kvinna
04.03.04, 14:22
Ze swoim komórkiem pożegnałam się jeszcze w tamtym roku. Na początku było mi
jakoś nieswojo. Nie przychodziły sms-y od znajmomych, sama nie mogłam ich
wysyłać, trochę jakbym miałą związane rączki. Potem przyzwyczaiłam się. Są
telefony stacjonarne, poczta elektroniczna, przed epoką komórkową ludzie też
jakoś w końcu żyli. Umawiali się z innymi etc. Bez komórki.
Ale. Umówiłam się z mamą "na mieście". Dość nieprecyzyjnie, bo "tu albo tu".
Czekam na nią i miga mi w samochodzie jej łepek. Nie zauważyłą mnie. I co? I
nic. Gdybym była w posiadaniu komórka, szybciutko dzwonię i po kłopocie, a
tak? Aby nie szukać się jak dwa domki (jeden duży, drugi większy) z
rosyjskiej dobranocki czekałam na nią dalej w jednym z umówionych miejsc.
Spotkałyśmy się po półgodzinie. Z komórką byłoby inaczej :)
Czy życie z komórką jest mniej kłopotliwe?
Co Pan na to?
A Pani?