Dodaj do ulubionych

rozmyslania nad malzenstwem

IP: 194.7.121.* 07.04.04, 11:22
Na ile powinnam sie martwic tym, ze to ma mnie spoczywa obowiazek
utrzymywania rodziny? Pracuje od zawsze i to nawet nie chodzi o zmeczenie czy
przepracowanie, bo lubie pracowac, ale mam psychicznie dosyc uczucia ze nie
moge liczyc na meza gdyby cos, nie mam poczucia bezpieczenstwa, maz jakby
unika wysilku w tej dziedzinie. Teraz dostalam jeszcze lepsza prace, a moj
maz nie pracuje, bo zrezygnowal z pracy, ktora go za bardzo stresowala i nie
byla "dla niego". Nie spieralam sie z jego decyzja, bo powoli dochodze do
wniosku, ze kazdy sam o sobie decyduje, tylko zaczynam sie czuc
wykorzystywana w tym wszystkim. Juz pogodzilam sie z mysla, ze to zawsze
bedzie na mojej glowie i ze moge w tej kwestii liczyc tylko na siebie.
Obserwuj wątek
    • malvvina Re: rozmyslania nad malzenstwem 07.04.04, 12:40
      czyzbys myslala ze maz jest po to aby cie utrzymywac ? nie. -Wiec w czym
      problem. Mozesz liczyc tylko na siebie - jutro jest nieznane.
      • Gość: rejka Re: rozmyslania nad malzenstwem IP: *.crowley.pl 07.04.04, 13:21
        Problem w tym, ze maz mysli, ze zona jest po to, zeby go utrzymywac.

        On nie liczy na siebie - jutro jest dla niego znane.
        • malvvina Re: rozmyslania nad malzenstwem 07.04.04, 13:30
          jego sprawa
          jesli ona nie jest gaska to w razie czego on poniesie konsekwencje
    • Gość: tumoi Re: rozmyslania nad malzenstwem IP: *.umwo.opole.pl 07.04.04, 13:32
      Jeżeli po powrocie z pracy czeka na Ciebie czyściutki, posprzątany dom, na
      stole czeka ciepły obiad, rano ubierasz czystą i wyprasowaną bluzkę, rachunki
      popłacone, sprawy urzędowe pozałatwiane, kartki świąteczne wysłane - to nie
      powinnaś się martwić. W końcu kto powiedział, że tylko kobiety powinne
      prowadzić dom a mężczyźni zarabiać na rodzinę. A jeżeli oprócz pracy zawodowej
      musisz zajmować się domem - to znaczy, że w domu masz śmierdzącego lenia
      wykorzystującego Twoje dobre ale naiwne serce. W tej sytuacji należą mu sie
      tylko drobne kieszonkowe i wyliczone pieniądze na zakupy (bo na pewno za bardzo
      go kochasz aby wystawić mu walizki za drzwi)
      • Gość: zamyslona rozmyslania nad malzenstwem IP: 194.7.121.* 07.04.04, 13:56
        oczywiscie ze ani maz nie jest po to, zeby utrzymywac zone, ani zona nie jest
        po to, zeby utrzymywac meza, to jest kwestia jak najbardziej wspolna, tylko po
        tylu latach utrzymywania kogos sama chcialabym byc poutrzymywana;
        mimo wszystko maz stara sie robic cos dla domu wiec moze nie jest tak do konca
        zle, ale co bedzie jak beda dzieci, ja tego w ogole nie widze...
        teraz sytuacja nieco sie skomplikowala bo nie pracuje w polsce w zwiazku z czym
        jak juz sie pojawie w domu to maz czuje sie zwolniony z obowiazku gotowania czy
        sprzatania bo niby ja powinnam jako porzadna zona tym sie zajac, tylko skoro ja
        mam i zajmowac sie domem i zarabiac i rodzic dzieci, to co w takim razie ma
        robic maz w takim zwiazku? ja sie buntuje i mowie ze skoro ja zarabiam, to nie
        bede spedzac calego wolnego czasu na gotowaniu, bo nie lubie tego robic, chyba
        musi byc jakas sprawiedliwosc i kazdy musi miec jakies obowiazki, prawda?
        nie uwazam ze mezczyzna powinien zarabic na rodzine tylko i wylacznie, ale
        uwazam ze powinien starac sie na tyle ile moze i nie byc bierny tylko dlatego
        ze zona pracuje
        tu nie chodzi o pieniadze same w sobie, ale o podejscie
        nie mam zreszta co sie dziwic, ja juz na studiach dorabialam, bo chcialam byc
        niezalezna i bylam ciagle bardzo zajeta, a maz prowadzil blogie zycie
        studenckie i w ogole tym sie nie przejmowal
        uwazam poza tym, ze czlowiek najbardziej ceni to, co ma, jezeli sam na to
        ciezko zapracowal, dlatego nie lubie brac pieniedzy od rodzicow, maz wrecz
        przeciwnie uwaza, ze rodzice maja obowiazek pomagac i dawac pieniadze i to tez
        sa ciagle klotnie, bo moi rodzice jezeli juz pozyczaja to do zwrotu, a jego
        rodzice ciagle by dawali mimo ze nie ma takiej potrzeby
        mam wyrzuty sumienia ze tak podchodze bez uczucia do tego, ale to tylko jeden z
        aspektow zycia, ktory akurat obecnie mnie drazni i potrzebuje obiektywnych
        opinii na ten temat

        • Gość: kinia Re: rozmyslania nad malzenstwem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.04, 17:34
          pomysl o rozwodzie poki nie macie dzieci i tyle
          • 38sama Re: rozmyslania nad malzenstwem 08.04.04, 10:41
            Zgadzam sie pomysl o rozwodzie. On zawsze bral a nie dawal i ciagle tak bedzie.
            Przykro mi
    • marija_marija Re: rozmyslania nad malzenstwem 07.04.04, 18:41
      Jejku, toz to o mnie piszesz zamyslona. Odezwij sie na priva, jesli masz ochote.
      • olimpia04 Re: rozmyslania nad malzenstwem 08.04.04, 00:11
        Zamyślona - masz całkowitą rację, że się buntujesz. Jesteś po prostu
        wykorzystywana i masz prawo tego nie akceptować. Czytając to, co napisałaś
        odniosłam wrażenie, że troszkę z innych światów jesteście - inny stosunek do
        pracy, do finansów. I nie bardzo rozumiem - Ty jesteś np. za granicą, a on? po
        prostu snuje się po mieszkaniu? Trochę dziwne. I jeszcze - pracy nie ma, bo jej
        nie specjalnie szuka, czy szuka ale nie znajduje. Bo to jest zasadnicza
        różnica. Myślę, ze przyzwyczaiłaś go do łatwego życia no i są skutki - on nie
        wysila się, bo i tak wie, że Ty sobie świetnie ze wszystkim poradzisz.
        Porozmawiajcie, ale nie zdziw się, gdy okaże się , że on po prostu nie rozumie
        Ciebie. Tak też może być. Ale niezależnie od wszystkiego - nie dawaj się
        wykorzystywać. A jeszcze - ubrania kupuje sobie za Twoje pieniądze?
        PS. U mnie było i jest tak, że ja mam swoje pieniądze, a mąż swoje. I w
        zasadzie wspólnego nic nie mamy. Coś jest albo moje, albo jego. Człowiek
        powinien być wolny w małżeństwie. Takie jest moje zdanie.
        Pozdrawiam
        • Gość: inka_s Re: rozmyslania nad malzenstwem IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.04.04, 09:53
          olimpia04 napisała
          > PS. U mnie było i jest tak, że ja mam swoje pieniądze, a mąż swoje. I w
          > zasadzie wspólnego nic nie mamy. Coś jest albo moje, albo jego

          Ale małżeństwo jest WASZE? Nic wspólnego nie macie. Myślę, że to ma jakiś
          związek z zaufaniem. Dzieci też byłyby twoje albo jego? Wiem, wiem, że chodzi o
          rzeczy materialne, ale tak jakoś samo mi "się pomyślało".
          • olimpia04 Re: rozmyslania nad malzenstwem 09.04.04, 06:47
            > Ale małżeństwo jest WASZE? Nic wspólnego nie macie. Myślę, że to ma jakiś
            > związek z zaufaniem. Dzieci też byłyby twoje albo jego? Wiem, wiem, że chodzi
            o rzeczy materialne, ale tak jakoś samo mi "się pomyślało".

            A tak - to ma związek z zaufaniem. I nie twierdzę, żę nasze małżeństwo jest
            idealne. Mówiłam tu tylko o kwestii finansów. Ale, oczywiście, małżeństwo jest
            to pewna całość, w której wszystkie "dziedziny" łączą się ze sobą - i te
            finansowe i te etyczne. A co do dzieci to córka jest oczywiście NASZA!
            Pozdrawiam już świątecznie
    • Gość: Czesiek jasny gwint.... IP: *.dialsprint.net 08.04.04, 04:40
      ale facet trafil z ta kobieta. Ciekawi mnie na co on cie nabral ?
      Moze ma piekne blekitne oczeta hmmmmm?
    • Gość: ela Re: rozmyslania nad malzenstwem IP: *.ssk.com.pl 08.04.04, 09:54
      Moja sytuacja jest podobna. Od ośmiu lat jestem mężatką. 7 lat temu urodziłam
      dziecko , dwa lata później poszłam do pracy. Mąż przejął płatności,zakupy, itp.
      Nie zajmował się domem i gotowaniem. Mając konto od 8 lat, 2 razy byłam w banku
      przy okazji zablokowanej karty. Budżetem gospodarował on. I wydawało się, że
      wszystko jest ok. Mieliśmy czasami kłopoty finansowe, ale mąż uspakajał, że
      wszystko bedzie ok. Dwa tygodnie temu odkryłam,że mój mąż ma długi,duże. Była
      afera, ale on sobie z tego nic nie robi. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że
      trzeba trzymać zawsze rękę na pulsie. Kontrolować. Ja zajęłam się pracą,
      opędzałam dom i dziecko, a on miał swoje sprawy. Przestałam ufać człowiekowi,
      który był mi bliski. Ja też zaczęłam dobrze zarabiać, a on zaczął przepuszczać.
      Zaczął zwalniać się z pracy ,kiedy miał katar.
      • Gość: zamyslona Re: rozmyslania nad malzenstwem IP: 194.7.121.* 08.04.04, 10:18
        Nie wyobrazam sobie za bardzo oddzielnej kasy i wcale do tego nie daze, chociaz
        sila rzeczy zyjemy z tych pieniedzy, ktore ja zarobilam albo zarabiam. Bardzo
        latwo jest kupowac skoro wiadomo ze pieniadze sa na koncie i wystarczy tylko
        wlozyc karte do bankomatu i tak bylo po slubie, doslowne szalenstwo. Maz
        obecnie siedzi w domu i szuka pracy na szczescie, zobaczymy z jakim skutkiem.
        Mysle, ze sie stara, na tyle, ile moze. Wiem tez, ze mamy rozne spojrzenie na
        to wszystko, ja po prostu chcialabym, zeby zrozumial, ze trzeba w zyciu tez sie
        wysilic czasami, a nie tylko czekac az ktos za Ciebie to zrobi. Chodzi tez o
        to, ze czyms trzeba sie zajac, miec jakis cel, do czegos dazyc a nie iesc na
        latwizne. Ale nie jest az tak zle i nie jestem az tak zrozpaczona, zeby sie
        rozwodzic, troche mam jeszcze cierpliwosci. Poza tym nie ma idealow, gdybym
        miala meza karierowicza to widzialabym go w weekendy i poznymi wieczorami, w
        naszym przypadku to ja ciagle pracuje...
        • seksuolog Uklady 08.04.04, 11:05
          Gość portalu: zamyslona napisał(a):

          > Nie wyobrazam sobie za bardzo oddzielnej kasy i wcale do tego nie daze,
          > chociaz
          > sila rzeczy zyjemy z tych pieniedzy, ktore ja zarobilam albo zarabiam. Bardzo
          > latwo jest kupowac skoro wiadomo ze pieniadze sa na koncie i wystarczy tylko
          > wlozyc karte do bankomatu i tak bylo po slubie, doslowne szalenstwo. Maz
          > obecnie siedzi w domu i szuka pracy na szczescie, zobaczymy z jakim skutkiem.
          > Mysle, ze sie stara, na tyle, ile moze. Wiem tez, ze mamy rozne spojrzenie na
          > to wszystko, ja po prostu chcialabym, zeby zrozumial, ze trzeba w zyciu tez
          > sie wysilic czasami, a nie tylko czekac az ktos za Ciebie to zrobi. Chodzi
          >tez o to, ze czyms trzeba sie zajac, miec jakis cel, do czegos dazyc a nie
          > iesc na latwizne. Ale nie jest az tak zle i nie jestem az tak zrozpaczona,
          > zeby sie rozwodzic, troche mam jeszcze cierpliwosci. Poza tym nie ma idealow,
          > gdybym miala meza karierowicza to widzialabym go w weekendy i poznymi
          > wieczorami, w naszym przypadku to ja ciagle pracuje...

          Cala sprawa w tym ze obie strony w malzenstwie powinny byc zadowolone. A wiec
          jesli na przyklad w ukladzie sado-maso maz bije zone i dostarcza im to
          orgastycznej przyjemnosci to jest w porzadku.

          Wiec jezeli jestes zadowolona z tego ze utrzymujesz meza to jest w porzadku.

          Ale jesli NIE jestes zadowolona to bezwzglednie trzeba to z mezem wyjasnic.
          Normalnie mozna przyjac ze w malzenstwie strony maja jednakowe prawa i
          obowiazki w szerokim pojeciu, nie tylko kasowym. W twoim ukladzie zobowiazania
          meza mozna tez okreslic tak by bylo wam razem dobrze.

          Jezeli maz po prostu stawia sprawe otwarcie ze bedzie sobie pasozytowal na
          tobie i nie bedzie robil nic zeby wam bylo dobrze razem (a nie jest chory i
          nie ma problemow psychicznych np. depresji) to jest to po prostu likwidowanie
          malzenstwa i nie moze tak trwac.
    • j_ar Re: rozmyslania nad malzenstwem 08.04.04, 11:10
      a dlugo nie ma pracy? a szuka pracy? a gdyby zarabial duzo mniej od ciebie, i
      pracowal do pozna a ty bys musiala za to gotowac i sprazatc to bys byla
      szczesliwsza i badziej zadowolona z niego?
      • Gość: zamyslona Re: rozmyslania nad malzenstwem IP: *.consilium.eu.int 08.04.04, 11:36
        Madra mysl, ze po prostu obie strony powinny byc zadowolone.
        No wiec zadowolona bylabym gdyby po prostu pracowal, robil cos w zyciu. Nie
        chce zeby pracowal po to, zebym ja nie pracowala albo zeby zarabial wiecej ode
        mnie (jakos tak sie w zyciu uklada ze ja lapie niesamowite okazje jezeli chodzi
        o prace). Chcialabym tylko miec te swiadomosc, ze jezeli ja zrezygnuje z
        jakiegos powodu z pracy to on wezmie problem finansowy na swoje barki, tylko
        tyle. Absolutnie nie chodzi mi o zarabianie milionow i robienie kariery. Wole
        miec czulego i kochajacego meza niekarierowicza niz karierowicza bez skrupulow.
        Mysle ze moja obecna postawa jest wlasciwa - czekam spokojnie az znajdzie cos
        dla siebie, co bedzie naprawde mu odpowiadalo i staram sie absolutnie nie
        wypominac, ze nie pracuje, czasami jednak wylazi mi jakas kasliwa uwaga.
        • kwieto Re: rozmyslania nad malzenstwem 08.04.04, 12:19
          Pytanie jak to wyglada - to jego staranie?
          Czy wynika z jego inicjatywy, czy raczej dlatego ze Ty chcialabys zeby pracowal?
          Czasem widac, ze ktos sie stara, ze probuje, ale widac tez, ze raczej robi to
          na zadanie niz z wlasnej woli. I zastanawiam sie, czy ma to wlasciwie sens?
          Niby wiele zarzucic nie mozna, a jednak troche jakos nie takos...
        • malvvina Re: rozmyslania nad malzenstwem 08.04.04, 12:19
          mozna byc uroczym czlowiekiem i swietnym kompanionem i nic nie kapowac w
          relacjach z forsa, a nawet i sitkiem byc.
          Chodzi tylko o to co kto akceptuje ...
        • seksuolog Co to za facet? 08.04.04, 14:55
          Gość portalu: zamyslona napisał(a):

          > Madra mysl, ze po prostu obie strony powinny byc zadowolone.
          > No wiec zadowolona bylabym gdyby po prostu pracowal, robil cos w zyciu. Nie
          > chce zeby pracowal po to, zebym ja nie pracowala albo zeby zarabial wiecej
          > ode mnie (jakos tak sie w zyciu uklada ze ja lapie niesamowite okazje jezeli
          > chodzi o prace). Chcialabym tylko miec te swiadomosc, ze jezeli ja zrezygnuje
          > z jakiegos powodu z pracy to on wezmie problem finansowy na swoje barki,
          > tylko tyle. Absolutnie nie chodzi mi o zarabianie milionow i robienie
          > kariery. Wole miec czulego i kochajacego meza niekarierowicza niz
          > karierowicza bez skrupulow.
          > Mysle ze moja obecna postawa jest wlasciwa - czekam spokojnie az znajdzie cos
          > dla siebie, co bedzie naprawde mu odpowiadalo i staram sie absolutnie nie
          > wypominac, ze nie pracuje, czasami jednak wylazi mi jakas kasliwa uwaga.

          To wyglada rozsadnie ale cala sprawa co nieco wyglada dziwnie. Czyli
          trzeba zapytac co to za fact:
          Pracowal kiedys?
          Ma jakis zawod? Moze dobry zawod?
          Zmienil sie, kiedys byl inny? Dlaczego?
          Moze ma depresje?
          Moze psychicznie delikatny i sie zalamal
          np. gdy go zwolnili albo przy szukaniu pracy?
          Co mowi o zyciu (np. zycie jest bez sensu?)
          Jaki ma humor?
          Co w ogole robi, jak spedza czas? Nic??? Ma jakies hobby?
          Moze chocby na seks napalony tak ze pod tym wzgledem
          to mlody wypoczety ogier?
          Dba o siebie, wyglad zewnetrzny?
          Ma znajomych, kontakty towarzyskie?

          Normalny zdrowy facet chocby nie pracowal to jaja ma czyli
          cos bedzie robil bo go hormony pchaja. Jesli tylko lezy na
          kanapie albo oglada TV to cos jest nie w porzadku.
    • Gość: tak samo Re: rozmyslania nad malzenstwem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.04, 16:51
      ja mam podobnie choć ja akurat zonke utrzymuję.Zonka mimo skończonych dobrych
      studiów(wolny zawód) przyzwyczajona jest do dostawania.Wczesniej dawali
      rodzice ,teraz ja.Sam pzyznaje do tego doprowadziłem.Wydawało sie ze tak ma
      byc ,ona jescze studiowała ,ja juz pracowałem .Normalka.Zamieszkalismy u
      mnie,ja płaciłem za rachunki,restauracje itp. łudziłem sie jescze że jak
      skonczy studia to cos sie zmieni(ja pracowałem juz na studiach),ale juz tych
      złudzeń sie pozbyłem.Przydażaja sie mojej zonce jakies prace zlecone (żadnej
      sama nie znalazła,zawsze trzeba było za reke przyprowadzić) ale pieniązki z
      tego natychmiast wydawane są na jej konieczne potrzebne zachcianki.Pogodziłem
      sie z tym ,ale staram nie rozpuszczac za bardzo.Obiadku potrzebuje i prania,od
      swieta prasowania.Taki układ .Spokojnie mogłaby pracowac ,ale woli w domu
      posiedziec ,ok.
      • seksuolog Zabezpieczenie finansowe 09.04.04, 11:52
        Gość portalu: tak samo napisał(a):

        >...
        > swieta prasowania.Taki układ .Spokojnie mogłaby pracowac ,ale woli w domu
        > posiedziec ,ok.

        W takich przypadkach dobrze jest rozmawiac z druga strona ze na dluzsza mete
        moze to prowadzic do przykrych konsekwencji gdy w nieco starszym wieku
        zostanie sie bez srodkow utryzmania: emerytury czy bez grosza na zycie.
        Dobrze jest tez zbierac fundusze na wszelki wypadek.
        • Gość: zamyslona Re: Zabezpieczenie finansowe IP: 194.7.121.* 19.04.04, 13:33
          Tak sobie nad tym mysle i mysle i lepiej mi sie robi jak sobie czytam rozne
          opinie. Maz ma w miare dobry zawod, chociaz jest to zawod gdzie panuje ogromna
          konkurencja, z ostatniej pracy sie zwolnil, bo uznal ze to nie dla niego, i
          zrobil to wlasciwie dzieki temu, ze ja dostalam super prace wiec mogl sobie na
          to pozwolic. Mysle, ze jest takim typem czlowieka, ktory nie lubi sie wysilac.
          Chce pracowac, bo jest mu glupio przed znajomymi, ale siedzac w domu nie popada
          w zbyt wielka depresje. Ja z kolei jestem pracoholokiem, zle sie czuje jak mi
          placa duzo za nic nie robienie, uwazam ze "bez pracy nie ma kolaczy" i nic
          samemu nie przychodzi. Rzeczywiscie jest to problem akceptacji w gruncie
          rzeczy. Jest tyle kobiet na utrzymaniu mezow wiec dlaczego mialoby to nie
          dzialac w druga strone. Moze moje rozmyslania wynikaja tez z tego, ze nie do
          konca czuje sie doceniona, bo to dzieki mnie kupilismy mieszkanie, bo udalo mi
          sie duzo zaoszczedzic, dzieki mnie zrobilismy remont, bo po pracy siedzialam
          jeszcze w domu po nocach zeby dorobic. Lubie prace, ale to nie znaczy, ze
          chcialabym bez przerwy pracowac, czasami czulam sie naprawde zmeczona.
          Ale to nie jest tez tak, ze maz zupelnie sobie wszystko olewa. Remontem zajal
          sie od strony koncepcyjnej i logistycznej (zalatwial wszystko gdy ja bylam w
          pracy) wiec bez niego na pewno nie dalabym sobie rady. Trudno zreszta w
          malzenstwie mowic o sprawiedliwym podziale problemow do rozwiazania, bo
          przeciez wszystko jest wspolne. Kiedys bardzo sie denerwowalam na zyciowa
          postawe meza, teraz przyjmuje to ze spokojem. Nie godze sie tylko na robienie
          wszystkiego. Ale ostatni tydzien spedzilismy razem i to maz mi gotowal.
          • anula36 Re: Zabezpieczenie finansowe 19.04.04, 14:03
            No to co teraz piszesz wyglada ok- po prostu kazde z was sie czyms zajmuje w
            tym zwiazku, nie wyglada na to,ze Twoj moz lezy na kanapie i czeka na pochwaly:)
            Gotuje, remontuje, pewnie zalatwia wszytkie biezace zreczy, jak ciebie nei ma w
            POlsce. W dzisiejszych czasach role mezczyzny i kobiety nie sa juz takie
            sztywne, ja zyje w wolnym zwiazku, nie mamy wspolnegokonta, oboje pracujemy i
            robimy wszystkie inne rzeczy na zmiane, jak kto ma czas to robi zakupy, gotuje,
            sprzata, prasuje,zamawia i pilnuje fachowcow itp.
            Czuje sie obecna sytuacja na tyle usatysfakcjonowana ze nawet jesli moj facet
            stracilby prace, nie robialbym problemow, troche chyba bym sie wkurzyla jesli
            by zrezygnowal , bo to bnie dla niego, sama stracilam prace i to czym sie teraz
            zajmuje tez nie moge okreslic,ze jest dla mnie, ale nie chcialam obciazac
            partnera, a szukac mozna caly czas.Moze dlatego,ze nei mamy wspolnego konta i
            musialabym go jednak w jakis sposob prosic o kase? Ale jamialm przerost
            dojrzalosci juz w przedszkolu:)
            Nie namawiam cie do rozdzialu kasy bo to na pewno w niczym nie pomoze, ale moze
            twoj maz w tym czasie kiedy szuka pracy mogly sobie znalezc jakas choc mala
            fuche, troche dorobic i przy okazji wyjsc z domu?
            Jedyny problem moze byc z dzieckiem, w koncu to ty muszisz urodzic:) I jesli
            checcie zachowac dotychaczasowy poziom zycia to szybko wracac do pracy. Co
            wtedy-czy moz sie zajmie malym dzieckiem, czy bedziesz musiala znow brac
            fuche,zeby zaplacic opiekunce.
            Jak Twoj maz to widzi?
            Warto sie zastanawiac nad zwiazkiem, cos w nim ulepszyc, ja osobiscie nie
            jestem zwolenniczka rozwiazan zasadniczych ( rozstanie), o ile sytuacja nie
            jest nierozwiazywalna w zaden inny sposob.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka