moje przemyslenia nocne

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 01:08
jestem sama, byłam prawie zawsze i bede, mam 30 lat
tak sobie siedzac na necie postanowilam oglosic to swiatu
z jednej strony oczywiscie wiem ze nie warto tracic zycia, ze nalezy kochac,
ze powinno sie byc z kims i miec kogos itd itp
ale z drugiej nie widze senstu tego - zwiazki gdzie ludzie maja sie w d...,
robia w balona, zdradzaja, oszukuja, gdzie najbardziej wazny jest szmal, albo
gdzie sami szukaja problemow
nie mowie ze jest mi dobrze samej, ale tez bedac z kims mialam tak
popieprzony czas, i tysiace problemow ktore ktos mi zwalal na glowe a potem
nawet nie pamietal o czym mowil nie widzac juz tych problemow, ja zawalalam
prace, szkole, jakies wazne rzeczy podczas gdy, teraz wlasciwie przynajmniej
wiem na czym stoje
nie mam ochoty nic z siebie dawac, jestem pusta, oziębła, olewająca (o zgrozo
naprawde) nieczuła
a zarazem mam wielu przyjaciol, jestem towarzyska, usmiechnieta, mam poczucie
humoru, staram sie widziec rzeczy male, znam tzw. "prawdy oczywiste" na
zycie, radze czesto i nawet dobrze innym (z ich puntku widzenia)
nie szukam nikogo - wręcz przeciwnie, nie jestem pewna czy nawet jezeli by
taki cud sie zdarzyl dałabym sie do siebie zblizyc
najchetniej powiedziałabym wszystkim zeby spadali
moze nawet odpycham, albo moja postawa jest odpychajaca, zreszta nigdy nie
bylam typem uwodzacej placzacej lali
poza tym wystarczy mi nawet jeden mały powód - no czy mały to zalezy od
puntku widzenia - ale jestem w stanie powiedziec komus zeby spadał
chyba nauczylam sie byc samowystarczalna, i radzic sobie sama z problemami i
zyciem codziennym
moze tez nie potrafię ufać, tak to chyba tez to - po prostu nie potrafię,
owszem mam kilka dobrych przyjaciół ktorym ufam ale tez czasami same sytuacje
zycia uswiadamiaja mi ze to zaufanie jest niestety ograniczone

ciekawe jak sie potoczy moje zycie ale jak na razie, to nawet znajomi juz sie
chyba nie dziwią (choc czasami jednak widać to zdziwienie - jak to ty nadal
sama?:))))))
ja po prostu nie potrafię jednej osoby zamienic na drugą w ciągu miesiąca,
czy być zakochana kilka razy w roku jak co poniektore panie
nie potrafię chodzic do łożka tylko zeby chodzic zaliczajac seks
nie potrafie kogos robic w h.... czy zdradzac czy to fizycznie czy psychicznie
(poznaje przeciez tez panow zonatych chetnych na numerki w bok - a jak daje
znaki na nie - to slysze pytanie - "czy ty moze lubisz panie?"!!! :))))
załosne naprawde
wiec mimo tych wszystkich "walorów osobowosci" i cech wydawałoby sie godnych
posiadania - raczej nie odczuwam tego jako walorów swojej osobowosci
gdybym była jakaś myslaca o sobie dup... ktora zdradza, olewa, oszukuje, nie
ma zasad spiac na lozku jakies zony z mezem jej wlasnym na jego wlasne
zaproszenie, klamliwa, placzaca i narzucajaca sie, wtedy byłabym zapewne
kąskiem godnym uwagi dla coponiektorych panow
nie pisze tego w sensie takim ze jest mi z tego powodu tak źle, ze nie jestem
w tym kręgu zainteresowa, bo mi na takich dupkach nie zalezy, bo mi w ogole
juz nie zalezy !!! i to jest wlasnie smutne bo mimo wszystko boje sie ze w
ten sposob jednak strace w pewien sposob swoje zycie
no ale trudno
pozdrawiam wszystkich
ps. i dzieki za psychologiczne porady bo to wszystko wiem:))))))
    • Gość: randybvain A co jest złego w samotności? IP: *.limes.com.pl 07.04.04, 01:13
      A ja tam lubię byc sam. Nie muszę z nikim gadać, nikt mi się po mieszkaniu nie
      pałęta. Zawsze ciężko odchorowuję dłuższe pobyty różnych osób w domu. chyba mam
      uczulenie na homo sapiens:)
    • Gość: Aster Re: moje przemyslenia nocne IP: *.magma-net.pl 07.04.04, 05:35
      Podobają mi się Twoje "nocne przemyślenia".
      Są gorzkie, to fakt ale mnie osobiście podbudowały.
      Bo czasem myślę podobnie. Ten świat wokół nas jest
      dość porąbany i właściwie często wycofanie się jest
      najzdrowszą metodą.
      Ale nie robiłbym z tego doktryny tylko tymczasową
      konieczność, z możliwością ostrożnych
      wyjątków w sprzyjających warunkach.

      Pozdrawiam Cię serdecznie
    • witch-witch Re: moje przemyslenia nocne 07.04.04, 09:55
      Dzieki za twoj email.Ciesze sie ze jest gdzies prawdziwie madry i dobry
      czlowiek.
      Mysle ZUPELNIE w podobny sposob i Twoimi kategoriami. Wole zycie dla siebie
      samej niz przebebnic je zbyle jakim polglowkiem, slabeuszem uczuciowym i
      moralnym. A takich niestety na tym swiecie sie namnozylo. Mimo to nie odczuwam
      mojej´samodzielnosci jako przegrana zyciowa, wrecz odwrotnie mam wiecej czasu
      aby zajac sie mysleniem nad bardziej waznymi sprawami np. zawodowymi, ktore sa
      duza frajda. Swoj czas trzeba cenic bardzo wysoko.
      Serdecznie pozdrawiam jak bratnia dusze;)))
    • 38sama Re: moje przemyslenia nocne 07.04.04, 10:40
      Bylam z kims i bylo okropnie jestem sama i jest mniej okropnie. Chociaz przydal
      by sie ktos do wyremontowania mieszkania. Chyba wezme jakas ekipe:-)Pozdrawiam
      samotnych
      • Gość: nikt Re: moje przemyslenia nocne IP: 194.7.121.* 07.04.04, 11:34
        A ja jestem mezatka od 3 lat i mam specjalny dar wynajdowania problemow. Po
        tych 3 latach jakos mnoza sie punkty sporne miedzy nami, i mam wrazenie ze na
        tym wlasnie polega to bycie razem, ciagle uzeranie, spieranie sie itd. sztuka
        polega na unikaniu drazliwych punktow, ale co z tego skoro drazliwe punkty
        siedza we mnie i torpeduja mnie od srodka. Przykro mi to przyznac, ale o
        niektorych rzeczach nawet nie chce mi sie rozmawiac, bo wiem ze i tak sie nie
        dogadamy, inaczej zostalismy wychowani i mamy rozny swiatopoglad. Mam takie
        przyplywy i odplywy - czasami jest fajnie, czasami przypomina mi sie wszystko,
        co zle i mysle sobie, ze lepiej bylo wybrac samotnosc. Nie ma jednego dorbego
        rozwiazania na zycie. Pewnie gdybym byla sama zalowalabym ze nie wyszlam za
        maz.
        Im jestem starsza tym mniej mam ochote na integrowanie sie z ludzmi, wlasciwie
        nie mam przyjaciol, nie umiem sie zwierzac (moze dlatego tak sie mecze z moimi
        problemami), ogolnie rzecz biorac mam fatalny, introwertyczny charakter. W
        glebi siebie uwazam, ze kazdy tak naprawde mysli o sobie wylacznie i wcale nie
        wczuwa sie w sytuacje kogos obok, dlatego liczyc mozna tylko na siebie. Im
        wiecej dawlam innym, tym bardziej mnie wykorzystywali wiec wole zachowywac
        dystans i tez nic nie oczekiwac od innych. A jak zaczynam o tym wszystkim
        myslec i analizowac doglebnie, to az nie moge spac...
    • balanga-n goopias Ty ELKA, oj goopia i inne self-made-woman 07.04.04, 12:11
      interesujace, inteligentne kobiety po studiach,
      co to chca WSZYSTKO - albo NIC.

      wtedy latwiej o to "nic".

      miewalem w zyciu rozne kobiety.
      madre, ladne
      i inne
      nie calkiem madre i niespecjalnie ladne.
      jedne byly super w lozku, inne wprost przeciwnie.

      Ale nie zaluje zadnego dnia, zadnej godziny, spedzonej z ktorakolwiek z nich.
      kazda byla inna, kazda dawala mi cos z siebie i od siebie
      jedna wiele, druga tylko tyci-tyci.
      (oczywiscie i ode mnie, stosownie do mozliwosci i sytuacji tez cos otrzymujac).

      Sprez sie i wydobadz piekno widoczne w Tobie.
      i nie oczekuj na wzajemnosc.
      czasami dostaniesz zaplate, czasami nie.

      Prawdziwa radosc, to moc komus od siebie cos dawac,
      czynic innych lepszymi, bogatszymi.
      a szczescie to nadzieja, ze (moze) w zamian cos otrzymamy.

      Ja mam moja radosc.
      A niekiedy bywam nawet szczesliwy.

      • Gość: ela Re: balanga-n i do wszystkich:))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 14:13
        mój drogi :)))
        i do wszystkich też zaraz napiszę
        dzisiaj już mi nieco lepiej:))) ale nie zmieniam swoich przemyśleń nocnych

        co chce napisać do Ciebie korzystajac z wolnej chwili
        tak to już jest jest i sam wiesz ze nadmiar przyjaciół czesto rowna się ich brak
        nadmiar kobiet = brak kobiety, tej właściwej, której na tobie naprawde by
        zalezało która by cię kochała, wspierałam dla której byłbyś większą częścią
        świata
        o to chodzi i to wcale nie "ckliwe przemyślenia" to to o czym każdy myśli ale
        niewielu udaje sie osiągnąć
        owszem zycie sklada sie z maleńkich chwil i to one często dają nam siłe do
        zycia i wspomnienia które możemy pielegnowac cale zycie
        ale gdzie zycie? w koncu chodzi o to zeby być tu i teraz, i ciągle, i później
        po prostu starac sie byc szczesliwym
        owszem to nie tak, że tylko drugi człowiek daje nam szczescie - to rzecz
        względna i mozna czuć się szcześliwym w roznych sytuacjach
        ja jestem szczęśliwa choć też brakuje mi wielu rzeczy ale mimo to , mimo tego
        ze czasami czuje sie bardzo smutno i nieszczesliwie to jednak czuje sie
        szczesliwa i to szczescie daje mi wiele rzeczy, czasami prozaicznych i malych i
        widzę je i czuje w sobie
        mam wielu przyjaciół, potrafię dzielić sie swoimi problemami, mówię o nich i
        nie duszę w sobie, nie uważam żeby samotnosć była zła czy dobra - różnie bywa,
        czasami dobrze jest pobyć samemu ze sobą i porobić coś dla siebie, czasami chce
        się z kimś tym dzielić, nawet z przyjaciółmi i to wtedy sprawia większą radość
        i tak jest ze wszystkim
        nie mowie o zazdrosci i pokazywaniu sie innym ale co byłyby warte najlepsze
        ciuchy swiata, najlepsze samochody, wielkie domy, super remonty ,wspaniale
        wycieczki gdybysmy nie mogli podzielic sie (czy moze nawet pochwalic jak co
        poniektórzy) przed innymi - to taki mały przykład ale to ze wlasnie wiele
        rzeczy robimy dla siebie ale tez przez i dla innych
        mi sprawia przyjemnosc pomoc innym, dawanie z siebie i nic nie oczekuje, jezeli
        dostaje w zamian to sie ciesze, jezeli nie to teraz juz nawet nie jestem
        rozczarowana - kiedys byłam - kiedys ale teraz ludzie sami mnie nauczyli jacy są

        praca? coz uwazam ze zycie zawodowe jest wazne ale zaslanianie sie nim i swoich
        potrzeb bycia z ludźmi czy dla ludzi jest bardzo złudne - dzisiaj sie ma prace
        nawet super prace a jutro szef z usmiechem mowi dowidzenia, oczywiscie jak sie
        bylo niezłym i przyczyniło do "sukcesów firmy" mozna liczyc na odprawe:))) ale
        to tylko praca, rzecz niezbedna do tego zeby sie utrzymac (no chyba ze ktos ma
        gore szmalu) ale tez nieporownywalna z rodziną (zakladam normalny sensowny
        model rodzinny i dzieci a nie ciagle zdrady, oszustwa i robienie kogos w h)po
        prostu w pracy jestesmy czescia czegos co tworzymy ale co rzadko bedzie
        pamietalo o naszym istnieniu, (owszem musze powiedziec ze po smierci mojego
        taty koledzy z firmy pamietali i pamietaja o tym ze byl wsrod nich) ale to
        wlasnie nie chodzi o firme ale o ludzi
        nie twierdze ze wszyscy sa źli, bo spotkałam wiele fajnych osob w zyciu, ktorzy
        dali mi swoją przyjaźń i ciepło, ale nauczylam sie tez liczyc na siebie bo
        wiem ze w naprawde trudnych chwilach sama musze sobie pomoc a inni moga to
        zrobic jedynie posrednio
        jestem raczej gadatliwą osobą i preferuje jasne rozwiazywanie problemów, wiec
        nie dusze w sobie, jezeli cos jest nie tak staram, sie wyjasniac na bieżąco

        balanga-n - mowisz WSZYSTKO, NIC, cóż nie wiem czy łatwiej jest mieć nic -
        pewnie tak, pewnie tak samo trudno mieć wszystko jak i zupełnie nic, bo jednak
        zawsze coś mamy
        ale tak jak powiedziała sławna piosenkarka - "kiedys myslalam ze cokolwiek jest
        lepsze niz nic, teraz wiem ze nic jest lepsze niz cokolwiek" - tak mysle ,
        oczywiscie to zalezy o czym mówimy, jezeli np. o pracy to wiadomo ze lepsza
        jest nawet skromna ale praca i jakis dochod niz bezrobocie bez prawa do
        zasiłku, ale jezeli mówimy o zwiazkach to ja powiem ze wolę NIC niz faceta
        który sypia ze mną a mysli czy kocha inną a jest dla "dobra rodziny, dziecka i
        tesciów" a tak naprawde nie ma jaj zeby podjąć decyzje i nie stac go na nią i
        tez na nikim mu tak naprawde nie zalezy - to tylko taki przykład
        nie zawsze wiem czego chce, tego sie ucze cały czas
        ale wiem czego nie chce
        samotnosc, rodzina? pewnie ze chciałabym miec rodzinę, mysle ze to jedna z
        najwazniejszych rzeczy w zyciu człowieka, pewnie ze wierze ze są kochajace sie
        rodziny (co nie znaczy bezproblemowe) pewnie ze wiem ze to trudne i wymaga
        pracy, i oczywiscie wiem ze i mnie to moze spotkac :))) w koncu mam dopiero 30
        lat a nie 70 (zreszta milosc zycia mozna spotkac tez i w wieku 80 co wiem po
        wlasnej cioci) ale nie w tym rzecz
        ja lubię proste rozwiazania i choc wiele rzeczy w zyciu nie da sie rozwiazac od
        tak - na tak lub na nie - bo jestesmy tylko głupimy ludźmi ale wlasciwie jakis
        tam hart ducha, siła osobowosci, moze honor i poczucie tego ze chce sie
        podejmowac wlasciwe decyzje pozwala czesto podejmowac takie decyzje

        "interesujace, inteligentne kobiety po studiach,
        ) co to chca WSZYSTKO - albo NIC." balanga-n - ta opinia jest super błędna, są
        inteligente kobiety bez studiów jak i głupie kaszaloty kujony ze studiami, są
        kobiety które chcą wszystko - i prawie zawsze tak jest że chcą tak samo jak i
        wy faceci, ale w zwiazku z tym ze nie udaje sie wam tego zdobyc i poznajecie
        kolejne puste lale myslace tylko o waszych rozmiarach (nie mowie ze seks jest
        niewazny - jest wazny w zwiazku i to bardzo, stanowi jeden z elementow udanego
        zwiazku poza przyjaźnią i zaufaniem) ale wlasnie dlatego ze poznajecie takie a
        nie inne kobiety (moze przyciagacie je) decydujecie sie na cokolwiek a potem
        wmawiacie sobie ze to wystarcza wam zeby "czasami poczuc sie szczesliwym"
        to co piszesz ponizej :Ale nie zaluje zadnego dnia, zadnej godziny, spedzonej z
        ktorakolwiek z nich.
        ) kazda byla inna, kazda dawala mi cos z siebie i od siebie
        ) jedna wiele, druga tylko tyci-tyci.
        ) (oczywiscie i ode mnie, stosownie do mozliwosci i sytuacji tez cos
        otrzymujac)." TO PRAwda oczywista - zawsze jest cos za cos, zawsze kazda osoba
        ktora spotykamy w zyciu cos nam daje, cos bierze i my tak samo.
        ale co z tego? zalezy czego kto oczekuje i szuka, jezeli komus pasuje miec 100
        kobiet ale zadnej ktora tak naprawde bedzie dla niego ze wszystkimi plusami i
        minusami to co tak naprawde wlasciwie ma? wlasnie nic
        tak naprawde pamietamy milosci ktora mamy w sobie, a wiec tą która dajemy innym
        a nie tylko tą która ktos nam daje - inaczej mowiac moze cie kochac szczerze i
        naprawde 100 bab ale ty mozesz nawet nie wiedziec o istnieniu niektorych z nich
        a nawet gdybys wiedział moze byc ci to obojetne
        zas jezeli sam bedziesz kogos kochał i dawał mu swoją miłość, to ta miłość
        bedzie w tobie zawsze i mozesz taka osobe pamietac wlasnie poprzez tą milosć
        którą dajesz całe zycie - jak ktos mądry powiedział -"tylko tą miłośc która
        dajemy innym zachowujemy dla siebie" - pomyślcie to prawda
        wiec jezeli masz czy miales tysiace to zadnej nie kochales wiec co masz? mimo
        tego ze nie zalujesz tych chwil?

        z tym się zgodzę: "Prawdziwa radosc, to moc komus od siebie cos dawac,
        ) czynic innych lepszymi, bogatszymi.
        ) a szczescie to nadzieja, ze (moze) w zamian cos otrzymamy."
        tak zyje zeby nie oczekiwac i starac sie dawac ale jezeli chodzi o zwiazki to
        chyba jestem maksymalnie zablokowana
        nikt mnie specjalnie nie zdradzil, nie zostawil w ciazy, z dzieckiem, nie
        zdradzil z przyjaciolka itd itp ale widze to co sie dzieje dookoła, spójrzcie
        nawet tu na forum i poczytajcie te posty :))))) (sama też zasmuciłam i sorry
        wielkie za to) ale naprawde rece opadaja - ja rozumiem ze mozna sie rozstac, ze
        mozna przestac kochac (moze wczesniej sie nam wydawało ze kochamy bo jezeli
        była by to prawdziwa milosc to raczej by sie nie skonczyla) mozna popelnic
        błąd, miec dziecko nie z tym facetem czy nawet zdradzic - ja to rozumiem ale
        nie rozumiem a własciwie potrafie zrozumiec moty
        • Gość: ela Re: ciąg dalszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 14:35
          ja to rozumiem ale nie rozumiem a własciwie potrafie zrozumiec motywy ale tego
          nie pochwalam i robi mi sie na to niedobrze, jak mozna patrzec komus w oczy i
          robic go w balona, jak mozna spac z kilkoma i kazdemu mowic kocham, jak mozna
          mieszkac zyc i rodzic dzieci ze strachu, jak mozna na zimno kalkulowac czy
          wyjsc za maz jak sie nie kocha, jak mozna byc zaklamanym, pustym, wyrachowanym,
          bezuczuciowym, zawistnym, podkladac komus pale pod nogi, udawac, grac, po co
          sie wiazac? skoro nie mozna ufac nawet w najprostszych sprawach?





          • balanga-n elka 07.04.04, 16:07
            jak chcesz napisz na priw. pewne rzeczy ci wytlumacze.
            • Gość: Ela Re: elka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 16:19
              jakie?:) seks w wielkim mieście?;)))
              znam bardzo wielu facetów i tłumaczenia tego typu
              może jestem nienormalna ale ja nie chce takiego związku
              jestem nieżyciowa i niepraktyczna prawda???
              no trudno:)))))
              • Gość: balanga-n nie to IP: *.chemikalien / *.dip.t-dialin.net 07.04.04, 17:02
                mialem na mysli. zacietrzewiasz sie i (samo)blokujesz sie. no trudno.
                • Gość: ela Re: nie to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 17:06
                  moze i sie blokuje:)
                  nie wiem, moze jak spotkam ksiecia z bajki to sie odblokuje ...... do momentu
                  złapania go na jakimś krętactwie:) wtedy wałek do ciasta bedzie w robocie;))))

                  sama nie wiem, jest jak jest, jak narazie chce sie zająć swoją osobą i zrobic
                  cos do da mi poczucie nietraconego czasu
                  a reszta zobaczy się - zycie robi niespodzianki (teraz bym tu mogła nieźle
                  wkurzoną, boksującą, rzucającą piorunami postać wpisać)))))))
    • pytajnick3 Re: moje przemyslenia nocne 07.04.04, 15:58
      A ja doskonale wiem i rozumiem o czym piszesz. Tak chyba bedzie bo co moze sie
      zmienic? Pisalam kiedys na watku _ewy o samotnosci. Niektore typy "tak maja" i
      nic nie mozna na to poradzic.
      ???
      • Gość: wow nieprawda IP: *.lubin.dialog.net.pl 07.04.04, 16:12
        ewa pisała o swojej rozpaczliwej samotności, która dla niej była nie do
        zaakceptowania. A Ela wydaje się akceptować swój stan. Jest ogromna różnica
        między nimi. Ewa się miota a Ela jest przepełniona spokojem.
        • Gość: Ela Re: nieprawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 16:33
          dla ścisłości
          nie jestem przepełniona spokojem:)))), nigdy nie byłam typem spokojnej osóbki,
          w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu:) wręcz przeciwnie jestem maksymalnie
          zakręcona:)
          nie jestem też samotna chociaż jestem sama - mało tego, powiem, że czasami
          mogłam się czuć bardziej samotnie będąc z kimś i do tego jeszcze ograniczona
          pytaniami (moze z zazdrosci) co robilas, gdzie idziesz itd. itp. nie mówię ze
          to fajnie być samemu, np. chodzic samej na wystawy czy do kina (nigdy sama nie
          byłam jeszcze) ale teraz jakby odpowiadam za siebie, mam przyjaciol na ktorych
          moge liczyc czy z ktorymi moge spedzac czas
          mówiłam o zwiazkach - po prostu nie mam ochoty, niedobrze mi sie robi na samą
          myśl o tym, a z drugiej strony jako osoba wbrew pozorom optymistycznie
          nastawiona do zycia nie chciałabym stracic swojego zycia i to jeszcze w imie
          czego? przez jakby doswiadczenia ogółu i innych ludzi, a niekoniecznie swoje -
          tak jak pisałam nikt mnie jakoś specjalnie nie skrzywdził czy zranił ale też
          faktem jest że jestem osobą której wystarczy niewiele zeby powiedziec komus
          spadaj
          moze to mój błąd ale ja nie płacze komus w rękawek, nie wydzwaniam, nie błagam,
          nie rozpaczam nie narzucam sie, nie łapie za pewną czesc ciała panow;))) itd
          itp.
          po prostu sprawiam wrazenie chyba silnej osoby - raczej tak inni uwazaja znajac
          moje perypetie zyciowe - i chyba taka jestem
          wiem co to znaczy byc samemu i wiem co to znaczy byc z kims i dlatego moze ze
          wiem, i w sumie potrafie byc sama nie łapie sie czegokolwiek zeby tworzyc jakie
          atrapy jak to ktos napisał, tylko zeby miec cokolwiek
          pewnie ze chciałabym miec rodzine ale taka ktora ma sens a nie jest oparta na
          jakims syfie
          ps. dla panow chcacych wyjasniac uroki seksu wspomne ze oczywiscie znam je
          doskonale i nie uwazam ze to cos zlego;))) ale mysle o jasnym konkretnym
          przedstawianiu sytuacji
          jak sie ma kochanke to jest to kochanka a nie kobieta ktora sie kocha i mowi
          kocham obiecujac zlote gory, malzenstwa i domek w gorach;)))
          jak sie ma zone to sie ja kocha (albo i nie;)))) ale jest to zona
          jak sie ma kolezanke to jest to kolezanka
          jak sie ma przyjaciolke to sie ma przyjaciolke (a nie laske do loza jak zona ma
          migrene :)))
          o to mi wlasnie chodzi zeby miec odwage jasnego stawiania sprawy - a wtedy moze
          dla innej strony moze to byc bolesne ale jest uczciwe i przynajmniej nie daje
          falszywych nadziei i nie czyni osoby ktora je daje zalosnych dupkiem/lalą

          pozdrawiam wszystkich w deszczowe popołudnie

          • tribeca Re: nieprawda 08.04.04, 15:15
            doskonale Cię rozumiem, bo sama mam niemal identyczne odczucia. Jestem znowu
            sama od kilku miesięcy, cieżko przeżyłam ostatnie rozstanie i nei spieszy mi
            się do kolejnych rozterek sercowych (choć wiosna i tak w ogóle fajnie byłoby
            się zakochać, ale nie ma w kim). Dobrze mi, jestem samodzielna, nie nudzę się
            sama z sobą, nie boję sama pójść do knajpy, na wystawę, do kina nawet wolę
            chodzić sama. Nie unikam ludzi, ale też specjalnie nie mam potrzeby się z kimś
            wiązac, trochę też z obawy przed czyjąś zaborczościa, pytaniami gdzie idę,
            kiedy wróce, co będe robiła itd. Jedyny problem, jaki mam ze swoją samotnoscią
            to to, ze bardzo ona przeszkadza niekórym moim żonatym i dzieciatym koleżankom,
            które swataja mnie ze swoimi kolegami, przypominają o tym, ze młodsza się nie
            robię (mam 28 lat) i ze zegar biologiczny tyka. Czuję się młodo, cenię sobie
            swoją wolność i niezależność, nie mam zamiaru marnować życia ani sobie, ani
            komuś innemu wiążąc się z kimś tylko dlatego, że inni tak robią i że czas i że
            ktoś mi kiedyś poda szklanke wody na starość... czy tak trudno zrozumieć tym
            kobietom mężatym i udomowionym, że sa ludzie, kórzy moga być szcześliwi żyjąc
            inaczej?
            • Gość: ela Re: tribeca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.04, 15:56
              wiesz , ja nie mowie ze to jest dobra recepta na zycie - bycie samemu
              wręcz przeciwnie, bo kazdy człowiek potrzebuje kogos przy sobie
              po 1 uwazam i wiem, ze to ze sie ma zone/meza wcale nie rowna sie temu ze ktos
              jest szczesliwy czy nie czuje sie samotnie czy tez bedzie mial kogos do podania
              szklanki na starosc
              zyjemy wsrod ludzi i spotykamy roznych ludzi na swojej drodze a zycie samo nam
              rozwiazuje wiele problemow i daje wiele sytuacji do przezycia takich o jakie
              bysmy sie nawet nie posadzaly
              dla kobiety jakby kwestią "pospiechu" w nawiązywaniu związków moze byc zegar w
              postaci posiadania dzieci - no bo na milosc mozna czekac do poznej starosci ale
              raczej dzieci po 50 rodzic sie nie bedzie
              nie mowie po 40 bo jednak wiele kobiet dedycuje sie na dzidziusia w tym wieku,
              rodza zdrowe dzieci i naprawde są szczesliwe - moze pozno trafily na to swoje
              szczescie ale sie im udalo

              mysle tez ze nia ma co sie porownywac do nikogo - bo to nie ktos inny zyje
              naszym zyciem, nie ktos inny sie za nas urodzil czy umrze i tak naprawde to
              nawet zazdroscici komus czegos nie ma sensu bo wszystko sie odwraca i tez tak
              naprawde nie wiemy jak moze byc u kogos innego
              wiem ze najgorsza rzecza jest zamykanie sie w sobie bo mozna nie zauwazyc przez
              to naprawde wartosciowej osoby ktora stoi obok nas a nawet ja przegapic ale
              niestety tak samo pewnie jak i ty w tej chwili mysle tak jak mowia moje "nocne
              przemyslenia"
              mam nadzieje ze to sie zmieni bo chyba jeszcze mimo wszystko wiele rzeczy moze
              sie wydarzyc a jednak sami czesto jestesmy za nie odpowiedzialni i to my
              tworzymy nasze zycie, nikt inny

              poza tym czasami warto pobyc samemu ze sobą, a kazdy zwiazek w pewien sposob
              polega tez na ustepstwach, kompromisach itd. i to tez wiem, nie mialam na mysli
              pytan tylko tego typu gdzie idziesz itd itp. ale to ze nalezy sie dobrac
              moze trafilam na kogos kto do mnie nie pasowal, coz przeciwienstwa sie
              przyciagaja ale do pewnego momentu, nie jestem typem domatorki choc lubie
              siedziec czasami w domu ale na ogol lubie pozwawac ludzi i miec duzo znajomych,
              jezeli ktos innym ich nie ma i spedza czas grajac w gierki na kompie nie moga
              go tlumaczyc tym ze mu trudno nawiazywac kontakty albo ze nie potrafi tego
              robic albo caly czas gra, - owszem - to jego sprawa ale bedac "zakochana" nie
              moge winy szukac w sobie czy tez zastepowac mu cos, albo otaczac
              opieka, "biednego chłopczyka" bo całkowicie zmieniajac swoje nawet niektore
              cechy osobowosci jak np. to ze lubie poznawac ludzi, spotkac sie z kims,
              wyjechac (owszem nie myle przyjaxni z kolezenstwem ale wyslalam ponad 100
              zyczen na swieta do bliskich znajomych) wiec trudno mi tlumaczyc czyjes
              zupelnie inne nastawienie do zycia - bo strace swoja radosc (przynajmniej jej
              resztki);))) zycia czy tez jakas wlasna osobowosc
              moze to po prostu polega na tym zeby spotkac wlasciwa osobe we wlasciwym
              miejscu i czasie - czego wszystkim paniom zyczę :))) (panom tez;)
              • tribeca Re: tribeca 08.04.04, 16:16
                > moze to po prostu polega na tym zeby spotkac wlasciwa osobe we wlasciwym
                > miejscu i czasie

                święte słowa:) ja też nie twierdzę, że bycie singlem do końca życia jest moim
                celem. Fajnie byłoby z kimś być, ale nic na siłę. Ostatnio uczucie spadło na
                mnie niespodziewanie i pewnie tak będzie i następnym razem. Pewnych rzeczy nie
                da się zaplanować, nie można załozyc, ze w najbliższej pięciolatce założy się
                rodzine, a przynajmniej ja tak nie potrafię. Dlatego nieustannie irytują mnie
                życzliwe koleżanki...
                co ma być, to bedzie:)
        • pytajnick3 Re: nieprawda 08.04.04, 18:19
          To wlasciwie bez znaczenia czy sa spokojne czy nie. Chodzilo mi o pewnein typ
          kobiet, ktore sie nie zgadzaja na byle co, byle jak z byle kim bo lepiej jest
          byc z kims niz samej. Ja wybieram druga opcje. Mezczyzni sa rozni, koebiety tez
          i caly problem polega na tym, zeby umiec znalezc w tlumie ludzi podobnych
          sobie. Jak sie nie uda, to trudno, nic na sile. Nie wiem po co sie klocic i
          przekonywac do swoich racji. Kazdy sam bedzie ponosil konsekwencje swoich
          wyborow i jak bedzie sam i jak bedzie z kims.
          ???


          Gość portalu: wow napisał(a):

          > ewa pisała o swojej rozpaczliwej samotności, która dla niej była nie do
          > zaakceptowania. A Ela wydaje się akceptować swój stan. Jest ogromna różnica
          > między nimi. Ewa się miota a Ela jest przepełniona spokojem.
    • Gość: Imagine Re: moje przemyslenia nocne IP: *.unl.edu 07.04.04, 16:34
      jak to milo nareszczie spotkac tak dorosla dusze. tak trzymaj. ty wiesz, ze
      mozesz byc sama co swiadczy o twej dojrzalosci. nawet nie wiesz jaka masz
      przewage nad tymi latawcami co cie otaczaja. zostaw sobie juz na zawsze jakies
      laczenia sie w pary, to juz bylo w twoim zyciu, czy w to wierzysz czy nie.
      nie dla ciebie stadka.
      Pozdrawiam i nie trzymam kciukow bo nie mam po co. I tak sobie dasz rade.
      Imagine.
      • Gość: ela Re: moje przemyslenia nocne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 17:13
        nie było w moim życiu Imagine stadka :((( :)
        ale może będzie
        wszystko zalezy tez od nas samych - chyba
        a radę dam sobie, bo nie mam wyjscia
        chyba ze poddam sie :) ale komu?;)

        bycie samemu wcale nie swiadczy o dojrzalosci tak samo jak bycie z kims o niej
        nie swiadczy
        dojrzalosc zyciowa nie ma nic wspolnego z tym czy sie jest z kims czy nie
        ja tylko mowie ze potrafie byc sama i dlatego nie bede sie trzymac jakis spodni
        na sile jak niektore baby
        moze przez to sprawiam wrazenie bardziej niedostępnej, moze tez taka jestem?;)))
        musze sie zastanowic nad swoim "psychologicznym portretem":)
        ale jednego nie rozumiem- ktos pisze ze zdradza np. wszyscy na niego naskakują
        jakby popelnial zbrodnie swiata
        ktos inny pisze ze brzydzi sie tym a nagle odzywaja sie glosy "bardziej
        wyluzowanych":)))))
        no tak - jestesmy tylko ludźmi..........
        • Gość: Imagine Re: moje przemyslenia nocne IP: *.unl.edu 07.04.04, 19:41
          jestesmy troche wiecej niz ludzmi, ale z uporem maniaka robimy wszystko by tej
          mysli do siebie nie dopuscic. ale to juz temat na inny watek.
        • Gość: Nomika Re: moje przemyslenia nocne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 20:44
          Dzięki Ci Elu,że wreszcie sensownie i zręcznie ujełaś to wszystko czego ja nie
          potrafiłam pozbierać w całość.Czytając twoje przemyślenia,miałam wrażenie
          jakbym czytała swój życiorys i przelewała tu na forum swoje doświadczenia.
          Jednak myśle też,że Imagine ma troszke racji.Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: rabbit Re: moje przemyslenia nocne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 17:08
      Absolutnie rozumiem Twój punkt widzenia.

      Pozdrawiam
    • Gość: frustro i myślisz ,że czas miło płynie ? IP: *.future-net.pl 07.04.04, 19:38
      nie on stoi w miejscu jak odpływasz
    • cossa Re: moje przemyslenia nocne 07.04.04, 19:54
      a ja mysle, ze gdyby to nie bylo problemem
      to nie byloby tych przemyslen..
      troche sie to czyta jak liste
      wyszukanych powodow by byc samemu

      ale nic to

      pozdr.cossa
    • komandos57 Re: moje przemyslenia nocne 07.04.04, 23:00
      Gość portalu: ELA napisał(a):

      > jestem sama, byłam prawie zawsze i bede, mam 30 lat
      > tak sobie siedzac
      > ps. i dzieki za psychologiczne porady bo to wszystko wiem:))))))
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      Zes az tak szpetna?Znajdzij se kogos.Nie wsrod MOICH chlopakow z foruma.Oni sa
      przecie zajeci.Na kogo wypadnie na tego BEC.Bedzie jeden istot moja zona.
      • Gość: ela Re: moje przemyslenia nocne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 23:14
        komandos - nie wiem czy szpetna
        niestety nie ocenisz :))) chyba
        co do panow z forum to raczej nie licze na pomoc:)))
        uroda rzecza wzgledna jest, choc pomocną to jednak to piękne co się komu podoba
        i cieszy jego oczy:)
        ogolnie - chyba nie jest źle, pewne rzeczy mozna byloby usprawnic nieco;) np.
        wymienic szafe na wiosne z ciuchami ale poza tym powiedziałabym obiektywnie ze
        na ulice bez wstydu wyjsc mozna;))
        • komandos57 Re: moje przemyslenia nocne Ela 07.04.04, 23:22
          Fajnie ze tak to pojelas.odebralas.Etyka,etyka,etyka.Trzym sie.To ze tak czy
          siak robisz,twoja sprawa.Jezeli staniesz przed lustrem i zrobisz rachunek
          sumienia......Reszte olej.Pa
      • Gość: agnieszka Re: moje przemyslenia nocne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.04, 16:36
        koryto,pokarm,komandos -nie ma much na Twojej wsi?
    • Gość: Greg Elka przestan sciemniac.... IP: *.dialsprint.net 08.04.04, 05:10
      ja wyraznie slysze ten wewnetrzny ryk samotnej dziewczyny .
      Przestan udawac Zosie samosie i nie sluchaj tych idiotek chwalacych sie jak im
      dobrze w samotnosci.
      Powodzenia zycze.
      • Gość: ela Re: Elka przestan sciemniac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.04, 13:28
        greg ja nie mowie ze jest mi dobrze
        ale nie mowie tez ze jest mi źle

        jest mi lepiej niz jak byłam z kims kto przytłaczał mnie swoimi problemami i
        swoim sposobem na zycie - to mysle ze kwestia dopasowania
        jestem osoba zywą, towarzyska ale czasami lubie posiedziec w domu
        raczej latwo nawiazuje kontakty i nie moge byc z kims kto nie ma jednego kolegi
        tlumaczac go trudnym dziecinstwem

        co do mnie poza tym to ja nie chce chorych zwiazkow, zdrad i klamstw i rzygac
        mi sie chce na takie zwiazki wlasnie, a innych nie udalo mi sie niestety
        zaobserwowac w ostatnim czasie
        dlatego wlasnie tak sie "zacietrzewiłam" i zamknełam w sobie ze mam ochote
        kazdemu powiedziec tylko = wypierdal..... i nic na to nie poradze
        nie twierdze tez ze to nie jest problem - to jest problem bo gdyby nie
        stanowilo to problemu dla mnie to nie mialabym przemyslen nocnych

        moze po prostu tacy sa wszyscy ludzie i nie ma LOVE w dobrym tego slowa
        znaczeniu a to wszystko czym nazywamy miloscia to zludzenie skoro jednego dnia
        sie przysiega a drugiego pieprzy z sąsiadką pod nieobecnosc zony na jej wlasnym
        lozu
        • diamenciki Re: Elka przestan sciemniac.... 08.04.04, 13:56
          Brawo, nareszcie choc jedna osoba poprawnie ujmuje sytuacje kobiet z
          mezczyznami i te powtarzajace sie ciagle problemy.A problem jest stary jak
          stary jest ohydny patriarchat, gdzie kobieta jest narzedziem i tylko narzedziem
          do rodzenia dzieci i do sluzenia mezczyznie pod kazdym wzgledem i bezwzglednie.
          Tak, ze maly skok w bok, nie oznacza zbyt wiele dla faceta: pan i wladca
          zrelaksowal sie tylko uzywajac ciala sasiadki, to taki drobiazg nikt sie o tym
          nie dowie, a napewno nie zona.
          Mezczyzni zawsze byli malo duchowo rozwinieci,wrecz pod tym wzgledem sa
          kalekami brak im sumienia , morali i klasy.Po co dyskutowac z nimi o tym, oni
          i tak nic z tego nie rozumieja. Wieszkosc ma i tak genetyczne problemy z
          mozgami. Sami genetycy mowia, ze genetycznie, mezczyzna to wyginajcy gatunek,na
          szczescie!!!!I oby tak bylo.
          Meski, tani ,wyzuty z uczuc plebs zawojowal swiat.Ponoc, nie dawno slyszalam,
          ze brak dopaminy i serotoniny zmusza wielu do "skokow w bok"
          tam dostaja tzw. "kik" i lepiej sie czuja. Jednak cokolwiek by to nie bylo,
          sa to resztki zgnilego patriarchatu.
          Pozdrawiam serdecznie ,
          • qw5 Re; przestan sciemniac.... 08.04.04, 14:31
            Dziewczyno, co Ty wygadujesz.
            Albo ja żyję w innym swiecie, albo Ciebie ktoś skrzywdził.

            Mam kumpelę, takie ładne określenie, nic jej nie brakuje, nie hajta się,(ma
            wprawdzie lepsze zdanie o mężczyznach niż Ty) bo jak twierdzi większość
            związków się rozpada etc..., więc po co ma sobie głowę zawracać.

            Nie widzi tylko jednego, że problem tkwi w niej, nie w facetach, nie w tym, że
            faktycznie niektóre związki być może sie rozpadają lub rozpadną. Nawet jeśli
            statystyka jest znacząco większa, to co z tego. Znacząco zwiększyło się
            zagrożenie terroryzmem, ale to nie znaczy, że nei wychodzę z domu.

            OK jeśli ktoś chce tak żyć, pojedynczo, jego sprawa, ale kiedy widać, że mu z
            tym ciężko i jako usprawiedliwienie podaje durne filozofie, typu mężczyzni-
            zwierzęta, patriarchat itd, to nóz się otwiera.

            Świńskie zachowania, czasami bezmyślne, czasami jednak nie chcące nikogo
            skrzywdzić są rzeczą ludzką. Płec nie ma tu nic do rzeczy.
            Zwróć uwagę, facet, żeby zdradzić potrzebuje do tego partnerki.
            Neurohormony są ważne, ale przeceniasz ich znaczenie, jednak póki co jeszcze
            człowieka zachowaniem nadrzędnie kieruje mózg.

            Chyba że napisałaś to pod wpływem chwili, żeby dac sobie upust, to rozumiem.
            Ale wtedy przyzwoiciej byłoby napisać znam jednego faceta, który jest wyjątkową
            świnią. I miałam wątpliwe szczęście, że się wpakował w moje życie i mi je
            spartolił. Albo cos w tym stylu, w zależności od okoliczności :)
            • diamenciki Re: Re; przestan sciemniac.... 08.04.04, 15:42
              A ty babolu, co chcesz swiatu udowadniac ze ciebie nikt nie wkorzyl choc raz,
              czy nie skrzywdzil? Jak nie wiesz na jakim swiecie jeszcze zyjesz to jedz tylko
              troche na poludnie od Polski to zobaczysz jak horyzont zmienia i na jakim
              swiecie zyjez i jak kobiety sa traktowane,wlasnie tam. I troche historii o
              kobietach poczytaj, bo masz straszliwe braki .
              • j_ar Re: Re; przestan sciemniac.... 08.04.04, 15:46
                a ty palancie najpierw czytaj ze zrozumieniem ..aaaa..i historii o kulturze w
                ktorej zyjesz tez sie naucz a nie podniecaj sie poludniem
                • diamenciki Re: Re; przestan sciemniac.... 08.04.04, 15:51
                  Oh ty gorzki debilu, czy ty myslales, ze ja nie wiem nic o kulturze
                  wspolczesnej?Idzi pokrop sie swiecona woda,palancie.
                  • j_ar Re: Re; przestan sciemniac.... 08.04.04, 15:57
                    noo.. podejrzewam, ze jak na twoje mozliwosci kojarzenia, to nawet dosc
                    sporo... sam jestem zaskoczony, ze tak wiele... tlumoku
                    • diamenciki Re: Re; przestan sciemniac.... 08.04.04, 16:02
                      j_ar napisał:

                      > noo.. podejrzewam, ze jak na twoje mozliwosci kojarzenia, to nawet dosc
                      > sporo... sam jestem zaskoczony, ze tak wiele... tlumoku
                      --------------
                      to badz to ci wolno dla mnie i tak jestes kompletne jajo debila.
                      • j_ar Re: Re; przestan sciemniac.... 08.04.04, 16:07
                        aa... to tylko jakas glupia baba, bo juz zem sie zastanawial....

                        hahaha..jajo debila.. boshe, dziewczynko, skad ty masz takie skojarzenia? zmien
                        proszki ..albo bajki...no... cokolwiek, pieluche?...hmm...


                        diamenciki napisała:

                        > j_ar napisał:
                        >
                        > > noo.. podejrzewam, ze jak na twoje mozliwosci kojarzenia, to nawet dosc
                        > > sporo... sam jestem zaskoczony, ze tak wiele... tlumoku
                        > --------------
                        > to badz to ci wolno dla mnie i tak jestes kompletne jajo debila.
                    • Gość: ela Re: Ej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.04, 16:06
                      przestancie sie kłocic i wyzywac od tłumoków:))))
                      cóz - kazdy moze miec inne zdanie

                      jezeli chodzi o mnie - to nie miałam na mysli podziały na mezczyzn i kobiety bo
                      tak samo jak sa cudowni mezczyzni i kobiety tak samo są załosni myslacy o
                      sobie, i wyrachowani kłamliwi faceci i kobiety
                      mam wiele znajomych pan ktore potrafia w czule oczy gorzko roniąc łzy robic
                      kogos w h i tak naprawde im wiecej lez tym gorsza lafirynda

                      a co do mnie i moich przemyslen - to rzeczywiscie byly to moje przemyslenia
                      nie twierdze ze jestem wpaniala, czysta jak łza i nie ma we mnie zadnej winy,
                      bo wina zawsze jest po srodku, wiec takze i po mojej stronie
                      nikt nie ma patentu na szczescie i to wcale nie zalezy od osoby, jej statutu,
                      wygladu itd itp. choc jest to pomocne w wielu sytuacjach
                      bez wzgledu na to jaka czesc winy tkwi we mnie moje przemyslenia sa takie jakie
                      sa i pozostaje mi miec nadzieje ze ulegna zmianie
                      ale bez wzgledu tez na to jaka ich czesc jest po mojej stronie nie wymyslam
                      sobie - tekstow, propozycji, sugestii, czulych slowek ktorzy majac male dzieci,
                      czesto niemowlaki a czasami juz odrosniete latorosli proponuja mi swoj czas,
                      swoje cialko, swoje kwiatki, swoja kase i meskie ramie w wolnych chwilach na
                      delegacjach, dzialkach, wyjazdach, kafejach, czy we wlasnym domu jak swiecie
                      przekonana o ich milosci, zaradnosci, pracowitosci zona opowiada swoim
                      przyjaciolkom (czesto nawet znajomym) jakiego maja ogiera i ideal w domu i od
                      tego chce mi sie rzygac - nic na to nie poradze
                      nie mowie ze kobiety sa lepsze - bo przeciez jest wiele pan ktore zgodza sie
                      spelniac te role, prawda?
    • Gość: ree Re: moje przemyslenia nocne IP: *.acn.waw.pl 08.04.04, 16:20
      gadasz jak osoba po przejsciach, która zostawił facet po kilkuletnim związku, a
      przeciez twoje doświadczenia są raczej mizerne.Wymyślasz jakies teoryjki, a tak
      naprawdę chodzi o coś zupełnie innego:
      ty nie wierzysz że zasługujesz na miłość! Pora to sobie wreszcie uswiadomić
      i cos z tym zrobić. Oczywiście całe życie można przejśc jak walec drogowy, ale
      chyba nie o to chodzi.

      • Gość: ela Re: moje przemyslenia nocne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.04, 16:53
        mylisz sie
        jestem zajebiscie wyjatkową kobietą która jak najbardziej zasluguje na milosc a
        nie czcze obietnice zalosnych zonatych dupkow
        • Gość: balbina Re: moje przemyslenia nocne IP: *.bredband.comhem.se 08.04.04, 17:24
          Trzymaj sie Ela. Napisalas cos bardzo madrego, mysle ,ze czas juz sie zbudzic
          ze snu krolowej sniezki i zaczac zyc madrze , tak jak pisze Ela. Do czasu az
          mezczyzni nie osiagna naszego poziomu intelektualnego i moze bardzej naszej
          inteligencji socjalnej tzw:empatii...ale to potrwa, ewolucja dopiero sie zczyna.
          Kiedys dawno kobieta byla zmuszona wybaczac skoki na bok , bo byla zalezna
          materialnie , dawno sie to skonczylo ale w wielu kobietach pokutuje nadal
          poza "wybaczajacej"...cierpietnicy...kiedy my z tym skonczymy? Gdyby zadna
          kobieta nie tolerowala zdrad, bo to jest brakt respektu i poszanowania do
          osoby , ktora cie kocha i z toba zyje, to by panowie troche sie zastanowili.
          Uczciwie trzeba powiedziac "kochanie, zadurzylem sie w sasiadce, mam ochote na
          maly skok,co ty na to? wtedy wybor nalezy do nas...
          Mysle , ze nowe pokolenie kobiet, niezaleznych materialnie moze pozwolic sobie
          na komfort bycia kochana, szanowana i bez klamstw i oszustwa...a tak to kopa w
          d...Zacznijmy od tego, moze mezczyzni naucza sie pomalu gry partnerskiej
          opartej na takich samych zasadach i uczciwosci ..wobec tego kto nas kocha.
          dlaczego w innych dziedzinach zycia obowiazuje nas gra oparta na zasadach
          rownouprawnienia a w zyciu osobistym moze sobie robic jaja z partnera, ranic
          go , oszukiwac?
          Dranie sa i zawsze istnieja , wsrod kobiet takze, ale to margines spoleczny.
          Zastanawia mnie jak porzadny , wyksztalcony i kulturalny facet moze dopuszczac
          sie oszustw, ale jesli chodzi o sprawy lozkowe, wyglada na to ze jest
          wybaczalne.
          Niestety wystarczy rozejrzec sie wsrod swoich przyjaciolek, Kobiety nie dalmy
          sie, zacznijmy zyc jak autorka postu Ela, moze cos sie w tych malych meskich
          mozdzkach poruszy, jakis znak zapytania????
          • Gość: frustro Re: moje przemoczenia nocne IP: *.future-net.pl 08.04.04, 19:52
            cierpiętnicę tu widać,to fakt... raczej jednak wybeczającą niż wybaczającą...
        • sdzicho to mam 2 pytania, Elu 09.04.04, 13:21
          1. nie trafiaja Ci sie zadni niezonaci, chcacy i potrafiacy kochac?
          2. uwazasz, ze zaden z tych zonatych nie mysli o Tobie i nie moglby sie
          w Tobie zakochac, a mysli tylko o Twojej d...?
          • Gość: ree Re: to mam 2 pytania, Elu IP: *.acn.waw.pl 09.04.04, 17:39
            to nie do końca normalne że tak mysli co? Ale jak jej to powiesz to się obrazi,
            o co jej właściwie chodzi?
            • Gość: Cytryna Re: to mam 2 pytania, Elu IP: 5.2.* / *.chello.pl 09.04.04, 18:24
              Nie wiem po co sie czepiasz Eli? Pisze zyciowe rzeczy i jak kazdy ma prawo
              chciec szczescia w swoim wydaniu. Ja rowniez uwazam, ze to jak wyglada wiele
              relacji damsko-meskich jest zatrwazajace. Jesli chcesz uznac
              zdrade/oszustwo/zaklamanie za norme to Twoja sprawa. Ja rowniez jak Ela uwazam,
              ze to nie jest normalne i nie chce akceptowac takiego stanu rzeczy. Widze co
              dzieje sie wsrod moich znajomych, kolegow i kolezanek z pracy i nie znam zbyt
              wiele dobrych i udanych zwiazkow zarowno tych z 30 letnim stazem jak i tych z 5
              letnim.
              To dziwne ze uwazacie, ze ktos kto mowi ze cos mu sie nie podoba musi byc od
              razu skrzywdzony, porzucony itp. Aby byc nieufnym nie trzeba dostac kopa,
              wystarczy umiec obserwowac a to co widac wokol w wielu przypadkach bo wiadomo
              ze generalizujemy jest raczej smutne zarowno dla kobiet jak i mezczyzn. Nie
              oznacza ze nie ma dobrych, moralnych ludzi ale tych coraz trudniej spotkac :(
              • jmx Re: to mam 2 pytania, Elu 10.04.04, 00:46

                Przecież związki z żonatymi trwają najwyżej kilka-naście miesięcy.
                Zawsze jest się samemu, wtedy gdy ktoś jest najbardziej potrzebny, na pierwszym
                miejscu jest żona, dziecko/dzieci, sprawy domu. Samotne święta, różne okazje,
                weekendy, spotykanie się w ukryciu, świadomość, ze on - ukochany, oszukuje
                wszystkich dokoła, swoich najbliższych i siebie przy okazji. To jest miłość?
                Kilka chwil uniesień i morze goryczy.

                Myślę, że ktoś kto myśli głową a nie d... to rozumie.
                • Gość: Ela Re: jmx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.04, 03:01
                  jmx napisała:

                  >
                  > Przecież związki z żonatymi trwają najwyżej kilka-naście miesięcy.

                  nie zawsze - wszystko zalezy od ludzi, niektorzy odchodzą od zon,mezow i
                  wchodza w nowe zwiazki, maja dzieci i sa szczesliwi - wszystko zalezy od tego
                  czy ta osoba ktora spotkali jest ta wlasciwa dla nich osoba nie tylko
                  przelotnym zauroczeniem czy miniromansem erotycznym sluzacym zapomnieniu o
                  szarym zyciu albo dajam mozliwosc jakiegos spelniania seksualnego
                  zdarza sie tak tez ze osoba odchodzi a potem cena jaka za to zaplacila jest dla
                  niej na tyle za duza, zas nowa osoba okazuje sie byc kims zupelnie innym i taka
                  osoba sama na siebie sprowadzila pustke i nieszczescie
                  ale wlasnie uwazam ze wszystko jest rzecza indywidualna, jezeli zas spróbujemy
                  postepowac zgodnie z tym co mowi nasze serce (doslownie i w przenosci) to jest
                  duze prawdopodobienstwo ze uda sie nam podjac wlasciwa decyzje

                  "Zawsze jest się samemu, wtedy gdy ktoś jest najbardziej potrzebny, na pierwszym
                  >
                  > miejscu jest żona, dziecko/dzieci, sprawy domu. Samotne święta, różne okazje,
                  > weekendy, spotykanie się w ukryciu, świadomość, ze on - ukochany, oszukuje
                  > wszystkich dokoła, swoich najbliższych i siebie przy okazji. To jest miłość?
                  > Kilka chwil uniesień i morze goryczy.
                  tak jest wtedy gdy ktos nie kocha tak naprawde nikogo a traktuje jako
                  odskocznie - nie kocha ani swojego partnera stalego ani nowej osoby z ktora sie
                  spotyka i obydwie osoby robi w balona podlug swoich wlasnych zyczen
                  mimo, ze sam moze twierdzic "że kocha obie" - a tak naprawde chyba nie zna
                  słowa i znaczenia słowa milosc

                  owszem mozemy kochac wiele osob w zyciu, serce jest pojemne, jedne osoby sa
                  inne przychodza, kochamy rodzicow, rodzine, partnerow itd itp. ale nawet jezeli
                  sie np. kocha kilku facetow w zyciu (czasami same pamietamy te "milosci" np.
                  pierwsze cale zycie i mimo ze czas je zaciera to jakos budza w nas sentyment)
                  to jednak musza byc ustalone jakies priorytety - zreszta jak we wszystkim - i
                  nie da sie kochac w tej samej minucie dwoch osob tak samo - po prostu kocha sie
                  inaczej wiec ta ktora kochamy najbardziej powinna byc tą najwazniejsza - to tez
                  lekka przenosnia ale tak jest i to prawda

                  (nawet arabowie majacy kilka zon maja tą jedną najwazniejszą ;)))))))
                  • jmx Re: jmx 13.04.04, 01:35

                    Niektórzy tak, ale widzisz - zwróc uwagę na kolejność - najpierw jest
                    zakończenie starego związku a potem rozpoczynaie nowego. Nie wiem, może jestem
                    jakąś skrajną pesymistką ale wydaje mi się, że sa bardzo małe szanse by ludzie,
                    którzy wdają się w romans w trakcie trwania małżenstwa rozwiedli się właśnie
                    dla tej nowej osoby. Przeważnie takie związki traktuje się doraźnie, właśnie
                    jako odskocznię od szarej rzeczywistości, przygodę, która nie zaważy
                    na "prawdziwym życiu" z żoną/mężem, dziećmi, stabilizacją itp.

                    Nasunęło mi się pewne pytanie w związku z tym, ale jeśli nie będziesz chciała
                    odpowiedzieć to oczywiście nie musisz :-). Bo napisałaś, że ogólnie brzydzisz
                    się zdradą, oszustwem itp. a jednocześnie, że czasem się zdarza, że już zajęci
                    odnajdują osoby, sobie przeznaczone i mogą stworzyć drugi, trwały, szczęśliwy
                    związek. Więc ciekawi mnie co by było gdybyś poznała już żonatego i pokochała
                    z wzajemnością - związałabyś się z nim gdyby opuścił rodzinę czy raczej
                    starałabyś się się go unikać i zapomnieć o uczuciu ze względu na dobro jego
                    rodziny i własne zasady?
                    • Gość: Ela Re: jmx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 02:31
                      jmx napisała:
                      Nasunęło mi się pewne pytanie w związku z tym, ale jeśli nie będziesz chciała
                      > odpowiedzieć to oczywiście nie musisz :-). Bo napisałaś, że ogólnie brzydzisz
                      > się zdradą, oszustwem itp. a jednocześnie, że czasem się zdarza, że już
                      zajęci
                      > odnajdują osoby, sobie przeznaczone i mogą stworzyć drugi, trwały, szczęśliwy
                      > związek. Więc ciekawi mnie co by było gdybyś poznała już żonatego i pokochała
                      > z wzajemnością - związałabyś się z nim gdyby opuścił rodzinę czy raczej
                      > starałabyś się się go unikać i zapomnieć o uczuciu ze względu na dobro jego
                      > rodziny i własne zasady?
                      >

                      jezeli mialabym meza i kochała go, tak naprawde kochała danego faceta, wtedy
                      inni faceci dla mnie nie istnieją
                      jezeli zas zakochałabym sie w innym i do tego z wzajemnoscia to oznaczałoby ze
                      nie kochałabym mojego meza - wtedy odeszłabym od niego, nawet gdybym miała 10
                      dzieci
                      wiem o czym pisze - powiem wiecej - czesto jest tak ze ludzie trzymaja sie
                      czegos nie tylko dlatego ze chcą czy nie chcą ale nia maja albo wydaje im sie
                      ze nie maja!!!! w wiekszosci przypadków tak jest ze wydaje im sie ze swiat sie
                      zawali bo nie beda mieli kasy na dom, zycie itd itp - (moze sie zdarzyc ze tak
                      bedzie jakis czas ) ale to ich glownie trzyma przed podjeciem decyzji o
                      rozstaniu i dzialaja na 100 frontow a potem i tak wszyscy cierpią
                      ja uwazam ze nalezy wszystkie sprawy rozwiazywac w sposob uczciwy i tak zeby
                      kierowac sie sercem w podejmowaniu decyzji - co nie znaczy ze decyzje te muszą
                      byc malobolesne, bo mogą takie byc, jezeli np. powiem mezowi ktory np. kochalby
                      mnie i przebaczyl jakies zauroczenia czy nawet milosci do innego faceta ze chce
                      odejsc to wiadomo ze on by cierpial itd itp. ale uwazam ze o wiele mniej niz
                      gdybym np. została, bo niestety kij ma dwa konce i takie sprawy predzej czy
                      pozniej wychodza na tyle ze przestaja dawac mozliwosc na zycie normalne, (tez
                      wiem co mowie) poza tym to jest o wiele ucziwsze i nawet jezeli w danym
                      momencie wydaje sie brutalne to daje nowe mozliwosci wszystkim zainteresowanym
                      stronom
                      to tak jak z nieszczesliwym zakochaniem - wtedy gdy jestesmy tak zakochani
                      wydaje nam sie ze jezeli ktos bedzie przy nas, bedzie nas zwodzil, byl i nie
                      byl zarazem to ze tak naprawde bedziemy szczesliwi i ze to nam wystarczy i nie
                      dopuszczamy do siebie mysli nawet ze ktos moglby powiedziec "nie" a to jest
                      wlasnie błąd - bo jezeli od razu usłyszelibysmy "nie" to napewno by nas bolało,
                      napewno cierpielibysmy ale nie az tak i nie az tak dlugo zyjac byc moze przez
                      lata zludzeniami az do momentu gdy oczy nam sie otworza i mamy poczucie
                      straconego czasu, nadziei, zludzen i moze mozliwosci
                      dlatetego ja zawsze jestem za prawdą, nawet bolesną, nawet brutalną, nawet
                      chwilowo krzywdzącą moze ale prawdą bo moim zdaniem to jest bardziej uczciwe i
                      po czacie czesto dopiero to widzimy

                      napisalam ze nawet zajeci mogą znaleźć swoją miłosc i to prawda, ale mówie o
                      ludziach głownie takich ktorzy po prostu nie chcą byc i nie są ze swoimi
                      partnerami obecnymi, po prostu decyduja sie powiedziec to "nie" i spotykaja
                      milosc zycia a jest to mozliwe
                      moja wlasna ciotka, 4 dzieci, wiek sredni, powiedziala "nie" mimo ciezkiej
                      sytuacji zdecydowala sie i za to ja podziwiam, po jakims czasie spotkala
                      faceta, ktory tez sie rozstal z zoną i widac to co ich łączy juz po jednym
                      spojrzeniu na nich nawet, wiec jest to mozliwe
                      wlasciwie caly czas nalezy dawac sobie szanse - ale w tej chwili tak jak
                      niektorzy mi tu pisza, ja po prostu nie potrafie dac jej sobie, mimo ze mam
                      nadzieje ze to sie zmieni, poza tym tez nie mam patentu na mądrosc i zrobie
                      tysiace błędów zapewne w zyciu

                      jezeli chodzi o rozwodzenie dla nowej osoby, to zalezy -
                      jezeli ktos byl w zwiazku sila rozpedu, na zasadzie jest dobrze, nie bedzei tez
                      dobrze - to nawet jak sie rozstal dla innej osoby wcale nie jest powiedziane ze
                      z tą nową nie bedzie na tej samej zasadzie
                      mam kolega ktory w ten sposob zmienia juz 3 dom, po prostu przenosi rzeczy z
                      jednego do drugiego
                      jezeli zas osoba ma swiadomosc swoich decyzji i po prostu odchodzi od kogoc bo
                      wie ze to nie ma szans i nie uzaleznia swojej decyzji o odejsci od posiadania
                      czy tez nie posiadania nowej osoby to to raczej rokuje wieksze szanse
                      powodzenia moim zdaniem
                      a zauwaz ze jest takich osob mało, wiekszosc dziala, na zasadzie, lepszy rydz
                      niz nic i zanim nie znajdzie nowego trzyma sie starego nawet jezeli robi mu sie
                      na niego niedobrze
                      • Gość: Ela Re: jmx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 02:56
                        jezeli poznałabym zonatego, dzieciatego faceta to nie zakochałabym sie w nim
                        nie zaczynam niczego wiedząc jaki moze byc tego koniec
                        owszem milosc to tez stopnie zauroczenia ktore czesto zwalaja nas z nóg i nigdy
                        nie wiadomo co nas moze w ktorym momenci złapac bo takie jest zycie wlasnie
                        jezeli byłby mi gosc obojętny - powiedziałabym co o tym mysle tak jak mowie
                        jezeli wiedziałabym ze ten gosc nie mógłby mi byc obojetny gdyby zaczeła sie z
                        nim spotykac, przyjmowac kwiatki i zapelniac mu wolny czas - powiedziałabym tez
                        mu co o tym musle, tak jak mowie, poznaje takze zonatych facetow, ktorzy mowia
                        mi tak po prostu o sobie - o swoich problemach i jakims tam zyciu, moze nie od
                        razu ale jak juz sie poznamy nieco lepiej (nie mowie o romansach ktore
                        zaczynaja sie od pojscia na drina, potem loza a potem chodzenia na randki za
                        plecami zon) - owszem tak sie sklada ze czasami ci zonaci panowie maja taki
                        wlasnie scenariusz, potem nawet sami sie do tego przyznaja, i nawet czuja
                        glupio (jak mnie poznaja), {{{ co smieszniejsze , gdybym na to poszła i zrobila
                        to czego chcieli na początku, mialabym nawet teraz całkiem przystojnego,
                        miłego, wykształconego, szarmanckiego kochanka na wspolne spedzanie uroczych
                        wieczorow i nocy, i mysle ze byly by urocze}}} ale wlasciwie poznal mnie na
                        tyle - jezeli chodzi o jakis tam moj charakter ze wie jaki mam stosunek do
                        tego, niedlugo chyba bede udzielac porad malzenskich;)))) - tak powaznie, to on
                        mi cos opowiadał, ja mówiłam co mysle z puntku widzenia kobiety i tak naprawde
                        to od niego zalezy czy cos zrobi z tym zeby byc szczesliwy w swoim zwiazku
                        czego mu zycze chocby ze wzgledu na sliczna coreczke czy tez bedzie dalej
                        szukal zastępstw bo moze tak wydaje mu sie jak i wiekszosci panow ze bedzie
                        łatwiej niz pogadac z zoną (a wiadomo tez ze zona moze sie juz
                        tak "zacietrzewic" i "zamknać w sobie" ze nie od razu bedzie chciała gadac)
                        wiec w takiej sytuacji mówię facetowi prawdę - to co mysle, to ze wlasnie nie
                        chcialabym sie zakochac i czekac na jego wolne chwile miedzy domem a praca, to
                        ze nie robie innym co mi nie mile, to ze nie czulabym sie z tym dobrze i mysle
                        ze w jakis sposob on to szanuje,
                        jezeli jest to mozliwe staje sie tak ze jestesmy "przyjaciolmi" tak naprawde
                        bez zadnych podtekstow, czasami facetowi sie udaje odbudowac zwiazek, ja
                        poznaje jego zone ktora okazuje sie fajna kobietką i nikt nie ma pretensji
                        zas jezeli moze ktoras ze stron ma cos wiecej na mysli niz druga (nawet zwykła
                        chemia) to taka znajomosc umiera smiercia naturalną
                        3. moge tez poznac kogos kto sie np. rozwodzi z zoną albo przygotowuje rozwod -
                        takich znajomych tez mam - gdybym sie w takim facecie zakochala to raczej nie
                        widze problemu, skoro swiadomie podjac decyzje o tym zeby sie rozstac albo
                        odejsc od kogos to przynajniem rokuje to tak ze facet wie czego chce a nie
                        tylko zmienia od tak - nie zamykajac furtki

                        - zdarza sie tez tak ze ludzie sa w zwiazkach, ktore wydaja im sie szczesliwe,
                        potem poznaja kogos kto wzbudza w nich obustronnie wielkie emocje (nawet jezeli
                        nie maja slubu) i nie decydują sie z tym nic robic - a potem załują całe zycie
                        ja mysle ze czasami warto pojsc za głosem serca i zaryzykowac, tylko cala
                        filozofia polega na tym zeby odroznic, tylko zauroczenie czy fascynacje
                        erotoczną od tysiaca glebszych uczuc na zwykle szare zycie a ludzie czesto mylą
                        poządanie z miłością oraz bycie opiekunczym, troskliwym i pomocnym tez z LOVE

                        a miłość mimo, że ja trudno określić w słowach to napewno fascynacja, jakieś
                        tam pożadanie, erotyka też, ale taka która przemienia się z czasem w coś
                        trwałego, zrozumienie, przyjaźń, zaufanie, oparcie i własnie seks a sama
                        przyjaźń to już tysiące uczuć od zaufania, poprzez troske, oddanie, pomocną
                        dłoń, poświecenie, itd.
                        mimo ze zycie jest jakie jest i niestety nie da sie tak zeby nikt nie cierpiał
                        to jednak jakies tam uczciwe stawianie sprawy przynajmniej ogranicza to do
                        minimum, (owszem moze to byc bolesne dla kogos bardzo) ale nie jest
                        przynajmniej takie wyrachowane i fałszywe wiec uwazam ze jezeli ktos nie chce z
                        kims byc po prostu powienien odejsc a nie czekac i przeczekiwac czekajac na
                        lepsze czasy, ktore nie nadejda dla """ dobra """" innych a tak naprawde przez
                        wlasny strach nawet przed byciem samemu
              • Gość: Ela Re: cytryna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.04, 02:52
                ja rowniez mam takich znajomych i jest to dla mnie straszne ale tez kazdy sam
                jest odpowiedzialny za swoje zycie - moze im to odpowiada, pewnie tak skoro
                sami sobie to zgotowali
                jak to ktos napisal tu gdzies na forum - "to co robisz nie czyni cie tym kim
                nie chcialabys byc" - mysle ze cos w tym jest

                ludzie są rozni i tak samo my sami mozemy kogos krzywdzic jak i byc krzywdzeni
                przez innych - nie da sie przezyc zycia tak zeby nikogo w ogole nie ranic -
                mozna tylko ograniczyc to do minimum postępując w sposob moralny - tyle tylko
                ze niektorzy maja "swoją wlasna indywidualna moralnosc"
              • Gość: ree Re: to mam 2 pytania, Elu IP: *.acn.waw.pl 10.04.04, 18:37
                Nienormalne jest że wszędzie widzi się patologię, bo aż trudno uwierzyć że ma
                wokół siebie tylko szmaty, drani i dupków! ja tego nie widzę,zamiast tego widzę
                miłość,zdrowe związki, wspaniałych męzczyzn i spełnione kobiety! Czyżbysmy
                żyły w dwóch innych światach??!!!
                • Gość: Ela Re: wesolych swiat - ree IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.04, 12:56
                  nigdy nie powiedziałam ze wszędzie widzę patologię, ale wręcz przeciwnie, że
                  ludzie są rózni i w odroznieniu tych "najgorszych"wcale nie ma co dzielic na
                  kobiety jak i mezczyzn jak to robią niektorzy bo tak samo jak sa cudowni
                  mezczyzni i kobiety tak samo sa zadufani w sobie, obdludni mezczyzni i kobiety

                  jezeli wszyscy twoi znajomi sa cudowni i wspaniali to gratuluje:)

                  zas swiat w ktorym obydwie zyjemy to tez net i forum, poczytaj posicki co
                  poniektorych ludzi to bedziesz wiedziala o czym pisze
                  poza tym mam bardzo duzo znajomych, poznawanych w roznych miejscach, praca,
                  studia, imprezy, kluby, wystawy, innych znajomych, na osiedlu, w klubach
                  fitness, itd itp. i co widze???? przekonania o tym jaka "cudowna rodzine
                  tworza" i dume jednej połowy z drugiej a w rzeczywistoci zdrady, oszustwa,
                  klamstwa, myslenie o wlasnej dup... interesownosc, wyrachowanie itd. itp

                  1. kobieta przygotowuje sie przed lustrem do "przyjecia oswiadczyn" :))) w
                  dokładnym tego słowa znaczeniu zeby potem w aktorskiej pozie powiedziec tak -
                  nie dlatego ze chce z nim byc czy go kocha ale dlatego "ze latka lecą"
                  2. kobieta ktora wymusza slub na swoim ukochanym (faktem jest ze go wział a
                  teraz siedzi na necie i dup/// podrywa) bo inni powiedzą, ze ona jest sama i ze
                  nawet chłopaka nie ma a tu juz 25 lat przeciez!!! potem rodzi dziecko i nazywa
                  go "instynktem macierzynskim" no bo przeciez instynkt mowi ze nalezy miec
                  dziecko, na pytanie o milosc, mowi nie ma milosci, ja jestem do nich
                  przyzwyczajona, to to samo co przyzwyczajenie do mieszkania!!:))))), i na
                  kazdych wakachach czy wyjazdach zaliczaja sobie kogos ale widocznie nie
                  przyzwyczajaja sie do nich;)))) - nawet nie tylko na wakacjach
                  3. facet pochował młodą żonę, miała 32 lata i zostawiła dwoje dzieci, juz za
                  jej zycia zwrocil uwage na sąsiadkę ale moze wtedy jeszcze nie przytulał jej do
                  ciała, potem zostawia malenkie dzieci w domu cale dnie i noce, dziecko sie
                  budzi - gdzie tatus a tatus pociesza sie dzien po pogrzebie w ramionach czulej
                  sasiadki
                  4. zona sie smieje z meza z ktorym sie rozwodzi - jaki on głupi i ma początki
                  jakis psychicznych problemow, jak to mozliwe ze sobie taką bzdure wymyslił? (ze
                  ona ma romasn ze znajomym z pracy 26 latkiem podczas gdy sama ma 52 lata i nie
                  nalezy do urodziwych pan), malo tego przeciez ona poznawała i swatała z tym
                  młodziencem nawet swoje corki wiec tez cos;)))) taki głupiiii mąż:)))
                  i co sie okazuje???? ze głupi "psychiczny maz" ma racje bo baba sie piepr....i
                  rozprawia o milosci ze swym mlodzianem a po zaliczonym numerku wysyla ktoras z
                  corek (ktore o tym nic nie wiedza i sa zainteresowane młodzianem) na randke z
                  nim albo wyjazd - bo taki fajny byłby z niego zięć
                  5. zona, maz , dzieci i szczesliwa rodzina
                  druga zona, maz i dzieci i szczesliwa rodzina
                  sa przyjaciolkami
                  jedna drugiej daje rady jak ratowac i utrzymywac malzenstwo, pozyczac ksiazki,
                  spedzaja wspolnie swieta, wyjezdzaja, maz pierwszej sie radzi meza drugiej o
                  rozne rzeczy, panie ze sobą itd itp

                  maz mowi zonie - kochanie wyjezdzam do innego miasta w delegacje" strugac
                  stroic rozne muzyczne instrumenty - nie dodał juz ze jedzie "stroic jej
                  przyjaciolke najlepsza i zone swojego przyjaciela - i sytuacja powtarza sie
                  podczas kazdego wyjazdy zony albo kazdej jego delegacji a potem i tak siedza
                  przy jednym stole i spedzaja swieta jako szczesliwa rodzina gdzie nikt nic nie
                  wie
                  pani tez sobie zalicza numerki z innymi przyjaciolmi meza (dwoma rodzonymi
                  bracmi) i tez siedzi przy stole na swieta z mezem , dziecmi i 3 swoimi
                  kochankami z czego zaden nic nie wie:))))
                  6. facet, ktory spotyka sie z kazda pania, jakies 3 , 4 tygodnie, jest mily i
                  czarujacy a potem smieje sie jakie sa glupie:))) - jest z kilkoma naraz potem i
                  ewentualnie po czasie wybiera jedna ktora jest przekonana jaki z niego
                  aniol:))) opowiada o tym wszystkim znajomym, a on smieje sie jej w nos i za
                  plecami, bo zadnej z tych cech ktore jej zdaniem ma nie mozna mu przepisac, ja
                  to wiem, moze dlatego ze "wiecej wyczuwam i wybieram poznajac osobe" ale tez
                  musze przyznac ze niezly z niego "gracz" bo bardzo dobrze maskuje swoje
                  prawdziwe cechy charakteru i gdybym byla zaangazowana w takim gosciu
                  emocjonalnie trudno byloby mi cos wylapac - malo tego nawet jak mi sam
                  powiedzial (moze dlatego ze uwaza mnie za friends tylko )jak jest naprawde
                  bylam w "lekkim" szoku bo jednak nie spodziewalam sie ze do tego stopnia -
                  trudno tu opisywac wszystkie cechy - facet nie bedzie sypial z zadna pania
                  udajac dzentelmena dla ktorego nie najwazniejszy jest seks, chodzacy aniol
                  przynoszacy kwiaty, czuly delikatny, zabawny - a w rzeczywistosci, zadufany w
                  sobie wyrachowany, myslacy o sobie dupe... ktory owszem nie sypia i mowi ze
                  seks nie jest najwaz. tylko glebia duszy:)))) co tak paniom sie podoba bo
                  regularnie z bratem i ojcem lazi na dziwki i tak jakos nie ma zachamowan
                  7. facet przykladny ojciec rodziny, prawnik:))) zona , dzieci, kasa, dom - zona
                  przekonana swiecie coz za mezczyzna - mezczyzna ktory jest tranwestyta, biega
                  po nocnych knajpach zarezerwowanych dla kochajacych inaczej (nie mowie o tych
                  ogolnie dostepnych knajpach bo na to nie moglby sobie pozwolic bo ktos moglby
                  go spotkac)przebiera sie w babskie ciuszki (calkiem niezle wyglada;)))) i
                  obslinia z innymi facetami
                  8. dziewczynka spoza wawy ktora postanowila znaleźć partie z mieszkaniem, wiec
                  rzuca sie na 1 poznanego z wlasnym m, robi mu dobrze i zachodzi w ciaze ,
                  wychodzac za maz bez zadnych uczuc - owszem dosc "ryzykowna metoda""" bo facet
                  mógłby sie wypiąc:)))

                  itd itp. nie chce mi sie wypisywac wszystkich wiekszych i mniejszych
                  przykładów, nie mniej jednak jest ich bardzo duzo

                  zas te twoje kolezanki, spełnione kobiety i mezowie to tez ci z tych przykładow
                  powyzej ktorzy nie maja o niczym zielonego pojecia, czesto uwazajac ze maja
                  anioly w domu, wpaniale matki dzieciom i kochanych tatusiów
                  i zdrowe zwiazki wlasnie
                  jak to panowie tu piszą, ze maja duzo romansow albo mieli ale zaden nie wyszedł
                  na jaw - bo to sa wlasnie cechy "prawdziwego romansu" :)))) moze i tak ale czym
                  sie chwala???? tym ze potrafia byc tak obłudni i tak wyrachowani????
                  nie mowie o skoku w bok bo to moze sie zdarzyc najswiętszemu i to ze ktos powie
                  ze na 100 procent jest pewny ze czegos nie zrobi to kłamie
                  bo zycie jest zaskakujące i nawet ja tak bardzo przeciw takim rzeczom nie moge
                  powiedziec w 100% ze nigdy nikogo nie zdradze, moge to powiedziec na 99,9% ale
                  zostaje 0,01% ze moze zdarzy sie w moim zyciu cos takiego ze zaskocze samą
                  siebie
                  tak czy inaczej gratuluje udanych znajomych:)
                  • ulaw Re: wesolych swiat - ree 13.04.04, 12:50
                    Ela Ty strasznie duzo piszesz :-)))
                    • Gość: Ela Re: uław IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 12:55
                      ma się ten talent ?;))))
                      a co sobie będę żałowała:)
                      może znajdę jakieś złote rady i zmienię moje przemyślenia ;)))))
                      albo odkryje talent pisarski :))))

                • Gość: Cytryna do Ree IP: 5.2.* / *.chello.pl 11.04.04, 18:55
                  no wlasnie to bardzo ciekawe gdzie jest wspanialy swiat w ktorym Ty sie
                  obracasz i sa te spelnione kobiety i wspaniali mezczyzni? w jakim
                  miescie/wsi/srodowisku tak jest? w moim pomimo ze ludzie sa na tak zwanym
                  poziomie czyli wyksztalceni inteligentni, z rodzin niepatologicznych widze
                  mnostwo zdrad, oszustw itp. a osoby ktore chca wierzyc w moralne postepowanie
                  uwaza sie za naiwnych i niezyciowych czyli frajerow.
                  • Gość: ree Re: do Ree IP: *.acn.waw.pl 11.04.04, 19:03
                    Mieszkam w Warszawie, moi znajomi to również ludzie z wyższym wykształceniem,
                    cóż widocznie macie macie pecha, co innego mogę powiedzieć?
                    • Gość: Cytryna Re: do Ree IP: 5.2.* / *.chello.pl 11.04.04, 19:13
                      w sumie faktycznie nic, rozne sa srodowiska, ja pracuje w korporacji i to ona
                      glownie otworzyla mi oczy jak zyja (a raczej jak sie zdradzaja i oszukuja
                      ludzie).... na studiach jeszcze tego nie widzialam. Chociaz wsrod malzenstw w
                      wieku moich rodzicow tez niewiele widze udanych par(w ktorych miedzy ludzmi
                      nadal jest zywa sympatia, przyjazn i szacunek)
            • Gość: Ela Re: ree IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.04, 02:49
              nie wiem czy to jest normalne czy nie
              mysle ze byc przeciwko robieniu innych w h.. i bycie godną przyjaźni, szacunku
              i w miarę jakby "prawą" osobą jest chyba normalne

              poza tym nie obrazam sie - wrecz przeciwnie - mimo ze nie spodziewalam sie
              takiego odzewu:))))) na moje przemyslenia dziękuję za wszystkie wpisy

              poza tym wcale nie uwazam ze jestem nieomylna, gdyby tak bylo nie byloby tych
              nocnych przemyslen, przeciez mowilam ze nie chcialabym stracic swojego zycia
              przez takie poglady (ale tez nie chcialabym zyc w syfie!!!!)
          • Gość: Ela Re: sdzicho IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.04, 02:47
            sorry ze tak późno na necie ale akurat przygotowania świąteczne mnie zastały o
            tej godzinie:))))))
            zaspokajając ciekawość
            pkt.1
            1. nie trafiaja Ci sie zadni niezonaci, chcacy i potrafiacy kochac?

            trafiają się też nieżonaci - ale chyba to nie są właściwe osoby we własciwym
            miejscu i czasie dla mnie - wedle przysłowia że cały ambaras zeby dwoje chciało
            na raz
            poza tym chce zwykłego, może niebezproblemowego ale w miarę normalnego związku
            opartego na zaufaniu, przyjaźni, seksie, docenianiu zwykłej codzienności z kimś
            kto ma na tyle powagi, zeby radzic sobie w zwykłym cięzkim szarym zyciu a
            zarazem jest na tyle szalony zeby miec w sobie choc odrobine inwencji do
            różnych rzeczy - po prostu wszystko wtedy gdy jest na to odpowiedni czas i
            miejsce:))))
            chcący kochać??? - każdy chce kochać a jeżeli mówi że nie chce to broni się
            przed swoim strachem albo "ranami" pamiętając np. przeszłośc a największą
            krzywdę robiąc sobie samemu
            potrafiący kochać? - cóż, nie wiem, każdemu wydaje się że potrafi kochać ale
            nie jest to az tak proste, należy kochać szalenie ale mądrze a to niełatwe
            połączenie

            pkt. 2
            nie uważam, że żaden z tych żonatych myśli tylko o moim zadzie, wręcz przeciwnie
            ale:
            po 1 - ja zostałam tak wychowana przez moich rodziców i jest to we mnie tak
            silne ze nie chce i zyje jakby w mysl zasady ze nie robie innym co mi nimile
            owszem nie uwazam ze np. zonaty czy bylyzonaty pan nie moze juz sie zakochac i
            byc szczeliwy bo uwazam ze moze - ale to co juz pisałam o swiadomosci swoich
            decyzji
            jezeli facet wie, ze z tą zona jest mu źle, ze jej nie kocha, ze sie pomylił,
            ze nie chce z nią być - to dlaczego z nia jest??? no tak dla rodziny,
            dla "dobra dzieci", dla "wspolnego domu" dla "swojej wygody", dla "bankietow w
            pracy" itd. itp - a to wlasnie mnie smieszy bo zycie nie jest takie ze mozna
            grac na dziesiec frontow - owszem mozna ale w pewnym momencie przychodzi dzien
            wyboru i jedna strona traci druga moze zyskuje a inna cierpi- tez rzecza
            wzgledna jest to co jest zyskiem a co strata
            zas ja nie wymagam od zonatego faceta zeby zostawil dla mnie np. rodzine -
            (czasami jest tak ze potem takie porzucone kobiety obarczaja tym inna kobiete a
            ja uwazam ze jest to decyzja faceta, nikt mu nie kazal odejsc, on to w sumie
            zrobil bo tak chcial, zrobil sam, tyle tylko ze są faceci ktorzy nie potrafia
            zaryzykowac - odejsc jak im nie jest dobrze, bo zbyt boja sie tego ze jeden
            dzien, miesiac, albo rok moze beda sami) wiec czekaja az "nowa pani" bedzie juz
            na tyle "pewna" zeby mogli podjac taka decyzje...... albo tez, olac ja i
            powrocic w ramiona malzonki
            nic na to nie poradze ze nie szanuje takich ludzi
            moze dlatego ze ja potrafie byc sama i byc odpowiedzialna za swoje decyzje
            jezeli ktos komu sie nie uklada i chce odejsc - odchodzi (nawet jezeli ma
            dzieci itd itp. ) to owszem jest to przykre ale dla mnie bardziej sprawiedliwe
            i uczciwe bo przynajmniej nie zyje w ciaglym klamstwie a moze byc nadal ojcem
            czy matką - (a propos znam tez kilka takich osob ktore zdecydowaly sie odejsc i
            przez to o ironio maja nawet wiekszy kontakt ze swoimi dziecmi i poswiecaja im
            wiecej czasu i uwagi niz jak byly z nimi na codzien - ... pewnie w mysl
            zasady , ze im owoc "ardziej zakazany tym bardziej wart posiadania"

            ja nie jestem kobieta ktora robi komus swinstwa, nie moglabym grac i udawac,
            chowac sie i wykazywac braku szacunku dla innej kobiety calujac sie z jej mezem
            czy spiac na jej wlasnym lozku
            poza tym jezeli taki facet jest w stanie klamac caly czas we wlasnym domu,
            kobiecie z ktora ma dzieci i ktorej przysiegal co jest warta jego przysiega???
            i skoro potrafi robic to jej to jaka mam pewnosc ze nie moze tego zrobic mi???
            owszem zdarzaja sie wyjatki ale jezeli ktos ma jakies cechy charakteru to je po
            prostu ma - jak klamie i jest wyrachowany to taki jest i to nie dziala tylko w
            jedna strone

            poza tym przeczytaj co napisal komandos w jednym z postow - o kobiecie mezatej
            i stosunku innego faceta do niej i chyba mial racje
            owszem faceci jako istoty glupie (zreszta kobiety czesto tez to robia)
            usprawiedliwiaja czesto "swoje panie" z jednej strony chcieliby miec
            swiete "dziewice" z drugiej jakas ktora potrafi ich dobrze zakręcic a np. ma
            meza do ktorego wraca po wspolnie spedzonych chwilach i numerkach - tlumacza
            jakie ona ma nieudane zycie i tym bardziej ich to kręci ze mają takie wielkie
            pole manewru do walki o nią
            a to działa wlasnie w dwie strony - tak samo jak w przypadku facetow
            jezeli ktos bedzie umial podjac decyzje swiadoma a bedzie zonaty to ok - bedzie
            wzbudzal moj szacunek - mowie o tym ze jezeli bedzie mu źle zdecyduje sie na
            odejscie od zony - i to nie dla mnie czy dla kogokolwiek ale tylko i wylacznie
            dla siebie
            jezeli zas bedzie mi opowiadal bajki jaki to jest biedny i skrzywdzony, jak to
            nie sypia z zoną (a wersje sie zmieniaja albo w ogole brak seksu :))))) albo
            zoba ma male potrzeby:)))))) , o tym jak to dla "dobra dziecka" jest z nią (w
            rozumieniu wspolnego spania, mieszkania, spedzania czasu, zakupow, swiat itd
            itp) i bedzie mi rzucal swoje czule słówka, kwiatki, zaproszenia - po prostu
            kopne go w d....
            chyba ze układ jest jasny - facet ma ochote na seks a ja jako osoba w pełni
            swiadoma tego, moge (w moim przypadku przynajmniej jak do tej pory nie miała
            miejsca taka sytuacja) zaakceptowac taki stan rzeczy i wtedy nikt nikogo nie
            oszukuje i przynajmniej taki "układ" jest uczciwy
            • katja do Eli 10.04.04, 11:55
              Jestes nieslychanie madra i dojrzala kobieta jak na twoje lata. Pelne wyrazy
              uznania; :-))
              Do takich przymyslan doszlam wiele pozniej, po kilku oszukanych zwiazkach :-((
              Milych Swiat
              Szczesliwy ten facet , ktory Ciebie spotka na swojej drodze, mam nadzieje , ze
              bedzie tak samo madry i uczciwy...a o takich trudno, niewiem nawet czy istnieja
              w naszym niedobrym swiecie.
              • Gość: Ela Re: wesolych swiat - katja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.04, 13:12
                nie wydaje mi sie byc mądrą :))) a ta "dojrzalosc" tylko mi przeszkadza w
                pojmowaniu swiata takim jakim moze on jest a nie takim jaki chciałabym zeby
                był:))))
                mam nadzieje ze bedziemy happy

                jezeli zas spotkam kiedys mena mego zycia to zrobie wszystko zeby to było udane
                i szczesliwe, ucze sie nie tylko na swoich błedach ale tez na błedach innych
                ludzi i wiem czego powinnam unikac choc recept nie ma na nic gotowych
                jezeli zas nie spotkam - to coz - trudno, :( :) zycie toczy sie dalej
            • sdzicho juz bardziej jasne 10.04.04, 14:46
              co piszesz.
              mozna sie z tym zgodzic.
              jest tylko jedno ale:
              My mezczyzni (z pewnoscia wiekszosc)
              nie wymagamy od was cudow,
              gotowania "na gazie"
              lozka na kazde zawolanie
              i wylacznie madrych mysli.
              (znosimy tez i te glupie).
              i nawet Wasza zdrada, to niekoniecznie koniec swiata.

              a Ty nie dajesz Nam prawa do bledu.
              jeden blad i : - "spadaj"
              bledy robi kazdy
              w zyciu przychodzi i upaplac sie w blocie
              i to nawet nie raz.
              wazne jest podniesc sie,
              umyc i wyciagnac wnioski
              idealow nie ma.
              wazniesze jest poczucie
              celu i sensu.

              Ty nie chcesz dac SOBIE szansy.


              • katja Re: juz bardziej jasne 10.04.04, 17:22
                Racja, jestesmy po to aby bladzic, ale...nie o zdrade chodzi , jaka sama w
                sobie , ale o oszustwa , klamstwa i rany jakie sie zadaje partnerowi
                zdradzajac. A wybor jest nasz; chcemy zadac bol osobie , ktora najbardziej
                kochamy , to prosze...
                Chyba lepiej byc uczciwym i jesli chcemy zyc kretactwem , to lepiej
                zdeklarowac to od razu.
                Chyba rozumiesz, ze sama zdrada pociaga za soba cala game klamstw, falszywej
                gry , brak respektu dla partnera, manipulowania innymi osobami , aby gra sie
                udala...To chyba wystarczy! Kto chce tak zyc?
              • Gość: Ela Re: wesołych swiat -sdzicho IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.04, 13:10
                wiem ze wy meżczyżni nie oczejecie niczego specjalnego
                wrecz przeciwnie czesto tłumaczycie "trudnym dziecinstwem" albo sytuacja itd.
                itp zalosne d... ktore robią z was nic, wracajac po wspolnie spedzonych
                chwilach w ramiona mezusia dla dobra dzidziusia

                nie mowie wcale o tym zeby kobiety miałby byc doskonałe, bo tez faceci tacy nie
                sa, caly ambaran zeby dwoje chcialo na raz i zeby byli do siebie dopasowani

                co do zdrad - to zalezy od faceta, jeden nie bedzie mial nic przeciwko, sam
                zaproponuje trójkąt albo przyzna sie zonie do tego ze ma kochanke a ona nie
                dosc ze nie powie nie to sama zaprosi tą kochanke do swojego łozka - znam taki
                przypadek
                ale sa mezczyzni i kobiety ktore powiedza zdecydowane nie
                wiec to rzecz indywidualna

                ja osobiscie nie mialam na mysli po prostu skoku w bok - w koncu to tylko seks
                ale tez az seks wiec jezeli by sie zdarzylo - tak jak juz pisalam i najlepszemu
                sie moze zdarzyc to jest to cos zupelnie innego niz staly romans, czasami
                kilkuletni czy tez kochanie kogos innego a zycie dla "dobra/......"
                czegokolwiek z kims innym
                tym sie po prostu brzydze moze dlatego ze nienawidze klamstw, wole najgorsza
                prawde, i nawet jezeli bedzie bolesna i trudno bedzie mi to zaakceptowac to
                zrobie to - i to juz wiem

                prawa do błedu daje i zawsze dawałam i zawsze byłam bardzo tolerancyjna, ale w
                TEJ CHWILI wystarczy mi jedna rzecz zebym powiedziała spierda......
                mam nadzieje ze mi to minie
                choc wiem tez z doswiadczenia ze to nie jest tak ze sie ludzie zmieniaja, my
                czesto - kobiety (zreszta faceci tez to robia i usprawiedliwiaja kobiety)
                usprawiedliwiamy jakies zachowanie partnera, staramy sie szukac przyczyn
                takiego zachowania, wybaczamy, raz, drugi, trzeci, itd itp. i ciagle sami sie
                czesto "nadstawiamy" usprawiedliwiajac cos co nas doprowadza do pasji, czesto
                mamy nadzieje ze rozmowa załatwi problem i nie zauwazamy w amoku ze to co
                mowimy przypomina rzucanie grochem o sciane, jezeli trafi sie nam osobnik z
                odrobiną empatii:))) to mozemy liczyc na to ze taka rozmowa poprawi cos na 1
                moze gora kilka dni ale i tak sytuacja wroci do punktu wyjscia
                i ja to juz wreszcie w wieku 30- lat zrozumiałam:))))
                i teraz tak - mysle ze prawdziwe uczucia i milosc potrafia wybaczyc i daja
                wytrzymac wiele rzeczy bo jestesmy z kims nie dlaczegos ale mimo czegos, mimo
                tego ze nie jest taki jakim chcielibysmy go widziec ale kochamy go mimo tego ze
                np. lubi kłamac:")))) itd itp. pytanie tylko jakie cechy "mimo tego" jestesmy w
                stanie kochac i akceptowac cała siła naszej milosci - a tu tez chodzi o to zeby
                po prostu kochac kogos, jezeli tej milosci nie ma - to nawet najmniejszy
                problem moze powodowac wielkie gory problemow itd itp
                poza tym nie ma ideałow i wiem o tym bo sama tez idealem nie jestem
                poza tym powiedziałam ze mam nadzieje ze mi to minie, te przemyslenia nocne ale
                tez nie wiem czy kiedykolwiek nawet jezeli dane mi bedzie kogos bardzo kochac i
                dawac za niego "całą głowe" tak naprawde ją dam bo mam za duzo przykładow z
                zycia gdzie strony daja te głowy a w rzeczywistosci nie powinny postanowic
                nawet jednego wlosa na glowie itd

                wlasnie - wazne jest poczucie sensu i celu i tego wszystkim zycze
                a szansy sobie nie daje w tej chwili
                moze jak sie skupie na sobie chwilowo to potem sobie ja dam
                • sdzicho dziekuje, Elu, 13.04.04, 09:59
                  szkoda, ze nie opowiedzialas o sobie tego,
                  co opowiedzialas dopiero dzisiaj w nocy.
                  W moim odczuciu to wiele, a moze i wszystko tlumaczy.

                  Przesylam Ci rowniez zyczenia, po-swiateczne, tylko, niestety.

                  Masz za to ode mnie:

                  Wielki Order Usmiechu.
                  • Gość: Ela Re: sdzicho IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 12:25
                    nie wiem czy to tłumaczy wszystko czy nie
                    mysle ze napewno ma duzy wpływ na postrzeganie swiata, na jakies uodpornienie
                    czy siłę
                    ale tez nie do konca jest jedyną "winą" za przemyslenia nocne:)))))

                    moje nastawienie na NIE jest tak silne i tak sie zamknęłam w sobie, powtarzając
                    to i postanawiając - "chce być sama" ze chyba mogłabym posłużyć za model
                    najwyższego stopnia afirmacji zyciowych:))))
                    nie wiem czy to jest słusze, myślę, ze nie ale na to wpływa wiele rzeczy
                    znajomosc ludzi, doswiadczenia innych, to co widze dookoła itd itp.
                    nie wymagam gór ze złota ale wiem jaka potrafię być i ile dawać tyle tylko, że
                    myślę, iż to jest w ogóle niepotrzebne bo takie cechy wcale nie są teraz w
                    modzie, a wręcz przeciwnie, może pomyliłam stulecia:))))))
                    mimo to wierzę w szczęście ale też nic nie przychodzi samo, na wszystko trzeba
                    zapracować:)))) postarać się to zdobyć, nawet kosztem samego siebie
                    ale żeby chociaż było potem wiadomo że było warto, a ja własnie przekonuje się
                    cały czas że wcale nie warto!!!!
                    pozdrawiam
    • ametyst007 Re: moje przemyslenia nocne 10.04.04, 23:39
      Gość portalu: ELA napisał(a):

      > jestem sama, byłam prawie zawsze i bede, mam 30 lat
      > tak sobie siedzac na necie postanowilam oglosic to swiatu
      > z jednej strony oczywiscie wiem ze nie warto tracic zycia, ze nalezy kochac,
      > ze powinno sie byc z kims i miec kogos itd itp
      > ale z drugiej nie widze senstu tego - zwiazki gdzie ludzie maja sie w d...,
      > robia w balona, zdradzaja, oszukuja, gdzie najbardziej wazny jest szmal, albo
      > gdzie sami szukaja problemow
      > nie mowie ze jest mi dobrze samej, ale tez bedac z kims mialam tak
      > popieprzony czas, i tysiace problemow ktore ktos mi zwalal na glowe a potem
      > nawet nie pamietal o czym mowil nie widzac juz tych problemow, ja zawalalam
      > prace, szkole, jakies wazne rzeczy podczas gdy, teraz wlasciwie przynajmniej
      > wiem na czym stoje
      > nie mam ochoty nic z siebie dawac, jestem pusta, oziębła, olewająca (o zgrozo
      > naprawde) nieczuła

      Moze i masz racje ? Dzisiaj stwierdzilam, ze chyba nie mam juz
      sily pouczc, tlumaczyc, pomimo jego zapewnien o poprawie, nic sie
      nie zmienia na dlugo, wracamy do punku wyjscia. Czy jest w ogole
      sens bycia razem ? W imie czego? Eh, to zycie.
      • Gość: Ela Re: wesołych swiat - ametyst007 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.04, 13:22
        ametyst007 napisała:
        " Moze i masz racje ? Dzisiaj stwierdzilam, ze chyba nie mam juz
        > sily pouczc, tlumaczyc, pomimo jego zapewnien o poprawie, nic sie
        > nie zmienia na dlugo, wracamy do punku wyjscia. Czy jest w ogole
        > sens bycia razem ? W imie czego? Eh, to zycie."

        nie twierdzę ze mam rację ale może jakąs część racji
        mimo wszystko pisałam juz ze nie uwazam ze kazdy jest zły, kazdy ma w sobie
        jakąś cząstke dobra i zła
        i cała filozofia zeby sie po prostu dobrac
        co do obiecania poprawy to: - popatrz na siebie i oceniaj podlug siebie, jezeli
        ty bys czegos nie zrobila osobie na ktorej ci zalezy i ktora kochasz dlaczego
        ktos ma ci to robic??
        na ile bys sobie pozwolila kochajac kogos??? bedziesz wiedziala na ile
        powinien sobie moc pozwolic ktos inny

        obiecanki poprawy - jest przyslowie i choc to tylko przyslowie to sie sprawdza
        i to bardzo - a mianowicie - jezeli cos sie zdarzylo raz moze sie nigdy wiecej
        nie powtorzyc ale jezeli zdarzylo sie raz, drugi to na pewno zdarzy sie po raz
        trzeci i to prawda
        jezeli cos sie zrobilo, nawet glupiego, nawet zlego czy krzywdzącego to mozna
        sie takze tego nauczyc na tym bledzie i powiedziec i postanowic ze sie tego
        nigdy wiecej nie zrobi
        jezeli zas sie zrobilo raz, drugi, to bedzie i trzeci i dziesiaty
        to ty musisz wiedzic na ile jestes w stanie pozwalac i jakim kosztem
        nie musisz miec z tego powodu zlego humoru, zlego nastawienia, popstutego dnia,
        zlego humoru itd itp (owszem w milosci sa rozne stany i to wlasnie przez lzy i
        odtrącenie czesto deceniamy milosc itd itp., ale tez nie mowie o juz
        scementowanym zwiazku i jakby nie tych pierwszych etapach milosci)))
        wiec nie musisz z tego powodu krotko mowiac miec dola

        w imie czego byc razem?? to juz musisz sobie sama odpowiedziec na to pytanie
        w kazdym razie robienie czegos "zlego"partnerowi (nie wiem co on ci robi i jaka
        wlasciwie jest skala problemu, moze tez byc tak ze on robi cos co w jego oczach
        jest drobnostka a twoich problemem wielkosci kasprowego) więc robienie czegos
        złego jest tez brakiem szacunku nawet minimalnego do drugiej osoby, a jezeli
        sie czegos nie szanuje to tak naprawde nie jest juz dla nas wartosciowe



    • sagace Re: moje przemyslenia nocne 11.04.04, 19:44
      fajne przemyslenia ELA. dobrze miec jakies wyjasnienie dla swojej samotnosci i
      dla innych osobistych problemow.. dodatkowo slusznosc i aprobate dla swoich
      idei mozna sprobowac otrzymac od innych na forum psychologia.. fajna teoria i
      jaka spojna...
    • ten_sam "Nie sadzcie bo bedziecie sadzeni" 12.04.04, 15:12
      Elka..

      Wyczuwam w Tobie bardzo wiele egoizmu, zimna, i jakichs blizej nieokreslonych
      zahamowan, lekow...
      Jestes w stosunku do innych bardzo krytyczna i przepelniona pogarda. Gardzisz
      kims tylko dlatego ze zdradzil. Czy kazdy facet ktory zdradzil jest wg
      Ciebie ""mizernym dupkiem""?????? Nie sadzisz ze jest to bardzo uproszczony
      sposob myslenia, o ile wogole o Twoim mysleniu mozna w tym miejscu mowic.
      Zadaj sobie moze troche trudu i zastanow sie lepiej DLACZEGO ktos zdradza???
      W malzenstwie jest wiele sytuacji ktorych niesposob czasami zmienic czy ominac.
      Trzeba odczekac. A zdrada bywa czesto rezultatem postepowania tej drugiej
      strony! Nie jestes i nigdy nie bylas mezatka, i nie znasz tego, wiec nie
      krytykuj i nie osadzaj kogos tylko po tym jednym postepku, bo nie wiadomo jak
      sama zachowalabys sie w podobnej sytuacji!!!

      Nie pochwalam zdrady, ale nie powinna byc ona tez czyms, co kwalifikuje zdrajce
      do miana "mizernego dupka" i z tego tylko powodu definitywnego przekreslenia
      takiej osoby. To jest po prostu niesprawiedliwe, nieuczciwe, i niehumanitarne,
      bo powiedz... Czy uwazasz sama siebie za krysztalowego czlowieka??????????????
      Co w swoim 30 letnim zyciu dalas innym z siebie???? Jestes tak na prawde
      egoistka ktora zyje tylko dla siebie! Obce sa Ci zmartwienia i troski zwiazane
      z zyciem rodzinnym, ...z wychowaniem dzieci. Zyjesz sama i wpatrzona jestes
      tylko w swoj czubek nosa, i podswiadomie chcesz byc sama bo boisz sie, ze
      wiazac sie z kims utracisz wolnosc, ze bedzisz zmuszona do wielu wyrzeczen i
      poswiecen. A no to Ciebie po prostu niestac.
      Moze Ciebie tym urazilem, i nie mam racji, ale takie wlasnie sa moje odczucia.

      • ten_sam i odnosze wrazenie.. 12.04.04, 15:29
        .., ze nie potrafisz nikogo pokochac, a jesli juz, to tylko z czystego
        wyrachowania, za to ze bedzie z Toba, ze wniesie cos nowego do Twojego
        mizernego, szarego swiata w ktorym zyjesz.
        Nie potrafisz pokochac, czy nawet polubic kogos, kogo wiesz ze nie bedziesz
        mogla miec dla siebie. Ktos taki jest Tobie po prostu niepotrzebny, i nie liczy
        sie zupelnie jego charakter, osobowosc, czy jego nastawienie do Ciebie.
        Przepelniona jestes pogarda, podczas gdy sama jestes nikim!
        Wieje chlodem od Ciebie... Jestes bardzo zimna...
        • Gość: Cytryna do ten_sam IP: 5.2.* / *.chello.pl 12.04.04, 15:54
          mocne slowa, z pewoscia Ela sama sie ustosunkuje, a moze nie...
          a czy Ty ktory nie pochwalasz zdrady - zradziles lub byles zdradzony?
          • Gość: balbina Re: do ten_sam IP: *.bredband.comhem.se 12.04.04, 16:09
            Mysle, ze na odwrot, Ela jest bardzo uczuciowa i wrazliwa osoba, wlasnie
            dlatego...
            Nie krzywdzmy innych jesli sami nie chcemy byc krzywdzeni. To boli, ale na to
            trzeba wrazliwosci , zeby zrozumiec
        • Gość: Ela Re: i odnosze wrazenie.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 02:13
          ten_sam napisał:

          > .., ze nie potrafisz nikogo pokochac, a jesli juz, to tylko z czystego
          > wyrachowania, za to ze bedzie z Toba, ze wniesie cos nowego do Twojego
          > mizernego, szarego swiata w ktorym zyjesz.
          > Nie potrafisz pokochac, czy nawet polubic kogos, kogo wiesz ze nie bedziesz
          > mogla miec dla siebie. Ktos taki jest Tobie po prostu niepotrzebny, i nie
          liczy
          >
          > sie zupelnie jego charakter, osobowosc, czy jego nastawienie do Ciebie.
          > Przepelniona jestes pogarda, podczas gdy sama jestes nikim!
          > Wieje chlodem od Ciebie... Jestes bardzo zimna...

          mój świat nie jest mizerny ani szary, czasami jest mi smutno ale to zupełnie
          naturalne, każdy ma swoje dobre i złe chwile
          żyję tak aby czuć się szczęsliwa i dawac innym tyle ile potrafię, ale życie
          nauczyło mnie nie szukać szczęścia w innych ludziach ale tylko i wyłącznie w
          sobie

          potrafię kochac i to bardzo ale nie chce, w tej chwili po prostu nie chce choc
          juz pisałam o tym mam nadzieje ze to sie zmieni i mini mi , bo wiem ze
          najwieksza krzywde moge wyrządzic sobie samej
          czy ktos ma cos wniesc do mojego zycia??? - zawsze jak sie jest w zwiazku to
          ktos cos wnosi to normalne
          ja wcale nie chce miec nikogo dla siebie na wyłączność - chce zeby ten ktos
          miał jaja, i umiał rozwiązywac swoje problemy a nie uciekał w obłudę i fałsz
          żeby je przeczekiwać, chce zeby ten ktoś
          lubię dużo ludzi ale oni sami uczą mnie pogardy do siebie, dlatego są tacy
          których nie chciałabym opluć
          liczy sie kazdy człowiek ale takich którzy będą mi w oczy podkładać świnkę nie
          potrzebuję - więc tacy się dla mnie nie liczą ani jako znajomi ani jako
          przyjaciele
          owszem liczy sie dla mnie i charekter i osobowosc drugiego człowieka - to o tym
          wlasnie pisze od początku
          jestem bardzo ciepła ale to nie powod zebym robiła l a s k i zonatych
          skrzywdzonym panom w chcili przeczekiwan ich problemow malzenskich w ich
          wlasnym malzenskim lozu na ich wlasne zyczenie pod nieobecnosc ich drugich
          polowek

          jak to tam bylo w tytule??? no wlasnie nie oceniaj innych bo sam mozesz byc
          oceniony
          ja zas odnosze wrazenie ze jestes typowym mezem kobiety typowej, w typowym 21
          wieku w typowym domu w typowym wychowaniem dzieci, poczuciem odpowiedzialnosci
          i milosci
          • Gość: Ela Re:ten-sam c.d 3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 02:15
            sorry jezeli wyslalo mi sie raz jeszcze to samo

            ten_sam napisał:

            > .., ze nie potrafisz nikogo pokochac, a jesli juz, to tylko z czystego
            > wyrachowania, za to ze bedzie z Toba, ze wniesie cos nowego do Twojego
            > mizernego, szarego swiata w ktorym zyjesz.
            > Nie potrafisz pokochac, czy nawet polubic kogos, kogo wiesz ze nie bedziesz
            > mogla miec dla siebie. Ktos taki jest Tobie po prostu niepotrzebny, i nie
            liczy
            >
            > sie zupelnie jego charakter, osobowosc, czy jego nastawienie do Ciebie.
            > Przepelniona jestes pogarda, podczas gdy sama jestes nikim!
            > Wieje chlodem od Ciebie... Jestes bardzo zimna...

            mój świat nie jest mizerny ani szary, czasami jest mi smutno ale to zupełnie
            naturalne, każdy ma swoje dobre i złe chwile
            żyję tak aby czuć się szczęsliwa i dawac innym tyle ile potrafię, ale życie
            nauczyło mnie nie szukać szczęścia w innych ludziach ale tylko i wyłącznie w
            sobie

            potrafię kochac i to bardzo ale nie chce, w tej chwili po prostu nie chce choc
            juz pisałam o tym mam nadzieje ze to sie zmieni i mini mi , bo wiem ze
            najwieksza krzywde moge wyrządzic sobie samej
            czy ktos ma cos wniesc do mojego zycia??? - zawsze jak sie jest w zwiazku to
            ktos cos wnosi to normalne
            ja wcale nie chce miec nikogo dla siebie na wyłączność - chce zeby ten ktos
            miał jaja, i umiał rozwiązywac swoje problemy a nie uciekał w obłudę i fałsz
            żeby je przeczekiwać, chce zeby ten ktoś
            lubię dużo ludzi ale oni sami uczą mnie pogardy do siebie, dlatego są tacy
            których nie chciałabym opluć
            liczy sie kazdy człowiek ale takich którzy będą mi w oczy podkładać świnkę nie
            potrzebuję - więc tacy się dla mnie nie liczą ani jako znajomi ani jako
            przyjaciele
            owszem liczy sie dla mnie i charekter i osobowosc drugiego człowieka - to o tym
            wlasnie pisze od początku
            jestem bardzo ciepła ale to nie powod zebym robiła l a s k i zonatych
            skrzywdzonym panom w chcili przeczekiwan ich problemow malzenskich w ich
            wlasnym malzenskim lozu na ich wlasne zyczenie pod nieobecnosc ich drugich
            polowek

            jak to tam bylo w tytule??? no wlasnie nie oceniaj innych bo sam mozesz byc
            oceniony
            ja zas odnosze wrazenie ze jestes typowym mezem kobiety typowej, w typowym 21
            wieku w typowym domu w typowym wychowaniem dzieci, poczuciem odpowiedzialnosci
            i milosci
      • jmx "Nie sadzcie a nie bedziecie sadzeni" 13.04.04, 01:19
        ten_sam napisał:

        > Co w swoim 30 letnim zyciu dalas innym z siebie???? Jestes tak na prawde
        > egoistka ktora zyje tylko dla siebie! Obce sa Ci zmartwienia i troski
        zwiazane
        > z zyciem rodzinnym, ...z wychowaniem dzieci.

