieublagalny. Napewno przesadzasz jednak z ta staroscia-
                      sprobuj troche popracowac nad swoim cialem , figurą to napewno poczujesz sie
                      piekniejsza. Poza tym bardzo wazna jest mlodosc ducha- jesli bedziesz o sobie
                      myslec jako o kobiecie atrakcyjnej i mlodej to inni tez tak cie bedą
                      postrzegac. To nie jest takie trudne- musisz zmienic nastawienie. Spojrz na
                      inne osoby w twoim wieku a nie tylko na mlodsze kobiety. Napewno wsrod twoich
                      rowiesniczek jest mnostwo pieknych i cieszacych sie zyciem kobiet. Zaobserwuj
                      jak one to robia ,moze to wcale nie takie trudne jak myslisz. I nie łam sie bo
                      30 lat to naprawde niewiele, a napewno nie tyle zeby czuc sie staro.
                      Pozdrawiam ciepło.
                      • melitka Re: Melitko droga... 23.05.04, 19:33
                        Dziękuję za pocieszenie, ale naprawdę trudno myśleć o sobie jako o młodej
                        osobie, jeśli inni cię tak nie traktują. Większość mężczyzn w moim otoczeniu
                        spotyka się z dwudziestolatkami, chociaż sami są już po czterdziestce. W pracy
                        słyszę od kolegów, że mam już tyle lat, a nie mam rodziny, dziecka, z nikim się
                        pewnie nie spotykam. Mężczyźni o kobietach w moim wieku mówią z lekceważeniem.
                        Przykro mi, kiedy tego słucham. Ale może to też przez mój kiepski stan
                        psychiczny - wychwytuję z rozmowy tylko to, co potwierdza moje czarne myśli.
                        Tak mi żal czasu, który straciłam na chore związki, depresje, spełnianie
                        zachcianek innych.
                        • Gość: aaga Re: Melitko droga... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.04, 20:21
                          no coz chyba rozumiem o co chodzi, tez mam sobie za zle, ze tracilam czas na
                          nie wartych tego facetow, albo ze zmarnowalam te dobrze zapowiadajace sie
                          zwiazki...Teraz jestem z kims i kocham go , ale nie jestem pewna drugiej
                          strony.Facet nie ma dla mnie ciagle czasu a mi sie wydaje ze za tym kryje sie
                          jego obojetnosc...Wiec i tak zle i tak niedobrze...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka