Dodaj do ulubionych

Jestem martwy

18.09.10, 21:13
Jestem martwy emocjonalnie. Rozumiecie? Martwy. Ciało działa, mózg steruje wykonywaniem codziennych czynności, ale nie czuje nic. Jak jakiś robot. Nigdy nikogo nie kochałem miłością romantyczną. Do rodziny kiedys coś czułem, ale od jakiegoś czasu nie czuję nic. Myśl że mogli by umrzeć wywołuje u mnie jedynie obawy praktyczne - jak poradzę sobie sam na świecie. Pogardzam siebie za to. Nie mam przyjaciół, znajomych straciłem gdy ukończyłem szkołę. Nie ma we mnie żadnej empatii. Mogę czytać opowieści o dzieciach przez wiele lat gwałconych przez rodziców a potem zamordowanych i nie czuję żadnego współczucia. Nie czuję nic. Mogę oglądać zdjęcia rozszarpanych, ogropnie okaleczonych zwłok po wypadkach i morderstwach i nic nie czuje. Nie mówię tu już o empatii, ja nawet nie czuję obrzydzenia. Jestem jak maszyna, wprawiona w ruch działa. Wegetuję. Nawet myśl o własnej śmierci mnie nie przeraża.
Obserwuj wątek
    • kunegunda.live Re: Jestem martwy 18.09.10, 21:36
      Czy zawsze tak miałeś ,czy też stało się tak po jakimś ciężkim przeżyciu? Ile teraz masz lat ?
      Czy pracujesz ?
      • blueflow Re: Jestem martwy 18.09.10, 21:52
        Można powiedzieć że stało się to w ciągu ostatniego roku. Chociaż już wszesniej nie byłem zbytnio aktywny emocjonalnie. Nie pracuję, chyba że dorywczo, porzuciłem studia, mam 21 lat. Jedyny kontakt z innymi ludzmi niz rodzina to wpisy na anonimowych forach internetowych takich jak 4chan.

        Napisze jeszcze o tym co sie stalo w wakacje. Otórz od kilku lat byłem ateistą, ale nie wywarło to na mnie jakiś szczególnych negatywnych skutków. Odczuwałem empatię do innych ludzi. Swoją moralność oparłem na uczuciu że nieistnienie jest gorsze niż istnienie. Tak więc jak kogoś zabijesz, nie będzie istniał. Istniał i już go nie ma, czy to nie straszne? Tak odczuwałem. teraz już tego nie czuję. Myślę że nie miał bym oporu psychicznego przed zabiciem człowieka, na przykład w obronie własnej. Ale wrócę do wakacji - otóż w wakacje czytałem trochę o tzw. "całunie turyńskim" i doszedłem do chwilowego wniosku że ta cała historia z Jezusem może być jednak prawdziwa. Nie chciałem tego. To dla mnie było skrajnie poniżające, być stworzonym przez kogoś, byc czyimś pieskiem. Nie chciałem być przez kogokolwiek sądzony, uważałem że czynię tak jak powinienem. Nienawidziłem myśli o tym że może istnieć Bóg. Po kilkunastu dniach doszedłem jednak do wniosku że skoro wszystko na świecie da się wyjasnic logicznie, lub będzie sie dało w przyszłości, to całun też się da. Na początku mnie to ucieszyło, ale potem nadeszła ta śmierć emocjonalna. Nie wiem z jakiego powodu. Przecież bez wiary w Boga na początku było mi lepiej. Teraz straciłem uczucia, straciłem poczucie sensu zasad moralnych które mi przyświecały, poczucie sensu wszystkiego.
        • blueflow Re: Jestem martwy 18.09.10, 23:43
          Moze jeszcze naprostuje troche to co napisalem w pierwszy poscie co do moje rodziny - otoz ten brak uczuc do niech moze nie jest tak ostatecznny - owszem zdarzaja sie okresy gdy jest tak jak pisalem, a zdarzaja sie okresy gdy jest mi smutno gdy mysle ze mogli by umrzec. Jednak doswiadczam obydwu stanow.
    • mona.blue Re: Jestem martwy 18.09.10, 22:30
      życzę Ci, żebyś naprawdę uwierzył w Boga :)

      na jesieni zaczynają się w różnych kościołach katechezy neokatechumenalne - polecam :)
      • blueflow Re: Jestem martwy 18.09.10, 22:58
        Raczej żadna katecheza mnie nie przekona. Rózne sztuczki słowne, przypowiesci nie działaja na mnie. Jakbys mi dal stuprocentowy dowód na istnienie Boga to bym zaakceptował jego istnienie a nie bym uwierzył. Tak wlasnie sie stało jak czytałem o całunie. Dopusciłem do siebie istnienie Boga, a potem zrozumiałem że fakty te nie są stuprocentowo pewne i wróciłem do poprzedniego stanu. Ale cos sie jednak zmieniło. Nie wiem czy to przez te moje religijne dywagacje, czy może wieloletnie poczucie krzywdy, osamotnienia, odrzucenia dało o sobie znać i cos we mnie pęklo.

        Zapewne ty sie dobrze czujesz z wiarą w boga, ale jak ci powiem ze tak wcale nie musi byc w moim przypadku. Te kilka dni gdy dopuszczalem do siebie istnienie Boga nie było przyjemnych. Ja naprawdę lepiej się czułęm bez Boga niż z nim. Nie mam ochoty by po smierci ktos mnie oceniał. Koncepcja że Bóg stworzył człowieka jest dla mnei obrzydliwa. To poniżające. Już wolę powstanie człowieka w wyniku slepych mechanizmów ewolucji. Uczucie bycia na Boskim podsłuchu (Bóg wie przecież co myslisz) jest okropne.

        • mona.blue Re: Jestem martwy 18.09.10, 23:02
          Stuprocentowy dowód nie istnieje ;) Dlatego mówimy o wierze.

          Jeżeli zacząłeś już poszukiwania, to jesteś na dobrej drodze. Módl się, proś Boga o wiarę.
          • blueflow Re: Jestem martwy 18.09.10, 23:09
            Jak moge modlic sie skoro nie wierze ze istnieje, więc to po prostu dla mnie jak gadanie do sciany. Zresztą nawet gdy rozwazalem istnienie boga nie wypowiedzialem do niego ani slowa w myslach. Zauwaz ze te rozwazania nie przysly do mnie z powodu checi udowodnienia istnienia boga, ja wcale nie chcialem zeby bog istnial! Jak juz mowilem uwazam te koncepcje za okropna.
            • mona.blue Re: Jestem martwy 18.09.10, 23:22
              A jak myślisz skąd przyszły te rozważania?

              On istnieje - dlaczego uważasz tę koncepcję za okropną?
              • blueflow Re: Jestem martwy 18.09.10, 23:39
                Powiem ci skad przyszły rozważania - otóż dostrzegłem coś co nie pasowało do mojego obrazu swiata, czyli "całun turyński". Chcialem dowiedzic sie o tym wiecej aby sie przekonac czy naprawde nie da sie logicznie wytlumaczyc istnienie tej tkaniny. Przez pewien czas uznalem ze Bóg w postaci chrzescijanskiej moze istniec, ale potem uznalem ze nawet gdy teraz nie umiemy wyjasnic jak calun mogl powstac, byc moze w przyszlosci bedziemy umieli. I uznalem znow ze dowodów na istnienie boga niezbitych nie ma. Tak wiec jak widziszwcale nie poszukiwalem Boga bo brak mi bylo sensu zycia czy cos takiego.

                Co do tego dlaczego koncepcja istnienia mi sie nie podoba, juz troche pisalem w poprzednich postach, ale napisze ponownie:

                - Niebianski Orwell - Bóg wie wsystkko znak mysli kazdego czlowieka. Jakos mi sie nie podoba koncepcja ze ktos wie o wszystkim co robie czy pomysle. Ale to nie jest takie az straszne w porownaniu z innymi zeczami

                - Stworzenie człowieka. Bóg, istota wyższa, stwarza sobie człowieka, istote niższa. Dla mnie to jest strasznie poniżające. Już wolę naukowa wercję że człowiek powstał w wyniku slepych procesow ewolucji. Ma ona w sobie nawet pewna dostojnasc - bezrozumny wszechcwiat w tyniku niesamowitego splotu okolicznosci stworzyl rozumne życie.

                - To że ktoś miał by mnie oceniać po śmierci - ja nie chę być oceniany, nie chce na wiecznosc trafic do jaiegos piekla czy nieba. Juz wolalbym koncepcje reinkarnacji, ale to w sumie wybor miedzy jedna bajeczka a druga.
                • blueflow Re: Jestem martwy 18.09.10, 23:45
                  Swoja drogą, jak masz na imie? Jak juz tak rozmawiamy to głupio mi tak zwracac sie po pseudonimie. Jak mam na imie Piotr. Acha, i na twój ewentuany post odpowiem rano, bo ide spac. Koniec z kladzieniem sie o 3 w nocy albo i pozniej.
                  • mona.blue Re: Jestem martwy 19.09.10, 12:24
                    blueflow napisał:

                    > Swoja drogą, jak masz na imie? Jak juz tak rozmawiamy to głupio mi tak zwracac
                    > sie po pseudonimie. Jak mam na imie Piotr. Acha, i na twój ewentuany post odpow
                    > iem rano, bo ide spac. Koniec z kladzieniem sie o 3 w nocy albo i pozniej.

                    Monika. Też odpowiem Ci jak trochę tu się ogarnę w domu.
                  • mona.blue Re: Jestem martwy 19.09.10, 12:30
                    Właśnie przeczytałam, że odpowiedziała Ci Kunegunda, nawet lepiej niż ja potrafiłabym :)
                • mona.blue Re: Jestem martwy 19.09.10, 12:57
                  No właśnie, dlatego szukasz Boga, gdyż brak Ci sensu w życiu.

                  Jak odnajdziesz Boga, doświadczysz też jak głęboki sens ma życie, jakie jest piękne, jak potrafi być radosne (i smutne).

                  Cierpienie zawsze będzie nam towarzyszyć tu na Ziemi (dopiero w niebie nie będzie cierpienia), ale paradoksalnie przeżywanie cierpienia nie wyklucza równoczesnego poczucia szczęścia.

                  • blueflow Re: Jestem martwy 19.09.10, 15:45
                    No wydaje mi się że jednak trochę nie rozumiesz. Powiem prosto - Bóg przyszedł do mnie nieproszony, ja go nie szukałe. A to że Boga nie ma, nie oznacza że nie ma sensu życia, być może sens wbudowany jest w strukturę wsszechwiata, tak jak wbudowane sa w niego prawa fizyki, np prędkoć światła. Ja sam czytałem opinie różnych ludzi odnośnie sensu życia - pisali np. o tym że sensem jest stawianie sobie celów, albo tworzenie czegoś wspólnie z innymi ludźmi. To tworzenie wygląda ciekawie, niestety, nie wiem za bardz co stworzyć. Może kiedyś mic oś przyjdzie do głowy.
                • mona.blue Re: Jestem martwy 19.09.10, 13:06
                  cd.
                  Piszę partiami, bo nie mam myszki przy tym netbooku i czasem "znikają" mi już napisane posty

                  To, że Bóg wie o nas wszystko jest na pewno niewygodne :) bo mamy grzechy na sumieniu, wcale Ci się nie dziwię. Odczuwamy to jako głos sumienia w nas, jest on dla nas bardzo pomocny w nawracaniu się (poprawie całego życia)

                  To, że Bóg nas stworzył jest cudowne, inaczej nas tu (na ziemi) by nie było

                  A że jako istotę niższą, no cóż, trzeba się z tym pogodzić :P
                  A tak serio to jest pokusa szatańska (po "ludzku" pycha). Diabeł nie mógł pogodzić się z tym, że jest niższy od Boga, chciał być mu równy, zbuntował się przeciw Bogu i dlatego znalazł się w piekle.
                  Jest tam nieszczęśliwy i dlatego chce, aby jak najwięcej ludzi było nieszczęśliwych na świecie, kusi ich do grzechu, bo chce, żeby trafili tam gdzie on się znajduje i żeby cierpieli na ziemi i przez wieczność.


                • mona.blue Re: Jestem martwy 19.09.10, 13:10
                  Nie chcesz być oceniany - rozumiem, nikt tego nie lubi. Ale to niestety znów pycha.

                  Niebo to stan wiecznej szczęśliwości- nie chciał byś żyć wiecznie i w dodatku w pełni szczęścia?

                  To reinkarnacja jest bajeczką, niebo i piekło nie.
                  • blueflow Re: Jestem martwy 19.09.10, 15:42
                    Piszesz z swojej perspektywy - dla ciebie reinkarnacja to bajeszka, a piekło niebo nie, dla hindusa było by odwrotnie. A to że jestes Polka a nie Hinduską to kwestia przypadku. Dla mnie obydwie koncepcje to bajeczki, jednak gdybym miał wybierać którą bych ciciał by była prawdziwa wybrał bym reinkarnację.
                    Większość ludzi tak naprawdę nie chce wiecznego życia, chca po prostu jeszcze nie umierać. Mi wieczność z w piekle, gdzie z pewnością nie było by przyjemnie nie odpowiadała by, podobnie wiecznosć w niebie, z Bogiem, do którego nie czuł bym żadnej sympatii.

                    Piszesz że popełniam grzech pychy, byc może masz rację. Ale ja po prostu chciałbym być wolny. A bycie cząstką jakiegoś boskiego planu, życie na świecie który został przez kogoś stworzony, w określonym celu jest dla mnie straszną rzeczą. To trochę jak życie w matrixie, pewnie oglądałaś ten film? Matrix został stworzony w określonym celu i po za nim istnieje pewnen wyższy poziom rzeczywistości, podobnie jest z wszechświatem stworzonym przez Boga.

                    Wiesz, psychiki wierzącego i ateisty są chyba bardzo róznie ukształtowane.
            • kunegunda.live Re: Jestem martwy 19.09.10, 00:32
              Myślę blueflow,że się trochę pogubiłeś.
              Nie wiem co takiego się zdarzyło w Twoim wcześniejszym życiu,że taki skutek to wywarło na Ciebie,lecz uważam,że nie jest za późno żeby się ratować.Napisz proszę o Twoich relacjach z rodzicami.Czy masz jakieś rodzeństwo i jeśli tak,to jakie stosunki z nimi.Jak czułeś się w szkole? Dlaczego rzuciłeś studia ?
              Ja jestem wierząca i z tej perspektywy będę pisać,lecz nie zamierzam Ci udowadniać istnienia Boga,bo tego chyba się nie da udowodnić.
              Mówiąc szczerze,ja też miałam okres niewiary w Boga.Później wróciłam do kościoła,chociaż nadal nie zawsze ze wszystkim się zgadzam,ale mówiąc szczerze, nie bardzo rozumiem Twoje odczucia odnośnie Boga.
              Piszesz ,że :"To dla mnie było skrajnie poniżające być stworzonym przez kogoś,być czyimś pieskiem.Nie chciałem być przez kogokolwiek sądzony,uważałem ,że czynię tak jak powinienem.Nienawidziłem myśli o tym,że może istnieć Bóg".
              Nigdy by mi do głowy nie przyszło,że można się czuć jak piesek Pana Boga.
              Nie wiem jak sobie wyobrażasz stworzenie człowieka? Jeśli tak jak opisuje to Biblia,to przecież wiedz,że jest to mit,a nie prawda historyczna.Nauka udowodniła,że człowiek powstał w drodze ewolucji,co wcale nie stoi w sprzeczności z tym,że każdy ma w sobie cząsteczkę Boga w postaci nieśmiertelnej duszy i że wszyscy jesteśmy synami i córkami Boga.
              Bóg zaś nie jest mściwym starcem,który patrzy z nieba na nas i obserwuje czy przypadkiem nie łamiemy jakiegoś zakazu i będzie nas po śmierci surowo sądził za każde przekroczenie jego nakazów.
              Taki obraz Boga czasami jest przekazywany przez katechetów i niektórych księży na kazaniach.
              Bóg szanuje każdego człowieka obdarzając go wolną wolą i sumieniem,które nam mówi czy postępujemy dobrze czy źle.TY też masz takie sumienie,bo jak sam piszesz; uważałeś,że postępujesz tak jak powinieneś.Nie masz się więc czego obawiać.
              Piszesz,że nienawidziłeś myśli,że może istnieć Bóg.Nie wiem czy się nie mylę,lecz wydaje mi się,że to nie była nienawiść,lecz lęk,bo czułeś się zły, przez to,że czułeś się oddzielony od niego.Teraz po tej lekturze o całunie,kiedy jak piszesz poczułeś się zupełnie martwy,to poczucie oddzielenia stało się jeszcze ostrzejsze.
              Bóg nikogo nie odrzuca,bo jest czystą miłością.Posłał swego syna nie po to by świat potępił,lecz by go zbawił i nauczył miłości.Pan Bóg nas kocha niezależnie od tego czy my go kochamy czy nie i czy wierzymy w niego czy nie.
              Jeśli chcesz spróbować, inaczej spojrzeć na Boga, to polecam książki autora- Neale Donalda Walsch'a -]Rozmowy z BogiemZawierają trochę inne spojrzenie na Boga niż tradycyjna religia katolicka.
              Warto byłoby, byś też przeczytał książkę Przemienieni przez światłonapisaną przez M.Morsa i P.Perry-są to opisy doznań ludzi,którzy przeżyli śmierć kliniczną .Książka jest opisem badań lekarza,który opisuje różne wypadki medyczne.
              Bardzo źle się dzieje,że szukasz kontaktu na takim forum jak 4 chan.Pełna anonimowość powoduje,że są tam ujawniane najniższe ludzkie uczucia i najgorsze zboczenia i fantazje.Taka lektura może jedynie roztopić Twój mózg i pogrążyć Cię w tym ścieku.Gdy rozum śpi zawsze budzą się demony.
              Czy nie lepiej sprawić sobie psa? Miałbyś przynajmniej prawdziwego ,oddanego przyjaciela.
              • blueflow Re: Jestem martwy 19.09.10, 16:07
                Jak chcesz to moge napisac troche o sobie, ale najpierw odpowiem na to co napisalas.

                >Nigdy by mi do głowy nie przyszło,że można się czuć jak piesek Pana Boga.

                No cóż, a mi przyszło. Nasze postrzeganie świata widocznie się różni.

                >
                > Nie wiem jak sobie wyobrażasz stworzenie człowieka? Jeśli tak jak opisuje to Bi
                > blia,to przecież wiedz,że jest to mit,a nie prawda historyczna.Nauka udowodnił
                > a,że człowiek powstał w drodze ewolucji,co wcale nie stoi w sprzeczności z tym,
                > że każdy ma w sobie cząsteczkę Boga w postaci nieśmiertelnej duszy i że wszyscy
                > jesteśmy synami i córkami Boga.

                Mam pełną świadomoć jak powstał człowiek, również wiem jaka jest aktualna nauka kościoła na ten temat - uważa się że bóg po prostu tchnął duszę w człowieka. Niemniej nie podoba mi się to - powstać w wyniku czyjegoś planu! Z duszą może coś jest na rzeczy - istnieje możliwość że świadomość to nie tylko sygnały elektryczne w mózgu i nie trzeba wyciągać do tego koncepji Boga - być może przy odpowiednim stopniu komplikacji układu jaki jest Bóg, zachodza jakies dziwne zjawiska fizyczne - ale to tylko hipotezy.

                >
                > Bóg zaś nie jest mściwym starcem,który patrzy z nieba na nas i obserwuje czy pr
                > zypadkiem nie łamiemy jakiegoś zakazu i będzie nas po śmierci surowo sądził za
                > każde przekroczenie jego nakazów.

                Bóg może być dobrotliwym staruszkiem, despotycznym starcem, tak jak w starym testamencie, i tak mi się to nie podoba.


                > Bóg szanuje każdego człowieka obdarzając go wolną wolą i sumieniem,które nam mó
                > wi czy postępujemy dobrze czy źle.TY też masz takie sumienie,bo jak sam piszesz
                > ; uważałeś,że postępujesz tak jak powinieneś.Nie masz się więc czego obawiać.

                Sumienie, podobnie jak inne psychiczne mechanizmy, to wynik procesu ewolucji. Ludzie bez sumienia, nie byli w stanie tworzyć zwartych, wzajemnie wspierających się grup, tak więc przetrwali tylko ci z sumieniem i moralnością. Oczywiście można stwierdzić ze procesem tym kierował Bóg.

                > Piszesz,że nienawidziłeś myśli,że może istnieć Bóg.Nie wiem czy się nie mylę,le
                > cz wydaje mi się,że to nie była nienawiść,lecz lęk,bo czułeś się zły, przez to,
                > że czułeś się oddzielony od niego.Teraz po tej lekturze o całunie,kiedy jak pis
                > zesz poczułeś się zupełnie martwy,to poczucie oddzielenia stało się jeszcze ost
                > rzejsze.

                Owszem, to był tez lęk, być może to co piszesz to prawda. Gdyby nawet Bóg istniał, nie darzył bym go żadną sympatią, nie czcił bym go. Tak więc myśl o jego istnieniu jest nieprzyjemna. Jednak nie zgodził bym się co do przyczyn mojego stanu teraz, przyczyny moga być różne. Nie jestem psychologiem, nie jestem w stanie sam siebie zdiagnozować.

                > Bóg nikogo nie odrzuca,bo jest czystą miłością.Posłał swego syna nie po to by ś
                > wiat potępił,lecz by go zbawił i nauczył miłości.Pan Bóg nas kocha niezależnie
                > od tego czy my go kochamy czy nie i czy wierzymy w niego czy nie.

                To już sa teologiczne dywagacje, nawet gdyby Bóg był taki super jak go opisuje teraz kościół (a nie taki jak w Starym Testamencie) to i tak nie podobało by mi się gdyby istniał. Zresztą koncepcja zesłania samego siebie aby umrzeć i dzięki temu przebaczyć ludzkości grzechy jest dla mnie absurdalna. Nie chce obrażać twojej wiary, po prostu piszę jak myślę..

                natomiast co do mojej sytuacji:
                Mieszkam z matką, ojciec wyprowadził sie kilka lat temu, sa rozwiedzeni. Nigdy za nim nie płakałem, wręcz się cieszyłem. Stosował przemoc psychiczną wobec mnie i matki. Mam starszego brata, jest on chory na porażenie mózgowe, które dotknęło zarówno ciała jak i umysłu. W szkole nigdy nie miałem przyjaciół jak i wielu zanajomych, byłem odrzucany przez ludzi. Studia żuciłem z powodu tego że wybrałem zły kierunek, po za tym nie miałem i tak już tam siły i ochoty chodzić.

                ps: nazywasz sie Kunegunda?
                • nenia1 Re: Jestem martwy 19.09.10, 18:51
                  Masz, jak dla mnie, ciekawe spostrzeżenia na temat Boga.
                  Prócz tego, że są ciekawe, czuje się w nich sporo buntu i złości.

                  Ale spójrzmy przez chwilę na Boga jak na temat zastępczy.

                  Być może Bóg stał się adresatem myśli i uczuć kierowanych do
                  ludziej osoby - twojego ojca.

                  Ciężko być synem ojca, który był sadystą.
                  A jednocześnie mieć świadomość, że się nosi jego geny, że to właśnie
                  jego działanie spowodowało, że jesteś na świecie.
                  Sama myśl o tym, że twój ojciec istnieje, gdzieś tam sobie żyje, może budzić
                  w tobie wiele złości.

                  Jednocześnie każdy z nas ma w sobie pragnienie posiadania rodziców,
                  bycia przez nich kochanym.
                  Nawet jeśli to sadyści, gdzieś w środku pozostaje tęsknota, smutek, rozpacz.

                  > Mieszkam z matką, ojciec wyprowadził sie kilka lat temu, sa rozwiedzeni. Nigdy
                  > za nim nie płakałem, wręcz się cieszyłem.

                  Czujeś się martwy, bo stłumiłeś większość emocji.
                  To pochłania twoją energię życiową.
                  Jak sam piszesz nie masz siły chodzić na studia.

                  Stłumiłeś głównie swój smutek z powodu braku ojca.

                  Jesteś inteligentnym facetem i ciekawie piszesz.
                  Pozdrawiam:)
                • kunegunda.live Re: Jestem martwy 20.09.10, 09:24
                  Witaj Piotrze !

                  Ja nie nazywam się Kunegunda,ale ojciec chciał mi nadać to imię,więc dla potrzeb forum, możemy pozostać przy nim.Może prościej będzie Kinga .
                  Bardzo trudną miałeś sytuację i na pewno masz rację,że różne przyczyny musiały się złożyć na Twój obecny stan.
                  Co do polecanej Ci lektury, to jeszcze raz mówię,że zawiera diametralnie różną koncepcję Pana Boga i jak sądzę zainteresuje Cię. Te książki można znaleźć w sprzedaży wysyłkowej.
                  Ja sama miałam różne przeżycia z zakresu zjawisk paranormalnych i dlatego wiem,że istnieje coś więcej, niż tylko ten nasz świat widzialny.Nie będę tutaj ich opisywać ,bo by mnie wyśmiano.
                  Jeśli chcesz ze mną korespondować, to pisz na mój adres:kunegunda.live@gazeta.pl
                  Bardzo chętnie dowiem się czegoś więcej o Tobie i podzielę swoimi doświadczeniami.
              • blueflow Re: Jestem martwy 19.09.10, 16:16
                Co do tych książak, być może kiedyś do nich zajrzę, szczególnie do tej o smierci klinicznej. Założę się jednak że autor badał wyłącznie chrześcijan. Te wszystkie wizje raju jakie doświadcza człwowiek podczas śmierci klinicznej, to po prostu majaki mózgu któremu brakuje tlenu. Ich treść wynika z tego co sam człowiek wie, czyli na przykład katolik zobaczy anioły, a jakis chińczyk duchy przodków. Wspólne dla wszystkich elementy takie jak słynny tunel z swiatłem na końcu, to zapewne wynik jakiegoś biologicznego czynnika który występuje u wszystkich ludzi.
                • cyryl-z-glinki Re: Jestem martwy 20.09.10, 08:21
                  Witaj Piotrze !