        O tak... To z miłości, troski o dzieci i "nie myślenia tylko o sobie" facet
        zdradza żonę. W końcu się dowiedziałam, dziękuję.

        Wiesz co ja wyczuwam w Tobie? Zdradzającego faceta, który szuka usprawiedliwień
        dla swojej zdrady - trudności rodzinne, znużenie itp. Takie rzeczy się zdarzają
        w małżeństwach ale zdrada nie jest najlepszym pomysłem na naprawę tego. Ale
        fakt, zdarza się i niejdnokrotnie zdradzający facet ani myśli o rozwodzie tylko
        o wygodnym układzie dla siebie - z jednej strony żona, dbająca o niego i dom a
        z drugiej kochanka, która dostarcza nowych doznań. I jakbyś nazwał takiego
        pana?
      • Gość: Ela Re: ten_sam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 02:04
        ten_sam napisał:
        Wyczuwam w Tobie bardzo wiele egoizmu, zimna, i jakichs blizej nieokreslonych
        ) zahamowan, lekow... "
        nie jestem osobą egoistyczną, daje z siebie tak dużo ile mogę, kosztem siebie,
        zarówno przyjaciołom, rodzinie czy znajomym i dam dużo jeżeli będę miała kogoś
        z kim będę i będę tą osobę kochać
        nigdy dla nikogo nie byłam osobą zimną i żadna osoba mnie tak nie określiła (z
        jakiegokolwiek kręgu znajomych)
        jestem osobą silną a przynajniej chciałabym taka być bo nie mam innego wyjścia
        nie mam swojej rodziny ale jeżeli będę ją miała to chce żeby to miało sens a
        nie było oprarte na kłamstwach w zywe oczy
        nie mam rodziców, straciłam ich po ciężkiej chorobie w kilka miesięcy jedno po
        drugim i patrzyłam na ich męczarnie i śmierć
        straciłam jedną z przyjaciółek która również zmarła, bardzo bliską ciocię,
        która pomagała mi załatwiać pogrzeb taty oraz babcię, a bardzo bliską mi
        cioteczną babcię musiałam umieścić w domu opieki (jest osobą samotną i wymaga
        stałej opieki 24 godziny na dobę) musiałam biegać do szpitala tego samego dnia
        po pracy do dwoch roznych dzielnic miasta i miec swiadomosc ze nie moge nic
        zrobic ani poradzic na tą sytuację, patrząc na naszą "obsługę medyczną" i
        totalną znieczulicę, a kiedy przyszłam po akt zgonu mamy do szpitala pani
        kazała mi czekać 4 godziny i opowiadała o swojej trudnej pracy i jadła jogurcik
        i dopiero jak wystarczająco szlag mnie trafił i małobrakowało a straciła by
        ząbki raczyła podnieść swoj zadek i przejśc korytarzem na drugie piętro żeby
        wydać dyspozycję wypisania aktu zgonu, podczas gdy przez dwa tygodnie nie
        zdązyli wpisac jej nawet jako pacjentki szpitala, mimo ze robili wielkie
        trudnosni z przyjeciem bo nie pamietalam nr zusu(emerytury) ...itd. itp.
        oszczedze wam wszystkim opowiesci na ten temat zreszta
        chodzi mi o to ze te wszystkie sytuacje wplynely rowniez na moją empatię,
        spostrzeganie ludzi, i świata, to jak i co jest dla nich wazne, to ze lekarz
        moze przejsc koło umierajacego bo on nie bedzie miał akurat portfela, to ze
        ktos inny kaze czekac komus na wózku godzinami zanim go łaskawie przyjmie i
        mimo ze osoba jest nieprzytomna - powie: "czekał pan 2 miesiace chory moze i
        teraz pan poczekac" itd itp. i to ze nawet osoba młoda i zdrowa, tak jak ja
        patrzac na to i widzac bezsilnosc a zarazem wscieklosc nie jest w stanie nic
        zrobic a ewentualnie moze ją szlag trafic w miedzyczasie
        wiec nie mow mi o uczuciach, zimnosci, i pogardzie

        pogarda - owszem czuje do niektorych ludzi, ktorych nie chcialabym nawet opluc
        zahamowania? - tak , mam bardzo wiele, bo nie chce dawac z siebie zeby dostac
        tak "wpierdo... l od kogos ze ledwo sie podniose, ja chwilowo nie mam siły juz
        sie podnosic chociaz wiem ze jezeli bede musiala zrobie to
        zdrada??? - nie czytales chyba wszystkich moich postow, napisalam wyraznie,
        zdrada tez sie moze zdarzyc i to najlepszym i kazdemy, nawet mi, ale jest
        roznica miedzy jednodniowym rżnięcie....m czy nawet kilkudniowym, a
        kilkumiesiecznym czy kilkuletnim robieniem slubej w h..... i obiecywaniu
        kochance rozwodow, i domkow w gorach,
        jest roznica miedzy "czystym seksem" (Tak tak, panie wbrew pozorom tez czasami
        wcale nie sa takie uczuciowe i tez mysla o tym zeby kogos po prostu zaliczyc -
        patrze nawet na swoje znajome) wiec jezeli dwie strony tego chca, z jednej
        facet z drugej kobieta - i nie ma tam gadania o przyszlosciowym domku bez
        mozliwosci tego spelnienia - to dlaczego nie??? jezeli obie strony maja jasnosc
        sytuacji i sa swiadome wchodzac w nią?
        dupkiem nazywam kogos kto nie ceni swoich słow bo ja cenie to co mowie, jezeli
        cos mowie to to ma znaczenie i sens, nie skladam niespelnionych obietnic

        powody zdrad? owszem są zawsze po srodku ale sami jestesmy odpowiedzialny za to
        co robimy
        idac takim rozumowaniem - "dlaczego ktos zdradza" mozna powiedziec "dlaczego
        ktos kradnie", "dlaczego kłamie", "dlaczego gwałci" itd itp??? ale mimo tego ze
        zawsze są jakies powody to wcale nie usprawiedliwa czynu a jedynie robi go
        bardziej zrozumialym - jego motywy - pisałam tez ze jestem w stanie zrozumiec
        motywy ale nie postepowanie
        skoro twierdzisz ze majac zone - jest wiele sytuacji ktorych niesposob zmienic
        czy ominac - to coz - czy uwazasz ze łatwiej jest _ jak piszesz ":trzeba
        odczekac" wsadzac w inne panie???? a potem jak juz odczekasz wrocic do
        slubnej???
        ja uwazam ze jezeli jest problem to nalezy starac sie go wspolnie rozwiazac,
        jezeli sie nie da rozwiazac, i jest tak duzo rzeczy ze jednej stronie nie
        pasuje, po prostu odejsc - no TAK!!!! ale to juz twoim zdaniem jest za trudne i
        niemozliwe no bo przeciez lepiej jest odczekac:))))) - tak, tak - bo rozstanie
        jest tak samo trudne jak i ciągłe zdradzanie, ale jest jedna roznica, do
        rozstania nalezy miec charakter, byc na tyle uczciwym i na tyle szanowac drugą
        osobę, żeby byc w stanie odejsc nawet a nie grac na kilka frontow
        zabezpieczajac sie zeby nie zostac na lodzie - choc to wymaga ogromnego
        wyrachowania, myslenia o sobie a nie o innych, zakłamania, umiejetnosci
        oszukiwania, obłudy i fałszu a na tym nie da sie budowac zwiazku
        i jak sam zauwazasz jezeli moj sposob myslenia jest uproszczony to jaki w takim
        razie jest twoj??? sam mowisz ze wszystko ma dwie strony, w tym sensie nawet
        ze "dlaczego" tak sie dzieje a nie inaczej - no wlasnie, ale tez zawsze
        wszystko wraca i kazdą złą rzecz jaką robisz, prędzej czy pozniej zycie ci
        zwroci z nadwiązką wtedy gdy prawie w ogole nie bedziesz tego oczekiwać

        co do facetow - nie kazdego zdradzajacego nazwe dupiem, jezeli facet wie czego
        chce i jest w stanie wiedzac ze juz nic nie da sie zrobic z jego zwiazkiem
        odejsc i miec na tyle siły i jaj zeby miec swiadomosc ze jakis czas moze nawet
        bedzie musial byc sam bo moze nie uda mu sie przejsc z jednego domu od razu do
        drugiego (a to ulubiona zmiana panow- z jednego loza do drugiego i najlepiej z
        mozliwoscia powrotu do pierwszego, a do tego jeszcze nie zawadziloby trzecie na
        wszelki wypadek w zanadrzu)
        nie jestem i nigdy nie byłam mężatką i moze nigdy nie bede - ale na pewno nie
        chciałabym byc zoną, która po latach dowiaduje sie ze jej maz kochał inna, a
        był ze..... wzgledu na tesciow, dzieci, albo domek razem ze mną....
        nie chciałabym zeby nie umiał rozwiazywac problemow ze mną i "rzeczekiwał" w
        łózku innej
        jezeli nie udałoby sie mu rozwiazac problemow ze mną szanowałabym go za to ze
        ode mnie odejdzie a nie za to ze zostanie i bedzie spełniał swoje potrzeby
        fizyczno uczuciowe w ramionach chetnych kolezanek z pracy prawiac im czule
        słowka w piekne oczy
        znam wielu facetow, takze zonatych i słyszalam juz nie raz takie opowiesci
        jakie mi tu piszesz
        a ja powiem tak - nikt mu sie zenic nie kazał, skoro ma zone niech sie nia
        zajmuje, jezeli zona mu nie pasuje niech od niej odejdzie i szuka szczescia
        gdzie indziej, jak zas chce miec kilka zon niech zmieni wyznanie moze mu sie
        uda:))))
        nie uwazam sie za kryształową osobę i napewno mam wiele wad, ale majac
        swiadomosc wlasnego zycia, przezyc, milosci jaka ktos mi dawał i jaką ja
        dawałam innym (nie mowie tylko o milosci do facetow) staram sie postepowac tak
        aby moje decyzje byly uczciwe, szczere, niekrzywdzące innych (choc czasami mogą
        ich skrzywdzic ale to o wiele lepsze niz fałsz z perspektywy czasu) a przede
        wszystkim pełne zrozumienia danej sytuacji
        jezeli mowa o zdradach - ok. ja moge rozumiec ciezka sytuacje faceta z ktorym
        zona nie sypia, ma on dziecko 2 letnie, jest biedny i skrzywdzony:))))) ale nie
        wydaje mi sie ze dobrym wyjsciem z sytuacji bedzie to ze przyjme jego
        zaproszenie do jego domu na male co nieco jak zona jest u tesciowej, zas kiedy
        mowie nie - slysze co?? - "zy ty przypadkiem nie jestes lesbą?" :)))))))
        facet ma 3 wyjscia - 1. wyjasnic z zona o co biega i usprawnic swoj life
        seksualny, 2. zdradzac - co ma krotkie nozki i rokuje syfem. 3 odejsc ale tak
        zeby zona miala swiadomosc dlaczego i jaki j
        • Gość: Ela Re: ten_sam c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 02:05
          3 odejsc ale tak zeby zona miala swiadomosc dlaczego i jaki jest jej stopien
          winy
          prawda jest taka ze ludzie nie umieja nawet ze sobą gadac i zamiast sobie
          wylozyć czarno na białym w czym problem uciekaja ich zdaniem w najprostszą
          rzecz - czyli skoki w boczek - a dalej ... co dalej...????
          do dałam z siebie w swoim 30letnim zyciu - calą siebie swoim bliskim, daje to
          co mam i fizycznie i psychicznie swoim przyjaciolom i dobrym znajomym
          wiem co to znaczy kochac kogos i wiem co to znaczy miec swiadomosc ze jestes w
          stanie oddac za kogos zycie jezeli bedzie taka potrzeba (mowie tu o zwiazkach
          akurat)podczas gdy wiekszosc ludzi mowi "och ja zrobie dla niego/niej wszystko"
          a tak naprawde to wszystko nie oznacza nawet pojscia na kompromis nie mowiac o
          wiekszym problemach
          nigdy nie byłam wpatrzona w czubek nosa, nie mam wlasnych dzieci ale mam wiele
          w swojej pobliskiej okolicy,mam kilku chrzesniakow, ktorymi regularnie sie
          zajmuje, i wiem co to znaczy wychowanie dzieci, jezeli zas twoim wlasciwym
          modelem do przekazania dzieciom jest obraz "przeczekującego problemy malzenskie
          tatusia" w ramionach innych bab niz ich mamusia to gratuluje
          pisalam juz o tym, ze nawet osoby ktore zdecydowaly sie rozstac ze swoim
          partnerem maja duzo wiekszy kontakt ze swoimi dziecmi niz ci ktorzy sa z nimi
          caly czas
          co do mojej wolnosci - to pieprz..... ja, bo czy to będąc z kimś czy sami
          zawsze jestesmy od czegos albo od kogos uzaleznienie i o tym tez juz pisalam ze
          co byly by warte najwieksze skarby swiata gdyby nie bylo mozliwosci dzielenia
          sie nimi z innymi???? jezeli nie mam ukochanego faceta do dzielenia sie to
          dziele sie z przyjaciolmi i tyle
          poswiecenia tez sa zawsze a nie ma nic przyjemniejszego i dajacego wartosc
          naszemu zyciu jak poswiecenia dla tych ktorych kochamy, o ile ich kochamy
          oczywiscie
    • Gość: Karol Re: moje przemyslenia nocne IP: *.dialsprint.net 13.04.04, 06:14
      Jestes na 100%, ze nie zdradzisz ?
      Dlaczego ty masz taka obsesje na punkcie zdrady ?
      To ze kilka idiotek klepie calyczas na roznych forach o zdradzie nie oznacza,
      ze kazdy facet to swinia i tylko czeka aby zdradzic.
      Latwo jest sprawdzic czy facet bedzie zdradzal czy nie, ale niewiele kobiet to
      potrafi.
      • Gość: Ela Re: karol:)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 12:10
        zanim odpowiesz, przeczytaj wszystko co napisałam
        wcale nie mówie ze kazdy facet to swinia
        są swinie wsrod kobiet i jest wielu porządnych facetow ktorzy cierpią przez
        głupie dup...
        zaś nie mam obsesji na punkcie zdrady i zdrada moze zdarzyc sie najlepszym - to
        ludzkie
        ale jest roznica miedzy zdrada, kłamstwe, czy nawet oszukaniem kogos a ciągłym
        robieniem kogoś za plecami w balonika
        nie przyłączam się do postów pań, które złorzeczą na męski ród bo znam wiele
        kobiet znacznie gorszym do najgorszych facetow trudnych nawet do zdefiniowania
        jednym słowem
        i tak jak juz powiedziałam nie chce rozgraniczac w ogole na facetow i kobiety
        bo zarowno sa fajne kobiety jak i fajni faceci i odwrotnie

        zaś co do mnie to ja po prostu nie chcę być w związku opartym na fałszu,
        obłudzie i kłamstwach i wcale nie twierdze ze moje nocne przemyslenia to złote
        mysli bo tak nie jest
        gdyby nie było to problemem to nie miałabym tych przemyslen zapewne
        po prostu to sobie pomyslałam, na forum zajrzłam w zupełnie innym celu (na inne
        forum), potem zaś napisałam tu co myslałam tak po prostu spontanicznie nie
        oczekujac niczego ani nawet zadnych komentarzy,
        jezeli one są to dziekuje i odpisuje na to co ktos mi pisze
        nie twierdze ze moje przemyslenia są dobre, wręcz przeciwnie pisałam ze nie
        chce stracic swojego zycia myslac w ten sposob bo powinnam dawac sobie szanse
        jak kazdy zreszta
        tyle tylko ze teraz jestem tak na NIE, ze az mnie to przeraza, po prostu
        powiedzialam: "jestem sama, chce byc sama, i nie mam zamiaru byc z nikim, ani
        nikogo szukac, ani z nikim nawet sie spotykac" i trzymam sie tego postanowienia
        jak pijany płotu wszystkimi siłami, a siła ta jest niemała - dlatego pewnie mi
        sie udaje
        znam bardzo wielu facetow i ich tłumaczenia, postepowanie, oraz nawet to co i
        jak robią i naprawde robi mi sie niedobrze, i to ze te biedne kobietki ich
        polowki usprawiedliwiaja ich, szukaja winy w sobie i ciagle placzac przytulaja
        do piersi
        ale tez znam wiele takich kobiet ktorych slepi panowie niancza i glaszcza po
        glowce
        a ja mysle ze jezeli ktos kogos naprawde kocha to kocha i nie ma potrzeby
        tracenia wlasnego poczucia wartosci zeby to miec czy zrozumiec,
        to tak jak ze zwyklym smsem - ktos bedzie pisal, dzwonil, stal pod drzwiami z
        kwiatami a druga strona jak nie bedzie chciala wyslac smsma nawet tak nie wysle
        a jezeli komus bedzie naprawde zalezalo - co wiemy a autopsji to panna czy
        facet pusci tylko krotką bezsensowna wiadomosc a druga strona bedzie oddzwniac
        od razu i stac z bukietem pod oknem na bacznosc - to tylko taka przenosnia

        do do pewnosci o zdrade to pisalam ze nie jestem pewna na 100% procent ze
        nikogo nie zdradze ale na 99,9% ze tego nie zrobie, ale zostaje 0,01 ze beda
        takie a nie inne okolicznosci w moim zyciu ze bede mogla to zrobic
        bo zycie wlasnie nas zaskakuje i stawia przed roznymi sytuacjami ktorym wcale
        nie jestesmy w stanie przewidziec, pytanie tylko czy bedziemy sie im poddawac
        czy nie, sa tacy ktorzy poddaja sie zawsze a nawet nie musza miec zadnych
        sytuacji sprzyjajacych zeby to robic a sa tacy ktorzy nigdy tego nie zrobia
        albo tylko wtedy gdy sytuacja dana ich przerosnie a moze jest ekstremalna

        nie mowie o zdradzie fizyczniej wlasciwie piszac o zdradzie - to tylko seks a
        zarazem az seks - pisałam jest roznica miedzy jednodniowym zaliczeniem kogos
        np. bo sie ktos pokłocił, miał doła, chciał sobie cos udowodnic, byl pijany,
        stracil kase zycia itd itp. przyklady mozna mnozyc A ciagłym oszukiwaniem,
        kręceniem, mówieniem czułych słówek, składaniam obietnic bez mozliwosci ich
        spełnienia, wyjazdami na weekend za plecami kogos itd. czy wręcz kochaniem
        innej osoby, a zyciem, spaniem, byciem, z kims zupelnie innym - ja tak nie
        potrafie
        czy chciałbym zeby twoja kobieta spiac z toba w łozku myslala o innym facecie?
        czy chcialbys zeby twoja kobieta bedac z toba i rodzac ci dzieci myslala ze
        tatusiem powinien byc ten inny albo wrecz majac dziecko z tym innym a tobie
        mowiac ze to twoje bo bedziesz jej mezem?
        czy chcialbym zeby twoja kobieta spedzala z toba czas a marzyla o tym zeby byc
        w ramionach tego drugiego?
        ja nie chciałabym zeby mój facet był taki i mysle ze wiekszosc facetow nie
        chciałaby zeby ich kobiety byly takie, po prostu wolałabym zeby odszedl nawet
        jezeli to bedzie dla mnie bolesne i zaczal szukac szczescia gdzie indziej

        łatwo czy nie łatwo jest sprawdzac czy facet zdradza - moze tak moze nie,
        zalezy jaki ktos jest i jak potrafi sie maskowac, i jak to wyczuwa kobieta sama
        i odwrotnie w przypadku zdrad facetow
        sa tacy faceci ktorzy przez zdrade majac poczucie winy sa coraz lepsi dla
        wlasnych zon, wlaczajac w to czule słowka, kwiaty prezenty, ktorych normalnie
        slubna nie zobaczyla by na oczy a tak dostaje prawie codziennie i cieszy sie
        jakiego ma ukochanego przy boku:)))))))
        • kwieto Re: karol:)) 13.04.04, 13:56
          > powiedzialam: "jestem sama, chce byc sama, i nie mam zamiaru byc z nikim, ani
          > nikogo szukac, ani z nikim nawet sie spotykac" i trzymam sie tego
          > postanowienia jak pijany płotu wszystkimi siłami, a siła ta jest niemała -
          > dlatego pewnie mi sie udaje

          IMO zeby umiec byc z kims, trzeba umiec byc samemu. Bo wtedy strach przed
          rozstaniem nie dominuje funkcjonowania w zwiazku. I jest sie z kims bo sie tego
          chce, a nie bo sie "musi". Ale problem w tym, ze podobne podejscie musza miec
          obie strony.
          Tak wiec... poniekad madra decyzja :")
    • j_ar Re: moje przemyslenia nocne 13.04.04, 12:21
      jest cos dziwnego w twoich wypowiedziach, cos ...jakby..nieprawdziwego
      • Gość: Ela Re: j_ar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 12:29
        co dokładnie? drogi panie?:)
        chętnie wyjaśnię, akurat ma wolną chwilę przed komputerem
        ja myślę, ze w moich wypowiedziach (mimo, że ich nie czytałam drugi raz:)))bo
        pisałam tak troche spontanicznie jest za duzo skrajnych rzeczy, bo to nie jest
        tylko wszystko na NIE - ja tez wiem , ze jest duzo rzeczy na TAK , moze za
        bardzo sie kłóce ze sobą

        a Tobie o co chodziło? może mi ciemnej kobiecie dasz kilka cennych męski
        porad?:)
        • katja Re: Ela 13.04.04, 12:43
          Slicznie piszesz Elu! jestem nieco starsza od ciebie , ale zachwyca mnie
          dojrzalosc twoich wypowiedzi. Tak samo czuje i zawsze postepowalam w/g zasady ,
          nie rob innemu co tobie nie mile, zostalam perfidnie zdradzona i oszukana przez
          mojego bylego, wlasnie tak jak ty to opisujesz. Zero rozmowy , zero respektu
          czy zaufania , po prostu wszystko dzialo sie za moimi plecami. Do dzisiaj mam
          rane na duszy po tych przejsciach. Nie za to , ze zdradzil , ale to ze klamal i
          w perfidny sposob przygotowywal sobie odskocznie , nie ma nic gorszego, niz byc
          oszukana przez kochanego mezczyzne lub kogos ci bliskiego.
          Mysle ,ze nie potzebnie dyskutujesz z tymi panami , bo oni nie sa w stanie tego
          zrozumiec. Po prostu w duszy sa zwolennikami zdrad. Empatia, to duze slowo!
          Wczucie sie w dusze innego czlowieka , co on przezywa i czuje, to jest niewielu
          dane, na to potrzeba socjalnej inteligencji.
          • ela-g Re: Ela 13.04.04, 13:21
            katju, ja nie myślę, że panowie są zwolennikami zdrad mimo wszystko
            poza tym jakby nie rozgraniczam tylko na panow i panie i nie mówię też tylko o
            samej zdradzie w takim sensie jak rozumuje tu większośc panów - na zasadzie
            zdjęcia spodni i włozenia potem na nowo
            mówiłam bardziej o byciu obłudnym i fałszywym
            w sumie chętnie poczytam co panowie mają na myśli i co mogą mi powiedzieć na
            ten temat:)))
            bardzo mi przykro że miałaś takie przykre doświadczenia, ale też myślę, że nie
            ma tego złego, i chyba najgorszą rzeczą jest popadanie w doły i deprechy z tego
            powodu, równie dobrze ten ktoś może mieć inny gust np. albo miec takie cechy
            charakteru ktore powodują ze nie jest wart osoby ktora jest w stosunku do niego
            w porządku
            czesto kobiety maja jakby tendencje do usprawiedliwania wszystkiego i szukania
            winy w sobie, owszem napewno ta wina jest po srodku ale tez wszystko zalezy od
            sytuacji
            jest wiele wydaje sie pieknych inteligentnych kobiet a mimo to wcale nie sa
            szczesliwe czy kochane przez swoich panow, bo np. oni wola mala gruba w
            okularach mimo ze krzycza o wielkiej urodzie i pieknych nogach:)))) pewnie ze
            tak - do loza lepiej miec ładne ciałko ale jezeli chodzi o cos wiecej to jakos
            wcale im nie przeszkadza ze ta druga polowa nie jest usposobieniem cech modelki
            XXI wieku - i wlasnie o to chyba chodzi, zeby starac sie byc jak najlepsza -
            tez dla samej siebie, dbac o sobie i robic cos ze swoim zyciem zeby wydawalo
            nam sie jak najbardziej spelnione ale tez po prostu byc soba i starac sie nie
            winic i nie upieprzac swojego zycia bolem na wlasne zyczenie
            jakby - coz wiadomo ze jezeli ktos kogo sie kocha zrani nas to mozemy bardzo
            cierpiec i nie obedze sie bez płaczów i lamentów ale nie powinnysmy zapominac
            ze moze to nie tylko nasza wina ale tez tej drugiej strony (a czesto mowimy ze
            nasza bądź obarczamy tym inną panią - nie mozemy traktowac facetow jak głupie
            bezwolne istotki ktore ida na kazde skinienie innej pani - tak naprawde to
            wbrew pozorom i wszystkim sugestiom na temat kuszenia przez płec piekną to
            facet podejmuje decyzje czy skorzysta z niej czy nie
            skoro nam np. byl w stanie powiedziec "koniec" to tak samo chyba jest w stanie
            powiedziec to komus innemu, prawda?
            tak czy inaczej - jak juz pisałam cała filozofia zeby spotkac właściwą osobę
            dla siebie i tyle
            czego Tobie również życzę:) i mimo moich czarnych przemyslen mysle ze jest to
            mozliwe, choc sama w tej chwili mysle to co mysle :( :)
          • kwieto Re: Ela 13.04.04, 13:31
            > Po prostu w duszy sa zwolennikami zdrad.

            Nie oceniasz przypadkiem zbyt pochopnie?

            Co do zdrad - rzadko kiedy biora sie z niczego. Moze po prostu nie pasowaliscie
            do siebie, moze byl jakis inny powod. Ale stwierdzenie ze ktos
            jest "zwolennikiem zdrad" to baaaaaardzo dzuze uproszczenie.
            Prawie nigdy odpowiedzialnosc za dojscie do zdrady nie spoczywa tez wylacznie
            na jednej stronie
            • katja Re: Ela 13.04.04, 18:08
              Nie mam na mysli wszystkich panow, tylko tych dwoch tu na forum , ktorzy
              popieraja zdrady :-((
              Ze my nie pasowalismy do sibie ??So what? mMsz na mysli , ze moj facet ma prawo
              mnie oszukiwac, robic ze mnie "JAJA" ?? W imie czego? Powinnien mi powiedziec ,
              ze cos mu nie pasuje, powinnien przedyskutowac, bo nic takiego nie bylo,
              udawal , ze jest pieknie i ze mnie taaaak kocha!
              • kwieto Re: Ela 13.04.04, 18:58
                > Ze my nie pasowalismy do sibie ??So what? mMsz na mysli , ze moj facet ma prawo
                > mnie oszukiwac, robic ze mnie "JAJA" ?? W imie czego? Powinnien mi powiedziec ,
                > ze cos mu nie pasuje, powinnien przedyskutowac, bo nic takiego nie bylo,
                > udawal , ze jest pieknie i ze mnie taaaak kocha!

                Ludzie robia duzo roznych rzeczy do ktorych nie maja prawa :")
                Jesli nie pasowaliscie do siebie, to predzej czy pozniej musialo sie sypnac i juz. A ze sypnelo sie w taki
                a nie inny sposob... bywa :(
                Choc czasem to tez nie jest powodowane zlosliwoscia, ale np. nieumiejetnoscia/strachem przed
                zalatwieniem sprawy inaczej. tak tez bywa :(
                Istotniejsze pytanie - czy czegos sie w zwiazku z tym nauczylas?
        • j_ar Re: j_ar 13.04.04, 14:57
          > co dokładnie? drogi panie?:)

          w takim slowotoku jest strasznie duzo jakby budowania faktow nieswoich, zbyt
          duzo zdarzen, aczkolwiek nie to, ze mowie, ze nie jest to mozliwe, ale ...
          jakies takie.... no.. przerysowane, tak jakby dodawalo sie nie swoje historie,
          ale to pewnie moj brak zaufania do osob gadatliwych :)))

          > a Tobie o co chodziło? może mi ciemnej kobiecie dasz kilka cennych męski
          > porad?:)

          meska porada: piwo, kumple, wyplakac sie eee.. nie, stop..zaraz...chcialem
          powiedziec, rozerwac sie hahahaha
          • ela-g Re: j_ar 13.04.04, 15:18
            historie nie wszystkie mnie dotyczą przecież, to już mówiłam:)))
            uczymy sie na błedach innych
            gadatliwa jestem raczej a co to źle?
            słuchac tez potrafie oczywiscie, stąd tak szeroka ma wiedza;)))))


            piwo, kumple=kolezanki - tak to jest czasami
            wypłakanie się - też było - czasami pomaga, mało tego uwazam ze nie nalezy
            hamowac emocji:)))

            rozerwac sie - tak musze nad tym popracowac
          • sdzicho j_ar.? 13.04.04, 16:12
            wychodzi na to, ze zgadles pierwszy.
            a ja, dopiero po Tobie.
            • Gość: Ela Re: sdzichu??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 16:42
              a mianowicie co? że jestem.... płaczącą samotna starą panną ;)))):D

              • sdzicho to nie bylo do Ciebie, Elu, 13.04.04, 17:01
                Jestes wspaniala kobieta i jestem tego pewien.
                Ale jestes tu krotko.

                I nie wiesz, jakie "zagrywki"
                odchodza tu, na tym forum.
                Z Toba nie ma to nic wspolnego.
                Twoje imie zostalo wciagniete w to przypadkiem.
                Uwierz mi.
                • Gość: Ela Re: to nie bylo do Ciebie, Elu, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 17:13
                  oczywiscie
                  musicie sie nieźle bawic, nie ma to jak forum psychologia:))))
                  zresztą od czego są fora
                  • sdzicho nie, Elu, 13.04.04, 18:24
                    nikt tu sie Toba nie bawi.
                    wszystko co napisalem do Ciebie , to prawda.

                    ktos tu bawi sie mna.
                    wybacz, ze nie moge Cie tego blizej wytlumaczyc.
    • ten_sam Oj Ela, Ela... 13.04.04, 13:45
      wiesz co ...? ciezko czyta sie te Twoje posty... Na kazdym kroku rzucasz
      miesem, p..., h..., i tak ogolnie wyczuwam w Tobie jakies leki przed facetami,
      uprzedzenia..
      Masz garstke tzw przyjaciol, a reszta to wg Ciebie motloch, ktory sam nauczyl
      Ciebie pogardy do siebie. Niedobrze!
      Nie kwapisz sie wyjsc za maz - bo obawiasz sie zdrady. Ale czy to jest
      normalne? To tak samo jak powiedzialby ktos, ze nie wejdzie do auta, bo
      zdarzaja sie wypadki, i dopiero wejdzie do takiego, w ktorym bedzie mial
      pewnosc ze w nim wypadku nie bedzie.
      Czy tych lekow nie wynioslac aby z dziecinstwa? ...czy nie chodzi tu moze o
      jakies bledy popelnione przez Twoich rodzicow..?
      Stworzylas sobie swoj wyidealizowany swiat, ktory nijak sie ma do otaczajacej
      nas rzeczywistosci, i nie potrafisz rozgraniczyc ziarna od plew.
      Sa sytuacje kiedy w malzenstwie nie otrzymuje sie tego czego sie po nim
      oczekuje i nie jest to od razu powod do rozwodu. Jest to sytuacja przejsciowa,
      i jesli w zaistnialej sytuacji nie ma naszej winy to niby dlaczego mamy sobie
      zawiazac na supelek albo stosowac jakies niezdrowe praktyki???? Zupelnie co
      innego jesli w malzenstwie wszystko gra, a mimo to ktos notorycznie zdradza.
      Wtedy owszem to juz jest choroba, i to powinnas umiec rozgraniczyc. Chociaz i w
      takim przypadku nie powinno sie nikim gardzic, a co najwyzej mozna tylko
      wspolczuc.
      A wiec nie zawsze zdrada rowna sie zdradzie, podobnie jak kradziez -
      kradziezy,...o ktorej cos wspomnialas. Bo jesli ktos np. ukradnie bulke bo jest
      glodny, to nie bedzie to tym samym co ktos ukradnie list komus ze skrzynki, a
      co gorsze jesli wtyka nocha do tej skrzynk regularnie... prawda...?
      Wiec powiedz kto wg Ciebie zasluguje tu na oplucie???
      Boisz sie zdrady, ale nie zdajesz sobie sprawy, ze swoim strachem, obawami
      przed nia, sama przyciagasz ja tylko do siebie. Zawsze swoimi myslami
      sprowadzamy na siebie to - czego sie najbardziej boimy. Kobiety ktore boja sie
      alkoholikow wlasnie za nich wychodza, ktos kto boi sie biedy - tkwi w niej,ktos
      kto boi sie chorob - zachoruje,..itd itp..
      Wiec jesli kiedys dostapisz tego zaszczytu ....:)))), to juz teraz z calym
      przekonaniem moge Ci powiedziec... :)))) i mozesz byc tego pewna!
      Bedziesz tak dlugo tkwila w tym stanie, dopoki nie zaakceptujesz tego
      wszystkiego takim jakim jest, dopoki nie pozbedziesz sie pogardy do innych, bo
      przeciez wszyscy jestesmy tacy sami, z takimi czy innymi slabosciami, i nie nam
      dane wzajemnie sie sadzic, obmawiac, czy warowac pod czyims lozkiem.
      A co do Twoich lekow... to moze poddalabys sie tak jakiejs hipnozie..? Bo czy
      kazdy facet ktory do Ciebie podchodzi, nawet ten co zdradzil, czy zdradza,
      upatruje w Tobie kolejna "ofiare"? Czy uwazasz ze mezczyzni to takie prymitywne
      organizmy ktore nastawione sa tylko na zaspokajanie potrzeb fizjologicznych i w
      kobiecie poza jej cialem juz nic innego nie widza? MYLISZ SIE!!!
      Chyba masz na tym punkcie faktycznie jakas obsesje...



      • ela-g Re: Oj Ela, Ela... 13.04.04, 14:29
        bardzo się mylisz i jakos nie chce mi sie tłumaczyc tego wszystkiego od początku

        co uwazasz?
        skąd wiesz ze problemy malzenskie sa przejsciowe?? - ile czasu zakladasz na to
        przejscie? miesiac? dzien? rok?
        skoro juz na początku problemow wiesz ile będą trwały to jestes jasnowidzem i
        nawet hipnoza ci niepotrzebna
        jezeli uwazasz ze zamiast wiązać na supełek - lepiej znaleźc sobie kogoś na
        boku, żeby potem powrócić do zony jest dobrym rozwiązaniem to gratuluje:)
        no w końcu pisałam seks to tylko seks, jezeli znajdziesz osobe z podobnym
        nastawieniem i tez bez oczekiwan to dlaczego nie?
        gorzej jezeli tej nowej zaczniesz obiecywac złote góry i mówic o wielkich
        uczuciach zamiast powiedzic wprost ze sobie nie zwiazesz na supełek i chcesz
        miec gdzie spełnic swoje potrzeby - i powiem ze mimo wszystko i mimo ogolnej
        rzeczy jaka sie twierdzi o kobietach jest wiele kobiet ktore sie na taki uklad
        by zdecydowaly ale
        nie zniosą upokorzenia i krzywdy jaka wiązę się z dawaniem pustych obietnic
        a problemy malzenskie moga byc rozne - np. choroba zony kiedy nie moze sie
        bawic w lozku itd itp. no i co biedny gosc ma zrobic twoim zdaniem? zwiazac na
        supelek? ;))))))
        poza tym nie BOJE sie zdrady TYLKO NIE CHCE BYC OSZUKIWANA a to roznica,
        wielu rzeczy sie nie boje i to co piszesz wiem doskonale i "prawdy zycia o
        samochodach" też znam
        pisałam juz ze nie mam patentu na to zeby wyrazac mądre opinie, napisałam w
        swoich przemysleniach to co mi przyszło na mysl w danym momencie, gdyby sie
        zastanawiała nad swoimi słowami mogłabym je bardziej ubrac w słowa i przemyslec
        ale wtedy nie byłyby wyrazeniem moich mysli wtedy o 2 w nocy
        "Sa sytuacje kiedy w malzenstwie nie otrzymuje sie tego czego sie po nim
        > oczekuje i nie jest to od razu powod do rozwodu. " a do CZEGO?
        jest to powód do szukania zastępstw?
        może ta druga strona nawet nie wie czego od niej oczekujesz?????

        "Jest to sytuacja przejsciowa, > i jesli w zaistnialej sytuacji nie ma naszej
        winy to niby dlaczego mamy sobie > zawiazac na supelek albo stosowac jakies
        niezdrowe praktyki???? "
        Skąd wiesz, ze nie ma twojej winy skoro sam pisales wczesniej ze wina zawsze
        jest po srodku?
        Czy zdrową praktyką jest spotykanie się z innymi babami za plecami na seks?:)
        pomijam już kwestię załapania jakiegoś choróbstwa i ewentualne zarazenie ślubej
        jak jej złość przejdzie:))))
        Ciekawa teoria - powiększyłam sobie przez nią zasób wiedzy.;)
        wiesz - kobiety są rozne - pisałam juz o kolezance ktora dowiedziala sie o
        drugiej - w ktorej zakochany byl jej maz i zaprosila ja do lozka
        pisalam juz ze seks to tylko seks ale tez az seks - i moim zdaniem gorszą
        rzeczą jest zdradzanie kogos psychiczne a nie tylko fizyczne
        pisałam tez o tym ze w zyciu mozemy kochac wiele osob ale tez powinnismy
        ustalac jakies priorytety
        problemy z dziecinstwa? - coz mysle ze moze moje dziecinstwo nie było ze złota
        ale nie mogę chyba narzekac na problemy wieksze od średniej krajowej w miarę
        zdrowych kochających się rodzinach

        czy sobie stworzyłam wyidealozowany swiat? - moze troche, chciałabym tego czego
        chcą wszyscy, takze wy faceci, ale nie mogąc tego dostac albo osiagnac po
        prostu idą po najmniejszej linii oporu
        znam zycie, znam swiat i staram sie odszukac w jego realiach ale nie chciałabym
        zyc w syfie
        moje słownictwo? - coz jestem dosc subtelna i delikatna ale czasami mam mocne
        słownictwo, i na ogól mowie to co mysle, plus tego jest taki ze nie mowie tylko
        tego co ktos chce uslyszec

        co do rownosci zdrad i innych rzeczy o tym tez juz pisałam - nie chodzi mi
        tylko o sama zdrade w kategorii seksu

        nie jestem sędzią żeby kogokolwiek sądzic czy tym bardziej opluwac
        napisałam czego nie chce i tyle
        jak ktos chce np. zdradzac to ja mu nie bronie, ale nie chce być tą którą
        oszukuje - bo staram sie szanowac osoby z ktorymi jestem, i chciałabym zeby
        ktos sznował mnie
        poza tym - takie gadanie jak twoje jest niczym innym jak szukaniem
        usprawiedliwien a usprawiedliwic mozna wszystko i znaleźć motywy
        co do kradnących butelki z głodu - powinno sie znaleźć motyw - w tym przypadku
        głód i pomóc na tyle komus zeby nie musiał krasc z głodu wlasnie - to tez
        przenoscia zebys mi nie wytykał znowu rysowania idealnego swiata

        co do strachu - wiem o tym, ze przyciagamy to czego sie boimy ale tez mamy to
        czego chcemy (podswiadomie) wiec tak naprawde wazne jest to czego chcemy
        wewnętrzenie, i co jest dla nas wazne
        strach - to uczucie ktore kazdy czlowiek ma w sobie, i nie istnieja tacy ktorzy
        niczego sie nie boją "ten który nigdy się nie boi, nigdy nie kochał, skoro nie
        kochał to jaką radość miał w życiu? " - Lancelot :)))))) tak tak to z opowieści
        o rycerzach okrągłego stołu więc to jeden z tych puntów nierealnego świata
        który twoim zdaniem sobie stworzyłam;)))))

        a własnie - A ty? nie boisz się? przeciez sie trzesiesz ze strachu przed utratą
        nawet tego co ci nie pasuje i dlatego przeczekujesz zeby nie musiec wiazac w
        supełek:) - (pewnie jest co wiązać;))))

        "Bedziesz tak dlugo tkwila w tym stanie, dopoki nie zaakceptujesz tego
        > wszystkiego takim jakim jest, dopoki nie pozbedziesz sie pogardy do innych,
        bo > przeciez wszyscy jestesmy tacy sami, z takimi czy innymi slabosciami, i
        nie nam > dane wzajemnie sie sadzic, obmawiac, czy warowac pod czyims
        lozkiem."""
        co mam zaakceptować? to ze facet bedzie sie smiał ze mnie przed kumplami za
        plecami albo obgadywał mnie w lozu z jakąs obcą mi panią? czy ty sobie zdajesz
        sprawę, z tego, zę gdybym sie godziła na niektóre propozycje wiedziałabym o
        zonach niektorych panow pewnie wiecej niz one same o sobie, mogłabym do takiej
        zony zadzwonic do domu czy przyjsc jakbym była wyrachowaną pipą pod nieobenosc
        jej slubnego i powiedziec jej w której szufladzie ktorej szafy w sypialni
        trzyma swoje majtki i biustonosze? kiedy ostatnio miała orgazm i jaki ostatnio
        miała problem ze swoją mamusią? - to jest fair? obgadywanie i opowiadanie o
        swoich w sumie intymnych sprawach obcym babom w tym przypadku mi przez mezow,
        ktorzy moze przeczekuja swoje "problemy?"
        ""Czy uwazasz ze mezczyzni to takie prymitywne > organizmy ktore nastawione sa
        tylko na zaspokajanie potrzeb fizjologicznych i w kobiecie poza jej cialem
        juz nic innego nie widza? MYLISZ SIE!!!""
        oj mój drogi nie odrobiłes lektury:))) powiedziałam Ci żebys wpierw przeczytał
        to co napisałam a potem sie wypowiadał
        nigdy i nigdzie nie napisałam, że uwazam facetow za prymitywne...... itd.
        wręcz przeciwnie - powtarzam są rozni faceci i rozne kobiety i nie ma tego co
        rozgraniczac na płeć
        poza tym własnie uwazam ze wielu facetow widzi w kobiecie wiele rzeczy nie
        tylko seksabnil
        poza tym nie uwazam ze kazdy facet upatruje we mnie Ofiary do zdradzania, wręcz
        przeciwnie - czasami to ze mną chce zdradzac;)))) - żartuję ale częsciowo
        niestety
        mysle ze wszystko zalezy od ludzi i ja po prostu przez swoje doswiadczenia mam
        W TEJ CHWILI takie nastawienie, że mysle to co mysle (przeczytaj wszystko to
        moze bedziesz wiedział) i TYLE i MAM NADZIEJE ZE TO SIE ZMIENI
        co do moich przyjaciół to mam wielką garsć a nie garstkę i chwała za to
        nie uwazam ze inni ludzie to motłoch bo poznaje wiele cudownych osob ale
        niektorzy sami pracuja na takie opinie

        co do twojej płenty - to mam nadzieje, że ty tez nie jestes "prymitywnym>
        > organizmem ktory nastawiony sa tylko na zaspokajanie potrzeb fizjologicznych
        i w > kobiecie poza jej cialem juz nic innego nie widza?" a więc widzisz w
        swojej zonie rownież osobę godną szacunku do ciebie
        no ale przeciez w supełek nie związesz - wiec jak ma "złe dni" to wolisz
        kwiatki przyniesc innej?
    • sdzicho tak. 13.04.04, 18:03
      nie bawilem sie Toba.
      wszystko co Ci napisalem, to prawda.

      Ktos tu bawi sie mna.
      wybacz mi, to inna para kaloszy
      nie bede rozwijal tego tematu.
      • Gość: Ela Re: sdzicho IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 20:58
        nie uwazam zebys sie bawił
        nie ma o czym gadac:)))
        miłego dnia(wieczoru)
    • Gość: konwalia Re: z innej beczki, ale związane z gł. wątkiem... IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 13.04.04, 21:21
      Przeklejam z innego forum. To takie małe studium kobiecej nieufności i
      utopijnego pragnienia szczerości w relacjach damsko-męskich... Pod rozwagę
      wszystkim, którzy sugerują, że to w Eli jest problem (" bo jest zimną
      egoistką").

      To będzie taka mała spowiedź. O mężczyznach w moim życiu. Mam 25 lat, studiuję
      na Pewnej Znanej Uczelni, niby jestem atrakcyjna, niby wesoła, niby
      inteligentna. A tak naprawdę nie chce mi się żyć. I nie, nie twierdzę, że
      przyczyną tego są mężczyźni (w myśl hasła "każdy facet to świnia"itp.). Ale po
      kolei: zakochałam się tak naprawdę dopiero (?) w wieku 22 lat. Był moim
      przyjacielem. Najdroższym mi człowiekiem, byłam gotowa zrobić dla niego
      wszystko. Nie był ani bogaty, ani superprzystojny, ani przebojowy. Kochałam go
      bezwarunkowo, za to, że jest. Niestety, nie wyszło nam. On, po wielu moich
      prośbach o szczerą rozmowę, w końcu wydusił z siebie, że mnie nie kocha...
      Doceniłam jego szczerość (cenię sobie prawdę nawet najgorszą) i pozwoliłam mu
      odejść. On jest dzisiaj z inną dziewczyną... Dochodziłam do siebie 2 lata. Nie
      mogłam się w nic (dosłownie nic) zaangażować.. I wtedy po tych dwóch latach
      pojawił się ktoś. Tym razem coś we mnie drgnęło. I wydawało mi się, że to
      uczucie jest z wzajemnością. No właśnie, wydawało mi się. Po pięciu miesiącach
      dowiedziałam się, że on ma już dziewczynę (która w czasie naszej znajomości
      była na stypendium w USA) i że "będzie z nią, bo cała jego rodzina tak chce,
      jego i jej ojciec mają wspólne interesy i on nie może jej zostawić, choć kocha
      mnie"... Pomijam te słowa milczeniem (podobnie jak moją naiwność, bo zaufałam
      temu człowiekowi; okłamywał mnie od początku znajomości, twierdząc, że nie ma
      nikogo). A najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że znowu pokochałam... Od
      tamtego czasu minęło 8 miesięcy i myślę, że zamknęłam się już na dobre. I wiem
      nie można sie użalać nad sobą, ale ja jestem wypalona. Pusta. Odpycham każdego
      mężczyznę, który próbuje się zbliżyć, nie ufam, czuję się jak dzikie zranione
      zwierzę. Choć mam jeszcze takie momenty, w których czuję, że coś we mnie
      zostało, że może gdzieś żyje jakiś mądry (mądrzejszy ode mnie) mężczyzna,
      któremu mogłabym oddać swoje tak cholernie okaleczone serce. A z drugiej
      strony - któremu będzie chciało się mnie "oswajać", czekać, przebijać przez ten
      mur nieufności??? Wokół jest mnóstwo młodszych, pewnie ładniejszych,
      mądrzejszych,bezproblemowych kobiet. Po co ktoś ma się męczyć. Tak, okropnie
      się użalam nad sobą, ale mam dzisiaj taki ciężki dzień... Bo światu na zewnątrz
      pokazuję uśmiechniętą twarz...
      • kwieto Re: z innej beczki, ale związane z gł. wątkiem... 13.04.04, 21:44
        Szczerze?
        Taka historie moglaby napisac co druga osoba ktora zapytasz.
        Nie to ze nie wierze w jej autentycznosc, po prostu nie ma osob ktore kiedys sie nie sparzyly, nie
        zawiodly na jakiejs milosci.
        Rozumiem zranione uczucia, ale tez jest w tym poscie sporo przesady i malo zrozumienia dla zycia i
        tego ze potrafi ono dosc mocno drwic z ludzkich wyobrazen i pragnien.
        Z drugiej strony, przez podobny etap zniececenia i zawodu tym jak wyglada rzeczywistosc w
        porownaniu z marzeniami predzej czy pozniej musi przejsc kazdy, wiec o ile nie stanie sie to jego
        stacja docelowa to jest to wrecz pozadane (nie chodzi tu nawet o to ze rzeczywistosc jest gorsza, a
        raczej uswiadomienie sobie przemijania wszystkiego, lacznie z miloscia, a wlasciwie zakochaniem - bo
        5 mies. to raczej malo na to by kogos pokochac [nie mylic z "zakochac sie"])

        Innymi slowy - troche duzo egocentryzmu w tym poscie jak dla mnie. Mozna to traktowac jako etap w
        rozwoju - o ile autorka sie na tym poziomie nie zatrzyma.
        • komandos57 Re: slicznie 13.04.04, 21:49
          kwieto napisał:

          > Szczerze?
          > Taka historie moglaby napisac co druga osoba ktora zapytasz.
          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          Nawet OLTi moze taka historie napisac.
        • Gość: konwalia Re: z innej beczki, ale związane z gł. wątkiem... IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 13.04.04, 22:03
          >I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)

          Przekleiłam tekst z forum "Charaktery". Jakie "zagranie"???
          • kwieto Re: z innej beczki, ale związane z gł. wątkiem... 13.04.04, 22:15
            To sygnaturka, bez zwiazku z tematem :")
            • Gość: konwalia Re: z innej beczki, ale związane z gł. wątkiem... IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 13.04.04, 22:44
              :))))))))). Ciężko dziś kojarzę...:)
      • Gość: Ela Re: konwalia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 21:51
        konwalio, cóż myślę że rozumiem cie doskonale
        ale mimo wszystko mysle ze nalezy na to patrzec bardziej szeroko niz same to
        robimy
        jezeli my cos lub kogos tracimy to tak naprawde ta osoba tez to traci, w mysl
        zasady ze wszystko ma dwa konce
        wiec jezeli ktos od ciebie odchodzi to ty go stracisz ale tez on stracil
        ciebie, a wiec moze duzo stracil
        moze rzeczywiscie on nie kłamał mowiaz ze cie kocha, moze mu sie wydawało ze
        kocha ale moze tez jego sprawy rodzinne czy zaborczy starzy sa na tyle dla
        niego wazni ze poszedl im na reke i zrobil to czego chcieli, to tylko oznacza
        ze nie ma wlasnego charakteru a poza tym jezeli faktycznie cie kocha to sam
        sobie zrobil krzywde i sam bedzie tego doswiadczal i pamietał o tym wtedy gdy
        to do niego dotrze, to nie jest w zyciu tak ze niektore rzeczy robi sie tak ze
        nie zostawiaja sladu na naszym zyciu
        moze byc tez tak ze fajnie sie bawil w twoim towarzystwie a posluzyl sie tym co
        nakazali mu rodzice zeby zerwac z tobą i byc z tamtą dziewczyną
        interesy interesami ale to nie ojcowie biorą slub wiec jezeli sa madrymi
        rodzicami, kochaja swoje dzieci to rozumieja to

        co do zamykania sie w sobie, coz, czasami jest tak ze to jest od nas silniejsze
        i mimo ze jedna czasta nas mowi - ze chce sie otworzyc - to ta druga krzyczy
        NIE i pewnie bedzie krzyczec do momentu spotkania innej osoby ktora nas
        zauroczy czy rzuci na kolana, ktora spowoduje ze swiat bedzie wydawal sie
        piekniejszy
        co do przebijania sie przez skorupy to rzeczywiscie czasami przebijajac sie
        zbyt dlugo mozemy po prostu czuc sie zbyt odtrącani, i nawet jezeli bedzie nam
        bardzo zalezalo to mozemy sobie dac spokój (nie mowie ze od razu, bo jezeli na
        kims zalezy to bedziemy starac sie dotrzec do tej osoby) to działa w kilka
        stron, takze w strony facetow jak i kobiet oczywiscie, wiec mysle ze jezeli
        spotka sie osobe, ktora bedzie wydawala nam sie godna zaufania to same bedziemy
        wiedziały ze mozemy otworzyc sie nieco bardziej niz same sobie postanowiłysmy
        na początku
        nie mozemy przecież same się karać bardziej niż zrobiliby to inni i tracic
        swojego zycia na wlasne zyczenie
        owszem są gorsze i lepsze dni i to jest od nas czasami niezalezne, ale tez
        chyba nalezy walczyc i uczyc sie ufac, ktos kto to odwzajemni to super a jezeli
        nie to w sumie jego strata a jezeli juz to napewno nie tylko nasza
    • katja do kwieto 14.04.04, 00:24
      Pytasz mnie , czy zwiazek oparty na dlugotrwalej zdradzie cos mnie nauczyl?
      Uwazam, ze taka zdrade jaka mnie spotkala , tak z najdrobniejszymi szczegolami
      obmyslona za przypadek patologiczny.
      I byc moze ( a szkoda) bede na przyszlosc bardziej podejrzliwa (a nie
      chcialabym, bo nie lubie)i byc moze bede zadala konkretnych odpowiedzi np: gdy
      maz wychodzi z domu , gdzie ? na ile ? po co ?
      Czy to jest zycie? Nie, musze ci odpowiedziec , ze nic mnie ten zwiazek nie
      nauczyl, tylko to , ze w zyciu nie ma pewniaka i kazdemu moze sie trafic zgnile
      jajo na sniadanie.
      • katja i jeszcze jedno... 14.04.04, 00:33
        W zadne tam spermy i takie tam chucie meskie nie wierze, ze on musi jak
        najwiecej dzieci po sobie zostawic, hmmm
        Pokaz mi faceta , ktory chce miec duzo dzieci jesli dzieci wogole????????
        Rozbydlenie zwykle , tak to nazwe, brak szacunku dla innych..
        Chce zdradzic to zdradzam ...a czy jakies normy nie istnieja , pomyslal pan o
        pani, ktora bedzie to przezywala, bedzie smutna, bedzie ja to bolalo?
        i wice wersa, oczywiscie
        A ja chce wyniesc wszystko ze sklepu, ukrasc, pobic, wyrwac torebke...chyba
        obowiazuja nas jakies miedzyludzkie normy, nie wolno krzywdzic innych.
        Kurcze! Chcesz skakac na boki, powiedz to zonie a ona w miedzyczasie przygotuje
        ci ciepla kapiel i pizamke flanelowa do spania, jak bys zechcial wrocic
        • komandos57 Re: i jeszcze jedno... 14.04.04, 00:38
          a gdzie sprzatasz?
    • Gość: Aster Re: moje przemyslenia nocne IP: *.magma-net.pl 17.04.04, 07:14
      Podzielam Twoje widzenie wielu spraw ale po
      przeczytaniu całości widzę tu pewien zgrzyt.
      Chodzi o tych żonatych facetów.

      Oczywiście jeśli chcą wejść w inny związek, to nie ma
      dla nich żadnej taryfy ulgowej (w relacji do drugiej kobiety).
      Żadnej gry na dwa fronty, kręcenia, oszukiwania i tak dalej.
      Ale dla kobiety wolnej jest to z definicji sytuacja wysokiego ryzyka.
      Nawet mówienie o rozwodzie jest tak ograne że aż wstyd.
      Deklaracje bez faktów są nic nie warte.
      Nie twierdzę, że niemożliwy jest wtedy udany związek,
      tylko że jest to sytuacja nadzwyczajna i chyba nie można
      podejść tak po prostu jak wtedy, gdy obie strony są wolne.
      Znam nieliczne pozytywne przypadki ale wtedy osoba zajęta
      musiała wybrać (i to szybko) a ta wolna trochę poczekać.

      Bo osoba zajęta, to coś jakby tabu. Naruszamy - są skutki.
      Wolna osoba chyba zawsze cierpi i to bardziej.
      A dodatkowo, nawet mając czyste i poważne zamiary, jakoś
      przyczynia się do wzrostu liczby tych pokręconych związków.
      Największa zaś pułapka to wczuwanie się w problemy
      które osoba zajęta ma w swoim zwiazku choć wydaje się
      to takie zwykłe, ludzkie i normalne. Myślę, że potwierdzi to
      większość osób które same przez to przeszły.

      Ciekawie się czyta Twoje przemyślenia,
      może będą jakieś "wiosenne"?
      • Gość: Ela-g Re: moje przemyslenia nocne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.04, 12:09
        Gość portalu: Aster napisał(a):
        Oczywiście jeśli chcą wejść w inny związek, to nie ma
        > dla nich żadnej taryfy ulgowej (w relacji do drugiej kobiety).
        > Żadnej gry na dwa fronty, kręcenia, oszukiwania i tak dalej.

        w moim przypadku nie ma bo ja uwazam ze nalezy jedną rzecz zakonczyc zeby drugą
        zacząc
        1. jezeli mam meza(jestem w związku)- co prawda byc mezatka a byc w zwiazku to
        czasami dwie rozne rzeczy ale moim zdaniem relacje partnerskie powinny byc
        utrzymywane w sposob na tyle prawdziwy zeby bylo tam porozumienie
        to znaczy jezeli jestem w zwiazku - to albo jest mi dobrze i jest ok
        2. albo jest mi niedobrze tylko troche i staram sie przeczekac (niektorzy wlaza
        w romanse wtedy) ale tez moim zdaniem powinno sie od razu reagowac i starac cos
        zmienic - jezeli wyjdzie zmiana to super, jezeli nie to ma sie pretensje do
        siebie ale wie sie na czym sie stoi i mozna cos przedsiewziac - owszem milosc
        polega na dawaniu szans drugiej stronie i kompromisach ale do czasu, dawanie
        ich w nieskonczosc jest strata naszego czasu i zycia w sumie, nawet jezeli np.
        rozstanie jest dla nas bolesne
        3. albo jest mi źle w zwiazku - i wtedy osoby nadal sa ze soba, narzekaja,
        meczą się itd itp. ale sa dla "dobra dzieci, rodziny, tesciow, opini itd itp" a
        tak naprawde ze strachu przed byciem samemu i brakiem jaj do podjecia decyzji i
        wtedy SZUKAJA nowej osoby, jak znajda dopiero jak sa pewni tej innej podejmuja
        decyzje o odejsciu i czesto na jej barki zwalaja odpowiedzialnosc za "rozbicie
        swego cudownegol;)))) zwiazku" tak samo jak ich partnerzy - podczas gdy nie
        zauwazaja ze problem pojawil sie duzo wczesniej i tak naprawde to nie ta nowa
        osoba ponosi tu wine - ale wlasciwie stara ktorej nie starczylo odwagi zeby
        odejsc wczesniej

        " Ale dla kobiety wolnej jest to z definicji sytuacja wysokiego ryzyka.
        > Nawet mówienie o rozwodzie jest tak ograne że aż wstyd.
        > Deklaracje bez faktów są nic nie warte."
        I tak i nie bo wszystko zalezy od faceta i jego umiejetnosci podejmowania
        decyzji, czasami nawet powiedzenie zonie NIE jest lepsze niz oszukiwanie
        siebie, innych i wszystkich dookoła ale do tego trzeba miec charakter.
        Znam kilka par, które zaczeły swoj zwiazek z tą "zajętą " stroną która została
        wolna i teraz sa szczesliwym malzenstwem.

        "Znam nieliczne pozytywne przypadki ale wtedy osoba zajęta
        > musiała wybrać (i to szybko) a ta wolna trochę poczekać. "

        moim zdaniem ktoś kto wybiera tak na zimno - "albo kupno jabłek albo gruszek
        tak naprawde nie jest przekonany do konca co chce zjesc inaczej mowiac wydaje
        mu sie ze jak zje gruszke to bedzie ok ale jak mu sie trafi jabłko tez moze
        ujdzie w tłoku" - o tym właśnie piszę o świadomym ale zgodnym z sercem
        podejmowaniu decyzji a nie tylko kalkulacjami, w sposób zimny czy odejśc czy
        zostać i która będzie mu lepiej pasować do jego wizji idealnego świata
        nie mówię o miłości która od razu rzuca na pysk bo ona róznie się konczy i
        tylko nieliczni mają jakby szczescie ze przeradza się ona w miłosc tą na szare
        zycie, ale też jak się kogoś kocha tak szczerze i prawdziwie to mimo ze
        szarzyzna dnia wiele rzeczy zabiera nam takich górnolotnych i zwalajacych z nóg
        to tak naprawde od nas samych bedzie zalezalo to czy i jak bedziemy tą miłość
        przezywali i nawet po 20 latach zwiazku mozna dostawac mrówek w okolicach
        krzyza na widok wlasnego slubnego - (mam wiele roznych znajomych w rozpietosci
        wiekowej od dwoch lat po 90, i znam naprawde szczere opowiesci tych ludzi o
        swoim zyciu, strachach, lekach, marzeniach wiec dzieki temu tez moje wlasne
        spostrzezenia sa jakby szersze)

        ja mowilam o tym ze nawet facet/kobieta ktora ma rodzine moze sie zakochac na
        nowo i ma prawo odejsc ale jezeli robi to swiadomie i nie zamienia jednego
        faceta/kobiety na drugą/iego od tak w ramach zimnych kalkulacji, "że sobie
        wybiera a nie czuje" to nie wrózy to nic dobrego a juz napewno zero uczuc
        jezeli ktos naprawde ma w sobie to cos, mimo ze moze bac sie samotnosci (ja tez
        sie jej boje jestem tylko zwykla osoba) ale tez powinien miec swiadomosc jak to
        jest byc samemu tak zeby jego wybór i bycie z kims nie było tylko przysłoniete
        strachem na tyle ze całkowicie przewazalo jakiekolwiek uczucia
        strach ma wielkie oczy i to sami ludzie pozwalaja mu brac gore nad ich zyciem

        > Bo osoba zajęta, to coś jakby tabu. Naruszamy - są skutki.
        > Wolna osoba chyba zawsze cierpi i to bardziej.

        wszystko działa w dwie strony, skoro strona zajęta "trzyma się ślubnego z
        roznych powodow poza miloscia, rownie dobrze moze odejsc rowniez z roznych
        powodow, osoba wolna nie musi brac na siebie CALOSCI odpowiedzialnosci za
        decyzje innej osoby, bo to nieprawda,
        to sama osoba zajęta podejmuje decyzje, nie tylko się narusza jej zycie, ona
        sama je kreuje i to ona je narusza (np. idąc na romans z osobą trzecią, która
        wydzwania i narzuca sie- inaczej mówiąc np. mąż jakiejs pani ma wybór, jezeli
        poznaje w pracy jakąś kolezanke ktora na niego przykladowo leci bo tez tak byc
        moze ze babka zagiela sobie na niego paluszek bo jej sie podoba nawet tylko na
        seks i co? mąz moze skorzystac ale nie musi, nawet jezeli ona sie mu podoba i
        prawda jest taka ze są mezczyzni ktorzy powiedzą "NIE - ja mam swoją rodzine,
        swoją zone i kobietę, ktora jest dla mnie po prostu wazna i majac swiadomosc
        tego ze dlugo jej szukalem nie bede ryzykowal utraty tego co jest dla mnie
        wszystkim dla przelotnego romansu/seksu nawet z fajną babką" - TO dokładny
        cytat jednego z moim przyjacioł
        zaś drugi facet, powie - dlaczego nie, sama wlazła, sama chciała , niezla jest
        wiec mozna skorzystac i podwyzszyc swoje ego a na wypadek gdyby sie nie
        odczepila i spodobała a zona zaczela miec migreny zawsze mozna miec w zanadrzu
        a jakby w razie co zona wywalila z domu to mozna przewieźć rzeczy z chalupki do
        drugiej chałupki i tyle

        na tym wlasnie polega roznica wiec tak jak nadal twierdze ze osoba zajeta moze
        bedac juz w zwiazku poznac swoja prawdziwa milosc liczy sie sprawa jak potrafi
        rozstac sie z obecną osoba i na co ją stac

        "> A dodatkowo, nawet mając czyste i poważne zamiary, jakoś
        > przyczynia się do wzrostu liczby tych pokręconych związków"
        każdy ma to co tak naprawde chce miec , wiec wiekszosc rzeczy tak naprawde na
        wlasne zyczenie i glupote samych zainteresowanych mimo ze potem mówią "jak to
        sie stało? jestem taki nieszczesliwy" zycie daje nam to czego chcemy nawet
        podswiadomie nie zdajac sobie z tego sprawy i sami jestesmy w duzej mierze
        odpowiedzialni za to co nas spotyka (nie mowie oczyczywiscie ze zawsze, trudno
        byc odpowiedzialnym czy chciec np. dowiedziec sie ze sie ma raka)

        "> Największa zaś pułapka to wczuwanie się w problemy
        > które osoba zajęta ma w swoim zwiazku choć wydaje się
        > to takie zwykłe, ludzkie i normalne. Myślę, że potwierdzi to
        > większość osób które same przez to przeszły."

        to prawda, ze czasami wiele trzeba akceptowac jezeli chodzi o zwiazek z osoba
        zajeta, np jego dzieci, milosc do nich , itd itp a jezeli sie ma wlasne czasami
        pojawia sie zazdrosc (czesto nieuzasadniona) ze te pierwsze kocha bardziej
        ale tez prawdziwa milosc polega na kompromisach, ustepstwach, rozumieniu
        wybaczeniu, tolerancji, dialogu, checi najwiekszego szczescia dla tej drugiej
        osoby(co nie znaczy ze czasami nie mamy ochoty wymierzyc mu prawego
        sierpowego;))))
        tak czy inaczej trudno stwierdzic bo czasami wiecej sie akceptuje i trzeba
        zaakceptowac jak osoba jest wolna niz zajeta - wszystko zalezy a tez poziom
        tych rzeczy do zaakceptowania jest trudny do "zmierzenia"

        a wiosenne przemyslenia? juz poniekąd w drodze :))) tak naprawde ode mnie
        będzie zależało jakie będą i co się wydarzy, sama je sobie do tej
        pory "zaczerniłam" może na wiosnę będą coraz jaśniejsze
        jak narazie zajmuje , zaczynam zajmowac sie swoją osobą i ... malowaniem
        scian:)))) - nie ma to jak zajęcie fizyczne;)
    • ten_sam Czy.. 22.04.04, 21:47
      ...masz przemyslen nocnych cd. ?
      • Gość: bd Re: Czy.. IP: *.dialup.mindspring.com 22.04.04, 21:58

        ten_sam napisał:

        > Czy...masz przemyslen nocnych cd. ?


        Od cholery.
        • ten_sam Re: Czy.. 22.04.04, 22:13
          to przeczytaj sobie 'cierpienia mlodego vertera'...
          to jest ksiazka napisana specjalnie dla ciebie!!!:)))))

          a wiesz jak nasz bohater skonczyl...?:)

Inne wątki na temat:
Pełna wersja