blueflow
18.09.10, 21:13
Jestem martwy emocjonalnie. Rozumiecie? Martwy. Ciało działa, mózg steruje wykonywaniem codziennych czynności, ale nie czuje nic. Jak jakiś robot. Nigdy nikogo nie kochałem miłością romantyczną. Do rodziny kiedys coś czułem, ale od jakiegoś czasu nie czuję nic. Myśl że mogli by umrzeć wywołuje u mnie jedynie obawy praktyczne - jak poradzę sobie sam na świecie. Pogardzam siebie za to. Nie mam przyjaciół, znajomych straciłem gdy ukończyłem szkołę. Nie ma we mnie żadnej empatii. Mogę czytać opowieści o dzieciach przez wiele lat gwałconych przez rodziców a potem zamordowanych i nie czuję żadnego współczucia. Nie czuję nic. Mogę oglądać zdjęcia rozszarpanych, ogropnie okaleczonych zwłok po wypadkach i morderstwach i nic nie czuje. Nie mówię tu już o empatii, ja nawet nie czuję obrzydzenia. Jestem jak maszyna, wprawiona w ruch działa. Wegetuję. Nawet myśl o własnej śmierci mnie nie przeraża.