                  Z tego co piszesz wynika,że prawdopodobnie stłumiłeś i zamroziłeś wiele uczuć.Taki zabieg jest dokonywany przez osoby,którym przyszło dorastać w trudnych i bolesnych dla siebie warunkach.
                  By móc przetrwać i jakoś funkcjonować, tłumią swoje uczucia,by ich nie dopuszczać do siebie.Dlatego czujesz się emocjonalnie martwy.
                  Jeśli jak piszesz, tak sprawa wyglądała z ojcem,a w dodatku masz chorego brata,który pewnie pochłaniał większość energii Twojej Matki,to Twoja sytuacja była bardzo trudna.
                  To da się przezwyciężyć,ale potrzebna Ci jest dobra terapia,po której się odrodzisz.
                  Jeśli pracujesz tylko dorywczo,to pewnie nie stać Cię na prywatną terapię.Są możliwości skorzystania z bardzo dobrych terapii w ramach ubezpieczenia.Jeśli się zdecydujesz ,to możesz napisać do mnie na nick.Podpowiem Ci, gdzie się masz zwrócić.
    • bakejfii Re: Jestem martwy 19.09.10, 07:54
      BIDULEK.
    • yja Re: Jestem martwy 19.09.10, 09:18
      Piszesz ze mysl o wlasnej smierci nie przeraza Cie,ale zastanawiasz sie co moze czekac Cie po niej,albo to jak poradzisz sobie sam na swiecie.Czyli nie jest jeszcze tak zle,cos jeszcze Cie obchodzi.Nie kochales miloscia romantyczna,bo jestes jeszcze bardzo mlody.Byc moze przyjdzie na to czas ,a moze tez byc tak ze nie nastapi to nigdy.Nie kazdy doswiadcza takiego uczucia i wiedz ze jest wiele malzenstw gdzie conajmniej jedno z partnerow nigdy nikogo nie kochalo.Potem dzieje sie tak ze bedac w malzenstwie odnajduja swoja milosc w kims innym,a niektorzy nie odnajduja jej wcale.O tym co czujesz do rodziny bedziesz wiedzial,kiedy ktos z nich umrze ,a nie za wczasu piszesz ze nie zrobi to na Tobie wrazenia.Moze oczywiscie byc tak,ze nie wzruszy Cie to ani trocheCzasem gdy wszystko staje sie obiektywne zaczynamy byc emocjonalnie obojetni Nie wiem jak jest w Twoim przypadku..Nie czujesz wspolczucia gdy czytasz o gwalconych dzieciach?To cos nienamacalnego.Rownie dobrze moglo nie wydarzyc sie wcale.To samo dotyczy zdjec zmasakrowanych zwlok.Jesli bedziesz mial dzieci,a ktos jedno z nich zgwalci,a drugie zakatuje na smierc bedziesz wtedy wiedzial czy jestes emocjonalnie martwy.
      • blueflow Re: Jestem martwy 19.09.10, 15:48
        Może i masz rację - może i nie jest ze mną tak źle. Z pewnocią to że jesteśmy bombardowani codziennie różnymi strasznymi doniesieniami, w pewnym stopniu nas uodparnia.. u mnie zaszlo to troche dalej. Niemniej przyznaje że nigdy na żywo nie widziałem kogoś skatowanego czy martwego.. A obrazek na ekranie to coś innego...

    • sabinac-0 Re: Jestem martwy 19.09.10, 17:53
      Rozumiem, ze nie jestes zbyt czulostkowy, ale zeby od razu soba za to gardzic?
      Jesli nie jestes seryjnym morderca (to rzeczywiscie bylby realny powod do wyrzutow sumienia), nie masz powodu by uwazac sie za gorszego niz ci, co placza na kazdym filmie.
    • escapistka Re: Jestem martwy 19.09.10, 21:25
      Samo to, że pojawiła się w Tobie jakakolwiek autorefleksja, że zaniepokoił Cię Twój stan świadczy- wg mnie- o tym, że nie jest z Tobą tak źle :-). Może to chwilowe "zawieszenie", poszukiwanie siebie, swoich dróg życiowych. Czasem trzeba zrobić tylko malutki krok do przodu...
      Pozdrawiam !
    • gadagad Re: Jestem martwy 19.09.10, 21:48
      Tylko nie wiesz jaką postawę wybrać, by była tobą. Będąc nieempatycznym, nie masz refleksji, że tak jest,nie mając współczucia, nie wiesz, że go nie masz.Raczej coś cię bardzo hamuje od bycia sobą.Przyjmujesz poczucie pustki i mechanizmu, bo bojisz się być sobą, bo może wpojono ci jakąś poprawność, która nie pasuje do ciebie.Wolisz przyjąć -nic, niż poznać siebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka