Dodaj do ulubionych

zacięłam się

26.03.11, 10:01
W swojej wybitności się zacięłam (zawodowo). Nie mogę ruszyć ani Tu (lubię to straszliwie, ale sensu nie widzę, korzyści (wymiernych) też nie), ani Tu (oczekiwane profity ($) mogą być niezłe, ale nic mnie to nie obchodzi-gapię się w okno). Za nic nie mogę ruszyć w żadną ze stron, bo wiem, że przegram. W każdej inaczej, ale przegram. Myślenia wyłączyć też nie mogę (próbowałam), bo "wiem", a jak "wiem" to oszukać siebie nie mogę. Próbowałam. Zacięłam się. Zwyczajnie się zacięłam. Tak się zacięłam, że mam ochotę wziąć pistolet, wyjść do pokoju obok i strzelić sobie w łeb. Bez świadków. Godnie. Niestety, chrześcijanką jestem. Staram się być dobrą chrześcijanką. Zacięłam się. To geny. Zacięłam się. Cholera jasna!
Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: zacięłam się 26.03.11, 10:53
      To pomyśl o czymś co najbardziej lubisz robić
      i rób to - przyjemność zmniejszy " skurcz" zacięcia i umysł ma szanse
      na podjecie sensownej decyzji.
      Nie od razu bedzie to rozwiązanie Twojego problemu,
      może tylko pierwszy krok, a potem nastepny i nastepny....
    • paco_lopez Re: zacięłam się 26.03.11, 11:27
      nie zwalaj wszystkiego na geny. dzieci masz ? może zrób przerwę.
      • larusse Re: zacięłam się 26.03.11, 11:51
        paco_lopez napisał:

        > nie zwalaj wszystkiego na geny.

        Nie zwalam. Wiem to moja wina. Genów też.


        >dzieci masz ? może zrób przerwę.

        Nie mam. To najgorsze co mogłabym teraz zrobić.
        • 7zahir Jak to dobrze, że napisałaś....martwiłam sie 26.03.11, 11:57
          że zrobisz coś strasznego.
          Myslę, że dobre dla Ciebie byłoby poszukanie fachowej pomocy.
          Możesz też bardziej precyzyjnie napisać, na czym polega Twój problem.
          Jest szanas, że ktoś miał tak samo i napisze Ci jak sobie z tym radzi, lub poradził.
          Takie " wyrzucenie" z siebie tego co nas gnebi też przynosi ulge.
          • larusse Re: Jak to dobrze, że napisałaś....martwiłam sie 26.03.11, 12:04
            Nie, spoko:) Nie potrzebuję fachowej pomocy. :)

            Po prostu się zacięłam. Nie ruszę w żadną stronę. Nic mnie nie gnębi. To taka niemoc (moja koleżanka mówi, że "jak u ruskiej inteligencji"). Niech to szlag!
            • 7zahir Re: Jak to dobrze, że napisałaś....martwiłam sie 26.03.11, 12:13
              To skorzystaj z rady - w moim pierwszym wpisie :-)
        • paco_lopez Re: zacięłam się 26.03.11, 18:35
          jakbys miała 44 lata i troje dzieci, to zgoda. a jesli jak większość dzisiaj trzymasz do świętej nigdy, to co miesiąc będzie cię tam dopadać jakieś coś, bedziesz próbowała to nazwać i przemądrzysz zwykły zew natury. tymbardziej że masz - jak twierdzisz wspaniałego męża.
          • larusse Re: zacięłam się 26.03.11, 20:36
            Weź mnie nie wkurzaj, paco. Żyć mi się nie chce, Ty mi dzieci każesz rodzić.
            Nie mam czasu. Zresztą, nie stać mnie na dzieci. Dzieci to najgorsze co mogłoby mnie teraz spotkać.
            • paco_lopez Re: zacięłam się 27.03.11, 17:07
              tak a ja to jestem szejk truteń zapylacz i dlatego mam dwoje. widze że nikt z młodzieży nie optuje wcale . przestaje się dziwić pomału. nic ci nie każe. ja do ciebie pisze z drugiej strony. wiem że łatwo policzyć co ja bym tam nieuskutecznił jeszcze jakbym nie musiał tracić czasu na dzieci. jakby wszystkim przyszło do głowy ze powinni mieć conajmniej jedno, to lepiej byśmy się rozumieli, a tak jedni mają psy i sie zastanawiają czy może około czterdziestki będzie lepiej, bo taniej a drudzy mają dzieci, bo się niezastanawiają z tym że odpada im myślenie o tym czy i wogle i dlaczego. potem sie okazuje, że wnuczek to bardzo fajny gość . jest to zawsze jakaś szansa. wygląda, ze coraz mniej realna. przyjdzie się obracac w gronie szagieroidów, last minute. no to może być ciekawe.
              • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 20:54
                Paco-szejku, łatwo Ci mówić, bo jesteś facetem. To nie Ty musiałeś nosić brzuch przez kilka miesięcy, dbać o siebie, dobrze się odżywiać, łazić do lekarza, kontrolować to, tamto, siamto, później siedzieć w domu z dzieckiem przynajmniej przez kilka miesięcy i dbać i odżywiać i blebleble.

                Paco, mnie się nie chce nawet myśleć o tym, że muszę sobie jakieś śniadanie zorganizować do pracy. Wkurza mnie to, że muszę w drodze do windy kupić kanapkę, że trzeba wyjąć portfel, że wcześniej muszę pomyśleć czy mam to cholerne 3,5 zł w drobnych (bo pani zazwyczaj nie ma wydać). Jeśli jest zimna to muszę jeszcze zdjąć rękawiczkę, później muszę zastanowić się czy chcę z kurczakiem czy z tuńczykiem, bo pani na moje "wszystko jedno" i tak mówi: ale proszę powiedzieć, dalej muszę tę cholerną kanapkę trzymać w windzie, bo nie mieści mi się w torebce. I tak jadę na 13 piętro i trzymam tę cholerną kanapkę. Nie dość, że tyle z nią kłopotu to później jeszcze muszę myśleć o tym, że jestem głodna i trzeba ją zjeść. I ja mam mieć dzieci??? Jeszcze jak sobie pomyślę, że jest szansa (a raczej nieszansa), że to dziecko będzie takie jak ja (czyli "dziwne") to już w ogóle mi się odechciewa wszystkiego.


                paco_lopez napisał:

                > tak a ja to jestem szejk truteń zapylacz i dlatego mam dwoje. widze że nikt z m
                > łodzieży nie optuje wcale . przestaje się dziwić pomału. nic ci nie każe. ja do
                > ciebie pisze z drugiej strony. wiem że łatwo policzyć co ja bym tam nieuskutec
                > znił jeszcze jakbym nie musiał tracić czasu na dzieci. jakby wszystkim przyszło
                > do głowy ze powinni mieć conajmniej jedno, to lepiej byśmy się rozumieli, a ta
                > k jedni mają psy i sie zastanawiają czy może około czterdziestki będzie lepiej,
                > bo taniej a drudzy mają dzieci, bo się niezastanawiają z tym że odpada im myśl
                > enie o tym czy i wogle i dlaczego. potem sie okazuje, że wnuczek to bardzo fajn
                > y gość . jest to zawsze jakaś szansa. wygląda, ze coraz mniej realna. przyjdzie
                > się obracac w gronie szagieroidów, last minute. no to może być ciekawe.
                • paco_lopez Re: zacięłam się 27.03.11, 21:24
                  jakbym juz to słyszał/czytał kiedyś, ale nie od ciebie. to jest chore podejście. zupełnie jakbym ci sugerował wielbąda.

                  Paco, mnie się nie chce nawet myśleć o tym, że muszę sobie jakieś śniadanie zor
                  > ganizować do pracy. Wkurza mnie to, że muszę w drodze do windy kupić kanapkę, ż
                  > e trzeba wyjąć portfel, że wcześniej muszę pomyśleć czy mam to cholerne 3,5 zł
                  > w drobnych (bo pani zazwyczaj nie ma wydać). Jeśli jest zimna to muszę jeszcze
                  > zdjąć rękawiczkę, później muszę zastanowić się czy chcę z kurczakiem czy z tuńc
                  > zykiem, bo pani na moje "wszystko jedno" i tak mówi: ale proszę powiedzieć, dal
                  > ej muszę tę cholerną kanapkę trzymać w windzie, bo nie mieści mi się w torebce.
                  > I tak jadę na 13 piętro i trzymam tę cholerną kanapkę. Nie dość, że tyle z nią
                  > kłopotu to później jeszcze muszę myśleć o tym, że jestem głodna i trzeba ją zj
                  > eść. I ja mam mieć dzieci??? Jeszcze jak sobie pomyślę, że jest szansa (a racz
                  > ej nieszansa), że to dziecko będzie takie jak ja (czyli "dziwne") to już w ogól
                  > e mi się odechciewa wszystkiego.

                  ten cały fragment świadczy że sie robisz jak Bridget Jones. Od czterdziestki zapotrzebowanie na ciebie spadnie zasadniczo. co se wtedy będziesz myśleć ciekawe jak będziesz wieżdżać na 13 piętro. jak to sie dzieje, ze u mnie różni się tylko piętro a tych kanapek nie kupuje bo są ohydne i chodzę o dwunastej ulicę dalej do piekarni a takie bzdety , to mi koło pewnej części ciała latają. a kto dziwniejszy ja czy ty, ciekawe...
                  • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 21:47
                    paco_lopez napisał:

                    Paco, ja nie wiem jakie jest "chore", a jakie jest "zdrowe". Może być, że Twoje "zdrowe", więc mnie pozostaje "chore". Tak mam i tyle. Nic na to nie poradzę.

                    > jakbym juz to słyszał/czytał kiedyś, ale nie od ciebie. to jest chore podejście
                    > . zupełnie jakbym ci sugerował wielbąda.




                    Nie oglądałam. A to, że spada to mam to w nosie. Niech leci. Whatever, Do czterdziestki to świat się skończy (trzymam kciuki... zresztą nie tylko ja). A jak nie to wtedy będę myślała co dalej. Paco, jakbyś się miał urodzić jeszcze raz to chciałbyś? bo ja nie (chociaż życie mam bardziej lekkie niż ciężkie)

                    > ten cały fragment świadczy że sie robisz jak Bridget Jones. Od czterdziestki za
                    > potrzebowanie na ciebie spadnie zasadniczo. co se wtedy będziesz myśleć ciekawe
                    > jak będziesz wieżdżać na 13 piętro. jak to sie dzieje, ze u mnie różni się tyl
                    > ko piętro a tych kanapek nie kupuje bo są ohydne i chodzę o dwunastej ulicę dal
                    > ej do piekarni a takie bzdety , to mi koło pewnej części ciała latają. a kto dz
                    > iwniejszy ja czy ty, ciekawe...
                    • paco_lopez Re: zacięłam się 27.03.11, 23:08
                      ja tez mam bardziej lekkie niz cięzkie. prędzej myślę, ze jakbym drugi raz przeżywal niektóre sytuacje, to bym sie tak nie spinał. z resztą własnie sie juz nie spinam. do czterdziestki trzymasz kciuki zeby ci sie świat skończył. będziesz widzieć jak cie życie które spieprzasz na wymyślanie o kanapce z tuńczykiem , co ci sie do torby nie miesci w dupala cie kopie to wytrzeźwiejesz. trzynaste piętro polubisz, żeby tylko za późno nie było.
                      • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 23:20
                        Pieprzę takie życie, co to ma mnie kopać. Jak mnie kopnie, to ja kopnę jego. Mogę się posiłować, co mi szkodzi i tak przegram. Więc będę się dalej wkurzać tym tuńczykiem, zobaczymy co się stanie... I kto kogo. Bardziej już spieprzyć się nie może, bo drugi raz (na szczęście) się nie urodzę.


                        paco_lopez napisał:

                        > ja tez mam bardziej lekkie niz cięzkie. prędzej myślę, ze jakbym drugi raz prze
                        > żywal niektóre sytuacje, to bym sie tak nie spinał. z resztą własnie sie juz ni
                        > e spinam. do czterdziestki trzymasz kciuki zeby ci sie świat skończył. będzies
                        > z widzieć jak cie życie które spieprzasz na wymyślanie o kanapce z tuńczykiem ,
                        > co ci sie do torby nie miesci w dupala cie kopie to wytrzeźwiejesz. trzynaste
                        > piętro polubisz, żeby tylko za późno nie było.
                    • paco_lopez Re: zacięłam się 27.03.11, 23:11
                      sęk w tym że twoje dylematy i radykalne pytania nie docierają do mnie. trzymaj kciuki, za swój koniec świata może cie wytrzeźwi i polubisz jazde na trzynaste piętro jak trzylatek.
                      • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 23:25
                        Oszukujesz się, paco. I myślę, że dobrze o tym wiesz.

                        paco_lopez napisał:

                        > sęk w tym że twoje dylematy i radykalne pytania nie docierają do mnie. trzymaj
                        > kciuki, za swój koniec świata może cie wytrzeźwi i polubisz jazde na trzynaste
                        > piętro jak trzylatek.
                        • paco_lopez Re: zacięłam się 28.03.11, 11:04
                          najbardziej to bym sie usmiał, jakby sie okazało, ze tam gdzie ja na dziesiąte to ty na trzynaste jeździsz. u nas na trzynaste jeżdżą odkodowani i z nienormowanym czasem . z reszta juz na dziesiątym kazdy chodzi własnymi drogami. takie zycie jak twoje razem z problemami pewnie wielu kupiłoby na pniu. zamień sie ze sprzątaczkami i z recepcjonistką na tydzień chociaż.
                          • larusse Re: zacięłam się 28.03.11, 16:08
                            paco_lopez napisał:

                            >takie zycie jak twoje razem z problemami pewnie wielu kupiłoby na pniu. zamień sie ze
                            > sprzątaczkami i z recepcjonistką na tydzień chociaż.

                            Nie cierpię gadania typu: "bo inni mają gorzej". Nie wiem co to znaczy "gorzej". Sprzątaczki to zazwyczaj fajne babki. Z poczuciem humoru.
                            • y.agni.k Re: zacięłam się 29.03.11, 11:08
                              > Nie cierpię gadania typu: "bo inni mają gorzej". Nie wiem co to znaczy "gorzej"
                              > . Sprzątaczki to zazwyczaj fajne babki. Z poczuciem humoru.

                              Ale pracę mają raczej ciężką.
                            • paco_lopez Re: zacięłam się 30.03.11, 13:14
                              to nie chodzi o gadanie, ze inni maja gorzej tylko swiadomość tego faktu. tez kiedys szukałem dziury w całym. wiem jak to wygląda.
                              • larusse Re: zacięłam się 30.03.11, 20:43
                                jestem świadoma tego, ze inni mają gorzej (tzn. tak mi się wydaje). Jestem też świadoma tego, że to "gorzej-lepiej" to naturalne, tak jest, jaka właściwość świata. Nic mi to nie daje. Nie wiem, jakoś chyba wyłączyłam się z życia. Wszystko na zewnątrz takie "płaskie".

                                paco_lopez napisał:

                                > to nie chodzi o gadanie, ze inni maja gorzej tylko swiadomość tego faktu. tez k
                                > iedys szukałem dziury w całym. wiem jak to wygląda.
                                • mskaiq Re: zacięłam się 31.03.11, 10:06
                                  Za to glebia przezyc wewnetrznych bardzo wciaga, wszystko moze
                                  byc tam idealne i proste.
                                  Tyle ze prowadzi to wycofania sie, a osobe ktora wybiera taki sposob
                                  na rozwiazywanie swoich problemow albo tak sie przed nimi broni
                                  nazywa sie schizoidalna.
                                  Serdeczne pozdrowienia.
                                  • larusse mskaiq, stresujesz mnie :) 31.03.11, 10:15

                                    • mskaiq Re: mskaiq, stresujesz mnie :) 31.03.11, 12:03
                                      Wiem o tym i przepraszam ale chodzilo mi o to aby pokazac Ci ze latwo
                                      mozesz tego uniknac. Niebezpieczenstwo jest zwiazane z oderwaniem
                                      sie od rzeczywistosci.
                                      Rozumiem pokuse takiego rozwiazania ale lepiej jej nie ulegac bo to
                                      bardzo wciaga.
                                      Serdeczne pozdrowienia.
                                      • larusse Re: mskaiq, stresujesz mnie :) 31.03.11, 19:54
                                        Wiem, dlatego co jakiś czas funduję sobie "wstrząsy". Zresztą ja trochę funkcjonuję na zasadzie: wpadam-wpadam-wpadam-wpadam -
                                        • mskaiq Re: mskaiq, stresujesz mnie :) 31.03.11, 23:28
                                          Jest tylko pytanie do jakiego stopnia dzieje sie to pod Twoja
                                          kontrola a na ile nie zdajesz sobie sprawy jak sie to wszystko
                                          odbywa.
                                          To troche tak jak z zacieciem ktore jest poza Twoja kontrola.
                                          Czasem warto sie sobie poprzygladac, zobaczyc jak to wszystko
                                          dziala.
                                          Serdeczne pozdrowienia.
    • out23 Re: zacięłam się 26.03.11, 12:16
      Jak się wydaje, zacięłaś się wcześniej, prawdopodobnie analiza Twoich postów na forum dałaby więcej danych. Pamiętam wymiane zdań na forum, kiedy miałaś odpowiedziec na jakieś pytania, chodziło chyba o to czy masz znajomych wiem, że to niemożliwe i ja inspirowaliśmy Cię do odpowiedzi na pytania. I odpowiedziałaś, że nie lubisz byc przepytywana.
      Boisz się jakieś konfrontacji i nazywania rzeczy po imieniu.
      Ja mniemam, ze bycie chrześcijanką i anonsowanie tego było słuszne kiedyś ale tylko wśród tzw dzikich, gdzie chce się sprzedać umownie wyższe racje.
      W tym miejscu dowodzi raczej, że masz pewne uzaleznienie od zahipnotyzowania intelektu - wiarą.
      W wewnętrznym obiegu informacyjnym (myśli i refeleksji) jest zasób leksykalny, zawężonej ilości pojęć i treści związanych z wiarą . Geny ..nie sądze..
      Jak się jest chrześcijanką , to trzeba sie do Boga zwrócic o pomoc...
      Albo rozstać się z wiarą i uwierzyć w umysł. Są poważne podejrzenia, ze w drodze ewolucji cywilizacji (człowieka) , religia i wiara jest pomostem do uruchomienia mózgu.
      Proszę spojrzec na samolot braci Wrigt i bombowiec B-2.
      To jest efekt ewolucji mózgu w ciagu 3 pokoleń ... 90 lat !!
      Widzisz podobna ewolucję wiary-:) zwłaszcza in vitro ?
      Może Jerzy Vetulani - Mózg: fascynacje, problemy, tajemnice

      Ochrzczony - bez wiedzy, winy i woli
      • larusse Re: zacięłam się 26.03.11, 12:49
        out23 napisał:

        > Jak się wydaje, zacięłaś się wcześniej, prawdopodobnie analiza Twoich postów na
        > forum dałaby więcej danych. Pamiętam wymiane zdań na forum, kiedy miałaś odpow
        > iedziec na jakieś pytania, chodziło chyba o to czy masz znajomych wiem, że to n
        > iemożliwe i ja inspirowaliśmy Cię do odpowiedzi na pytania. I odpowiedziałaś,
        > że nie lubisz byc przepytywana.
        > Boisz się jakieś konfrontacji i nazywania rzeczy po imieniu.

        Nie sądzę. Zwyczajnie nie odpowiada mi zaproponowana forma. Co mam odpowiedzieć na takie pytanie? Tak, naturalnie, mam znajomych. Oprócz wspaniałego męża mam jedną super przyjaciółkę, z którą świetnie się rozumiem. Dwóch kolegów, którzy odbierają na podobnych falach. Paru takich lepszych znajomych, z którymi lubię przebywać, pożartować czy pogadać itd. Dla mnie to żadna "konfrontacja"... Z czym? Co ma mi dać takie "nazywanie rzeczy po imieniu"?
        -Masz przyjaciół?
        -Mam
        -Lubisz ich?
        -Lubię. Niektórych bardziej innych mniej...

        Ja w to nie wierzę.


        > Ja mniemam, ze bycie chrześcijanką i anonsowanie tego było słuszne ki
        > edyś ale tylko wśród tzw dzikich, gdzie chce się sprzedać umownie wyższe racje.
        > W tym miejscu dowodzi raczej, że masz pewne uzaleznienie od zahipno
        > tyzowania intelektu - wiarą.

        Mylisz się. To, że odbierasz to jako "anonsowanie" czy "sprzedawanie" mówi więcej o Tobie niż o mnie. Dla mnie wiara to jest tak normalną sprawą, że po prostu mówię. Nic więcej. Zafiksowana wiarą nigdy nie byłam i raczej nie będę.

        > Geny ..nie sądze...

        Ja sądzę. Jakoś tak się składa, że "się zacinamy". Idealiści.


        > Jak się jest chrześcijanką , to trzeba sie do Boga zwrócic o pomoc...

        To już mówiłam (w innym chyba wątku), że wierzę, "że czegoś nie rozumiem". To jest moje "zwrócenie się".

        > Albo rozstać się z wiarą i uwierzyć w umysł. Są poważne podejrzenia, ze w drodz
        > e ewolucji cywilizacji (człowieka) , religia i wiara jest pomostem do uruchomie
        > nia mózgu.
        > Proszę spojrzec na samolot braci Wrigt i bombowiec B-2.
        > To jest efekt ewolucji mózgu w ciagu 3 pokoleń ... 90 lat !!
        > Widzisz podobna ewolucję wiary-:) zwłaszcza in vitro ?
        > Może Jerzy Vetulani - Mózg: fascynacje, problemy, tajemnice

        Nie wierzę w "umysł" (bo to też wiara). Jakoś tak ze swojej istoty nie wierzę.
        • out23 Re: zacięłam się 26.03.11, 14:19
          > Nie sądzę. Zwyczajnie nie odpowiada mi zaproponowana forma. Co mam odpowiedzieć
          > na takie pytanie? Tak, naturalnie, mam znajomych. Oprócz wspaniałego męża mam
          > jedną super przyjaciółkę, z którą świetnie się rozumiem. Dwóch kolegów, którzy
          > odbierają na podobnych falach. Paru takich lepszych znajomych, z którymi lubię
          > przebywać, pożartować czy pogadać itd. Dla mnie to żadna "konfrontacja"... Z cz
          > ym? Co ma mi dać takie "nazywanie rzeczy po imieniu"?
          > -Masz przyjaciół?
          > -Mam
          > -Lubisz ich?
          > -Lubię. Niektórych bardziej innych mniej...
          >
          Na forum odobywa sie pewne diagnozowanie. istotne jest aby odpowiadać na pytania,
          poniewaz zawężaja one obszar poszukiwań.
          >
          > > Ja mniemam, ze bycie chrześcijanką i anonsowanie tego było słuszne ki
          > > edyś ale tylko wśród tzw dzikich, gdzie chce się sprzedać umownie wyższe
          > racje.
          > > W tym miejscu dowodzi raczej, że masz pewne uzaleznienie od zahipno
          > > tyzowania intelektu - wiarą.
          >
          > Mylisz się. To, że odbierasz to jako "anonsowanie" czy "sprzedawanie" mówi wi
          > ęcej o Tobie niż o mnie. Dla mnie wiara to jest tak normalną sprawą, że po pros
          > tu mówię. Nic więcej. Zafiksowana wiarą nigdy nie byłam i raczej nie będę.

          Wiara jest normalnych sprawą dla amiszy, mormonów i Samburu -plemię afrykańskie,chyba Kali był z Samburu ( jak Kali krasć krowe to dobrze jak Kalemu kraśc krowe nie dobrze !;)
          Może anonsowanie wiary w ten sposób jest pewna sygnalizacją bezsilności .
          Nie ważne skąd się pochodzi jest, tylko jak się realizuje swoja misję.
          Myslę że wszyscy przykładowo i przypadkowo wymieni moga być w jakims sensie ofiarami
          lokalnych uwarunkowań.

          > > Geny ..nie sądze...
          >
          > Ja sądzę. Jakoś tak się składa, że "się zacinamy". Idealiści.

          Geny - jakim , żeś mnie Boże stworzył takim mnie masz...
          Środowisko - czym skorupka za młodu nasiąknie...
          Aktywność własna - bez pracy ( nad sobą) nie ma ...


          >
          > > Jak się jest chrześcijanką , to trzeba sie do Boga zwrócic o pomoc...
          > To już mówiłam (w innym chyba wątku), że wierzę, "że czegoś nie rozumiem". To j
          > est moje "zwrócenie się".

          > > Albo rozstać się z wiarą i uwierzyć w umysł. Są poważne podejrzenia, ze w
          > > drodze ewolucji cywilizacji (człowieka) , religia i wiara jest pomostem do
          >> uruchomienia mózgu.
          > > Proszę spojrzec na samolot braci Wrigt i bombowiec B-2.
          > > To jest efekt ewolucji mózgu w ciagu 3 pokoleń ... 90 lat !!
          > > Widzisz podobna ewolucję wiary-:) zwłaszcza in vitro ?
          > > Może Jerzy Vetulani - Mózg: fascynacje, problemy, tajemnice

          > Nie wierzę w "umysł" (bo to też wiara). Jakoś tak ze swojej istoty nie wierzę.

          Otóż chyba w 2006 impactor sondy Deep Impact trafił po 1/2 roku w odległą o 170 mln km kometę Tempel 1 ( wymiary ok.4x6 km). To świadectwo wiary w potęgę umysłu. [/b]
          • larusse Re: zacięłam się 26.03.11, 14:48
            out23 napisał:

            > Na forum odobywa sie pewne diagnozowanie. istotne jest aby odpowiadać na pytani
            > a,
            > poniewaz zawężaja one obszar poszukiwań.


            Nie wiem, może. Mnie to nie odpowiada. Drażni trochę. Coś jak gadanie o 2+2, kiedy ja chcę o całkach.

            > Wiara jest normalnych sprawą dla amiszy, mormonów i Samburu -plemię afrykańskie
            > ,chyba Kali był z Samburu ( jak Kali krasć krowe to dobrze jak Kalemu kraśc kro
            > we nie dobrze !;)
            > Może anonsowanie wiary w ten sposób jest pewna sygnalizacją bezsilności .
            > Nie ważne skąd się pochodzi jest, tylko jak się realizuje swoja misję.
            > Myslę że wszyscy przykładowo i przypadkowo wymieni moga być w jakims sensie ofi
            > arami
            > lokalnych uwarunkowań.

            Wiem. Moja wiara to spuścizna po przodkach. Tak jak mój nos. Nie chcę się nad tym zastanawiać. Tęgie umysły nic nie wymyśliły, to co wymyślę ja???
            Ale my tutaj chyba nie o wierze:)


            > Geny - jakim , żeś mnie Boże stworzył takim mnie masz...
            > Środowisko - czym skorupka za młodu nasiąknie...
            > Aktywność własna - bez pracy ( nad sobą) nie ma ...

            Geny. Wiesz, zjeżdża Ci się rodzina (od strony jednego z rodziców) i nagle X, Y, Z przyznają, że chcą umrzeć i patrzą na siebie zdziwieni: To Ty też???!!!
            A, B i C patrzą na nich zdziwieni: Co???!!! Tak się geny rozłożyły. A ja stoję z boku i myślę sobie: niech to szlag, jestem Ż (mój brat jest D). Zawsze mam gorzej...

            > Otóż chyba w 2006 impactor sondy Deep Impact trafił po 1/2 roku w odległą o 17
            > 0 mln km kometę Tempel 1 ( wymiary ok.4x6 km). To świadectwo wiary w potęgę umy
            > słu.

            Nie rusza mnie to. Ani na milimetr.
    • mskaiq Re: zacięłam się 26.03.11, 14:08
      Pojawil sie u Ciebie konflikt pomiedzy bezinteresownoscia a potrzeba
      korzysci. Ty stoisz dokladnie posrodku. Jesli chcesz pieniadze to wlacza
      sie Twoja bezinteresownosc, kiedy chcesz popracowac nad czyms co
      bardzo lubisz wlacza sie Twoja potrzeba korzysci.
      Pojawily sie przeciwienstwa w Tobie i na walke tych przeciwienstw
      patrzysz ale nie opowiadasz sie po zadnej stronie.
      To taki sam wybor jak pomiedzy przeciwienstwem dobra i zla. Trzeba
      zaakceptowac obie strony.
      Bez dobra nie ma zla a bez zla nie ma dobra.
      Tutaj tez trzeba pogodzic bezinteresownoac z potrzeba korzysci, oba
      te przeciwienstwa sa wazne i oba trzeba zaakceptowac.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • larusse Re: zacięłam się 26.03.11, 14:27
        Wiem. Właśnie miałam napisać out23, że chyba to nie idealizm, ale coś jak faustowskie dwie dusze w wiecznym sporze. Tkwię jak kretynka w środku. A za słabym zawodnikiem jestem by połączyć oba plusy w jedno.

        No nic, mam urlop do czwartku. Mam nadzieję, że świat się skończy w środę.

        • mskaiq Re: zacięłam się 26.03.11, 15:41
          Latwiej jest pogodzic, nie musisz opowiadac sie albo za jednym albo
          za drugim. Karmisz oba a na to zawsze znajdziesz sile.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • larusse Re: zacięłam się 26.03.11, 15:58
            Tak się nie da. Próbowałam. W zasadzie teraz tak robię. Kiedyś tez robiłam.
            Wychodzi tu źle i tu niedobrze. Ja tak nie mogę. Jak coś robię (przez duże R) to się fiksuję. Nie śpię, nie jem... Taki mam charakter. Potrzebuję takich "totalnych" przygód. Fiksuję się, nagle przychodzi otrzeźwienie, idę zarabiać, po pewnym czasie mam tego dosyć, rzucam to w diabły, znowu się fiksuję. A,B,A,B,A,B... Bo za bezsens.

            W środę będzie koniec świata, nie?
            • mskaiq Re: zacięłam się 26.03.11, 18:22
              To nie taki bezsens. Masz w sobie dwa zinternalizowane obiekty,
              dwa przeciwienstwa. Dwie rozne osoby ktore byly bardzo wazne
              dla Ciebie pozostawily w Twojej pamieci dwa zupelnie rozne
              podejscia do zycia, do tego co jest w nim wazne.
              One sie sie przenosza wyswietlajac przeciwne pragnienia.
              Nie masz wplywu na to co sie wyswietla w Twojej glowie i nie
              chcesz miec na to wplywu.
              Odrzucenie jednego z tych podejsc oznaczaloby odrzucenie
              obiektu ktory pozatawil w Tobie ten slad.
              Stad ta A,B,A,B...... Pytanie tylko gdzie jestes Ty, przeciesz
              zyjesz dwa rozne scenariusze z ktorych zaden nie jest Twoj.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • larusse Re: zacięłam się 26.03.11, 20:48
                Właśnie nie. Ja jestem sobą jak jestem albo A, albo B (ta naprzemienność też jest dla mnie charakterystyczna). Jak łączę trochę tego, trochę tego to się duszę, bo nie lubię na pół gwizdka.


                mskaiq napisał:

                > To nie taki bezsens. Masz w sobie dwa zinternalizowane obiekty,
                > dwa przeciwienstwa. Dwie rozne osoby ktore byly bardzo wazne
                > dla Ciebie pozostawily w Twojej pamieci dwa zupelnie rozne
                > podejscia do zycia, do tego co jest w nim wazne.
                > One sie sie przenosza wyswietlajac przeciwne pragnienia.
                > Nie masz wplywu na to co sie wyswietla w Twojej glowie i nie
                > chcesz miec na to wplywu.
                > Odrzucenie jednego z tych podejsc oznaczaloby odrzucenie
                > obiektu ktory pozatawil w Tobie ten slad.
                > Stad ta A,B,A,B...... Pytanie tylko gdzie jestes Ty, przeciesz
                > zyjesz dwa rozne scenariusze z ktorych zaden nie jest Twoj.
                > Serdeczne pozdrowienia.
                >
                • mskaiq Re: zacięłam się 26.03.11, 22:59
                  Tylko ze A i B moga byc obiektami. Kazdy czlowiek sklada sie z wielu
                  takich obiektow. Takim objektem moze byc maskotka z ktora zasypia
                  dziecko w nocy, matka, ojciec, albo ktos wazny w zyciu. One zapisuja
                  sie w pamieci i w roznych okolicznosciach dochadza do glosu.
                  Jesli emocjonalnie jestes zwiazana z obiektem A wtedy dzialasz tak jak
                  A, jesli z B to dzialasz jak B.
                  Te emocjonalne stany moga zmieniac sie bardzo czesto wtedy nieustanie
                  zmienia sie decyzje i nie mozna np kupic niczego w sklepie bo raz cos
                  moze sie podobac a za piec minut juz nie.
                  Twoje zadanie to przejac kontrole nad tymi objektami, co nie jest latwe,
                  czesto moze wymagac dlugiej terapii.
                  Bardzo istotna sprawa jest ambiwalencja, trzeba umiec pogodzic w sobie
                  pojawianie sie przeciwnych uczuc takich jak milosc i nienawisc, potrzeba
                  korzysci i bezinteresownosc, itp.
                  Serdeczne pozdrowienia.

    • out23 Re: zacięłam się 26.03.11, 18:10
      Podejrzewam, że ja się tak zacielas , to trudno o autodiagnoze, jak i o zewnetrzną diagnozę..
      Jest obawa, że nawet przy trafieniu odpowiesz "pudło".
      Zakładam w teorii mało psychologicznej,ze skoro człowiek składa sie z w iluś tam % wody
      to leje wodę (prosze to traktowac metaforycznie i serio-:) na przemian..
      Otóz skoro woda występuje w 3 stanach pary wody i lodu.
      Jak wiemy sa graniczne temperatury przejscia miedzy stanami skupienia.
      Utknęłas w jednym stanie skupienia, tak ad hoc na podstawie własnej burzy mózgów
      to trzeba rozważyć , zmiane temperatury otoczenia -:)
      - pojawienie się Rodziny cos mówiącej zgodnym chórem( bez sensu) to chór wyjców
      Myślę o ile cos czuję-;), że pat wynika:
      - z postawy idealistycznej w pracy, kiedy Twoje pryncypia w oparciu o jakies wartości chrześcijańskie ...krzyczą NIE aż boli,
      - z niezarysowanej roli męza, jakby był obojętny albo stracił czucie !
      - ogólnie jestes niezrozumiana w słusznej sprawie ,
      - obecność rodziny /jej zachowanie/ dolewa oliwy do ognia w Twojej nadwrażliwosci..
      Jeżeli dojdziesz do wniosku, ze moje szukanie ma szanse , to reszta na priv
      Serio można iśc na przeczekanie..
      Naprawdę nie wiadomo , czy rozwiązanie nie przyjdzie jutro..
      Uśmiechnij się !-:)
      • larusse Re: zacięłam się 26.03.11, 21:07
        out23 napisał:

        > - pojawienie się Rodziny cos mówiącej zgodnym chórem( bez sensu) to chór wyjcó
        > w

        Moja rodzina już nic nie mówi, bo wie, że i tak nie słucham i robię co chcę. Jak już coś to tylko: sama wiesz najlepiej. Ty i tak sobie poradzisz. No i sobie radzę. Tak sobie radzę, że mam ochotę strzelić sobie w łeb :)

        > Myślę o ile cos czuję-;), że pat wynika:
        > - z postawy idealistycznej w pracy, kiedy Twoje pryncypia w oparciu o jakies wa
        > rtości chrześcijańskie ...krzyczą NIE aż boli,

        Nie, nie chodzi o chrześcijaństwo. Postawa zawodowa (i nie tylko) brzmi: nie sprzedam swojej niezależności za nic w świecie.

        > - z niezarysowanej roli męza, jakby był obojętny albo stracił czucie !

        Mój mąż już nie nadąża. Nie rozumie za bardzo.
        Przyjął raczej postawę: rób jak uważasz za słuszne. Damy radę.

        > - ogólnie jestes niezrozumiana w słusznej sprawie

        Tyle, że ja już sama nie wiem, co to jest dla mnie "słuszną sprawą".

        > - obecność rodziny /jej zachowanie/ dolewa oliwy do ognia w Twojej nadwrażliwos
        > ci..

        Moja rodzina to samo: rób jak uważasz za słuszne. Jak coś to pomożemy. Ręce już im opadły chyba.
        Jestem nadwrażliwa?

        > Jeżeli dojdziesz do wniosku, ze moje szukanie ma szanse , to reszta na priv

        :) chętnie, ale tylko wtedy jak obiecasz, że jak będziesz miał dosyć to powiesz: mam dosyć.



        • out23 Re: zacięłam się 27.03.11, 13:46
          Jest taka technika, nie wiem skąd to jest ale sporadycznie stosowałem w analizie róznych problemów
          Napisz 10 zdań charakteryzujących, Ciebie Twój system wartości ( dla mnie najważniejsze jest
          zdrowie , partner, rodzina, pieniądze itd., ( przez analogię do budowy domu: 1/działka, 2/dobór materiałów, 3/miejsce na dom, 4/powierzchnia domu ,5/ energooszczędnośc, 6/powierzchnia , 7/funkcjonalność, 8/klimat domu, 9/możliwośc prowadzenia domu otwartego , 10/ogród przydomowy, 11/ odległośc od pracy, 12/ zdecydowanie poza miastem
          13/swobodny wybieg dla psów i kotów

          Ustaw swój system wartosci w tabeli w Wordze wg Twojej hierachii ( nawet 15 pozycji )wydrukuj !
          Połóż na stole. Wysyp obok 100 wykałaczek lub 100 zapalek.
          Obstawiasz jedynie 10 pozycji!
          Na miejsca od 1-3 masz połowę
          Na miejsca 4 -10 druga połowe zapałek.
          Rozłoż zapałki ,na podzielenie masz 5 minut i nie oszukuj...Siebie
          Policz zapalki w każdym polu ( dala ulatwienia możesz położyć od razu po 5 na kazdym polu
          potem pozabierasz)
          I prześlij do mnie cała tabele ( jak załącznik z wynikami na poczte)
          Postępuj dokładnie wg instrukcji..
          • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 20:56
            ok:) ale muszę kupić zapałki.
            Nawet zapałek w domu nie mam.

            • larusse wysłałam :) 28.03.11, 19:46

    • shachar Re: zacięłam się 26.03.11, 21:27
      ok, a co byś powiedziałą na diagnoze ,ze się zacinasz, zeby narcystycznie na siebie uwagę skierować. Chooy wi, o co chodzi z tym zacięciem, ale w Twoim światku przynajmniej coś się dzieje w sobotni wieczór. Nie zrozum mnie źle, wystrzelenie sobie w łeb to kapitałny pomysł ,ale wymaga oprawy. Oprawy psychodramy forumowej... buuu :)
      • larusse Re: zacięłam się 26.03.11, 21:46
        Zdemaskowałeś mnie <hehe>

        To co teraz powiem sobie tylko "dobra dosyć, idę robić karierę" i już? Wygląda nieźle.
        Ale chyba nie ma tak fajnie.


        shachar napisała:

        > ok, a co byś powiedziałą na diagnoze ,ze się zacinasz, zeby narcystycznie na si
        > ebie uwagę skierować. Chooy wi, o co chodzi z tym zacięciem, ale w Twoim światk
        > u przynajmniej coś się dzieje w sobotni wieczór. Nie zrozum mnie źle, wystrzel
        > enie sobie w łeb to kapitałny pomysł ,ale wymaga oprawy. Oprawy psychodramy for
        > umowej... buuu :)
    • y.agni.k Re: zacięłam się 26.03.11, 22:56
      Larousse, wybacz ale naprawdę nie wiem co autor miał na myśli.
      Nie jestem sobie w stanie uzmysłowić o jaki "zacięcie" Ci chodzi.
      Jeśli możesz jaśniej... :-)
      • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 20:28
        y.agni.k, ja nie wiem jak mam to jaśniej wytłumaczyć.
        Wygląda na to, że jestem wybitnie (sic!) niekomunikatywna. Do tego stopnia, że sabinac (i chyba nie tylko ona) odebrała moje ironiczne "w swojej wybitności (czyt. wybitnej beznadziejności, wybitnej zdolności do ograniczania się itp.) zacięłam się (zawodowo)" jako "jestem taka wybitna, a nikt nie chce mnie chwalić". Nie powiem, "podłamałam się" tym trochę.


        y.agni.k napisała:

        > Larousse, wybacz ale naprawdę nie wiem co autor miał na myśli.
        > Nie jestem sobie w stanie uzmysłowić o jaki "zacięcie" Ci chodzi.
        > Jeśli możesz jaśniej... :-)
    • andersom Re: zacięłam się 27.03.11, 10:04
      Czy jest coś na tym świecie co by łączyło te dwie rzeczy na których Ci zależy?
      Chyba najprościej było takową znaleźć. Nie musiała byś się wtedy tak "kontrolować" czy miotać.
      Być może taka rzeczy nie istnieje, ale zastanów się dokładnie może jednak istnieje.
      Jakaś własna działalność w której połączyła byś dwa przeciwstawne prądy?
      Być może to złe porównanie ale zobacz np. Jurka Owsiaka w pewnym sensie gość zrobił karierę a jednocześnie niesie pomoc innym ludziom.

      Może warto pogrzebać w twojej głowie na jakich rzeczach Ci zależy, w takim sensie co ci dają psychologicznie te dwie działalności i takimi rzeczami potem się otaczać.

      Ciężko rozmawiać gdy mówimy o abstrakcyjnym problemie w którym widać tylko zasadę więc tylko do tej zasady można się odnieść.
      • renkaforever Re: zacięłam się 27.03.11, 14:00
        Wspolczuje ci. Potrzebny ci dobry plaster na glowe. Co tam geny, przeciez i tak uzywasz tylko 10% swojego potencjalu. A co z reszta?
        • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 20:58
          Przykleiłam. Czekam aż zadziała :)
    • sabinac-0 Re: zacięłam się 27.03.11, 17:11
      larusse napisała:

      > W swojej wybitności się zacięłam (zawodowo). Nie mogę ruszyć ani Tu (lubię to s
      > traszliwie, ale sensu nie widzę, korzyści (wymiernych) też nie), ani Tu (oczeki
      > wane profity ($) mogą być niezłe, ale nic mnie to nie obchodzi

      Moze lepiej, zamiast obrazac sie na swiat ze nie chce docenic wybitnosci, po prostu robic swoje, bez ogladania sie na aplauzy, pochwaly i gratyfikacje?
      • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 17:41
        Co za post. Nie łapiesz o co chodzi.


        sabinac-0 napisała:

        > Moze lepiej, zamiast obrazac sie na swiat ze nie chce docenic wybitnosci, po pr
        > ostu robic swoje, bez ogladania sie na aplauzy, pochwaly i gratyfikacje?
        >
        • sabinac-0 Re: zacięłam się 27.03.11, 18:26
          larusse napisała:

          > Co za post. Nie łapiesz o co chodzi.
          >
          No, nie lapie.
        • to.niemozliwe Re: zacięłam się 27.03.11, 18:49
          Sabina jest kolejna oboba, ktorej uchylasz sie od doprecyzowania. Czy jest mozliwe, ze oto Twoje mniemanie o wlasnej wyjatkowosci i ponadprzecietnosci trzyma w garsci Twoje autentyczne emocje i pewne slowa nie chca Ci przejsc przez gardlo?
          • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 18:58
            to.niemozliwe, ale gdzie ja piszę o swojej "wyjątkowości" i "ponadprzeciętności"???
            • to.niemozliwe Re: zacięłam się 27.03.11, 21:45
              Oczywiscie, ze nie uzyłas nigdzie takich słów. Jednakze, czesto powtarzajaca sie Twoja odpowiedz to coś w stylu krótkiego odrzucenia zapytania: "Mnie to nie rusza", "Nie w tym rzecz", "To cos innego". Przy czym nie towarzyszy temu doprecyzowanie, że skoro nie to, to co?
              Zresztą wczesniej podobne schematy komunikacyjne odbywały się z Twoim udziałem. Jest to w zasadzie kontunuacja poprzednich watków. Wygląda na to, że masz problem, ale Twoje wysokie mniemanie o sobie, pewnośc siebie co wewnetrznej spójnosci odrzuca mozliwosc, ze cos Ci nie idzie. Zresztą przemawiałby za tym swoisty dramatyzm okreslen: cos o palnieciu sobie w łeb. Przy czym to, co Cię chyba wkurza (nie wiem, domniemam), to fakt, ze nie mozesz podjąć decyzji, ktora nie niosłaby ryzyka. Byc moze dlatego, ze jest to wreszcie pierwsza samodzielna decyzja, ktorej konsekwencje bedziesz glownie ponosic Ty.
              Piszesz, ze bliscy juz zaakceptowali, ze zrobisz jak zechcesz. A zatem otrzymywali juz wczesniej sygnały, ze ignorujesz ich sugestie w imie samodzielnosci decyzji. To przemawia za pewnoscią siebie oraz oryginalnoscią. Zresztą, mam wrazenie, ze poszukiwanie oryginalnosci jest u Ciebie silne, ze jestes z natury nonkonformistką. Tyle, ze dla takich osob wymaga to co jakis czas brutalnej konfrontacji ich nonkonformizmu z rzeczywistoscią. Jesli towarzyszy temu nadmiarowa pewnosc siebie (w zakresie przeswiadczenia, niekoniecznie manifestacji zewnetrznej), to szok wewnetrzny, na jaki narazona jest Twoja pewnosc siebie po uswiadomieniu ryzyka, jakie niesie niezaleznosci decyzji powoduje, jak to ciekawie okreslilas "samozaciecie". Oczywiscie, to tylko moja swobodna interpretacja. :)
              • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 22:12
                to.niemozliwe napisał:

                > Oczywiscie, ze nie uzyłas nigdzie takich słów. Jednakze, czesto powtarzajaca si
                > e Twoja odpowiedz to coś w stylu krótkiego odrzucenia zapytania: "Mnie to nie r
                > usza", "Nie w tym rzecz", "To cos innego". Przy czym nie towarzyszy temu doprec
                > yzowanie, że skoro nie to, to co?


                To "mnie to nie rusza" do out23 to w sensie: ten przyklad siły umysłu nie imponuje mi, nie zachywca, nie porusza nic zero emocji... patrze beznamietnie i jak przez szybe. Nie porusza niczego we mnie.
                Dobra, ok... wiem, ze nie wyjasniam. Byc moze dlatego, ze przywyklam do tego, ze zazwyczaj osoby z ktorymi rozmawiam na podobne tematy rozumieja mnie w pol zdania. Bez zbednych wyjasnien. I przenosze to nieswiadomie tutaj.


                > Zresztą wczesniej podobne schematy komunikacyjne odbywały się z Twoim udziałem.
                > Jest to w zasadzie kontunuacja poprzednich watków. Wygląda na to, że masz prob
                > lem, ale Twoje wysokie mniemanie o sobie, pewnośc siebie co wewnetrznej spójnos
                > ci odrzuca mozliwosc, ze cos Ci nie idzie. Zresztą przemawiałby za tym swoisty
                > dramatyzm okreslen: cos o palnieciu sobie w łeb. Przy czym to, co Cię chyba wku
                > rza (nie wiem, domniemam), to fakt, ze nie mozesz podjąć decyzji, ktora nie nio
                > słaby ryzyka. Byc moze dlatego, ze jest to wreszcie pierwsza samodzielna decyzj
                > a, ktorej konsekwencje bedziesz glownie ponosic Ty.

                Tutaj nie chodzi nawet o to, ze ja sama bede ponosic konsekwencje, ale o to, ze widze, ze w obu przypadkach przegrywam. Nie mam problemu z samym ryzykiem (to nawet lubię), ale z tym, że jestem świadoma, że przegram i tu i tu (a obie rzeczy sa da mnie dokladnie tak samo wazne). I nic nie moge zrobic. Nic mnie tak nie wkurza jak bezsilnosc. A polaczyc nie moge (jak juz pisalam), bo brak mi talentu i charakteru. Mam tylko zdolnosci, ale nie talent. Zdolnosci wystarcza, zeby robic jedno, ale zeby polaczyc musialabym miec talent, a nie mam.


                > Piszesz, ze bliscy juz zaakceptowali, ze zrobisz jak zechcesz. A zatem otrzymyw
                > ali juz wczesniej sygnały, ze ignorujesz ich sugestie w imie samodzielnosci dec
                > yzji. To przemawia za pewnoscią siebie oraz oryginalnoscią.


                No, zaakceptowali, bo oni bardziej ufają mnie niż sobie. A mnie szlag trafia, bo jak pytam "co myślisz?" to słyszę: "Ty sama wiesz najlepiej. I tak zrobisz po swojemu". A ja widzę, że nie ma dobrego wyjścia i się zacięłam. I stoję.



                >Zresztą, mam wraze
                > ie, ze poszukiwanie oryginalnosci jest u Ciebie silne, ze jestes z natury nonko
                > nformistką. Tyle, ze dla takich osob wymaga to co jakis czas brutalnej konfront
                > acji ich nonkonformizmu z rzeczywistoscią. Jesli towarzyszy temu nadmiarowa pe
                > wnosc siebie (w zakresie przeswiadczenia, niekoniecznie manifestacji zewnetrzne
                > j), to szok wewnetrzny, na jaki narazona jest Twoja pewnosc siebie po uswiadomi
                > eniu ryzyka, jakie niesie niezaleznosci decyzji powoduje, jak to ciekawie okres
                > lilas "samozaciecie". Oczywiscie, to tylko moja swobodna interpretacja. :)

                Zgodziłabym się :) , z jednym zastrzeżeniem: to nie jest uświadomienie sobie ryzyka, to jest uświadomienie sobie "bezsilności" i tutaj leżę.
                • to.niemozliwe Re: zacięłam się 27.03.11, 22:25
                  Jezeli kluczowe jest poczucie bezsilnosci i zwiazany z tym lek przed objawieniem swojej niedoskonalosci przed sama soba, to byc moze wlasciwym byloby uznanie tego wlasnie jako przejawu dojrzalosci? Dojrzalosc buduje sie na porazce, a ta jest z kolei skutkiem poszukiwania i stawiania sobie wyzwan. I wlasnie dlatego warte rozwazenia mogloby by byc rozwazenie postepowania minimalizujacego ryzyko, lub rozpisanie sobie analityczne obu wariantow, takze w ukladzie horyzontow czasowych.
                  Nie martw sie az tak, wielu ludzi musi podejmowac trudne decyzje przy braku informacji, danych i prognoz. Mozna z czasem do tego przywyknac.
                  • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 22:55
                    to.niemozliwe napisał:

                    > Jezeli kluczowe jest poczucie bezsilnosci i zwiazany z tym lek przed objawienie
                    > m swojej niedoskonalosci przed sama soba,

                    Nie do końca tak. Ja jestem świadoma swoich "doskonałości" i niedoskonałości. Tak mi się przynajmniej wydaje. To nie jest chyba nawet lęk, raczej jestem wściekła, że nie da się inaczej (rozpisałam, przeanalizowałam sto razy). Ja zazwyczaj przyjmuję postawę: zawsze się da coś zrobić. A tutaj nic. Widzę, że tak źle i tak niedobrze. I stoję i klnę na czym świat stoi. :)

                    > to byc moze wlasciwym byloby uznanie
                    > tego wlasnie jako przejawu dojrzalosci?


                    Nie wiem. Nie odbieram tego "zacięcia" jako przejawu dojrzałości. Raczej określiłabym to tak: to żałosne. Ludzie idą do przodu bez zbędnego zastanawiania się, a ja stoję i myślę. I stoję dalej. Na co mi taka dojrzałość?! "Na stanie"? :)
                    • to.niemozliwe Re: zacięłam się 27.03.11, 23:06
                      Czasem wyjsciem jest odlozenie decyzji, oczywiscie jako swiadomy akt woli.
                • mskaiq Re: zacięłam się 27.03.11, 22:44
                  Czy tylko masz problemy z bezinteresownoscia i potrzeba korzysci czy
                  kazde dwa przeciwienstwa powoduja bezsilnosc, niemoznosc wyboru ?
                  Czy wszystko u Ciebie musi byc biale albo wszystko czarne bo inaczej
                  sie nie da ?
                  Serdeczne pozdrowienia.

                  • larusse Re: zacięłam się 27.03.11, 23:06
                    Ta niemożność wyboru raczej nie wynika z przeciwieństw (chociaż może głupoty mówię), a raczej z tego, że widzę, że "nic nie mogę zrobić". I wtedy się zacinam. I tak dryfuję.
                    Nie to, że musi być czarne albo białe, ale ja lubię jak jest albo czarne, albo białe (taki mam charakter). Szarość mnie drażni. I na dłuższą metę staje się nie do zniesienia.


                    mskaiq napisał:

                    > Czy tylko masz problemy z bezinteresownoscia i potrzeba korzysci czy
                    > kazde dwa przeciwienstwa powoduja bezsilnosc, niemoznosc wyboru ?
                    > Czy wszystko u Ciebie musi byc biale albo wszystko czarne bo inaczej
                    > sie nie da ?
                    > Serdeczne pozdrowienia.
                    >
                    • mskaiq Re: zacięłam się 28.03.11, 00:46
                      Pytanie jest czy problemem jest uczucie bezradnosci czy tez bezradnosc
                      zwiazana z wyborem miedzy dwoma roznymi rozwiazaniami czy
                      okolicznosciami ?
                      Istnieje cos takiego jak wyuczona bezradnosc. Polega na tym wlasnie
                      ze wierzy sie ze nic nie mozna zrobic.
                      A jakie uczucia sie pojawiaja przy Twojej bezradnosci ? Jestes zla, boisz
                      sie, czy tez nie pojawiaja sie zadne uczucia.
                      Serdeczne pozdrowienia.

                      • larusse Re: zacięłam się 28.03.11, 16:04
                        mskaiq napisał:

                        > Pytanie jest czy problemem jest uczucie bezradnosci czy tez bezradnosc
                        > zwiazana z wyborem miedzy dwoma roznymi rozwiazaniami czy
                        > okolicznosciami ? Istnieje cos takiego jak wyuczona bezradnosc. Polega na tym wlasnie
                        > ze wierzy sie ze nic nie mozna zrobic.

                        Nie, to nie "wyuczona bezradność". Raczej widzę, że choćbym stanęła na głowie to nie pogodzę tak jakbym chciała. Parę razy już się tak porywałam z motyką na słońce i mimo, iż dopięłam jakiś tam etap (zrobiony porządnie) to już fizycznie nie dawałam razy i musiałam się wycofać.

                        > A jakie uczucia sie pojawiaja przy Twojej bezradnosci ? Jestes zla, boisz
                        > sie, czy tez nie pojawiaja sie zadne uczucia.

                        Raczej się wściekam. I zacinam. Stoję. I nie ruszę.
                        • to.niemozliwe Re: zacięłam się 28.03.11, 22:26
                          > Raczej się wściekam. I zacinam. Stoję. I nie ruszę.

                          Jak czterolatka, ktorej mama odmowila kolejnego cukierka?
                          Zwykle skutkowalo, ale mamy nie ma i stąd wqrw?
                          • larusse Re: zacięłam się 28.03.11, 23:11
                            :) Coś podobnego. Tyle, że teraz stoję i myślę i nic.

                            to.niemozliwe napisał:

                            > > Raczej się wściekam. I zacinam. Stoję. I nie ruszę.
                            >
                            > Jak czterolatka, ktorej mama odmowila kolejnego cukierka?
                            > Zwykle skutkowalo, ale mamy nie ma i stąd wqrw?
                            • to.niemozliwe Re: zacięłam się 29.03.11, 06:15
                              Krok wstecz, medytacja.
                        • mskaiq Re: zacięłam się 28.03.11, 23:14
                          No to chyba wyuczone bo probowalas i juz wiesz ze nie da sie wygrac.

                          Kiedys poddawano psy impulsom elektrycznym, na poczatku nie mogly ich
                          uniknac. Nastepnie stworzono warunki, gdzie bylo mozliwe unikaniecie tych
                          impulsow.
                          Wystarczylo tylko przejsc z jednego pomieszczenia w drugie. Zaden pies nie
                          probowal tego osiagnac, one juz byly wyuczone ze to nie mozliwe. Dopiero
                          przeciagniete na sile uczyly sie ze jednak mozna i reagowaly ucieczka do
                          innego pomieszczenia.

                          Czesto dziala sie na oslep, nie dostrzega sie przeszkod i sie przegrywa.
                          Te ciagle porazki przekonuja ze nie mozna wygrac i juz nie probujemy,
                          tak mam, to moje geny, nie da sie nic tutaj zmienic.
                          Ale to nie geny, najnowsze badania genetyczne pokazuja ze naszej wola,
                          chec zmiany ksztaltuja ekspresje genow i to co wydawaloby sie niemozliwe
                          od strony biologicznej mozna zmieniac.
                          Serdeczne pozdrowienia.
    • out23 Re: zacięłam się , a jak z sexem-:) 28.03.11, 09:02
      Banalna hipoteza..
      Ile razy w tygodniu ? Ilu partnerów w życiu !? Ile trwa zbliżenie
      Kiedy ostatni raz byłaś zaspokojona ?, miałaś orgazm ?
      I tak jeszcze kilkanaście pytań w tym kierunku..
      No kiedys trzeba się wreszcie otworzyć do końca..
      I ewnetulanie zmienic nick.
      Czy to nie jest tak, ze w tym też się zacięłaś!?

      • larusse Re: zacięłam się , a jak z sexem-:) 28.03.11, 15:51
        out23 napisał:

        > Czy to nie jest tak, ze w tym też się zacięłaś!?

        Nie, w seksie się nie zacięłam. Bo tylko wtedy mogę sobie przeżyć swoje solidne złudzenie.
        (O rany, chyba rzeczywiście jestem zmanierowana...)

        Konkretnie na pytania może nie będę odpowiadać, bo jeszcze się okaże, że z paco w windzie jeżdżę i głupio mi będzie potem :)
        • to.niemozliwe Re: zacięłam się , a jak z sexem-:) 28.03.11, 22:28
          Jakie zludzenia? Seks to seks, jak masz watpliwosci to sobie czegos poszukaj w sieci...;D
          • larusse Re: zacięłam się , a jak z sexem-:) 28.03.11, 23:16
            No, seks to seks, dlatego zawsze się można przedostać na tę drugą stronę.
            ehh zmanierowana jestem jak diabli:) Już nic nie piszę.

            to.niemozliwe napisał:

            > Jakie zludzenia? Seks to seks, jak masz watpliwosci to sobie czegos poszukaj w
            > sieci...;D
    • kimonabike Re: zacięłam się 28.03.11, 11:46
      Cóż za zblazowany ton. Nie jakaś tam zwykła pospolita deprecha, ale dekadencki splin ;) No jakoś nie potrafię potraktować tego poważnie, no. Zalatuje fikcją i brakiem zaangażowania. Może spróbuj się bardziej zaangażować we własne życie, co? Zaczynając od małych rzeczy. Fajna jesteś, tylko zmanierowana chyba troszkę. A może jeszcze bardzo młoda? No to samo przejdzie, wyrośniesz.
      Pozdrawiam :)
      • larusse Re: zacięłam się 28.03.11, 15:47
        kimonabike napisała:

        > Cóż za zblazowany ton. Nie jakaś tam zwykła pospolita deprecha, ale dekadencki
        > splin ;) No jakoś nie potrafię potraktować tego poważnie, no. Zalatuje fikcją i
        > brakiem zaangażowania. Może spróbuj się bardziej zaangażować we własne życie, co?

        Może masz rację z tym brakiem zaangażowania. Bo tak sobie myślę, że, ja nie za bardzo wierzę, że istnieję. Poważnie. Nie wierzę w świat obiektywny. tzn. wierzę, ale chyba tak nie do końca. Teraz tak sobie myślę, że może to przez to...

        >Zaczynając od małych rzeczy. Fajna jesteś, tylko zmanierowana chyba troszkę
        > . A może jeszcze bardzo młoda? No to samo przejdzie, wyrośniesz.
        > Pozdrawiam :)

        Nie jestem zmanierowana. Naprawdę. A jeśli tak to raczej tak dla śmiechu, tak świadomie przerysowuję czasami. Taki mam styl chyba. Ja tylko jestem dziwna trochę. Niezbyt młoda. Niestety.
    • jan_stereo Re: zacięłam się 28.03.11, 13:09
      A to nie jest zwyczajnie przesyt rutyna i tymi samymi ludzmi, ktorych zgaduje ze nie lubisz ? Ja sie zacinalem juz od przedszkola, po okresie wstepnym nie widzialem w nim sensu, tak samo jak w podstawowce, i dalej w szkolnictwie wyzszym..zawsze jednak doskonale wiedzialem co chcialbym robic w miejsce tego co musialem, i to mnie napedzalo w tym wlasnie kierunku...a teraz lacze jedno z drugim. No i czasem dobrze jest sie tak porzadnie zmeczyc fizycznie, najlepiej na swiezym powietrzu, odblokowuje umyslowo i ozywia odretwiala wyobraznie...

      ps. strasznie chcialbym wiedziec jak wyglada Twoje zycie po zyciu, znaczy sie po pracy...
      • larusse Re: zacięłam się 28.03.11, 16:59
        jan_stereo napisał:

        > A to nie jest zwyczajnie przesyt rutyna i tymi samymi ludzmi, ktorych zgaduje z
        > e nie lubisz ?

        Nie wiem czy to rutyna. Ta "rutyna" pojawia się po ok. dwóch tygodniach w nowej pracy. Teraz się uparłam, że min. rok popracuję. Już pół roku minęło. Już mam dosyć.
        Nie, to nie tak, ze ja nie lubię tych ludzi. Lubię nawet. tzn. inaczej, ja ludzi jako ludzi (jako gatunek, grupy) nie lubię, ale lubię pojedyncze osoby. Nie mogę znieść wszystkich tych "okoliczności", sytuacji całościowej.


        Ja sie zacinalem juz od przedszkola, po okresie wstepnym nie wid
        > zialem w nim sensu, tak samo jak w podstawowce, i dalej w szkolnictwie wyzszym.
        > .zawsze jednak doskonale wiedzialem co chcialbym robic w miejsce tego co musial
        > em, i to mnie napedzalo w tym wlasnie kierunku...a teraz lacze jedno z drugim.

        Ja nie umiem się tak zaangażować raz na zawsze. Tyle rzeczy mnie interesuje. Nie mogę jednym tylko. A lubię tak "totalnie", a w dwa totalnie się nie da. I pat. I stop.

        > No i czasem dobrze jest sie tak porzadnie zmeczyc fizycznie, najlepiej na swiez
        > ym powietrzu, odblokowuje umyslowo i ozywia odretwiala wyobraznie...

        Wiem , wiem. Chodzę na pilates i taniec brzucha. Radości mam co nie miara, zwłaszcza z ostatniego. Nie idzie mi zbyt dobrze, bo i brzucha nie mam. Odblokowuje i ożywia... do końca wieczora. Od rana to samo.

        > ps. strasznie chcialbym wiedziec jak wyglada Twoje zycie po zyciu, znaczy sie p
        > o pracy...

        Rozpływam się. To chyba idealne określenie.
        • jan_stereo Re: zacięłam się 29.03.11, 10:08
          larusse napisała:

          > Nie wiem czy to rutyna. Ta "rutyna" pojawia się po ok. dwóch tygodniach w nowej
          > pracy. Teraz się uparłam, że min. rok popracuję. Już pół roku minęło. Już mam
          > dosyć.

          Skoro zadania masz juz ogarniete na maksa, wlasnie wowczas zaczyna sie rutyna bo mozg zamiast skupiac sie w pelni na pracy, moze przeznaczyc calosc swych zasobow przerobowych na analizowanie swojej sytuacji, co w wielu przypadkach moze prowadzic wlasnie do zniechecenia, jak u Ciebie.

          > Nie, to nie tak, ze ja nie lubię tych ludzi. Lubię nawet. tzn. inaczej, ja ludz
          > i jako ludzi (jako gatunek, grupy) nie lubię, ale lubię pojedyncze osoby. Nie m
          > ogę znieść wszystkich tych "okoliczności", sytuacji całościowej.

          Ja nie pytam o gatunek ludzki tylko o tych konkretnych ludzi z ktorymi przychodzi Ci pracowac na codzien, a tu piszesz ze niespecjalnie Ci oni leza (bo czym sa te 'okolicznosci' ?), co tylko poteguje ten efekt.

          > Ja nie umiem się tak zaangażować raz na zawsze. Tyle rzeczy mnie interesuje. Nie mogę jednym tylko. A lubię tak "totalnie", a w dwa totalnie się nie da. I pat. I stop.

          Eeetam. Ja sie potrafie totalnie skupic na muzyce, by oddac sie pozniej calkowicie rozmowie ze znajomymi, owa totalnosc rozciagajac na sen, narty, wszelakie podroze, gotowanie ogladanie itd. Ja mysle ze masz zjebana perspektywe i potrzebujesz na gwalt albo nowej albo odnowienia posiadanej.

          Polecam tu to samo co uczynil moj byly przelozony, inzynier, facet postanowil pojechac sobie na swe 60-te urodziny do Hiszpanii aby przejsc tam w ciagu 30 dni Pireneje (taki wyjazd zorganizowany to byl, szlo sie mala grupka, ludzie z roznych miejsc z Europy). Tak sie gosciowi oderwanie od codziennosci duchowo rozroslo, ze po powrocie zostawil zone (choc przed wyjazdem kupil jej w prezencie bardzo kosztowny samochod), ukochane, dorosle juz dzieci, i wyjechal do Niemiec, gdzie gra teraz ultra szczesliwy na gitarze. Gdyby nie te gory i 30 dni w odosobnieniu, nie ma bata aby za tego zycia dokonal takiego wyboru.

          U Ciebie moze to zaowocowac zwyczajnie pokochaniem swojej wybitnosci zawodowej, czyli nic sie nie musi zmieniac, bo tak naprawde niczym sie nie roznisz od innej osoby, robiacej dokladnie to samo co Ty, tylko z przyjemnoscia, jak wlasnie odmiennym stanem swiadomosci.

          Wyjedz se gdzies, tylko nie do kurortu ;'))
          • larusse Re: zacięłam się 29.03.11, 11:29
            jan_stereo napisał:

            > Skoro zadania masz juz ogarniete na maksa, wlasnie wowczas zaczyna sie rutyna b
            > o mozg zamiast skupiac sie w pelni na pracy, moze przeznaczyc calosc swych zaso
            > bow przerobowych na analizowanie swojej sytuacji, co w wielu przypadkach moze p
            > rowadzic wlasnie do zniechecenia, jak u Ciebie.
            >

            Ok, pełna zgoda.

            > Ja nie pytam o gatunek ludzki tylko o tych konkretnych ludzi z ktorymi przychod
            > zi Ci pracowac na codzien, a tu piszesz ze niespecjalnie Ci oni leza (bo czym s
            > a te 'okolicznosci' ?), co tylko poteguje ten efekt.

            Lubię ich. Niektórych nawet bardzo.


            > Ja mysle ze masz zjebana perspektywe i potrzeb
            > ujesz na gwalt albo nowej albo odnowienia posiadanej.
            Nie wykluczam.


            > U Ciebie moze to zaowocowac zwyczajnie pokochaniem swojej wybitnosci zawodowej,
            > czyli nic sie nie musi zmieniac, bo tak naprawde niczym sie nie roznisz od inn
            > ej osoby, robiacej dokladnie to samo co Ty, tylko z przyjemnoscia, jak wlasnie
            > odmiennym stanem swiadomosci.


            Jasne, że zasobami się nie różnię (stąd ta ironiczna "wybitność"). Ale nie mogę nie zmienić. Nie wytrzymam, tak samo jak nie wytrzymałam kiedyś. Robiłam coś podobnego co teraz. Wytrzymałam niecałe 5 miesięcy. Rzuciłam to w diabły i przeżyłam jedną z fajniejszych przygód swojego życia. Ale nie wykluczam, że idealizuję z perspektywy czasu. Ale tak to teraz określam. Jako super przygodę. Wróciłam, gdzie indziej. Z postanowieniem, że robię drugie podejście. Już nie mogę. Nie obchodzi mnie to co robię. Nie obchodzi. Chodzę na jakieś spotkania, jeżdżę na sesje, mówię co mam powiedzieć i gapię się w okno. Nosi mnie. Nie wiem co, ale coś mnie nosi. To żałosne. Jestem na delegacji, łażę sobie po upiornym miasteczku i myślę, że jak ktoś ma talent to mógłby tutaj powieść napisać. Siedzę na miejscu i słyszę, że ja tutaj nie pasuję, że nie powinnam tutaj pracować, że to nie dla mnie . Pojawia się "obiektywnie" fajna (wszyscy twierdzą, że fajna) propozycja wewnątrz, w pracy. A mnie się nie chce. Myślę sobie co z tego, że dasz sobie radę (bo wiem, ze dam), ale co? będziesz udawać, że cię to obchodzi???
            Nie mogę teraz wyjechać. nie mam warunków. Zresztą, wyjeżdża się, jak ten Twój szef, koło 40, 50, 60 żeby się zastanowić nad swoim życiem, a nie początku, bo nawet nie ma za bardzo nad czym się zastanawiać. Ja jestem raczej na początku. Na początku to się idzie. Później można się zatrzymać. I stać i myśleć i medytować i patrzeć wstecz. A ja co? Na początku, jak ta kretynka stoję, myślę i medytuję i patrzę sama nie wiem gdzie. I nic. Wszystko na opak...
            • jan_stereo Re: zacięłam się 29.03.11, 12:51
              larusse napisała:


              > Nie mogę teraz wyjechać. nie mam warunków. Zresztą, wyjeżdża się, jak ten Twój
              > szef, koło 40, 50, 60 żeby się zastanowić nad swoim życiem, a nie początku, bo
              > nawet nie ma za bardzo nad czym się zastanawiać.

              To nie jest zupelnie zwiazane z wiekiem, mozna wyjechac (czy tez raczej pojechac) tak samo w wieku lat 25 jak i 35 badz 70. Przeciez zastanawiac mozna sie wlasnie i nad 'niczym' tak jak Ty to robisz teraz, a problemem jest to, ze masz strasznie zawezone spojrzenie na swoje obecne zycie i nic sama nie wymyslisz patrzac na TO z tego samego miejsca w ktorym sie znajdujesz. Po drugie, Ty masz zrobic sobie przerwe urlopowa nie po ty by glowkowac i medytowac nad soba, ale wlasnie aby przerwac ten lancuch myslowy co Cie ta teraz omotal, i skupic sie w 100% na czyms diametralnie innym.

              To moze popracuj nad 'warunkami' zatem, niech to bedzie Twoj cel, no chyba ze masz taka robote i zycie, ze nawet tego nie dasz rady wypracowac.
              • larusse Re: zacięłam się 29.03.11, 14:12
                jan_stereo napisał:

                > To nie jest zupelnie zwiazane z wiekiem, mozna wyjechac (czy tez raczej pojecha
                > c) tak samo w wieku lat 25 jak i 35 badz 70. Przeciez zastanawiac mozna sie wla
                > snie i nad 'niczym' tak jak Ty to robisz teraz, a problemem jest to, ze masz st
                > rasznie zawezone spojrzenie na swoje obecne zycie i nic sama nie wymyslisz patr
                > zac na TO z tego samego miejsca w ktorym sie znajdujesz. Po drugie, Ty masz zro
                > bic sobie przerwe urlopowa nie po ty by glowkowac i medytowac nad soba, ale wla
                > snie aby przerwac ten lancuch myslowy co Cie ta teraz omotal, i skupic sie w 10
                > 0% na czyms diametralnie innym.
                >
                > To moze popracuj nad 'warunkami' zatem, niech to bedzie Twoj cel, no chyba ze m
                > asz taka robote i zycie, ze nawet tego nie dasz rady wypracowac.

                No dobra, w maju pojadę na Krym. :) Zobaczymy...
                • jan_stereo Re: zacięłam się 31.03.11, 17:39
                  Krym to dobry wybor, moja siostra tam lubila jezdzic, mam nadzieje ze to nie Ty ;'))
    • larusse errata 28.03.11, 16:10
      Tak dla porządku: 5 od końca zdanie należałoby wyrzucić. Jest fałszywe.
      • out23 Re: errata 28.03.11, 18:10
        chodzi o to ?
        Staram się być dobrą chrześcijanką.
        • larusse Re: errata 28.03.11, 18:34
          Tak, widzę, że nie pasuje. Wcale, nie staram. Jestem. Ale to tylko tak dla porządku. Tam akcentu wcale nie ma. Taka wymówka tylko.

          out23 napisał:

          > chodzi o to ?
          > Staram się być dobrą chrześcijanką.
          • out23 Re: errata 28.03.11, 20:26
            zapałki kupiłaś..., serio to ciekawe jak to ułożysz.. czekam
            ciagle mam za mało danych, trzeba od Ciebie wyciągać
            I nie mów że to 2+2 , może coś się ciagnie za Toba..
            Co bagatelizujesz..
            • larusse wysłałam już. Nie doszło jeszcze? 28.03.11, 20:43
              Ew. komentarz to już na maila, dobrze? Nie publicznie :)

              out23 napisał:

              > zapałki kupiłaś..., serio to ciekawe jak to ułożysz.. czekam
              > ciagle mam za mało danych, trzeba od Ciebie wyciągać
              > I nie mów że to 2+2 , może coś się ciagnie za Toba..
              > Co bagatelizujesz..
    • larusse histeryzuję trochę, nie? 29.03.11, 14:15

      • mskaiq Re: histeryzuję trochę, nie? 29.03.11, 15:47
        Nie histeryzujesz. Masz powazne problemy z ktorymi sobie nie
        radzisz. Probujesz cos z nimi zrobic ale nie wiesz jak.
        Serdeczne pozdrowienia.
    • larusse koniec. 03.04.11, 17:12
      Znowu mam apetyt na karierę :) To chyba przez tę wiosnę za oknem :)
      • paco_lopez Re: koniec. 03.04.11, 18:20
        pewnie że tak. dołek marcowy to zadne tam wielkie coś. prawie każdy go ma w PL. w tym roku mniejszy niż zwykle bo pogoda była łagodna. wczoraj i dziś , to normalnie odpał, ruja , szał. kto by sie tam przejmował czym kolwiek jak zdrowy i najedzony.
        • larusse Re: koniec. 03.04.11, 19:17
          paco_lopez napisał:

          > wczoraj i dziś , to normalnie odpał, ruja , szał. kto by sie tam przejmował czym kolwiek jak
          > zdrowy i najedzony.

          Odpał i szał to bliżej Nocy Kupały i po... cały lipiec. Kiedy nie wiesz czy spałeś czy nie... czy to już kolejny dzień czy jeszcze tamten. Szaleństwo :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka