Dodaj do ulubionych

Koniec walki

16.05.11, 17:22
Od ponad roku walczę z tęsknotą i depresją nią spowodowaną. Utraciłem największą w moim życiu miłość do której nie ma już powrotu. Próbowałem wszystkiego, leków, psychoanalizy, innych kobiet, alkoholu, towarzystwa, hobby. Walczę z każdym dniem i modlę się by już się skończył. Razem pracujemy w tej samej firmie, widuję ją co najmniej raz dziennie. Rozwala mnie to zupełnie, sama myśl że była/jest/będzie z kimś innym doprowadza mnie do szaleństwa. Próbowałem wrócić, nie udało się, sprawa wg niej zamknięta. Przestałem interesować się czymkolwiek, utraciłem cele, czuję się jak zombi. Nie jest to młodzieńcze zauroczenie za chwilę będę miał 44 lata podczas których nigdy tak nie kochałem i nie cierpiałem. Nie mam już siły na oczekiwanie „cudu”, straciłem wszelką nadzieję. Wydaje mi się że każdy następny związek będzie bladym cieniem tego co przeżyłem. Nigdy nie szukałem dużych pieniędzy ani władzy, szukałem szczęścia i wydawało mi się że znalazłem. Nie jestem bez winy nie doceniałem tego co miałem a potem było już za późno.
Teraz coraz częściej przychodzi mi do głowy „rozwiązanie ostateczne”. Nie przeżyję już czegoś tak wielkiego, czekałem tyle lat i trafiło mnie tak tylko raz. Codziennie myślę by już z tym skończyć i przestać się męczyć.
Po co to piszę? Nie mam odwagi powiedzieć przyjacielowi jak daleko to zaszło, wstydzę się takiej niemocy. Czuję się tragi-komicznie, stary głupi baran. Wiem że ze mną nie wszystko w porządku, wiem że jeszcze długo przyszłoby mi się tak męczyć. Tracę siły z dnia na dzień i nie widzę innego rozwiązania. Gdy podjąłem decyzję takiego rozwiązania poczułem się znacznie lepiej. Wiem że skrzywdzę, dzieci, przyjaciół ale doszedłem do ściany.
Nie oczekuję pocieszenia ani rozwiązania, raczej oceny mojego stanu.
Obserwuj wątek
    • el_capricho Re: Koniec walki 16.05.11, 19:50
      Igor,
      wiem o czym piszesz, bo przeżyłam to. ten stan trwał około 3 lat, w tym czasie nie mogłam się z nikim związać i faktycznie byłam jak zombie. jak Ty. potem powolo, powoli odeszło. miałam nowe związki, nic z nich na dłużej nie wynikło, ale wiem, że to nie z powodu tamtej miłości, tylko dlatego, że trudno jest już budować związki zbliżając się do czterdziechy. natomiast tamto odeszło. dziś myślę o tym nawet bez sentymentu, całkiem obojętnie. nie martw się, u Ciebie też minie. tylko daj sobie czas.
      pozdrawiam i trzymam kciuki.
    • solaris_38 Re: Koniec walki 16.05.11, 20:08
      faktycznie
      samiec owsika tez umiera po kopulacji bo to najlepsze co go spotkało
      samiec glisty też długo po wielkim kacie miłości nie pożyje

      po co żyć jak ONA nie chce
      cóż warta przyjaźń
      rzesze przodków i ich walka o przeżycie
      co warta rodzina
      sąsiedzi
      praca
      wstający świt

      nic nie warte

      nałóg ponad wszystko

      lecz można po porzucić

      a w zamian

      dostać cały świat
      z jego nieskończoną radością

      :)



    • bez_seller To niemozliwe! 17.05.11, 12:02
      Usunales moj wpis, chociaz Igor-stary domagal sie oceny swojego stanu. Wypisywanie "analiz" psychologicznych nie jest lepsze od napisania szczerego wyznania, ze uwazamy kogos za emocjonalnego durnia. Nikomu nie chce sie umierac majac swiadomosc, ze w oczach innych nie jest zadnym Romeo, ale zwyklym glupcem. Nie mysl, ze moje opinie sa impulsywne, pisane tylko po to, by wyladowac swoja agresje lub nadmiar energii i nie mysl, ze tylko Twoj sposob rozmowy jest sluszny. Uwazam tez, ze powinienes poczuc sie i wzamian za usunieta moja opinie, napisac swoja. Nie ma nic gorszego dla takiego potencjalnego samobojcy niz obojetnosc. Z powazaniem.
      • idoli Re: To niemozliwe! 17.05.11, 12:10
        Może pomyśl o zmianie pracy. To, że ją widujesz nie pomaga zapomnieć, a zapomnieć naprawdę można.
        Nie wszystko stracone. Przed Tobą jeszcze drugie tyle życia. Czemu uważasz, że już nic fajnego się nie wydarzy? Ocena Twojego stanu? Jest on dramatyczny, ale to sam przecież wiesz.
      • to.niemozliwe Re: To niemozliwe! 18.05.11, 06:10
        Gdyby to wyjasnienie pojawilo sie od razu, to post nie zostalby usuniety. Bede bral pod uwage Twoj styl wypowiedzi, jednakze Ty takze wypowiadaj sie mniej ofensywnie, jak wiesz - zalezy mi na tym, by nasze forum, oprocz dobrego poziomu otwartej i rzeczowej dyskusji - cechowalo sie takze komunukacja bez przemocy.
    • y.agni.k Re: Koniec walki 17.05.11, 12:09
      Nie no jasne, myśl tylko o sobie, pewnie czemu nie?
      A dzieci i przyjaciele, pies ich drapał, Ty i Twoje cierpienie są tu najważniejsze.
      Nawet się nie zastanawiaj, myślę że najprościej jest zawalić coś w związku zostać
      porzuconym a potem się zabić. Wiesz czemu? Bo stawienie czoła swoim porażkom
      i zranionym uczuciom jest dużo ciężej, pewnie Cię na coś takiego nie stać?

      Pozdrawiam
    • resonka Re: Koniec walki 17.05.11, 13:12
      Kiedy spotkałam mojego męża rozpaczał właśnie bo rozstaniu z dziewczyną. Podobało mi się to co i jak o niej mówił, pomyślałam wtedy jaki romantyczny facet, kurczę chciałabym żeby mnie tak ktoś kiedyś pokochał i wiesz co pokochał mnie .... on. Dopiero później dowiedziałam się co to za miłość. Toksyczna, zniewalająca, ograniczająca, ubezwłasnowolniająca.

      To straszne być z kimś takim. Człowiek jest samodzielną, odrębną jednostką, która musi umieć żyć sama, tylko wtedy ma szansę na zdrowy, fajny związek. Ludzie łączą się nie po to by jeden wisiał na drugim tylko by się mogli wzajemnie wspierać, liczyć na siebie, dopełniać się. Ale jednocześnie muszą nie zatracić siebie by umieć w życiu pójść własną drogą gdy się okaże, że związek z jakiegoś powodu się rozpada.


      Są kobiety bluszcze są i mężczyźni, ale kobiety są mniej szkodliwe, one krzywdzą tylko siebie, mężczyźni zaś krzywdzą innych. To oczywiście uogólnienie ale jednak tak jest w większości.

      Poznaj siebie, naucz się siebie, stać się samodzielnym pełnowartościowym człowiekiem a zbudujesz związek o jakim nie marzyłeś. Ludzie szukają partnerów do zrekompensowania sobie swoich braków zamiast pracować nad sobą. A wtedy ich partnerzy mają przerąbane. Gdy sam siebie pokochasz, pokochają cię inni miłością jakiej nie zaznałeś.

      Masz dzieci i przyjaciela, jakim jesteś ojcem i przyjacielem skoro masz takie myśli, to samolubne i bez serca, szczerze im współczuję. Stań na nogi, otrząśnij się żyj dla siebie i dla tych, dla których jesteś ważny a nie ganiaj za cieniem minionych bezpowrotnie chwil.


      Pozdrawiam Cię i wierzę, że uda Ci się pokonać cierpienie, bo wiem że cierpisz, tylko, że to cierpienie jest z tych, które nie uszlachetniają.

      • igor_stary Re: Koniec walki 17.05.11, 14:02
        Nie byłem bluszczem, nie napadałem wciąż informacjami, nie pytałem co, gdzie i z kim. Wręcz przeciwnie moje podejście do jej strefy prywatności odczytywane były jako brak zainteresowania. Nie okazywałem zazdrości, wspierałem w zainteresowaniach, nie ograniczałem wyjść z jej przyjaciółkami nawet z kolegami. Tłumaczyłem że daję jej wolność której niczym nie ograniczałem.
        Po prostu nie doceniłem swojego uczucia. Strasznie mnie to wszystko sponiewierało, nie potrafię się skupić (chciałbym teraz zasuwać na budowie - byłoby łatwiej), wszystko jest mi obojętne. Zamiast rozmów z psychologiem wolę rozmowę z przyjacielem. Ale ileż można mu głowę zawracać? Ile można przeżyć "czarnych dni"? Opadam z sił. Zmiana pracy nie możliwa - kredyty.
        • koala_tralalala Re: Koniec walki 17.05.11, 14:12
          Moim zdaniem najlepszym rozwiazaniem jest zmiana pracy. Spokojnie znajdz cos innego, bo inaczej bedziesz cierpiec bez konca... Latwiej sie pozbierac, gdy sie nie widzi ukochanej osoby (codziennie!).
        • bez_seller Re: Koniec walki 17.05.11, 14:17
          igor_stary napisał:

          > Po prostu nie doceniłem swojego uczucia. Strasznie mnie to wszystko sponiewiera
          > ło, nie potrafię się skupić

          Zabic sie z "milosci" mozna majac 16 lat. 44-letni amant lezacy martwy u stop gardzacej nim kochanki, to widok dosc pretensjonalny. Nawet Mniszkowna przy tym wysiada.
          A tymczasem dzieci do wychowania, kredyty do splacenia i chyba jakas zona.
          Obraz nedzny i rozpaczny. :)


          (chciałbym teraz zasuwać na budowie - byłoby łatwie
          > j), wszystko jest mi obojętne. Zamiast rozmów z psychologiem wolę rozmowę z prz
          > yjacielem. Ale ileż można mu głowę zawracać? Ile można przeżyć "czarnych dni"?
          > Opadam z sił. Zmiana pracy nie możliwa - kredyty.
          • igor_stary Re: Koniec walki 17.05.11, 14:28
            Tak żałosne, nikomu nie życzę. Żony już dawno brak. By nie było więcej wątpliwości: zarabiający, ciekawy świata, własne pasje, nie zapuszczony, z powodzeniem u kobiet, podobno wygadany - i właśnie to wszystko mi teraz ścieka.
            • bez_seller Re: Koniec walki 17.05.11, 14:34
              igor_stary napisał:

              > Tak żałosne, nikomu nie życzę. Żony już dawno brak. By nie było więcej wątpliwo
              > ści: zarabiający, ciekawy świata, własne pasje, nie zapuszczony, z powodzeniem
              > u kobiet, podobno wygadany - i właśnie to wszystko mi teraz ścieka.

              Po prostu chlopak do wziecia! :))) I Ty sie chcesz zabijac? :D
              • y.agni.k Re: Koniec walki 17.05.11, 14:36
                > Po prostu chlopak do wziecia! :))) I Ty sie chcesz zabijac? :D

                :-))
              • igor_stary Re: Koniec walki 17.05.11, 15:03
                Nie jedna chciała ale mam nieźle namotane w głowie więc nie pakowałem w nic innego oprócz krótkich miłych chwil. Ciekawe co tym razem zostanie wydłubane :)
                • bez_seller Re: Koniec walki 17.05.11, 15:18
                  igor_stary napisał:

                  Ciekawe co tym razem zostanie wydłubane :)

                  Ze nie jest z Toba tak calkiem zle, skoro ciekawia Cie efekty naszej dlubaniny. :))
        • oliwe Re: Koniec walki 17.05.11, 14:39
          Napisałeś: "Po prostu nie doceniłem swojego uczucia".

          Zgadzam się, tylko, że nie o uczucie miłości tu chodzi tylko straty. Tak nie doceniłeś zawczasu jakie uczucie straty będzie ci towarzyszyć gdyby odeszła. I nie umiesz się z tym pogodzić, a nie akceptując faktów rozdrapujesz rany. Spójrz na swoją byłą obiektywnie, przecież nie była idealna, jasne pokochałeś jej wady ale równie dobrze możesz przestać je kochać, nie chodzi o to, żeby ją deprecjonować, chodzi o to, że nikt nie jest idealny, czasem tylko ludzi idealizujemy i na pewno nikt nie jest zasługuje na to by zniszczyć mu życie wyrzutami sumienia bo nie chciał być z nim.

          Czy uważasz, że ona powinna być z Tobą wbrew sobie, wbrew temu, że nie chce? Odpowiedz sobie na to pytanie, jeśli zaakceptujesz fakt odejścia to zrobisz pierwszy krok do wyjścia z otchłani rozpaczy.

          Pewnie w środku brzmi odpowiedź pewnie!, powinna, mnie się nie opuszcza, nie zostawia, nie zapomina jak o zeszłorocznym śniegu, przecież nie zasłużyłem, byłem dobry, kocham, nic takiego nie zrobiłem by czuć się winny, Mietek i Stasiek żony leją a te nie odchodzą, jak mogła itd itp, tylko wiesz co nikogo to nie obchodzi, poużalaj się nad sobą to też etap potrzebny by zaklajstrować zranione ego a potem wróć do życia bo to jedyne co jeszcze masz.
          • igor_stary Re: Koniec walki 17.05.11, 15:06
            Najlepsze w tym wszystkim że już dochodziłem do siebie ale jej znajoma przekonywała mnie że ona bardzo cierpi, wciąż kocha itp. Konfrontacja była bardzo bolesna i ujrzałem całkiem inny obraz. Albo ma dwie twarze albo ktoś mi zrobił duże kuku.
            • oliwe Re: Koniec walki 17.05.11, 16:36
              Jest i trzecie wytłumaczenie, też cierpi bo każdy cierpi bo rozstaniu, po niej też to nie spłynęło jak po kaczce, każde rozstanie to jakiś rozłam w sercu, czas reflekcji, przemyśleń, czasem żałowania, że tak się stało, co wcale nie znaczy, że zmieniła zdanie. Może cierpi ale nie chce wracać do tego co było bo więcej jednak widzi w tej przeszłości minusów niż plusów. To, że komuś się zwierzyła niekoniecznie było przeznaczone dla Twoich uszu, za długi język i wp....e się między wódkę a zakąskę daje takie właśnie efekty.
    • larusse igor, igor... 17.05.11, 18:18
      ZUS pada, Unia się sypie, a Ty tu jakieś love story.
      Co Wy, Ziemianie, macie z tą miłością to ja nie wiem...
    • gadagad Re: Koniec walki 17.05.11, 18:46
      A nie truj. Przeszkadza ci, że to ona cię rzuciła, bo wykazała się rozsądkiem, nad emocjami. Walczysz tylko o to, byś to ty ją rzucił. Jesteś gotów na samobójstwo, by ją postawić ją w sytuacji ostatecznego rzucenia, ALE jednak przez ciebie.
      • igor_stary Re: Koniec walki 17.05.11, 19:43
        Tak bym tego nie upraszczał. Nie chcę dalej tego rozgrzebywać. Oddźwięk taki że wstyd mi że w chwili słabości to napisałem. Macie rację brzmi to wszystko żałośnie.
        Dziękuję za słowa otuchy, kopniaki w dupę, łajanie, dobre rady i ironię. Razem do kupy to zbiorę i tytanicznie przemyślę.
        No blisko byłem i nie wiem czy jeszcze nie będę.
        Bywajcie, dzięki.
        • larusse Re: Koniec walki 17.05.11, 20:00
          W nicości wydaje się czasami, że wszystko wolno. A jak trzeźwo spojrzysz to widzisz, że jak pociągniesz za sznurek to parę rzeczy się posypie. Lepiej nie ruszać.

          Idź lepiej na targ. Tam to dopiero jest życie... a jacy ludzie zabawni... normalność aż kipi i paruje.

          igor_stary napisał:

          > No blisko byłem i nie wiem czy jeszcze nie będę.
          > Bywajcie, dzięki.
          • gadagad Re: Koniec walki 17.05.11, 20:23
            Miły Igor nie napisał, dlaczego puściła go w trąbę, ani za co powinna go kochać. To nie była chwila słabości, że wszedł na net, nie wiele dał, ale miało mu to przynieść jakąś korzyść. Ode mnie dostał uproszczoną ocenę, uproszczonej sytuacji.
            • igor_stary Re: Koniec walki 17.05.11, 20:32
              I uproszczonej oceny na tej podstawie. Tak miałem korzyść obciążyć net kilkoma bajtami. Do właściwej oceny potrzeba by całej mojej wersji, jej wersji i bóg wie jakich dowodów, ekspertyz i podejść do tematu.
              Dlatego opisałem co dzieje mi się w głowie, nie sięgałem dalej, elaborat by wyszedł. I tak większość oceniłaby jako nie obiektywny i miałaby rację.
    • out23 Re: Koniec walki 17.05.11, 20:31
      Mam wrażenie,z e mój znajomek zaplątal sie w podobna sprawe, tak mi sie zdaje chwilami, jak Ciebie czytam, trwało to chyba 8 lat a zaczęło sie ok 50-tki (u niego)
      I były tam chyba trzy pytania
      - czy zadurzyłes się w swoich oczekiwaniach
      - czy jest niedojrzala versus preferuje przelotne związki
      - czy przypadkiem, męczyzna (w pewnej metaforze uzalezniony) nie jest celem jej trwania
      A jak to sie skończyło ? On sam dobrze nie wie, mówił, ze albo sie wypalił, albo zakochał sie w złudzeniach, które stwarzała w odruchu nieustannego wabienia samców ?
      3 lata jak tu ktos wspomniał trzeba przeczekać.

      > Wydaje mi się że każdy następny związek będzie bladym cieniem tego co przeżyłem
      Słusznie wydaje się. Emocje wydaje sie.. programuja człowieka na stałe.

      Przeanalizuj sytuacje z bankiem, rozejrzyj się za pracą.
      Jeżeli przetrzymasz przejscie, byc może przewartościujesz wszystko.
      Jak spojrzysz na Siebie za 3 lata, to będziesz się dziwił, w co sie wpakowałeś.



      ja wiem reszta jest O.K. a wszystkim nie może być dobrze ,
      każdy ma swoja racje
      a racja jest po środku
      • gadagad Re: Koniec walki 17.05.11, 20:45
        Aby rozwiązać podstawę problemu, dlaczego facet w średnim wieku twierdzi, że nie miał ambicji finansowozawodowych, bo stawiał na życie emocjonalne, a nie ma ani jednego, ani drugiego?
    • mona.blue Re: Koniec walki 17.05.11, 23:26
      Nie załamuj się, może sprawa nie jest tak do końca zamknięta, może jeszcze jej się odwidzi, kobiety zmienne są. A jak nie, to tak jak napisali inni, czas leczy rany. W każdym razie masz jeszcze życie przed sobą, które może być satysfakcjonujące. Tylko w to uwierz.
      • renkaforever Re: walka sie wlasnie zaczela 18.05.11, 03:56
        Walka z tym, co przezywasz wlasnie sie zaczela. Mysle, ze czujesz sie jak glupi baran, ktory myslal , ze wszystko trwa wiecznie. Niestety, zycie zmienne jest i trzeba sie przystosowac do nowej sytuacji. Masz mile wspomnienia i wybacz, prawdopodobnie nie okazywales swoich goracych uczuc we wlasciwy sposob. Zostaly zinterpretowane jako slabe. Dlatego dala sobie spokoj. A ty zajmij sie kariera. To moze dostarczyc ci wiecej adrenaliny niz jakas kobiecina, ktora nie umiala docenic twojej laskawosci. I wychodzila wieczorami z kolegami, pewnie na mecze pilki noznej :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka